"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez paradoksy 22 mar 2010, 03:18
zaqzax napisał(a):wczoraj nawciagalem sie trujacego gazu i na 5h poczulem ulge, zalosne co o_O

hmmm, nie bardziej żałosne od tego, że wiesz, że jest coś z Tobą nie tak (bo nie ukrywasz tego) a nie chcesz za bardzo nic z tym robić.. samo się nie rozwiąże, a używki to tylko ucieczka na chwilę...
paradoksy
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez zaqzax 22 mar 2010, 14:12
po prostu nie wytrzymuje i uciekam, bo nie jestem w stanie tkwic w dziadostwie caly czas a nic
w sposob naturalny mnie nie zadowala lub nie wywoluje stanu spokoju i zadowolenia, nawet alkohol nie daje
mi wiekszej ulgi wiec rzadko go pije, moja recepta to robic tak by nie myslec bo to myslenie mnie zabija.
a trudnosci dnia codziennego mnie przerazaja i nie jestem w stanie sobie z nimi poradzic, w sensie
ze wymagaja ode mnie kosmicznego wysilku nie wartego takich nakladow, dla mnie proste obowiazki to katorga.
"Gdybym polegał tylko na opinii psychiatrów, dawno bym nie żył"
Zaburzenia lękowo-depresyjne, Urojenia depresyjne, Dystymia, Osobowość unikająca i zależna.
Escitalopram 15mg
Amisulpryd 25-100mg
Alprazolam 1mg
Mianseryna 5mg (na sen)

Avatar użytkownika
Offline
Posty
631
Dołączył(a)
24 wrz 2007, 00:57
Lokalizacja
Europa

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez KarinaS1 22 mar 2010, 14:25
Witam
Jestem nowa na tym forum. Mam problem z depresją od dawna i nikt nigdy nie potrafił a nawet sądzę,że nie chciał mi pomóc.Cały czas jestem z tym sama,nikt mnie nie rozumie.Moja mama kiedy przy niej rozpaczałam z bezsilności kazała mi samej z tym coś zrobić zresztą nigdy nie mogłam na nią liczyć w sprawach wsparcia duchowego.Mieszkałam wcześniej w małym mieście i nie miałam możliwości pójścia do dobrego lekarza.Od lipca mieszkam we Wrocławiu z moim nowym partnerem i moją córeczką od września zaczęłam chodzić do psychologa i tam potwierdziło się,że mam depresję,mój partner też chodził razem ze mną i osobno też.Niestety nasza sytuacja finansowa się pogorszyła i przestaliśmy chodzić bo nas na to nie stać.Moja depresja się pogłębia jestem nieznośna,a mój partner traci cierpliwość do mnie,on mnie w ogóle nie rozumie,wpędza mnie w poczucie winy,że ja rozkręcam zadymy.Wczoraj miałam straszny dzień.Płakałam i nic mnie nie cieszyło on chciał się kochać,a ja nie miałam najmniejszej ochoty,bo jak się żyć nie chce to jak można mieć ochotę na sex.I zaczęła się kłótnia i w pewnym momencie poczułam uderzenie w twarz.Uderzył mnie i w tedy już całkiem się załamałam.Wiem,że często wyprowadzam go z równowagi,ale z drugiej strony mam do niego straszny żal o to co zrobił.Wiem,że mnie kocha i ja go kocham.Nie wiem co mam robić.Jestem z tym zupełnie sama.Znikąd pomocy ani zrozumienia.Każdy mnie tylko ocenia.Podpowiedzcie coś proszę.
Karina
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
09 kwi 2008, 12:03

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez takajakaś18 22 mar 2010, 15:53
No faktycznie depresja to powazny problem.Nie powinno sie go bagatelizowac,nie czujesz jakiejs poprawy po wizytach u psychologa?długo trwa ten stan? Skoro partner ma depresje ,ciezko od niego wymagac wsparcia ,chociaz razem powinno byc Wam lzej walczyc z chorobą, niz indywidualnie. A co do uderzenia-to pierwszy raz sie mu to zdarzylo?
takajakaś18
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez KarinaS1 22 mar 2010, 17:47
Zaczęło się jakieś cztery lata temu,później było dobrze i dwa lata temu wróciło ze zdwojoną siłą,ale znikąd nie mogłam uzyskać pomocy.Udało mi się jakoś pozbierać na rok i od września znowu to samo.Jeśli chodzi o poprawę po wizytach,to nie czuję poprawy ponieważ za mało ich było.Czuję jak mi się pogłębia ta depresja.Co to uderzenia to w twarz dostałam pierwszy raz ,bo wcześniej raz w tyłek jak dziecko.Obiecał mi ,że nie zrobi już tego ,a on dotrzymuje słowa.
Karina
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
09 kwi 2008, 12:03

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez ellte44 22 mar 2010, 21:16
Na początek, witam wszystkich.
Podejrzewam, że jestem jedną z najmłodszych 'forumowiczów' i może niektórzy będą myśleć " a co, taka jak ona, może wiedzieć o depresji" ? Niecałe 2 m-ce stwierdzono u mnie stan 'subdepresyjny' ale teraz czuję, że jest gorzej. Właściwie, żeby opowiedzieć całą historię i to, na czym polega mój 'kłopot' nie wiem jak długo musiałabym pisać...
Wszystko zaczęło się z chwilą odejścia z tego świata mojego taty. Po rocznej walce z nowotworem, przegrał. Był pogrzeb, łzy a potem ta pustka i nieustanna myśl, że wyjechgał tylko na kilka dni i na pewno wróci. Miałam wtedy niecałe 15 lat. Została mi mama, bo niestety rodzeństwa nie mam. Niestety nie mam też tego szczęścia i nie mieszkam sama z mamą. Mieszkają z nami rodzice taty i jego siostra z dwójką dzieci (dziewczyny starsze ode mnie, jedna o rok, druga o 2 lata). Jakieś pół roku po śmierci jakos się wspieraliśmy, oni nas. Potem zaczęło się psuć. Dlaczego? Jeżeli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze, a konkretnie o majątek. Zaczęły się kłótnie (a araczej monologi z ich strony) ponieważ my nie umiemy się bronić i odpowiadac na ich ataki słowne.
Kłótni było coraz więcej, dochodziły wyzwiska, groźby. Wyzwiska padały zarówno pod mamy jak i moim adresem.
Jest pół roku od poważnej kłótni, gdzie bardzo dużo usłyszałam. Nie potrafię im przebaczyć,odezwać się, zagadać. Oni myślą, że nic mi nie zrobili. Wszystko kumuluje się w mojej głowie. Nie widzę dla siebie przyszłości. Najlepiej to chciałabym skończyć ze sobą, miałabym spokój, a oni może ucieszyliby się, że 'czarna owca' zniknęła z rodziny. Jedyne co trzyma mnie przy życiu, przez co nie odbiorę go sobie, to mama. wiem, że nie mogłaby przeżyć tego. Troszczy się o mnie jak tylko może. Pociesza mnie. Nie mogę jej tego zrobić.
Wiem, że osoba, która to czyta może pomyśleć ale gdzie tu mowa o depresji?
Mimo to, że nie lubię tej rodziny to nie wiem czemu ale ciągle zależy mi na ich opinii. Przejmuję się tym, co powiedzą o mnie, co reszta rodziny o mnie pomyśli. Jestem typem człowieka, który bardzo wszystko przeżywa. Miewam teraz częste bóle głowy gdy tylko na chwilę o tym wszystkm zaczne myśleć. Nie potrafię sie skupić na nauce. Uczę się uczę, a na drugi dzień i tak nic nie pamiętam.
Chciałabym uwolnic sie od tych wszystkich myśli.
Jutro jadę do psychologa, później na początku kwietnia mam następną umówioną wizytę. Bardzo bym chciała aby pokazali mi mój 'problem' (jeśli moge tak to nazwać) z innej strony. Dużo słyszałam, że jestem w wieku dojrzewania psychicznego i gdybym miała np. 25 lat widziałabym te sprawy inaczej.
A tak muszę się męczyć. :cry:
Przepraszam za wszystkie błędy w pisowni.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
22 mar 2010, 20:51

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez al_bundy123 22 mar 2010, 23:31
ellte44
Witaj
To bardzo dobrze że idziesz z tym do psychologa i bardzo dobrze to o Tobie świadczy, że mimo młodego wieku zdecydowałaś się skorzystać z pomocy specjalisty. Co do sytuacji rodzinnej to trudno coś sensownego poradzić no bo niestety sprawa jest nieciekawa. Rozumiem że nie możecie i nie planujecie się wyprowadzić ?? Jak układały się wasze relacje wcześniej tzn. kiedy jeszcze żył twój Tata ?? I jak układają się twoje relacje z rówieśnikami tak na marginesie ?? No i podstawowa sprawa to nie możesz się obwiniać za to co się stało/dzieje bo to nie jest twoja wina. Wiem że taka bezsilność jest okropna ale musisz to jakoś wytrzymać. Pisałaś że Mama trzyma Cię przy życiu i że możesz na Nią liczyć więc nie poddawaj się.

A co do błędów w pisowni to nie masz za co przepraszać ;)
Pozdrawiam
G
al_bundy123
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez ashley 23 mar 2010, 01:27
Boli mnie, że moje życie, które zbudowałam przechodząc przez koszmar, szczęśliwe, piękne i wartościowe runęło po części. Nic nie zrobiłam. Poprostu tak wyszło. Ludzie. Żal mi jest każdej chwili, w której rujnujący stan psychiki ogarnia mnie i nie pozwala żyć normalnie. Mam ochotę zapłakać nad każdą taką chwilą. Boli. Zabija. Mam wrażenie, że nie mam siły na to patrzeć ponownie. Źle się czuję. Cały czas walczę o to, żeby wrócić do "siebie". Chciałabym, żeby ktoś mnie przytulił, powiedział, że sobie poradzę, będzie dobrze, żebym się o nic nie martwiła. Bo czuję, że coś we mnie umiera... Widząć po raz drugi w swoim życiu bezsensowność tych schorzeń psychiki, zamieram. Wiem, że powinnam być z siebie dumna za to że wygrałam z tym, że wygrałam szczęście. Ale czuję się jak śmieć z każdym razem kiedy muszę walczyć. Śmieć, który nie może dostać tego na co zasługuje. Który musi walczyć o oczywiste rzeczy. Który nie ma dużych wymagań a jednak aby je osiagnąć nieraz zacharowuje się na umór. I tu nie chodzi o poczucie własnej wartości, mam je, chodzi o poniżenie sytuacją. Jakie to przykre. Tak, użalam się nad tym, że TO w ogóle istnieje, ścina nas z nóg, zabija. Nienawidzę tego jak tylko można nienawidzić.
Owszem można z tym walczyć, wygrać, może być pięknie. Ale dzisiaj użalam się nad bezsensem tego dna.
Co do ludzi którzy lubią niszczyć innym życie celowo - nienawidzę was i chciałabym, żeby to dno, w którym tkwi część z nas właśnie przez was - dotknęło was.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez takajakaś18 24 mar 2010, 10:30
nic nie ma sensu;(
takajakaś18
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez solipsea 24 mar 2010, 12:37
ashley napisał(a):Boli mnie, że moje życie, które zbudowałam przechodząc przez koszmar, szczęśliwe, piękne i wartościowe runęło po części. Nic nie zrobiłam. Poprostu tak wyszło. Ludzie. Żal mi jest każdej chwili, w której rujnujący stan psychiki ogarnia mnie i nie pozwala żyć normalnie. Mam ochotę zapłakać nad każdą taką chwilą. Boli. Zabija. Mam wrażenie, że nie mam siły na to patrzeć ponownie. Źle się czuję. Cały czas walczę o to, żeby wrócić do "siebie". Chciałabym, żeby ktoś mnie przytulił, powiedział, że sobie poradzę, będzie dobrze, żebym się o nic nie martwiła. Bo czuję, że coś we mnie umiera... Widząć po raz drugi w swoim życiu bezsensowność tych schorzeń psychiki, zamieram. Wiem, że powinnam być z siebie dumna za to że wygrałam z tym, że wygrałam szczęście. Ale czuję się jak śmieć z każdym razem kiedy muszę walczyć. Śmieć, który nie może dostać tego na co zasługuje. Który musi walczyć o oczywiste rzeczy. Który nie ma dużych wymagań a jednak aby je osiagnąć nieraz zacharowuje się na umór. I tu nie chodzi o poczucie własnej wartości, mam je, chodzi o poniżenie sytuacją. Jakie to przykre. Tak, użalam się nad tym, że TO w ogóle istnieje, ścina nas z nóg, zabija. Nienawidzę tego jak tylko można nienawidzić.
Owszem można z tym walczyć, wygrać, może być pięknie. Ale dzisiaj użalam się nad bezsensem tego dna.
Co do ludzi którzy lubią niszczyć innym życie celowo - nienawidzę was i chciałabym, żeby to dno, w którym tkwi część z nas właśnie przez was - dotknęło was.


Jaka to sytuacja - która powoduje u Ciebie uczucie poniżenia? O jakich ludzi chodzi? Może warto, żebyś się wygadała. No i nie jesteś żadnym śmieciem, tylko wartościową dziewczyną. :)

PS: Byłaś pierwszą osobą, która napisała do mnie, po mojej rejestracji na forum (2008 rok). Wtedy miałam inny nick niż obecnie. Bardzo mi wtedy pomogłaś. Dzięki. :smile:
solipsea
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez ashley 24 mar 2010, 19:50
No proszę;) Miło mi, jeśli wtedy udało mi się pomóc:) Napisz mi jaki miałaś nick chociaż na PW, jestem bardzo ciekawa;)
Czasem jak pewne rzeczy mnie zabijają, Wy dodajecie mi nadzieji, ogromnej nadzieji. Jak widzę, że tyle z nas się czasem z tym pieprzy to myślę sobie że poprostu tak jak niektórzy mają raka, inni stracili kogoś blizkiego, są biedni, itd tak my mamy swoje problemy. Nabieram wtedy dystansu i nie wkurzam się. Dzisiaj ścięło mnie z nóg. Próbuje zrealizować swoje marzenie - które nie jest wygórowane, zwykłe przyziemne coś. I uruchamiają się rezerwy tego co złe. No ale cóż, nie będę żyć inaczej bo nie zamierzam rezygnować z marzeń. Więc przejdę przez to i osiągnę swój cel. Czasem mnie wkurza mój charakter. Czemu musze być taka twarda, że nie poddaję się, że idę do przodu choćby na boso po szkle. Czemu nie wymiękam i odpuszczam tylko walczę tak zacięcie. Mam już fajne życie ale wiem, że chcę osiągnąć więcej i bez tego nie będę szczęśliwa. Więc idę spełniać swoje marzenia, walczyć o swoje życie. Z drugiej strony dzięki temu żyłam jak człowiek, miałam fajne życie przez 3 lata, moje życie nie było idealne ale piękne i szczęśliwe. Nadal jest, tylko parę błędów trzeba jeszcze wyeliminować. czasem chciałabym poprostu odpocząć. A jak się wkurzę dzisiaj to podeptam to z premedytacją i śmiało zmienię to co chcę. Dosyć irytacji na dzisiaj, teraz pora na sukces.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez solipsea 24 mar 2010, 20:06
Ashley - wysłałam ci na pw wiadomość z poufnymi informacjami, na temat mojego poprzedniego nicka. ;) :D

Mam nadzieję, że kiedyś moje posty będą pisane w stylu podobnym do Twojego. Jesteś twardą sztuką, zdeterminowaną w dążeniu do swoich celów. Bije od Ciebie pozytywna energia. I tak sobie pomyślałam, po przeczytaniu Twojego tekstu, że warto być szczęśliwym człowiekiem, na przekór wszystkiemu dookoła. Ja na razie staram się zbudować swoją pozytywną samoocenę, bo chyba nigdy jej nie miałam. Pozdrawiam :smile:
solipsea
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez takajakaś18 24 mar 2010, 23:58
tyle nauki przede mna a nic mi sie nie chce i ogarnia mnei zmeczenie ja chce wakacje :roll: :( nie mam sił;(
takajakaś18
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez ashley 26 mar 2010, 14:20
Łzy mi lecą same z oczu jak widzę ten bezsens. To g****. To mnie zabija. Obserwuję pewne rzeczy w moim życiu, w życiu innych i zamieram. Strasznie boli. Właściwie nie mam słów by opisać ból istnienia tego całego syfu, którego dotyczy to forum. Przemilczę to.

Znamy wszyscy to uczucie kiedy chcielibyśmy poprostu wyrzucić to ze swojej głowy, bo świat jest piękny, tylko to jedno małe coś nas ogranicza i zniża do poziomu zera. Wiemy, że to nie ma najmniejszego sensu, a jednak siedzi w nas i rujnuje. Bezsensowność tego nie zna granic. I właśnie dlatego powinniśmy to wszytsko pokonać. By żyć szczęśliwie, tak jak chcemy, bez tego. Więc po raz kolejny spojrzę z optymizmem w przyszłość, pójdę pod prąd, będzie bolało, bo walka zawsze boli, ale nie widzę innej drogi. W życiu się temu nie poddam.

Boli mnie każda stracona minuta.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do