Skocz do zawartości
Nerwica.com

Psychoterapia nie działa


KrzysztofT

Rekomendowane odpowiedzi

Ja zacznę się zmieniać w kogoś innego wtedy gdy zacznę nawiązywać kontakt z odszczepioną częścią i zacznę czuć. Przeraża mnie to bo stanę się nową osobą, kimś nowym, innym niż jestem i nie wiem kim. A ta obecna zniknie na zawsze. Ja się czuję tak jakbym się szykowała do zniknięcia, do tego że przestanę istnieć. I co mi z tego że na moje miejsce narodzi się ktoś inny jeżeli ja zniknę? Zapomnę wszystkie moje obecne, sztuczne emocje, zapomnę dlaczego tak reagowałam, zapomnę co czułam. Ale to nastąpi jeszcze nieprędko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeraża mnie to bo stanę się nową osobą, kimś nowym, innym niż jestem i nie wiem kim. A ta obecna zniknie na zawsze. Ja się czuję tak jakbym się szykowała do zniknięcia, do tego że przestanę istnieć. I co mi z tego że na moje miejsce narodzi się ktoś inny jeżeli ja zniknę?

Też mam podobne rozkminy w głowie, ale powoli próbuję to sobie układać...

 

Nie ma raczej opcji, aby stać się kimś totalnie innym, w tym sensie, że miałaś taką, a nie inną historię życia, jesteś tym, kim jesteś ze swoimi doświadczeniami, temperamentem, itd. Chodzi chyba o to, aby zmienić patrzenie i przeżywanie siebie, aby ten sposób przestał być zaburzony, błędny, fałszywy, w różnym rozumieniu tego słowa... aby zniknął dyskomfort i nadeszła ulga. Aby z tych kawałków budować poczucie jedności i wreszcie poczuć, kim się JEST, naprawdę. Przypuszczam, że na początku może to być dziwne-nowe, bo nieoswojone, ale w ogólnym rozrachunku uwalniające, muszę w to wierzyć, bo co mi zostaje..?

I może na tę siebie "przeszłą" będzie można kiedyś popatrzeć tak, że to był potencjał mnie, który spał, ja śniłam na jawie i w zafałszowany sposób radziłam sobie z rzeczywistością (i moją wewnętrzną i zewnętrzną), a teraz to naprostowałam. Ale ciągle byłam "ta sama", jeśli wiesz, o co mi chodzi, terapia ani ze mnie ani z Ciebie nie zrobi tabula rasa, nie ma takiej opcji/ryzyka więc nie znikniemy :) nie da się wymazać doświadczeń, emocji i popędów, które w nas są, to przecież niemożliwe i nie o to zresztą chodzi - raczej nie o wymazanie, ale takie "namazanie", pomalowanie, aby było lepiej ;) Myślę, że to dotyczy wszystkich, bo nawet sama nazwa zaburzenie OSOBOWOŚCI świadczy o tym, że pod spodem się ją ma, takie zalążki osobowości, które z lęku się trzyma w osobnych szufladkach, często totalnie zamkniętych, nie pozwala się im rozwinąć. Nie wiem, jak Ciebie, ale mnie takie podejście nastraja optymistycznie, choć przerażona jestem swoją drogą...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Temperamentem? A jaki ja mam temperament? Nawet tego nie wiem. Nie wiem co lubię a czego nie lubię, nawet nie wiem kogo lubię. Wiem tylko co obecnie bardziej lubię a co mniej lubię. Za jakiś czas znów to się zmieni. Niczego o sobie nie wiem. Kiedyś byłam zupełnie inną osobą ale też nie byłam sobą. Ciągle mam nowe zmieniające się sztuczne osobowośći.

Nie ma we mnie ciągłośći.

To znaczy jest ciągłość w pewnym zakresie, w moich negatywnych uczuciach, lęku, poczuciu winy, poczuciu gorszośći. Te same uczucia przewijają się przez całe moje życie i są niezmienne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja po tym że teraz czuję się że jestem na dnie a inni którym pomagałem są szczęśliwi w swoich rodzinach a mnie olali już dawno nie czuję zaufania do nikogo w moim otoczeniu. Terapeutka zawsze mi wmawia to samo pomimo zachowań mizantropijnych, uczuciowych i ogółem wahań nastroju które mi się relatywnie często zdarzają. Że właśnie jestem nastawiony wrogo do otoczenia i nikogo nie dopuszczam do siebie i mam swoją "czerwoną linię". A jak mam się zachowywać skoro wszyscy mnie wydupili na życiu kiedy ja się poświęcałem dla nich? Żałuję że nie byłem zimnym sukinsynem i nie mówiłem żeby se sami radzili. A teraz mają wielki pretekst że to ja jestem taki nieporadny i dlatego jestem tu gdzie jestem. Teraz jestem rozdarty bo są we mnie 2 osoby: jedna mi mówi bym komuś wreszczie zaufał bo na starość to nawet nie będzie kogoś kto mnie pochowa ale druga mówi że przez takie zaufanie jestem na dnie i krzyczy prosto z mostu - pierdol takie uczucia!

Ból fizyczny ma w sobie tyle dobrego, że jeśli przekroczy pewną granicę, zabija. Ból psychiczny, kiedy boli nas serce, zabija nas codziennie od nowa, jednak ciągle żyjemy. Paulo Coelho

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozumiem Candy, że udało Ci się ten etap przejść i z czasem powoli budować z tych kawałków siebie zdrowszą?

Dokladnie i o wiele bardziej teraz siebie lubie. Nauczylam sie zdrowego egoizmu, asertywnosci, stawiania granic. Teraz doskonale wiem czego chce a czego nie chce i potrafie to jasno wyrazic nawet jezeli otoczeniu to nie pasuje. Pokonczylo mi sie sporo znajomosci ktore bazowaly na mnie i na tym ze nie potrafilam odmawiac. Teraz jezeli na cos nie mam ochoty, czasu albo po prostu czuje ze ktos chce mnie wykorzystac reaguje stanowczo bez wzgledu na to co sobie pomysli. Moj komfort jest najwazniejszy. No i poznalam nowych , swietnych ludzi ktorym pasuje to jaka teraz jestem. Czuje sie z nimi o wiele bezpieczniej i swobodniej bo oni tez umieja stawiac granice. Zawsze bylam jakas uposledzona jezeli chodzi o towarzyskie gierki, nigdy nie potrafilam zlapac zaowalowanych sugestii i cenie sobie to ze mowia wprost.

W kazdym razie ten okres pomiedzy kiedy dopiero sie tworzylam i zmienialam byl koszmarny. Ale warto bylo

 

-- 09 sie 2014, 14:19 --

 

Ja po tym że teraz czuję się że jestem na dnie a inni którym pomagałem są szczęśliwi w swoich rodzinach a mnie olali już dawno nie czuję zaufania do nikogo w moim otoczeniu.

Semir, to jest dobry czas zeby zaczac cos zmieniac. U mnie zaczelo sie kiedy olali mnie nawet najblizsi i cos we mnie wtedy peklo. Zrozumialam ze tylko ja sama jestem swoim przyjacielem albo wrogiem i musze wybrac kim chce dla siebie byc. Poszlam na terapie ;)

Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

 

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14,

Semir, to jest dobry czas zeby zaczac cos zmieniac. U mnie zaczelo sie kiedy olali mnie nawet najblizsi i cos we mnie wtedy peklo. Zrozumialam ze tylko ja sama jestem swoim przyjacielem albo wrogiem i musze wybrac kim chce dla siebie byc. Poszlam na terapie ;)
Z tym że ja cały czas jestem na terapiach nie mieszkam sam jak na razie wokół mnie pełno jest ludzi od tego jednak na dłuższą metę to mnie wykańcza i chcę czasem się zaszyć by coś przemysleć. A poza tym moje życie właśnie opiera się na takich sytuacjach. Rodzina,znajomi, dziewczyny moich przyjaciół, przyjaciele i partnerzy(dawni i przyszli) moich partnerek czy nawet osoby z zewnątrz zupełnie mi nie znane wszyscy walczą ze wszystkimi a ja bywam często tym cholernym epicentrum. To mi nie daje o tym wszystkim zapomnieć choć bardzo bym chciał :(

Ból fizyczny ma w sobie tyle dobrego, że jeśli przekroczy pewną granicę, zabija. Ból psychiczny, kiedy boli nas serce, zabija nas codziennie od nowa, jednak ciągle żyjemy. Paulo Coelho

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest takie wschodnie powiedzenie- Jak uczeń jest gotów to i mistrz się znajdzie.

Te wszystkie osoby które źle trafiają z terapeutami albo przerywają terapię chociaż dobrze się zapowiada, albo mają inne problemy uniemożliwaijące im terapię, tak w głebi siebie nie chcą się zmienić a próbują jedynie jakoś przetrwać. Bo zmiana siebie, stanie się kimś innym niż sie jest, budzi tak ogromne lęki że człowiek podświadomie nie chce za żadne skarby do tego dopuścić. Łatwiej jest przeżywać swoje znane lęki i cierpienia niż mierzyć się z czyms nowym i nieznanym. A do tego potrzebna jest ogromna odwaga.

 

A skoro ja chcę bardzo się zmienić ?

Dla mnie jakaś zmiana byłaby czymś niesamowitym, nie napawa mnie to lękiem, a nadzieją.

W takim razie nic już nie rozumiem.

 

>Nie wiem co lubię a czego nie lubię, nawet nie wiem kogo lubię.

 

No to jesteś zbyt zagubiona jak na osobę, której niby terapia pomogła...

 

>Ja zacznę się zmieniać w kogoś innego wtedy gdy zacznę nawiązywać kontakt z odszczepioną częścią i zacznę czuć. Przeraża mnie to bo stanę się nową osobą, kimś nowym, innym niż jestem i nie >wiem kim. A ta obecna zniknie na zawsze. Ja się czuję tak jakbym się szykowała do zniknięcia, do tego że przestanę istnieć. I co mi z tego że na moje miejsce narodzi się ktoś inny jeżeli ja zniknę? >Zapomnę wszystkie moje obecne, sztuczne emocje, zapomnę dlaczego tak reagowałam, zapomnę co czułam. Ale to nastąpi jeszcze nieprędko.

 

No to masz nierealne wymagania względem terapii, bo to o czym piszesz nie zdaży się nigdy, chciałabyś wymazać siebie niczym dysk twardy w komputerze.

"Gdybym polegał tylko na opinii psychiatrów, dawno bym nie żył"

Zaburzenia lękowo-depresyjne, Urojenia depresyjne, Dystymia, Osobowość unikająca i zależna.

Escitalopram 15mg

Amisulpryd 25-100mg

Alprazolam 1mg

Mianseryna 5mg (na sen)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jak mam się zachowywać skoro wszyscy mnie wydupili na życiu kiedy ja się poświęcałem dla nich? Żałuję że nie byłem zimnym sukinsynem

To są dwie skrajności... Między byciem skurwysynem, a poświęcaniem się dla innych są inne postawy.

Co właściwie było dla Ciebie tym poświęcaniem się?

 

-- 10 sie 2014, 09:46 --

 

W kazdym razie ten okres pomiedzy kiedy dopiero sie tworzylam i zmienialam byl koszmarny. Ale warto bylo

Candy, dzięki za powiew optymizmu! Choć to swego rodzaju offtop w tutejszym wątku ;)

 

-- 10 sie 2014, 09:53 --

 

Rodzina,znajomi, dziewczyny moich przyjaciół, przyjaciele i partnerzy(dawni i przyszli) moich partnerek czy nawet osoby z zewnątrz zupełnie mi nie znane wszyscy walczą ze wszystkimi a ja bywam często tym cholernym epicentrum.

A przyszła Ci taka myśl, że to Ty się w tym epicentrum stawiasz, z jakiegoś powodu? Przecież nie musisz. Obiektywnie rzecz biorąc masz możliwość wyjścia, gdy Ci coś nie pasuje, masz możliwość zrezygnowania z tych znajomości, masz wybór czy stawiać im granice czy być biernym, możesz próbować nowych reakcji, możesz wyjść z roli tego epicentrum - oczywiście po to jest terapia, aby potrafić to wszystko z czasem wdrożyć w działanie. A przedstawiasz sytuację tak, jakby nic od Ciebie nie zależało, bo inni są tacy i siacy.

 

-- 10 sie 2014, 10:00 --

 

A skoro ja chcę bardzo się zmienić ?

Dla mnie jakaś zmiana byłaby czymś niesamowitym, nie napawa mnie to lękiem, a nadzieją.

W takim razie nic już nie rozumiem.

Semir, nikt nie podważa Twojej chęci zmiany :smile: Chodzi o to, że oprócz niej w człowieku jest także zarazem naturalny lęk i opór przed tą zmianą, widocznie w Twoim przypadku nie uświadomiony. Jedno nie wyklucza drugiego, paradoksalnie. Nie chcę się mądrzyć sama, więc podsyłam kilka linków dla rozjaśnienia sprawy:

http://www.pracownia-rozwoju.com.pl/blog/2013/06/kryzys-w-psychoterapii/

http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=426

http://terapeuticum.blog.pl/dynamika-relacji-terapeutycznej/

http://egoterapia.com.pl/zaburzenia-zachowania/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nastia, Właściwie wszystko nie ma tu określonej rzeczy ale podczepiane to jest pod okreslenie "naiwny". Pomagałem w związkach,finansowo i ogółem starałem się być wsparciem dla innych często stawiając swoje życie na szpilce. Teraz 16 letnie dziecko ma bardziej ułożone kolorowe i dojrzałe życie. A co do skrajności to powinienem przynajmniej w pewnej części tego jebnąć drzwiami i powiedzieć radź sobie sam ja mam swoje życie które też jest ważne.

 

-- 10 sie 2014, 17:20 --

 

A psychoterapię skończyłem przed czasem bo nie mam warunków za dużo osób wokół mnie i brak czasu przez psychologa nie miałem innego wyjścia i przez to że pracuję raczej nie zmieszczę w harmonogramie psychoterapii( bo musiałbym właściwie pójść do kogoś z zewnątrz) .

Ból fizyczny ma w sobie tyle dobrego, że jeśli przekroczy pewną granicę, zabija. Ból psychiczny, kiedy boli nas serce, zabija nas codziennie od nowa, jednak ciągle żyjemy. Paulo Coelho

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W kazdym razie ten okres pomiedzy kiedy dopiero sie tworzylam i zmienialam byl koszmarny. Ale warto bylo

 

Ja okres największych koszmarów już mam za sobą a moje samopoczucie cały czas się poprawia. Więc u mnie to przepoczwarzanie się nie będzie takie straszne. Kwestia tylko aby pokonać przed tym lęki, lęki przed zmianą.

 

-- 10 sie 2014, 18:40 --

 

devnull,

No to jesteś zbyt zagubiona jak na osobę, której niby terapia pomogła...

Czy ja pisałam że jestem już zdrowa? Czy też że jestem w trakcie terapii. A czy pomaga ocenia się na podstawie zmiany, różnicy pomiędzy początkiem terapii i danym etapem. Gdy komuś poprawia się samopoczucie to znaczy że terapia mu pomaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mnie w niedługim czasie czekają 2 równoległe psychoterapie, jeśli żadna nie pomoże dam sobie całkowicie spokój z tym tematem.

ewentualnie autoterapie zastosuje, polegającą na integrowaniu odprysków osobowości.

http://www.poomoc.pl/beta.php - na jednej stronie wszystkie kółeczka do klikania (pajacyk, pusta miska itd.)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

obydwie terapie indywidualne.

tak, mam złe przeczucia, bo po pierwsze nie jestem chyba łatwym przypadkiem, a po drugie, nie wiem na jakiej zasadzie terapia miałaby działać.

http://www.poomoc.pl/beta.php - na jednej stronie wszystkie kółeczka do klikania (pajacyk, pusta miska itd.)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 terapie, ale w dwóch różnych przychodniach, jedna w przychodni uzależnień, a druga w przychodni zdrowia psychicznego.

Jetodik, na dwie terapie na raz nie można, nie ma to sensu, chyba, że chodzi o grupową i indywidualną, ale i tak obu terapeutów musi wtedy wiedzieć o tym.

 

Jeśli chodzi o uzależnienie - z tego, co wiem, to jeśli ma się z tym bieżący lub nie tak odległy problem, to najpierw trzeba przejść terapię uzależnień i okres abstynencyjny, a potem dopiero terapię "normalną" tzn. nie koncentrującej się na uzależnieniu. Ale może są też terapeuci, którzy potrafi od razu poprowadzić taką terapię z osobą uzależnioną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej wszystkim, byłam tu jakiś czas temu, jeśli ktoś czytał moje posty to się orientuje. Nie chcę się rozpisywać bo nie chce nudzić ale muszę to napisać chociaż w skrócie. Wyjechałam do niemiec dwa tygodnie temu, mieszkam tu, pracuje, żyję. Nie mogę w to uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Ja miałam zdechnąć, takie miałam plany, ale tak bardzo chciałam spróbować, czy mi się uda, że tak się stało. Na tą chwilę wiem, że wygrałam. W tej chwili czuję się szczęśliwa, WOLNA!!!!!!!!!!!! i wiem że zawdzięczam to tylko i wyłącznie sobie. Skończyłam z terapią. lekami. Teraz naprawdę uwierzyłam że można zmienić swoje życie. Teraz czuję się taka silna, to jest niesamowite uczucie.. mam w sobie teraz tyle zdrowej energii. Naprawdę, jeśli JA- ktoś tak zaburzony, totalny wrak człowieka- dałam rady to kur każdy może.

>>>>>(Nad)wrażliwość to moje przekleństwo <<<<<

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

psychoterapia dużo mi dała i sporo we mnie zmieniła. ale w ten wątek weszłam, bo chciałabym poznać Waszą opinię..czy w pewnym momencie można uznać, że terapia JUŻ nie działa, że mimo iż bardzo chce się przepracować jeszcze kilka rzeczy - już nie ma na to szans, nie pójdzie się dalej? Mam taki problem, że mimo tego jak wiele zrozumiałam odnośnie własnych emocji i tego jak reaguję na innych ludzi/stres - to wracają wciąż moje mechanizmy obronne przed rzeczywistością. zawroty głowy, poczucie nierealności, myśli rezygnacyjne, płacz, przesypianie całych dni, mnóstwo autoagresji w głowie i poczucie, że już się z tego nie wygrzebię. Jest mi BARDZO ciężko funkcjonować w takim stanie, zawalam obowiązki itd. nie będę tego szczegółowo opisywać, bo to nie wątek na takie opowieści...zastanawiam się po prostu, czy po czterech latach indywidualnej terapii powinnam już dać sobie samej spokój i uznać, że nic więcej nie da się uzyskać...wiem, że nikt mi tu nie powie co zrobić, ale może miał ktoś z was podobne rozterki? może wybrał ktoś drogę "radosnej rezygnacji"?

auf der verzweifelten Suche nach meinem wahren Selbst...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

madseason, Jeśli zakończyłaś terapię niedawno, jest to tzw. świeża sprawa, to fajnie byłoby, gdybyś dała sobie czas. Będziesz pod jej wpływem. Uwierz. Człowiek uświadomiony zdaje sobie sprawę, że zawsze znajdzie się "coś" do przepracowania.

Może te wszystkie Twoje objawy somatyczne, które opisujesz są odpowiedzią na to, że już tyle wiesz na temat siebie, jesteś już na tyle świadoma, że teraz pozostało Ci tylko zmierzyć się z rzeczywistością?

Daj sobie czas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie zakończyłam jeszcze ostatecznie, nadal chodzę. ale widzę wyraźnie, że już to długo nie potrwa.

i martwię się, że schematy które mi najbardziej przeszkadzają normalnie żyć - utrzymały się prawie bez zmian. dlatego zastanawiam się właśnie, czy nie bardziej przystosowawcze byłoby przyznanie, że tego nie da się zmienić i że zostanę osobą, która cyklicznie wraca do myśli samobójczych i na przemian albo się przepracowuje albo przesypia całe dnie.

auf der verzweifelten Suche nach meinem wahren Selbst...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×