Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 28 gru 2012, 20:29
agucha, przyznaję Ci rację, w głowie potrafi zaistniec jeden wielki mętlik, a człowiek może się bardzo ale to bardzo pogubic i zakręcic w tych chorych myślach. Ezekiel, masz dużo racji i dużo wiedzy w tym temacie, ale powiem Ci że te nasze umysły potrafia sobie wiele wkręcic. Kiedyś miałam własnie cos takiego że miałam mysli odnosnie mojego brata czy ojca jako moich partnerów wbrew temu że ja czułam obrzydzenie do obrazów które się przewijały przez moja głową nie mogłam nad tym zapanowac to było okropne, ale tak jak mówie im cos bardziej obrzydliwe im coś bardziej dotyczy tematów nam bardzo bliskich tym gorzej i bardziej boli, i taka myśl dla innych nie istotna nas może niszczyc. Gdybym nie przerabiała tego tematu, to własnie teraz pewnie twój pomysł byłby moim następnym natręctwem. Ja cos zobaczę na filmie, cos co mnie szokuje i czego się boję a potem jest to moją natrętną myslą.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 29 gru 2012, 01:17
agucha, właśnie w swoim ostatnim poście sama sobie odpowiedziałaś na pytanie czy to nerwica czy nie - i wbrew Twoim wnioskom to właśnie nerwica!
Sama napisałaś, że jeśli miałabyś wyobrazić siebie z kimś innym to czułabyś to samo co teraz, lęk podobny do tego, który odczuwasz w relacji z partnerem - wiesz dlaczego? Bo to właśnie nerwica. Nie potrafisz sobie wyobrazić siebie samej kochającej bezwarunkowo, w ogóle kochającej, odczuwającej radość z relacji z kimś jednoznacznie Ci bliskim. Jest to dowód na to, że wątpliwości, które miotają Twoimi emocjami mają podłoże nerwicowe.
Zastanów się teraz nad uczuciami, które żywisz do bliskich Ci osób - rodziny, przyjaciół? Nerwica ma to do siebie, że zmusza osoby ją dotknięte do motywowania każdego uczucia. Narastająca potrzeba zdefiniowania samego uczucia jak i jego źródła do danej osoby wzmaga wątpliwości w Tobie. O ile jestem przekonany, że choćbyś nie wiem jak na to nie patrzyła to sama sobie zawsze wmówisz, że kochasz rodziców czy brata/siostrę - tylko dlatego, że łączą Was więzy krwi. Jednak to jest jedno z tych ćwiczeń, które pomoże Ci ustalić istotny fakt - nerwicową skłonność do odczuwania jakichkolwiek uczuć.
Jeśli zastanowisz się głębiej, spostrzeżesz, że w danej chwili, miotana przez nerwicę, nie czujesz nic nawet do własnej rodziny! Jednakże siła wspomnień, więzów krwi, wewnątrz rodzinnych relacji podświadomie zmusi Cie do racjonalizowania... Silniejszym będzie bowiem przekonanie, że przecież zawsze kochałaś rodzinę i choć bywa różnie to zawsze są przy Tobie. Jeśli jednak skupisz się na konieczności odnalezienia w sobie uczucia, spostrzeżesz, że nawet do swojej rodziny nie jesteś pewna tego co czujesz - czy jednak zwątpisz czy kochasz rodzinę? Nie! Tylko przez wzgląd na mimowolną racjonalizację.
W przypadku przyjaciół jest dużo prościej - potrafisz przywołać w każdej chwili dobre wspomnienia związane z nimi. To podobnie jak w przypadku partnera, ale tu istnieje jedna zasadnicza różnica - relacja z przyjacielem nie wymaga od Ciebie żadnych zobowiązań, nie musisz darzyć go jakimkolwiek uczuciem, a wręcz niechęć do niego jest często podświadomie uznawana przez nerwicowca za dowód na silną więź przyjaźni.
W zdrowym umyśle zobowiązanie jako myśl nie pojawia się w głowie zbyt często, a nawet jeśli, to jest to racjonalna myśl w postaci bodźca - zasłużył na buziaka na przykład. W głowie nerwicowca natomiast pojawia się w postaci wątpliwości - zobowiązanie zmusza Cie do argumentowania uczucia do partnera. Zaczynasz zastanawiać się czy coś czujesz, dlaczego miałabyś coś czuć, czy On w ogóle na to zasłużył. Kolejną myślą będzie wywód czy w miłości chodzi o to by zasłużyć, a może po prostu powinnam to czuć? To z kolei skieruje Cie na pustkowie emocjonalne. Zaczniesz wierzyć, że jeśli nie odczuwasz miłości tak "po prostu" to znaczy, że jej w Tobie nie ma. Jest to kolejna mroczna strona nerwicy - nieodparta wewnętrzna potrzeba nazywania i argumentowania każdej odczuwanej w danej chwili emocji. Brak wytłumaczenia wzmaga lęk, lęk wzmaga wątpliwości, wątpliwości potęgują apatię, brak zdolności odczuwania radości, satysfakcji i jakichkolwiek pozytywnych emocji natomiast wzmaga jeszcze bardziej lęk i tak (jak to zwykle zdarza się tak w przypadku nerwic lękowych jak i nerwicy natręctw) całe Twoje myślenie skupia się wokół partnera i uczucia, które przecież powinnaś umieć nazwać i powinnaś w danej chwili odczuwać.
Jest jednak bardzo istotnym by w danej chwili postawić sobie pytanie - czym jest dla mnie miłość? To niezwykle trudne pytanie dla osoby cierpiącej na nerwicę - prawdopodobnie nie będziesz potrafiła w ogóle zdefiniować miłości, uczucia, które według samej siebie przecież powinnaś żywić do partnera, a nawet jeśli to definicja będzie prawdopodobnie zaczerpnięta z idealistycznej wizji odnalezionej gdzieś w filmach albo otaczającej rzeczywistości (np. wzorowana na relacjach przyjaciół).
Efekt postawienia się przed takim pytaniem jest jednak bardzo korzystny - uświadomi Ci, że sama nie wiesz czego w zasadzie od siebie oczekujesz w kwestii uczucia do partnera. To powinno chociaż częściowo pomóc Ci zracjonalizować świat emocjonalny - nie jest to mega optymistyczna wizja, bo przecież to tylko umocni Ci, że Twoja psychika jest mocno "zachmurzona", ale ta świadomość jest pierwszym krokiem do wyjścia z tego stanu. Będziesz bowiem potrafiła świadomie oddzielić od siebie stan rozchwiania emocjonalnego, a więc część samej siebie, a to pierwszy krok by nauczyć się jak pozwolić odpływać myślom i lękom :).
Bardzo ważne jest też to byś rozmawiała o tym z partnerem - jego zrozumienie będzie dla Ciebie kolejnym filarem, mocnym fundamentem pod dom, w którym będziesz zamykać wszystkie chore myśli i bezpodstawne lęki:)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 29 gru 2012, 09:25
Ezekiel masz ogromna wiedze na ten temat. Jestem pod wrazeniem. Czy w nerwicy to normalne ze np jak sie przytulam do partnera to nie czuje nic, tak jakby pustke? Przed tym jak zachorowalam bylam takk bardzo szczesliwa i zakochana. Wszytsko zmienilo sie w jednym momencie..i teraz jestem zupepnie inna osobom. Moje mysli koncentruja sie tylko na tym co czuje, w kazdej sytuacji. Czy nn wplywa na libido? Damy rafe! Wazne by sie nie poddawac!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 29 gru 2012, 10:33
agucha, ta pustka to następstwo narastającej w Tobie apatii wywołanej przez nerwicę właśnie. Każdy rodzaj nerwicy szczególnie w okresie zwiększonej aktywności zabija uczucia. Pustka jest najbardziej charakterystycznym objawem - to jest to o czym pisałem wyżej. Po prostu osoba nękana nerwicą nie jest zdolna do odczuwania pozytywnych emocji, a często nawet żadnych. Nerwicowiec świetnie potrafi taki stan tuszować. Malowanie uśmiechu nie sprawia żadnego problemu kiedy czuje się pustkę - gorzej byłoby pokazać uśmiech gdybyś czuła się faktycznie nieszczęśliwa. Fakt - dla Ciebie to może być stan, który będziesz utożsamiała z byciem nieszczęśliwym, ale jest to coś innego. Ty w takim stanie po prostu nie odczuwasz radości, przyjemności i tego tak dobrze Ci znanego zakochania. To pustka, a nie faktyczne nieszczęście.
Widzisz - w nerwicy najczęściej jest tak, że uczucie odchodzi z dnia na dzień - to coś co gdybyś spróbowała zracjonalizować okazałoby się, że jest absurdalnym zjawiskiem.
Ktoś powiedział kiedyś, że przestałeś kochać dopiero wtedy kiedy kochasz kogoś innego bardziej - nie jest to w 100% prawdą, ale prawdą jest, że bez konkretnej przyczyny nie da się zabić uczucia. W tym przypadku przyczyną jest nerwica - a uwierz mi, kiedy już dojdziesz do etapu walki z nerwicą, w którym to będziesz potrafiła racjonalizować każdą czarną myśl i świetnie będziesz radzić sobie z lękami - uświadomisz sobie jak bardzo kochasz swojego partnera. Nie pozwól by ta świadomość przyszła wraz z inną myślą, że jest już za późno by to naprawić:). Nie bój się tego następstwa - trwanie w związku w Twoim przypadku będzie bardzo trudne i dla Ciebie i dla partnera, dlatego musicie o tym rozmawiać :)
Dasz radę na pewno :)
P.S. - NN wpływa na libido dwojako. Z jednej strony bowiem potrafi zabić ochotę nawet do przytulania, ale w innym przypadku (zazwyczaj u osób osamotnionych, tych, które już zostawiły swojego partnera, ale nie tylko) popychają do czynów nierozsądnych. Znam przypadki kobiet, które potrafiły pchać się w ramiona świeżo poznanych facetów kompletnie rezygnując z rozsądku - kierowało nimi właśnie podwyższone libido. Potrafiły (wierząc, że wyniknie z tego coś uczuciowego) ignorować wszystkie gesty faceta, który ewidentnie chciał je tylko wykorzystać tylko po to by móc uwolnić swoje pokłady seksualności. Większość z nich uciekała w trakcie inicjacji, a więc zanim do czegokolwiek doszło. To z kolei podwójnie wpływało na nie potem - uczucie lęku i depersonalizacji wzrastało wraz z wyrzutami sumienia i braku zrozumienia dla własnych zachowań.
Nie walcz z tym co przynosi libido. Wyobraźnia to nic złego, zwłaszcza kiedy wiesz, że nerwica potęguje chore wyobrażenia:)
Jesteśmy z Tobą:)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 29 gru 2012, 14:28
Moje libido wlasnie jest niskie ! :) Kurcze Twoje słowa pomagają mi bardzo. Imponuje mi Twoja wiedza w tym temacie :)! Pozdrawiam ciepło!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 29 gru 2012, 20:55
Ezekiel, przeczytaj moje posty, zwłaszcza napisany po raz pierwszy, i napisz co o tym wszystkim sądzisz, jak to oceniasz.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 30 gru 2012, 14:39
zmęczona1, nie mam zamiaru pomijać nikogo na tym forum:) widziałem kilka Twoich postów już wcześniej i szczerze mówiąc chciałem już dawno odpisać, ale trzeba odpisać każdemu po kolei :). Twój przypadek jak każdy inny jest częściowo odosobniony.
Przeglądając Twoje posty spostrzegłem jednak dwie cechy - po pierwszy ten tzw. "dobry duch" - jesteś na tym forum osobą, która dodaje otuchy i choć pewnie robi to większość z tych osób to z Twoich przekonywań emanuje najwięcej pewności, a to bardzo istotne - wiara jest kluczem do wyjścia z każdej choroby. Wiara w wyzdrowienie, wiara w Boga, nazywajmy to jak chcemy:).
Po drugie co bardzo ciekawe - doświadczenie - jeśli tak można nazwać długi okres, przez który borykasz się z nerwicą. Jest to prawdopodobnie jedna z najważniejszych przyczyn, dzięki którym udało Ci się uratować Twój związek. Dlaczego? Ano dlatego, że żyłaś w błogiej (przesadnie pozytywne słowo:)) nieświadomości. To brak diagnozy sprawiał, że szukałaś odpowiedzi na własną rękę, a zarazem nie dałaś nerwicy przekonać samej siebie do tego, że nie kochasz partnera.
To jest pierwsza rzecz, którą chciałbym poruszyć w odpowiedzi na Twoje posty - diagnoza.
Człowiek, który staje przed nazwijmy to "wyrokiem" (po usłyszeniu diagnozy) musi jakoś zareagować. Naturalną reakcją w takim przypadku jest walka. To podobnie jak w przypadku osób, które otrzymują diagnozę : rak lub AIDS. No właśnie i tu zaczynają się schody... bo jest tylko podobnie.
Wytłumaczmy to na przykładzie - tak w przypadku nerwicy jak i wspomnianych "fizycznych" chorób organizmu jest kilka cech wspólnych: po pierwsze jest to stan często nieuleczalny (oczywiście da się wygrać z chorobą, ale nigdy nie można wykluczyć nawrotu, w przypadku AIDS też już znaleziono sposób leczenia, ale niewiadomo czy nie będzie nawrotów). Po drugie - w obu przypadkach życie człowieka ulega diametralnej zmianie i po trzecie wreszcie - naturalną reakcją na diagnozę jest walka. No właśnie i tu zaczynają się schody...
To jest ta istotna kwestia w przypadku nerwicy - stanąć w prawdzie po diagnozie. Człowiek dotknięty nerwicą w przeciwieństwie do osoby chorej fizycznie (poszerzjących wiedzę, szukających sposobów wyjścia z choroby) reaguje walką w inny sposób - co prawda również szuka możliwości wygrania z chorobą, ale w związku z tym, że jest to choroba dotykająca umysłu niestety dla większości dotkniętych nerwicą kończy się na tzw. "wykluczeniu".
Dlaczego to tak istotne? Spójrzmy na Twój przykład. Gdybyś spróbowała jednego ze wspomnianych przeze mnie sposobów racjonalizowania dostrzegłabyś, że to nerwica jest przyczyną wątpliwości i paranoicznych myśli. Postaw więc sobie pytanie - czym jest dla mnie miłość. Zastanów się dlaczego miałabyś nie kochać partnera? Potem zastanów się za co go kochasz i spytaj sama siebie co mają inni faceci, że niby ich miałabyś kochać, a partnera już nie? Nic prawda? Drogą racjonalizacji dojdziesz do tego, że przecież Twój facet jest lepszy od innych. Jest Twój.
Erotyczne fantazje są często naturalne i mimowolne. W zdrowym umyśle przewijają się takie myśli. W przupadku nerwicowca przedza się to w paranoiczny ciąg myślowy. Dlaczego akurat takie myśli Cie dręczą? Jest to prawdopodobnie uwarunkowane hormonalnie, ale i być może dlatego, że pierwsza Twoja nerwicowa pętla myślowa dotyczyła właśnie erotycznych fantazji, które uznałaś za bodziec dla wygaśnięcia uczucia. Uciekasz podświadomie do pożądania przed brakiem zrozumienia dla swojej emocjonalnej pustki. Literatura dotycząca nerwicy także rozpisuje się o tym, że efektem wzrostu aktywności nerwicy jest brak zdolności od odczuwania romantycznych uczuć, ale nie jest to także mocno uogólniony brak, a więc nie dotyczy konrketnych osób, z tym, że natręctwo myśli czy lęku dotyczy często tych osób, z którymi w danej chwili jest się najbliżej i dlatego tak łatwo w to uwierzyć. Oczywiście emocjonalna posucha odbija się także w inny sposób - będziesz chciała wymusić na sobie jakiekolwiek uczucie, odwoływać się do zapamiętanego obrazu o uczuciu, które odczuwałaś w czasach kiedy nerwica nie dawała sobie spokoju. Będziesz nawet wierzyć, że wspomnienie tego uczucia jest faktycznie uczuciem, a siłą rzeczy będziesz się skupiać na kimkolwiek innym, może nawet na zwięrzętach i wmawiać sobie coś w rodzaju "Jak ja kocham zwierzęta, psa kocham". Gdybyś jednak mocniej się nad tym zastanowiła to nawet uczucie, którego projekcję wywołałaś w sobie nie jest aktualnie odczuwanym uczuciem, ani w ogóle żadną emocja, którą odczuwasz w danej chwili, a właśnie jego wspomnieniem. Gdybyś potrafiła równie łatwo odwoływać się w pamięci do uczucia do męża byłoby dużo łatwiej, ale ponieważ natręctwo czy lęk skupia się właśnie na nim, jest to niemożliwe.
Ale uspokajam! To jest właśnie charakterystyczna cecha nerwicy. Wpędza w niezdrowy ciąg myślowy i nie daje spokoju. Nerwica bardzo łatwo zmusza człowieka do uczepienia się natrętnej myśli. Tak NN jak i NL działają dokładnie w ten sam sposób. Jest to związane z koniecznością znalezienia źródła/istoty natręctwa czy lęku. Stąd nerwicowiec dręczony przez myśl czy właśnie lęk potęguje w sobie konieczność odnalezienia przyczyny, to z kolei wzmaga apatię i wątpliwości co do żywionego uczucia, a przez to dodatkowo skupia Twój umysł na paranoicznej myśli tudzież lęku - z jednej strony wzaga Twoje wyobrażenia seksualne, a to wzmaga poczucie niepewności co do uczucia, aż w końcu utwierdza Cie w tym, że tego nie ma.
Weźmy na ten przykład agresywnego i pijanego przechodnia. Człowiek bez nerwicy również będzie odczuwał strach, natomiast nerwicowiec w okresie aktywności nerwicowej posunie się znacznie dalej - ciąg myślowy zaprowadzi go poprzez ciąglą analizę, narastające wątpliwości co do możliwości reakcji na ewentualny akt agresji do paniki. Paranoiczne myśli każą więc uwierzyć, że sytuacja, które jest tylko przypuszczeniem i prawdopodobnie nigdy się nie wydarzy, jest nieunikniona.
Owszem - jest to chorobliwy ciąg myślowy. Lęk / natręctwo, które dotyczy hipotetycznej sytuacji, a więc takiej, któa prawdopodobnie nigdy się nie wydarzy.
Osoby cierpiące na nerwicę w odróżnieniu od pozostałych osób (których uczucie strachu wzmoże jedynie świadomość, czujność i wydzielanie pozytywnej w takich sytuacjach adrenaliny) uznają taką sytuację nie tylko za nieuniknioną właśnie, ale nawet, choć pewnie podświadomie za fakt, mimo, że jeszcze nic się nie wydarzyło.
Podobnie jest z uczuciem do bliskiej osoby - chorobliwa pętla narastających: wątpliwości, apatii i lęku przed brakiem uczucia sprawią, że siłą rzeczy uwierzysz w to co chce Ci podłożyć nerwica. Tak więc dojdzie do tego "wykluczenia" właśnie. - wyprzez z siebie uczucie przez to, że nie będziesz chciała uwierzyć, że to nerwica jest zabija w Tobie uczucia, nie tylko do partnera, ale w ogóle zdolność do odczuwania miłości. (zakodowane przekonanie o miłości do rodziny nie jest uczuciem, a jedynie jego zaprogramowanym wspomnieniem, które nerwicowiec sobie "wmawia" przez wzgląd na np. nierozerwalność więzów krwi).
Kolejną kwestią, którą muszę poruszyć (wiążącej się zresztą ściśle z tym o czym pisałem wyżej), a o której przypomniały mi Twoje posty jest brak własnego zdania/opinii, niezdolność do podejmowania własnych decyzji. Jest to bardzo charekterystyczne dla osób cierpiących na nerwicę. To pewna forma derealizacji - brak zaufania do własnych myśli - w końcu tyle tak bardzo różniących się od siebie myśli i emocji, choćby dotyczących partnera napływa do głowy prawda? Jest więc naturalnym, że osoba, którą nęka nerwica bardzo łatwo uwierzy w chore myśli, które NN czy NL im podsuwa, ale co najgorsze - równie łatwo można taką osobą sterować.
Nie chcę podważać kompetencji psychologów, ale Ci są takimi samymi ludźmi jak my, nie są lekarzami, a ich rola ogranicza się do pomocy nakierowania nerwicowca na stabilny emocjonalnie tok myślenia. W czym według mnie tkwi problem - psycholodzy różnią się od ludzi nam bliskich (z którymi równie dobrze moglibyśmy porozmawiać i poszukać pomocy w odszukaniu zdrowego trybu myślenia) w dwóch istotnych kwestiach: po pierwsze są osobami nam obcymi i nie znają naszych znajomych, co więcej są zobowiązani zachować tajemnicę, a więc dużo łatwiej jest z nimi rozmawiać o problemach, zwłaszcza psychicznych. Po drugie mają wiedzę teoretyczną. I tu w zasadzie róznice się kończą. Niestety wszystko co wiedzą o nerwicach ogranicza się do wiedzy teoretycznej oraz subiektywnych wyznań chorego.
Nigdy nie poznali nerwicy od środka, ani nawet nie są w stanie ocenić jak z zewnątrz wygląda życie nerwicowca na co dzień. Nerwicowiec nie potrafi racjonalnie oceniać ani podejmować decyzji w wielu sytuacjach, a potem ma przecież obiektywnie o nich opowiedzieć stąd często podsuwane metody "leczenia" przez psychologów są absurdalne. Po pierwsze często spotykam się z sytuacjami, w których cierpiący na nerwicę wspólnie z psychologiem szukając powrotu do "normalności" szukają przyczyn lęków tudzież natręctw i w ten sposób je eliminują. Tu właśnie łączy się to bezpośrednio z syndromem zdiagnozowanej nerwicy. Człowiek, który na nią cierpi, będąc jednocześnie podległym wszelkiego rodzaju sugestiom bardzo chętnie uzna, że to nie nerwica jest przyczyną natręctwa czy lęku, ale właśnie przedmiot tych chorych myśli.
Eliminując przedmiot nękających myśli czy lęków, nie eliminuje się jednak problemu. Po pierwsze to nerwica lękowa czy też neriwca natręctw sprawia, że myśli skupiają się na danej sytuacji czy też osobie. Dlaczego? Wszystko skupia się na tym, że tak natręctwo czy lęk są zawsze mocno uogólnione i bezprzyczynowe. Nie mają źródła w świecie zewnętrznym, ale w nerwicy właśnie. Konieczność analizowania i wewnętrzna potrzeba znalezienia źródła lęku sprawia, że lęk/natręctwo przyjmują formę paranoi i stąd jakby programowo umysł przyjmuje, że to przedmiot natręctwa jest winnym chorych myśli. Gdyby jednak faktycznie tak było to okazałoby się, że wyeliminowanie takiego przedmiotu, sytuacji, osoby z życia codziennego wyleczyłoby chorego z nerwicy, a to niestety się nie dzieje. Jest to jednak kolejnym pozytywnym aspektem w nerwicy. Pomaga udowodnić i zracjonalizować nerwicowcowi, że brak odczuwanego uczucia ma źródło właśnie w aktywności nerwicy.
Uciekanie przed każdym przedmiotem lęku (bo te będą się pojawiać w wyniku usunięcia poprzedniego) sprowadza do dwóch rzeczy - pogłebiania się uczucia bezradności i samej nerwicy, ale także do utraty czegoś za czym potem będzie się tęsknić, a ciężko będzie odzyskać - z dwóch powodów - po pierwsze utrata partnera może być trwała ze względu na to, że On/Ona się podda i już nie będzie chcieć do tego wrócić, a po drugie - dla nerwicwoca ciężkie do wyobrażenia jest wrócenie do partnera - po pierwsze to kolejna zmiana, a zmian nerwicowcy w życiu boją się najbardziej, a po drugie trzeba będzie tłumaczyć nie tylko wszystkim wokół, ale i samemu sobie, że powrót obejdzie się bez zbędnych nutrujących pytań opinii, a wątpliwości, które choć będą nawracać to przecież tylko wynik nerwicy. Pojawi się bowiem kolejny lęk, lęk przed nawrotem lęku - to o czym również wspominałaś.
Świetne odwołanie można znaleźć w "Minucie Mądrości" do krótkiego dialogu mistrza i ucznia:
Mistrz zapytał kogoś, kto przyszedł do niego z prośbą o pomoc: - Czy rzeczywiście pragniesz uzdrowienia? - Gdybym nie pragnął go, to czy zadałbym sobie trud przyjścia do ciebie? - Oczywiście. Większość ludzi tak postępuje. Dlaczego? - Nie szukają uzdrowienia. To zbyt bolesne. Szukają ulgi. Do swoich uczniów Mistrz powiedział: - Ludzie, którzy pragną uzdrowienia, byleby nie łączyło się ono z cierpieniem, podobni są do tych, którzy opowiadają się za postępem, pod warunkiem, że nie trzeba będzie dokonać żadnych zmian.
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 30 gru 2012, 18:52
Ezekiel, dzięki za tak obszerna analizę, czytałam dwa razy nie do końca wszystko zrozumiałam ale staram się muszę się bardziej skupic, na pewno będę to jeszcze czytac. Ja wciąż nie mam odwagi iśc do psychiatry mam porównanie dwóch stanów ten kiedy pojawia się nowa natretna myśl która powoduje dół, płacz brak chęci do życia i błaganie o pomoc, wtedy bez zająknięcia bym poszła ale teraz nastąpiło juz chyba zmęczenie materiału wałkowanie w kółko tego samego tematu spowodowało jakąś obojętnośc tzn. problem nie zniknął ale się wyciszył jest jak to nazywam gdzieś z tyłu głowy towarzyszy mi jest moim strażnikiem a ja jego więźniem ale żyję, nie płacze, śpię w nocy, czy ja nadal mam z czym iśc do psychiatry?????? A z drugiej strony nie jest to stan wyzdrowienia nie wiem ja się to nazywa ale na pewno zdrowa nie jestem problem nadal jest, wszystko wydaję mi się mało poważne, nie wiem gdybym tam płakała błagając o pomoc chyba byłabym bardziej wiarygodna a teraz opowiedziałabym to tak po prostu i czy lekarz odebrałby mnie za osobę chorą????
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 30 gru 2012, 21:02
Ezekiel, jak sie cieszę że tu trafiłeś ! Twoje słowa pomogły uświadomic sobie tę chorobę :smile: w dodatku jak spotkałam sie z parterem to poczułam sie jakbym na nowo się w nim zakochiwała :D może byc to pewnie spowodowane że moja nerwica dala mi troche "luzu" ale cieszę się nawet z tej małej chwili,jednego dnia bo wiem że to choroba.

Oby więcej takich pozytywnych dni życzę WSZYTSKIM :)
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 31 gru 2012, 00:46
mains, jestem tu po to by w jakikolwiek sposób Wam pomagać. Mam swoje powody, dla których chcę to robić. Cieszy mnie też bardzo pomaganie innym bezwarunkowo:).
Pamiętaj, że nawet jeśli to tylko kwestia "poluzowania" nerwicy to już teraz jesteś bogatsza o doświadczenie - czas jest lekarstwem, trzeba tylko przeczekać. Jeśli będą wracać kryzysy to będą krótsze, bo już nie będziesz tak bardzo się nimi udręczać, wracaj wtedy tu na forum i wspominaj, że tak już było, że to przejdzie. Natręctwo nie będzie już tak samo silne, a co za tym idzie będzie trwać dużo krócej bo i wątpliwości i lęk będą dużo słabsze:). Cieszę się razem z Tobą - nie wiesz nawet jak bardzo:)
zmęczona1, jeśli czegoś nie rozumiesz to pisz od razu. Postaram się wyjaśnić nieco jaśniej. Zdaję sobie sprawę jak dużo używam porównań i niejasnego języka, dlatego będę się starał wyjaśniać wszystko krok po kroku:).
Po pierwsze - z nerwicą zawsze warto iść do psychiatry. Zawsze! Tylko psychiatra jest lekarzem, warto oczywiście wybrać dobrego psychiatrę, a więc zrobić mały rekonesans, ale od tego są właśnie psychiatrzy - Oni najlepiej wiedzą, że to jest choroba i nie będą patrzeć na Ciebie jak na wariatkę (tak uważać mogą tylko ludzie bez wiedzy na dany temat i kompletni ignorancji czy głupcy). Psychiatra jako jeden z nielicznych przede wszystkim okaże zrozumienie, a chłodny stosunek powinien Ci nawet ułatwić nie czuć się "wyjątkową" na tle ludzi nie cierpiących na nerwicę. Uwierz mi płacz wcale nie uczyniłby Cie bardziej wiarygodną, wręcz przeciwnie mógłby być syndromem desperacji, a nie faktycznego stanu nerwicowego. Płacz jest oczywiście oznaką nerwicy, ale tylko w przypadku kiedy jest on nieuzasadniony. Apatia natomiast, a więc dokładnie ten stan, w który wpadłaś teraz - ewidentnie zaawansowanej apatii, jest jedną z głównych cech charakterystycznych nerwicy.
Więc przy tej okazji przejdźmy do "po drugie". Stan, w którym się znajdujesz to stan apatyczny właśnie. Uczucie pozornego spokoju. Nie jest to jednak spokój, który towarzyszy chwili, kiedy nerwica luzuje. Jest to dokładnie to o czym pisałaś - obojętność. Wynik zmęczenia skrajnym wzmożeniem nerwicy. Twój organizm, a przede wszystkim umysł nękany tak długo przez natręctwa i lęk po prostu lekko "wysiadł". Wymęczony nie jest w stanie już nawet analizować i dalej się męczyć. Nie jest to uczucie ulgi. To właśnie apatia. Narastający egocentryzm - nie mylić z egoizmem - sprawiał, że nie można przestać myśleć o sobie i nękających lękach, natręctwach, problemach. To bardzo męczące. Stąd reakcja organizmu nie mogła być inna. Czujesz to z tyłu głowy - świetne porównanie - w zasadzie to właśnie tak to wygląda. Siedzi w Tobie to przyczajone i czyha kiedy znów zaatakować. Wróci bo nie nie udało Ci się podjąć z nią walki, ale jeśli już wróci to pamiętaj o racjonalizacji.
Pamiętaj, że w Twoim przypadku racjonalizowanie uczucia w związku to świetna metoda walki z natręctwami. Głównym problemem bowiem wydaje mi się tu być lęk przed utratą partnera (w jakiś odrealniony sposób) lub samego uczucia do niego. To lęk potęguje Twoje natrętne myśli, co więcej, to prawdopodobnie ten sam lęk powoduje, że myśli, które miewa każdy u Ciebie zamieniają się w natręctwa. To Twój umysł zmusza Cie do przerabiania każdego jako potencjalnego partnera seksualnego.
Jesteśmy z Tobą, a sama już świetnie sobie radzisz - w Twoim przypadku wizyta u psychiatry i leki mogą być kluczem do całkowitego wyeliminowania problemu. Pamiętaj także, że psycholog powinien być ostatecznością, a jeśli już się wybierzesz to koniecznie wybieraj tych, którzy nie narzekają na brak pracy - nerwicowcy to dla nich chleb, a sami się go chętnie nie będą pozbywać. Dodatkowo, nie okażą Ci należytego zrozumienia, chociaż ich wiedza pozwoli na odniesienie złudnego wrażenia, że tak właśnie jest to przez brak obcowania na co dzień z nerwicowcami nie będą w stanie Ci w pełni pomóc, ofiarowując jedynie rozmowę "naprowadzającą" często jednak wpychającą w bagno zamiast na tą właściwą ścieżkę.
Wierzę w Ciebie zmęczona - podoba mi się Twój nick, odzwierciedla świetnie okres czasu, przez który mierzysz się z nerwicą, a także stany jak ten, w którym obecnie się znajdujesz - apatycznego wyciszenia i posuchy emocjonalnej. Jest jednak w nim coś co napawa optymizmem - wiara i nadzieja. Nie rezygnujesz nawet po tak długim czasie z prób wyjścia z problemu, nie poddajesz się, a to niesamowity filar w walce z nerwicą. Dlatego wiem, że z małą pomocą świetnie sobie poradzisz i bardzo szybko :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Folkini 31 gru 2012, 01:12
Jeny jeny, brak mi słow. Jak dobrze czytac takie posty jak Twoje Ezekiel. Dzieki Ci! Ja nie jestem zbyt aktywna na tym forum, ale żyje życiem i historią nn w tej odmianie co wszystkich tu. Przed Swietami moj były już chlopak powiedział że kocha mnie ale ze nadal jestem chora i niestety za bardzo sie boji ze znow to zakoncze (kilka razy z nim zrywalam). Na Swieta w domu - mama niecelowo powiedziala zebym sie jeszcze zastanowiła. To jak zapewne kazdy z Was wie - było tylko dolaniem oliwy do ognia - mysli o powrocie ,proszeniu, probie, kontakcie z bylym sie rozpetały. W takim samym stopniu jak wczesniej istnialy o zerwaniu...Ech, wszyscy tu wiecie jak to jest. Ezekiel, juz Ci bardzo dziekuje i mam pytanie jedno...Moze to niezbyt mądre pytanie...ale ja nigdy po wszystkich terapiach, ksiązkach, artykułach, nie potrafiłam tak naprawde pojąc co to jest ta RACJONALIZACJA. W nerwicy to chyba najtrudniejsza rzecz jaka możemy sie nauczyc, pojąc, bo ja niestety nie potrafie pojac i "złapac" jej idei.

Pozdrawiam Was wszystkich już w ostatnim dniu tego roku. Oby w 2013....nas TU juz nie było :P a jesli juz to w roli...dobrych Duchów :)
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
12 lis 2008, 17:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 31 gru 2012, 11:41
Ezekiel, tym razem zrozumiałam, dzięki za odpowiedzi. Zbiore resztki sił i po Nowym Roku umówię się do psychiatry, chyba..........Wkurza mnie też to że kiedyś natręctwa trwały krótko 2 lub 3 tygodnie i przechodziłam do następnego tematu, teraz to trwa od końca sierpnia, jest tak że temat się wyciszasza na moment pojawiają się inne, ale je olewam jest spokój a potem znów temat poprzedni mam dośc choc może po mnie tego nie widac. Chcę spokoju i nie budzic się rano znowu z tymi samymi chorymi myślalmi. Ostatnio zaczęłam więcej jeśc, ciągle coś muszę jeśc, zawsze byłam szczupła więc to akurat mi pasuje bo teraz lepiej wyglądam.
Życzę wszystkim Lepszego 2013 roku tak jak napisła Folkini, "oby w 2013 nas już TU nie było" Nowe Rok niech przyniesie radośc szczęście i ukojenie.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 31 gru 2012, 13:14
Ezekiel ja juz cierpię na nn 3 lata. Mam dosyć duzo postów na tym forum ale jeśli chciałoby Ci się je przejrzec i ocenić moj przypadek było by mi miło!
Też jak nn mi się wycisza to i tak mam wrażenie że cos tam w tej głowie siedzi i dokucza!
Wszystkim życze Szczesliwego Nowego Roku ! :) Wolnego od myśli i analiz ! Bawcie się dobrze! :)
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 31 gru 2012, 16:17
Folkini, dobrze, że poruszyłaś ten temat - bardzo istotnym jest żeby wyjaśnić czym jest racjonalizacja tak z punktu widzenia psychologii jak i mojego własnego punktu widzenia (nieco podrasowałem definicję tego terminu na potrzeby osób cierpiących na nerwicę).
W psychologii racjonalizacja jest niczym innym jak procesem nadawania sensu swoim decyzjom, lękom, natrętnym myślom. Wyobraź sobie, że ogarnęła Cie złość kompletnie nieuzasadniona i w jej przypływie uderzyłaś bliską Ci osobę. Racjonalizacja z punktu widzenia psychologii będzie Ci kazać szukać racjonalnego, a więc logicznego, rozsądnego, normalnego powodu, dla którego zrobiłaś coś czego zrobić w istocie nie chciałaś. Tylko po to by nie dać się zawładnąć przez lęk, natrętne myśli, brak zrozumienia dla swojego zachowania i by szybciej się z tym pogodzić. Tak wiec drogą takiej racjonalizacji powiesz sobie "mógł nie stać obok mnie kiedy byłam zła to bym go nie uderzyła" lub "nie dość, że jestem zła to jeszcze mi się kręci i przeszkadza, zasłużył sobie".
Ta forma racjonalizacji ma dla mnie jedną i ogromną wadę - w ten sposób można racjonalizować wszystko i przy tym nigdy nie odkrywać prawdy, która powoduje pogłębianie się nerwicy. Jest to absurdalna metoda leczenia nerwicy i już tłumaczę dlaczego.
Weźmy na to przykład ojca / męża stosującego agresję wobec dzieci/żony. Dzięki takiej metodzie racjonalizacji może łatwo przekonać samego siebie, że nie robi nic złego, a wręcz przeciwnie "robi to dla dzieci" tudzież "dobra rodziny".
W ten sam sposób nerwicowiec, któremu poleci się taki rodzaj racjonalizacji radzi sobie ze swoimi natrętnymi myślami/lękami. Np. Ty zostawiasz chłopaka, bo na drodze takiej racjonalizacji właśnie wmawiasz sobie, że to wina Twojego partnera, że go nie kochasz, "po prostu to nie jest to".
Istotą absurdu, który rodzi się przez tą racjonalizację jest fakt szukania na siłę przyczyny lęku/natręctwa, podczas gdy tak lęk czy natręctwo w nerwicy jest bezpodstawne - a w zasadzie podstawą jest sama nerwica. To ona wywołuje apatię, prowokuje umysł by ciąg myślowy zamienił się w paranoje. Jest to sposób eliminacji sytuacji lękotwórczych - a to z kolei nic innego jak uciekanie od problemu. Tak jak w przypadku gdy cytowałem księdza de Mello - uciekanie od problemu by poczuć ulgę nie ma jednak nic wspólnego z uzdrowieniem, a więc nigdy w ten sposób nie wyleczysz się z nerwicy. Wręcz przeciwnie, ponowne nawroty nerwicy w przypadku uciekania od problematycznych sytuacji (należy pamiętać, że to nerwica czyni je problematycznymi) w taką racjonalizację prowadzą do wzrostu aktywności nerwicy w późniejszych nawrotach. Jest to związane z wyczerpywaniem się "powodów" sytuacji lękotwórczych. To z kolei powoduje pogłębianie się aspołecznych zachowań, brak zaufania do własnych myśli i przez to ciężko jest potem znaleźć w sobie radość z czegokolwiek, a już w ogóle z relacji z ludźmi.
W związku z tym, to co ja proponuje, a co wydaje się sprawdzać z doświadczenia - to lekko zmodyfikowana racjonalizacja, taka - nazwijmy to roboczo dla odróżnienia od tej z punktu widzenia psychologii - racjonalizacja odwrócona.
O ile w ta zalecana racjonalizacja przez psychologów ma sens w przypadku prostych sytuacji życiowych jak niepowodzenia w realizacji celów - można np wmówić sobie, że przecież nie muszę być najlepsza w całej orkiestrze w grze na skrzypcach, a poza tym oceniający mnie na koncertach mogą mieć inne zdanie niż Ci, którzy decydują o tym w szkole. To świetna postawa, która pomoże walczyć z depresją, ale w przypadku nerwicowych zaburzeń emocjonalnych, gdzie w grę wchodzą wyższe uczucia tudzież relacje z bliskimi jest to absurdalne. Prowadzić będzie bowiem do konfliktów, rozpadów, psucia się relacji, apatii i uczucia wyalienowania lub co gorsza wewnętrznej goryczy, którą większość z Was wyraża przez wątpliwości co do uczucia do partnera.
Dlatego to co proponuję to nie metoda "dobierania" jakiegokolwiek argumentu wyglądającego na rozsądny i pasującego do sytuacji (tak jak pisałem wcześniej - "mógł tutaj nie stać, to jego wina"), ale właśnie nawet jeśli miałoby to wiązać się z jakimś wewnętrznym bólem, koniecznością przełknięcia gorzkiej chwili (egocentryzm często nie pozwala nerwicowcom uwierzyć, że to Oni są winni czegoś co zrobili) to i tak warto (jeszcze raz odwołuję się do Anthony'ego de Mello - uzdrowienie musi wiązać się z chęcią stawienia czoła nawet cierpieniu). W takiej formie racjonalizacji należy spojrzeć na sytuację z zewnątrz tak jakby nie dotyczyła mnie. Uderzyłaś partnera? Wyobraź sobie, że to Twoja przyjaciółka uderzyła swojego partnera w napadzie bezzasadnej złości - jak myślisz kto powinien przeprosić? Nie musisz pytać dlaczego go uderzyła - pamiętaj, że tą przyjaciółką jesteś Ty sama i wiesz, że powodem była złość, która nie wiedzieć czemu akurat Cie napadła. Racjonalizujesz więc - moja przyjaciółka uderzyła partnera tylko dlatego, że miała "humor" była "zła" bez powodu. To ewidentnie jej wina! Niech przeprosi! Co w tym złego? Przecież to jej faceta - zrozumie i wybaczy jeśli przeprosi. Co miałoby przeszkodzić jej w przeprosinach? Duma? Przecież każdy miewa gorsze chwile. Potem wracasz do własnego umysłu, do sytuacji, w której się znajdujesz i już masz racjonalny, ale co najważniejsze prawdziwy powód tego co się stało. Nawet jeśli nie rozumiesz dlaczego miałaś napad złości - od razu powiem Ci dlaczego - to nerwica, bezzasadne napady agresji, płaczu, apatia, brak zdolności do odczuwania romantycznych uczuć (miłość, radość, szczęście, sympatia) to wynik nerwicy, która tak organizuje myśli nerwicowca, że ciąg, który z nich powstaje jest paranoiczny i samowystarczalny, a więc zabija wszelkie emocje i uczucia.
Racjonalizuj więc w taki sposób by spróbować postawić się na zewnątrz sytuacji i przeanalizować swoje zachowanie - jeśli będziesz mieć problem - napisz. Jesteś anonimowa, a może postaram się Ci jakoś pomóc samej dojść do tego jak właściwie zracjonalizować konkretną sytuację.
Rzuciłaś byłego - dlaczego? Bo nic nie czułaś? Dlaczego nic nie czułaś? Czy On właściwie jest gorszy od innych, czy może wręcz przeciwnie - lepszy? Czy zatem nie jest dziwnie nierozsądnym, że nie czuję nic do niego? Czy problem nie leży we mnie - w mojej nerwicy? Czy czasami nie ma wszystkiego co chciałam mieć w facecie, a mimo to nie potrafię nic poczuć - czy czuję więc coś do innego faceta? Nie prawda? Więc dlaczego go zostawiam, dlaczego poddaję pod wątpliwość własne uczucia, do których odczuwania w danej chwili po prostu straciłam zdolność?
Nie bój się pytań. Twój umysł i tak nad to analizuje, ale w nerwicy często człowiek boi się zadawać pytania samemu sobie - jest to mechanizm "wykluczenia" o którym pisałem wcześniej. Wykluczenia nerwicy jak przyczyny problematycznych sytuacji. Dlaczego? Bo nerwica wiąże się z moim udziałem w problemie, a to przecież nie ja jestem problemem prawda? Ano i tak i nie! Nie Ty jesteś problemem, ale jest nim Twoja nerwica, nie wykluczaj tego, nie usprawiedliwiaj ani siebie ani przede wszystkim swojej nerwicy. To będzie prowadziło do narastających problemów emocjonalnych.
Co blokuje Cie przed powrotem do faceta? Chciałaś wrócić, a On się boi? Czy to ugodziło Tobie? Czy fakt, że sugestia mamy (bądź co bądź bardzo rozsądna i ewidentnie z troską o Ciebie i partnera) nie ugodził w Twoją dumę? Tak, często to duma, którą właśnie potęgują zaburzenia emocjonalne związane z nerwicą prowadzą do szaleńczego ciągu myślowego przeplatanego to lękiem, to złością , to wątpliwościami i wreszcie pełnym natręctw łańcuchu myśli, tych o których pisałaś (mysli o powrocie ,proszeniu, probie, kontakcie z bylym). W końcu duma wygrywa prawda? Bo niby jak miałabyś sobie poradzić z uczuciem, że to niby Ty miałabyś poprosić o zrozumienie, o powrót do Ciebie. Jak poradzić sobie z pytaniami bliskich, ewentualnymi docinkami ze strony znajomych czy rodziny, jak poradzić sobie z wątpliwościami, które ciągle Cie nie przestały nękać, bo skąd wiadomo, że to nie wróci, że jest sens? Wreszcie jak podjąć się jeszcze jednej próby, teraz gdy już tak długo nie jesteśmy razem?
Ja poradziłbym Ci mimo wszystko - spróbuj nawiązać kontakt, może pokaż mu jakieś informacje o nerwicy, niech poczyta. Nawet jeśli wie już co to jest i jak działa - pokaż mu może część swoich postów. Niech wie jak to przejawia się w Twoim umyśle. Wiem, że prosto jest tak powiedzieć, ale jeśli chciałabyś spróbować ponownie kiedy już drogą racjonalizacji dojdziesz do tego, że to w zasadzie gdzieś "we mnie" leży problem, a jak go przetrzymam to będę miała wspaniałego partnera, który przecież przetrwał najgorsze chwile ze mną to zrób to po prostu. Idź do niego, daj mu do zrozumienia, że rozumiesz, że może sobie z tym nie radzić skoro Ty sama sobie z tym nie radzisz i próbuj racjonalizować każde swoje zachowania, a zobaczysz - uda się Wam i uda się Wam być razem szczęśliwymi:)

zmęczona1, Poradzisz sobie, musisz też więcej racjonalizować. Zapamiętajcie przede wszystkim, że nie da się wyleczyć z nerwicy, to bardzo istotne. Z dwóch powodów, zawsze będzie wracać natrętna myśl, a po drugie być może nerwica to choroba jak mawia Pan Szaffer. Jest to stan emocjonalny, który należy zaakceptować. Kiedy już przestaniesz szukać na siłę leku na nerwicę zrozumiesz, że w zasadzie nie ma problemu. Kiedy zaakceptujesz to w sobie, natręctwa powoli ustaną, a nowe będą po prostu przechodzić - tak jak to jest u zdrowego człowieka.
Nie przechodzą Ci natręctwa, a nawet się nasilają właśnie dlatego, że ograniczało się to u Ciebie do "zmęczenia materiału". Nie próbowałaś racjonalizować, to po prostu uciekało od Ciebie kiedy już nie miałaś siły z tym walczyć, ale było gdzieś z tyłu głowy tak jak to sama napisałaś. Tak jak pisałem - natręctwa będą wracać ze zdwojoną siłą jeśli nie podejmie się prób walki z nimi przez racjonalizowanie swojego emocjonalnego stanu - przez pogodzenie się z tym i stanięcie w prawdzie przez samym sobą i swoją nerwicą.
Nigdy nie mów sobie, że masz dość. W przypadku nerwicowców bardzo łatwo samemu sobie wmówić, a wtedy właśnie przez poddanie się uciekasz od problemów, a pamiętaj ucieczka nigdy nie jest rozwiązaniem - powoduje uczucie ulgi, ale jednocześnie poczucie, że ten problem siedzi gdzieś w nas przyczajony, a co gorsza wraca ze zdwojoną siłą. Dobrze, że jesz więcej - wagę w razie potrzeby zawsze można zgubić, ale dożywianie się doda sił w walce ze stresującą bardzo nerwicą:)
Spróbuj uwierzyć, wmawiaj sobie, że dasz radę - tu ten jeden raz zastosuj tą psychologiczną wersję racjonalizacji - wmawiaj sobie, że tak jest po prostu rozsądnie, że przecież jesteś silniejsza od nerwicy :) a może jak mawiał Goebbels - tylko pamiętaj, że tylko w tym przypadku możesz to stosować - kłam kłam kłam, okłamiesz sto razy - kłamstwo stanie się prawdą. W tym przypadku jednak to nie kłamstwo - wmawiaj sobie coś w co po prostu nie możesz uwierzyć dotąd aż uwierzysz, a wiesz dlaczego? Bo możesz z tym wygrać. :)

agucha, daj mi trochę czasu. Jeśli nie dziś, to na pewno jutro Ci odpowiem.

Również życzę wszystkim szczęśliwego 2013 roku i pokuszę się o coś więcej niż Wy:) - wiem, że nie potrzebne jest tu żadne "oby", bo wiem i jestem przekonany, że z odrobiną pomocy Wszyscy sobie doskonale poradzicie i już niedługo Wasze doświadczenie w walce z nerwicą będzie tylko i wyłącznie służyć innym :)
Jeszcze raz najlepszego!
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 22 gości

Przeskocz do