Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez dlugi 22 gru 2007, 15:59
Trzeba zmienić psychiatrę i oczywiście typ terapii.Rzadkie rozmowy z psychiatrą nie pomoga na pewno.Poza tym z psychiatrą nie ma sensu rozmawiać, ponieważ nie wysuwają oni odpowiednich wniosków. Wprowadzenie w błąd pacjenta może mieć katastrofalne skutki.Polecam terapie co najmniej 2 razy w tygodniu u psychologa.Psychiatra u którego byłem na wizycie w ogóle nie poznał się na moim problemie a psycholog w 5 minut.
Trudno powiedzieć sobie samemu prawdę, gdy się ją zna.Kto wisiał nad przepaścią, powinien już umieć się huśtać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 gru 2007, 00:34
Lokalizacja
Warszawa

przez Pstryk 22 gru 2007, 23:16
dlugi, to nie jest tak do końca. Psychiatra może również przeprowadzać psychoterapię, w moim przypadku była bardzo skuteczna a metody, które stosowała moja Pani psychiatra bardzo efektywne. Uważam, że w przypadkach, gdy w grę wchodzą również zaburzenia fizyczne, depresja miesza się z nerwicą i innymi zaburzeniami, psychiatra ma większe kompetencje, ponieważ psychiatria jest bardziej 'głębszą' dziedziną wiedzy aniżeli psychologia. Przez 'głębszą' rozumie kojarzenie objawów fizycznych z zaburzeniami psychicznymi.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez ashley 22 gru 2007, 23:25
hej, coś tu nie gra. Rzeczywiście wasze spotkania są niewystarczające, w autobusie a po lekcjach sami to jest różnica. I nic dziwnego, ze Tobie tych spotkań brakuje. ona mówi, ze to się zmieni ale nic nie robi z tym. Myślę, że powinieneś z nią porozmawiać o tym. Powiedz jej jak sie z tym źle czujesz. Ona wtedy powinna to zmienić jak jej na Tobie zależy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez dlugi 23 gru 2007, 00:14
Tak masz racje troche przesadziłem z ta opinią może dlatego że nie trafiłem na dobrego psychiatre.Po prostu psychiatra wprowadził mnie w błąd co do sposobów leczenia.Masz racje co do tzw 'głębi' rozumienia powiązań zaburzeń psychicznych z fizycznymi.Mam wrazenie po każdej wizycie u psychiatry że moje problemy z depresją nie są interesujące dostatecznie i szybkość wypisywania recepty swiadczy o znudzeniu jakie wywołują moje dolegliwości.Ma to jednak zaletę pomniejsza moje wyobrażenie o chorobie i sprowadza mnie do parteru czego każdemu życzę. Pamiętam słowa mojej prawie byłej zony 'nie rób z siebie ofiary' lekarz nie może tego powiedzieć ale na pewno przychodzi mu to do głowy.
Trudno powiedzieć sobie samemu prawdę, gdy się ją zna.Kto wisiał nad przepaścią, powinien już umieć się huśtać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 gru 2007, 00:34
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez pyzia1 23 gru 2007, 12:11
dlugi napisał(a):Mam wrazenie po każdej wizycie u psychiatry że moje problemy z depresją nie są interesujące dostatecznie i szybkość wypisywania recepty swiadczy o znudzeniu jakie wywołują moje dolegliwości.Ma to jednak zaletę pomniejsza moje wyobrażenie o chorobie i sprowadza mnie do parteru czego każdemu życzę. Pamiętam słowa mojej prawie byłej zony 'nie rób z siebie ofiary' lekarz nie może tego powiedzieć ale na pewno przychodzi mu to do głowy.


Właśnie! Trafniej tego nie mogłeś ująć! Dokładnie tak wygląda moja wizyta u psychiatry - chodziłam do kilku różnych i za każdym razem było tak samo. Na dzień dobry pytanie "jak się pani czuje?" - zadane poważnym tonem bo przecież rozmawia ze świrem i nie wiadomo, czy nie powie on zaraz, że ma zamiar sobie palnąć w łeb. Potem kilka innych standardowych pytań, recepta i już można przyjąć następnego wariata. Już nawet się nie wściekam bo to cholernie śmieszne jest.

psychiatrama większe kompetencje, ponieważ psychiatria jest bardziej 'głębszą' dziedziną wiedzy aniżeli psychologia. Przez 'głębszą' rozumie kojarzenie objawów fizycznych z zaburzeniami psychicznymi.

bethi, pewnie masz rację z tymi kompetencjami psychiatry. Pewnie mają dużą wiedzę na temat depresji, nerwicy itp. Ale nie chce im się jej wykorzystać.
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Chore uzależnienie

Avatar użytkownika
przez laven 26 gru 2007, 20:04
Piszę, ponieważ mam problem z którym sobie nie radzę. Zaczynając od początku, leczę się z depresji już ok. 2 lat. Na początku tego roku miałam nawrót choroby, zaczęłam znowu brać leki, poprawa była nijaka. Aż do czasu gdzie styknęły się 2 czynniki. Zmiana leków i poznanie pewnego faceta. Na początku wszystko było między nami ok. Bardzo mi jego obecność pomagała. Aż z czasem uzależniłam się od niego. Stał się dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Nie wyobrażam sobie dnia bez niego. Mimo, że tak straszliwie dużo brakuje mu do ideału. Ale za każdym razem gdy dobrze nam się układa, cieszę się. W końcu przełamałam tą barierę bólu. Tylko, że jest problem. Ja wcale dla niego nie znaczę tyle co on dla mnie. Wręcz jestem mu obojętna. Mówi, że możemy być razem, ale ja wiem ze on to robi z litości. Wiem, że nie mogę w tym trwać. Muszę to skończyć jakoś. Ale ja tak panicznie się boję. Czuję, że sobie nie poradzę. Boję się samotności, boję się, że depresja może wrócić i na nowo zacznie się to piekło. Boję się że już nigdy nie będę umiała się do nikogo przywiązać. Nie poznam nikogo. Tkwię w bagnie. Bo wiem co powinnam zrobić, ale nie umiem. Jestem zniewolona przez uczucia. Bo on potrafi być dla mnie bardzo dobry i kochany. Jest mi go strasznie żal, bo wiele złego w życiu przeszedł. Jest skory do poświęceń, naprawdę wiele dla mnie zrobił. Wydaje mi się, że również mogła go dopaść depresja, ale się do tego nie przyznaje. Stracił wszelki sens życia, uczucia itd. Dlatego nie umie się do mnie przywiązać. Stąd w głowie pojawiają się pytania, czy by się dla niego nie poświęcić, nie pomóc, nie dodać otuchy. Jest nam razem dobrze. Ale problem tkwi w tym, że on jest nieszczęśliwy. Wie, że nie może mi dać tego co bym chciała, dlatego stara się mnie jakoś zniechęcić do siebie, radzi bym poszukała kogoś lepszego, godnego mnie. Ale ja nie chce nikogo innego. Poza tym czasem bardzo chcę się dla czegoś poświęcić. Nachodzą mnie myśli, że nie powinnam robić czegoś dla siebie tylko dla innych. Dlatego też nie chcę tego wszystkiego konczyc. I ta nadzieja, że może w przyszłości wszystko będzie ok. Że damy radę. Ja mu pomogę. Nie wiem. Właśnie te wszystkie czynniki nie pozwalają mi urwać tej znajomości. Proszę bardzo o pomoc. Jak wyrwać się z takiego chorego uzależnienia. Bo czasem wiem, że jestem zbyt uległa. Nie chcę do końca życia taka być. Jak uporać się z własną słabością. Może ktoś ma już jakieś doświadzczenie w tym? Błagam o pomoc. Jak zrobić ten pierwszy krok? Jak nauczyć na nowo radzić sobie samemu? Jak być silną i robić to co się uważa a nie co czuje? I jak zapobiec ewentualnym nawrotom choroby? Bardzo dziękuję z góry za odpowiedź.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez dlugi 26 gru 2007, 22:00
Jestes osobą współuzależnioną i potrzebna Ci praca z psychologiem.Nie można być ze sobą na zasadzie litości bo to nic dobrego nie wróży.
Trudno powiedzieć sobie samemu prawdę, gdy się ją zna.Kto wisiał nad przepaścią, powinien już umieć się huśtać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 gru 2007, 00:34
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez dlugi 26 gru 2007, 22:11
Kończy sie to rozstaniem gdy druga osoba poczuje się lepiej lub znajdzie kogoś zdrowego polecam artykuły w 'Charakterach'o tworzeniu więzi numer z listopada albo pazdziernika.
Trudno powiedzieć sobie samemu prawdę, gdy się ją zna.Kto wisiał nad przepaścią, powinien już umieć się huśtać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 gru 2007, 00:34
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez laven 26 gru 2007, 22:30
Dzięki za odpowiedzi. To jest właśnie tak, że ja bym była skłonna z nim być cały czas. Jemu to obojętne. Dla niego nie ma znaczenia co się z nim dzieje. A dla mnie ma ogromne. Nie sądzę bym poczuła się lepiej. Bo jest ok i nie mam zamiaru go rzucać. Tak samo jemu nie wróżę, by czuł się lepiej. Z tą różnicą, że on by mógł łatwo zerwać. Tak w zasadzie to ja jestem na jego łasce. Dlatego uważam, że to ja powinnam to skończyć. Nie pozwolić się zeszmacić do resztek. Nie chcę być od kogoś zależna, dlatego wiem, że muszę coś z tym zrobić. Bo wiem, że to czego pragnę jest nieosiągalne.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez dlugi 26 gru 2007, 22:34
Pamiętaj że to nie takie proste i co rozumiesz przez zeszmacić sie do resztek.
Trudno powiedzieć sobie samemu prawdę, gdy się ją zna.Kto wisiał nad przepaścią, powinien już umieć się huśtać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 gru 2007, 00:34
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez laven 26 gru 2007, 22:39
Właśnie wiem, że to nie takie proste i w tym problem. Bo nie wiem jak się z tym uporać. A mam na myśli to, że on wie że może mnie swobodnie obrażać i szantażować a ja i tak nic z tego nie zrobię, bo sobie bez niego nie poradzę i mu wybaczę. Zachowuję się czasem tak jakbym była na jego usługach. A potem znowu jest wszystko ok i się dogadujemy. Ale wciąż ta świadomość, że ja dla niego jestem nikim mnie dobija. Wiem, że muszę to zerwać dla własnego dobra. Choć tak bardzo chciałabym z nim być, by się dobrze nam układało, jemu zależało itd.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez dlugi 26 gru 2007, 22:42
Dlaczego z nim jesteś i dlaczego sobie nie poradzisz?
Trudno powiedzieć sobie samemu prawdę, gdy się ją zna.Kto wisiał nad przepaścią, powinien już umieć się huśtać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 gru 2007, 00:34
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez laven 26 gru 2007, 22:46
Jestem bo go kocham, czuję się przy nim dobrze za wyjątkiem momentów gdy nam się nie układa, potrzebuję jego obecności, gdy go nie ma jest mi dziwnie. A boję się, że wszystko wróci cała depresja. Bo można powiedzieć, że moja znajomość z nim, mnie ożywiła i pomogła sobie poradzić z chorobą. Zatem jeśli go zabraknie, wszystko może wrócić. Boję się tego momentu kiedy zerwiemy. Nie wiem jak zareaguję, co się ze mną będzie działo. Już mieliśmy kilka ostrzejszych sprzeczek i ciężko mi było. Ledwo sobie radziłam, choć nie odczułam by było tak źle jak niegdyś. Po prostu uzależniłam się od niego. To tak jak uzależnienie od leków uspokajających czy alkoholu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez dlugi 26 gru 2007, 23:40
Przygotuj sie w takim razie na ten moment.
Trudno powiedzieć sobie samemu prawdę, gdy się ją zna.Kto wisiał nad przepaścią, powinien już umieć się huśtać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 gru 2007, 00:34
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Motocyklista i 7 gości

Przeskocz do