Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez matilda 09 lip 2011, 16:00
Zagubiona13, trzymam za Ciebie kciuki Kochana !!! ;)

Nerwica to jest w ogóle bardzo sprytny przeciwnik. Najgorzej jest wtedy kiedy myśli ustępują na chwilę, by za moment zacząć od nowa to samo ... Nie wiem jak to działa u Was, ale np. ja myślę sobie, że w ogóle nie umiem kochać, że muszę być chora psychicznie albo że wmawiam sobie to uczucie, bo mój mężczyzna jest taki wspaniały, że chcę z Nim być za wszelką cenę. Takie myśli męczą najbardziej. ;/

W poprzednim związku, kiedy dopadły mnie te myśli, potrafiłam bez przerwy siedzieć na portalach, czytać o tym, czym jest miłość lub płakać, całe dnie. Czułam się wyczerpana. Tym razem nie chcę stracić nikogo z powodu choroby.
To ja chcę być przy ukochanym, a nie nerwica !

Być może idealizuję swojego partnera, ale mimo że w głowie gromadzi mi się tysiąc myśli na temat tego, że On nie jest dla mnie, ja wiem, że trafiłam na dobrego, czułego, odpowiedzialnego człowieka.

Ufff ... Bywa ciężko. Ale głowa do góry ! Ludzie zdradzają, kłamią i nie mają wyrzutów sumienia, a my martwimy się, że nie kochamy, podczas gdy zależy nam na drugiej osobie jak na nikim innym. ;)

pozdrawiam !
matilda
Offline

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 11 lip 2011, 15:03
Witajcie!! Wpadłam na taki pomysł żeby poprawić nam wszystkim samopoczucie i żebyśmy wszyscy raz na zawsze wyleczyli się z tego paskudnego natręctwa.

Pomysł jest taki albo w tym temacie albo w nowo założonym pod nazwą "terapia naszego problemu" albo innym zaproponowanym przez nas tu zgromadzonych wypisali wszystkie nasze myśli które przychodzą nam na ten paskudny temat o "co gdybym przestała kochać"...
Wszyscy mam nadzieję wiemy że to jest tylko natręctwo myślowe, ja jestem o tym przekonana bo jest nas tylu w tym temacie jedno przychodzą inni odchodzą a potem wracają itp. Później żebyśmy wypisali nasze wspólne cechy które charakteryzują nasz problem... teraz będę strzelać DDA, uzależnienie psychiczne od naszych partnerów, lęk przed wiązaniem się na stałe przed założeniem rodziny, nie zaspokajanie naszych potrzeb przez naszych partnerów, kochanie za bardzo, mechanizm obronny na to że możemy ich stracić itp...

Wydaje mi się że wiele nas łączy temat natręctwa, strach przed nim, kto nas lepiej rozumie niż my sami którzy przeżywają to samo na co dzień i to ze boimy się tego samego i to że kochamy co jest niezaprzeczalne, to że nerwica właśnie uderzyła w to co naprawę kochamy czyli w naszych biednych facetów i nasze biedne dziewczyny...

Sądzę tez, że możemy sobie naprawę pomóc przeanalizować to wszystko od początku do końca, gdy to wszystko przegadamy, zobaczymy że łączy nas nie tylko temat natręctwa ale i też jego podłoże tak myślę... Gdy czytam wasze posty a robię to od kilku lat czasami tez się udzielam (jakis rok temu) to tak jakbym czytała swoje myśli. DLATEGO UWAŻAM ŻE MOŻEMY SOBIE POMÓC SAMI.
Obecnie chodzę na terapie ale nie rozmawiam o tym problemie zbyt wiele bo może się boje usłyszeć najgorszego...
Kiedyś powiedziałam o tym na wizycie u psychiatry i usłyszałam że życie jest różne i że nasz umysł się zmienia a co za tym idzie lepiej się nie wiązać na stałe bo możemy się odkochać.... teraz to już się boje oddzywać bo wiem że nie spotkam się ze zrozumieniem kogoś kto tego nie przeżył na własnej skórze...

Nie wiem co myślicie na temat tego pomysłu czekam na każdego posta z Waszą opinią czy zakładamy nowy temat a ten zostawiamy na tzw "jęczarnię i wyżalenie się czy piszemy wszystko tutaj. Nie wiem też czy w ogóle jesteście za tym pomysłem czy to co tutaj piszemy w tym temacie jest wystarczająco uspokajające dla nas??

piikipokis witam się serdecznie znowu w temacie, bardzo mi przykro że musiałaś do nas wrócić ale z drugiej strony miło mi spotkać żywą legendę, założycielkę tego tematu, która dała mi wiarę i uświadomiła mi że to tylko natręctwo myślowe i lęk... i że nie tylko ja tam mam, także bardzo Ci za to dziękuje i miło mi Cię poznać bo znam Cię tylko z tego co czytałam godzinami zapłakana kilka lat tamu...

Czekam na Waszą opinię i witam Was po roku nieobecności...
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 11 lip 2011, 17:29
Dobry pomysł Inko87,co prawda nie mam tego problemu,ale obserwuje ten temat od dawna...i wydaje mi się,że Twój pomysł jest lepszy.
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 12 lip 2011, 13:52
człowiek nerwica, dzięki za poparcie, ale widzę że coś tutaj cicho i czekam na odpowiedzi osób których dotyczy ten problem pozdrawiam
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 12 lip 2011, 16:08
Ja miałem tak jak matilda z tym czytaniem o miłości, uczuciu i płaczu. W dalszym ciągu wyczerpuje mnie jednak jedna rzecz. Lubię się przytulać itp, ale nie znoszę jak powiedzmy mnie zaczyna obcałowywać... ściska mnie wtedy w brzuchu i denerwuje się i mam ochotę krzyknąć "ODWAL SIĘ!!" SZczególnie jak robi to rano kiedy ja jestem na wpół senny. Zaś ja kiedy mam ochotę całować ( ale jedynie po polikach ) to jest ok...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez matilda 12 lip 2011, 19:38
Carlos, każdy z nas bywa zmęczony lub drażni go nadmiar czułości, nawet ze strony partnera ! Jednak osoba zdrowa, nie przywiązuje do tego wagi, po prostu nie lubi i już, i na pewno nie raz krzyknie "odwal się !" lub nawet gorzej ... Wierz mi. Nie przyzwalasz sobie na żadne z zachowań, które mogą kojarzyć się negatywnie, być może ze strachu, że jest to dowód na to, że nie kochasz swojej dziewczyny. Nie daj się! ;)

Inka87, popieram Twój pomysł. To pozwoliłoby jakoś 'ogarnąć' panujący tu chaos ... ;)
Mi osobiście towarzyszy zawsze bardzo dużo obaw i myśli, ale postaram się wypisać te, które uważam za najistotniejsze.

* podczas myśli, częste ataki paniki. uczucie jakbym stała pod murem i nie miała ucieczki. [w stylu "jestem pewna, że nie kocham. rozstaję się. ale przecież nie chcę. zwariowałam!"]. potem i tak myślę w kółko i:
* mam wrażenie, że nic nie wiem. w sensie: nie ufam swoim uczuciom, właściwie nie wiem co czuję, czy kocham, czego chcę. a nawet kim jestem. bardzo wyniszczające. ;/
* bywam pewna, że jestem chora psychicznie i niezdolna do miłości. [jakbym była jedynym takim przypadkiem]
* myśl zawsze przychodzi w jednym momencie. kocham a tu bum ! nie jest wynikiem długich rozmyślań, czy np. nieporozumienia między mną a partnerem
* lęk przed spotkaniem z partnerem, największy 'na chwilę przed'. panika...
* przyglądanie się partnerowi, wynajdywanie wad, "zupełnie mi się nie podoba, jest głupi, jest brzydki"
* lęk przed tym, że skoro nie kocham mogę zakochać się w kimś innym, że mogę zdradzić lub że w ogóle już kocham kogoś innego
* myśl, że nie kocham, ale oszukuję siebie, boję się odejść, bo on jest taki dobry. [wyjątkowo wyniszczająca], myśl, że jestem skazana na niego = cierpienie ;/ [absurdalne!]
* prawdziwe, myślowe 'ciagi' - można myśleć i ANALIZOWAĆ w każdej pozycji, miejscu, nawet przebywając obok partnera [wtedy przede wszystkim ...]. myśli się ciągle i w kółko. myśli, mimo że za każdym razem to wygląda mniej więcej tak samo:

"nie kocham" --- "ale przecież chę kochać" ---> "a więc kocham" --- "ale skoro się nad tym zastanawiam to nie kocham" ---> "ojej, naprawdę nie kocham" [panika] --- tutaj bardzo różnie: przywoływanie różnych wspólnych momentów, zastanawianie się nad tym jak wyglądały początki [nawet jeśli wtedy byliśmy bardzo zakochani, teraz to podważam] i wiele innych absurdalnych myśli i lęków.
i w kółko to samo ;)

** mimo tych myśli, obawiam się też, że on mnie zostawi, bo w mojej wizji związek powinien zostać zakładany na zawsze, a prawdziwa miłość, przezwycięży wszystko; że rozstanie to pójście na łatwiznę, bo zawsze znajdzie się ktoś piękniejszy/mądrzejszy, a miłość to wiara w drugiego człowieka. nie jestem jakąś zagorzałą katoliczką, ale taki mam pogląd na związek.
a więc: boję się też odrzucenia z jego strony, a przez swoje neurotyczne myśli mam wrażenie, że on zmarnuje sobie przy mnie życie.


ufff. to pewnie nie wszystko o czym chciałam wspomnieć, ale na pewno najważniejsze aspekty. ciekawe jak jest u Was.

pozdrawiam ! ;)

-- 13 lip 2011, 15:29 --

Kochani, od wczoraj nie ma odzewu, a ja mam dzisiaj ciężki dzień. Zazwyczaj napady myśli łączę z trudnymi i stresującymi okresami w moim życiu jak np. kłótnia z pijanym tatą lub nowa praca. Ostatnio skumulowało się dużo tych złych chwil i jestem szczerze zdezorientowana.
Dzisiaj nie dają mi spokoju myśli, że "nie jestem nic warta, mój chłopak musi się o tym dowiedzieć i ze mną zerwać".
Rozpamiętuję wydarzenia sprzed naszego związku i mam ogromne poczucie winy. W tamtym czasie spotykałam się z kilkoma mężczyznami, nie były to wielkie miłości, choć wiem, że sama podświadomie szukałam poczucia bezpieczeństwa i uczucia. Niestety z dwoma poszłam do łóżka. Bardzo tego żałowałam, bo kłóciło się to z moimi wartościami. Dzisiaj mam poczucie, że muszę o tym opowiedzieć swojemu chłopakowi raz jeszcze (on wie o każdym z nich), ze szczegółami, bo to nie jest możliwe, żeby on mi wybaczył coś takiego. Przecież jestem do niczego. ;/
I druga rzecz - zanim byliśmy parą, długo znaliśmy się wcześniej. Swojego obecnego chłopaka nigdy nie traktowałam poważnie. Nie obrażałam go, ale np. w rozmowach ze znajomymi żartowaliśmy z niego. Zawsze go lubiłam, po prostu wtedy nie widziałam niczego złego w tym, że śmiejemy się z X. bo był taki uczuciowy, pięknie mówił. Był mi obojętny. Nie mogę sobie tego darować. Słuchajcie, czy mam mu dokładnie o tym opowiedzieć ? Z czego żartowałam itp. ? (oczywiście, ja już mu powiedziałam, że miałam go kiedyś za kogo innego i nie traktowałam serio, ale dla niego ważniejsze jest to, że teraz jesteśmy razem i jest zupełnie inaczej.

Kochani, strasznie mi źle ze samą sobą. Jestem obrzydliwa i sama sobie szkodzę swoim długim jęzorem. ;/
Bardzo kocham X. (choć mam myśli, że wcale nie kocham !) i chcę z nim być jak najdłużej. Chcę zmienić siebie. Żyć spokojnie, bez tego wszystkiego ...

matilda
matilda
Offline

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 15 lip 2011, 11:35
Inka87
Ja też uważam, że idea jest świetna - oczywiście już z entuzjazmem chciałam zacząć pisać co i jak...iii nagle, zaczęłam się bać afiszować z problemem :( wiem, że mnie zrozumiecie -mam tylko Was w tej kwestii, a jednocześnie boję się krytyki i oceny :( ale tak mam ze wszystkim.Czuje wielką ulgę czytając Wasze posty - Matylda, Kochana, pod Twoim ostatnim mogę się podpisać lewą nogą i prawym łokciem :)jednak boję się tego czytać bo panikuję za nas wszystkich=( muszę ciągle walczyć z jakimś rozkapryszonym dzieciakiem wewnątrz mnie (znam go dobrze)żeby doprowadzać postanowienia do końca...Chciałabym się zaangażować w projekt niemniej może być ze mną różnie - postaram się być dla Was wsparciem :)iiiiii tutaj jednak proponuje założyć - nawet po wcześniejszym uzgodnieniu z władzami forum - żeby niczego nie powtórzyć jakiś nowy temat, dział cokolwiek bo to dość intymna kwestia a nie każdy może chcieć czytać jakie Zagubiona ma poronione jazdy :P obawiam się tez troszkę, że zamkniemy się w okrojonym kręgu dziewczyny:) i temat umrze - także sama juz nie wiem czy zakładać czy pozostać tutaj. czy może załóżmy temat typu "muszę to z siebie wyrzucić" i tu rozładowujmy frustracje?
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 15 lip 2011, 13:18
Witajcie, przepraszam że nie było mnie tutaj przez kilka dni, byłam zawalona pracą i codziennie wracałam o 22 po dwóch zmianach... (okres urlopów i brak czasu)... Dzisiaj jadę na terapię i myślę że jutro coś więcej napisze bo już widzę pewne związki między naszymi odczuciami, ale to gdy będę miała więcej czasu. Jeśli mogę coś napisać skąd taki pomysł mi się wziął to tak ukończyłam psychologię (poszłam na nią oczywiście z kilku kwestii a jedną z nich jest to że myślałam że jak się wszystkiego nauczę odnośnie psychologii to będę umiała pomóc sama sobie). Mam nadzieję, że chociaż na coś przydają się moje studia i może pomogę Was i sobie też.

matilda, ja również pospisuje się pod Twoim postem rękami i nogami mam identyczne odczucia punkt po punkcie, u mnie też występuje to nagle, przy codziennych czynnościach nagle bum i ta myśl obrzydliwa...
U mnie w bardzo dużym stopniu występują potem wyrzuty sumienia, że jak mogę tak myśleć jestem okrutna, zdradzam go psychicznie, on jest taki cudowny tyle dla mnie robi, a ja jestem taka i mam takie myśli to mnie chyba najbardziej dobija w tym wszystkim.

zagubiona13, nic się nie martw, ja gdy napisałam Wam o tym problemie przez chwilę byłam zadowolona że mam taki plan i że to może wypalić, a potem znowu myśli "jejku a jak dowiemy się wszystkie czegoś czego się tak naprawę boimy", ale prawda jest taka że po pierwsze, to są tylko nasze myśli, po drugie jestem przekonana w 100% że to lęk, po trzecie zobaczycie że z tego wyjdziemy razem... i to co przeanalizujemy tylko nam pomoże "wyleczyć się".

Mam do Was kilka pytań odnośnie naszej analizy...
1.Czy ktoś z Was jest DDA?? DDD??
2.Jeśli tak to które z rodziców piło??
3.Czy Wasi faceci i dziewczyny są podobne w jakiś kwestiach do Waszych rodziców??
4.Jeśli tak to w jakich i do którego??
5.Czy planujecie ślub z Waszymi partnerami??
6.Czy Wasi partnerzy wiedzą o Waszych myślach??
7.Jeśli tak to jak zareagowali??
7.Czy oprócz tych myśli macie inne zaburzenia nerwicę lękową, depresję??
8.Czy w Waszych lękach, depresji macie wsparcie u Waszych partnerów, czy są dla Was oparcie, możecie liczyć na ich wsparcie?? Czy Was rozumieją, lub starają się zrozumieć, jak to okazują??
9.Czy macie wsparcie u jakiegoś członka Waszej rodziny lub u jakiegoś przyjaciela, który wie o problemie??

Na razie tylko takie kwestie przychodzą mi na myśl. Zobaczymy co napiszecie..
Pozdrawiam
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez matilda 15 lip 2011, 14:51
Droga, Inko.

1,2. Mój tata jest alkoholikiem. Wpada w tzw. ciągi. Zawsze obwiniam sytuację rodzinną o moje problemy. Mamę mam naprawdę dobrą, szczęśliwie ułożyła sobie życie ok. 1 roku temu.
3,4. Jestem wyczulona na kwestię picia alkoholu. Na szczęście mój chłopak nie ma z tym problemu, ale potrafię się zamartwiać myślami w stylu: "No tak, on jest nieodpowiedzialny. Zniszczy mi życie tak jak tata mamie." W ogóle czuję mętlik. Mam kłopot z zaufaniem X. w stu procentach.
5. Planowałam ślub jak tylko wiedziałam, że jestem zakochana. (; Dla mnie związek powinien być zakładany z myślą, że na zawsze.
6. Nie powiedziałam X. o tym, że zastanawiam się nad tym czy go kocham. On wie, że należę do osób, które dużo analizują.
Powiedziałam o tym mojemu poprzedniemu chłopakowi. To była tragedia. Radzę nie mówić tego, czego nie jesteśmy pewne ! Raz - wzmacniamy lęk, dwa - martwimy drugą osobę, to dla niej abstrakcyjna rzecz. Bo jak niby można nie wiedzieć ?
7.Mój poprzedni chłopak poczuł się niekochany i już. Miał podejrzenia, nie rozumiał, myślę, że zaczął uważać za chorą psychicznie.
Płakałam mówiąc, że nie kocham, ale za chwilę mi przejdzie. I tak podziwiam go za to, że potem długo ze mną był.
Osobiście uważam, że tamujemy sobie drogę do wyleczenia mówiąc o tym partnerom ! Powiedzmy, ale jeśli będziemy wiedzieć, że nie kochamy, że chcemy się rozstać. Jestem jednak pewna, że każda osoba tutaj kocha i przeraża ją taka myśl. A to potwierdza nerwicę. (;
8. Nikt nie zdiagnozował u mnie nerwicy, ale to taki paradoks, bo ja już wolę ją mieć niż się rozstać. Sama jestem pewna, że jestem neurotyczką. Mam napady lęku, różne natrętne myśli. Nie umiem z tym skutecznie walczyć, ale jestem świadoma swojej psychiki.
Depresja ? Tak. Jestem słaba psychicznie i często nie widzę sensu, boję się wielu rzeczy. Jednak w ogóle tego nie widać. Może czasem. Jestem tu po to aby rozwiać smutki, myśli, chcę się cieszyć drobiazgami. (;
9.Mój chłopak jest naprawdę wspaniały. Podobnie myśli jak ja, o rodzinie, dzieciach. Mamy oboje po 21 lat! Jednak ja i tak wyszukuję wad.
10.Mam osoby, które wiedzą o stanach przygnębienia. Jedną z nich i przede wszystkim jest osoba z forum, którą poznałam ok 2,5 lat temu, właśnie tutaj. Ona wszystko rozumie, mamy po prostu niemal identyczne problemy.
matilda
Offline

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 22 lip 2011, 22:46
Kurcze co tu tak cicho czy wszyscy się już wyleczyli??

matilda, Ja na wszystkie punty z Twojej listy powyżej odpowiedziałabym tak samo, czyli jest między nami jakaś zależność jak widać.

Napiszcie co tam u Was...u mnie ostatnio tak w miarę czuję się trochę lepiej...
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 24 lip 2011, 20:50
hej, hej
Wybaczcie moje milczenie urlopowałam siem:)
chętnie odpowiem na pytania
1.Nie mam postawionej typowej diagnozy przez specjalistę - próbował, ale ja uciekłam przed nią.Skończyłam resocjalizację - z uzależnieniami i współuzależnieniami jestem za pan brat.Wiem, że mam cechy typowe dla dda.
2.Oboje rodzice pili.Jednak "przebywałam" w większej części z alkoholizmem mamy (rodzice nie są po rozwodzie mieszkamy i mieszkaliśmy wszyscy razem - jednak tata jakby nie uczestniczył w moim życiu - wychowywał mnie w weekendy po piciu...)
3-4.podobnie jak matilda.Ja jestem przyzwyczajona do ojca tyrana, furiata - pijącego mój X jest zupełnie inny.NIE PIJE ale jest furiatem.ja zreszta też :shock: patologia...;)nerwusy z nas i to jedyne co łączy naszą trójkę.Mam fatalne wzorce
jeżeli chodzi o zachowanie faceta, czasem wściekam się gdy mój X jest dla mnie za miły - bo to świadczy o słabości i takie myślenie też mnie boli...
5.Jesteśmy zaręczeni.Wcześniej planowałam ślub cała w skowronkach - jednak im to bardziej realistyczne - to nie pozostaje tylko w sferze marzeń tym większa panika.Ale też i większa pewność: jeżeli się pobierzemy mimo tego co mnie męczy - to tylko utwierdzi mnie w przekonaniu, że go kocham nad życie...kto w naszej sytuacji wziąłby ślub?odkąd mam te jazdy a to już boooże niebawem rok - dzień w dzień to samo nie myślę o slubie - choćby dlatego,że moje myśli skupione są wokół lęków i cholernych natręctw...
6.Mój Skarb też nie wie o nękających mnie myslach.nieby cos tam kiedyś próbowałam mu przemycać ale bardzo delikatnie.Jednak uważam że nie wolno siać w związku paniki - bo gdyby on nie miał sił, ja tym bardziej bym ich nie miała. Jakoś sobie radzę sama.Nie chcę go straszyć, nie zasługuje na to.
8.Tak. Jako dziecko cierpiałam na nerwicę żołądkową miała podłoże lękowe.chodziło o tatę.Wyjechał jak byłam dzieckiem - byłam strasznie zżyta.A potem nerwica lękowa w czystej postaci.w sumie tak sięgając wstecz pamiętam jak jako mała dziewczynka budziałm się rano z myślą co bd jak rodzice umrą.Pamiętam, że trochę to trwało i pamiętam to napięcie jakie temu towarzyszyło.Depresja? miałam raczej stany depresyjne - chwilowe.jednak gdy zaczęło się moje piekło tak na dobre - nic mnie od tamtej pory nie cieszy.Przez jakieś 4 mc nie umiałam rozmawiać z ludźmi męczyli mnie - najchętniej nie wychodziłabym z łóżka.nie płakałam...nie miałam siły.Teraz? Uśmiecham się ale się nie śmieje.Życie przestało byc kolorowe.
9,10.Nienawidzę użalania się nad sobą.Wiem, że nasz stan jest ciężki, trudny.Nie każdy ma obowiązek mieć siłę do podnoszenia mnie.ja nie dałabym rady. Rozmiawiam z X wiem, że moge na niego liczyć, ale nie chcę go sobą obiążać nie chcę być dla nikogo ciężąrem. Nie chcę pomocy najbliższych w tym rodziny,mogliby nie zrozumieć.próbowałam z siostrą.nie czułam innej ulgi oprócz tej która towarzyszy mi gdy spojrzę na swoje problemy z dystansem.
ufff :)a co u mnie?dalej na emocjonalnym rollercoasterze...sekundy gdzie jest pięknie a potem piekło.I tak w kółko
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kini. 27 lip 2011, 00:11
1. Tak, jedno, i drugie, wprawdzie bezpośrednio nie stwierdzone przez specjalistę, ale większość cech charakterystycznych dla dda i ddd posiadam.
2. Ojciec pił za czasów mojego wczesnego dzieciństwa, później wyjechał na stałe za granicę. Moja mama nie żyje, zmarła na raka gdy byłam jeszcze przedszkolakiem. Wychowywała mnie starsza siostra. Nie mam żadnego wzorca związku, rodziny.
3. Mój partner jest zupełnie inny, niż ojciec. Dokładnie taki, jakiego zawsze chciałam mieć: spokojny, wrażliwy, czuły, oddany. Ale paradoksalnie nie potrafię sobie radzić z jego dobrocią. Często podświadomie oczekuję od niego cech mojego ojca: stanowczości, szorstkości, pewności siebie. Bezsens, wiem.
4. Jest podobny do mamy, podobno dobrej, ciepłej kobiety.
5. Generalnie tak. Ale bez konkretów. Raczej w dalszej przyszłości, mamy po 21 lat.
6. Powiedziałam raz, na samym początku całej tej schizy, przeraził się i rozpłakał. Nie rozumiał, jak można mieć wątpliwości w miłości. Uspokoiłam go wtedy i powiedziałam, że to tylko gorszy dzień. Później nic już nie mówiłam. Ale zauważał, że trochę inaczej się zachowuję, tłumaczyłam to stresem na uczelni.
7. Niestwierdzone, bo nie bywałam u specjalistów. Jestem słaba psychicznie, impulsywna, wszystko analizuję. Mam wiele lęków, np. przed ciemnością, burzą. Boję się zostawać sama w domu, czasem nawet zasypiać sama w łóżku. Do tego przesadna perfekcja we wszystkim, pedantyzm, obgryzanie paznokci.
8. Nie mam bezpośredniego wsparcia, bo on o tym po prostu nie wie.
9. Niestety nie, poza jedną osobą o podobnym problemie z forum. Mówiłam też raz koleżance, ale nie zrozumiała i nie ciągnęłam tego tematu dalej.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
05 kwi 2011, 20:15

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez unlucky_girl 01 sie 2011, 01:20
Nie wiem od czego mam zacząć:( od pol roku mam chlopaka, wszystko bylo super, bylam szczesliwa az niewiele ponad tydzien temu wszystko sie zmienilo...zaczelam miec mysli ze go nie kocham i musze go zostawic...mysli te wywolywaly u mnie paniczy lek i placz...powiedzialam o wszystkim mojemu chlopakowi ale on sie nie poddal i trwal przy mnie, pocieszal ze to tylko zle mysli...ale one nie przechodza, zamienily sie w stala emocje, ze go nie kocham, jak jest przy mnie to nie moge zniesc jego obecnosci, mam staly niepokoj, dzisiaj byl u mnie ale kazalam mu jechac do domu, powiedzialam zeby dal mi spokoj...wiem ze zachowalam sie okrutnie i to dodatkowo mnie doluje...Nie wiem juz co sie ze mna dzieje, czy to sa natrectwa czy ja juz naprawde go nie kocham?Jak pomysle o nim, ze mamy sie spotkac to znow czuje ze nie chce, ze nic nie czuje do niego ale jednoczesnie za nim tesknie..Trudno to wyjasnic...Co ja mam robic? Kiedys cierpialam na natrectwa na tle seksualnym, od dwoch lat mialam jednak spokoj z myslami natretnymi, teraz zmniejszono mi dawke lekow i to zbieglo sie z pojawieniem sie nowych mysli a raczej uczuc natretnych( mozna to tak nazwac wogole?). Nie wiem czy to jednak od odstawienia czy jednak moje uczucie wygaslo?Prosze pomozcie...:(
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
27 lut 2010, 21:08

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 01 sie 2011, 12:47
unlucky_girl napisał(a):Nie wiem od czego mam zacząć:( od pol roku mam chlopaka, wszystko bylo super, bylam szczesliwa az niewiele ponad tydzien temu wszystko sie zmienilo...zaczelam miec mysli ze go nie kocham i musze go zostawic...mysli te wywolywaly u mnie paniczy lek i placz...powiedzialam o wszystkim mojemu chlopakowi ale on sie nie poddal i trwal przy mnie, pocieszal ze to tylko zle mysli...ale one nie przechodza, zamienily sie w stala emocje, ze go nie kocham, jak jest przy mnie to nie moge zniesc jego obecnosci, mam staly niepokoj, dzisiaj byl u mnie ale kazalam mu jechac do domu, powiedzialam zeby dal mi spokoj...wiem ze zachowalam sie okrutnie i to dodatkowo mnie doluje...Nie wiem juz co sie ze mna dzieje, czy to sa natrectwa czy ja juz naprawde go nie kocham?Jak pomysle o nim, ze mamy sie spotkac to znow czuje ze nie chce, ze nic nie czuje do niego ale jednoczesnie za nim tesknie..Trudno to wyjasnic...Co ja mam robic? Kiedys cierpialam na natrectwa na tle seksualnym, od dwoch lat mialam jednak spokoj z myslami natretnymi, teraz zmniejszono mi dawke lekow i to zbieglo sie z pojawieniem sie nowych mysli a raczej uczuc natretnych( mozna to tak nazwac wogole?). Nie wiem czy to jednak od odstawienia czy jednak moje uczucie wygaslo?Prosze pomozcie...:(


Nic się nie martw!! Trafiłaś na odpowiedni temat na tym forum. Napisz coś więcej o sobie. Czy masz jakaś diagnozę?? Czy leczysz się gdzieś?? A przy okazji poczytaj trochę postów w tym temacie i zobaczysz że mamy takie same problemy. Przy okazji odpowiedź na pytania jeśli oczywiście masz taką ochotę.
1.Czy ktoś z Was jest DDA?? DDD??
2.Jeśli tak to które z rodziców piło??
3.Czy Wasi faceci i dziewczyny są podobne w jakiś kwestiach do Waszych rodziców??
4.Jeśli tak to w jakich i do którego??
5.Czy planujecie ślub z Waszymi partnerami??
6.Czy Wasi partnerzy wiedzą o Waszych myślach??
7.Jeśli tak to jak zareagowali??
7.Czy oprócz tych myśli macie inne zaburzenia nerwicę lękową, depresję??
8.Czy w Waszych lękach, depresji macie wsparcie u Waszych partnerów, czy są dla Was oparcie, możecie liczyć na ich wsparcie?? Czy Was rozumieją, lub starają się zrozumieć, jak to okazują??
9.Czy macie wsparcie u jakiegoś członka Waszej rodziny lub u jakiegoś przyjaciela, który wie o problemie??

Pamiętaj tylko że to nerwica i że my tu wszyscy kochamy chyba aż za bardzo:) trzymam kciuki.

p.s a mi tak jakoś dzisiaj smutno... od kilku dni jestem podłamana, nic mi się nie chce... wiecej negatywnych myśli mnie nachodzi.. może to przez to że mam dostać okres... czy Wy też jesteście bardziej podatne na nerwicę gdy jesteście przed okresem, czy mi się poprostu pogorszyło ostatnio?? Wogóle to coś cicho tutaj ostatnio... pozdrawiam

-- 01 sie 2011, 11:47 --

unlucky_girl napisał(a):Nie wiem od czego mam zacząć:( od pol roku mam chlopaka, wszystko bylo super, bylam szczesliwa az niewiele ponad tydzien temu wszystko sie zmienilo...zaczelam miec mysli ze go nie kocham i musze go zostawic...mysli te wywolywaly u mnie paniczy lek i placz...powiedzialam o wszystkim mojemu chlopakowi ale on sie nie poddal i trwal przy mnie, pocieszal ze to tylko zle mysli...ale one nie przechodza, zamienily sie w stala emocje, ze go nie kocham, jak jest przy mnie to nie moge zniesc jego obecnosci, mam staly niepokoj, dzisiaj byl u mnie ale kazalam mu jechac do domu, powiedzialam zeby dal mi spokoj...wiem ze zachowalam sie okrutnie i to dodatkowo mnie doluje...Nie wiem juz co sie ze mna dzieje, czy to sa natrectwa czy ja juz naprawde go nie kocham?Jak pomysle o nim, ze mamy sie spotkac to znow czuje ze nie chce, ze nic nie czuje do niego ale jednoczesnie za nim tesknie..Trudno to wyjasnic...Co ja mam robic? Kiedys cierpialam na natrectwa na tle seksualnym, od dwoch lat mialam jednak spokoj z myslami natretnymi, teraz zmniejszono mi dawke lekow i to zbieglo sie z pojawieniem sie nowych mysli a raczej uczuc natretnych( mozna to tak nazwac wogole?). Nie wiem czy to jednak od odstawienia czy jednak moje uczucie wygaslo?Prosze pomozcie...:(


Nic się nie martw!! Trafiłaś na odpowiedni temat na tym forum. Napisz coś więcej o sobie. Czy masz jakaś diagnozę?? Czy leczysz się gdzieś?? A przy okazji poczytaj trochę postów w tym temacie i zobaczysz że mamy takie same problemy. Przy okazji odpowiedź na pytania jeśli oczywiście masz taką ochotę.
1.Czy ktoś z Was jest DDA?? DDD??
2.Jeśli tak to które z rodziców piło??
3.Czy Wasi faceci i dziewczyny są podobne w jakiś kwestiach do Waszych rodziców??
4.Jeśli tak to w jakich i do którego??
5.Czy planujecie ślub z Waszymi partnerami??
6.Czy Wasi partnerzy wiedzą o Waszych myślach??
7.Jeśli tak to jak zareagowali??
7.Czy oprócz tych myśli macie inne zaburzenia nerwicę lękową, depresję??
8.Czy w Waszych lękach, depresji macie wsparcie u Waszych partnerów, czy są dla Was oparcie, możecie liczyć na ich wsparcie?? Czy Was rozumieją, lub starają się zrozumieć, jak to okazują??
9.Czy macie wsparcie u jakiegoś członka Waszej rodziny lub u jakiegoś przyjaciela, który wie o problemie??

Pamiętaj tylko że to nerwica i że my tu wszyscy kochamy chyba aż za bardzo:) trzymam kciuki.

p.s a mi tak jakoś dzisiaj smutno... od kilku dni jestem podłamana, nic mi się nie chce... wiecej negatywnych myśli mnie nachodzi.. może to przez to że mam dostać okres... czy Wy też jesteście bardziej podatne na nerwicę gdy jesteście przed okresem, czy mi się poprostu pogorszyło ostatnio?? Wogóle to coś cicho tutaj ostatnio... pozdrawiam
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do