Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez INTEL 1 29 paź 2017, 13:40
Mnie się udało
bez kozaczenia opisze jak.
Trochę epopeja się zrobiła. Może przebrniecie. Może nie...
Opisywałem rzecz całą w tym temacie jeszcze pod innym nickiem (rober6666, rober66666 lub clony ). Byl to okres kiedy mnie banowano poniewaz strasznie rozrabiałem na forum, stąd zmiany nicków.
Ale wracając do tematu.
Brałem przez kilka lat ( 3- 4? ) średnio 2-4 mg clona dziennie. Był to okres największych spustoszeń jakich dokonywała CHAD w moim umyśle.
Gdyby nie clonazepam z pewnościa popełnił bym wtedy samobójstwo.
Jednakże z upływem czasu działanie clona znacznie osłabło, pomimo zwiększania dawek. "Po co więc brać skoro przestał działać" pojawiło się pytanie. Odpowiedzia na nie była proba zrezygnowania z brania tegoż leku. I bardzo szybko okazało sie, że bez clonazepamu jest o wiele gorzej niz nawet przed rozpoczęciem brania, a uwierzcie mi że bylo kilka wypraw z linką do lasu, raz nawet stałem już na "gnotku" z linką na szyi ( w necie znalazłem sposób wiązania profesjonalnego węzła szubienicznego ), ale udało mi się powstrzymać od ostatecznego wierzgnięcia nogami ( tylko do dzis nie wiem po co....jak sobie pomyśle ile dalszej udręki dzięki temu bym uniknął... )
Tak więc na clonie źle ( lęki, derealizacja ) , bez clona jeszcze gorzej...
Akurat wtedy pojawiła się Lamotrygina ( to znaczy istniała juz wczesniej, ale bez refundacji kosztowała majątek, a ze mnie choroba uczyniła gołodupca ) Do dziś ją biore w dawce 200-250 mg/doba - jest to jedyny lek jaki sie sprawdza w moim przypadku ( chociaż "sprawdza" to za dużo powiedziane - odjął jakies 20 % objawów choroby, co jednak zmieniło stan z tragicznego na permanentnie trwający od lat "tylko" zły )
Postanowiłem wtedy, że skoro zwiększanie dawki clona nic już nie daje, ( no może tylko przez dzień dwa ), a zmniejszenie dawki powoduje obłęd, to może trzeba zejśc z niego w ogóle.
Poszedłem do ośrodka leczenia uzależnień, aby mi pomogli. Lekarz - debil zapytal mnie czego od niego oczekuje. On nie widzi problemu. Wystarczy przez tydzień jesć tylko polowę dawki, a potem mam juz odstawić całkowicie...
Tak więc musiałem poradzić sobie sam.
Oczywiście zapoznałem sie wcześniej z "Biblią" odstawiania
( https://www.benzo.org.uk/polman/bzcha02.htm )
Nie stosowałem się jednakże do zmiany clonazepamu na relanium, tylko zaczałem zmniejszać POWOLI dawkę.
Przy odstawianiu nie ma sie co spieszyć. To najgorsze co można zrobić. Ja odstawiałem jakieś 8-10 miesięcy.
Najgorszą rzeczą jaką można w trakcie odstawiania zrobic, jest zbyt szybkie zmniejszenie dawki. Na tyle za szybkie, że objawy stają sie nie do wytrzymania, co zmusza do powrotu na wyższa dawkę... Wtedy szlag trafia cały proces i trzeba zaczynac od nowa.
Skalpelem ciąłem tabletke 2 mg na 8 części i co tydzień odejmowałem 1/8 tabletki. Czyli wyjściowo brałem 2 tabletki po 2 mg, po tygodniu 1 i 7/8 tabletki, następnie , po kolejnym tygodniu 1 i 6/8 tabletki i tak dalej. Po miesiącu było to już tylko 1 i pól tabletki. Po dwóch miesiącach brałem jedną tabletke 2 mg.
Musiałem zwolnić tempo mimo wszystko, ponieważ zaczęły sie ostre jazdy.
Lęki, derealizacje, bezsennośc, straszne bóle głowy, mięśni, kręgosłupa, ataki paniki, gubienie się we własnym mieście, w sklepie, agorafobia, „siódme” poty, biegunki i tak dalej. Kilka „ataków serca”. Sami zresztą wiecie.
Była jesień , kolorowa, polska, a ja mialem wrażenie, że ziemia pokryta liśćmi faluje niczym gotujący sie budyń, podobnie jak na przykład kafelki na podłodze w markecie.
Przeczekalem więc jakiś czas na 2 mg a potem zacząłem ciąć tabletke na 16 ( sic !) częsci i odejmować co mniej więcej tydzien 1/16 tabletki. DA SIĘ pociąc skalpelem tabletke na 16 części. Gwarantuję.
Oczywiście śmiali sie ze mnie, nawet tu na forum, że to głupota, że 1/16 tabletki nie ma żadnego znaczenia, że się wygłupiam, że to nie ma sensu i tak dalej.
Ale psy szczekaja a karawana...
1/16 tabletki 2 mg to 0,125 mg. I o tyle schodziłem co mniej więcej tydzień, co dawało pól miligrama miesięcznie.
I tak ,po w sumie mniej więcej pól roku doszedłem do 0,5 mg clona dziennie.
Tak więc zaopatrzyłem sie w tabletki 0,5 mg i nadal ciąłem je na 16 części. Co kilka dni zmniejszałem dawke o 1/16 tabletki ( czyli brałem 16 okruszków, potem 15 okruszków i tak dalej)
Niektórzy mieli ubaw - " odejmowanie po 0,03 mg nie ma sensu, to jest ilośc kompletnie niezauważalna, efekt placebo, marnowanie czasu, oszukiwanie się" i tak dalej.
Chuuj z nimi.
Powiem Wam, że końcówka jest najtrudniejsza. Powiem, że odejmowanie pod koniec procesu po 0,03 mg jest jak najbardziej odczuwalne i potrafi dac w dupsko, na tyle, że musiałem sie zatrzymywac na dłużej niż kilka dni bez dalszego redukowania dawki.
I tak doszedłem do ZERA.
Prześmiewcy i mądrale walą benzo bez przerwy do dzisiaj.
Najważniejszą zaletą takiego zejścia jest to, że po całkowitym wyeliminowaniu nie odczuwa się potrzeby powrotu do benzo.
To nie tak, że dalej sie o tym myśli, i myśli owe skutecznie wygasza. Po prostu zapomina sie o temacie. Oczywiście choroba, ktora spowodowala sięgnięcie po benzo trwa dalej, ale swiadomośc, że to droga donikąd oraz wspomnienie piekła odstawiania skutecznie powstrzymuje w zarodku myśl aby pomóc sobie clonazepamem na przykład.
Świat bez benzo jest o wiele bardziej wyrazisty. Umysł mniej zamglony. Jest cholerna róznica pomiędzy stanem na permanentnym beznzo od stanu na czysto.
Oczywiście ma to swoje wady. Zbyt często jest za wyraziście i za bystro, co niestety powoduje, że bardzo mocno odczuwam objawy choroby podstawowej, jej ograniczenia i fakt jak bardzo spieerdoliła i rozpierdaala nadal moje zycie.
Ale DA się całkowicie wyeliminować nałogowe branie benzo.
Muszą jednak być spełnione pewne kryteria, a te uda się spełnić u nielicznych.

Po pierwsze trzeba natrafić w końcu na lek, dający choć częsciową ulge w chorobie podstawowej, która spowodowała rozpoczęcie przymusowej „przygody” z benzo. Inaczej moim zdaniem się nie da.

Druga sprawa – możliwość prowadzenia stosunkowo spokojnego życia. Z tym jest rownie trudno, o ile nie najtrudniej. Choroba powoduje tak wielka destabilizację życia rodzinnego , zawodowego, czy społecznego, że nawet zdrowi mieli by problemy z lękami, niepokojem, nerwami , bezsennością i czym tam jeszcze, a co dopiero my- świry.

U mnie udało się spełnić tylko pierwszy warunek.

Co do drugiego – niestety marzenie. Nie osiągalne.
Ci, którzy mnie znaja od lat na forum wiedzą że w czasie największej psychozy maniakalno-depresyjnej dałem się podejść skurwieloom i dokonałem przestępstw mający związek z kradzieżami…
Naprawdę miałem wtedy ograniczone zdolności co do odpowiedniej interpretacji tego co się dzieje, byłem na skraju samobójstwa, idąc z dzieckiem do parku na spacer stale wyszukiwałem drzew odpowiednich do powieszenia się już za kilka godzin…
Pewnego dnia o 6 rano antyterroryści rozpieprzyli drzwi do mojego mieszkania, a następnie kopiąc mnie na ziemi skutego kajdankami rozpieprzyli mi glowe i kręgi szyjne.
Potem areszt. Długi.
Wtedy tam, w areszcie zwariowałem do reszty.
Dość napisac, że nie poznawałem na widzeniach mojej żony czy brata…
Przygotowałem profesjonalny plan samobójstwa. Dużo czytałem o metodach samobójstwa, jestem ekspertem w wieszaniu
Potrafię podać stosunek długości „luźnego” stryczka - tak aby nastąpiło w kulminacyjnym momencie szarpnięcie gwarantujące natychmiastowe zerwanie rdzenia kręgowego , do wagi wieszanego i tak dalej.
Można się powiesić na siedząco a nawet na leżąco ( z tym, że wtedy to jest tylko zaciśnięcie tętnic szyjnych i kręgowych co skutkuje ustaniem dopływu krwi do mózgu – zgon po 5-6 minutach od powieszenia, ale nie jest to takie straszne – przytomnośc traci się po kilku-kilkunastu sekundach i reszta procesu umierania jest już na nieświadomce).
I na leżąco właśnie , na dolnym koju w areszcie, z twarzą do materaca, ze skrepowanymi z tyłu rękoma ( przygotowałem taką pętlę na ręce że po włożeniu w nią rąk mogłem szarpnięciem skutecznie ją zaciągnąć ), z kneblem w ustach postanowiłem się powiesić.
Odkładałem w strasznych bólach codziennie okruszek clona z dawki jaka tam otrzymywałem ( areszt z odziałem szpitalnym – oczywiście niczym się nie różni od normalnego aresztu śledczego poza tym, że sa do dyspozycji więzienni lekarze, także psychiatra, który na szczęście clona oprócz innych leków mi ordynował ) Odpowiednią ilością clona chciałem wieczorem zaprawić kolegów z celi ( oczywiście nie wszyscy by się dali namowic na kubek coli, która była rarytasem z kantyny) ale lepiej kilku niż nikt. Tak, żeby twardo spali i się nie obudzili w nocy na dźwięki mojego charczenia w trakcie wieszania i nie daj Boże nie przeszkodzili mi.
Wyznaczylem sobie nieprzekraczalny termin, odbyłem spowiedź i czekałem. Byłem gotów. Całkowicie.
….wypuścili mnie z aresztu trzy dni przed godziną zero….
Od tego czasu minęło siedem lat. Ciągle toczy się proces, sprytnie przez adwokatów różnymi sztuczkami wydłużany. Czeka mnie naprawdę ciężki wyrok w więzieniu lub więziennym psychiatryku. NIGDY do więzienia nie wrócę. Mam 45 lat i tak spierdoolone życie chorobą psychiczną , że nie widzę sensu przedłużania agonii, tak więc w dniu kiedy każą mi się stawić do odbycia kary z pewnością się powieszę/ zastrzelę/ rzuce pod pociąg czy wjadę na czołówkę pod TIRa…
Po wyjściu z aresztu, "zatrybieniu" lamotryginy i odstawce clona nie brałem przez jakieś 4 lata. Nie potrzebowałem, a lęki gasiłem wieczornymi kilkoma browarami.
…ale coraz bliższy koniec procesu ( sztuczki się wyczerpały i być może mam kilka miesięcy ) tak dalece powrotnie zrujnowal moja psychikę, że nie dałem już rady.
Paniczne ataki lęku kilka dni przed każdą sprawa, powrót lęku wolnopłynącego, odczuwanego nawet przez płytki sen, derealizacje, bardzo silna, samobójcza depresja ( znów pojawiły się pobyty w psychiatryku ) Omamy poranne polegające na tym, że SŁYSZĘ na 100 % huk wywalanych drzwi i zrywam się na rowne nogi zlany potem.
Nie mam już sil i TYLKO z tego powodu wróciłem po 4 latach do clona. Ostatnio coraz częściej całymi dniami sparaliżowany lękiem chodziłem w kółko od ściany do ściany, jak kiedyś w ciasnej celi. Każdy dzwonek domofonu eksplodował atakiem paniki.
Nie chce cierpieć przez okres czasu jaki mi pozostal. Wiem, że brne w uzależnienie, ale jestem przekonany, że nie będę już musial przechodzić przez piekło odstawiania….
Niestety globalnie moje samopoczucie jest gorsze niż bez clona, ale przynajmniej jestem w stanie wyjść z domu, porozmawiać z ludźmi, zarobić jakąś kasę i nie odchodzić jeszcze bardziej od zmysłów. Przez kilka godzin od wzięcia mam wyjeebane na sytuacje w jakiej się znalazłem.
Reasumując – spełniając dwa warunki o których wcześniej pisałem –DA SIĘ SKUTECZNIE WYJŚC Z BENZO !
Jestem tego przykladem
Tylko róbcie to w sposób w jaki ja to zrobiłem.POWOLI.
Nie słuchajcie idiotow
Gdyby nie gnój jaki wkradł się w moje życie jestem absolutnie pewien, że do benzo bym już nie wrócił. To jest syf, ogłupiacz, okradacz z uczuć, z pamięci, z człowieczeństwa. Ale czasami nie da się inaczej, zwłaszcza że objawy choroby czynia to jeszcze skuteczniej i wówczas benzo staje się ostatnim , jedynym skutecznym kołem ratunkowym.

To tyle.
Pozdrawiam
Robert
"Nie można człowiekowi odebrać wszystkiego, ponieważ nie będzie miał już niczego do stracenia i będzie gotowy na wszystko"
Avatar użytkownika
Offline
I MIEJSCE W KONKURSIE "TWARZE DEPRESJI"
Posty
1797
Dołączył(a)
11 maja 2013, 18:07
Lokalizacja
Śląsk

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez huśtawka 29 paź 2017, 14:33
Pozwole sobie wziąć głos w dyskusji o tym w jaki sposób można nabyć się benzo.Otóż pracuję w przychodni...Nawet nie wiecie ile osób uzależnionych jest od Tramalu lub benzo.Przychodzą po recepty i je dostają bez problemu.Tyle razy sugerowałam że jest to nieetyczne wypisywać tego typu leków osobom uzależnionym(bo jak widzę że biorą od stycznia 2016 powiedzmy,to chyba raczej nie ma opcji by nie byli uzależnieni)Lekarz to zwód bardzo odpowiedzialny,ale nie wiele zdaje sobie z tego sprawy...Niestety.Ja sama mam na wyciągnięciu ręki recepty podpisane in blanco,bo część lekarzy "ufa" pielęgniarkom i nawet nie patrzy co i komu one wypisują...
"Prawdziwa podróż życiowa nie polega na poszukiwaniu nowych krajobrazów lecz na spojrzeniu na stare w odmienny sposób"
Lamitrin 150 mgmg
Trittico CR 150 mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1499
Dołączył(a)
05 lis 2014, 19:41

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez INTEL 1 29 paź 2017, 15:09
Nieetyczne to jest nie wypisanie takiej recepty...
Skutki nagłego odstawienia po latach brania sa katastrofalne, moga doprowadzic nawet do samobójstwa...
Czy myślisz że osoba zdychająca z powodu braku dojścia do leku odpuści sobie poszukiwania?
Wolne żarty.
Będzie szukać po necie i za opakowanie clona zapłaci nawet 100 zł, po czym po częstokroć dostanie wałka...
I jest różnica pomiędzy tymi , którzy biora dla rekreacji, a tymi, którzy biorą aby sie nie powiesić, ponieważ żadne inne leki nie daja najmniejszej nawet ulgi, a czasem nawet wręcz pogarszają stan ogólny.
I jak niby oddzielić jednych od drugich?
"Nie można człowiekowi odebrać wszystkiego, ponieważ nie będzie miał już niczego do stracenia i będzie gotowy na wszystko"
Avatar użytkownika
Offline
I MIEJSCE W KONKURSIE "TWARZE DEPRESJI"
Posty
1797
Dołączył(a)
11 maja 2013, 18:07
Lokalizacja
Śląsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

przez Marek36 29 paź 2017, 15:57
Intel nic dodać, nic ująć! :brawo: Niestety te 2 warunki, o których piszesz muszą być spełnione. 2-gi - zero stresów, problemów i spokojne odstawianie ok. (wiem, bo tak schodziłem), a na obecne stresy nie mam wpływu, niezależne ode mnie lecz od sytuacji życiowej. Clon mi uratował na początku tego roku pewnie od udaru czy zawału i może byłbym roślinką albo chodził w przestworzach, patrząc na wszystkich z góry. Pozdrawiam Cię Intel
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
24 sie 2017, 09:25

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

przez Marek36 31 paź 2017, 15:49
Do Przemka pomyślałem sobie o stabilizatorach nastroju - czy w moim przypadku obecnym, gdzie żyję w ogromnym stresie, czy one zniwelowałyby mi te lęki, żebym czasami nie musiał sięgać po większą dawkę clona? Aczkolwiek boję się nowych leków już brać w tym wieku, bo jak wiesz jestem od 1989 roku na clonach, a boję się też z tego powodu, że mam choroby przewlekłe te sam jak Ty. Co prawda miesiąc temu robiłem wszystkie możliwe badania laboratoryjne (krew z rozmazem, panel wątrobowy , enzymy trzustkowe, kreatyninę i inne) wszystko w normie. Siedzę aktualnie jak na bombie, jakikolwiek telefon - już lęki- bo myślę ze szpitala i widzę, że te lęki się potęgują, a stabilizatory "ryją" wątrobę . Najchętniej bym wskoczył na 2 mg ale się boję, bo co będzie dalej, żyjąc teraz w ciągłym stresie.Co może mi ewentualnie lekarz dołożyć do clonów, żeby nie wskakiwać na wyższą dawkę, a zmniejszać obecną, zastępując innym lekiem?
Pozdrawiam Andrzej (z poprzedniego nicku).
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
24 sie 2017, 09:25

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Przemek_44 31 paź 2017, 17:00
Marek36 napisał(a):Do Przemka pomyślałem sobie o stabilizatorach nastroju - czy w moim przypadku obecnym, gdzie żyję w ogromnym stresie, czy one zniwelowałyby mi te lęki, żebym czasami nie musiał sięgać po większą dawkę clona? Aczkolwiek boję się nowych leków już brać w tym wieku, bo jak wiesz jestem od 1989 roku na clonach, a boję się też z tego powodu, że mam choroby przewlekłe te sam jak Ty. Co prawda miesiąc temu robiłem wszystkie możliwe badania laboratoryjne (krew z rozmazem, panel wątrobowy , enzymy trzustkowe, kreatyninę i inne) wszystko w normie. Siedzę aktualnie jak na bombie, jakikolwiek telefon - już lęki- bo myślę ze szpitala i widzę, że te lęki się potęgują, a stabilizatory "ryją" wątrobę . Najchętniej bym wskoczył na 2 mg ale się boję, bo co będzie dalej, żyjąc teraz w ciągłym stresie.Co może mi ewentualnie lekarz dołożyć do clonów, żeby nie wskakiwać na wyższą dawkę, a zmniejszać obecną, zastępując innym lekiem?
Pozdrawiam Andrzej (z poprzedniego nicku).


Cześć Andrzeju (Marek 36), gdybym się chciał w pełni ustosunkować do twoich wypowiedzi i odpowiedzieć Ci co myślę o tym wszystkim w 100%, to musiałbym podobny jak INTEL "esej" napisać, albo jeszcze większy, a nie bardzo mam czas :( ..

Jeśli czytałeś mojego bloga to wiesz, że leczenie uzależnienia od benzodiazepin (lekomanii) jak zwał, tak zwał nie jest zero - jedynkowe (czarno - białe).. Mam na myśli to, że to nie jest kwestia "biorę Clony - odstawiłem Clony => jestem zdrowy, szczęśliwy"

Już nie raz pisałem u siebie na stronie, że to bardzo trudny do leczenia nałóg, bo : "wygodny, czysty, uniwersalny, poręczny", nie czuć go z ust, nie pozostawia śladów wkuć, łatwo aplikowalny, trudno wykrywalny, tableteczki są małe, łatwo je ukryć, leki można dawkować i nie trzeby się schlać do nieprzytomności, żeby się lepiej poczuć.. Leki są o wiele mniej toksyczne, bo jak powiedział terapeuta Rutkowski pracowali nad nimi "mistrzowie świata" w tej dziedzinie, aby były mało szkodliwe na organy - najzdolniejsi chemicy wielkich koncernów farmaceutycznych, A CO NAJWAŻNIEJSZE leki przepisuje lekarz i to psychiatra, nie kupujesz ich od dealera, czy w monopolowym, więc możesz długo się oszukiwać, że się "leczysz" - i to jest właśnie NAJWIĘKSZA PUŁAPKA TEGO NAŁOGU !

Andrzej, gdyby Ci przyszło leczyć się wódką, czy dla lepszego samopoczucia dawać sobie zastrzyk w żyłę, to może nie było by tak łatwo (?) Gdyby się okazało, że po kilku latach codziennego picia, albo przyjmowania narkotyków twoje organy niszczeją to też może było by inaczej (?).. Jeśli jednak okaże się, ze dawka CLona Cię skusi i weźmiesz więcej, to jako osoba mająca już swoje lata może się okazać, że masz mniejszą koordynacje i któregoś razu pośliźniejsz się na lodzie, połamiesz sobie szyjkę miednicy, która w tym wieku goi się słabo.. Zdrowy, młody człowiek może wywinąć orła na zamarzniętym śniego, a co dopiero osoba ok 60 stki, na wyższych dawkach Clona.. Nie czarujmy się też, młodniał nie będziesz, twój refleks, zdolność koncentracji też z biegiem lat nie będzie lepsza.. Jeździsz samochodem ?.. CDN
Avatar użytkownika
Offline
Posty
546
Dołączył(a)
07 sie 2013, 22:59

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez halina516 02 lis 2017, 15:57
WAGDIGIDUGE napisał(a):Witam!Szanse na trwałe odstawienie dwubenzodiazepin jest bardzo nikłe.Jeżeli ktoś ma inne zdanie to proszę prześledzić całe to forum i zauważyć: Wszyscy tu piszący tylko próbują odstawić a prawie nikt nie pisze że odstawił na zawsze. Przypadek?To prawda,że da się zredukować dawkę ale zawsze najtrudniej odstawić całkowicie.Dlaczego tak jest?Ponieważ objawy odstawienia są tak uciążliwe i długotrwałe, że prawie nikomu nie udaje się ich znieść i wcześniej czy później pęka.Ponadto, większość uzależnionych musi pracować a pracować przy uciążliwych objawach odstawiennych lub poodstawiennych się nie da.Więc dalej brną w uzależnieniu.To jest błędne koło.
Ponadto wmawia się im iż doświadczają długotrwałych objawów poodstawiennych po wieloletnim przyjmowaniu lub jest to skutek nasilenia choroby pierwotnej.Po części jest to prawda ale te środki powodują czasami nieodwracalne zmiany w przewodnictwie (neuralnym)nerwowym.Nie uszkadzają mózgu jak głosi obiegowa opinia lecz zaburzają i uszkadzają drogi,którymi impuls z mózgu podąża do innych części ciała.Skutkiem takiego stanu mogą być: częściowe niedowłady,napięcia mięśniowe,drętwienia,pieczenia,swędzenia (Jest to tak zwana neuropatia polekowa).Ogólnie nic przyjemnego.Należy zrozumieć że nikomu,oprócz uzależnionemu nie zależy na tym aby wyszedł z uzależnienia.Czy to firma farmaceutyczna czy apteka czy lekarz(wizyta płatna) są beneficjentami twojego uzależnienia.Wielokrotnie spotykałem się na forum ze stwierdzeniami typu:Przyjmowałem tak długo bo lekarz mi tak zalecił.Trzeba sobie zdać sprawę,że właśnie ten lekarz czerpał profity dzięki kontaktom z przedstawicielami farmaceutycznymi.Taki proceder istnieje i nie dotyczy wyłącznie tych lekarstw.

Ja odstawiłam clonozepam całkowicie i teraz lekarz zamienił mi lek na dużo lepszy .Pod okiem lekarza lepiej się rzuca.I dostajemy zamiennik.Dlatego odradzam żeby samemu odstawiać clony bo to niebezpieczne.Są psychiatrzy ,korzy zajmują się odwykami.I to działa.Ja nie biorę około pół roku i nie odczuwam braku clona. W to miejsce biorę inne leki i dobrze się czuję.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
27 paź 2017, 20:19

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

przez Marek36 02 lis 2017, 18:14
Halinko piszesz w swych postach bardzo enigmatycznie. Cześć Ci i chwała, że odstawiłaś. A nie mogłabyś napisać jakie leki Ci przepisywał zamienniki zamiast clona? Przecież sama pisałaś, że objawy odstawienne Cię dopadły i co wówczas otrzymałaś? Tu na forum możesz możesz w tym dziale pisać nazwy leków, a może komuś pomożesz w ten sposób, wymieniając nazwę leków? Pozdrawiam
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
24 sie 2017, 09:25

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Przemek_44 02 lis 2017, 20:37
Marek36 napisał(a):Do Przemka pomyślałem sobie o stabilizatorach nastroju - czy w moim przypadku obecnym, gdzie żyję w ogromnym stresie, czy one zniwelowałyby mi te lęki, żebym czasami nie musiał sięgać po większą dawkę clona? Aczkolwiek boję się nowych leków już brać w tym wieku, bo jak wiesz jestem od 1989 roku na clonach, a boję się też z tego powodu, że mam choroby przewlekłe te sam jak Ty. Co prawda miesiąc temu robiłem wszystkie możliwe badania laboratoryjne (krew z rozmazem, panel wątrobowy , enzymy trzustkowe, kreatyninę i inne) wszystko w normie. Siedzę aktualnie jak na bombie, jakikolwiek telefon - już lęki- bo myślę ze szpitala i widzę, że te lęki się potęgują, a stabilizatory "ryją" wątrobę . Najchętniej bym wskoczył na 2 mg ale się boję, bo co będzie dalej, żyjąc teraz w ciągłym stresie.Co może mi ewentualnie lekarz dołożyć do clonów, żeby nie wskakiwać na wyższą dawkę, a zmniejszać obecną, zastępując innym lekiem?
Pozdrawiam Andrzej (z poprzedniego nicku).


..cd Hej Marek36 (Andrzej) :) kontynuując swój poprzedni post w twojej sprawie, to postaram się tak tylko w skrócie zasygnalizować pewne sprawy, bo musiałbym dublować treści z swojego bloga tutaj, a na to po prostu fizycznie nie mam czasu..

Jeśli chodzi o twoje uzależnienie od BDZ, konkretnie Clonazepamu, to zanim napiszę jak to widzę, to chciałbym PODKREŚLIĆ z całą stanowczością, że uważam, że ani Ty, ani ja, ani wiele, wiele uzależnionych osób w przeszłości, a czasem i obecnie nie mieliśmy specjalnie wpływu, ani wyboru na to, że borykamy się teraz z uzależnieniem.. nie jesteśmy "winni" temu ,jeżeli w ogóle można mówić tu w kategoriach winy, nie winy.. Takie czasy, taki system lecznictwa, słaby dostęp, albo zupełny jego brak do psychoterapii.. Nie mam też nic przeciwko benzo, jako takim, mnie też być może Clonazepam swojego czasu uratował życie, gdy trafiłem po raz pierwszy do psychiatry skrajnie wymęczony, załamany, lecz gdy spełnił swoją rolę szybko powinien być zastąpiony innym rodzajem leczenia, lecz takiego nie było, no i jest jak jest..

Tak wiele problemów ludzkich, coraz bardziej wymagające czasy, gdy komuna się skończyła, coraz większe wymagania, buisnesy, rozwój, postęp, pragnienie kariery, pośpiech, rywalizacja, porażki, frustracje, upadki.. W komuniźmie było do bani, ale względne minimum wszyscy mieli w miarę po równo, ale ja nie o tym..

Niestety, teraz leczyć, szukać pomocy w tym uzależnieniu musimy sami, bo wciąż system kuleje w tym temacie, i nie ma tak, że tak jak masz problem alko, no to idziesz na detoks AA, później na odwyk do ośrodka AA, poradni i to wszystko jest z organizowane

A pro po twoich nie udanych jak do tej pory prób odstawienia Clonazapmu i dlaczego tak się stało (?) to ja widzę to tak..

1. Clonazepam sam w sobie jest ciężki do odstawiania, cytując, może nie w pełnie wiernie (nie wiem ?) Panią prof Heather Ashton "Clonazepam to wybitnie złośliwa benzodiazepina, której odstawienie nastręcza wielu osobą sporych problemów"

2. kiepski system lecznictwa w sprawie leczenia uzaleznień od benzodiazepin, choć jak mówią, jak komuś bardzo zależy, to znajdzie i detoks i terapię, czasem niestety na "doczepkę z AA"

3. zrobiłeś wprawdzie bardzo dobry, stopniowy ,długotrwały detoks, odstawiłeś leki, ale nic więcej nie zrobiłeś, tj nie kontynuowałeś leczenia, a to tylko 1 etap
Niektórym wystarcza i udaje im się, ale to wcale nie jest tożsame z całkowitym wyzdrowieniem, bo sam lek, uzależnienie od niego, to tylko fragment większej całości, która jest zwykle ukryta pod tymi lekami i dla człowieka nieświadoma To tak jak jest w przyp. góry lodowej i jej widocznego małego wierzchołka

4. myślę, że potrzebujesz terapii odwykowej (leczenia uzależnień) aby zrozumieć na czym polega uzależnienie, jakie są jego mechanizmy psychologiczne, jak sobie radzić z głodami, z życie bez środka..

przeczytaj ten wpis => Psychologiczne mechanizmy uzależnienia od leków to będziesz miał wstęp o tym o czym mówię

Może to być terapia w ośrodku AA, może to być terapia indywidualna, prywatnie, dochodząca u osoby osoby psychologa z certyfikatem terapeuty uzależnień..

Przez lata radziłeś sobie z swoimi problemami życiowymi, emocjonalnymi nie inaczej, jak tylko łykając tabletki..

Być może twoje problemy pierwotne wymagają później dalszej pracy (?) wiem jak straciłeś rodzinę, pisałeś mi o tym, być może nie masz "przepracowanej" załoby (?) nie wiem, może nie odpłakałeś, a stłumiłeś, zamroziłeś coś silnym CLonazepamem..

Straciłeś rodziców w młodości, może nie miał Cię kto nauczyć radzić sobie z swoimi emocjami, problemami w inny sposób, jak tylko przy pomocy leków (?) neurolog dał Ci tabletkę, która pomogła, później uzależniłeś się, przez tyle lat leki dosłownie "wrosły Ci" w psychę jak bluszcz w płot, może nawet połączyły się w jedno.. Niestety, ja tak miałem, po prostu na "platformie" z leków zbudowałem przez wiele lat całe swoje poczucie wartości, choć to była niestety iluzji

Ludzie tzw "normalni", którzy nie przeżyli żadnej poważnej traumy, nie stracili rodziców, dorastali w normalnych, szczęśliwych warunkach, mieli wsparcie, poradę jak sobie radzić od dorosłych umieją radzić sobie w konstruktywny sposób z emocjami, bez pomocy chemii ..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
546
Dołączył(a)
07 sie 2013, 22:59

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Przemek_44 02 lis 2017, 20:50
..aha, zapomniałem dopisać, że CDN (w miarę możliwości czasowych).. bo chcę Ci też trochę o lekach, zamiennikach napisać (pytałeś)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
546
Dołączył(a)
07 sie 2013, 22:59

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez halina516 02 lis 2017, 21:20
Marek36 napisał(a):Halinko piszesz w swych postach bardzo enigmatycznie. Cześć Ci i chwała, że odstawiłaś. A nie mogłabyś napisać jakie leki Ci przepisywał zamienniki zamiast clona? Przecież sama pisałaś, że objawy odstawienne Cię dopadły i co wówczas otrzymałaś? Tu na forum możesz możesz w tym dziale pisać nazwy leków, a może komuś pomożesz w ten sposób, wymieniając nazwę leków? Pozdrawiam

witaj Marku.Ja dostałam w zamian Zamiren.Biorę 2 razy dziennie po 0,5mgDo tego mam Zamiren szybko działający na wypadek ataku paniki.Jak na chwilę obecną czuję się dobrze i nie odczuwam braku Clonozepamu.Nie pisałam nazw leków bo nie wszędzie można;Teraz 4 listopada idę do lekarza i będę wiedzieć co dalej.Marku wydaje mi się ,że taka podmiana jest lepsza niż odkładanie leku bez lżejszego zamiennika.Napisz co postanowiłeś. :uklon:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
27 paź 2017, 20:19

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez INTEL 1 02 lis 2017, 21:30
Zomiren to Alprazolam.
Alprazolam to benzodiazepina.
Dwie najmocniejsze benzodiazepiny to Clonazepam i Alprazolam.
Czyli nadal bierzesz 1 mg clonazepamu dziennie, tylko pod inną nazwą/substancją czynną...
To tak, jakbyś cieszyła się tym, że zamiast pół litra 40 % wódki wypijasz 8,3 piwa ( jedno standardowe piwo to odpowiednik 60 mg wódki 40 % )
Dziękuję za uwagę.
"Nie można człowiekowi odebrać wszystkiego, ponieważ nie będzie miał już niczego do stracenia i będzie gotowy na wszystko"
Avatar użytkownika
Offline
I MIEJSCE W KONKURSIE "TWARZE DEPRESJI"
Posty
1797
Dołączył(a)
11 maja 2013, 18:07
Lokalizacja
Śląsk

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

przez Marek36 03 lis 2017, 13:36
Halinko Tobie mogę współczuć, ale ta nasza nieświadomość.... Czy czytałaś ulotkę Zomirenu? Właśnie dlatego prosiłem Cię o nazwy leków jakie lekarz "specjalista od uzależnień" zaserwował Ci. Congratulations dla takich lekarzy od uzależnień! Z jednej benzodiazepiny wpakował Cię w drugą i Ty się nieświadomie cieszysz, że nie bierzesz clona, ale bierzesz jak Intel - Robert pisze jedną benzodiazepinę zamienił Ci pod inną nazwą benzodiazepiny i kółko się zamyka, tkwisz droga w clonach pod inną nazwą . Robert porównanie super - nic dodać, nic ująć. Halinko zmień lekarza naprawdę. Ja od ubiegłego tygodnia (starym sposobem jak poprzednio) sam powoli zmniejszam - odjąłem z rannej dawki 0,125mg (czyli biorę 1,375) a po południu brałem 1,5 mg. Od tego tygodnia odjąłem z popołudniowej dawki 0,125 mg też. Także aktualnie biorę 2 x po 1,375mg clona. Za 2 tygodnie zmniejszę znowu o 0,125mg i myślę za rok o tej porze być na maks. 0,5 a co potem czas pokaże Pewnie, że chciałbym szybciej z nich zejść, ale się po prostu boję różnych innych leków zamienników, bo boję się, żeby nie wpaść z deszczu pod rynnę (podobnie jak Halinka). Przemku pytasz się czy czytałem Twojego bloga - a bo to raz? i czytam nadal. Jak będę na niższych dawkach, to myślę, że co nie coś podpowiesz jaki lek wprowadzić. Przestań, gdzie jakaś terapia dla chłopa po 60-tce. Oczywiście, że jeżdżę samochodem, ale zawsze wiem kiedy - wtedy jak jestem wyciszony, a na clonach jestem teraz spokojny, początek roku był gorszy, to zamawiałem taxi, bo byłem na na dawce 2x2mg i stan nerwicy miałem pogłębiony.
Pozdrawiam Wszystkich piszących. Andrzej
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
24 sie 2017, 09:25

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

przez Marek36 05 lis 2017, 10:19
Halinko wszedłem tutaj, będąc pewien, że napiszesz co Ci ten lekarz tym razem zapisał (pisałaś, że miałaś wizytę planową na wczoraj). Tutaj nikt nie chce źle dla Ciebie, gdyż każdy będąc na tym forum ma jakieś kłopoty natury psychicznej, a to, że my pacjenci jesteśmy niejednokrotnie nieświadomi co nam przepisują i łykamy - to lekarze ponoszą wówczas winę, że uzależnili nas, gdyż ślepo im zaufaliśmy, ale kto im to powie? Pacjent? Podziel się informacjami. Mi dużo to forum pomogło, a zwłaszcza ludzie obeznani w temacie od uzależnień jak odstawiałem clony 3-4 lata temu (nie lekarze!). Nie czuj się czasami zażenowana, że dowiedziałaś się prawdy, ale to dla Twego dobra! Pisz otwarcie i dziel się informacjami, możesz sama komuś pomóc, a także może ktoś z forum Ci też pomóc. Na pewno swoim wpisem nie jedną osobę uświadomiłaś odnośnie Zomirenu, która też była pewna, że nie bierze clonów, a bierze odpowiednik jego. Czy powiedziałaś lekarzowi, że przepisał Ci również benzodiazepinę? Płacisz za wizytę pewnie 150 zł i musisz być szczera i otwarta na rozmowy z lekarzem - kasiorę zdziera z prywaty i winien Ci wytłumaczyć działanie każdego leku, który Ci przepisuje (inaczej na NFZ - 3-5 minut, recepta i wypad). Bardzo czekamy na Twój wpis odnośnie Twojej wizyty ( mnie ten sam problem dotyczy). Serdecznie Cię Halinko pozdrawiam :uklon:
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
24 sie 2017, 09:25

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do