Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

przez smutekwekrwi 14 mar 2009, 22:52
Błagam, nie spisuj swojego życia na straty... Pamiętaj, że to wszystko siedzi w Tobie... i tylko Ty możesz sobie pomóc, tylko Ty możesz z tym walczyć i to ZWALCZYĆ.. Tak bardzo Ci współczuję i tak bardzo chciałabym Ci pomóc, chociaż nie mam pojęcia jak. Twoje życie to pasmo sukcesów, wielu ludzi chciałoby "bez trudu" dostać się na studia, skończyć je.. Masz dla kogo żyć i starać się - masz rodziców. Nie skupiaj się tylko i wyłącznie na tym problemie, "tylko zycie poświęcone innym warte jest przeżycia".
Gdybym mogła, bardzo mocno bym Cię przytuliła. Wierzę w Ciebie ..
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
14 mar 2009, 22:35

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

przez przegranyy 15 mar 2009, 00:42
smutekwekrwi napisał(a):Błagam, nie spisuj swojego życia na straty... Pamiętaj, że to wszystko siedzi w Tobie... i tylko Ty możesz sobie pomóc, tylko Ty możesz z tym walczyć i to ZWALCZYĆ.. Tak bardzo Ci współczuję i tak bardzo chciałabym Ci pomóc, chociaż nie mam pojęcia jak. Twoje życie to pasmo sukcesów, wielu ludzi chciałoby "bez trudu" dostać się na studia, skończyć je.. Masz dla kogo żyć i starać się - masz rodziców. Nie skupiaj się tylko i wyłącznie na tym problemie, "tylko zycie poświęcone innym warte jest przeżycia".
Gdybym mogła, bardzo mocno bym Cię przytuliła. Wierzę w Ciebie ..


Wiesz, nie skupiam się tylko na tym, ale to chyba dlatego, że mam ten "komfort" ,że na razie mogę siedzieć, a właściwie leżeć w domu przed kompem i zajmować się czym innym. Niestety do pracy na razie się nie nadaję, dobrze, że mam jeszcze oszczędności, bo całkiem byłbym skazany na rodziców, nawet ma fajki bym nie miał :(
Co do studiów, to rzeczywiście ich skończenie mogę uważać za sukces, zwłaszcza w moim stanie, gdyż na pewno były cięższe niż dla innych ( zdrowych osób ). Tyle, że były to studia zaoczne, z dziennymi na 100% nie dałbym rady, bo już ten weekend na studiach mi wystarczał, żebym był wykończony psychicznie przez lęki.
Po za tym , jeżeli jeszcze duużo sam się nauczę być może mógłbym w przyszłości pracować w domu, przed kompem.

Wiesz, co do poświęcania życia innym to z jednej strony jest dobre, ale z drugiej jeżeli nie myślisz kompletnie o swoim zadowoleniu, dajesz się wtedy wykorzystywać, a wiesz jaka jest duża część ludzi - zero wdzięczności, wykorzystywanie innych do swoich celów ile się da, brak szacunku dla osoby, która dla nich dużo robi, w ich mniemaniu chyba jest słaba i można z nią robić co się chce.Oczywiście nie wszyscy są tacy, ale np. w szkole tak właśnie byłem traktowany, jeżeli ktoś chciał coś ode mnie , ja nie potrafiłem odmówić, mimo, że wiedziałem, że taka osoba nie będzie mnie dalej traktować poważnie.

Oczywiście ja też nie jestem jakimś ideałem, mam bardzo dużo wad, ale nigdy nie traktowałem ludzi w sposób jak opisałem powyżej, chociaż muszę przyznać ze wstydem, że rodziców potrafiłem wykorzystywać :oops:

Dziękuję za miłe słowa i próbę wsparcia :) Pozdrawiam Cię smutekwekrwi :)
My life ended a long time ago...
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
13 mar 2009, 10:56

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

przez stokrotna 20 maja 2009, 11:37
Ja tez jestem wyprana z uczuc. Moze jest inaczej niz w wypadku przegranego, bo dopiero od miesiaca siedze w domu przed komputerem i nic nie robie. Nie chodze na zajecia na studia bo nie moge sie tam skoncentrowac i jestem cala spieta...
Czuje sie jak typowy nieudacznik ktory jest skazany na łaske rodzicow...
Codziennie mysle o smierci, wiem ze nie dam rady sobie w zyciu...
Nie wiem po co to pisze ale musze to z siebei wyrzucic...
Tak naprawde nic nei ma dla mnei sensu...
Po raz trzeci w zyciu przechodze ta depresje czy jak to nazwac...Jednak tym razem nie mam juz sily zeby z nia walczyc..
Psychoterapia nie pomaga, leki rowniez nic nei daja...kontaktowalam sie nawet z facetem ktory egzorcyzmuje na odleglosc..prosilam siostry zakonne o modlitwe wstawienniacza za mnie...
Moze to wszystko brzmi smiesznie z zewnatrz ale ja naprawde staralam sie wszystkimi sposobami wydostac z tego beznadziejnego stanu...
Jestem skazana na zycie przy komputerze, sadze ze dlugo nei dam tak rady i sprobuje sie po prostu zabic...moje zycie jest tak monotonne ze chyba tlyko jedno wyjscie pozostalo aby usmierzyc ten bol jaki w sobei czuje...a wlasciwie jest to takie zrezygnowanie, beznadzieja...
Mysle o smierci, ale tez boje sie opuscic ten swiat...jakis zal zeby zostawic rodzine jest...nie wiem co mi jest ale uwazam ze Bog jest naprawde bezwzgledny ze pozwala na taki stan duszy i umyslu...
To co napisalam wydaje mi sie i tak bezowocne ale chcialam sie z kims tym podzielic..
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
02 maja 2009, 09:24

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

przez szymek30 20 maja 2009, 13:43
2.Tak jak pisałem wcześniej, żeby odblokować te emocje, których nie przeżywam wcale od 2,5 roku, musiałbym sobie na to jakoś pozwolić. Przynajmniej tak było jeszcze do niedawna, po prostu czułem ten potworny ból, który we mnie siedzi , ale nie potrafiłem/nie potrafię pozwolić sobie na przeżycie go. Zaręczam, jestem tego pewny, że puszczenie tego, odblokowanie doprowadziło by mnie prawdopodobnie do śmierci. To nie jest parę jakiś tam złości na kogoś czy parę emocji, które zablokowałem i zapomniałem o tym. To są wszystkie emocje i uczucia, które powinienem przeżyć, a ich nie przeżyłem, ich siła jest tak wielka i potworna, że po prostu bardzo bałbym się puszczenia tego, nie wspominając o cierpieniu psychicznym, które bym przeżył, bo to jeszcze można wytrzymać, ale tak jak pisałem wyżej , mój organizm tego nie przetrzyma. Pewnie ciężko w to uwierzyć, ale ja tak czuję i wiem , że się nie mylę.
Kolejnym problemem jest to, że wcześniej czułem po prostu to wszystko co mam w sobie zablokowane, ten ból, wiedziałem , że jakbym to wyraził, przeżył, to bym wrócił być może chociaż do stanu sprzed 2,5 roku.Ostatnio jednak, jak pisałem wcześniej przyzwyczajam się do tego stanu, przestaję czuć ten ból, a ten ból zmienił się jakby w coraz bardziej popieprzone moje postrzeganie świata. Ech, ciężko to wytłumaczyć, wątpię czy ktoś zrozumie, zresztą jakie to ma znaczenie.

3. Nawet, gdyby jakimś cudem doszło do tego odblokowania ( w co naprawdę nie wierzę ) i jakoś bym to przetrzymał wrócę w najlepszym przypadku do samopoczucia z przed 2,5 roku. A było ono fatalne, po coś te emocje zblokowałem, wiem, że zrobiłem to świadomie, to była moja decyzja, choć fatalna w skutkach. Różnica jaka była między wtedy a teraz to taka między innymi, że wtedy jeszcze swoje życie przeżywałem, mimo, że bardzo bolało. Od 2,5 roku czuję jakbym umarł, tylko moje ciało żyje.





przegrany Piszesz o tym że jesteś pewien że twój organizm nie wytrzyma tylu nie przeżytych emocji, może żaden organizm człowieka na tym świecie by tego nie wytrzymał. Dlatego moim zdaniem musisz próbować małymi kroczkami wprowadzać w swoje życie różne emocje, przypominać je sobie, wydobywać je z wnętrza swojej duszy.
Życzę ci z całego serca żebyś wyzdrowiał i wiem że kiedyś tak się stanie.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
26 mar 2009, 10:01
Lokalizacja
śląskie

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

przez Rosveen 20 maja 2009, 19:24
Dziękuję. Dziękuję, że opisałeś swoją historię. Nie będę mówić Ci, że masz szansę, że możesz z tego wyjść, bo nie wiem - już nic nie wiem. Jestem o krok od wejścia w ten etap, na którym Ty teraz jesteś. Przestaję czuć, przestaję żyć. Przeraża mnie, że nastąpiło to tak wcześnie... Bo jestem dużo młodsza od Ciebie. Mam jeszcze nadzieję, odrobinę nadziei... Nie chcę jej stracić. Nie chcę zapaść się w noc.
Twój post pomógł mi zrozumieć, że nie jestem na końcu tej drogi. Być może nie ma końca - nie chcę tego sprawdzać. Chcę znów żyć normalnie, dopóki jeszcze mogę. Spróbuję... Jeśli to tylko możliwe, wyleczę się. Muszę. Chcę.
Nie wierzyłam, że to dla mnie możliwe, że mam jakąkolwiek szansę, dopóki nie przeczytałam Twojego posta i nie dotarło do mnie, że jeśli nie wygram dzisiaj z tą pustką, to nie wygram z nią już nigdy. Może teraz - wreszcie - uda mi się coś zmienić.
Jeszcze raz dziękuję.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
20 maja 2009, 19:12
Lokalizacja
Trójmiasto

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

przez dzinek 22 maja 2009, 00:01
Witam serdecznie

Moja historia jest podobna co autora postu

fobia społeczna, dystymia, kołatania serca, napięcia i bóle mięsni, uderzenia gorąca, pocenie się, nawet lek paniczny,
dolegliwości jelitowe, zaczerwienienie twarzy, odcięcie od emocji, brak apetytu i w ogóle brak smaku,
zaburzenia widzenia, ostrości, nie można się wyspać, wysłowić, ból psychiczna, podwójna depresja, nadciśnienie, a dodatki
to wyśmiewanie, poniżanie, samoocena, pustka w głowie, uczucie niemocy, drżenia, ucisk w gardle,
zdenerwowanie, ból kręgosłupa, niepokój, ...itd można wymieniać po prostu katastrofa,



Przerobiłem najróźniejsze tematy:
leki(seroxat, rexetin, efectin, seronil), tzrech egzorcystów i ksiądz, oczyszczanie organizmu, zmiana odżywiania,
ziołoterapia, 2 razy hipnoza, badania neurologiczne, badania pierwiastkowe, ziołoterapie, psycholog, psychoterpia,
przeczytałem książki artykuły, chyba cały internet
w poszukiwaniu rozwiązania:p, masaze rożnego rodzaju, tsh badane, magnetoterapie,
gluten wylaczyoem na jakis czas, bsm, eft, homepatie,
trochę pracy z oddechem .

z tego wszystkiego została mi dystymia, jeszcze jakieś prześwity przeżycia z przeszłości, ale chwilowo nie mogę zlokalizować, odcięcie od emocji, kwestia czasu aż to rozpracuje:)


Najlepsze jest to,co właściwe już mnie nie dziwi że najbardziej pomogły mi najprostsze techniki, dostępne za darmo

jeżeli chodzi o leki to największa poprawę odczułem po seroxacie - głównie jako napęd, i wyciszenie,
jeżeli chodzi o egzorcystów to tutaj również była poprawa! - to nie żadna magia, po prostu byty się podczepiają
albo opętują kiedy są dziury w energetyce i nasilają lęki i depresje. temat egzorcyzmów tez jest dość szeroki
egzorcyzm a egzorcyzm to nie to samo. trzeba szukać dobrego egzorcysty ceny jakie sobie krzyczą to około 200-300zł i to trochę
trwa. prosty egzorcyzm też się może sprawdzić, ale z opętaniem sobie chyba nie poradzi. ja się na tym nie znam tylko mówię to co doświadczyłem i wyczytałem
z usług 4 egzorcystów. tylko mowie u mnie one nie rozwiązały problemu, ale znacznie pomogły w depresji. Bo mowie miałem podwójną depresje
Została dystymia.

oczyszczanie organizmu, odżywianie - można traktować jako wspomagacz jak się jest w stanie.
W niektórych przypadkach może pomoże. Pomaga jak się jest już zdrowym:p, ale mimo tego warto bo w nerwicach, depresjach
organizm się zanieczyszcza

ziołoterapia - wspomóc oczyszczanie organizmu

hipnoza - Byłem u dwóch specjalistów, jedna trwała godzinę a druga 15 minut. Może jestem niepodatny, ale z tego co wiem
to tam nikt nie wchodził w trans. to była moim zdaniem trochę pseudo hipnoza, Nie twierdze, że nie ma odpowiednich specjalistów
W każdym bądź razie radzę uważać. Bo chyba nerwicowcy i jeszcze osoby z depresją na pewno będą miały trudności wejścia w trans

badania pierwiastkowe - napewno odpowiednio zbilansowana dieta pomoże utrzymać organizm w odpowiedniej kondycji. lekarz
zlecający badanie twierdził, że to rozwiąże problem. Ale w cięższych przypadkach nie ma szans, żeby uzyskać efekty.

psycholog - moim zdaniem W takich tematach, jak depresja, fobia społeczna, silna nerwica będzie ciezko,
trzeba by chyba codziennie chodzić na wizyte. Wiadomo, że dużo zależy od psychologa itp.

psychoterapia - kazali mi chodzić a ja przecież nie mogłem wytrzymać pół godziny. Toż to katorgi. Nie dało się !!!
Są po prostu przypadki, że się nie da.

gluten - trochę pomogło, może to placebo, Ale w końcu jest to zmiana odżywiania, może pomoc u niektórych

homeopatia - trudno powiedzieć, później nie stosowałem systematycznie. Podejrzewam, że tutaj jest potrzeba długotrwałej terapii
ale w cięższych objawach czuje, że nie ma szans

samoleczenie BSM - polecam technikę, gdy tylko lęk narastał....łapkę w pozycji 1 i lęk mijał. Czasami
odczuwałem znaczną poprawę. W szczególności gdy brałem seroxat. Ale niepolecanym takich eksperymentów!, można sobie zaszkodzić
bo bsm ma silne działanie. Sprawdza sie u mnie świetnie na choroby typu angina, grypa, katar, ból zęba. To tez przecież nie jest żadna
magiczna metoda. Po prostu trzeba zrozumieć zasadę działania, trzeba pamiętać o uzupełnianiu pierwiastków

EFT - technika za pomocą, której dokonałem największych zmian. Do tego najbardziej kontrowersyjna wydawała mi się na początku
ale po zgłębieniu tematu stwierdziłem, żadnej magii tu nie ma. W necie jest kilka podręczników dostępnych za darmo i sporo informacji
dowody neurologiczne. Polecam w szczególności ksiązke Horst Benesch - zapukaj po zdrowie. tych wszystkich dolegliwości pozbyłem się właśnie za pomocą tej techniki!!!
Póki co dla mnie najlepsza technika o szerokim spektrum działania.

jeszcze co do blokady emocji, odczuwania. cytat z książki "Dłonie pełne światła" Barbara Ann Brennan świetna książka

Energetyczne systemy obronne
"To samo dzieje się z człowiekiem, który jest "obok siebie". ta konstrukcja jest bardziej długotrwała niż "wycofanie",
która może trwać od zaledwie kilku sekund, godzin. Stan bycia "obok siebie" trwa dłużej, przez całe dnie, a nawet lata.
Widziałam ludzi, którzy znajdowali się częściowo poza swoimi ciałami z powodu jakiegoś zaburzenia nerwowego,
albo przeprowadzonej w dzieciństwie operacji chirurgicznej.
Pewna młoda kobieta przeszła operację na otwartym sercu w wieku dwóch lat.
Miała lat dwadzieścia jeden, kiedy z nią pracowałam próbując usadowić jej ciała energetyczne w ciele fizycznym.
Wyższe ciała odłączyły się częściowo i odpływały na zewnątrz w górę i w tył. to spowodowało brak łączności z uczuciami.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
21 maja 2009, 22:39

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

przez redeemed 13 sie 2009, 11:35
Witaj przegrany

Mam podstawy twierdzić, że mój przypadek jest bardzo rzadki, być może jestem jedyny z tak zaawansowanym problemem
Wierzę, ze tak jest, w końcu każdy z nas to jedyny w swoim rodzaju i zdawałoby się beznadziejny przypadek :D
Wiem jak to jest kiedy jest się inteligentnym i jednocześnie niepewnym siebie dzieckiem, gdy rozwój rozumu wyprzedza rozwój emocjonalny, poszedłem kiedyś do szkoły jako 6-latek umiejący już czytać i pisać i nie mający żadnych problemów z nauką za to zasadnicze i nieprzezwyciężalne z integracją wśród rówieśników, akceptacją samego siebie i poczuciem bezpieczeństwa. Gdy dziecko nie potrafi znaleźć oparcia w rodzicach usiłuje radzić sobie samo,a ponieważ nie potrafi, zaczyna uciekać przed "złymi" emocjami. Tłumienie emocji powoduje nerwice. Przerabiałem chyba wszystkie możliwe nerwice: natręctw, oczekiwania, jąkanie, agorafobię, erytrofobię itp itd. Wychodzenie z tych stanów nie jest łatwe, ale jest możliwe, przy czym dużym problemem jest tendencja do samowystarczalności- ja wszystko najlepiej wiem: wiem, że nikt mi nie pomoże. Nikt mi nie pomógł, kiedy miałem 9 lat (zresztą nie prosiłem wtedy nikogo o pomoc- z góry wiedziałem,że "to nic nie da"), to dlaczego ma pomóc dzisiaj? Dokąd uznaję, że to ja wiem wszystko najlepiej, trudno żeby ktoś mi pomógł, czy będzie to Bóg, lekarz, czy ktokolwiek inny.

Z jednej strony piszesz, że nic ci nie pomoże, z drugiej strony słusznie zauważasz, że ratunkiem byłoby dla Ciebie pozwolenie sobie na odblokowanie i przeżycie emocji. Obawiasz się wywołanego tym bólu, ale przecież nie wszystkie emocje są bolesne, jest cała masa fajnych i przyjemnych emocji, które też tłumisz. Nie da się tłumić emocji selektywnie, wystarczy, że tłumimy jedną i gasimy w sobie całe życie emocjonalne, wiem to dobrze po sobie, bo też jeszcze nieraz zmagam się z niechcianymi emocjami, wspomnieniami itp. Terapia dała mi pewien obraz jakie emocje tłumię, mam więc podstawy, żeby uczyć się je dopuszczać. Czasami mi się to udaje lepiej, czasami gorzej, ale widzę światełko w tunelu i mam już pozytywne doświadczenia, do ktorych mogę się odwołać w gorszych momentach.

Jest fajna książka holenderskich psychiatrów pt "Integracja psychiczna", (http://www.tolle.pl/r/512) opisująca konkretne przypadki leczenia zablokowanych w różny sposób osób poprzez odkrywanie ich rzeczywistych lęków i zahamowań, bo to co odczuwamy na codzień to są raczej objawy niż przyczyny. Np opisana jest historia kobiety, która miała fobię, że rośnie jej broda, a okazało się, ze po prostu nie pozwalała sobie na wyrażanie jakiegoś konkretnego uczucia i gdy zaczęła to robić cały problem minął. Albo młodego wykształconego prawnika, który wpędził się w ciężką nerwicę lękową tłumiąc emocje seksualne. Przyczyny mogą być różne, ale opisana w tej książce metoda sprawdza się w praktyce. W każdym razie warto sobie uświadomić jakie konkretnie emocje poddajemy represji, bo wtedy można nad nimi pracować. Lęki co wiem z autopsji mozna codziennie mieć inne, ale to tylko objaw, trzeba dojść do przyczyny.

Pozdrawiam
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
13 sie 2009, 10:28

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

przez Jadis 13 sie 2009, 13:04
tak na marginesie, zadziwiające jest w ilu przypadkach nerwic i depresji u mężczyzn występuje odcięcie od świata i oglądanie porno, nie? :roll: ;)

a teraz do autora wątku: ile lat się zmagasz z nerwicą lękową? pewnie z 10-12 lat, prawda? ja się z tym męczę 16 lat, a może nawet dłużej. zablokowanie emocjonalne u mnie nie nastąpiło w ogóle. jako wolontariuszka pomagająca bezdomnym zwierzętom jestem nawet bardziej emocjonalna niż kiedykolwiek. mój problem jest zupełnie inny, bo ja mam duże problemy z objawami wegetatywnymi moich lęków, ale podobnie jak Ty bardzo długo nie wierzyłam w wyleczenie. aż pewien psychiatra mi powiedział, że tak długo jak nie wierzę i nie chcę tak naprawdę się leczyć, tak długo nikt mi nie pomoże. 16 lat zmagań z lękami to długo. wcale nie chcę dłużej się męczyć i zamierzam się poddać leczeniu, konsekwentnie - nie przez 3 miesiące, bo takie leczenie trwa co najmniej rok, i potrzebna jest i psychoterapia i osobna farmakoterapia. wmawiaj sobie dalej, że nic Ci nie pomoże, to Ci faktycznie nie pomoże. a nie lepiej poszperać i znaleźć gdzieś naprawdę uznanego psychiatrę z wynikami w leczeniu nerwic/depresji i się do niego zgłosić? nie lepiej komuś zaufać? bo przecież nie wiesz lepiej niż lekarz. on się kształcił żeby pomagać, więc chyba wie lepiej, prawda? to nie jest prawda, że ludzie się z tego nie wyleczyli, bo są na tym forum przypadki wyleczenia.

nic nie czujesz? nie masz uczuć wobec innych? jak można być takim egoistą? przecież istoty wokół Ciebie czują! i potrzebują tego, żeby im okazywać uczucia. może zamiast skupiać się na sobie, zaczniesz dostrzegać, że nie jesteś jedyną cierpiącą osobą w swoim otoczeniu? zastanowiłeś się kiedyś jak bardzo cierpią Twoi rodzice?

wybacz, że jestem taka surowa, ale należy przede wszystkim przestać patrzeć na samego siebie i popatrzeć na ludzi wokół, bo oni jednak są równie ważni jak my, jeśli czasem nie ważniejsi. i nie masz się leczyć tylko dla siebie, ale też dla rodziców/rodziny, bo oni Cię kochają, i dla nich Twoje życie jest najważniejsze na świecie.
Jadis
Offline

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

przez ewaryst7 13 sie 2009, 19:06
Ble ble ble.Nadzieja jest.Możesz sobie mowić , że nie ma.A ja wiem , że jest!To Ty sam ,wmowiłeś sobie , że nie ma dla ciebie ratunku.Uparcie , i konsekwentnie wmawiasz sobie dalej.A przecież jesteś inteligentny , i wiesz , do jasnej cholery , że tak nie można!!Może chociaż sprobuj , zadzialać odwrotnie! 15 lat , już choruję... i nigdy , zaznaczam NIGDY nie zwątpilam , że wyzdrowieję! Ty też mozesz być zdrowy.I będziesz.
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

przez arturk 14 sie 2009, 10:02
przegranyy czytałem tylko kilka pierwszych Twoich postów i mi się kuuurrrna odechciało!!! Wnerwia mnie taki brak wiary! Wierzysz w Boga? Wierzysz w cokolwiek? Tym się właśnie różnimy, bo ja wierzę, i nie poddaje sie. Napisałeś, ze nie z każdej sytuacji jest wyjście, może to i fakt, ale ja szukam tego wyjścia dopóki go nie znajdę i nigdy się nie poddaję, tym się różnimy. Ja walcze z tym gównem od ponad 3 lat na dobre, nie mówiąc o lękach z dzieciństwa... I co myślisz że mnie łatwo jest? Tylko, że ja pracuję, skończyłem już kolejne studia i idę na następne, niejeden zdrowy nie ma tyle zapału i samozaparcia co ja nerwicowiec, myślę, że to dzięki chorobie wciaż idę w zaparte i staram sie sobie udowadniac, ze jednak dam radę, ale to tylko moje spojrzenie i podejście do życia, zawsze mozna usiąśc podłożyć ręce pod dupę i wmawiać sobie, ze nic się nie da zrobić. Kuuurr..aaa. Do roboty leniu!
Offline
Posty
177
Dołączył(a)
04 paź 2007, 17:22
Lokalizacja
Koszalin

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

przez Stokrotka70 14 sie 2009, 10:59
...a ja cię rozumiem "przegrany"
Wprawdzie nie mam zablokowania na uczucia, no może są stłumione trochę po lekarstwach ale ROZUMIEM POCZUCIE BEZNADZIEJNOŚCI I PRZEGRANEJ.
To nie ma nic wspólnego z lenistwem!!! Po prostu wpada się w jakies diabelskie błędne koło i potrzeba naprawdę gromu z jasnego nieba, żeby się ocknąć.
Ja żyję jakby w uśpieniu. Niewiele mnie cieszy, czuję, że jestem już bardzo stara, że nic miłego mnie w życiu nie spotka, a to przecież nieprawda.
Do działania zmusza mnie myśl o moich blskich. Mam dwójkę dzieci, które są moimi Skarbami największymi i to dla nich chcę jako tako funkcjonować. Nie zawsze mi się to udaje. Często leżę w łózku i nie mam siły na nic ale staram sie to przerywać i działać dla bliskich. I tu rację ma Jadis. Pomyśl o rodzicach. Postaraj się zrobić coś dla nich w sensie emocjonalnym (nawet jeśli ci się wydaje, że nic nie czujesz) i trenuj przekazywanie miłych, pozytywnych emocji.
Pozdrawiam cię cieplutko, trzymajmy się jakoś :smile:
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
03 sie 2009, 10:30

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

przez Yogi 15 sie 2009, 14:42
Witam wszystkich, jestem tu nowy, nigdy nie pisałem posta na tym forum.
Od września zaczynam terapię grupową, ale z każdym dniem jest coraz gorzej. Mam wrażenie że od terapii dzielą mnie lata.
Bardzo często mam napady lęku, myśli mi się plączą. Strasznie cierpię- i wiem że większość z Was mnie rozumie.
Związek mi sie sypie, bo juz stracilem kontrole nad swoimi myslami, nie umiem pwoedziec czy to jej czy moja wina. Kiedy czuje do niej zal, do jej zachowania zaraz odzywa sie we mnie zdanie- a moze to z tobą jest cos nie w porządku?
To wszystko to jakiś obłęd- życie, miłość, radość? Ktorej nigdy nie czulem. Albo czulem przez krótszy okres po czym za chwilę czułem sie fatalnie.
Ktoś z Was był na psychoterapii? Jest ona na prawde tak skuteczna?
Przepraszam za moją chaotyczną wypowiedź, nie jestem dzisiaj w najlepszej formie.
Pozdrawiam gorąco.

[Dodane po edycji:]

I napiszcie jak wyglądają u Was sprawy damsko męski tzn. związki..? Bo u mnie to na prawde cos dziwnego, pomijając fakt ze przez 3 lata nie potrafie sie wyluzowac przy kims kogo bardzo mocno kocham, nie potrafię być sobą. Czuje ze dostaje jeszcze kopa od swojej dziewczyny.. Czuję sie nikim,
Pozdrowienia
Yogy
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
15 sie 2009, 14:28

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

Avatar użytkownika
przez bliksa 07 wrz 2009, 14:08
mój chłopak jest bardzo wyrozumiały, często sie zdarza, ze na jakis duzo wczesniej zaplanowany wyjazd nie jedziemy, bo na minute przed odjazdem pociągu wysiadam :roll: wiadomo, jest tylko człowiekiem i czasem puszczają mu nerwy, ale ogólnie zawsze duzo ze mną rozmawia, zawsze dzwoni i pyta jak sie czuje, czesto mnie rozsmiesza, w ten sposób bagatelizujemy moje lęki, spłycamy je do zera, smiejemy sie z nich po prostu. nie potrafilam opanowac lęku przed wizytą u psychiatry, to opowiadał mi, ze idziemy do dobrej cioci :D która tez ma nerwicę i bedzie sie chciala wygadac, wszystko obracamy w zart a to na prawdę pomaga :lol:
Są takie chwile, w których człowiek przytuliłby się nawet do jeża.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1827
Dołączył(a)
26 kwi 2009, 16:19
Lokalizacja
F 41.2

Re: Do czego doprowadziła mnie nerwica. Moja historia

przez oko_84 09 wrz 2009, 00:18
Uważnie przeczytałem każdą Twoją wypowiedź. Mam zupełnie inny problem niż Ty, nie boję się ludzi a co najwyżej swojej głupoty.

Poczułeś całkowitą rezygnację i przez to nieco się uspokoiłeś godząc się z tym, jaki teraz jesteś. Szukasz nadal ukojenia i sam w głowie układasz sobie wszystko, tak aby zachować w miarę jakąś równowagę. Chcesz jakoś przetrwać ten czas, ale nie chcesz popełnić samobójstwa, bo boisz się sadystycznego Boga. I właśnie widzę, że kiedyś byłeś głębokim katolikiem.

Ja nim nie jestem od dawna, gdy przeżyłem krzywdę innej bliskiej mi osoby. W głowie pojawiło się we mnie wiele logicznych rozwiązań i analiza całego życia świadcząca, że Boga nie ma, a nawet gdyby istniał, nie byłbym w stanie wogóle go poznać (bo jestem przecież głupszy od niego).

Sam mam wiele psychicznych problemów, ale znajduję na to radę. Szukam ciągle jakiś przyjemności, ale racjonalnie rozpoznaję, które w przyszłości mogą przynieść szkody (np. nadużywanie alkoholu nie jest dobre!). Ogólnie sens życia odnajduję w samym fakcie jego istnienia!. Od tej myśli trzeba zacząć. Trzeba się cieszyć każdą rzeczą, patrzeniem w zachód słońca, muzyką, dobrym filmem czy książką. Mamy tak wiele, a tak żadko to zauważamy.

Ja się boję wykonywać wiele rzeczy i wtedy myślę o tym, jak wiele będę mieć, gdy jednak coś zdobędę. Niejako poświęcam się i znoszę jakoś swój lęk, bo wiem, że nagroda czeka za moje przełamywanie się.

I jeszcze jedno, proponuję, aby tacy ludzie jak my, załamani i lękliwi spotkali się kiedyś, odnaleźli siebie. Gdy się spotka osobę o podobnych problemach, znajduje się przyjaciela.

Warto żyć chociaż dla jednej wspaniałej chwili. Skąd wiesz, co będzie kiedyś? Nie wierzę żadnemu prorokowi, gdyż przyszłość jest zupełnie nieznana, która nieraz szkokuje pozytywnie. Dlatego racjonalny umysł podpowiada, że jakaś nadzieja zawsze powinna istnieć. Może nie musi być wielka, ale skoro przyszłość jest nieznana, to wszystko jest możliwe. I to jest motywacją do życia. Trzymaj się do cholery i nie rezygnuj. Nie walcz na siłę, ale chociaż coś kombinuj ze sobą. Powolutku. Nawet mały sukcesik i jakiś lepszy dzień jest wart poświęceń.

Odnośnie lekarzy, to nieraz wielkie skurczybyki, które tylko wykonują swój zawód, aby otrzymać zapłatę. Moja dziewczyna nieraz spotkała takich psychologów, którzy zniszczyli jednym zdaniem miesiące terapii. To ludzie, którzy często myślą o sobie. ALE NIE WSZYSCY TACY SĄ. Trzeba trafić na lekarza, który służy ludziom a tacy istnieją. Idź do kogoś innego, szukaj lekarzy, może nie na siłę i nie na szybko, ale w wolnych chwilach próbuj. Rozmawiaj z ludźmi.

A odnośnie księży i egzorcystów... Gdy złamiesz nogę, modlisz się o dobre zrośnięcie kości, czy wkładasz nogę do gipsu? Jakie rozwiązanie jest lepsze? Stosowanie obu jednocześnie nie zaszkodzi, ale same modlitwy bez usztywaniania nogi i nastawienia kości nie podziałają. Zastanów się nad tym. Ufaj nauce na nie ludziom. Uświadom sobie, czym jest psychologia i jak działa nasz mózg. Twój i mój nie działa poprawnie i to jest właśnie problem.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
02 wrz 2009, 23:07

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do