Nerwica lękowa w małżeństwie

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Nerwica lękowa w małżeństwie

Avatar użytkownika
przez petunia 19 maja 2009, 21:33
John_Nelson, widzę, że zależy Ci na tym związku ... Masz chęci go naprawić, może nawet stworzyć na nowo. Warto walczyć gdy jesteśmy przesiąknięci prawdziwym uczuciem. Ale uwaga do naprawy relacji potrzeba dwojga ludzi oraz ich szczerych chęci. Jeśli rzeczywiście Twoja żona nie chce uczestniczyć w tym związku to staranie się o naprawę relacji będzie bardzo ciężkie może wręcz niemożliwe. Wtedy pozostaje ułożyć sobie życie na nowo, które może się okazać szansą na prawdziwe szczęście. Życzę powodzenia i mnóstwo pozytywnego nastawienia bez względu jak rozwinie się ta sytuacja. Zawalcz o swoje szczęście!!

Co do Ciebie Betty_boo jesteś uzależniona piszesz ... mamy coś wspólnego. Do niedawna mieszkałam ze swoich chłopakiem u niego w domu otoczona jego rodziną jego znajomymi jego zainteresowaniami - resztą kilka moich postów na ten temat znajduje się już na forum. Teraz od jakichś 3 mozę 4 tygodni mieszkam znów z rodzicami, wróciłam do domu. Nie dlatego, że pokłóciliśmy się o jakiś drobiazg a ja z podkulonym ogonem uciekam. Decyzję o wyprowadzce podjęłam po tym jak dostałam ataku agresji ... jak nigdy w swoim życiu. Do tej pory jak sobie o tym pomyślę, zastanawiam się co ja ze sobą do cholery zrobiłam. Ten atak agresji spowodowany był nagromadzeniem mnóstwa negatywnych emocji, które kiedyś w końcu musiały znaleźć drogę ujścia. Zaczęłam krzyczeć wyzywać, szarpać się koszmar, do tego obecni jego rodzice, obok dom brata. Cała jego rodzina sąsiedzi uwikłani w tą kłopotliwą sytuację. Strasznie się tego wstydziłam, ale uwierzcie nie wytrzymałam już, coś pękło. Na drugi dzień oczywiście przeprosiłam rodziców i podjęłam decyzję o wyprowadzce.
To jest etap "odstawiania". Nadal jesteśmy razem spotykamy się ale uczę się jak żyć i myśleć bez niego. Jest ciężko, czasem szaleję, może nawet częściej niż czasem ... On ma koleżanki, przyjaciół, pracę, zainteresowania, on żyje ... ja dla niego poświęciłam wszystko bo myślałam, że tylko wtedy będzie się czuł przy mnie bezpieczny. Ja wegetuję. Ale wiem, że ciężką pracą nad sobą uda mi się odnaleźć siebie a tym samym wyznaczyć sobie terytorium w tym związku, zaczął szanować swoją osobę i własne jakże równie istotne potrzeby .To będzie prawdziwa lekcja cierpliwości ale warto dla siebie. Przyłączenie się do Was to pierwszy krok w poszanowaniu własnej osoby, stworzenie czegoś "mojego".

mm bardzo podobają mi się Twoje wypowiedzi, oddajesz sedno sprawy zgadzam się z Tobą, to dojrzałe podejście ...

Parę postów na temat mojej sytuacji z związku już zamieściłam, to problem, który mnie przerasta i staram się znaleźć rozwiązanie. Dlatego proszę bądźcie dla mnie wyrozumiali. Wasze opisane doświadczenia w stosunkach damsko męskich mogą mi pomóc, dlatego proszę piszcie, dzielcie się swoimi doznaniami, może dzięki temu uda mi się w końcu wyjść w tym temacie na prostą. Na razie mam mętlik w głowie i męczące natrętne myśli. Ale chcę wierzyć, że ten związek może się udać. Trzeba tylko spojrzeć na to z odpowiedniej strony. Teraz to dopiero chce mi się wyć :((. Daje znak cholerne "odstawianie". Świadomość, że jest teraz gdzieś z kimś doprowadza mnie do szału :-|
Ale zaraz ja teraz jestem z Wami nie jestem sama, i ja mogę się czuć potrzebna. Pragnę w to uwierzyć ...
Niczym kot w kojcu liżę swoje rany ...
... w drodze do wyskoczenia na "cztery łapy"
Bo wszystko w życiu ma swój ustalony porządek i czas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
123
Dołączył(a)
18 maja 2009, 21:39
Lokalizacja
Północny Chaos

Re: Nerwica lękowa w małżeństwie

przez John_Nelson 19 maja 2009, 21:55
Szykując się do rozprawy drukuję teraz wszystkie listy jakie do siebie pisaliśmy. Muszę się bronić, bo ona chce alimentów na siebie.
Przykład. Po ślubie robiliśmy remont, potem meble i akcesoria. Meble i kolorystykę ustalaliśmy wspólnie. Doszło do firanek. Dzwonię i okazuje się, że ona jedzie z rodzicami kupić firanki. Ja na to dlaczego, skoro ustaliliśmy, że wszystko będziemy kupować razem i że pojedziemy razem kiedy indziej. Okazało się potem, że w ten sposób chciałem zdominować całe finanse. Żona na swojej terapii usłyszała od psychologa, że wcale nie chodziło mi o kasę, tylko jak Pani by się czuła, gdyby Pani mąż razem ze swoimi rodzicami pojechał kupić firanki do Pani mieszkania. Wtedy zrozumiała.
Może czasami niepotrzebnie krzyknąłem jak się kłóciliśmy, ale nie było żadnych wulgaryzmów. Nawet w jednym liście pisze ona, że nawet w mailu czuje, że krzyczę na nią. W porządku, przyznaję się do błędów, ale każdy jest człowiekiem.
A co do teściowej to poprosiłem swoich rodziców, aby przypomnieli sobie rozmowę miesiąc po ślubie z jej rodzicami (na ich prośbę) i oto główne zarzuty:
- dlaczego kupują i dają żonie prezenty, po co dostała rower;
- moja mama jest w stosunku do żony nadopiekuńcza, ona nie jest jej córką;
- bo jestem źle wychowany;
- dlaczego nie chodzę do kościoła;
- dlaczego zafundowałem miesiąc bałaganu, dlaczego remontu nie zrobiłem będąc kawalerem;
- z żony robię służącą, każe usługiwać, ona jest taka drobniutka i słaba (bez przykładów);
- dlaczego nikt jej nie powiedział, że kilka dni przed ślubem pojechałem na koncert;
- po co moja mama chodziła na zaplecze na weselu, co kombinowała; (zarzuty o kradzież) ;
- że ona jest wykształcona, skończyła wiele kursów a mi i moim rodzicom brakuje wychowania;
- że ona była przeciwna naszemu małżeństwu, że mają ją przeprosić, że tak w ogóle to miała na nas więcej, ale zapomniała zeszytu w którym wszystko zapisała etc. (w skrócie)

no coments

p.s. dzisiaj byłem u psychologa do którego chodziliśmy na terapię małżeńską. Chyba jakoś z jego pomocą przejdę przez to wszystko
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
18 maja 2009, 17:40

Re: Nerwica lękowa w małżeństwie

przez betty_boo 19 maja 2009, 22:51
jakis dziwny ten psycholog ze po wspólnej terapii małzenskiej stara sie prowadzic indywidualna jednej ze stron... to chyba wbrew zasadom terapii??

postu nie komentuje bo widze ze jestes bardzo zaangazowany w roznorakie drobne tak naprawde konflikty reprezentują cos wazniejszego, zastanow się co. przeciez tak naprawde nie chodzi ani o rower ani firanki... to sa tylko rzeczy obrazujące wasze stosunki rodzinne. poza tym, w tym małżenstwie jest za duzo ludzi...powinno byc dwoje a jest chyba z pięcioro...
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nerwica lękowa w małżeństwie

przez kapralis 20 maja 2009, 08:38
John_Nelson napisał(a):Szykując się do rozprawy drukuję teraz wszystkie listy jakie do siebie pisaliśmy. Muszę się bronić, bo ona chce alimentów na siebie.
Przykład. Po ślubie robiliśmy remont, potem meble i akcesoria. Meble i kolorystykę ustalaliśmy wspólnie. Doszło do firanek. Dzwonię i okazuje się, że ona jedzie z rodzicami kupić firanki. Ja na to dlaczego, skoro ustaliliśmy, że wszystko będziemy kupować razem i że pojedziemy razem kiedy indziej. Okazało się potem, że w ten sposób chciałem zdominować całe finanse. Żona na swojej terapii usłyszała od psychologa, że wcale nie chodziło mi o kasę, tylko jak Pani by się czuła, gdyby Pani mąż razem ze swoimi rodzicami pojechał kupić firanki do Pani mieszkania. Wtedy zrozumiała.
Może czasami niepotrzebnie krzyknąłem jak się kłóciliśmy, ale nie było żadnych wulgaryzmów. Nawet w jednym liście pisze ona, że nawet w mailu czuje, że krzyczę na nią. W porządku, przyznaję się do błędów, ale każdy jest człowiekiem.
A co do teściowej to poprosiłem swoich rodziców, aby przypomnieli sobie rozmowę miesiąc po ślubie z jej rodzicami (na ich prośbę) i oto główne zarzuty:
- dlaczego kupują i dają żonie prezenty, po co dostała rower;
- moja mama jest w stosunku do żony nadopiekuńcza, ona nie jest jej córką;
- bo jestem źle wychowany;
- dlaczego nie chodzę do kościoła;
- dlaczego zafundowałem miesiąc bałaganu, dlaczego remontu nie zrobiłem będąc kawalerem;
- z żony robię służącą, każe usługiwać, ona jest taka drobniutka i słaba (bez przykładów);
- dlaczego nikt jej nie powiedział, że kilka dni przed ślubem pojechałem na koncert;
- po co moja mama chodziła na zaplecze na weselu, co kombinowała; (zarzuty o kradzież) ;
- że ona jest wykształcona, skończyła wiele kursów a mi i moim rodzicom brakuje wychowania;
- że ona była przeciwna naszemu małżeństwu, że mają ją przeprosić, że tak w ogóle to miała na nas więcej, ale zapomniała zeszytu w którym wszystko zapisała etc. (w skrócie)

no coments

p.s. dzisiaj byłem u psychologa do którego chodziliśmy na terapię małżeńską. Chyba jakoś z jego pomocą przejdę przez to wszystko


Chłopie wyobraź sobie jakie emocje wzbudził we mnie Twój post skoro zdecydowałem sie na niego odpisać po kilkumiesięcznej przerwie od aktywności na forum... wiem, że nie potrzebujesz litości ale jest mi Ciebei szkoda trochę bo z moich doświadczeń wnioskuję niestety, że choćbyś chciał to i tak jesteś na straconej pozycji. Przepraszam Cię za zbytnią szczerość ale jedyne słowo jakie przyszło mi na myśl po przeczytaniu Twojego posta to EWAKUACJA! Moim skromnym zdaniem z tego nic nie będzie - przeczytaj sobie swój post, zobacz ile tam bezsilności i żalu, ile tam cierpienia i agresji psychicznej ze strony Twojej żony i jej rodziny. Wydaje mi się, że musisz spokojnie stanąć z boku tej całej sytuacji i spojrzeć prawdzie w oczy - ona chyba już nie chce Was i chyba do końca nigdy nie chciała skoro tak mocno trzyma się "pępowiny" swoich rodziców. Żeby dojrzeć do małżeństwa trzeba najpierw dojrzeć do bycia "samemu" - nie samotnemu ale samemu. Bez bycia szczęśliwym i zadowolonym z samym sobą nie można być szczęśliwym i dawać szczęście w małżeństwie. Podążając za postami kolegów i koleżanek z forum, zgadzam się w zupełności, że trochę to wszystko w Waszym życiu nastąpiło za szybko - te poszczególne etapy Waszego związku - ślub, zamieszkanie razem itd nastąpiły zdecydowanie za szybko po sobie i może teraz trzeba będzie zapłacić cenę tego pospiechu. Jestem z Tobą bo znam z doświadczenia własnego podobne sytuacje dwie i wiem jak to jest być w takim młynie emocji. Pamiętaj by walczyć o siebie - rozwód nie jest przyjemny i nie jest niczym fajnym w życiu ale nie powinno się wg. mnie traktować go jak jakiś stygmat na całe życie. Walcz o swoje szczęście. Przejdziesz przez to tak jak przechodzi chmura deszczowa po niebie i znowu wyjższy słońce nad Twoją głową :-) Nie może być ciągle źle - nie ma po prostu takiej opcji :-) :-)
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

Re: Nerwica lękowa w małżeństwie

przez John_Nelson 20 maja 2009, 22:59
Dziękuję Wam wszystkim za komentarze, bardzo mi pomogły. Powoli zaczynam patrzeć na swoją sytuację bardziej obiektywnie. Niech Moc będzie z Wami! :)

"Świecie nasz -
Daj nam wiele jasnych dni!
Świecie nasz -
Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
Świecie nasz -
Daj ugasić ogień zły!
Świecie nasz -
Daj nam radość, której tak szukamy!
Świecie nasz -
Daj nam płomień, stal i dźwięk!
Świecie nasz -
Daj otworzyć wszystkie ciężkie bramy!
Świecie nasz -
Daj pokonać każdy lęk!
Świecie nasz -
Daj nam radość blasku i odmiany!
Świecie nasz -
Daj nam cień wysokich traw!
Świecie nasz -
Daj zagubić się wśród drzew poszumu!
Świecie nasz -
Daj nam ciszy czarny staw!
Świecie nasz -
Daj nam siłę krzyku, śpiewu, tłumu!
Świecie nasz -
Daj nam wiele jasnych dni!
Świecie nasz -
Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
Świecie nasz -
Daj ugasić ogień zły!
Świecie nasz... " M.G.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
18 maja 2009, 17:40

Re: Nerwica lękowa w małżeństwie

przez betty_boo 22 maja 2009, 07:14
a ja myślę że w tym poście powinna się wypowiedzieć żona, bo chyba nie jesteście/my obiektywni... punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, a w małżeństwie jest to szczególnie widoczne.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Nerwica lękowa w małżeństwie

przez John_Nelson 23 maja 2009, 19:53
Bardzo bym chciał, aby to zrobiła, nawet jej to proponowałem. Ale jak na moje wszystkie propozycje w odpowiedzi dostaję milczenie, albo smsa z dalszymi wyrzutami, to chyba nic z tego nie będzie. Nawet na wszystkich komunikatorach jestem poblokowany. Poza tym jak się podchodzi do problemu wyłącznie emocjonalnie, to po przeczytaniu wszystkich komentarzy dotyczących jej rodziny, nie zawsze przyjemnych w odbiorze, zapewne domyślacie się co mogłoby się stać, zwłaszcza jeśli ktoś nie jest w stanie dopuścić do siebie jakiejkolwiek samokrytyki.

Punkt widzenia niewątpliwie ma inny, bo inaczej tak by się nie działo. Wczoraj byłem na imprezie u naszych znajomych i jak się dowiedziałem, że w małżeństwie, które przez wszystkich moich znajomych zawsze uważane było za wzór do naśladowania dochodzi do przemocy fizycznej, jak on się nachla, a na wszystko patrzy trzyletnie dziecko, to uświadomiłem sobie wagę konfliktów małżeńskich, swoich i innych...

Pozdrawiam
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
18 maja 2009, 17:40

Re: Nerwica lękowa w małżeństwie

przez betty_boo 23 maja 2009, 22:56
dlaczego tak łatwo oceniacie tę żonę? może ona tez jest skrzywdzona.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Nerwica lękowa w małżeństwie

Avatar użytkownika
przez linka 24 maja 2009, 12:14
betty_boo, może i jest skrzywdzona - ale nie daje sobie pomóc co więcej pozwala na to, żeby w sprawy tylko jej i jej męża mieszali się jej rodzice.
Nawet jeśłi ktoś tu jest skrzywdzony - to jak widać lepiej będzie dla nich jak zaczną życie na nowo ale już nie razem.
Poza tym jestem zdania, ze jak coś się psuje w związku to nigdy nie jest wina jednej osoby....
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Nerwica lękowa w małżeństwie

przez malakh 23 cze 2009, 21:14
Nie wiem, czy ktoś jeszcze zagląda do tego wątku...

Tak się jednak składa, że pana Johna_Nelsona znam (skądinąd) i bardzo chętnie się wypowiem.
Mam wrażenie, że zakładając temat na tym forum chciał przede wszystkim odsunąć myśl, że wina może leżeć po jego stronie. Pyta się, czy możliwe by żona zapadła na nerwicę po 3 miesiącach małżeństwa (przez niego)?

Nie dziwię się żonie, że nie miała ochoty włączać się do dyskusji. Jak pisze mąż, żona nie odbiera telefonu już od dłuższego czasu, zatem zgoda na jego prośbę o jej głos w dyskusji byłaby równoznaczna z ponownym wejściem w tę grę, a widać, że zadecydowała inaczej. Jasne jest, że nie chce mieć z nim nic wspólnego i jest konsekwentna - nie odbiera telefonów, nie odpowiada na forum. Nie ma co się oburzać, że ktoś, kto się narzuca, jest zablokowany na komunikatorach. John_Nelson powinien o tym dobrze wiedzieć, bo jak mu nie pasuje, to sam robi takie rzeczy i uważa, że to jest w porządku. Blokuje bez litości i ma do tego prawo, podobnie jak jego żona, jakkolwiek dziecinna byłaby to postawa. Tylko dlaczego sobie przyznaje to prawo, a jej (i innym) nie?

Zauważcie, że tylko jedna osoba z tego forum jej broni. Może też jest skrzywdzona.
Myślę, że na pewno. Przecież nigdy wina nie leży po jednej stronie. Takie to proste, znane, prawdziwe.

Pan John_Nelson przyznaje się, że popełnił błędy, ale przecież jest człowiekiem. Wydaje się przez to bardziej bezstronny, obiektywny. Tymczasem sam może szukać czegoś, co pozwoli poczuć mu się lepiej, a poczuje się lepiej (i chyba poczuł, sądząc po jednym z dalszych postów), jeśli zacznie się atakować głównie żonę, która tu się nie wypowiada.

Najbardziej dziwi mnie to, że ludzie wypowiadają się na jakiś temat, znając relację tylko jednej ze stron (która w dodatku, mam wrażenie, czuje się winna i stąd te wszystkie pytania).
Zaznaczam, że znam Johna_Nelsona osobiście i domyślam się, że osoby delikatne, wrażliwe (czy ze skłonnością do nerwicy - jeśli nawet zakiełkowała w żonie wcześniej) może dotkliwie skrzywdzić. Czym konkretnie nie będę się wypowiadać, bo to forum dyskusyjne, a nie pismo brukowe.


"Nikt nie wie, co trzeba przeżyć, aby obłęd dojrzał i ogarnął człowieka bez reszty. Ileż to razy ludzie przeżywają tak koszmarne rzeczy, że powinni natychmiast postradać zmysły. tymczasem wcale nie wariują. Choćby - w większości - więźniowie kacetów. A innym wystarczy zwykłe, szare życie i - krach. Już się smażą w ogniu obłędu! Kim są, zanim staną się obłąkani? Zanim zamknie się ich na dobre? Bo to są takie kłębuszki wrażliwości. Świat dla nich cały jest z kolców. Usiłują się przystosować, ale to daremne. Albowiem jeszcze nie wiedzą, że Odys w nich śpi, że róża rozkwita z cierni, a klejnot jest w lotosie, amen. I że nikt nad nimi nie płacze! Aż przychodzi ostatnia rozpaczliwa próba i - i uciekają w szaleństwo... ." (J. Krzysztoń, „Obłęd”)
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
23 cze 2009, 00:37

Re: Nerwica lękowa w małżeństwie

przez betty_boo 23 cze 2009, 21:37
malakh zgadzam się, sady forumowiczow sa bardzo jednostronne , a czasem ktos może sie tu też próbowac "oczyścić", oczywiście nie mówię że jest to przypadek nelsona. również dziwię się temu bakowi obiektywizmu.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do