Skocz do zawartości
Nerwica.com

Problem z tożsamością - jak to pokonać?


Gość Parasolka

Rekomendowane odpowiedzi

Mam problem, który wielu osobom wydaje się bardzo błahy, ale opiszę go w nadziei, ze mnie nie wyśmiejecie.

 

Nie identyfikuję się z narzuconą mi tożsamością, a mianowicie od dziecka odmawiam używania nadanego mi imienia. Na początku rodzina myślała, ze to dziecinne wygłupy, ale mam już 23 lata i wcale mi nie przeszło, a wręcz nasiliło się jakies 3 lata temu. Zaczęłam używać innego imienia i od razu poczułam się o wiele lepiej, ale niestety rodzina nie chce tej zmiany zaakceptować. Nie wiem co mam robić, żeby znaleźć złoty środek - sama moc identyfikować się z tym kim jestem i jedncześnie nie ranić rodziny. Kiedy ktoś zwraca się do mnie prawdziwym imieniem czuję się okropnie, jakby mnie wyzywał, robię się niemiła i rozdrażniona.

 

Poza tym nie wiem dlaczego tak mam, bo zaczelo sie jak byłam mała a dziecinstwo mialam bardzo szczęśliwe, a moje imię to prawdziwe jest powszechnie znane i nie jest uważane za jakieś brzydkie itp.

 

Opiszę siebie i swoje zaburzenia, ktore mialam i mam obecnie może to pomoże, zebyscie mi dali jaką radę, co z tym robić.

 

- Fobia społeczna/ zespół Aspergera (już minęło)

- Leki nocne i lunatyzm ( już nie mam)

- Różne mniejsze fobie, ale staram się unikać tego co je wywołuje

- Skrajne nastroje (dwubiegunowa afektywna, ale lekka i nieczesta)

- Syndrom Stendhala (zawroty głowy w nowym miejscu np duzym miescie)

- Echolalia (mowię w myslach, ale odrozniam to od rzeczywistosci)

- Fuga dysocjacyjna (pozorne wędrówki i szukanie własnej tożsamości)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zespół Aspergera raczej nie mija ot tak. Ktoś zdiagnozował Ci choć jedno z tych zaburzeń?

 

Może masz problem z zaakceptowaniem siebie?

 

-- 15 kwi 2011, 13:20 --

 

- Syndrom Stendhala (zawroty głowy w nowym miejscu np duzym miescie)

Syndrom Stendhala – rodzaj zaburzenia somatoformicznego, przejawiającej się przyśpieszonym biciem serca, zawrotami głowy, dezorientacją, a nawet halucynacjami powstającymi u niektórych osób na widok wspaniałości, dzieł sztuki i zabytków zgromadzonych na małej przestrzeni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem co to jest syndrom Stendhala i wiem jak się objawia i sama go doswiadczyłam conajmniej kilka razy, ale bez halucynacji. Dopiero w nocy po pierwszym zetknieciu z tym mialam jakieś jazdy, ale nie byly to halucynacje, tylko dziwne uczucie osaczania przez budynki. Moze nie wnikajmy w ten schiz tak głęboko :)

 

Nie mowię, że to minęło ot tak - wychodzenie z tego trwało około 7 lat. Przyjmowałam kiedyś syrop na uspokojenie, miałam wypisane też leki psychotropowe, ale nie brałam ich. A minęło, bo pracowałam nad sobą. Pracowałąm takze nad zaakceptowaniem swojej tozsamosci czyli imienia i nic nie pomogło. Przeciez naszprycowanie się lekami tutaj raczej nie pomoże.

Jako takich problemow z akceptacją siebie nie mam np wyglądu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie, nie przeszłam.

Jesli chodzi o diagnozowanie, to starałam się dopasować swoje objawy do zaburzen, na temat ktorych czytałam. W ogole z tym, ze mogę miec jakies zaburzenia zetknęłam się przypadkowo - pisząc kiedys na ten temat pracę do szkoły. Wczesniej wydawało mi się, ze po prostu mam swoje dziwactwa. Chociaż moze na prawdę tak jest, bo teraz nie miewam już takich stanów, ze czuję, ze cos jest nie tak, jak to bywało w przyszlosci. Podłożem tego wszystkiego była chyba szkoła i stres, korego mi dostarczła, bo po ukonczeniu stałam się inną - weselszą i zdrowszą osobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiele osób używa innego imienia niż to, które im nadano w momencie urodzenia...to chyba nie jest problem, tylko szkoda, że rodzina tego nie chce zaakceptować. Ja na przykład wujka, ma już teraz blisko 80 lat, o którym zawsze wiedziałam, że to wuja Stachu, a niedawno się dowiedziałam, że tak naprawdę ma on na imię Antoni. I cała rodzina używała Stachu, a nie Antoni. Podobnych przypadków spotkałam już wiele. Wątpię czy to jest zaburzenie psychiczne. Co do reszty zaburzeń to może być większy problem. Może ewentualnie przydałaby się Tobie wizyta u psychologa... wiesz, to mi się wydaje tak małym problemem w porównaniu z moim - 2,5 roku temu zaczęły mi zanikać uczucia, teraz nie czuję już nic z wyjątkiem NIEWYOBRAŻALNEGO cierpienia i pustki... to niewyobrażalne cierpienie czuję już rok...od rana do wieczora...od ponad roku codzień od rana do wieczora myślę, żeby się zabić...wydaje mi się, że to niewyobrażalne cierpienie mi się zaczęło, gdy wzięłam rispolept...boję się, że on coś uszkodził z mózgu...wyobraź sobie...ponad rok cierpienia od rana do wieczora...to jest heroizm, że jeszcze się nie zabiłam...wygląda na to, że będę musiała tak żyć do smierci...a boję się zabić, bo boję się piekła...mam dopiero 30 lat...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Parasolka, Nie diagnozuj się sama. Wyrządzasz sobie wielką krzywdę.My też Ciebie tu nie zdiagnozujemy. Diagnozę przeprowadza psychiatra/psychoterapeuta.

Ale możesz tu śmialo pisać na temat swoich przemyśleń, problemów Cię nurtujących.

Dokładnie.

 

A imię jeśli ciągle by Cię w jakiś sposób drażniło można zmienić. Nie ma co ukrywać jest ciężko. Musisz to bardzo dobrze uargumentować i ponoć np przekonać, że większość ludzi tak się do Ciebie zwraca. Znam dwie osoby, które zmieniały imiona.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz, to mi się wydaje tak małym problemem w porównaniu z moim

 

?????????????????

Nie wywyższaj się.

Trochę pokory dla cierpienia innych osób.

Ja bym to potraktowała jako rozpaczliwe wołanie o pomoc. Człowiekowi w głębokim cierpieniu ból przesłania wszystko i wydaje się być największy na świecie (bo taki w gruncie rzeczy wtedy jest). Bardzo bym chciała pomóc użytkowniczce brak uczuć. Szkoda, że jestem bezsilna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja bym to potraktowała jako rozpaczliwe wołanie o pomoc. Człowiekowi w głębokim cierpieniu ból przesłania wszystko i wydaje się być największy na świecie (bo taki w gruncie rzeczy wtedy jest). Bardzo bym chciała pomóc użytkowniczce brak uczuć. Szkoda, że jestem bezsilna.

 

Wołać o pomoc można na różne sposoby. Jeśli wiąże się z tym jakaś pogarda albo poniżanie drugiego człowieka czy też wywyższanie się to mojej akceptacji na to nie ma. A to, że dla każdego z nas nasz ból jest w jakimś sensie największy (bo to my go czujemy) to oczywista oczywistość. Można jednak potworniaście cierpieć, ale zarazem okazywać szacunek dla innych osób, czy przynajmniej nie wywyższać się. A jeśli ktoś jest tak zaślepiony w swoim cierpieniu, tak pogrążony w sobie i egocentryczny, że kompletnie nie zwraca uwagi na to, jak może się poczuć przez jego słowa drugi człowiek, to także i dla jego interesu można mu zwrócić na to uwagę. I wcale nie wyklucza to odczuwania empatii wobec tej osoby. Ja uważam, że brak uczuć musi być bardzo wewnętrznie poraniona, ale to samo uważam o autorce wątku (a dostała od brak_uczuć lekceważącą uwagę).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×