Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Nastia

Użytkownik
  • Zawartość

    381
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Dlaczego? W czym Ci terapeuta nie podpasował?
  2. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Chciałabym zauważyć, że robicie już offtop (z mądrą myślą przewodnią "depresja to zdrowie" #uwagaironia), zwłaszcza ego. To jest temat "dziennik psychoterapii" i wiadomo, że dygresje są nieuniknione i nieraz potrzebne, ale Ty już przeginasz - skoro terapia i poprawa Cie nie interesują, to istnieje wątek idealny dla Ciebie "psychoterapia nie pomaga" czy jakoś tak albo tam, gdzie ludzie się tylko i wyłącznie pogrążają. Do innych prośba: nie karmcie już trolla. Antylopa, Agni, Tu i Teraz, Madseason - jestescie tam? :) Ja po chwili oddechu i ulgi znow natrafiłam na trupa w szafie i jest powornie ciężko, chwilowo przystopowałyśmy z terapią, abym mogła oswoic temat i zaczac go trawic..
  3. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    A gdzie wyczytałaś w mojej wypowiedzi o większości? Nic takiego nie napisałam przecież... Wiadomo, że granica zdrowia jest płynna, nie ma idealnie zdrowej osoby, każdy ma też swoje indywidualne preferencje odnośnie różnych spraw, ale jednak można mówić o jakichś wyznacznikach zdrowia, każdy człowiek posiada od urodzenia uniwersalne i naturalne potrzeby tj. jak oddychanie, jedzenie, potrzeba relacji, rozwoju, badania świata, miłości, aby wzrastać. I to jest norma, w sensie coś naturalnego, wspólnego nam wszystkim. Jeśli ktoś ma problem z akceptacją tych naturalnych podstawowych potrzeb i je zaniedbuje o chyba nie powiesz, że jest zdrowy, dobry dla siebie? Idąc Twoim tokiem myślenia to np. anoreksja moze byc po prostu normalną preferencja zywieniowa? No jakies granice sa, ustalono np. ile kalorii przecietnie ludzki organizm potrzebuje. No i zdrowie rozumiem jako akceptacje tej naturalnej potrzeby, zaspokajanie jej. Ale chyba rozumiem Twój tok myślenia, miałam kiedyś podobnie, a do tej pory trudno mi zaakceptować wiele moich potrzeb i życie mnie boli... Ale mam juz poczucie jak bardzo to jest chore. Nie swiat, nie zycie, ale ja, moje problemy ze soba. Tylko, ze ta świadomość jest trudniejsza (choc daje szanse na jakis ruch, zmiane).
  4. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Tzn. z samego faktu? No sama sobie odpowiedz, czy to brzmi zdrowo? Dla mnie nie brzmi, wręcz odwrotnie. Dla mnie to wypowiedz osoby nieszczesliwej, w depresji, ktorej zle ze soba, nie radzacej sobie na tyle z sobą i relacjami, że generalnie życie boli. Z definicji zdrowia (chocby WHO) osoba zdrowa psychicznie siebie akceptuje, szanuje, dba, radzi z trudnosciami, ma pasje lub zaintefesowania, zna siebie, wie, czego chce i potrafi sie cieszyc z wlasnego rozwoju, urzymuje generalnie satysfkcjonujace relacje, odnajduje się w społeczeństwie. Czy taką osobę boli chronicznie i dojmująco sam fakt życia? Ano nie, bo dlaczego? Człowiek od urodzeni ma naturalną potrzebe zycia, rozwijania sie, bliskości, zaciekawienia swiatem. To jest zdrowe. Jak ktos te potrzeby zaburzy to czlowiek zaczyna chorowac, zycie bolec.. tak to widzę. Dla mnie to dość oczywiste..
  5. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Co do cierpienia i zdrowia - ja rozumiem o tak, że człowiek tzw. zdrowy nie cierpi z powodu np. psychotycznych wizji, silnego chronicznego lęku przed wyjściem z domu, nie cierpi z powodu ostrej klaustrofobii, która uniemożliwia wejście do jakiegokolwiek pojazdu, nie cierpi z powodu zjedzenia kromki chleba z lęku przed przytyciem na tyle, że waży 34kg itd. Zdrowy psychicznie może cierpiec z powodu rozstania, smierci bliskiej osoby, bycia oszukanym itp, ale różnicę widzę (po znajomych) tak, że to cierpienie jest do ogarnięcia i nie powoduje takich stanow, ze psychiatryk, totalny brak zdolnosci do pracy przez dlugie miesiace, kaleczenie się itd. Zdrowy z takim cierpieniem sobie radzi, ławiej z niego wychodzi i co wiecej - ma do przeciwwagi sfery, ktore daja mu poczucie sensu, radosci czy spelnienia. W przypadkach skrajnych moze cierpiec z powodu powaznej cboroby dziecka czy leczenia onkologicznego i porzebowac wsparcia psychologicznego (albo i nie).
  6. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Ostatnio na mojej terapii czuję się jak na spotkanach z mistrzem ZEN..
  7. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Ja myślę, że chodzi tu o kwestię umiaru. Oraz wyczucia, kiedy przestać ciągnąć temat. I nie tyczy się to tylko Ciebie, chociaż nie da się ukryć Inga, że czasem wałkujesz dany temat do granic przesady (moim zdaniem) zamiast odpuścić, czyli dać prawo innym mieć swoje zdanie i tyle (a nie zarzucać coraz to kolejnymi linkami i teoriami na wciskanie swoich racji). Myślę, że jak np. Agni czy ktoś inny wspomni o jakiejś kwestii w kontekście swojej sesji, a temat ten nie zdominuje trzech kolejnych stron- to jest ok. Umiar :) Co do mojej terapii, ostatnio moim mottem przewodnim jest "Spiesz się powoli" oraz "droga jest celem" ... To tak odnośnie mojego pędu do szybkiego zdrowienia, który ma odwrotny skutek do zamierzonego
  8. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Jeżeli akurat chodzi o Panią E.N. to ośmielę się napisać, że moim zdaniem się faktycznie nie bardzo zna - zakładając, że "znać się" oznacza tutaj praktyczną umiejętność zastosowania wiedzy książkowej i długoletniego doświadczenia pracy z osobami z z.o. - które ta dr niewątpliwie posiada. Ale to nie wystarczy - trzeba jeszcze być zrównoważonym i mieć wyczucie do stosowania strategii terapeutycznych. Moim zdaniem z tym u niej jest kiepsko. A jeśli nie o tę osobę chodzi to i tak - na mnie tytuły terapeutów (czy nie daj boże ich sława) przestały robić wrażenie. Najczęściej same certyfikaty, szkolenia, a nawet własna terapia nie wystarczają - trzeba mieć do tej pracy talent, dryg i silną osobowość (nie mylić z autorytarną) Zgadzam się za to, że choć dobrych terapeutów jest b.mało, to z pewnością nie ma jednego jedynego najlepsiejszego. Są różni. Poza tym musi też trafić "swój na swego" tzn. poczucie nici porozumienia..
  9. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Może można - jeśli jako tako funkcjonujesz mimo swoich ograniczeń. Ja poszłam na terapię dlatego, że te ograniczenia i deficyty są tak duże, że podstawowy poziom funkcjonowania (jedzenie, spanie, robienie zakupów, nie mówiąc już o pracowaniu, związku czy podróżowaniu) jest u mnie znacznie utrudniony, a zazwyczaj niemożliwy. Terapia to dla mnie kwestia życia lub śmierci, a nie komfortu funkcjonowania (na tym etapie). Pisząc, że spokorniałam, miałam na myśli mocne zdanie sobie z tego sprawy. To zupełnie inny poziom egzystencji niż np. bycie w związku czy chodzenie do pracy i omawianie trudności z tego zakresu z terapeutą. Te sfery (nawet w zaburzonym ich wydaniu) to dla mnie ciągle level nieosiągalny. Jestem ciągle na niższym i trudno mi się z tym pogodzić, że wkładając multum wysiłku w pracę nad sobą osiągam mniejsze efekty i wolniej niż wiele innych osób. To niesprawiedliwe. Smutno mi bo wiem, że można cieszyć się z życia - jak się ma psychikę w formie). Ja robię, co mogę
  10. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Hej :) Trochę mnie tu nie było., Widzę, że sporo ostatnio dywagacji n/t czasu trwania terapii, głębokości zaburzeń.. Od siebie powiem tak: jestem sporo w terapii, robię, co mogę, robię dużo jak na mnie, t. się angażuje, a jest jak jest. Kiedyś myślałam, że 3 lata terapii to szmat czasu i wierzyłam, że się z tego w tym czasie wyliżę. Ale z czasem zaczęłam sobie zdawać sprawę z powagi moich deficytów.. i się zaczęłam godzić z tym,że i 5 lat to może potrwać. A potem, że i 10.. (tu jużz dużym szokiem i buntem). A w tej chwili? Liczy się to, że dzięki terapii w ogólę ŻYJĘ. I może i do końca życia będę potrzebować okresowego. (?) wsparcia t. I w moim przypadku to będzie dużym sukcesem -że będę tutaj. Może nawet nie funkcjonując tak, jak wiele z Was już teraz (sic). chyba trochę pokornieję..
  11. Nastia

    Pytanie do Admina/Moderacji

    Ponawiam moje zapytanie.. :)
  12. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Agni ja akurat mam zab.osobowości nie nerwicę (choć cały pakiet mocnych objawów lękowych jako bonus), ale dla mnie nieistotne jak to zwać. wiem, że to jestem JA - która zarazem podejmuje kroki ku zdrowiu i chcę robić postępy, a zarazem tego nie chcę, bo wtedy się zmierzam ze zbyt trudnymi sprawami i to mnie cofa. Dziś na terapii rozmawiałyśmy o tym, przed czym tak się chronić wycofując się w chorowanie. No i boli. Nie ma ulgi, tej upragnionej, bo boli, temat dopiero napoczęty.. a ja bym chciała katharsis. Już, teraz... (lekka ironia wobec samej siebie).
  13. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Tak bardzo chciałabym poczuć, że to fajne, że.. - mam czas tylko dla siebie (zamiast paraliżującego strachu, że jestem sama) - mogę decydować o sobie, mam możliwość wyboru (zamiast lęku i dezorientacji, co wybrać) - mogę coś samodzielnie zrobić (zamiast poczucia opuszczenia i zdania na siebie - w negatywnym sensie, przykrym) - że radzę sobie (zamiast poczucia, że to do dupy, bo nie mam pretekstu do robienia czegoś razem -?) - miewam stany relaksu, "nic nie robienia", aby odpocząć (zamiast poczucia, że to nieważne.. marnowanie czasu, egoizm) - jestem odpowiedzialna za siebie (a powoduje to u mnie tylko poczucie ciężaru nie do udźwignięcia teraz i przykrości) - jestem kimś niepowtarzalnym, mam swoje myśli, zdanie (a czuję się z tym tak samotna psychicznie, wyizolowana) -momenty ciszy (to dramat zamiast ukojenie...) Czyli generalnie - aby dawało mi satysfakcję to, co daje zwykle ludziom, zdrowym.. Oczywiście rozmawiam o tym na terapii. Jasne jest, że nic się nie stanie hop-siup po tyyylu latach. Próbuję to oswajać, doświadczać, wynajdywać pozytywy i ciągle dupa - lęk i napięcie. W życiu byłam albo nadmiernie wyręczana, traktowana jak kaleka, przedmiot niezdolny do odpowiedzialności za siebie - albo jak wszechmocny bóg, który wszystko może i ma być odpowiedzialny za potrzeby i emocje domowników - albo pozostawiona w totalnej samotności bez żadnego wsparcia. Próby wychodzenia z tego to nasilający się lęk i ostre kryzysy po sukcesach/zmianach. Potrzebowałam się wygadać Ciężko mi się odzwyczajać i robić coś dla siebie dobrego... Stare baaaaardzo broni się przed nowym u mnie. Fuck. Fuck. Fuck.
  14. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Agni, jesteś tam może? Ostatnio raz po raz przeżywam napady lękowe po momentach lepszego nastroju, poczucia wyluzowania, uspokojenia, robienia postępów i tak mi się o Tobie pomyślało... bo pamiętam, że miewasz czy też miewałaś podobnie.. A razem raźniej Ja się czuję tym już zmęczona. I wkurzona. No żeby na uspokojenie i rozluźnienie reagować potem napadem paniki?? Aż strach się nie bać! (tak, wiem, jak to brzmi..)
  15. Nastia

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Mam podobnie.. (z tym, że w moim wypadku "zdrowa" zamieniłabym na "zdrowiejąca"). Jak to przerwać? Przychodzi mi na myśl paradoks: nie przerywać. Czyli - mimo parszywych objawów dalej robić to, co zdrowe i oswajać to. Powtarzać sobie tysiąc razy, że to normalne, że zmiany budzą lęk. A zdrowienie = zmienianie - swoich zachowań (wobec bliskich, męża, znajomych) oraz myślenia. I pytać siebie, czego w tych zmianach się się tak obawiam - i tracić, i zyskiwać. Nie w sensie efektu końcowego, ale teraz, obecnie. I doświadczać. Zarówno potwierdzenia się obaw, jak i nie (co też może budzić lęk - bo nie przewidziane). Rozmawiać o tym dużo z t. Ja podczytuję też teorię dezintegracji pozytywnej, i to trochę mnie uspokaja (no, użyłabym innego słowa, bo spokój to to nie jest;)) To moje obecne nastawienie i oczywiście nie twierdzę, że jedyne słuszne.. Jestem otwarta też i na Twoje, jak coś pomocnego zauważysz :)
×