Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Guzikowaaa 02 paź 2015, 11:06
Ja mam tak od paru dni , ze ciagle bym plakala. Wczoraj mialam straszny atak , mialam dusznosci , straszny lek w sobie i bol brzucha , balam sie , ze sie udusze. Podczas atakow biore validol, dlugo juz go biore , pomaga mi ale tylko na troche. Co Wy bierzecie w takiej sytuacji ?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
29 wrz 2015, 21:58

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 02 paź 2015, 12:28
Chciałam Was zapytać, czy o tej porze roku choroba atakuje Was bardziej? Ja względnie dobrze przeżyłam czas od maja do września. We wrześniu byłam na dwutygodniowym urlopie. Po powrocie powinnam tryskać energią i zapałem do pracy, tymczasem powróciło budzenie się o 5 rano i przegląd najczarniejszych scenariuszy mojego życia, koszmarne sny, a dziś rano zauważyłam pierwszy (jeszcze mały) atak paniki. Wszystko straciło sens, znów boję się życia, przyszłości, ludzi. Nie mam siły iśc do pracy. A jak już tu jestem, to z trudem skupiam się na pracy. I zastanawiam się, czy to pora roku sprzyja nawrotowi choroby czy okoliczności mojego życia, które wciąż, nieustannie są niesprzyjające, jakoś się we mnie skumulowały w postaci tego nawrotu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 02 paź 2015, 17:20
Carita, mialam to samo. Wróciłam z urlopu, praca, stresy i dostałam strasznego nawrotu depresji i lęków. W ostatnim tygodniu 3x mialam atak, przy których byłam przekonana że umieram i tracę świadomość. Zawroty głowy ogromne. Poszlam do psychiatry i mam nowy lek od 2 dni. U mnie jest tak, że pół dnia jest normalna i nagle następuje atak, potworny lęk, ucisk w głowie, zawroty- lęk, że to guz mózgu. Uderzam w płacz, panikę i potem sie uspokajam. Zmiany nastroju mam jak przy dwubiegunowej, ale psychiatra mi jej jeszcze nie stwierdza.
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Nikita80 03 paź 2015, 07:27
Chyba coś w tym jest, mam na myśli porę roku.niestety częściej mam ataki jesienią i zimą.być może nerwica i to że nawet ludzie bez niej miewają jesienią chandrę, czy też obniżenie nastroju. Ja niestety częstsze ataki. Może też kwestia tego że urodziłam mojego syna zimą wieczorem, od tamtej pory ogólnie jak jest wieczór zimą mam jakieś dziwne napięcie. Dziś wiem że miałam depresję popoporodowa ...ale wtedy myślałam że dam sobie radę.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
24 sie 2015, 21:08

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Jest_źle 03 paź 2015, 14:25
Hej,
oj tak! Chyba pora roku zaczęła mieć wpływ, od około trzech tygodni jest fatalnie, codziennie lęk nie do zniesienia, panika, ryczenie. Nie wiem, jak sobie radzić nie biorąc uspokajaczy. Podobno tylko psychoterapia.
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
07 wrz 2015, 17:40

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 03 paź 2015, 14:31
Jest_zle , a co bierzesz? Ja mam przepisany xanax , wykupilam , ale jeszcze staram się sama walczyć.
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Jest_źle 03 paź 2015, 20:18
Alexandra
Uff, w tej chwili nic. Ale jestem po długotrwałym stosowaniu lorafenu czyli benzo. Próby z AD nie wypaliły. Potem mnóstwo różnych farmaceutyków i żołądek rozwalony. teraz muszę się obyć bez leków. czekam na psychoterapię.
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
07 wrz 2015, 17:40

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 03 paź 2015, 20:41
Ja przestałam w wakacje brać Bioxetin, bo było już tak dobrze. Teraz jednak, kiedy objawy wróciły, zaczęłam znów go brać, bo boję się, że popadnę w tak fatalny stan, jak wcześniej. Gdzieś też przeczytałam, że dziurawiec jest dobry na depresję, więc dodatkowo wspomagam się wyciągiem z dziurawca. Nie ma już takiego słońca, więc można, bo dziurawiec nie lubi słońca. Ale ogólnie nie jest ze mną dobrze. Dziś odwaliłam sprzątanie całego domu, teraz nie mogę się ruszać, tak mnie gnaty bolą. Wszystko po to, żeby tylko nie myśleć źle, nie mieć tych czarnych obsesyjnych myśli, które prowadzą na skraj przepaści. A ponieważ od pół roku ukrywam mój stan przed moim mężczyzną, to jest mi jeszcze trudniej. A z drugiej strony może to depresji jest trudniej? W końcu muszę się kryć, więc siłą rzeczy mobilizuję się do rzeczy, które bym olała, gdyby on wiedział, co się ze mną dzieje...
W necie pojawiło się sporo tekstów o depresji, bo 1 października był Dzień chorych na depresję czy jakoś tak. Któraś z gwiazd napisała, że u niej depresję wywołał niski poziom estrogenów. Nigdy żaden lekarz mi o tym nie wspominał. Coś wiecie o takiej zależności? Mam zamiar zbadać te estrogeny (nigdy nie badałam), choć to jakaś skomplikowana sprawa, bo trzeba badać w różnych dniach cyklu. Ale jeśli to by miało mnie postawić na nogi...
Pozdrawiam wszystkich cierpiących i łączę się z Wami w bólu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez agu09 04 paź 2015, 15:45
okropny lęk i ból brzucha, ktorego nie znosze, nie moge przlknac jedzenia chce mi sie wymiotowac, jestem tym atakiem tak wykonczona, ze niezdolna do niczego, nie radze sobie z tym zupelnie nie mam nad tym kontroli, takie napady wywoluja we mnie nowe miejsca nowe osoby, imprezy ... wiekszosc rzeczy ktore dla normalnych ludzi sa relaksem i odprezeniem.
Offline
Posty
124
Dołączył(a)
03 paź 2015, 21:01

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Cortezjusz 04 paź 2015, 17:17
U mnie jesien i zima to najgorsze okresy. Musze Wam powiedzieć czego doswiadczylem nad ranem. Od 2 tyg mam nowa prace, pracuje w nocy, duzo stresu , presja czasu...wczoraj mialem wolny dzien ale i tak polozylem sie okolo 6:30 tak jak zwykle wracam po pracy...obudzilem sie o 8:30, taki osowialy, nie wiedziałem co sie dzieje. W tym czasie snila mi się praca. Po przebudzeniu nie moglem zasnąć lecz gdy zamykalem oczy widzialem jakby dalej ten sen...to bylo bardzoo dziwne nie wiem co to mialo znaczyc...
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
18 lis 2014, 16:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 05 paź 2015, 00:22
Ja przeszłam wczoraj koszmar. Pojechałam do koleżanki, pogadać, posiedzieć i oczywiście towarzyszyły mi zawroty głowy. Zaczęłam się ich bać, niepokój się nasilał. Miałam wrażenie, że zawroty stają się coraz częstsze i silniejsze. Bałam się wstać, ruszyć głową. I się zaczęło: fala lęku, niepokoju, totalne sparaliżowanie ciała, nóg, rąk, serce chciało mi wyskoczyć, zawroty nasilone. Nie mogłam się ruszyć. Wybuchnęłam płaczem i powiedziałam koleżance, że umieram, że nie wytrzymam. W torebce miałam xanax, pierwszy raz w życiu zażyłam. Położyłam się, trzęsłam sie jeszcze przez dobre 15 minut, kiedy zaczęłam powoli dochodzić do siebie. Po 30 minutach zawroty głowy ustały, pierwszy raz od 2 tygodni. Serce waliło mi jeszcze dobrą godzinę. Płakałam jak bóbr przez dobrą godzinę. Koleżanka bardzo mnie wspierała. Po godzinie mogłam normalnie funkcjonować. Siedziałyśmy do 4 nad ranem i rozmawiałyśmy. Zostałam oczywiście na noc.
Rano wstałam, normalna bez zawrotów. Zdałam sobie sprawę, że to musi być tylko lęk, skoro po xanaxie przeszło. Co lepsze- pękła szyba, za która byłam, żelazna obręcz na głowie, którą nosiłam.

W ciągu dnia poszłyśmy na spacer- znowu zaczęły się lęk i zawroty. Powiedziałam sobie, że skoro Xanax mi pomógł, to te zawroty mogą być tylko lękiem. Po 20 minutach ustały , zajęłam się zabawą z dzieckiem koleżanki. Dałam radę prawie cały dzień.

Carita, dlaczego chcesz ukryć chorobę przed narzeczonym? to co to za związek?
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 05 paź 2015, 09:10
Alexandra, ja w takich sytuacjach, o jakich piszesz, czyli nagłe napadowe lęki poza domem brałam do tej pory Afobam. Może jestem w błędzie, ale Xanax bardzo szybko uzależnia, poza tym mnie jakoś tak nagle usypiał, więc źle mi się z nim funkcjonowało, kiedy trzeba było np. pracować. Jeśli chodzi o mojego mężczyznę, to nie jest to taka prosta sprawa. Kiedyś pisałam już w tym wątku o ukrywaniu nawrotu choroby i dlaczego. Kiedy przeszłam załamanie nerwowe, M. był przy mnie, woził po lekarzach, był troskliwy, czuły, zawalał pracę, żeby być ze mną. Lekarz psychiatra powiedział nam, że takie coś, co wydarzyło się pod wpływem sytuacji życiowej, a nie jest endogenne, powinno przejść po pół roku. Po pół roku nie przeszło, to znaczy przeszło ze stanów paniki w stany depresyjno-lękowe. Mój M. nie wytrzymał obciążenia pracą (korporacja), mną, jego rodziną, która na nas wciąż żeruje i manipuluje nim, oraz kredytem, który musimy spłacać i nikt nas w tym nie wyręczy, a jego rodzina bez pardonu chętnie ograbiłaby nas ze wszystkiego. I tak M. zaczął zjeżdżać w dół. Widziałam, jak wpada w depresję, jak nie potrafi rano wstać, jak przestaje robić cokolwiek i zobaczyłam, że za chwilę mój czarny scenariusz z ataków paniki zacznie się sprawdzać. M. zaczął najpierw prosić, żebym już przestała, żebym zaczęła być taka jak dawniej, bo on już nie daje rady. Potem zaczął krzyczeć, że on już nie ma siły... Dźwigał na sobie wtedy naprawdę za dużo. Więc zaczęłam udawać, że jest coraz lepiej. I od tamtej pory tak zostało, a nasz związek wrócił na dobre tory i M. lepiej funkcjonuje. Może to trudno zrozumieć, ale to, że on na mnie nakrzyczał, jakoś mnie spionizowało, uważam, że pomogło wyjść na jakąś prostą. Gdyby dalej roztaczał nade mną parasol ochronny, to pewnie taplałabym się bardziej w błotku mojej choroby. Uważam, że owszem, trzeba mieć gdzieś zrozumienie i możliwość wygadania się, kiedy coś gryzie (mam przyjaciółki, psychologa), ale najbliżsi osoby z taką chorobą, co, którzy są na co dzień w domu, wcale nie powinni obchodzić się z nią jak z jajkiem. Bo wtedy tworzą taki sztuczny inkubator do wylęgu choroby zamiast do jej opanowania. Bo taki człowiek zacznie sobie coraz bardziej odpuszczać wszystko, bo wie, że mu wolno. Przecież nasza choroba to nie jest jakieś faktyczne fizyczne schorzenie, tylko urojenie, chory mózg, a świadomość, że najbliższa osoba daje ci przyzwolenie na tę chorobę, że cię pogłaszcze, jest pozornie fajne, ale nie daje motywu do mobilizacji, aby z tego stanu się wyrwać. Przynajmniej takie jest moje doświadczenie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Cortezjusz 05 paź 2015, 19:21
Czy objawy nasilają się u Was jak jest brzydka pogoda? Dzisiaj jest szaro, ponuro, deszczowo więc i pewnie ciśnienie jest też niższe i znowu zawroty głowy i ogólny niepokój itp..
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
18 lis 2014, 16:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 05 paź 2015, 21:39
Carita, pewnie coś w tym jest. Moja psycholog też się nade mna nie użala, zresztą ja tego nie chcę. Jednak takie ukrywanie może spowodować silniejszy nawrót i nagłe pojawienie się objawów.

Dzisiaj cały dzień mam ucisk w głowie, łapie mnie takie ściskanie, momentami dość silne, że zaczynałam panikować. Dałam radę bez xanaxu. Uczucie cięzkości w głowie, że moja szyja jej nie utrzyma, głowa lecąca w dol itd. Co za koszmar :(
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 33 gości

Przeskocz do