Depresja objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez 331ania 26 maja 2007, 14:10
Dziwna zapewniam Cię że jesteś jak najbardziej normalna:) ;
Dziwna napisał(a):czuję się brzydka i źle ubrana

mam to samo na codzien,w sklepie,pracy..poprostu wszędzie.
Brak nam poprostu dowartościowania i zrozumienia wśród ludzi dlatego tak nam ciężko i dziwnie na tym świecie ;) ale niestety to tylko my musimy to zmienic bo nikt za nas tego nie zrobi-poprostu praca nas sobą i więcej wiary a będzie dobrze :smile:
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez Estreva 26 maja 2007, 17:54
nie powiesz jaka masz srednia ,cudem zdalas do nastepnej klasy :?: Kobieto ja przez identyczne problemy jak ty nie zdalam w zasadzie tej klasy..mialam doslownie tak samo...Nawet do tablicy nie bylam w stanie podejsc,czy klapnac w pierwszej lub srodkowej lawce (zawsze z tylu) ...dlaczego..poniewaz zdawalo mi sie ze za moimi plecami ciagle mnie obgaduja,smieja sie ze mnie i patrza przez cala lekcje...rowniez czuje sie brzydka..nie potrafie na siebie patrzec...rowniez kazdy mnie ignorowal i uwazal za totalnego dziwaka...ale w koncu znalazlam sposob...siedzialam cicho obdarowujac kazdego "wiesniaka" ze szkoly wzrokiem mordercy smiejac sie nieprzychylnie w twarz...oczywiscie to byla maska pod ktora chowalam swoja slaba psychike..bo choc potrafilam sie odegrac za zle rzeczy w srodku kolejny raz sie rozsypywalam...
Ja mialam swoj wlasny niepowtarzalny styl ktorym zylam i wiedzialam ze te "wsioki" tego nigdy nie zrozumieja bo sa zbyt pusci i sztuczni..zbyt prosci by zalapali to co przyswajaja tylko wartosciowi ludzie...Troche wiary w siebie,wypnij sie na tych ludzi...Nos glowke wysoko ,pokaz ze uwazasz sie za kogos lepszego ;) wszyscy tu jestesmy normalni tylko towarzyszy nam depresja..to wszystko...mamy problemy ze swiatem i z samymi soba to wszystko
Chodźcie do mnie chmury...
Wstańcie jako złowrogi sztorm by rozedrzeć ich na strzępy
Niech osłona nocy zrodzi świadków i zniszczy tych
którzy się oprą, by mnie nie skrzywdzili...
Pozwól krwi, we mnie wezbrać
zapewniając wieczne piękno.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
105
Dołączył(a)
11 kwi 2007, 18:37
Lokalizacja
z Farbryki Uszkodzonych Ludzi

przez sadna 29 maja 2007, 17:19
Chcialabym zapytac czy kto z Was miał/ma coś takiego, że czuje sie...wyobcowany, dziwnie.
Tak mamy np., gdy długo nie uzywamy jakiegoś slowa, a gdy nagle uzyjemy go zastanawiamy się nad nim długo i brzmi ono dziwnie.
Ja mam tak z otaczającą mnie rzeczywistością. Gdy byłam zdrowa wszystko było ok, ale jak wpadłam w tę cholerną nerwicę lękową/depresję(?) to wszytsko się zmieniło. I tak wszytsko co mnie otacza i sytuacje wydają mi się takie inne/dziwne/niepojęte. Jakbym była na haju, a jestem całkowicie czysta.
Np.podświadomie wiem po co np.ucze się do klasówki, ale wydaje mi się to jakieś niepojęte.
Nie mogę sobie z tym poradzić, boję się że zwariuję. Czuję się jakbym była zamknięta w jakiejś cholernej klatce myśli.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
21 maja 2007, 12:59

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Depresja?????

przez milkshake 02 cze 2007, 01:29
yyy...jak zacząć? może od samego początku...to było w styczniu ...w kolejce do kasy w sklepie...nagle poczułam się źle...ledwie doczłapałam się do samochodu a potem koszmar....serce bije z prędkością młota pneumatycznego...drętwieją nogi i ręce...chce mi się wymiotować i czuję, że zaraz dostanę rozwolnienie. Po prostu umieram na leżąco .Co się dzieje???jadę do domu czuje się nadal źle...ale nie chce jechać do szpitala ...pewnie jakies dziwne zatrucie. Mija tydzień...znowu sklep ...szybko wybiegam ...ale wtedy w desperacji jadę do kliniki jakiejś prywatnej...znowu czuje że coś z sercem nie tak ...EKG nic nie wykazuje morfologia krwi ...łącznie z tarczycą ...OK...diagnoza lekarza ...nerwy!!!! Myśle sobie jakie nerwy nie czuje się zdenerwowaną...chociaż boję się że znowu będę się czuc tak koszmarnie jak wtedy w styczniu. No i zaczyna się coraz częściej...chyba słabnę ....boję się gdziekolwiek być samą ...żeby nie poczuć się tak bardzo słabym. Ataki z biciem serca coraz częściej...nawet wtedy kiedy leżę już w łóżku. Idę znowu do lekarza znowu EKG ...NIC ...dostaję Xanax...homeopatia ...tachykardia ...arytmia serca pod wpływem stresu..nic nowego ....jest coraz gorzej do wszystkiego dokładają się bóle karku i tyłu głowy...kręcz karku słyszę przy kolejnej wizycie...kręci mi się w głowie...teraz cały czas się boję...boję sie że to coś gorszego...wizytę u kardiologa mam za sobą ...teraz neurolog ...Czy to wszystko przez nerwy ??? czy to możliwe????Ta cholerna słabość..... :? Zaczynam typować możliwe choroby Stwardnienie Rozsiane? guz? zaczynam w każdej minucie mysleć o tym co mi dolega i jest coraz gorzej ...najlepiej się czuję jak śpię o tak przespać to wszystko
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
02 cze 2007, 01:06

czy to jest depresja?

przez magha 06 cze 2007, 00:16
W sumie nie wiem czemu o tym pisze, dosc to do mnie nie podobne, zawsze sama radzilam sobie z problemami, jednak czuje ze tym razem nie podolam , waham sie czy pojsc do lekarza czy zaczac cos brac czy moze przeczekac. To juz drugi miesiac pobudka o 4-5 brak energii, napady lekowe i niewyobrazalny smutek, jedny slowem nie chce mi sie zyc...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
05 cze 2007, 11:41

Avatar użytkownika
przez merkia 06 cze 2007, 09:48
nie można nic zakładać z góry, ale sądząc po tym, że owy stan nie przeszedł po 2 miesiącach samoistnie może już coś oznaczać. Nie koniecznie od razu depresję, ale ogólny brak energii do wszystkiego. Tez tak mam :)
Na pewno opłaca się wizyta u lekarza chociażby po to aby powrót do zdrowia był krótszy. BO chyba nie chcesz zmarnować więcej życia, prawda?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
13 maja 2007, 20:13
Lokalizacja
Poznań

przez Pstryk 06 cze 2007, 21:33
Cóż, Kobitki, mi po dziesięciu latach walki chorowania, do dzisiaj zdarza się zastanawiać czy ja sobie wszystkiego przypadkiem nie wymyśliłam i się użalam nad sobą, że jestem po prostu rozkapryszonym bachorem, który rozczula się nad sobą, bo jest leniwy i uwielbia robić z siebie ofiarę i jak się inni nade mną litują.... I czasem mam poczucie, że tak właśnie jest. Ale biorę wówczas do ręki wypis z psychiatryka, i czytam diagnozę. I już jestem pewna, że sobie tego nie wymyśliłam.
Jest jeszcze kwestia udawania, czyli doskonałej gry aktorskiej - takiej, która potrafi każdemu zamydlić oczy. A wiem, że taka gra jest możliwa. Znam taką osobę. Ale wtedy biorę inne wypisy ze szpitali - wcześniejsze i przypominam sobie moje próby samobójcze, wypadek z połknięciem szczoteczki do zębów, samookaleczanie..... to przeważnie wystarcza ale jakby nie to jest jeszcze wiele do wymienienia :D
Nie, nie wymyśliłam sobie tego.
Niestety :?
Pstryk
Offline

czy to jest depresja

przez monia1981 12 cze 2007, 09:51
mam 26 lat i mam chyba problem

Z natury jestem osobą żywotną ,do wszystkiego podchodzącą emocjonalnie a jak coś sie dzieje w moim zyciu nie dobrego to podchodze histerycznie ,płacz radykalne decyzje,mam dni że płacze w sumie bez powodu,potrafię ubzdurać sobie rzeczy które nie maja miejsca,jestem nie znośna dla otoczenia szczególnie dla chłopaka ,czepiam się o wszystko,nie wierze w swoje mozliwości,uważam ze jestem 2 kategorią człowieka ,zawsze zakładam że nic sie nie uda,czuje się ciężarem dla bliskich i mówie to wprost ,boje się nowych wyzwań. Nie jestem silna ale sama widzę że udaje kobietę twardą z zasadami,nie lubiącą mięczaków a w rzeczywistości jestem niezdyscyplinowana boję sie wszystkiego ,boję sie samotności .Kiedyś wyobrażałam sobie co by to było gdybym umarła próbowałam sobie wyobrażic siebie wiszącą na sznurze albo przedawkowana lekami .Rano jak wstaje wszystko jest takie same ,nie cieszę się że do pracy jadę -a kiedyś mi zależało na pracy ,w pracy boję się że jak coś schrzanie to świat się zawali a wszyscy będą patrzeć na mnie krzywo ,że będą mnie mieli za udacznika ,czasami zmyślam historyjkę jakąś albo rzeczy które nie wydarzyły sie w moim życiu,żeby sie dowartościowac nie wiem ? chyba tak .W sytuacjach cięzkich życiowo,w sytuacjach problemowych w padam w istny amok szał histeryczny ,od kąd pamiętam zawsze tak reagowałam ,przez te moje zachowanie nie mam przyjaciól i znajomych .Z nastroju i samopoczucia dobrego potrafię zrobić nastrój melancholijny i przytłaczający .Nie cieszą mnie też żadne zakupy ,imprezy,ani spotkania towarzyskie.

Co to jest czy tylko takie okresowe nastroje bedące normalnym zachowaniem czy też faktycznie cos mi dolega?
Pomóżcie odpowiedzcie mi bo nie moge juz z tym walczyć :(
chciałam dodac jeszcze że nie mam wogóle ochoty na seks,nie podnieca mnie widok faceta ,czy to jest normalne ze dorosła kobieta jak ja w wieku 26 lat nie ma na nic ochoty .Dopisując do poprzedniego tematu czy wrażenia i przeżycia z dzieciństwa mają duzy wpływ na dorosłe zycie ?Ja jako dziecko dostawałam zawsze po dupie w przedszkolu nikt się nie bawił ze mną ,szkoła podstawowa to jedna koleżanka z którą sie trzymałam ,potem mi ją "odbito" przyszła nowa dziewczynka do klasy i ja przestałam być obiektem znajomosci ,szkoła średnia to porażka tęskniłam do bezpiecznej podstawówki,nie chciałam sie uczyć ,też nie miałam znajomych zawsze sama , na siłę szukałam kolezanek,chciałamżeby ktoś się mna interesował chciałam być ważna ,ale byłam dla innych koleżanka w tkz rezerwie jak juz nie było z kim to szło się do mnie .Przestałam sie więc zbliżac do ludzi i zaczełam przyjaźnić się z psami i koniami ,wolałam je niż ludzi którzy non stop mieli do mnie pretensje.Rodzina to wogóle była masakra ,ojciec całe zycie miał wszystko gdzieś ,miał tylko przebłyski.Mama była dla mnie surowa ,wybierała znajomych mi ,a jak jej nie wychdziło jej to zakazywała przychodzenia tym koleżankom których nie lubiła .No i tak było bez znajomych ,za mój histeryczny charakter nikt się nie chcial trzymac ze mna ,wiec byłam sama jeśli chodzi o znajomych :( :(
BYĆ SOBĄ
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
12 cze 2007, 09:17

przez Pstryk 12 cze 2007, 19:17
Witaj Monia na forum.
Hm, Twoja historia sugeruje, że powinnaś skorzystać z porady psychologa lub psychiatry. Pewna część Ciebie nie pozwala Ci normalnie funkcjonować. Dobrze będzie to zbadać. Wielu z nas tu, na forum, ma podobne problemy. Mój niepokój wzbudza Twoje wyobcowanie pomimo poczucia braku bliskości. Sama zresztą zastanawiasz się, czy to normalne. Polecam wizytę u lekarza. Przynajmniej będziesz wiedziała z czym walczymy - Ty i my, bo na pewno nie zostawimy Cię samą z tym problemem :D
Pozdrawiam cieplutko!
Pstryk
Offline

recepta?

przez he 17 cze 2007, 00:00
Tak naprawde do dzis nie wiem czy miałam, a może nadal mam depresję. Najgorsze momenty skończyły sie jakieś pół roku temu, a trwały kilka miesięcy. Bywały lepsze i gorsze stany. Klasycznie: wszechogarniający smutek i beznadzieja, brak motywacji i chęci do działania, do rozmowy z ludżmi, skazywanie siebie na alienację, często pojawiały się łzy (tak naprawdę niewiem dlaczego), a nawet myśli samobójcze wówczas, gdy nie miałam nadzieii na przyszłość, gdy ogarniała mnie ogromna pustka. Odczułam, że sytuacja jest poważna, gdy nawet spotykając się z przyjaciołmi, odcinałam się, fizycznie byłam z nimi, ale myślami niewiadomo gdzie. Czułam jakąś barierę między nami, brak zrozumienia, chociaz kiedyś było zupełnie inaczej. Gdy rozmawiałam z rodzicami, śmiali się ze mnie, mówili ze sobie wmawiam. Moje całodniowe leżenie przed tv lub spanie i całkowitą bierność tłumaczyli lenistwem. Do lekaża nie odważyłabym się pójść.
Ostatecznie zrozumiałam, że muszę sobie jakoś sama poradzić, bo myślałam, że przyjaciele również mnie nie zrozumieją. Postanowiłam narzucić sobie pewna formę normalnego, szczęśliwego człowieka. Na siłę więc zaczęłam być życzliwa, wdawać się w rozmowy, uśmiechać się. Starałam się odrzucać negatywne myśli na temat ludzi, świata, własnej osoby. Wcześniej bardzo trudno było mi się zmierzyc z kolejnym dniem, dlatego zamiast mowic rano że jest beznadziejnie, zaczęłam powtarzać (na początku bez przekonania) że jest cudownie. To było bardzo sztuczne na początku, poniważ było to coś w rodzaju udawania, ale w końcu sama uwierzyłam w tą przybraną rolę,maskę i po pewnym czasie polepszył się moj stan ducha, zaczęłam być powoli taka jak "inni".
Jestem bardzo wrażliwa, więc miewam ciężkie chwile, ale wiem do czego takie małe "doły" mogą doprowadzić, dlatego staram się o nich nie myśleć , a skupić się na pozytywnych rzeczach, puścić sobie komercyjną muzykę i spojrzeć na wszystko z dystansu. Tak naprawdę ogromną rolę w życiu odgrywa nadzieja na wszystko, bo to my jesteśmy panami losu, wprawdzie ograniczeni przez zasady moralne, ale jesteśmy.
he
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
16 cze 2007, 23:02

Avatar użytkownika
przez Nelka 17 cze 2007, 13:45
he Ja bym Ci jednak sugerowała wybrać się do psychologa, bo mimo tego, że teraz jest lepiej, to z racji tego, że jesteś osobą wrażliwa - tez tak mam - to potem bez większej przyczyny możesz wpaść w podobny stan chorobowy, albo jeszcze gorszy. Zapewne Cię coś trapi, poza tym dobrze byłoby przedyskutować co się działo z Tobą podczas choroby...to naprawdę pomaga, daje perspektywę.

Zadbaj o swoją psychę! :)
Żyć, nie-umierać!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
12 maja 2007, 16:53
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez Isselilija 17 cze 2007, 14:43
No to wychodzi na to ,że mam wszystkie objawy z zatrzymaniem miesiączki włącznie. Wszystko przez to małżeństwo. Dopadła mnie już trzeci raz od dwóch lat. dwa pierwsze przed wiosną, no i teraz... Jakoś wychodziłam z tego. mijało po miesiącu. Teraz tez jakoś daję radę. Jakoś... Więc może dlatego tu jestem...
Nie mam nikogo wśród bliskich mi przychylnego, "Rób co chcesz, mówią, to twoje życie i twoja sprawa." Jak mi się coś nie uda to wtedy się zaczyna...
Na męża nie mogę liczyć. Hipohondria...
Za pierwszym razem byłam u kardiologa tak mi serce latało. Nie domyślił się.
Wychodzi na to, że mam wszystkie objawy...

Czy to będzie tak ciągle wracać?

Jeśli zmianię coś w swoim życiu, Zmienię otoczenie, męża, to może mi to pomóc?
Nie chce się leczyć farmakologicznie...
Sądzę , że jeśli sama sobie nie pomogę, to potem nie dam rady.
Choć już nie daje...
Mam dziecko.
Nie mogę się zabić. Choć kusi...
Wiem, że w przyszłości może być dobrze, że znów wyjdę, że złapię wiatr w żagle, ALE CZEMU TO TAK BOLI?!?!??

Jak to w sobie zniszczyć, zdusić, że by nigdy nie wróciło??? Powiedzcie, mi, przoszę!
Czy ktoś wyszedł z tego raz na zawsze? Tak, że nie było nawrotu?
Chyba pójde jutro do lekarza. Albo za tydzień, jeśli nic się nie zmieni...

Co Wam najbardziej pomaga, kiedy TO przychodzi? Jak się ratować? Jak to złagodzić? Mam tyle rzeczy do zrobienia w tym miesiącu. Nie mogę skończyć pracy magisterskiej. Musiała przyjść, K***a. akurat teraz???

Jak to złagodzić...?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
17 cze 2007, 14:18
Lokalizacja
z głębi lasu

przez Pstryk 18 cze 2007, 22:29
Isselilija napisał(a):Jak to w sobie zniszczyć, zdusić, że by nigdy nie wróciło???

Sselilija, niestety, wybrałaś najgorszy z możliwych sposób pomocy sobie. Zmiatanie "tego" pod dywan nic nie załatwi. Dobrze o tym wiesz. Kochanie - masz dziecko! idź z tym do lekarza psychologa/psychiatry! I to zaraz a nie za tydzień. Nie czekaj aż minie, bo nawet jeśli, to wróci - możesz mi wierzyć - silniejsze o Twoje złudzenia! Zmiana męża? No tym sobie teraz nie zawracaj głowy. Zamij się sobą, mąż dzieckiem, skoro nie umie zająć się żoną! Do lekarza Kochanie!
Pstryk
Offline

przez he 19 cze 2007, 14:40
sadna napisał(a):Chcialabym zapytac czy kto z Was miał/ma coś takiego, że czuje sie...wyobcowany, dziwnie.
Tak mamy np., gdy długo nie uzywamy jakiegoś slowa, a gdy nagle uzyjemy go zastanawiamy się nad nim długo i brzmi ono dziwnie.
Ja mam tak z otaczającą mnie rzeczywistością. Gdy byłam zdrowa wszystko było ok, ale jak wpadłam w tę cholerną nerwicę lękową/depresję(?) to wszytsko się zmieniło. I tak wszytsko co mnie otacza i sytuacje wydają mi się takie inne/dziwne/niepojęte. Jakbym była na haju, a jestem całkowicie czysta.
Np.podświadomie wiem po co np.ucze się do klasówki, ale wydaje mi się to jakieś niepojęte.
Nie mogę sobie z tym poradzić, boję się że zwariuję. Czuję się jakbym była zamknięta w jakiejś cholernej klatce myśli.


Miałam coś podobnego, poczucie izolacji. Czułam barierę dzielącą mnie z innymi ludźmi. Cały świat był w mojej głowie, a to co było na zewnątrz wydawało się trywialne, nieważne. Odczuwałam brak sensu i chęci w wykonywaniu codziennych czynności, bo nie widziałam w nich sensu. Patrzyłam na wszyskich ludzi jakby z boku, nie mogąc uczestniczyć np w rozmowie, tak jakby odzielała mnie od nich jakaś bariera. Staralam się ją przebić, lecz to bardzo trudne. Lecz myślę, że mi się udało.
Będąc w tym stanie, miałam wrażenie jakby ktoś zdjął mi klapki z oczu, tak jakbym nagle poznała bezsens życia i że taki jest tak naprawde świat. Przestałam skupiać się na codziennych sprawach, a jedynie na sferze myśli. Wszystko wydawało mi się wówczas bezcelowe. Pomyślałam sobie wtedy, że może to jest prawda, że życie jest beznadziejne, lecz mimo wszystko wolę się oszukiwać, wmawiać sobie że jest okej, ale być szczęśliwa. Bo być może wszystko jest do dupy, ale wolę skupiać się na codziennych sprawach, niż być ciągle zdołowana, odizolowana, samotna w tłumie ludzi, bo to prowadzi do tego, że niszczymy samych siebie.
he
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
16 cze 2007, 23:02

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do