Witajcie nerwuski
Od dłuższego czasu Was obserwuję bo nie byłem aktywny na forum kupę czasu już powrót pikpokis skłonił mnie do złamania zasady, którą sobie kiedyś obrałem i napisania posta w tym temacie, który kiedyś był moim codziennym "chlebem powszednim" i trzymał mnie wśród żywych tego świata Ci co przestudiowali ten wątek od początku napewno pamiętają moją postać, a już z pewnością zna mnie sama założycielka tematu pikpokis i mieciu, który niedawno ponownie zabrał głos w dyskusji - mógłbym wymieniać jeszcze agę25 i wielu wielu innych, z którymi byłem przed długi czas mojej "przygody" z nerwicą, lękiem i ciągłym niepokojem, w ciągłym kontakcie tu na forum.
Bardzo dobrze znam problematykę tego wątku i potrafię idealnie wczuć się w Wasze obecne położenie. Sam wiem dobrze jak to jest czuć ciągły lęk i niepokój związany z tak bardzo potrzebnym nam do życia poczuciem bezpieczeństwa i pewności swoich uczuć do naszych partnerów. Jaz chorobą męczę się już blisko 4 lata - na forum trafiłem dopiero po roku samodzielnej walk iz tym paskudnym "żywiołem". Ale mniejsza o to co było - ci, którzy będą mieli ochotę wrócą postami w czasie i dowiedzą się o mnie i mojej historii wszystkiego. Dzisiaj jestem szczęśliwym mężem z 2 letnim już prawie stażem małżeńskim. W szczycie choroby, po pobycie 3 miesięcznym w klinice nerwic na oddziale dziennym podjąłem decyzje, że nie zrezygnuje ze ślubu i się ożenię z moją ukochaną. Dzisiaj ani trochę nie żałuje tej decyzji - co więcej nie żałuje tych ciężkich momentów w chorobie - to ona mi pokazała, że zawsze mogę liczyć na moją narzeczoną, dziś już żonę. Dzięki nerwicy zrozumiałem trochę bardziej kim jestem naprawdę - kim naprawdę jestem w środku. To ona pokazała mi czego zawsze m iw życiu brakowało i jak to zastępowałem innymi "przyziemnymi" przyjemnościami i nałogami. Wbrew pozorom nerwica jest zaburzeniem, na które pracowaliśmy latami, a sam moment "początku", który najbardziej pamiętamy nie jest najważniejszy - jest to po prostu chwila, w której nałożyło się to nad czym pracowaliśmy często całe życie (tak jak ja w domu rodzinnym, gdzie nie było nigdy miłości, a w jej miejsce była przemoc psychiczna, wyzwiska, bicie i wiele innych) z innymi czynnikami, których połączenie wyzwoliło w nas taką reakcje i zapoczątkowało kołowrotek lęku, paniki i niepokoju w zakotwiczonym temacie. U mnie było to silne zmęczenie dwoma delegacjami służbowymi pod rząd, niesamowita tęsknota za żoną, problemy z sennością i dwukrotne upojenie alkoholowe, które później odchorowywałem kilka dni... Przez ten cały czas radziłem sobie raz lepiej, a raz gorzej ale zawsze mimo wielu problemów szedłem do przodu, zawsze się podnosiłem po upadku i dzisiaj z tego jestem niesamowicie dumny. Jeśli ktoś myśli, że napisze Wam jakąś złota rade albo chociaż napiszę, że jestem w pełni zdrowy to niestety rozczaruje Was - dzisiaj wiem, że nerwica w mniejszym lub większym stopniu będzie ze mną zawsze. Wiem jednak też, że to co się działo przez ponad 3 lata mojej walki niesamowicie umocniło moją osobowość i pozwoliło mi na dostrzeżenie w życiu rzeczy, na które dotychczas wogóle nie zwracałem uwagi. Dziś często cieszą mnie najdrobniejsze rzeczy i wiem, że to w zdecydowanej większości tylko i wyłącznie moja zasługa - zasługa moich decyzji o leczeniu (3-krotnie leczyłem się z odstępami różnymi lekami - Bioxetin, Anafranil, Seroxat) i o pójściu na terapię do Kliniki Nerwic w Warszawie. O ile sama terapia w klinice nie dala mi za wiele, o tyle ostatnie dwa leki bardzo mi pomogły - zniwelowały moje problemy z bezsennością i budzeniem się kilka razy w nocy oraz zmniejszyły bóle somatyczne w klatce piersiowej i brzuchu. Od ok. 8 miesięcy jestem bez leków i czuje się bardzo dobrze. Często jeszcze łapią mnie jakieś dolegliwości somatyczne ale nie są już tak silne jak kiedyś, myśli są ale nie mogą mi już nic zrobić. Zmieniłem tryb życia - dzisiaj staram się dużo ćwiczyć i przebywać więcej na świeżym powietrzu, nadal biorę Magnez MG+B6 oraz OMEGA-3. Znalazłem swoją pasję - dzisiaj cały czas towarzyszy mi aparat, a fotografia to moje drugie ja choć jeszcze do pełni radochy w tym temacie brakuje mi pozbycia się mojego lenistwa, którego nabawiłem się przez ciągłe rozpaczanie, wyłączanie się ze społeczeństwa oraz ciągłe przebywanie w domu, w którym najczęściej spałem cały dzień... Ważne jest by wierzyć, że będzie dobrze, by to po prostu w pewnym momencie wiedzieć. Mam dzisiaj najwspanialszą żonę na świecie, przyjaciela który mnie niesamowicie rozumie w każdej sytuacji i pomyśleć, że jeszcze kiedyś myślałem, że tylko jak się z nią rozstanę będę naprawdę szczęśliwy i będzie "jak kiedyś". Jakież to było zgubne myślenie... NIGDY JUŻ NIE BĘDZIE JAK KIEDYŚ! I DOBRZE! Po cholerę ma być jak kiedyś, skoro to "kiedyś" mnie doprowadziło w końcu do tych 3 lat ciężkiego cierpienia i mordowania się z samym sobą - tego chcecie?! Będzie inaczej niż "kiedyś", będzie LEPIEJ! PRAWDZIWIEJ! Bardziej SPONTANICZNIE i UCZCIWIE! Cały czas nad tym pracuje, to ciężka praca ale dzisiaj chyba już wiem, że to ja mam problem, a nie cały świat jest zły i przeciwko mnie, a wszyscy na około mają lepiej ode mnie. Nie prawda! Każdy ma swoje problemy i często mogą być większe od moich. To w Was jest to "coś" co wpędziło Was w ten stan i to Wy macie w sobie siłę by to zmienić, jedno jedyne pytanie tylko: czy chcecie??
Ja chcę.
Nic nigdy nikogo tak nie ogranicza jak on sam.