Niewyleczona depresja

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 21 lut 2009, 00:54
Oiom,
Oiom napisał(a):Może, to jest też dobry czas, żeby otworzyć się trochę na ludzi, spoza rodziny - masz jakiś znajomych? Często wychodzisz z domu? Wydaje mi się, że mimo wszystko masz spore potrzeby kontaktu z innymi ludźmi i te kontakty (jeśli tylko są pozytywne) to poprawiają Twój nastrój. Może warto trochę rozruszać życie towarzyskie, przenieść je również poza obszar rodziny?

Mam wielu dobrych znajomych. To ja ich odsunęłam na bok, kiedy czułam się źle. Nie miałabym im za złe, gdyby nie mieli teraz dla mnie czasu. Jednak znalazła się jedna osoba, która uparcie prosi mnie o spotkanie - chłopak, z którym byłam kiedyś w związku. Umówiliśmy się na jutro.

Oiom napisał(a):A ja chciałbym Cię namówić do tego, żebyś spróbowała polubić swoje wnętrze niezależnie od tego, co robią, mówią i myślą inni ludzie. Stąd też pytałem o to, czy się lubisz i dlatego radziłem Ci na początku, żebyś wypisała sobie swoje zalety i walory.

Nie wypisałam swoich zalet, bo ani nie przychodzi mi to z łatwością, ani nie sprawia przyjemności. Jeśli nie sprawia przyjemności - jest nieprzyjemne. Stąd puściłam to mimo uszu. Może jednak kiedyś tam uda mi się do tego zmobilizować.

Oiom napisał(a):Jesteś niezadowolona z roli, jaką spełniasz w życiu członków swojej rodziny?

Nie, ale myślę, że jest to całkowicie zrozumiałe. Czuję się zależnie od sytuacji, które są między nami - mniej lub bardziej obojętna. Zawsze umiejscowiona gdzieś tam na końcu długiej listy.

Oiom napisał(a):Nie rozmawialiśmy dotychczas o Twoim ojcu, ale odnoszę wrażenie, że zdecydowanie nie jesteś zadowolona z Waszej relacji? Mam racje?

Jak zawsze, masz. Wyjechał w takim głupim momencie, kiedy go potrzebowałam. Zresztą, czy kiedykolwiek był odpowiedni moment na jego wyjazd? Chyba nie. Czułam się wtedy dziwnie. Trochę było mi smutno, trochę się cieszyłam. Nie bardzo potrafiłam zrozumieć dlaczego i na jak długo wyjeżdża. Obiecał, że będzie pisał listy i wysyłał paczki. Wtedy tylko to było dla mnie ważne. Miałam wtedy 9lat. Ale wiadomo - z biegiem lat paczki już przestały mi wystarczać. W domu pojawił się inny facet, który mnie ranił, a silnego i opiekuńczego taty zabrakło. Powtarzał, że zabierze mnie do siebie na wakacje, ale nigdy się z tego nie wywiązał. Po kilku latach zaczęłam wątpić w jego słowa z każdą coraz krótszą rozmową, coraz bardziej czułam do niego jednocześnie niechęć i wzbierającą miłość. Przez lata matka tłumaczyła, że musiał wyjechać i że bardzo chciałby wrócić, ale nie może. Że tęskni za nami i nas kocha. Moje stęsknione dziecięce serce łaknęło takich informacji. Ale... nasze stosunki są coraz gorsze. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać, bo ani on nie zna mnie, ani ja jego. On zna mnie z obrazu, który nakreśla mu przeszłość kiedy miałam kilka lat, kilkunastominutowa rozmowa o pogodzie, zwierzętach i samopoczuciu, a przede wszystkim mój wuj. Ja znam go takiego, jakiego go pamiętam i jakiego czasem słyszę. Wolę pamiętać go we flanelowej koszuli i zawsze głośno się śmiejącego, jednak często jest tak, że widzę, iż ojciec wcale nie jest taki idealny, bo nie raz rani mnie prostym zdaniem, bezpodstawnym oskarżeniem, bądź po prostu tym, że mnie nie słucha. Kiedyś wysyłał paczki, pisał listy, kartki i dzwonił co kilka dni. Najpierw przestał wysyłać paczki (o co wcale nie mam do niego żalu), potem przestał pisać listy (o co mam ogromny żal), kartki przysyłał już tylko dwa razy do roku, później już tylko podpisywał się pod życzeniami. Dzownił coraz rzadziej, w końcu i kartki przestał wysyłać, a teraz dzwoni raz na tydzień, albo dwa na 5-10min. Najwięcej ma do powiedzenia, kiedy wypije. Wtedy dzwoni na godzinę i wyklina do słuchawki. Że Y ma beznadziejna pracę, że matka go ciągle prosi o pieniądze (co nie jest prawdą, bo nigdy nie zniżyła się do tego poziomu), że X przesiaduje tygodniami w swoim pokoju i albo jest w pracy, albo śpi. W końcu schodzi na mój temat i wydziera się, że nic nie wiem o życiu, a udaję taką dorosłą. Żebym poszła do pracy i zobaczyła jak wygląda prawdziwe życie (podczas gdy w zeszłym roku pracowałam 4mies. w drukarni - była to ciężka fizyczna praca), a zaraz że mam się uczyć, bo będę stara, a jeszcze będę harować na całą rodzinę, tak jak on. On mówi, a ja płaczę. Po godzinie mówi, że już kończy, a ja się cieszę myśląc, że zaraz odczuję błogą ulgę, że to już koniec rozmowy. Rzuca na odczepne: "no, kocham cię, całuski". Do tego ogranicza się relacja między nami.

Oiom napisał(a):W ogóle zainteresowanie się kulturą wschodu mogłoby być dla Ciebie owocne - stąd też moja rada, żebyś porozmawiała ze swoją terapeutką o medytacji

Rzeczywiście słyszę trochę o wschodniej kulturze, mało jednak o mentalności tamtejszej ludności. Może po prostu poczytałabym książkę, którą TY byś mi polecił :). Nie jestem zwolenniczką medytacji, bo nie cierpię ciszy. Mam niespokojną duszę i nie mogę długo usiedzieć w milczeniu.


warzywo,

warzywo napisał(a):Mnie też przeraziło to, co tutaj przeczytałem w środę wieczorem. Wyimaginowana! (Kamilo! - jeśli można użyć Twojego cywilnego imienia) Jesteś bardzo mądrą, i wrażliwą dziewczyną. To bardzo smutne, że właśnie Ty nie chcesz żyć. Normalnie nie mówię ludziom takich (ani w ogóle żadnych) komplementów w pierwszej rozmowie, ale ważne, żebyś odzyskała swiadomość swojej wartości.

Ech, byłam w takim stanie, że gdy wczoraj przeczytałam swoje wypowiedzi, to było mi wstyd samej przed sobą, że byłam tak zametłana, że posty stały się niepoukładanym zlepkiem słów.
Ja uważam, że człowiek człowiekowi równy i każde jedno życie ma tę samą wartość. Nie rozumiem więc, dlaczego twierdzisz, że smutne jest, że to właśnie ja nie chcę żyć.

warzywo napisał(a):Możesz być z siebie dumna!

Dumna z czego? Z tego, że jestem taka słaba, że nie mogę sobie poradzić z przeżyciem? Eeee... niedobrze...

warzywo napisał(a):Będę tutaj zaglądał. Jeszcze zamierzam się zemścić za ten środowy wiersz, równie porażającym cytatem z literatury.

To dosyć podbudowujące, że interesuje Cię mój los. Myślę, że i na Twój porażający cytat z literatury moje wewnętrzne echo będzie skłonne Ci odpowiedzieć.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez bedewere 21 lut 2009, 03:42
Przepraszam ale nawet nie czytałam waszych dzisiejszych postow, u mnie przełom praz pierwszy w sowim 26 letnm życiu zdałam sobie sprawe z tego ze nie powinnam żyć, nikt mnie nie kocha.. moj facet przywital mnie dzisiaj po pijaku słowami "wpi//dalaj/, mam ochotę ci jeb,,, w twarz" nie chcem juz żyć, to dla mnie za trudne, nie umiem, i nie umiałam.Nie wiem co mam robić, czuę się tak jakbym potrzebowała przewodnika, nie widze powodu i sensu mojego istnienia, codziennie prosze Boga o siłę, nadaremnie...nie chcem juz tak, zalałam się łzami, normalnie jakby mi jeszcze został jakis przyjaciel, to bym do niego zadzwoniła, ale niestety straciłam ich juz dawno temu.nie wiem nie wiemmmmm nie wiem nie wiem
i co teraz?
Offline
Posty
234
Dołączył(a)
23 paź 2008, 11:57

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 21 lut 2009, 11:02
Ja niestety nie potrafię Ci pomóc, ale masz ten problem, co ja. Oiom napisał:

Natomiast to jak Ty sama patrzysz na siebie jest bardzo mocno uzależnione od chwili, danego nastroju. Nie sądzisz, że to co myślisz o sobie, o świecie, o życiu, o innych ludziach w takich dniach jak ten wczorajszy jest warunkowane przez depresje? A skoro jest warunkowane przez depresje, to nie powinno się w oparciu o to podejmować decyzji? I trzeba zrobić wszystko, żeby przetrwać ten czas i nie zrobić czegoś, czego nie dałoby się odwrócić?


Musisz mieć świadomość, że w relacjach z innymi ludźmi usłyszysz na swój temat różne rzeczy: pozytywne i negatywne; niekiedy skrajnie sprzeczne. Jeśli będziesz więc sugerowała się tym, co mówią o Tobie inni i jak Cię traktują, to będziesz skazana na wieczne huśtawki: od euforii do depresji.


A ja chciałbym Cię namówić do tego, żebyś spróbowała polubić swoje wnętrze niezależnie od tego, co robią, mówią i myślą inni ludzie. Stąd też pytałem o to, czy się lubisz i dlatego radziłem Ci na początku, żebyś wypisała sobie swoje zalety i walory.


[*EDIT*]

Z mojego dzisiejszego spotakania nici. Fatalnie się czuję - fizycznie. Psychicznie całkiem w porządku, pomimo iż dokucza mi ból. A szkoda, bo dosyć fajnie zapowiadała się ta ostatkowa sobota.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez warzywo 21 lut 2009, 20:01
bedewere napisał(a):normalnie jakby mi jeszcze został jakis przyjaciel, to bym do niego zadzwoniła, ale niestety straciłam ich juz dawno temu.

Może jednak warto przejrzeć notesik, zadzwonić, i się przypomnieć, kiedy się trochę uspokoisz.

wyimaginowana napisał(a):Ja uważam, że człowiek człowiekowi równy i każde jedno życie ma tę samą wartość.

Dokładnie.

wyimaginowana napisał(a):Nie rozumiem więc, dlaczego twierdzisz, że smutne jest, że to właśnie ja nie chcę żyć.

Bo akurat do Ciebie się zwracałem. Chyba przypomniała mi się bardzo sympatyczna koleżanka ze szkoły. Jakiś czas temu rozmawiałem z nią. Dowiedziałem się, że wtedy miała ciężką depresję.

wyimaginowana napisał(a):Dumna z czego? Z tego, że jestem taka słaba, że nie mogę sobie poradzić z przeżyciem? Eeee... niedobrze...

Bardzo sprytnie mnie złapałaś za niezręczne wyrażenie.

wyimaginowana napisał(a):Myślę, że i na Twój porażający cytat z literatury moje wewnętrzne echo będzie skłonne Ci odpowiedzieć.

Oto przyobiecany cytat, i z mojej strony pas, bo jeszcze wywołamy efekt Wertera. Cytat pochodzi od Płatonowa, w przekładzie Drawicza:

Woszczew wziął swój tobołek i wyszedł w noc. Niebo pytająco rozświetliło się nad nim z całą niespokojną gwiezdną nocą. Miejskie światła już pogasły; kto mógł ten nasycił się kolacją i zasnął. Woszczew zszedł po okruchach ziemi do wąwozu i położył się na brzuchu by usnąć i rozstać się ze sobą samym. Ale sen wymaga umysłu spokojnego, ufnego w życie, zdolnego wybaczyć przeżyty ból. Woszczew zaś leżał trwając w napięciu własnego uświadomienia i nie wiedział, czy jest światu pożyteczny, czy też i bez niego wszystko pójdzie jak należy. Nie wiadomo skąd powiał wiatr, by ludziom nie zabrakło powietrza, i cichy, pełen zwątpienia głos przedmiejskiego psa oznajmiał o pełnionej służbie.
- Nudzi się psu. Żyje tylko dlatego, że się urodził. Jak ja.
Ciało Woszczewa przybladło ze zmęczenia. Poczuł chłód na powiekach i przykrył nimi ciepłe oczy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
19 lut 2009, 23:38
Lokalizacja
Okolice W-wy

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 21 lut 2009, 20:42
warzywo napisał(a):wyimaginowana napisał(a):
Dumna z czego? Z tego, że jestem taka słaba, że nie mogę sobie poradzić z przeżyciem? Eeee... niedobrze...

Bardzo sprytnie mnie złapałaś za niezręczne wyrażenie.

Przepraszam za ten atak. Po prostu czasem irytuje mnie swoja osoba.

warzywo napisał(a):Oto przyobiecany cytat, i z mojej strony pas, bo jeszcze wywołamy efekt Wertera. Cytat pochodzi od Płatonowa, w przekładzie Drawicza:


Cytuj:
Woszczew wziął swój tobołek i wyszedł w noc. Niebo pytająco rozświetliło się nad nim z całą niespokojną gwiezdną nocą. Miejskie światła już pogasły; kto mógł ten nasycił się kolacją i zasnął. Woszczew zszedł po okruchach ziemi do wąwozu i położył się na brzuchu by usnąć i rozstać się ze sobą samym. Ale sen wymaga umysłu spokojnego, ufnego w życie, zdolnego wybaczyć przeżyty ból. Woszczew zaś leżał trwając w napięciu własnego uświadomienia i nie wiedział, czy jest światu pożyteczny, czy też i bez niego wszystko pójdzie jak należy. Nie wiadomo skąd powiał wiatr, by ludziom nie zabrakło powietrza, i cichy, pełen zwątpienia głos przedmiejskiego psa oznajmiał o pełnionej służbie.
- Nudzi się psu. Żyje tylko dlatego, że się urodził. Jak ja.
Ciało Woszczewa przybladło ze zmęczenia. Poczuł chłód na powiekach i przykrył nimi ciepłe oczy.

Rzeczywiście nie warto potwierdzać tamtej teorii po publikacji Cierpień młodego Wertera, dlatego szykuję odpowiedź, która może pobudzi do życia, ale na pewno nie zniechęci.

[*EDIT*]

oglądam niebo leżąc w wielkiej trawie
słońce grzeje mocno aż przenika przez skórę
zasypiam pieszczona w wielkiej obawie
że zaraz się schowa za którąś chmurę

i jeszcze czuję zapach przesuszonej ziemi
jeszcze mnie łaskocze upierdliwa mrówka
więc strącam ją szybko w pola zieleni
lecz przeszkadza także łzawiąca spojówka

wzdycham sobie pod nosem, ocieram policzek
kołysana w melodii tjulania ptaków
oraz szumu, co rodzi bystry strumyczek
który biegnie zaraz za gęstwiną krzaków

aż w końcu beztrosko zasypiam w upale
śnią mi się głupoty, aż bym się zaśmiała
lecz otwierając oczy wciąż całkiem ospałe
dostrzegam postać, co znieruchomiała

ktoś robi mi zdjęcie i zaczyna uciekać
już sama nie wiem, czy to sen, czy jawa
ale kiedy ja sama zaczynam szczekać
wiem, że to tylko wyśniona zabawa


Czy życie przypadkiem tak nie drwi? :)
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 22 lut 2009, 01:46
Wyimaginowana,

wyimaginowana napisał(a):Mam wielu dobrych znajomych. To ja ich odsunęłam na bok, kiedy czułam się źle. Nie miałabym im za złe, gdyby nie mieli teraz dla mnie czasu.

A masz teraz ochotę na odświeżenie tych znajomości? Terapeutka na pewno będzie Cię namawiała do "wyjścia do ludzi", ja nie zamierzam tego czynić. Po prostu zastanawiam się, czy w Twoim konkretnym przypadku kontakty z innymi ludźmi nie mogłyby być jednym ze sposobów na poprawę nastroju. Sama pisałaś, że obecność Twojego brata i dziewczyny zdecydowanie poprawiły Twoje samopoczucie - może to jest wskazówka?

wyimaginowana napisał(a):Jak zawsze, masz. Wyjechał w takim głupim momencie, kiedy go potrzebowałam. Zresztą, czy kiedykolwiek był odpowiedni moment na jego wyjazd? Chyba nie. Czułam się wtedy dziwnie. Trochę było mi smutno, trochę się cieszyłam. Nie bardzo potrafiłam zrozumieć dlaczego i na jak długo wyjeżdża. Obiecał, że będzie pisał listy i wysyłał paczki. Wtedy tylko to było dla mnie ważne. Miałam wtedy 9lat. Ale wiadomo - z biegiem lat paczki już przestały mi wystarczać. W domu pojawił się inny facet, który mnie ranił, a silnego i opiekuńczego taty zabrakło. Powtarzał, że zabierze mnie do siebie na wakacje, ale nigdy się z tego nie wywiązał. Po kilku latach zaczęłam wątpić w jego słowa z każdą coraz krótszą rozmową, coraz bardziej czułam do niego jednocześnie niechęć i wzbierającą miłość. Przez lata matka tłumaczyła, że musiał wyjechać i że bardzo chciałby wrócić, ale nie może. Że tęskni za nami i nas kocha. Moje stęsknione dziecięce serce łaknęło takich informacji. Ale... nasze stosunki są coraz gorsze. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać, bo ani on nie zna mnie, ani ja jego. On zna mnie z obrazu, który nakreśla mu przeszłość kiedy miałam kilka lat, kilkunastominutowa rozmowa o pogodzie, zwierzętach i samopoczuciu, a przede wszystkim mój wuj. Ja znam go takiego, jakiego go pamiętam i jakiego czasem słyszę. Wolę pamiętać go we flanelowej koszuli i zawsze głośno się śmiejącego, jednak często jest tak, że widzę, iż ojciec wcale nie jest taki idealny, bo nie raz rani mnie prostym zdaniem, bezpodstawnym oskarżeniem, bądź po prostu tym, że mnie nie słucha. Kiedyś wysyłał paczki, pisał listy, kartki i dzwonił co kilka dni. Najpierw przestał wysyłać paczki (o co wcale nie mam do niego żalu), potem przestał pisać listy (o co mam ogromny żal), kartki przysyłał już tylko dwa razy do roku, później już tylko podpisywał się pod życzeniami. Dzownił coraz rzadziej, w końcu i kartki przestał wysyłać, a teraz dzwoni raz na tydzień, albo dwa na 5-10min. Najwięcej ma do powiedzenia, kiedy wypije. Wtedy dzwoni na godzinę i wyklina do słuchawki. Że Y ma beznadziejna pracę, że matka go ciągle prosi o pieniądze (co nie jest prawdą, bo nigdy nie zniżyła się do tego poziomu), że X przesiaduje tygodniami w swoim pokoju i albo jest w pracy, albo śpi. W końcu schodzi na mój temat i wydziera się, że nic nie wiem o życiu, a udaję taką dorosłą. Żebym poszła do pracy i zobaczyła jak wygląda prawdziwe życie (podczas gdy w zeszłym roku pracowałam 4mies. w drukarni - była to ciężka fizyczna praca), a zaraz że mam się uczyć, bo będę stara, a jeszcze będę harować na całą rodzinę, tak jak on. On mówi, a ja płaczę. Po godzinie mówi, że już kończy, a ja się cieszę myśląc, że zaraz odczuję błogą ulgę, że to już koniec rozmowy. Rzuca na odczepne: "no, kocham cię, całuski". Do tego ogranicza się relacja między nami.

Hmmm.... Teraz muszę powtórzyć standartowe pytanie: mówiłaś kiedykolwiek swojemu ojcu o tym, że jesteś niezadowolona z Waszych wzajemnych relacji?
Wiem, że taka reakcja - mówienie o tym, co Ci się nie podoba - jest trudna. Nie myśl sobie, że masz z tym problemy przez depresje, choć depresja może to jeszcze katalizować. Większość ludzi ma problem z asertywnością. W wolnej chwili możesz poczytać sobie o problemie asertywności - w internecie jest wiele stron, artykułów, a nawet książek do ściągnięcia na ten temat.

Opisałaś kolejne przykre doświadczenie życiowe. Sporo się tego uzbierało w Twoim życiu. Zauważyłem, że szczególnie dużo przykrych doświadczeń spotkało Cię ze strony mężczyzn: brata, ojca, "przyjaciela" matki. Zastanawiam się, czy te wydarzenia nie wpłynęły Twój stosunek do mężczyzn? Nie chcę Cię tutaj prowokować do jakiś nazbyt intymnych zwierzeń, po prostu zastanawiam się, czy nie odnosisz wrażenia, że masz bardziej negatywny stosunek do mężczyzn niż do kobiet? Ja podczas naszego dialogu niczego takiego nie zauważyłem, ale biorąc pod uwagę ilość Twoich przykrych doświadczeń z mężczyznami, ten bardziej negatywny stosunek nie powinien dziwić. W razie czego dobrze jest ten problem wyłowić w zalążku.

wyimaginowana napisał(a):Rzeczywiście słyszę trochę o wschodniej kulturze, mało jednak o mentalności tamtejszej ludności. Może po prostu poczytałabym książkę, którą TY byś mi polecił :).

Hmmm... Najczęściej polecaną książką o buddyzmie dla początkujących jest książka Thubten Cziedryn "Buddyzm dla początkujących". Tam są opisane podstawowe założenia filozofii buddyzmu i praktyk buddyjskich, adresowane do człowieka zachodu. Wiele rzeczy, zwłaszcza filozoficznych, może wydać Ci się w buddyzmie dziwacznych - ja sam nie jestem zwolennikiem filozofii buddyzmu, tylko bardziej psychologii buddyzmu i tego ujmującego stosunku do życia. W tym sensie najlepiej byłoby poobcować z buddystami, a niestety z tym w Polsce może być problem.

wyimaginowana napisał(a):Nie jestem zwolenniczką medytacji, bo nie cierpię ciszy. Mam niespokojną duszę i nie mogę długo usiedzieć w milczeniu.

Z ciszą problemu raczej być nie miała - to sprawa indywidualna, niektórzy medytują np. przy releksującej muzyce. Gorzej z siedzeniem i milczeniem - rzeczywiście w przypadku większości praktyk medytacyjnych trzeba siedzieć w jednym miejsu i milczeć przez kilkanaście minut.
Dobrym wstępem do medytacji może być próba trwania w stanie niemyślenia, pustki wewnętrznej (i koncentracji tylko na spokojnym oddechu) przed zaśnięciem, kiedy leży się już w łóżku. To jest taki trudny moment, bo ludzie często zmagają się przed zaśnięciem z "gonitwą myśli", która może wpływać na jakość snu i generować koszmary. Ty nie masz problemu takiej "gonitywy myśli"? Może z tego wynikają Twoje koszmary, o których wspominałaś? Pamiętam, że śni Ci się, że umierasz - może to dlatego, że dużo myślisz o śmierci przed zaśnięciem?

Zdrowiej szybko. :)

Bedewere,

bedewere napisał(a):Przepraszam ale nawet nie czytałam waszych dzisiejszych postow, u mnie przełom praz pierwszy w sowim 26 letnm życiu zdałam sobie sprawe z tego ze nie powinnam żyć, nikt mnie nie kocha.. moj facet przywital mnie dzisiaj po pijaku słowami "wpi//dalaj/, mam ochotę ci jeb,,, w twarz" nie chcem juz żyć, to dla mnie za trudne, nie umiem, i nie umiałam.Nie wiem co mam robić, czuę się tak jakbym potrzebowała przewodnika, nie widze powodu i sensu mojego istnienia, codziennie prosze Boga o siłę, nadaremnie...nie chcem juz tak, zalałam się łzami, normalnie jakby mi jeszcze został jakis przyjaciel, to bym do niego zadzwoniła, ale niestety straciłam ich juz dawno temu.nie wiem nie wiemmmmm nie wiem nie wiemi co teraz?

Wyimaginowana rzeczywiście dobrze wybrała fragmenty moich wypowiedzi, które również mogą odnosić się do Twojego problemu. Mogę też się przyłączyć do rady warzywa - zastanów się, może w Twoim otoczeniu jest ktoś, komu możesz zaufać i porozmawiać o swoich problemach. Jeśli sytuacja Cię przerasta, to na pewno warto jest wybrać się do psychologa.
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 22 lut 2009, 02:15
Dobry wieczór.
Oiom napisał(a):A masz teraz ochotę na odświeżenie tych znajomości? Terapeutka na pewno będzie Cię namawiała do "wyjścia do ludzi", ja nie zamierzam tego czynić. Po prostu zastanawiam się, czy w Twoim konkretnym przypadku kontakty z innymi ludźmi nie mogłyby być jednym ze sposobów na poprawę nastroju. Sama pisałaś, że obecność Twojego brata i dziewczyny zdecydowanie poprawiły Twoje samopoczucie - może to jest wskazówka?

Tak, chętnie poszłabym ze znajomymi na lodowisko, albo komedie do kina, na piwo, albo gdziekolwiek indziej, gdzie jest ruch i dużo ludzi. Chyba mi tego zabrakło.

Oiom napisał(a):Hmmm.... Teraz muszę powtórzyć standartowe pytanie: mówiłaś kiedykolwiek swojemu ojcu o tym, że jesteś niezadowolona z Waszych wzajemnych relacji?

Nigdy mu tego nie powiedziałam. I po pierwsze nie mam pojęcia jak miałabym się do tego zabrać, a po drugie myślę, że to pogorszyłoby jeszcze nasze relacje, bo mam uczucie, że uważa się za ojca, który pozjadał wszystkie rozumy, bo jest stary i ciężko pracuje, a ja zasugerowałabym mu, że właściwie nie jest takim dobrym ojcem jak mu się wydawało przez ostatnie kilkanaście lat. Jemu się wydaję, że jak na mnie łoży tyle lat, to nic więcej nie jest mi potrzebne i na tym jego rola się kończy.

Oiom napisał(a):Opisałaś kolejne przykre doświadczenie życiowe. Sporo się tego uzbierało w Twoim życiu. Zauważyłem, że szczególnie dużo przykrych doświadczeń spotkało Cię ze strony mężczyzn: brata, ojca, "przyjaciela" matki. Zastanawiam się, czy te wydarzenia nie wpłynęły Twój stosunek do mężczyzn? Nie chcę Cię tutaj prowokować do jakiś nazbyt intymnych zwierzeń, po prostu zastanawiam się, czy nie odnosisz wrażenia, że masz bardziej negatywny stosunek do mężczyzn niż do kobiet? Ja podczas naszego dialogu niczego takiego nie zauważyłem, ale biorąc pod uwagę ilość Twoich przykrych doświadczeń z mężczyznami, ten bardziej negatywny stosunek nie powinien dziwić. W razie czego dobrze jest ten problem wyłowić w zalążku.


Moja matka odkąd pamiętam zawsze przestrzegała mnie przed mężczyznami. Wręcz wmawiała, że facet to bezwzględna świnia i nie wolno mu ufać. Straszyła, że jak nie będę mu sprzątać i gotować to skopie mi du.pe i wywali za drzwi. W to akurat nigdy jej nie uwierzyłam. Jednak uważam, że facet (w każdej regule są wyjątki) to istota nieprzewidywalna i bezwzględna. Zauważ, że nie mówię o nim mężczyzna. Na pewno i tak byś zauważył :).
Mężczyzna jest dla mnie kimś ważnym w życiu. Przyjacielem, ostoją, poczuciem bezpieczeństwa, ukojeniem, wreszcie pożądaniem.
Nie żywie nienawiści do mężczyzn, do facetów owszem.

Oiom napisał(a):Z ciszą problemu raczej być nie miała - to sprawa indywidualna, niektórzy medytują np. przy releksującej muzyce. Gorzej z siedzeniem i milczeniem - rzeczywiście w przypadku większości praktyk medytacyjnych trzeba siedzieć w jednym miejsu i milczeć przez kilkanaście minut.
Dobrym wstępem do medytacji może być próba trwania w stanie niemyślenia, pustki wewnętrznej (i koncentracji tylko na spokojnym oddechu) przed zaśnięciem, kiedy leży się już w łóżku. To jest taki trudny moment, bo ludzie często zmagają się przed zaśnięciem z "gonitwą myśli", która może wpływać na jakość snu i generować koszmary. Ty nie masz problemu takiej "gonitywy myśli"? Może z tego wynikają Twoje koszmary, o których wspominałaś? Pamiętam, że śni Ci się, że umierasz - może to dlatego, że dużo myślisz o śmierci przed zaśnięciem?

Eee? Leżeć i nie myśleć zupełnie o niczym? Nie umiem. Kiedyś próbowałam, ale wtedy myślałam, żeby nie myśleć, co pobudzało jakieś kolejne myśłi, np. jak to zrobić :). Zwykle przed snem przewija mi się dziesiątki myśli, zwłaszcza gdy mam problemy z zaśnięciem.

Co noc śnią mi się przeróżne koszmary. Albo zabijają mnie Niemcy karabinami, albo ktoś inny przez 3/4 snu mnie goni, a potem zabija nożem, pistoletem. Często śni mi się, że mnie ktoś obserwuje, próbuje dostać się do domu (tego rodzinngo). Myślę, że to trauma po tym jak facet matki, co noc sie dobijał. Miałam wtedy czujny sen, budziło mnie byle szurnięcie, a on wtedy natarczywie pukał do drzwi, okien.

O śmierci nie myśle przed zaśnięciem. W taki dzień jak ten prawie wcale o niej nie myślę. Jedynie powracają wspomnienia, kiedy żegnałam się ze wszystkim dookoła i ogólnie wspomnienia z tamtych dni. Śmierć wraca do mnie, kiedy czuje sie bardzo źle.

Idziesz już spać?

[*EDIT*]

Idziesz. No dobra... To może i ja już pójdę i choć lubię spać, to niepokoi mnie świadomość tych okropnych snów.

dooobranoc tam :)
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez warzywo 22 lut 2009, 12:31
Jeszcze jedno. Nie wiem, czy wiesz o czymś takim jak DDA. Tutaj: http://www.dda.pl/ można sobie poczytać na ten temat. Dla mnie to jest trochę jakieś takie sekciarskie, ale sama poczytaj.

Czasami słucham "wieczornych Rozmów" w Antyradiu (niedziela, od 21 do 23 - słyszalne w Krakowie) - hardkorowej audycji prowadzonej przez alkoholika Krzysztofa. Czasami zaprasza kogoś z Anonimowych Depresantów, albo DDA. Coś mi się kołacze we łbie, że dzisiaj chyba ma przyjść ktoś z DDA.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
19 lut 2009, 23:38
Lokalizacja
Okolice W-wy

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 22 lut 2009, 13:17
Wstałam :)

warzywo napisał(a): ( Tu powinno być "warzywo napisaŁO:" :P ) Jeszcze jedno. Nie wiem, czy wiesz o czymś takim jak DDA. Tutaj: http://www.dda.pl/ można sobie poczytać na ten temat. Dla mnie to jest trochę jakieś takie sekciarskie, ale sama poczytaj.

Poczytalam. Piszą całkiem mądrze, gdyby nie te błędy ;) Mnie grupy wsparcia nie przekonują. I jeszcze te dobrowolne składki, to kojarzą mi się z księdzem i wizytą duszpasterską, kiedy to tylko czeka na kopertę. No nic.

warzywo napisał(a):Czasami słucham "wieczornych Rozmów" w Antyradiu (niedziela, od 21 do 23 - słyszalne w Krakowie) - hardkorowej audycji prowadzonej przez alkoholika Krzysztofa. Czasami zaprasza kogoś z Anonimowych Depresantów, albo DDA. Coś mi się kołacze we łbie, że dzisiaj chyba ma przyjść ktoś z DDA.

Brzmi interesująco. Dzisiaj nie będę w stanie przesłuchać tego cudeńka, ale może w przyszłą niedzielę.

Pozdrowienia z Krk ;)
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 22 lut 2009, 23:19
wyimaginowana napisał(a):Tak, chętnie poszłabym ze znajomymi na lodowisko, albo komedie do kina, na piwo, albo gdziekolwiek indziej, gdzie jest ruch i dużo ludzi. Chyba mi tego zabrakło.

No, to nie pozostaje Ci nic innego jak tylko zrobić to, na co masz ochotę. :) Swoją drogą ta potrzeba to dobry znak - zazwyczaj ludzie w ciężkiej depresji unikają kontaktów interpersonalnych, a zwłaszcza miejsc gdzie jest "ruch i dużo ludzi".

wyimaginowana napisał(a):Nigdy mu tego nie powiedziałam. I po pierwsze nie mam pojęcia jak miałabym się do tego zabrać, a po drugie myślę, że to pogorszyłoby jeszcze nasze relacje, bo mam uczucie, że uważa się za ojca, który pozjadał wszystkie rozumy, bo jest stary i ciężko pracuje, a ja zasugerowałabym mu, że właściwie nie jest takim dobrym ojcem jak mu się wydawało przez ostatnie kilkanaście lat. Jemu się wydaję, że jak na mnie łoży tyle lat, to nic więcej nie jest mi potrzebne i na tym jego rola się kończy.

Hmm... A czy Ty wiesz jak miałaby wyglądać ta Wasza wzajemna relacja? Umiesz powiedzieć (nie ojcu, tylko mnie) czego oczekujesz? Jak wyobrażasz sobie kontakty z których byłabyś zadowolona (z uwzględnieniem obiektywnych ograniczeń takich jak m.in. odległość, która Was dzieli)? Może jeśli określisz swoje potrzeby, to znajdziemy jakiś sposób żeby je zaspokoić. Myślę, że jesteś inteligentna (widzisz - nie będziesz musiała układać żadnej listy swoich zalet... po prostu za kilka tygodni wypiszesz sobie na kartce wszystko to, co napisałem o Tobie ja i warzywo i cała praca wykonana ;) ) i jeśli się postarasz, to możesz zazwyczaj dostać to, czego chcesz.

wyimaginowana napisał(a):Moja matka odkąd pamiętam zawsze przestrzegała mnie przed mężczyznami. Wręcz wmawiała, że facet to bezwzględna świnia i nie wolno mu ufać. Straszyła, że jak nie będę mu sprzątać i gotować to skopie mi du.pe i wywali za drzwi. W to akurat nigdy jej nie uwierzyłam. Jednak uważam, że facet (w każdej regule są wyjątki) to istota nieprzewidywalna i bezwzględna. Zauważ, że nie mówię o nim mężczyzna. Na pewno i tak byś zauważył :).
Mężczyzna jest dla mnie kimś ważnym w życiu. Przyjacielem, ostoją, poczuciem bezpieczeństwa, ukojeniem, wreszcie pożądaniem.
Nie żywie nienawiści do mężczyzn, do facetów owszem.

Spotkałaś kiedyś takiego Mężczyznę? Chodzi mi o to, czy Mężczyzna nie jest w Twojej głowie tylko koncepcją teoretyczną?
No i pytam z ciekawości: jak według Ciebie rozkładają się proporcje pomiędzy "mężczyznami" a "facetami"? Jaki procent osobników z chromosomem Y to "faceci" a jaki procent to "mężczyźni"? Pytam jako antropolog-amator. ;)

wyimaginowana napisał(a): Zwykle przed snem przewija mi się dziesiątki myśli, zwłaszcza gdy mam problemy z zaśnięciem.

Nie drażnią Cię te dziesiątki myśli? Te myśli wcale nie muszą być skutkiem problemów z zasypianiem, ale ich przyczyną.

wyimaginowana napisał(a):Co noc śnią mi się przeróżne koszmary. Albo zabijają mnie Niemcy karabinami, albo ktoś inny przez 3/4 snu mnie goni, a potem zabija nożem, pistoletem. Często śni mi się, że mnie ktoś obserwuje, próbuje dostać się do domu (tego rodzinngo). Myślę, że to trauma po tym jak facet matki, co noc sie dobijał. Miałam wtedy czujny sen, budziło mnie byle szurnięcie, a on wtedy natarczywie pukał do drzwi, okien.

Myślę, że dobrze interpretujesz ten sen. Te gonitywy, karabiny, noże, pistolety, Niemcy, obserwacja - to świadczy o poczuciu zagrożenia. W Twoim wypadku problem jest szczególny, bo zostałaś zaatakowana podczas snu, co podświadomie może zaburzać Twoje poczucie bezpieczeństwa w łóżku. Od dawna masz tak częste i intensywne koszmary?
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 23 lut 2009, 14:39
Oiom napisał(a):No, to nie pozostaje Ci nic innego jak tylko zrobić to, na co masz ochotę. :) Swoją drogą ta potrzeba to dobry znak - zazwyczaj ludzie w ciężkiej depresji unikają kontaktów interpersonalnych, a zwłaszcza miejsc gdzie jest "ruch i dużo ludzi".

Jest pozytyw. Niestety na razie nie mogę sobie na to pozwolić, bo z kasą u mnie krucho. Wczoraj spotkałam się z tym chłopakiem, faaajnie było. Jak mnie odprowadzał o 1,30 to jeszcze się wytarzaliśmy w śniegu, bo chciałam poczuć no.. że żyję. Na jutro umówiłam się z koleżanką, z którą już od dawna się nie widziałam, planujemy wyjść do rynku - na pewno będzie świetna zabawa. Tak jakby powolutku coś ruszyło do przodu. Jeszcze tydzień temu nigdzie nie miałam się ochoty ruszać, z pokoju wychodziłam tylko za potrzebą.

Oiom napisał(a):Hmm... A czy Ty wiesz jak miałaby wyglądać ta Wasza wzajemna relacja? Umiesz powiedzieć (nie ojcu, tylko mnie) czego oczekujesz? Jak wyobrażasz sobie kontakty z których byłabyś zadowolona (z uwzględnieniem obiektywnych ograniczeń takich jak m.in. odległość, która Was dzieli)? Może jeśli określisz swoje potrzeby, to znajdziemy jakiś sposób żeby je zaspokoić. Myślę, że jesteś inteligentna (widzisz - nie będziesz musiała układać żadnej listy swoich zalet... po prostu za kilka tygodni wypiszesz sobie na kartce wszystko to, co napisałem o Tobie ja i warzywo i cała praca wykonana ;) ) i jeśli się postarasz, to możesz zazwyczaj dostać to, czego chcesz.

"Tak. Chciałabym, żeby mnie kochał. To wszystko." Tak napisałam najpierw, jednak pewnie zadałbyś pytanie, dlaczego uważam, że mnie nie kocha. A to dlatego, że go kompletnie nie obchodzę. Dzwoni do mnie tylko po to, żeby uspokoić swoje sumienie. Chciałabym, żeby było inaczej. Żeby widział, że tu jestem i że on mi nie zobojętniał, choć naprawde nie wiem, jak to się stało. Chciałabym, żeby dzwonił z własnej potrzeby, z tęsknoty, żeby się chociaż raz zamartwił o mnie. W końcu niechby otworzył drogę do przyszłości, bo może kiedyś potrzebować pomocy, a wtedy ja mogę układać swoje życie, gdzieś na uboczu, tak jak on to robi teraz. I niech robi - nie mam nic przeciwko, gdyby tylko wykazał zainteresowanie. Kurde, przecież jestem jego córką.

Oiom napisał(a):Spotkałaś kiedyś takiego Mężczyznę? Chodzi mi o to, czy Mężczyzna nie jest w Twojej głowie tylko koncepcją teoretyczną?

Nie. Spotkałam wielu, których gdyby się złączyło - wyszedłby ideał. Niestety każdy z tych potencjalnych "ideałów" był wybrakowany. Każdy ma jakieś marzenia. Chciałabym spotkać takiego dobrego :) heh. Jednak wiem, że to jest niemożliwe, żeby był ktoś, kto będzie posiadał wszystkie w dodatku same dobre cechy. Dlatego jak dla mnie rzeczywiście jest to tylko teoria.

Oiom napisał(a):No i pytam z ciekawości: jak według Ciebie rozkładają się proporcje pomiędzy "mężczyznami" a "facetami"? Jaki procent osobników z chromosomem Y to "faceci" a jaki procent to "mężczyźni"?

Wg. mnie proporcja jest mocno zaburzona :]. Myślę, że mężczyźni to jakiś maaały procent. Przypuszczam, że 10% - nie więcej ;). A reszta to tylko faceci O_o. "Procent osobników z chromosomem Y" hahaha! To zabrzmiało jak gdybyśmy rozmawiali o rozmnażaniu świnek morskich, bądź też trzody chlewnej domowej czy tej... hodowlanej? :P

Oiom napisał(a):Pytam jako antropolog-amator. ;)

Oiom napisał(a):Myślę, że jesteś inteligentna (widzisz - nie będziesz musiała układać żadnej listy swoich zalet... po prostu za kilka tygodni wypiszesz sobie na kartce wszystko to, co napisałem o Tobie ja i warzywo i cała praca wykonana ;)

Skoro uważasz, że jestem inteligenta, to chyba nie sądziłeś, że nabiorę się na tego antropologa? :P Zresztą sam napisałeś:
Oiom napisał(a):No i pytam z ciekawości
:). A do tego manipulant z Ciebie - myślałeś, że tego nie dostrzegę ;) A tu proszę!

Oiom napisał(a):Nie drażnią Cię te dziesiątki myśli? Te myśli wcale nie muszą być skutkiem problemów z zasypianiem, ale ich przyczyną.

Na pewno utrudniają mi zasnąć, tu nie ma żadnej wątpliwości. Rzeczywiście drażni mnie to, ale nijak nie umiem tego opanować. I właściwą nazwę to posiada - gonitwa myśli, bo gdybym sie jeszcze przy jakiejś na chwile zatrzymała, ale nie. Co dwie sekundy inna.

Oiom napisał(a):Myślę, że dobrze interpretujesz ten sen. Te gonitywy, karabiny, noże, pistolety, Niemcy, obserwacja - to świadczy o poczuciu zagrożenia. W Twoim wypadku problem jest szczególny, bo zostałaś zaatakowana podczas snu, co podświadomie może zaburzać Twoje poczucie bezpieczeństwa w łóżku. Od dawna masz tak częste i intensywne koszmary?

Od lat. Pomimo tego, że Y rzucił się na mnie jak spałam, to własnie często bywało tak, że albo budziło mnie głośne pukanie faceta matki, albo awantura, albo jej krzyk. Poczucie obserwacji też na pewno wynika z tego, że czasem stał pod moim oknem nocą i pukał natarczywie przez ponad godzinę. Miałam też wtedy świadomość, że dzieli nas tylko szyba. To poczucie rozwinęło się na tyle, że nie jestem w stanie siedzieć przed kompem podczas, gdy kamera inter. skierowana jest w moją stronę, albo kiedyś miałam ustawione takie dzieciątko na pulpicie i ciągle miałam wrażenie, że sie na mnie patrzy. Wytrzymałam zaledwie jeden dzień, po czym ją zmieniłam.

[*EDIT*]

Tak a' propos ojca, to kiedyś napisałam coś wierszowanego:

jakby stado mrówek obeszło moją głowę
jakbyś dotykał bryłą lodu rozgrzanego ciała
roztrzęsiona stałam, jakoś inaczej osowiała
przed rażącym światłem oświetlającym drogę

łomocze mi serce, udaje, że wciąż żyje
ręce, nogi jeszcze drżą, chociaż już sine
widzę wyciągnięte dłonie, mamusine
które sprawić nie umieją, że nagle ożyję

ktoś zamyka moje oczy na wpół otwarte
tato! przyjechałeś, teraz to Ci się udało
nie zamykaj, proszę, tak mi Ciebie brakowało
zostaw chociaż me usta lekko rozwarte

tyle rzec by chciały, za te wszystkie lata
gdy dzieliły nas góry i wielkie oceany
niech chociaż wypowiedzą, gdy dobijamy
do brzegu życia, co łzy razem splata

słowa miłości tak długo oczekiwane
które sprawiają, że krew coraz szybciej krąży
pozwól to powiedzieć, szepnąć, niech wydrąży
we mnie resztki życia dawno zapomniane

[9 X '08]
Ostatnio edytowano 24 lut 2009, 00:47 przez scrat, łącznie edytowano 1 raz
Powód: double
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 23 lut 2009, 22:30
wyimaginowana napisał(a):"Tak. Chciałabym, żeby mnie kochał. To wszystko." Tak napisałam najpierw, jednak pewnie zadałbyś pytanie, dlaczego uważam, że mnie nie kocha. A to dlatego, że go kompletnie nie obchodzę. Dzwoni do mnie tylko po to, żeby uspokoić swoje sumienie. Chciałabym, żeby było inaczej. Żeby widział, że tu jestem i że on mi nie zobojętniał, choć naprawde nie wiem, jak to się stało. Chciałabym, żeby dzwonił z własnej potrzeby, z tęsknoty, żeby się chociaż raz zamartwił o mnie. W końcu niechby otworzył drogę do przyszłości, bo może kiedyś potrzebować pomocy, a wtedy ja mogę układać swoje życie, gdzieś na uboczu, tak jak on to robi teraz. I niech robi - nie mam nic przeciwko, gdyby tylko wykazał zainteresowanie. Kurde, przecież jestem jego córką.

Tutaj pojawia się główne pytanie, na które może być Ci trudno odpowiedzieć: czy Twój ojciec nie ma uczuć w stosunku do Ciebie (ojcowskiej miłości) czy ma, tylko nie potrafi ich okazać? Kiedy on wyjeżdżał Ty byłaś małą dziewczynką, teraz jesteś dorosłą kobietą - problem może polegać na tym, że Twój ojciec po prostu nie potrafi okazywać swojego zainteresowania i miłości, a ponieważ Ty nigdy nie mówiłaś mu czego tak naprawdę potrzebujesz, to on żyje w przekonaniu, że jest wspaniałym rodzicem.
My mężczyźni (faceci? ;) ) od wielu pokoleń byliśmy wychowywani na "twardych samców", którzy nie powinni specjalnie okazywać uczuć, bo to byłoby zbyt "babskie". Dopiero teraz coś się w tym względzie zmienia. Może być tak, że Twojego ojca nikt nie nauczył jak należy okazywać uczucia (może w dzieciństwie i młodości postępowano z nim tak, jak teraz on postępuje z Tobą?) i właśnie to w dużej mierze rzutuje na Wasz kontakt. Ta nieumiejętność okazywania uczuć może nie mieć wielkiego znaczenia w relacji ojca z synem (syn nie oczekuje takiej ekspresji uczuć) często stanowi natomiast kluczowy problem w relacji ojca z córką. Co więcej, może Ci się kiedyś trafić partner z podobnym "defektem" i będziesz miała takie same dylematy (problem maglowany w dziesiątkach publikacji na temat relacji damsko-męskich).

wyimaginowana napisał(a):"Procent osobników z chromosomem Y" hahaha! To zabrzmiało jak gdybyśmy rozmawiali o rozmnażaniu świnek morskich, bądź też trzody chlewnej domowej czy tej... hodowlanej?

Wprowadziłem język antropologiczno-biologiczny, żeby udowodnić, że jednak jestem antropologiem-amatorem. ;)

wyimaginowana napisał(a):Na pewno utrudniają mi zasnąć, tu nie ma żadnej wątpliwości. Rzeczywiście drażni mnie to, ale nijak nie umiem tego opanować. I właściwą nazwę to posiada - gonitwa myśli, bo gdybym sie jeszcze przy jakiejś na chwile zatrzymała, ale nie. Co dwie sekundy inna.

Hmm... A może spróbujesz dobrze przemyśleć wszystkie sprawy przed położeniem się do łóżka? Daj sobie jakiś czas przed położeniem się - na przykład pół godziny - tylko na myślenie. Załóż sobie, że po upływie tego czasu kładziesz się do łóżka i masz pełną kontrolę nad swoimi myślami, możesz odsunąć od siebie myśli nieprzyjemne i sprowokować te przyjemne. Jakiś czas temu uporałem się w ten sposób z irytującą gonitwą myśli. Pomogła też oczywiście medytacja.
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 23 lut 2009, 23:01
Oiom napisał(a):Tutaj pojawia się główne pytanie, na które może być Ci trudno odpowiedzieć: czy Twój ojciec nie ma uczuć w stosunku do Ciebie (ojcowskiej miłości) czy ma, tylko nie potrafi ich okazać?

Oczywiście, że nie ma! Przecież... gdyby mnie kochał - przyjechałby w ciągu tych 10lat, chociaż raz zabrałby mnie do siebie. Czym dla miłości jest taka odległość?

Oiom napisał(a):My mężczyźni (faceci? ;) )
Ogółem - osobniki z chromosomem Y :D. Bo.. wrzucać Ciebie do jednego wora z moim ojcem i albo Ciebie nazwać facetem, albo jego mężczyzną to by było nie w porządku.

Oiom napisał(a):My mężczyźni (faceci? ;) ) od wielu pokoleń byliśmy wychowywani na "twardych samców", którzy nie powinni specjalnie okazywać uczuć, bo to byłoby zbyt "babskie". Dopiero teraz coś się w tym względzie zmienia. Może być tak, że Twojego ojca nikt nie nauczył jak należy okazywać uczucia (może w dzieciństwie i młodości postępowano z nim tak, jak teraz on postępuje z Tobą?) i właśnie to w dużej mierze rzutuje na Wasz kontakt.

Skoro mówisz "my" tzn. że Ty też byłeś tak wychowywany, prawda? Jednak nie sądzę byś był tak oschły jak mój ojciec. On też nie miał dobrych kontaktów ze swoimi rodzicami. Wtedy było dużo tematów tabu. Matka byla ułożona, zawsze poprawna, chodziła jak szwajcarski zegarek, taty zaś całymi dniami nie było w domu. Rozumiem, że to miało podstawowy wpływ na jego powściągliwość, z tym że ja nie uważam, że to jest kwestia nieumiejętności okazywania uczuć. Tego uczucia po prostu nie ma z jego strony.

Oiom napisał(a):Co więcej, może Ci się kiedyś trafić partner z podobnym "defektem" i będziesz miała takie same dylematy (problem maglowany w dziesiątkach publikacji na temat relacji damsko-męskich).

Nie chcę wiązać się z kimś, kto będzie oschły i powściągliwy. Od kogo będę musiała wypraszać komplementy i wyrazy miłości. Mam nadzieję, że miłość nie zaślepi mi tego aspektu i że nie dowiem się o owym defekcie zbyt późno.

Oiom napisał(a):Wprowadziłem język antropologiczno-biologiczny, żeby udowodnić, że jednak jestem antropologiem-amatorem. ;)

To kim Ty jeszcze jesteś ;)? Ty to dopiero jesteś potrzebny światu...

Oiom napisał(a):Hmm... A może spróbujesz dobrze przemyśleć wszystkie sprawy przed położeniem się do łóżka?

Wszystkie sprawy i niepokoje? Bardzo dużo tego. Dzisiaj rozmawiałam z terapeutą a' propos mojego snu. Chce zacząć ze mną te trudniejsze rozmowy. Na samą myśl dostaje osłabienia. To będzie bardzo trudny czas, ciężka próba.

Od jutra troszkę popracuję - zatrudniłam się do rozdawania ulotek. Dobre i to na razie.

Niepokoi mnie ta następna rozmowa z psychologiem (5 marca 19,00).
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 24 lut 2009, 16:43
wyimaginowana napisał(a):Oczywiście, że nie ma! Przecież... gdyby mnie kochał - przyjechałby w ciągu tych 10lat, chociaż raz zabrałby mnie do siebie. Czym dla miłości jest taka odległość?

A co on mówi na temat Waszego spotkania? Pamiętam, że kiedyś obiecywał Ci, że Cię do siebie zabierze. Czy ten temat jakoś wraca w Waszych obecnych rozmowach? Mówiłaś mu ostatnio że chciałabyś się z nim zobaczyć?

wyimaginowana napisał(a):Skoro mówisz "my" tzn. że Ty też byłeś tak wychowywany, prawda? Jednak nie sądzę byś był tak oschły jak mój ojciec.

Pisząc "my mężczyźni" miałem na myśli generalnie płeć brzydszą. :)
Od wieków ludzie byli wychowywani według pewnych schematów: chłopak to przyszły samiec, wojownik, twardy i silny; dziewczyna to przyszła kobieta, wrażliwa matka, opiekunka "domowego ogniska". To widać nawet po współczesnych zabawkach: dla dziewczynek lalki (substytut dziecka) dla chłopców pistolety (substytut walki). Większość chłopców od dziecka słyszało: "nie możesz płakać, nie jesteś dziewczyną", "co to za chłopak, który tak się nad sobą użala?" itp. Zwróć uwagę, że nadal w wielu środowiskach (wcale nie jakiś ultrakonserwatywnych) wrażliwi mężczyźni uchodzą za homoseksualistów, albo osoby nieprzystowane. Większość chłopców nie było zachęcanych do ekspresji emocjonalnej w dzieciństwie (wręcz przeciwnie), stąd też problemy z wyrażaniem i okazywaniem uczuć.

wyimaginowana napisał(a):Nie chcę wiązać się z kimś, kto będzie oschły i powściągliwy. Od kogo będę musiała wypraszać komplementy i wyrazy miłości. Mam nadzieję, że miłość nie zaślepi mi tego aspektu i że nie dowiem się o owym defekcie zbyt późno.

To nie tylko jest kwestia zaślepienia, ale i "gry", którą ludzie (kobiety i mężczyźni) prowadzą na początku znajomości. Mężczyzna wie, że kobieta oczekuje od niego zainteresowania i okazywania uczuć, więc zazwyczaj robi to na początku znajomości (kupuje kwiaty, prawi komplementy itp.). Naiwna kobieta myśli, że tak będzie zawsze i po kilku latach (miesiącach?) przychodzi wielkie rozczarowanie. Ty już kiedyś pisałaś, że jesteś wyczulona na psychomanipulację, więc to Cię może ochronić przed tym rozczarowaniem.

wyimaginowana napisał(a):To kim Ty jeszcze jesteś ? Ty to dopiero jesteś potrzebny światu...

Powiedzmy, że mam wszechstronne zainteresowania. :)

wyimaginowana napisał(a):Dzisiaj rozmawiałam z terapeutą a' propos mojego snu. Chce zacząć ze mną te trudniejsze rozmowy. Na samą myśl dostaje osłabienia. To będzie bardzo trudny czas, ciężka próba.

A dotychczas unikałyście trudniejszych rozmów?
To w zasadzie naturalne, że w obliczu poprawy Twojego samopoczucia terapeutka trochę "podnosi poprzeczkę". Na pewno Twoje obecne problemy są w znacznym stopniu warunkowane przez to, co spotkało się w przeszłości. Rozmawianie o tym, to tak jakby forma leczenia. Myślę, że uda Ci się przełknąć to niesmaczne lekarstwo. Jeśli znowu zaczniesz czuć, że terapia Cię przerasta, to postaraj się o tym porozmawiać ze swoim psychologiem - na pewno lepiej odpuścić sobie przez jakiś czas przykry temat, niż zupełnie rezygnować z terapii.
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do