Lęk przed śmiercią

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez maiev 25 paź 2007, 11:26
tyle Wam powiem - mam to samo - to aż obsesyjne. Najepiej jakbym nie czytała gazet, książek, nie oglądała tv i nie rozmawiała z ludźmi. Zawsze gdzieś pojawia sie jakaś wzmianka o chorobie o śmierci - ogólnie o jakimś cierpieniu a mi od razy się "włącza" ten lęk - aż mnie cierki przechodzą. Boję się panicznie- to nawet się nasila. Dla mnie to jest takie niezrozumiałe - bo w zasadzie żyje żeby umrzeć. Dziwne i straszne. Wczoraj widziałam wypadek - ja się od razu potrafię postawić w sytuacji osoby będącej w tym pogniecionym wraku - masakra jakaś, Chciałabym nie mieć wyobraźni - bo to przekleństwo jakieś.
Najgorsze jest że nikt nie wie kiedy to się stanie. Patrzę na moje rzeczy - do których jestem przywiązana - i myślę że może jutro czy tam kiedyś zostaną one po mnie i ktoś je wyrzuci. codziennie łapię przez to doła - przez ten cały lek prze końcem. kiedyś to mnie ta cała niepewność tak wkurzała że az myślałam czasem że może faktycznie lepiej samemu sobe wybrać ten moment.... Smutne ale prawdziwe. Żyć i cay czas bać sie śmierci to też nieciekawie. Patrzcie jakie to durne - idę na zakupy co normalnie ludziom sprawia przyjemność. A mi? O nie...u mnie się pojawia natrętna myśl - po co mi ta bluzka - mozę nie zdążę jej użyć - tylko szkoda. Normalnie paranoja. czasem nie wiem czy się z tego śmiać czy płakać. Przeważnie to drugie. Nie znam drugiej osoby która tyle myśli o śmierci. A tak staram się o tym nie myśleć, a to wraca i wraca.....:( normalnie idę, bo znowu się nakręcę. ...
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Avatar użytkownika
przez Jovita 25 paź 2007, 11:43
to nie jest normalne ze mamy na tym punkcie obsesje , normalni ludzie nie mysla w taki sposob jak my , nie moge o smierci nie myslec bo im bardziej sie staram skupic na czym innym to tym bardziej te natrectwa o smierci mnie doluja.. to jest straszne., ostatnio nawet przestalam jesc bo po co?? jak i tak za jakies 50 lat umre a to wszystko zleci bardzo szybko !! po co zakladac rodzine jak i tak bedzie trzeba sie kiedys z nia rozstac.. nie potrafie sie nawet na niczym skupic bo wszystko przypomina mi smierc !! i to zaczelo sie dziac dopiero po tym ja zdechla mi moja kochana psinka..
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez Pustka 25 paź 2007, 12:31
Ja nie boje sie tej smierci za 50 lat, ja boje sie za to,ze umre za chwile...to jest dolujace....ciagle mysle,ze zycie jest takie kruche,ze tak naprawde to sekundka i moze nas juz tu nie byc:(Mam uczucie,szczegolnie przed snem,ze na pewno dzis umre...ze nie zdaze miec dzieci...ze zeby umrzec wystarczy mala chwilka:(Nie moge uwierzyc w to,ze przede mna jeszcze tyle zycia,ze jestem mloda...ciagle mysle,ze zaraz umre na zawal,wylew i tp.Zamiast czerpac z zycia zamartwiam sie...
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
28 mar 2006, 11:20
Lokalizacja
Toruń

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Jovita 25 paź 2007, 13:36
pustka bo ty jestes typowa hipohondryczka!! troche inne masz rozumienie smierci ale tez przerazajace, a czy mimo ze boisz sie ze w kazdej chwili umrzesz , masz mimo to mysli samobojcze ze najlepiej by bylo to skonczyc wczesniej? niz czekac w niewiedzy?
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez Pustka 25 paź 2007, 13:58
Jovito kochana...ja wlasnie nie mam mysli samobojczych,wrecz przeciwnie...bardzo bardzo chce zyc,a lekam sie,ze nie bedzie mi to dane i szybko umre:(Masz racje,jestem ogromna hipochondryczka...a te mysli o smierci,to chyba natrectwa...najczesciej przychodza wieczorem...wiesz,ze np. ostatni raz ogladam swiat,albo ide na ostatni spacer...to taka bzdura,ale budzi potworny lek,ze moze to prawda,ze moze naprawde tak sie stanie i dzis w nocy umre....bleeee
Jak bylam nastolatka,to ogromnie przezylam smierc mojej babci,to byl koniec mojego dziecinstwa...moja babcia umarla bardzo nspodziewanie i nagle i to w nocy...od tego czasu boje sie nocy i zlych przeczuc,bo wtedy tez poczulam,ze ona umrze...podobno tak to juz jest,ze czuje sie smierc bliskich,ale we mnie to jakos sie zakotwiczylo...i teraz czesto mam takie mysli i leki...o rodzicow,o meza,o siebie...okropne:(
p.s. a jesli chodzi w ogole o lek przed smiercia,to chyba wiara moze dac nadzieje...bo jesli wierzysz,ze zycie nie konczy sie tu na ziemi po 50 latach,tylko jest jeszcze Niebo,to ...jest lzej:)

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:05 pm ]
Ja chyba bardziej boje sie czasu tej smierci niz jej samej...tego,ze to stanie sie za szybko,ze nie zdaze przezyc wszystkiego,co chcialam...to nienormalne myslenie w tak mlodym wieku:(
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
28 mar 2006, 11:20
Lokalizacja
Toruń

przez agnieszas25 29 paź 2007, 15:59
maiev napisał(a):tyle Wam powiem - mam to samo - to aż obsesyjne. Najepiej jakbym nie czytała gazet, książek, nie oglądała tv i nie rozmawiała z ludźmi. Zawsze gdzieś pojawia sie jakaś wzmianka o chorobie o śmierci - ogólnie o jakimś cierpieniu a mi od razy się "włącza" ten lęk - aż mnie cierki przechodzą. Boję się panicznie- to nawet się nasila. Dla mnie to jest takie niezrozumiałe - bo w zasadzie żyje żeby umrzeć. Dziwne i straszne. Wczoraj widziałam wypadek - ja się od razu potrafię postawić w sytuacji osoby będącej w tym pogniecionym wraku - masakra jakaś, Chciałabym nie mieć wyobraźni - bo to przekleństwo jakieś.
Najgorsze jest że nikt nie wie kiedy to się stanie. Patrzę na moje rzeczy - do których jestem przywiązana - i myślę że może jutro czy tam kiedyś zostaną one po mnie i ktoś je wyrzuci. codziennie łapię przez to doła - przez ten cały lek prze końcem. kiedyś to mnie ta cała niepewność tak wkurzała że az myślałam czasem że może faktycznie lepiej samemu sobe wybrać ten moment.... Smutne ale prawdziwe. Żyć i cay czas bać sie śmierci to też nieciekawie. Patrzcie jakie to durne - idę na zakupy co normalnie ludziom sprawia przyjemność. A mi? O nie...u mnie się pojawia natrętna myśl - po co mi ta bluzka - mozę nie zdążę jej użyć - tylko szkoda. Normalnie paranoja. czasem nie wiem czy się z tego śmiać czy płakać. Przeważnie to drugie. Nie znam drugiej osoby która tyle myśli o śmierci. A tak staram się o tym nie myśleć, a to wraca i wraca.....:( normalnie idę, bo znowu się nakręcę. ...



Czuje jakbym to sama napisala :cry:
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
29 paź 2007, 15:17

Avatar użytkownika
przez maiev 29 paź 2007, 18:25
agnieszas25- pozostaje mi łączyć się z Tobą w bólu - bo nijak nic na to poradzić nie mogę więc doradzić też nic nie mogę.... ehh :?
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

przez edzia 31 paź 2007, 23:39
Lęk przed śmiercią pojawił się u mnie na początku choroby,wyobrażałam siebie martwą w kostnicy.Stało się to po ciężkiej chorobie mojej matki . :evil:
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
19 paź 2007, 23:43

przez .Tomek 01 lis 2007, 00:01
uhhh....czemu bać się śmierci? Przecież to tylko koniec życia. Bardziej powinno się chyba bać życia. Tak przynajmniej jest w moim przypadku. Boję się życia.
...to tylko kolejne rozwiązanie.
Offline
ExModerator
Posty
1118
Dołączył(a)
09 sie 2007, 17:16
Lokalizacja
Daleko :)

Avatar użytkownika
przez jaaa 01 lis 2007, 01:30
mysle o smierci wlasnie wczasie moich okresow " zalamania nerwowego" kiedy to wlasnie pojawiaja sie mysli natretne i jestem juz tym zdolowana i zmeczona itd

widze jakas pare szczesliwa mysle jak na zlosc matko tacy szczesliwy a przeciez i tak wszyscy umrzemy :roll:

albo o grobach mysle jakie to okropne ,albo po co zyc skoro to wszystko kolo zamkniete

teraz nawet mnie pamietam czy takie mysli mialam przed choroba :roll:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

przez edzia 01 lis 2007, 23:05
.Tomek napisał(a):Boję się życia.
ja kiedy mam gorsze dni też się boję i myślę,ż śmierć jest wybawieniem.
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
19 paź 2007, 23:43

Avatar użytkownika
przez slitzikin 02 lis 2007, 02:51
Nie jest.
Jest ucieczką, ale nie wybawieniem.
A życie... nawet jak przeraża, warto je przeżywać, zobaczymy co będzie :). I tak umrzemy, po co to przyspieszać?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
258
Dołączył(a)
10 kwi 2007, 00:25
Lokalizacja
Gdańsk

przez .Tomek 02 lis 2007, 20:06
slitzikin napisał(a):I tak umrzemy, po co to przyspieszać?

Po to żeby sobie cierpienia nie zapewniać. Masochista jesteś? ;) żart :P
...to tylko kolejne rozwiązanie.
Offline
ExModerator
Posty
1118
Dołączył(a)
09 sie 2007, 17:16
Lokalizacja
Daleko :)

Strach przed śmiercią

przez ania_kot 16 lis 2007, 14:23
Dołączyłam do Was niedawno. Przeczytałam, ile się dało. Nigdy nie próbowałam popełnić samobójstwa, ani nie uważam się za osobę chorą na depresję. Ale o samobójstwie myślę często, a stany załamania mam nagminnie. I straszliwie mocno chciałabym, aby to wszystko mi minęło, straszliwie chcę być w końcu szczęśliwa. Sytuacje, które spotykają mnie w życiu codziennym są albo dramatami (tata zginął w wypadku, po dwóch latach najbliższa przyjaciółka, dwa lata temu przyjaciel), albo problemami, z którymi ciężko jest się zwyczajnie pogodzić. ( rodzina najbliższa nie utrzymuje ze mną kontaktów, żeby nie musieć pomagać mi finansowo). Trudno mi utrzymać pracę - jestem osobą, która nie toleruje chamstwa i wyzysku, dlatego rezygnuję, gdy trafi się przejaw któregoś z tych zachowań. Nie potrafię inaczej - oczywiście, gdy już wyczerpię każdy możliwy arsenał walki z tymi cechami.
Jestem jednocześnie bardzo silna psychicznie, bo nadal potrafię się śmiać, choć w moim życiu nie mam niczego na czym mogłabym się oprzeć: brak rodziny, brak pracy, długi, związek z chłopakiem, który mnie utrzymuje, ale który mnie nie szanuje - bo mnie utrzymuje, więc ma "władzę". Ale jednocześnie jestem słaba, bo każda krytyka, złe słowo potrafi mnie załamać. Chciałabym popełnić samobójstwo, ale zwyczajnie boję się śmierci - i to nie dlatego, ze tam może być gorzej, ale dlatego, że jak sobie pomyślę, że Bóg / Anioł / ktokolwiek tam jest mówi mi na powitanie: " no i co narobiłaś? Jutro miałaś wygrać 10 milionów w toto lotka, a za rok wyszłabyś za mąż, za 10 lat miałabyś szczęśliwą rodzinę i dożyłabyś w szczęściu do 80-tki" to mnie po prostu szlag trafia na samą myśl i znowu próbuję walczyć o lepsze jutro.
Najgorsze jest to, że nie mam pomysłu, jak walczyć z moimi słabościami- w ogóle zastanawiam się, czy powinnam walczyć - bo przecież każdy ma gorsze dni i każdy z ludzi miał w swoim życiu ciężkie okresy - czytałam mnóstwo biografii i historii ludzi, którzy byli na dnie, a jednak wyszli z tego i ułożyli sobie życie.
Myślę też o tym, jak bardzo krytyka ludzi najbliższych potrafi wykończyć psychicznie i wyzerować poczucie własnej wartości. Nigdy mnie za nic nie chwalono, krytykowano najdrobniejsze uchybienie, każdy mój wybór. W szkole średniej, na studiach byłam najlepsza - ale moja matka uważała, że to żaden sukces. Byłam bardzo atrakcyjną fizycznie osobą, ale mama zawsze potrafiła coś znaleźć - a to kolor bluzki, a to że buty na obcasie - bo i tak jestem wysoka (176), ciągle i ciągle. W domu to samo - za bardzo grzejesz, za często się kąpiesz, za drogi krem ( dostawałam stypendium naukowe i pracowałam w radiu - od 20 roku życiu nie dostałam na nic ani grosza) itp itd. A ja patrzyłam na moich znajomych, którzy prześlizgując się z klasy do klasy, czy z roku na rok - wyjeżdżali na wakacje w nagrodę - a ja siedziałam w domu - i szukałam kolejnej pracy dodatkowej, żeby mieć na własne wydatki - zimowa kurtka, czy buty. I nie dlatego, że nie było w moim domu pieniędzy. Były, ale nie dla mnie.
Chciałabym przestać myśleć o przeszłości i jakoś podnieść się z tego, ale jak tylko jest trochę lepiej - zaraz bum w głowę. Ostatnio dostałam wezwanie do sądu, żebym zrzekła się praw do mieszkania, w którym spędziłam całe dzieciństwo - odziedziczyłam część po zmarłym tacie. I przepisała swoją część na moją mamę. Tak po prostu. A ja nie wiem, co to znaczy, po co to. Nie mam męża, pracy, to mieszkanie - a właściwie meldunek w tym mieszkaniu to wszystko, co mam. Jak się zrzeknę - to niech mnie wymeldują, chłopak mnie zostawi - i wyląduję na ulicy.
chciałabym umieć z tym walczyć, chciałabym umieć przestać się tym przejmować a po prostu powiedzieć "nie", zamknąć sprawę i iść dalej. Znaleźć siłę, żeby pozwolić sobie na słabości i natychmiast rozwiązywać problem, a nie rozpamiętywać, zamartwiać się, płakać i użalać się, jacy to wszyscy dookoła są podli dla mnie. Jestem dupa wołowa, ot co.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
15 lis 2007, 00:06

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 36 gości

Przeskocz do