Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
magdasz

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Rekomendowane odpowiedzi

Gość
W dniu 20.09.2018 o 16:58, SelinaKyle napisał:

Fajny avatar ;) I jak w pracy? Ja bym chciała do pracy :< oczywiście dobrej fajnej pracy, którą bym lubiła :P

Jakoś się wdrożyłem. Powrót do pracy po urlopie zawsze wzmaga u mnie stres. Zresztą sama praca też, ale nie w takim stopniu. Ja się w ogóle za bardzo stresuję w życiu niestety. Powodzenia w szukaniu satysfakcjonującej pracy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, Teksas napisał:

Jakoś się wdrożyłem. Powrót do pracy po urlopie zawsze wzmaga u mnie stres. Zresztą sama praca też, ale nie w takim stopniu. Ja się w ogóle za bardzo stresuję w życiu niestety. Powodzenia w szukaniu satysfakcjonującej pracy.

U mnie działa to podobnie, kiedy mam kilka dni wolnego i wracam do pracy jest masakra. Jeśli już zacznę chodzić i jestem jakby w takim rytmie to jest ok i 2 dni w weekend tego nie zmieniają tak bardzo jak np tydzień chorobowego/urlopu. Zawsze w noc przed poniedziałkiem prawie nie śpię. Masz jakiś sposób jak sobie z tym radzić ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tez mam kilka dni wolnego,ale prace mam o kej ,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nic specjalnego sie nie dzieje jak siedzę w domu ,dobrze więc będzie wrócić  do pracy, telewizor  radio internet  wszystko włączone jednocześnie ,nie wiadomo co robić tyle wolnego,kiedyś tak siedziałam tyle lat ,nie było dobrze,a teraz mam prace i wiem że do niej wracam ,bo nie ma co robić na urlopie,a wyjeżdżać nigdzie sie nie chce ,choć byłoby gdzie jakbym chciała

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
10 godzin temu, SelinaKyle napisał:

Może trzeba zmienić pracę na mniej stresującą? ;)

Jak napisałem ja się wszystkim stresuję i w innej pracy byłoby tak samo. A jak nie pracą, to zaraz wymyślę sobie inny powód do zmartwień. Taki charakter po prostu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
22 godziny temu, kazashi napisał:

U mnie działa to podobnie, kiedy mam kilka dni wolnego i wracam do pracy jest masakra. Jeśli już zacznę chodzić i jestem jakby w takim rytmie to jest ok i 2 dni w weekend tego nie zmieniają tak bardzo jak np tydzień chorobowego/urlopu. Zawsze w noc przed poniedziałkiem prawie nie śpię. Masz jakiś sposób jak sobie z tym radzić ?

Taaa, w niedzielę przed powrotem, po dłuższej nieobecności mam tak samo zawsze. Nie wymyśliłem sposobu na to. Trzeba byłoby po prostu wyluzować, ale ja tego nie potrafię. Czasem zazdroszczę innym, że umieją nie traktować wszystkiego tak poważnie. Zwłaszcza pracy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, SelinaKyle napisał:

Może trzeba zmienić pracę na mniej stresującą? ;)

W teorii moja praca nie jest stresująca, wiadomo praca to praca, ale nie jestem odpowiedzialny za miliony czy innych ludzi. Zdaje sobie z tego sprawę lecz stres nasila się jakby sam często bez konkretnego powodu.

 

36 minut temu, Teksas napisał:

Taaa, w niedzielę przed powrotem, po dłuższej nieobecności mam tak samo zawsze. Nie wymyśliłem sposobu na to. Trzeba byłoby po prostu wyluzować, ale ja tego nie potrafię. Czasem zazdroszczę innym, że umieją nie traktować wszystkiego tak poważnie. Zwłaszcza pracy.

To jest właśnie mega dziwna sprawa niby wiem o tym, że daje sobie w pracy radę to coś mnie wewnątrz i tak męczy i dopiero w pracy w miarę potrafię się uspokoić najgorsze jest to oczekiwanie i nigdy do końca nie wiesz co w pracy może Ciebie spotkać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jestem w dołku, nie da się ukryć. I to jest mój pięćsetny post tutaj, więc też niezbyt optymistycznie, bo nie powinno mnie tu być tak długo. Pozdro dla znerwicowanych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Padł mi komputer, moja płyta główna wyzionela ducha ;(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W niedzielę lecę na tydzień do UK. Latałam już wcześniej parę razy ( w sumie z każdym lotem było gorzej, choć pierwszy był cudowny)  ale nigdy nie sama... a teraz nie dość, że lecę sama to jeszcze umieram od tygodnia ze strachu, a samolot mnie paraliżuje...  Mój lekarz przepisał mi Xanax 0,25 i po nim jest w miarę ok (chociaż twierdzę, że przydałby mi się co najmniej 0,5-1) 

Ps. Lecę tylko z bagażem podręcznym, mogę zabrać Xanax ze sobą? (jakoś muszę wrócić) czy muszę mieć zaświadczenie jakieś od lekarza? Czy po prostu spakować go jak inne leki w pudełku z ulotką? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Tata w przyszłym tygodniu idzie do szpitala, na operację, jak będą jakieś poważne powikłania to ja tego nie przeżyję :(  Mój tatuś jest najlepszym facetem, jakiego znam i jednym z najlepszych ludzi, jakich znam. Oddałabym wszystko, żeby tylko był zdrowy. To tak jednak nie działa... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@stworzonabyzyx, trzymam kciuki za Twojego tatę i Ciebie.

 

Mnie męczy jakaś depresja. Oby znowu nie depresja od Rysperydonu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziś mam mega kiepski dzień, jeden z gorszych w ostatnim czasie. Kiepsko się czuje do tego mój kochany żołądek boli, mdli i wszystko co może na raz, a od jutra cały tydzień pracy. Czuje się jakby przejechała po mnie ciężarówka, a już było tak fajnie i wszystko zaczynało się układać. Nawet odnowiłem kilka starych kontaktów, ale jak widać jednak mam siedzieć w domu i pracować wszystko poza tym kończy się "karą". Do tego czuje się jakby wypalony wewnątrz i brak mi chęci do czegokolwiek. Może to jednak pewien rodzaj depresji? Tylko lekarz tego nie zauważa, a może to ja na tyle dobrze to maskuje przed innymi ?

Edytowane przez kazashi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
W dniu 1.10.2018 o 00:21, kazashi napisał:

Dziś mam mega kiepski dzień, jeden z gorszych w ostatnim czasie. Kiepsko się czuje do tego mój kochany żołądek boli, mdli i wszystko co może na raz, a od jutra cały tydzień pracy. Czuje się jakby przejechała po mnie ciężarówka, a już było tak fajnie i wszystko zaczynało się układać. Nawet odnowiłem kilka starych kontaktów, ale jak widać jednak mam siedzieć w domu i pracować wszystko poza tym kończy się "karą".

No właśnie, jak to jest z tą karą? Też tak macie? nawet jak z rzadka mam lepszy dzień, to nie potrafię się tym cieszyć, bo mam wrażenie, że spotka mnie za to jakaś kara w postaci większego doła i złych myśli. Coś na zasadzie "nie ciesz się tak za bardzo gościu, bo pamiętaj że jesteś chory i zaraz będziesz cieńko piskał".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzę podwójnie. Jak mnie to wkurza. Nic z bliska nie widzę. Muszę jedno oko zamykać 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie do niczego lęk niesamowity zamartwiam się o rzeczy o 10 lat do przodu i mam do siebie pretensje o rzeczy z przed wielu więcej lat.Lęk uogólniony straszliwy ratuje się benzo ćpam je bo tylko ono daje mi chwilę wytchnienia.Ogólnie też mam myśli co było by gdybym popełniłbym samobójstwo.Nie ma nadziei ani w Pregabalinie ani SSRI ani żadnych stabilizatorach.Może zaćpać się benzo na śmierć...........

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
23 godziny temu, Teksas napisał:

No właśnie, jak to jest z tą karą? Też tak macie? nawet jak z rzadka mam lepszy dzień, to nie potrafię się tym cieszyć, bo mam wrażenie, że spotka mnie za to jakaś kara w postaci większego doła i złych myśli. Coś na zasadzie "nie ciesz się tak za bardzo gościu, bo pamiętaj że jesteś chory i zaraz będziesz cieńko piskał".

Od jakiegoś czasu tak nie raz sobie myślę, dlaczego znowu ja? Nie raz kiedy coś robię i mam lepszy dzień to nie jest źle jednak kiedy mnie coś dopada to zaczynam myśleć dlaczego co i jak. Dlatego kiedy mam neutralne samopoczucie to długo się zastanawiam zanim zacznę działać obawiając się właśnie konsekwencji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rodzicie uważają, że biorę za duże dawki leków oraz nie takie, które powinienem. Chcą mi je zabrać by mi dawkować tak jak kazał lekarz. Ale ja tak właśnie robię. Nie wiem, nie potrafimy się w ogóle dogadać ze sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zastanawialiście się kiedyś nad sensem waszego życia? Nad tym czym jesteśmy w porównaniu do obserwowalnego wszechświata? Nasz wpływ na najbliższe otoczenie jest przecież tak mały. Mam dziś zły dzień jak co niedziele wieczór mam głupie myśli i chęci do zrobienia czegoś głupiego. Nie wiem czy moje życie ma sens czy nie, ale nie daje sobie rady i szukając rozwiązania analizując co dzieje się ostatnio z moim życiem, a głównie organizmem mam pewne wątpliwości. Wszystko w naszym świecie obraca się wokół pieniędzy sądzicie, że ma to sens? Ja czuje się szczęśliwy mając dużo wolnego czasu, mogąc obserwować co dzieje się wokół mnie. Nie śpiesząc się do pracy, a później w pracy i po pracy do domu i tak ciągle. Urodziłem się wolnym człowiekiem i nigdy nie potrafiłem zrozumieć sensu szkoły, powinien być plan nauczania i ktoś kto chce się tego nauczy, zajęcia to maks kilka godzin w tygodniu. Praca to dla mnie jak więzienie czuje się tam jak w klatce. Możliwe, że mój mózg nie potrafi zwolnić i przez to tak się czuje, ale niby jestem zdrowy więc to może po prostu świat nie dla mnie ? Ciągle o czymś myślę i coś analizuje i może to właśnie to mnie wykańcza?

Edytowane przez kazashi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Płyta główna zdechła na amen, nie mam wody w domu (jakieś roboty), złamałam noża, postawiałam siebie ponad to co mi najdroższe, leki zasłoniły wszystko różową mgiełką tak, że nawet wkurzyć się nie mogę i pociąć ;(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 godzin temu, kazashi napisał:

 Możliwe, że mój mózg nie potrafi zwolnić i przez to tak się czuje, ale niby jestem zdrowy więc to może po prostu świat nie dla mnie ? Ciągle o czymś myślę i coś analizuje i może to właśnie to mnie wykańcza?

Dokladnie tak jak napisałeś. Im czlowiek wiecej rozkminia, tym gorzej na tym wychodzi...

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
20 godzin temu, kazashi napisał:

Zastanawialiście się kiedyś nad sensem waszego życia? Nad tym czym jesteśmy w porównaniu do obserwowalnego wszechświata? Nasz wpływ na najbliższe otoczenie jest przecież tak mały. Mam dziś zły dzień jak co niedziele wieczór mam głupie myśli i chęci do zrobienia czegoś głupiego. Nie wiem czy moje życie ma sens czy nie, ale nie daje sobie rady i szukając rozwiązania analizując co dzieje się ostatnio z moim życiem, a głównie organizmem mam pewne wątpliwości. Wszystko w naszym świecie obraca się wokół pieniędzy sądzicie, że ma to sens? Ja czuje się szczęśliwy mając dużo wolnego czasu, mogąc obserwować co dzieje się wokół mnie. Nie śpiesząc się do pracy, a później w pracy i po pracy do domu i tak ciągle. Urodziłem się wolnym człowiekiem i nigdy nie potrafiłem zrozumieć sensu szkoły, powinien być plan nauczania i ktoś kto chce się tego nauczy, zajęcia to maks kilka godzin w tygodniu. Praca to dla mnie jak więzienie czuje się tam jak w klatce. Możliwe, że mój mózg nie potrafi zwolnić i przez to tak się czuje, ale niby jestem zdrowy więc to może po prostu świat nie dla mnie ? Ciągle o czymś myślę i coś analizuje i może to właśnie to mnie wykańcza?

Jesteś całkowicie normalny. Natomiast tak, myślenie w tych kategoriach jest czymś zabijającym jakiekolwiek spokojne życie.

Ja cały czas myślę i wszystko analizuję. Wiele lat mnie męczy rozwikłanie sensu życia, niby ze sobą ustaliłam, co jest ważne dla mnie, ale przykro mi jest codziennie z tego powodu - moje realne życie vs moje życie, które chciałabym mieć. I nie, nie chciałam nigdy Czegoś Specjalnego, wręcz przeciwnie, czerpałam radość z małej drobnostki i te małe rzeczy były zawsze dla mnie ważne. Tylko że to jest chyba najtrudniejsze do zdobycia. I bardzo jest mi przykro, że na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby, z którymi akurat o tym mogę porozmawiać. Wcześniej chciało mi się rzygać, jak słyszałam "gdybym ja tak myślał(a)..."....

Dla mnie większość ludzi żyje w jakiejś chorej formie, w jakimś układzie, według dziwnych standardów, wymyślonych przez chory świat i społeczeństwo. Jeśli uwiera Cię element klasycznego świata, np. praca etatowa czy życie w pędzie to już coś jest nie tak, prawda?

Weszłam wczoraj na forum, na którym spędziłam wiele lat. Jest tam taki wątek o odpieluszkowym zapaleniu mózgu. W ogromnym skrócie, jak zachwycasz się np. kupą swojego dziecka, jakkolwiek irracjonalnie to brzmi, to masz tą wyżej wymienioną . Wchodzą tam babki opisać wstrząsającą historię, jak np. dziecko krzyczało w kolejce, a mama zachowała się niepedagogicznie i niewychowawczo. I ja się zastanawiam, jak bardzo trzeba mieć skrzywiony obraz świata, że to wyżej jest podobno chore/dziwne, a już chora ambicja, godzenie się na 10-11 godzin poza domem dla Ważnej Pracy, życie wbrew swoim ideom, odpuszczanie swoich pasji, brak pasji i poglądów, brak szacunku dla swojego zdrowia, brak szacunku i miłości dla bliskich to już jest niby normalność, bo większość tak robi.

Mnie ostatnio zabiła wizyta w centrum handlowym. Raczej nie wychodzę do takich miejsc, bo nie mam jeszcze odporności, ale ostatnio wyciągnęła mnie przyjaciółka wieczorem - mieszkam 3 przystanki od. Poszłyśmy coś zjeść. Obok siedziała dziewczynka na wózku z jakąś chorobą, której nie chciałabym precyzować, bo nie znam się (raczej coś więcej niż jakieś porażenie nerwów, dziewczynka nie kontaktowała się słownie). Zaczęła na mnie zerkać, a mi się chciało płakać i nie mogłam się zmusić do grymasu uśmiechu. Co śmieszne, w tej całej sytuacji byli wspaniali rodzice, na moje oko 50+ (dziewczynka ok 10 lat), którzy byli tak weseli i głośni, że chciałam ich przytulić - głośno żartowali, co cieszyło dziewczynkę. Mimo wszystko ten obraz mnie zniszczył i do teraz ją widzę. Było mi tak cholernie przykro z tego powodu, tak szkoda tej dziewczynki, znowu pojawiło się drżenie i napięcie w całym ciele, a całe wyjście było już do dupy i po powrocie do domu chciało mi się tylko płakać. Powinnam się zachować normalnie, normalna ja bym się uśmiechnęła, a nie uciekała wzrokiem. Ogólnie zepsułam wieczór przyjaciółce, która była po pracy i przyjechała specjalnie zrobić mi przyjemność. Ja nie umiem panować nad sobą w takich sytuacjach, nie umiem nie patrzeć i nie myśleć, łapać dystans, przecież to zwyczajne, że obok nas są tacy ludzie. Jestem jak gąbka, tylko chłonę głównie te smutne emocje. O sobie myślę tylko i wyłącznie źle, ale takie sytuacje mnie zupełnie niszczą. Jak mi ktoś kiedyś powiedział, na to chyba rzeczywiście potrzeba wiele lat terapii.

Plus śmieszne coś, ale męczy mnie to - tak bardzo wypieram swój wizerunek, że nawet w snach jestem osobą co najmniej sprzed roku...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 22.10.2018 o 21:41, stworzonabyzyx napisał:

Jesteś całkowicie normalny. Natomiast tak, myślenie w tych kategoriach jest czymś zabijającym jakiekolwiek spokojne życie.

..........

Plus śmieszne coś, ale męczy mnie to - tak bardzo wypieram swój wizerunek, że nawet w snach jestem osobą co najmniej sprzed roku...

Wiesz tylko zależy jak definiować bycie normalnym, bo teraz to chyba dla większości jestem nie normalny. Większość goni za pieniędzmi pracą i wszystkim, ja tego nie potrafię pojąć godne życie i tyle. Jeśli wystarcza na podstawowe potrzeby to czas jest ważniejszy od pieniędzy. Po co mi więcej skoro nie mam czasu cieszyć się z czegokolwiek bo ciągle pędzę.

Są sytuacje które rozczulają każdego nawet tych po których się tego nie spodziewasz, ja staram się tego nigdy nie okazywać.

W moim przypadku zdrowie fizyczne to ogromna przeszkoda i co rusz pogodzę się z czymś nowym to przychodzi coś kolejnego astma, alergia, kości i już miałem nadzieje, że będzie ok, ale nie teraz ten żołądek który ciągle wraca już prawie ciągle odczuwam objawy. Kiedy pomyślę, że fajnie byłoby znaleźć dziewczynę to tracę nadzieje bo jak? Ciągle chory bez pracy w której zarabiam "miliony" to która kogoś takiego chce? Brać sobie ciężar na głowę? Wydaje się irracjonalne, ale czasy mamy takie, że znajomi nie mają czasu na kawę bo praca, praca itd ludzie idą do kolejnych szkół równolegle pracują i chcą mieć tylko więcej i więcej, ale po co ? Kiedy w pracy mówię na co byłem chory to mi nie do końca wierzą mam takie wrażenie bo mimo L4 itd to jednak w moim wieku chorować na żołądek czy co miesiąc być chorym na grypę to serio brzmi dziwnie. Jestem zbyt zdrowy żeby dostać rentę czy coś, ale zbyt chory aby normalnie pracować.

Dlaczego tak bardzo wypierasz ten "dzisiejszy" wizerunek, oczywiście jeśli nie masz ochoty nie odpisuj?

W dniu 22.10.2018 o 21:08, Steviear napisał:

Dokladnie tak jak napisałeś. Im czlowiek wiecej rozkminia, tym gorzej na tym wychodzi... 

 

Nie potrafię przestać myśleć ciągle mam coś w głowie i o czymś myślę czasami zmuszam się do myślenia o bzdurach żeby nie myśleć o czymś takim właśnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×