Miłość = cierpienie?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Miłość = cierpienie?

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 23 wrz 2013, 20:31
Zawsze pragnęłam miłości a dotyk drugiego człowieka jest dla mnie jak tabletka uśmierzająca ból. Od dwóch lat jestem sama. Poprzednie związki były udane lub bardzo toksyczne. W dzieciństwie nie dostałam miłości od rodziców, zamiast tego znęcanie psychiczne i fizyczne. Chodzę od 2 miesięcy na terapię, która jest ciężka ale nie poddaje się.

Od miesiąca spotykam się z kimś oddalonym ode mnie o 100 km. Widujemy się głównie w weekendy. Na początku nie traktowałam tego bardzo poważnie bo ostatnie dwa lata owocowały w krótkotrwałe "romanse" więc pomyślałam, że ten też pewnie się skończy. Mija 1,5 miesiąca naszej znajomości i zaczyna być coraz lepiej. W ostatni weekend zaprosił mnie do siebie, zrobił kolacje przy świecach i włączył naszą ulubioną muzykę. Spędziliśmy miło czas rozmawiając do późna w nocy. Wydaje mi się, że mamy wiele wspólnego.
Problem w tym, że zaczyna mi na nim bardzo zależeć. Miedze w domu i ryczę bo boje się odrzucenia. I już za nim tęsknie. Teraz nie spotkamy się szybko bo on ma rodzinną imprezę w przyszły weekend.

Mam strasznego doła, boję się...
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Miłość = cierpienie?

Avatar użytkownika
przez monk.2000 23 wrz 2013, 20:36
Luktar, cześć.

Ja to widzę jak z loterią. Stawiasz małą stawkę, masz mało do stracenia, ale też wygrana nieciekawa. Stawiasz komputer z komunii, możesz dużo wygrać, ale jak przegrasz, pozostanie oglądanie TV.

Być może dziewczyna uczyniłaby mnie ciut szczęśliwszym, ale teraz nie czuję się na siłach na właśnie takie miłosne igraszki. Jestem dobity bez faktu dziewczyny, która mnie rzuca.

Jak jesteś dość pancerna to nie bój się związku.
Awatar to skarb Atlantydy: starożytny Scion.

:( F.20
:smile: Solian 600mg
8) Akineton
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8369
Dołączył(a)
26 lis 2011, 14:49
Lokalizacja
mój pokój

Miłość = cierpienie?

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 23 wrz 2013, 20:43
monk.2000, cholernie boje się odrzucenia. Ostatni związek (1,5 roku) zakończył się z mojej winy ale wpadłam przez to w depresje. Wiem, że przez ojca muszę mieć ciągle jakieś negatywne bodźce, dlatego ciągnie mnie do złych. Ten nowy mężczyzna jest dla mnie bardzo dobry i to jest cudowne a jednocześnie przeraża bo boję się, że zrobię mu jakąś krzywdę. Chodzę na terapię i pracuję nad sobą ale nadal bardzo obawiam się odrzucenia, krzywd...

-- 23 wrz 2013, 20:44 --

monk.2000, czyli sam boisz się związków i odrzucenia tak jak ja?
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Miłość = cierpienie?

Avatar użytkownika
przez monk.2000 23 wrz 2013, 20:53
Luktar, nie miałem nigdy w środowisku przykładu jak podchodzić do związku, więc to było dla mnie coś abstrakcyjnego. To jak człowieka z buszu wpuścić na Wersal. Nie umie się zachować.

Nawet posiadanie dziewczyny to dla mnie chłodna kalkulacja. Romantyczne, co nie?

Z pewnością boję się odrzucenia. Podchodzę geometrycznie do życia. Skoro dziewczyna może dać dużo szczęścia, to już na starcie zakładam, że nie ma nic za darmo. Z pewnością potrafi też dać wiele bólu.

Jedyna szansa to znaleźć kogoś kto mnie nie skrzywdzi, tą jedyną. Ale to nie takie proste. Jedyna szansa to, że sam się zmienię i dopasuję.
Awatar to skarb Atlantydy: starożytny Scion.

:( F.20
:smile: Solian 600mg
8) Akineton
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8369
Dołączył(a)
26 lis 2011, 14:49
Lokalizacja
mój pokój

Miłość = cierpienie?

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 23 wrz 2013, 21:18
"To jak człowieka z buszu wpuścić na Wersal" Cudowne porównanie, uśmiałam się :)
Jeśli zaczynasz na chłodno kalkulować czy opłaca Ci się konkretna relacja, to oznacza że nie ma tam uczucia. To na pewno nie ułatwi Ci znalezienie tej jedynej.
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Miłość = cierpienie?

przez Lux24 26 wrz 2013, 01:34
Luktar, każdy, kto jest wrażliwy i mocno się zakochuje, czuje strach. Miłość to nie cierpienie, ale postawienie wszystkiego na jedną kartę. Dwa razy byłam zakochana na śmierć i życie i dwa razy skończyło się załamaniem nerwowym, co nie oznacza, że nigdy nie zaryzykuje. Nie da się inaczej. Poza tym uważam, że nie da się po prostu po raz trzeci wejść w takie bagno. Nie o mnie jednak miało być ;) Zastanawia mnie pewne zdanie w Twojej wypowiedzi: "Poprzednie związki były udane lub bardzo toksyczne." Nie rozumiem, dlaczego kończyły się te udane?
Offline
Posty
202
Dołączył(a)
14 kwi 2013, 15:28

Miłość = cierpienie?

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 26 wrz 2013, 02:02
Lux24, Lux skoro wiesz, jak to boli kiedy miłość kończy się załamaniem nerwowym, powinnaś rozumieć mój strach. Ale pracuję nad tym, żeby nie bać się bo jeśli ma się skończyć to świat nie runie. Na pewno nie pozwolę, żeby znów miał runąć. Za dużo życia, czasu i cierpienia to kosztuję. Staram się podchodzić do nowej znajomości na luzie i dać "popłynąć" kolejnym spotkaniom i emocjom z nimi związanymi.
Dziwne, że tak sformułowałam to zdanie, które przytoczyłaś. Nie ma ono sensu, prawda? :)
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Miłość = cierpienie?

Avatar użytkownika
przez MalaMi1001 26 wrz 2013, 23:03
Miłość = cierpienie? - dla mnie tak. I niezmiernie się cieszę, ze czuję wewnętrzną pewność, że moja ostania znajomość była tą ostatnią. A też zaczęła się jak Twoja autorko, niby mi nie zależało, wiedziałam, że jest duża szansa, że nic z tego nie wyjdzie, ale wszystko co robił, jak do mnie mówił i to o czym mówił zasiewało we mnie pewność, że zależy mu na tym, żeby to było coś poważnego. Tym bardziej, że nie był to człowiek "skaczący z kwiatka na kwiatek". Z dnia na dzień (dosłownie) wszystko mu się odmieniło, a ja zerwałam kontakt. Zabolało i to bardzo, bo widać wewnęrtrznie zagłuszałam głos, ze mi zależy. Teraz jestem sama i jest mi świetnie. Nie dlatego, ze mogę robić co chcę i nikt o nic nie pyta, czyt. argumenty typowego singla, ale dlatego, że czuję wreszcie głębokie i szczere przekonanie, że nie chce już próbować żadnych relacji. Nikt mi nie odda braku miłości w dzieciństwie, a i nie każdy musi znaleźć swoją drugą połówkę. Ja też bardzo bałam się odrzucenia, a kiedy ono następuje tracę nad sobą panowanie. Nie chcę już przez to więcej przechodzić. Tak mam i nie zmienię tego, nie widzę sensu z tym walczyć skoro można się pogodzić i zwyczajnie unikać takich sytuacji.
______________
wenlafaksyna 75 mg
zolpidem 10 mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1930
Dołączył(a)
29 paź 2010, 19:44
Lokalizacja
łódzkie

Miłość = cierpienie?

Avatar użytkownika
przez zmęczona_wszystkim 26 wrz 2013, 23:09
Luktar, nie zawsze wszystko musi się skończyć źle. Życie jest (podobno) nieprzewidywalne. Po co się bać, jeśli coś zaczyna się układać.

MałaMi, zbyt często deklarujesz swoją postawę życiową, żeby w to wierzyć. Gdybyś naprawdę w to wierzyła, to pewnie nie byłoby Cię na tym forum, ani nie udzielałabyś się w takich tematach. Myślę, że sama nie przekreślasz się tak do końca, ale czasem wygodniej jest powtarzać takie deklaracje. może nawet w nie kiedyś uwierzysz.
Posty
1210
Dołączył(a)
01 sie 2013, 16:53

Miłość = cierpienie?

Avatar użytkownika
przez EmInQu 27 wrz 2013, 06:59
Luktar napisał(a):Zawsze pragnęłam miłości a dotyk drugiego człowieka jest dla mnie jak tabletka uśmierzająca ból. Od dwóch lat jestem sama. Poprzednie związki były udane lub bardzo toksyczne. W dzieciństwie nie dostałam miłości od rodziców,
Uzależnianie się od drugiego człowieka nigdy nie wróży nic dobrego. Partner powinien być uzupełnieniem Ciebie, a nie tabletką na przeszłość, z którą nic wspólnego nie miał. Obarczanie kogoś takim ciężarem nie jest wcale miłe.

Problem w tym, że zaczyna mi na nim bardzo zależeć. Miedze w domu i ryczę bo boje się odrzucenia. I już za nim tęsknie. Teraz nie spotkamy się szybko bo on ma rodzinną imprezę w przyszły weekend.

Mam strasznego doła, boję się...
Nie jesteś psychicznie gotowa na związek, gdyż własnie nie uporałaś się z przeszłością -> dlatego zaczynasz się wykańczać... a niebawem wykończysz psychicznie i faceta. Aby móc tworzyć przyszłość trzeba pogodzić się z tym, co było...bez względu na to, jaką miało siłę traumatyczną. Nie można jednocześnie czytać dwóch rozdziałów w książce. Można co najwyżej mieć poprzednie w pamięci przyjmując je do swojej świadomości. Jak sobie wyobrażasz bycie wzorem/autorytetem dla swoich przyszłych dzieci będąc w tak niestabilnym stanie psychicznym? Po raptem miesiącu spotykania się z facetem( tylko w weekendy <- policz ile ziarenek soli mogliście wspólnie dopiero spożyć) Ty już jesteś w strasznym dołku psychicznym. Czy to jest wg. Ciebie normalne/dojrzałe podejście do związku? Po co angażujesz się/rozpoczynasz coś, czego i tak wiesz, że jeszcze nie udźwigniesz?
Zrób wszystko, aby uniknąć walki, ale gdy już musisz do niej stanąć - WYGRAJ!
Gdybym stosowała się do wszystkich reguł, daleko bym nie zaszła.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1760
Dołączył(a)
14 sie 2013, 14:39
Lokalizacja
ロジック

Miłość = cierpienie?

przez Lux24 01 paź 2013, 23:39
Luktar napisał(a):Lux24, Lux skoro wiesz, jak to boli kiedy miłość kończy się załamaniem nerwowym, powinnaś rozumieć mój strach. Ale pracuję nad tym, żeby nie bać się bo jeśli ma się skończyć to świat nie runie. Na pewno nie pozwolę, żeby znów miał runąć. Za dużo życia, czasu i cierpienia to kosztuję. Staram się podchodzić do nowej znajomości na luzie i dać "popłynąć" kolejnym spotkaniom i emocjom z nimi związanymi.
Dziwne, że tak sformułowałam to zdanie, które przytoczyłaś. Nie ma ono sensu, prawda? :)



Rozumiem Twój strach, ale i widzę w tym poście bardziej pozytywne podejście, tak trzymać :)
Zdanie ma sens, można niszczyć i udane związki z pewnych powodów, zapytałam, żeby Cię lepiej zrozumieć.
Offline
Posty
202
Dołączył(a)
14 kwi 2013, 15:28

Miłość = cierpienie?

Avatar użytkownika
przez jetodik 02 paź 2013, 00:27
EmInQu,

Uzależnianie się od drugiego człowieka nigdy nie wróży nic dobrego.


no a czy miłość nie łączy się zawsze z uzależnieniem?
brak kontaktu z obiektem miłości wywołuje tęskontę przecież i smutek.
http://www.poomoc.pl/beta.php - na jednej stronie wszystkie kółeczka do klikania (pajacyk, pusta miska itd.)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8163
Dołączył(a)
27 sie 2013, 21:06

Miłość = cierpienie?

przez Saraid 02 paź 2013, 01:40
Jezeli milosc laczy sie z uzaleznieniem to chory uklad w zwiazku naturalnie,ze obie strony pragna swojej obecnosci ale nie sa swoimi niewolnikami.
Saraid
Offline

Miłość = cierpienie?

przez Autodestrukcja 02 paź 2013, 01:44
Saraid napisał(a):Jezeli milosc laczy sie z uzaleznieniem to chory uklad w zwiazku naturalnie,ze obie strony pragna swojej obecnosci ale nie sa swoimi niewolnikami.


oj niewolnikami od razu. to nie jest 5o twarzy greja...
fakt że na świecie ma się kogoś kto jest bardzo ważny, na kim zależy bardzo itp... jest dosyć ograniczający.
bez wielkiego patosu ani innych filozofii ale wydaje mi się że nie ma absolutnej 100 procentowej niezaleznosci i milosci naraz...
aczkolwiek... cóż ja tam wiem!? :) :)
Autodestrukcja
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do