Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez mariusz123567 25 kwi 2008, 13:39
czemu na tym forum sie wypowiada wiecej kobiet niz mezczyzn haha =D czuje sie nie swojo ;) A tak powaznie dzisiaj blem z kobieta i wiecie od kiedy na prawde poczulem ze jest tak jak kiedys ? Jak usiadla mi na kolanach i sie przytulila.... ;)
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

przez aga25 25 kwi 2008, 16:40
Ha widzisz właśnie takie momenty są wspaniałe i dla takich momentów warto jest walczyć z chorobą. Wydaje mi się że mężczyźni, którzy uczestniczą w tym forum są bardzo dojrzali i odważni. Nie powinieneś Mariusz się tym przejmować wręcz przeciwnie powinieneś być dumny że potrafisz decydować o swoim losie bo to że jesteś tutaj znaczy że nie idziesz na łatwiznę, super. Choroba nie wybiera ale faktycznie chyba kobiety są bardziej skłonne do zwierzeń. Dobrze że tu jesteście.
Dzisiaj u mnie niezbyt dobrze dopadła mnie jakaś chandra. Mam wielką ochotę się przejść ale czekam na Michała. Wkurza mnie to, że nie mam pracy, czasami czuję się bezużyteczna (stare myślenie hehe). Wierzę że wkrótce ją znajdę, zresztą czekam na odpowiedź z jednej firmy. Poza tym widziałam film Taksówkarz też mnie trochę przygnębił no ale juz nie nudzę!
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez mariusz123567 26 kwi 2008, 09:53
lala , a mi mowili kumple, ze moja dziewczyna mimo ze piekna to jakas zla itp , ze latwa panienka. A szczerze gowno prawda, bo jest chyba najbardziej niedostepna kobieta jaka widzialem i mialem mozliwosc poznac... I sie przejmowalem troche ale olalem dalem jej szanse zeby ja bardziej poznac i tak jestesmy 11 miesiecy wiec Tobie sie dziwie, ze sluchasz glupiego brata ;) tak jak ja czasami mojego ale mam go w 4 literach ^^
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez cookiemonster 26 kwi 2008, 11:21
ja sie ale boje ,ze jak myslenie zmienie to wyjdzie ,ze naprawde go nie kocham :( ej a powiedzcie mi ze jesli w zwiazku liczy sie milosc , szczerosc , zaufanie to czy te cechy powinny byc jakies nacechowane czyms? czy one po prostu sa takie zwykle i to jest wlasnie fajne? hmm?? bo moj facet ma te wszystkie cechy i nie wiem etraz czy powinnam sie skupic teraz tylko na nich czy po prostu moze czegos brakuje u nas nie wiem...
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 17:57

przez lala 26 kwi 2008, 11:33
Hehe...mariusz...to nie jest taka łatwa sprawa jak ci się wydaje..bo od dziecka byłam bardzo silnie związana emocjonalnie z bratem. To on zawsze wyznaczał mi co jest dobre, co złe...co fajne, a co nie.. Był dla mnie ważniejszy niż rodzice. Żeby się jemu przypodobać musiałam słuchać takiej muzyki jaką on lubił, ubierać się tak jak on lubił, itd bo inaczej leciały w moim kierunku ciekawe epitety. Nie mam zresztą ochoty tego teraz roztrząsać. Wiem jedno - mimo, że się nie zgadzam z moim bratem, to jednak podświadomie mam potrzebę dążenia do spełniania jego zachcianek i robienia tak jak on każe, ot co.
A wiecie co? Zaczęłam się zastanawiać skąd się u mnie bierze np. patrzenie i wnerwianie się na np. brwi mojego X. No normalnie jeden włos jego brwi który się ułoży nie tak jak trzeba potrafi zasądzić o jego atrakcyjności :| No i mam odpowiedź...otóż i ja mam mały kompleks mojej jednej brwi i w ogóle oka...uważam, że moje drugie oko jest po prostu brzydkie i staram się na nie nie patrzeć...zreeeesztą mam z 500 innych takich punktów na które wolę nie patrzeć... jak się myję zamykam oczy, fajnie prawda? Heh..mimo, że wiem mniej więcej skąd to się bierze to nie umiem za bardzo nic z tym robić, może to i dobrze...niech specjalista się tym zajmie..
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
29 mar 2008, 13:06

przez cicha 26 kwi 2008, 23:00
Witam wszystkich! Witam nowych forumowiczów!
Dawno mnie nie bylo na forum, nie mialam czasu i komputer mi padł..ale już moge pisać. Nadrobiłam to i przeczytałam posty.
lala też nie mam jeszcze 20-tu lat i jak bylam u psycholog to mi powiedziała, ze po prostu mam wątpliwości, ze jestem jeszcze młoda itp i ze myśli o moim związku "boje sie ze przestane go kochać" to za mało zeby stwierdzić, ze to nerwica natręctw. I zniechęciłam się i przestałam chodzić do psychologa. Bylam tylko na dwóch wizytach. Postanowilam sama sie leczyć melisa w tym przypadku i dwa razy wzielam po pół tabletki xanaxu. W czerwcu bedzie rok jak mam nerwice i mysli o moim kochanym. Jest wspaniale kiedy zapominam , ze mam nn, ale kiedy sobie przypomne to mnie trzyma tydzień i tak sie zastanawiam czy kocham czy nie itp. Zauważyłam, że pomaga mi Magnez. Polecam brać.
Pamiętam, że w podstawówce miałam lęki, tylko, że nie wiem skąd one sie wzieły i nie pamiętam jak mi to przeszło, nie miałam powodu do tego, żeby sie zadręczać. Pamietam, że nie chciało mi sie żyć, i świat był dla mnie jakiś "dziwny"...nie wiem jak to określić. Ale kiedy pojawiają mi się myśli i wątpliwości ze moze to nie choroba to przypominam sobie ze mialam juz kiedyś takie coś tylo ze nie zostało to wyleczone i znów sie objawiło tylko ze trzyma mnie już prawie rok. Przeczytałam wasze posty i doszłam do wniosku, że sama musze ułożyć sobie definicję miłości, bo np. kiedy nie mam ochoty na przytulanie to pojawia mi sie myśl ze nie kocham, a przecież mam prawo czasem tak mieć. Nie mam odwagi zgłosić się do lekarza. Czasami myśle, ze lekarz mi nie potrzebny bo sobie z tym radze, ale widze ze nie, bo myśli kiedy ustąpią to po jakimś czasie i tak wracają, a poza tym nie mam pieniędzy na psychologa.
Poza myślami o moim związku w natręctwach pojawiają sie kłótnie z moim ojcem. Nikt w mojej rodzinie nie potrafi "normalnie" rozmawiać z ojcem. Ja juz czasami nie mam sił! jest kłótliwy, ciągle sie o coś sprzecza, bluźni bardzo, a jak podnosi głos to płaklać mi sie chce i uciakam do swojego pokoju i trzasne drzwiami jak mała dziewczynka... brakuje tylko żebym mogła zamknąć sie w szafie. Nie umiem temu załagodzić. Jestem w technikum i nie długo koncze szkołe, pragne jak najszybciej znaleźć sobie prace i wyprowadzić się, wtedy odżyje... uspokoje swoje nerwy i stresy...
Najbardziej czego w życiu pragne to bycia do końca moich dni z Tomkiem. Pragne wyleczyć się całkowicie z nerwicy i nie miec wątpliwości... Wiem, że go bardzo kocham i na niczym mi tak nie zależy jak na szcześciu naszego związku!!
Piko przeczytałaś całą tą książke "nie zadreczaj sie drobiazgami w miłości"? Chce sobie kupić tę książke


Pozdrawiam wszystkich!!
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez mariusz123567 27 kwi 2008, 01:14
oj lala napisala cos fajnego ;) ze przeszkadza nam w innym to co w nas samych przeszkadza

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 12:16 am ]
no i zrozumialem np. ze wiele czynnosci ktore wykonuje wymagaja wielkiej odpowiedzialnosci, samozaaparcia i dojrzalosci psychicznej i emocjonalnej, a ja myslalem ze ja jak baba sie zachowuje. aw lasnie moja sila bylo to ze nigdy nie wstydzilem sie robic czynnosci te co kobiety zarazem bedac mezczyzna w 100% :) i tak jakos zwatpilem w swoja meskosc a teraz jest coraz lepiej i z kobieta idealnie... i wiecie co ? posmiejcie sie razem z chlopakiem (dziewczyna) powyglupiajcie, 5 godzin rowerkiem razem i zobaczycie jak wracam uczucia wroca;)
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

przez lala 27 kwi 2008, 20:41
Witam was... wczorajszy dzień był przecudny! Wiele razy miałam łzy w oczach ze wzruszenia podczas wyznawania miłości mojemu X... :) Cudny dzień... dziś rano też było wspaniale...słoneczko, ja i on... żadnych wad, no może jedna, ale nie zauważalna praktycznie (tzn. bez analizowania i głupich myśli), ale potem mój brat znów zaczął mnie bardzo mocno irytować, złościć, zaczął robić na mój temat niewybredne żarty i się zdenerwowałam...oczywiście analizowałam, przypisywałam jego słowa do mojej sytuacji, zaczęłam zmieniać rzeczywistość tak, aby na siłę pasowała do jego słów. No nie mogłam się na niczym skupić! No i teraz po spotkaniu z moim ukochanym jestem troszkę smutna... :( Zaczęłam przez większość czasu przypatrywać się jego wadom, sprawdzać swoje uczucia i myśli typu: a jak on mi się nie podoba? a jak marnuję sobie z nim życie? a w między czasie widziałam kilka parek, które w ciągu tygodnia pozmieniały sobie partnerów i od razu "a jak powinnam tak jak oni robić? tzn. coś mi nie pasuje w X, więc zmienić?" Boze.... boję się, że to będę się leczyć, a to nic nie da i że to wcale nie choroba a moje jakby pragnienie nie uzewętrznione... tzn. że ja tego tak na prawdę chcę, a tłumaczę to sobie chorobą :( BOZE! Ale pomaga mi kiedy powiem sobie "trudno, choćbym miała się męczyć to będę się męczyć i będę z nim do końca życia" i wtedy objawy tak jakby znikają... ale ciężko z tym :(
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
29 mar 2008, 13:06

przez keram 27 kwi 2008, 20:53
lala napisał(a):Witam was... wczorajszy dzień był przecudny! Wiele razy miałam łzy w oczach ze wzruszenia podczas wyznawania miłości mojemu X... :) Cudny dzień... dziś rano też było wspaniale...słoneczko, ja i on... żadnych wad, no może jedna, ale nie zauważalna praktycznie (tzn. bez analizowania i głupich myśli), ale potem mój brat znów zaczął mnie bardzo mocno irytować, złościć, zaczął robić na mój temat niewybredne żarty i się zdenerwowałam...oczywiście analizowałam, przypisywałam jego słowa do mojej sytuacji, zaczęłam zmieniać rzeczywistość tak, aby na siłę pasowała do jego słów. No nie mogłam się na niczym skupić! No i teraz po spotkaniu z moim ukochanym jestem troszkę smutna... Zaczęłam przez większość czasu przypatrywać się jego wadom, sprawdzać swoje uczucia i myśli typu: a jak on mi się nie podoba? a jak marnuję sobie z nim życie? a w między czasie widziałam kilka parek, które w ciągu tygodnia pozmieniały sobie partnerów i od razu "a jak powinnam tak jak oni robić? tzn. coś mi nie pasuje w X, więc zmienić?" Boze.... boję się, że to będę się leczyć, a to nic nie da i że to wcale nie choroba a moje jakby pragnienie nie uzewętrznione... tzn. że ja tego tak na prawdę chcę, a tłumaczę to sobie chorobą BOZE! Ale pomaga mi kiedy powiem sobie "trudno, choćbym miała się męczyć to będę się męczyć i będę z nim do końca życia" i wtedy objawy tak jakby znikają... ale ciężko z tym



hm no to troche trudne, do zanalizowania, no bo te choroby powoduja to ze czasamami mozemy zatracac pojecie rzeczywistosc..yak mi sie wydaje i to co dobre moze sie wydawac złe i na odwrót:d no ale w przypływie lepszych dni nalezy sie nad tym zastanowic:) ..bo miłosc slepa jest..
no la ebądz dobrej mysli;)
"Dopóki walczysz, jestes wygrany"
Offline
Posty
253
Dołączył(a)
31 mar 2008, 23:18

przez lala 27 kwi 2008, 20:57
No jakoś twój post mnie tylko przybił, bo zasugerowałeś mi, że wtedy kiedy było miło, miło...ba! wspaniale to było tylko zatracenie rzeczywistości....
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
29 mar 2008, 13:06

przez keram 27 kwi 2008, 21:18
lala napisał(a):No jakoś twój post mnie tylko przybił, bo zasugerowałeś mi, że wtedy kiedy było miło, miło...ba! wspaniale to było tylko zatracenie rzeczywistości....


nie to nie o to chodzi:) miłosc to najpiekniejsza rzecz na ziemi:D i dla tego dla takich chwil warto życ, i czasami trzeba o nia walczyc,,

tylko na dłuza mete trzeba czasami sie zastanowic, czy to jest akurat ta osoba, ale bez przesady, jezli czujecie sie ze soba dobrze i sie rozumiecie to jak najlepiej. i życze wszystkiego najlepszego:)
"Dopóki walczysz, jestes wygrany"
Offline
Posty
253
Dołączył(a)
31 mar 2008, 23:18

przez lala 27 kwi 2008, 21:36
strona 86, wypowiedzi pikpokis i cichej - mam dokładnie to. Powiem wam, że gdy spotykam się z X to przez jakąś godzinkę jest tak jak być powinno - normalnie...potem zaczyna być "nudno" więc jak zobaczę jakąś wadę (heh...nawet źle ułożoną brew) to zaczynam szukać dalej i sprawdzać swoje uczucia i oceniam go i to nie w ten sposób "fajny, wartościowy chłopak" (bo obiektywnie stwierdzając tak jest) ale "ładny" albo "brzydki", "mądry" albo "głupi" "wspaniały" albo i nie.... musi być czarne albo białe (nawet w moim przypadku, tzn odnosząc to do mojej osoby....muszę mieć albo idealne oceny, albo zaczynam łapać najgorsze z możliwych, albo jednego dnia wyglądam super oszałamiająco albo ubieram się w łachy... :|). No i potem zaczynam się ciut dołować, potem przychodzi znów wzlot i jeśli potem przychodzi dołek, to jak wiem, że zaraz się będziemy rozstawać to znów zaczyna być jak na początku... wszystko jest pięknie, ładnie....
Aaaa... i chciałabym także opowiedzieć o mojej "wyimaginowanej osobowości" w dużym wyolbrzymieniu.... No więc całe życie byłam sama, mam starsze rodzeństwo które szybko wyjechało na studia, a ja z racji tego, iż mam domek, egzystowałam samotnie na "swoim" piętrze... rodzice dół, a ja góra...oni tam, a ja sama tu... nigdy wcześniej nie znałam czegoś takiego jak wychodzenie ze znajomymi, ponieważ mieszkam lata świetlne od centrum, a na moim osiedlu nie ma praktycznie nikogo w moim wieku..owszem miałam jedną przyjaciółkę, której już nikt nigdy nie zastąpi..nigdy nie będzie w moim życiu takiej osoby jak ona, ale niestety spotkała się w mojej rodzinie z dość dużym przejawem nietolerancji z powodu jej tuszy (która mi osobiście nie przeszkadzała). Było mi bardzo przykro kiedy rodzice czy rodzeństwo śmiali się z niej przy mnie, bałam się też jej zapraszać do mnie, żeby czasem przy niej czegoś nieodpowiedniego nie powiedzieli a także, żeby w ogóle na nią nie patrzyli i nie mieli możliwości jej oceniania. No i w końcu czułam się tak napiętnowana, tak obdarta z osobowości, z mojego ja, że nasza przyjaźń się musiała skończyć... Teraz bardzo żałuję, chcę to odnowić, ale niestety...ona znalazła wiele innych osób ma moje "miejsce", choć także przyznaje, że to był wspaniały czas i wspaniała przyjaźń...To doświadczenie nauczyło mnie, że nie należy przyprowadzać nikogo do mojego domu..tak po prostu. Po co miałam odczuwać jakiś lęk, obawy czy niepewność.. No i zamknęłam się w 4 ścianach mojego pokoju, miałam tylko komputer i internet. Zaczęłam się udzielać na różnych forach, początkowo byłam tam przysłowiowym nikim, ale po pewnym czasie zaczęłam rosnąć w siłę i byłam kimś kim w rzeczywistości nie jestem. Oschła, opryskliwa, na każdy temat miałam wyrobione zdanie, choć tak na prawdę wcale mnie to nie interesowało i wcale tak nie myślałam. Chciałam, żeby każdy mnie miał za osobę o silnym charakterze, która wie baaaaaaardzo dużo, która jest inteligentna, błyskotliwa, jest oczytana, obeznana, wręcz światowa.... no i tam byłam taka! Ale co z tego kiedy wcale nie jestem taka naprawdę... nie zostałam doceniona ja, tylko jakieś moje chore pragnienie...chciałam być zauważona, podziwiana, chciałam być kimś... Pewnego dnia spojrzałam prawdzie w oczy, stanęłam przed lustrem i powiedziałam sobie "kogo ty udajesz? co ty w ogóle robisz? do czego to ma zmierzać?" i odeszłam z tego mojego forum, napisałam jeszcze tylko kilka słów wyjaśniających tą całą sytuację. Napisałam wprost, że to była tylko marna kreacja. Od tego dnia zmieniłam swoje postępowanie, ale widzę także jakie piętno to na mnie odcisnęło... Zamknęłam się w swoim perfekcjonizmie, idealizmie i dążeniu do bycia kimś, a chyba wcale nie o to chodzi.... I tak to mniej więcej wygląda...

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 8:41 pm ]
aaa..keram...wolę się nie zastanawiać za dużo, bo wtedy przychodzą pytania typu: a czy to na pewno on? a może z kimś innym byłoby mi lepiej? a może mi wcale on nie pasuje? a może ja go wcale nie kocham? może on mi się wcale nie podoba?
Staram się zaufać moim uczuciom i decyzjom. Skoro 1,5 temu zakochałam się na zabój, skoro przez cały ten czas uważałam i uważam, że to najwspanialszy człowiek jakiego spotkałam na swojej drodze, skoro nie chcę nikogo innego na jego miejsce, skoro to co mam wzbudza we mnie histerię i lęk, skoro chcę z nim założyć rodzinę, skoro chcę go kochać mocniej z każdym dniem i skoro modlę się do Boga o jego zdrowie, szczęście powodzenie oraz o to, żeby nasz związek był szczęśliwy, radosny i trwały a przede wszystkim pozbawiony powierzchowności, to chyba musi coś w tym być? ON ALBO ŻADEN, ot co.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
29 mar 2008, 13:06

przez cicha 27 kwi 2008, 22:03
lala sam fakt, że przybyłaś tutaj na forum juz znaczy, że nie chcesz stracić swojego chłopaka!! Ja tez nie chce go stracić, co wieczór modle się do Boga, żebyśmy na zawsze razem byli, nie chce zmieniać swojego życia..chce żebyśmy byli szczęśliwi, zdrowi i pełni życia! Chciałabym nabrać większego optymizmu, bo ja zawsze na zewnątrz byłam roześmiana, rozgadana i towarzyska, każdy postrzegał mnie za wielką optymistkę a w rzeczywistości ciągle prtzyglądałam się niedoskonałości życia i swoim niedoskonałością! Ciągle nie pasowało mi coś w moim charakterze i wyglądzie a przede wszystkim obwiniałam się o to, że mam takich rodziców a nie innych i że dlaczego nie może być lepiej w mojej rodzinie! Nie czuje miłości rodzinnej, nie czuje tego... ciągle żyłam w strachu, bałam się zostawać z bratem sama, a najgorsze było jak chodziłam do klasy zerowej to zawsze bałam się czy mama po mnie przyjdzie, bo zdarzyło sie raz ze tata zapomniał po mnie przyjść i późno mama po mnie przyszła i taki lęk już został poźniej, czy mama przyjdzie czy nie, zawsze tata sie spozniał jak mnie odbierał ze szkoły...pamiętam tylko same najgorsze chwile z dzieciństwa... wiem, ze moja nerwica to wina rodziców, dlatego, że na okrągło przeżywałam i przezywam tez czasami stresy..tylko dzięki mojemu Kochanemu odkryłam, że nie należy "przejmować sie drobiazgami rodzinnymi", tymi kłótniami, bo gdybym nie była w związku to nerwica przejęłaby inną stronę...najbardziej zalezy mi na moim Tomku i dlatego się boje o nasz związek.
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez mariusz123567 27 kwi 2008, 22:06
lala wedlug mnie nie potrzebnie analizujesz nerwice... jest mysl i po prostu olej to . wiem ze ciezko, bo sam czasami nie daje rady

a moze to nie ten dla Ciebie ... moze poszukaj innego.... sprobuj sie z nim nie spotykac przez tydzien i zobaczysz moze :) spotykaj z innymi, wytlumacz mu.
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do