Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość Ola 25

Lęk przed śmiercią

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Cześć mam 25 lat pare miesiecy temu

 

urodziła córke niestety w wyniku powikłań po cesarce, która ratowała moje zycie bo nie mogłam oddychać rozpoczął sie dramat.

 

zapodali mi 3 różne bakterie w wyniku tego rozszedł mi sie szew , to zaczeli mi jakieś okłady robić , z takiej chemii, że

 

mam cały brzuch oparzony no a na kaniec :evil: "pilęgniarka sie pomyliła" i podała mi lek na ktory jestem uczulona ( choc

 

na karcie czerwonym flamastrem było napisane, że jestem uczulona) i udało mi sie przeżyc wstrząś polekowy- bądź jak kto woli

 

anafilaktyczny- dzieki Bogu chyba była w miare przytomna i miałam ciśnienie 220/160 a nie jak przy reakcji alergiczej 60/0

 

 

całą noc byłam na odziele intensywnej opieki medycznej- tam mnie uratowali.... myslałam, że dam rade....niestety,

 

zaczęło sie od takich ataków dwa miesiące po porodzie jak bym miała padaczke, dwa razy była przez to w szpitalu za drugim

 

razem lekarz powiedział, ze mam iść do psychaiatry. To poszlam i sie dowiedziałam, ze mam neriwce lekowa i jeszcze syndromy

 

nie pamietam nazw. Generalnie boje sie połknąc jakie kolwiek lekarstwo np. apap. Wydaje mi sie, że co chwile mam jakąs nowa

 

chorobe . NP. teraz boli mnie noga no to najpewniej mam zakrzep i zaraz umre. I wszystko sie sprowadza do smierci. Zapomniała

 

bym dodac dwa lata temu byłam w ciąży niestety mój aniołek nie dal rady i w 10 tygodniu przestało bic serduszko, lekarze -

 

barany nie chcieli przeprowadzic zabiegu bo stwierdzili, ze mam poczekac aż wyleci!!!!!! Rozumiecie to chodzic z martwym

 

dzieckiem i czekac aż sie znajdzie w sedesie- jak to jeden okresił- mąż stanął na glowie i w sobote rano udalo nam sie dostac

 

do czerniakowsiego szpitala - tam mi pomogli.....

A co do psychiatry to dostałam leki- których oczywiscie nie biore bo

 

sie boje - i mam dodatkowo chodzic do pychologa na zmiane, bo pan psychaiatra powiedzial , że sam sobie nie da rady...... a

 

ja ????????

Jedyny lek ktorego sie nie boje to hydroxizinum(chyba tak to sie pisze) polykam do 6 tabletek dziennie po 10

 

mg. i tak to wygląda- bajka nie...

Ale dziecko mam za to cudne i kochane o mężu nie spomne rozumie wszystko nawet poziom

 

libido graniczacy z 0 .....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychiatra miał rację i powinnaś się go posłuchać - brać leki i iść do

 

psychologa. Ze swojego doświadczenia wiem, że gdy lekarz daje takie rady to najwięcej zależy jak to robi. Jeśli jest to

 

zwykła formułka wyklepana przy wypisywaniu recepty, bez patrzenia w oczy to się bagatelizuje taką wizytę, lekarstw nie bierze

 

lub wręcz ich nie wykupuje, a o wizycie u psychologa zupełnie zapomina.

Postaraj się przynajmniej na początek posłuchać

 

rad lekarza - będzie Ci stopniowo lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wiesz ja może bym chciała brac te leki ale mam je pierwszy

 

raz łyknac w warunkach szpitalnych - bo sam psychiatra sie boi , że moge dostać kolejnego wstrząsu.... a jesli on ma jaka

 

kolwiek wątpliwość to ja serdecznie sekju za takie laki..... nie chciała bym znowu cała noc byc reanimowana- zreszta w

 

szpitalu mi powiedzieli, ze teraz powinnam bardzo uważac bo jeszcze nie wadomo jak drugi wstrzas moze sie odbic na mnie- i

 

czy go przezyje tak wiec wiesz mam małe dziecko- ja nie mam siły juz ryzykować

A do psychologa ide w przyszły czwartek

 

:D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

xxx

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To pocieszajace dla wszystkich na szczescie mnie nie dotyczy mnie bardziej przeraza zycie niz smierc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

przede wszystkim to jest: TanaTOfobia, a nie tanafobia:) a co do ogólnego zamysłu tematu: to prawda, każdy z naszych (przynajmniej moich) lęków dotyczy w głębszym sensie śmierci, mimo iż czasami moje myśli samobójcze są tak ogromne, ze mnie przytlaczają, to jednak gdy pojawi się ból czy nawet kaszel ja juz mysle, ze to rak czy cos i sie boje... jednak nie chce umierac...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

xxx

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
:D Zapraszam na moje forum o śmierci które dopiero powstaje, ale między innymi postaram się na tej stronie przedstawić ją w wielu aspektach także pozytywnych, lęk przed śmiercią jest naturalny, śmierć jest nieodłączną częścią życia, niektórzy mało o niej myślą, ale boi się każdy, to podświadome

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja czuję się młodo,mam często wiele energii na moje zainteresowania,jest kilka osób które kocham,są miejsca do których chętnie wracam,mam marzenia które się spełniają,kocham swoje hobby...nie poddaje się i o śmierci nie myślę...na wszystko przyjdzie czas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja czuję się młodo,mam często wiele energii na moje zainteresowania,jest kilka osób które kocham,są miejsca do których chętnie wracam,mam marzenia które się spełniają,kocham swoje hobby...nie poddaje się i o śmierci nie myślę...na wszystko przyjdzie czas.
No to gratuluje... :) widzę, że ci się szczęści jednym słowem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No wiesz...chodzi o to ,że życie w chorobie nie oznacza całkowitej klęski.Generalnie choroba ma negatywne skutki.Ale z czasem można zauważyć pewne pozytywy i tak długo jak one trwają nie dopuszczam najgorszych myśli.

Nie napisze,że jestem szczęśliwy i odwrotnie.Szczęście to pojęcie względne.

A może są ludzie szczęśliwi w chorobie?Jak na ironię,ale mnie choroba wiele nauczyła.

Z drugiej strony-jak mam prawdziwego doła,to nie mam siły nawet kompa włączyć,ale to na szczęście mija.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie jestem przekonana ze cierpiący na nerwice lękową boja sie smierci..Lęk przed zawalem wylewem istotnie sie pojawia ale mysle ze wtedy bardziej chodzi nam o to ze stanie sie to w miejscu publicznym ze narobimy sobie wstydu, ze ze sie zbłażnimy przed innymi. Bynajmniej ja tak mam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

xxx

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście, że lęk przed śmiercią w nerwicy wcale śmierci w gruncie rzeczy nie dotyczy. Boimy się wielu róznych rzeczy, ale nie jest to śmierć.

To znaczy - śmierci faktycznie boi się każdy, ale większość ludzi (poza neurotykami) nie myśli o tym bez przerwy.

A ci, którzy boją się śmierci stale, tak naprawdę boją się czegoś innego.

A czego - to już najlepiej ustalić w trakcie terapii.

 

Terapia poznawczo - behawioralna ułatwia dojście do tego, czego naprawdę się boimy - za pomocą coraz głębszych pytań.

Ja się np. boję miłości i odrzucenia, ale manifestuję to strachem przed HIV. Tak w największym uproszczeniu, oczywiście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

xxx

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No, generalnie jak masz nerwicę, to jesteś neurotykiem ;)

 

Możesz spróbować sobie wypisać np. jakie są twoje uczucia w momencie ataku, tzn. nie, że boisz się śmierci, ale np. - że upadniesz, stracisz przytomność. I pytanie - i co z tego, co ci to robi? W końcu dochodzisz do odpowiedzi, że boisz się kompromitacji, albo utraty kontroli, albo coś tam, to już oczywiście indywidualnie. Chociaż w przypadku nerwicy i tak większość odpowiedzi zmierza do tego, że ma się niską samoocenę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niska samoocena to podstawa aby popadać w doły... jeżeli człowiek przez całe życie słyszy, że jest nikim to pózniej taki się staje, tak jak ze mną

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Nikim"to jest z reguły ten kto tak mówi.

Nie mysl tak o sobie,napewno tak nie jest,to wiem napewno.

Więcej optymizmu-proszę :!:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

KAJKA-popieram całkowicie,choć bywały chwile i dni,kiedy sam musiałem szukać sobie dowartościowania.Często powtarzałem sobie-życie tak wiele mnie nauczyło,że jestem mądrzejszy od innych,a jeśli ktoś mnie nie docenia, to wynika to jedynie z JEGO niekompetencji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Moi kochani-czuje nieustanny ucisk zoladka i bol w klatce piersiowej.Nie potrafie wykrzesac usmiechu na twarzy,czuje ze nadchodzi koniec,ze nie dozyje jutra a na pewno nie dozyje swojego slubu w grudniu.Boje sie,ze stanie sie cos przerazajaco zlego-juz nie mam sily.Dzis caly dzien dygoce od tych lekow-czuje,ze cos zlego skrada sie w moim zyciu.Nawet przedmioty dzis niewyranie widze.Kto mi pomoze wrocic do swiata gdzie nie ma strachu i niepokoju?Do przeszlosci?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cze Moniczko.Doskonale cie rozumiem.Przechodziłam dokładnie to samo o czym ty mówisz.Wtedy nie wiedziałam jeszcze o tym forum i wydawalo mi sie ,że nie ma takiego czlowieka,co tak cierpi jak ja.Teraz wiem ,ze jest mnóstwo takich ludzi.CO CI MOGE POWIEDZIEć,NAPEWNO TO MINIE.JA w takim okresie jak ty jestes teraz musiałam chodzic do pracy,zajmować sie malym synkiem i dorastającą córka,bylam bliska obłędu,myślalam,że już koniec ze mną,ze sie położe i nie wstane.Ale nie wiem jakim cudem wyszłam z tego,trzeba było troche czasu.Teraz jest znacznie lepiej,doszlam do wniosku,że życie jest zbyt krótkie,zeby je tracic na nerwice.A i tak kiedyś wszyscy umrzemy ,to póki co ciesz sie życiem.Pewnie jestes młoda,a młodzi ludzie nie umieraja tak szybko,tak łatwo to nie jest.Takze nie martw sie bedziesz dlugo zyla,bo masz tylko male zaburzenia,a na to się nie umiera.Masz lęk to masz nerwice i nic więcej.POZDRAWIAM CIE MOCNO

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Kochana Wiki,jak to dobrze ze ktos mnie rozumie-moje zycie po pogrzebach dziadkow totalnie sie zmienilo.Jak odeszly dwie babcie i dziadek to po miesiacu pojawily sie ataki fizyczne,ale teraz gdy z cialem jest dobrze (w miare),to niestety dusza boli:lek przed smiercia,przed zwariowaniem,przed katastrofa,przed niedozyciem kolejnego dnioa,przed kolejnym lekiem...Czy mozna to zwalczyc?czy to kiedykolwiek odchodzi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odejdzie,obiecuje ci,ze odejdzie.JA MAM 34 LATA,A PRZEżYLAM TYLE ZłEGO W żYCIU,ale teraz ciesze sie życiem,staram sie duzo rozmawiac z mądrymi ludzmi i dochodze do wniosku ,ze jest dobrze.POraz pierwszy raz odczuwam ,że mi sie chca życ,ludzie,bliscy,zauważaja,że sie zmieniam.Zawsze myśląłam ,że jestem jędza,nie lubiłam siebie,czułam jak więdne.NA wszystkich swoich zdjeciach jestem niezadowolona z życia,cierpiąca.Teraz zdalam sobie sprawe z tego,ze jestem bardzo wartościowym czlowiekiem,ludzie mi ufają,czuje się potrzebna.TYLE JESTESMY WARCI,CO MOZEMY DAć DRUGIEMU CZłOWIEKOWI.A nerwica,to jest troche egoistyczna choroba,bo w ten sposób skupiamy sie tylko na sobie i mówimy,zobaczcie jaka jestem chora.Zapominamy o blizkich o dzieciach,ranimy ich,bo oni cierpią tez bardzo.Więc mysle,ze leczenie swoją drogą,ale w koncu trzeba ze sobą poważnie porozmawiać,przyznać sie do błędów,a nie cały czas usprawiedliwiac sie chorobą.JAK SAMI SOBIE NIE POMOZEMY,TO NIKT NAM NIE POMOZE.Trzymaj się i pomyśl o tym,co ci napisałam,to będzie ci lżej. :

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam znam ten lęk :? lęk przed śmiercią, prześladuje mnie od kilkunastu lat... ciągle mi się wydaje, że nie dożyje jutra, pamiętam jak 5 lat temu, ze wszystkimi siężegnałem bo czułem że nadchodzi koniec, ale żyje nadal, a świadomość, że to nadejdzie nie opuszcza mnie ani na chwile... nie ma świata bez niepokoju moja droga, my go mocniej czujemy, a inni o nim nie myślą, nie możesz o nim myśleć, co na to twój narzeczony, przecież macie perspektywy, dlaczego ci się wydaje, że umrzesz ?...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×