Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

grown-up19

Użytkownik
  • Zawartość

    172
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Po pierwsze: nie ma czegoś takiego jak rozdwojenie jaźni. Nie występuje taka jednostka chorobowa. Istnieje jednak dysocjacyjne zaburzenie osobowości (dissociative identity disorder). Zaburzenie to jest efektem silnej traumy przeżytej w dzieciństwie (np. wykorzystywanie seksualne, przemoc w rodzinie). Doświadczając takiej traumy, u niektórych ludzi psychika próbuje wyprzeć ze świadomości te przykre wydarzenia (jest to naturalny mechanizm obronny naszej psychiki) i w efekcie powstaje druga osobowość (lub więcej niż dwie), która jest zupełnie różna od tej podstawowej. Co ciekawe, ta druga osobowość może cierpieć na zupełnie inne schorzenia, mieć inne alergie itp. Warto wspomnieć, że przez bardzo długi czas osoba dotknięta tym zaburzeniem nie ma świadomości istnienia drugiej osobowości - te dwie 'osoby' nie komunikują się ze sobą. Tego zaburzenia nie da się dokładnie pozbyć - zadaniem psychiatry i terapeuty jest umożliwienie komunikacji między tymi dwoma osobowościami i pomoc choremu w akceptacji takiego stanu rzeczy. Z Twojego opisu nie wynika byś na to cierpiała, bo po 1 masz świadomość tej drugiej osoby, a po 2 pamiętasz co robiłaś gdy 'nie byłaś sobą'. Twoje zachowanie może mieć związek z innym zaburzeniem osobowości, np. borderline. Zachowanie które opisujesz może również wskazywać na zaburzenie afektywne dwubiegunowe. Mimo wszystko najlepiej będzie jeśli umówisz się na wizytę u dobrego psychiatry, który postawi odpowiednią diagnozę.
  2. Miałem coś takiego na początku choroby. Non stop kontrolowałem swój oddech w obawie, że mógłbym się udusić, tak sam z siebie, albo, że po prostu nagle przestanę oddychać. Męczyło mnie to dobre parę miesięcy, ale na szczęście minęło. Pomogły leki (efectin) i kilka spotkań z psychologiem.
  3. No z tym, że mnie kobiety podniecają to przesadziłem, bo w sumie tylko przy jednej się podnieciłem. Teraz laski podniecają mnie w filmach porno, ale już sam nie wiem czy podnieca mnie sama laska, czy to, że facet ją ****** Natomiast przy facetach z którymi się spotykam, bardzo szybko sie podniecam. Zresztą mój ostatni seks z kobietą był bardzo dawno a do udanych też go nie zaliczam. Mimo wszystko nie potrafię się określić Cały czas sobie wmawiam, że wyparłem ze swojej głowy zainteresowanie kobietami i przez to stałem się gejem, że sobie to wmówiłem itp. Nie wiem czy to moje kolejne natręctwo (jak wiele innych przedtem) czy faktycznie jestem hetero (a jeśli już to bardzo "spedalonym" hetero ).
  4. Ok, żeby było "ciekawiej" to ja coś napiszę. Odkąd pamiętam byłem bardziej zainteresowany chłopakami niż dziewczynami, owszem zdarzały się jakieś zauroczenia koleżankami, ale o wiele bardziej przeżywałem gdy spodobał mi się jakiś chłopak. Owszem, był seks z kobietą - całkiem udany. Jednak zacząłem się spotykać z facetami i wszystko było ok, jestem gejem, przyznałem się do tego przed samym sobą i wyjątkowo łatwo to zaakceptowałem. Co więcej, wielu moich znajomych o tym wie i dla nich to żaden problem. Mam 21 lat, żeby było jasne. Problem pojawił się jakiś czas temu. Mianowicie zacząłem się bać, że mogę być.... hetero Wiem, to już totalna masakra, bo zapewne zdaniem niektórych z Was, nie ma się czego bać, tylko szukać sobie laski i żyć długo i szczęśliwie... Z tym, że ja tak nie uważam. Czuję się strasznie rozdarty, bo wiem, że podobają mi się kobiety, a nawet mnie podniecają, ale identycznie jest z facetami. Mimo wszystko nie chciałbym być hetero, bo zawsze marzyłem o byciu z drugim facetem i szczerze to nie zauroczyłem się żadną dziewczyną już od dobrych 7 lat... Fakt faktem, z facetami mi kompletnie nie wychodzi, nie potrafię być w żadnym związku dłużej niż miesiąc, ale mimo tego bardzo tego chcę i do tego dążę. Jednak boję się, że to o czym marzyłem do tej pory, to co w sobie nawet pokochałem (homoseksualizm) nagle miałbym stracić. Najbardziej boli mnie to, że chłopak do którego czuję coś wyjątkowego zaczął się ode mnie oddalać gdy powiedziałem mu, że mogę być hetero, że właściwie to sam nie wiem kim jestem. Wychodzi na to, że jestem biseksualny, ale to jest najgorsza rzecz jaka mogłaby mi się przytrafić. Jestem okropnie szczery wobec ludzi i nie mógłbym mieć dziewczyny (żony) i spotykać się na boku z facetami, to samo w drugą stronę. Nie wiem już kompletnie kim jestem i co mam ze sobą zrobić. Może ja wmówiłem sobie ten mój homoseksualizm, a teraz nagle klaruje się moja prawdziwa orientacja?? Zupełnie tego nie rozumiem...
  5. O nie, żadne BPD ! Minął mi już okres wkręcania sobie chorób psychicznych, a miałem praktycznie wszystkie jakie tylko istnieją
  6. grown-up19

    Muzyka...

    Pewnie mnie wyśmiejecie, ale ja ostatnio jestem pod ogromnym wrażeniem pewnego, wprost przepięknego utworu Britney Spears. Co ważne, ona sama napisała ten naprawdę dobry tekst Gorąco polecam, a szczególnie tym, którzy wątpią w umiejętności wokalne Britney. Jest to wersja demo, bez żadnych upiększeń głosu. http://www.youtube.com/watch?v=v0vX1C48NKI
  7. No właśnie? Jak? Mam problem, który nie daje mi żyć, bo coraz częściej dochodzę do wniosku, że jestem emocjonalnie niepełnosprawny. Zawsze było tak jak jest teraz, lecz myślałem, że to się zmieni z biegiem czasu, że to chyba normalne, jednak teraz moje zachowanie doprowadza mnie do szału i myśli samobójczych. Zakochuję się... Odkąd pamiętam zakochuję się w osobach u których nie mam żadnych szans albo w takich, które nie uznają czegoś takiego jak związki. Wtedy strasznie cierpię i jestem nieszczęśliwy. Sytuacja staje się jednak jeszcze bardziej żałosna i gorsza, gdy obiekt moich zainteresowań zaczyna mi odwzajemniać moje uczucie. Ja wtedy się wycofuję, bo nie chcę żeby ta osoba była kolejną którą skrzywdzę swoim zachowaniem. Gdy ktoś kogo na początku nie mogłem mieć nagle się otwiera i zaczyna mi dawać znaki, że mu na mnie zależy ja dochodzę do wniosku, że to jednak nie to, że może stać mnie na kogoś lepszego. Zaczyna się wyszukiwanie wad u tej osoby i w efekcie znów zostaję sam, a ta druga osoba przeze mnie cierpi. Bardzo chcę to zmienić, bo być może teraz stoję przed pewną szansą. Chciałbym stworzyć zdrowy związek, pełen zaufania i miłości. Nie wiem, może jestem jakimś emocjonalnym masochistą? To nie jest normalne, że gdy ktoś zaczyna mi odwzajemniać uczucie ja zaczynam myśleć o tej osobie, że jest żałosna, na jej widok czuję niechęć i moja 'wielka miłość' zmienia się w obojętność, znudzenie, a czasami nienawiść. Błagam powiedzcie mi co ze mną nie tak Czy mogę to jakkolwiek zmienić? Zrobię wszystko, żeby nauczyć się kochać i akceptować miłość drugiej osoby. Spotkanie z psychologiem mam dopiero po świętach, biorę leki, ale od paru dni jedyne o czym myślę to żeby się zabić, bo jak można być tak popieprzonym człowiekiem? Poradźcie mi coś...
  8. No właśnie? Jak? Mam problem, który nie daje mi żyć, bo coraz częściej dochodzę do wniosku, że jestem emocjonalnie niepełnosprawny. Zawsze było tak jak jest teraz, lecz myślałem, że to się zmieni z biegiem czasu, że to chyba normalne, jednak teraz moje zachowanie doprowadza mnie do szału i myśli samobójczych. Zakochuję się... Odkąd pamiętam zakochuję się w osobach u których nie mam żadnych szans albo w takich, które nie uznają czegoś takiego jak związki. Wtedy strasznie cierpię i jestem nieszczęśliwy. Sytuacja staje się jednak jeszcze bardziej żałosna i gorsza, gdy obiekt moich zainteresowań zaczyna mi odwzajemniać moje uczucie. Ja wtedy się wycofuję, bo nie chcę żeby ta osoba była kolejną którą skrzywdzę swoim zachowaniem. Gdy ktoś kogo na początku nie mogłem mieć nagle się otwiera i zaczyna mi dawać znaki, że mu na mnie zależy ja dochodzę do wniosku, że to jednak nie to, że może stać mnie na kogoś lepszego. Zaczyna się wyszukiwanie wad u tej osoby i w efekcie znów zostaję sam, a ta druga osoba przeze mnie cierpi. Bardzo chcę to zmienić, bo być może teraz stoję przed pewną szansą. Chciałbym stworzyć zdrowy związek, pełen zaufania i miłości. Nie wiem, może jestem jakimś emocjonalnym masochistą? To nie jest normalne, że gdy ktoś zaczyna mi odwzajemniać uczucie ja zaczynam myśleć o tej osobie, że jest żałosna, na jej widok czuję niechęć i moja 'wielka miłość' zmienia się w obojętność, znudzenie, a czasami nienawiść. Błagam powiedzcie mi co ze mną nie tak ;( Czy mogę to jakkolwiek zmienić? Zrobię wszystko, żeby nauczyć się kochać i akceptować miłość drugiej osoby. Spotkanie z psychologiem mam dopiero po świętach, biorę leki, ale od paru dni jedyne o czym myślę to żeby się zabić, bo jak można być tak popieprzonym człowiekiem? Poradźcie mi coś... ;(
  9. O mnie wiedzą praktycznie wszyscy moi znajomi, ale szczerze to oni mi nie wierzą, bo 'kto w dzisiejszych czasach nie ma nerwicy czy depresji?'. Wiedzą, że się leczę, ale nawet jak sporadycznie wejdę na ten temat, to rozmowa się kończy...
  10. grown-up19

    prosze o pomoc/problemy/pytania

    Ja mogę powiedzieć o sobie to samo. Musisz sam się przed sobą przyznać, że masz problem, bo chyba nie chcesz dalej brnąć w to gówno, co?
  11. W pełni się zgadzam-tak naprawdę (jak ktoś już wyżej wspomniał) każdy z nas nie jest stricte homo czy hetero ile raczej biseksualny -> sama jeszcze w czasach LO byłam i z facetem i z dziewczyną -> z obydwojgiem było nieźle, choć dziś w związku z większymi czy mniejszymi problemami zdrowotnymi na chwilę obecną podpiełabym się (uwzględniwszy opis kobiet wg ananda22) jako ta, której nie ruszyłby ani świetny facet ani niezła beauty -czyli najgorsze co może być: indifferent To się już nazywa aseksualizm :) Doskonale jednak rozumiem o co Ci chodzi. Ja aktualnie tak mam od jakiegoś czasu.
  12. grown-up19

    prosze o pomoc/problemy/pytania

    Jakbym czytał o sobie. Nawet ten sam kierunek studiujemy, tylko, że ja dziennie i na 3 roku... Ja mimo, że jestem na lekach, czuję się nadal tak samo. Powinienem zacząć kolejną terapię i może jakiś nowy lek, nie wiem. Tobie polecam wybrać się do psychiatry, żeby postawił diagnozę. Lek zapewne też dostaniesz, ale musisz wiedzieć, że chemia to nie wszystko. Trzeba dużo pracować nad samym sobą. I nie bierz żadnych dragów, bo wpakujesz się w jeszcze większe gówno niż to w którym teraz jesteś.
  13. Doskonale Cię rozumiem Mafju88 ponieważ ja mam identyczny problem tylko, że w drugą stronę. Odkąd pamiętam byłem homo i dosyć szybko to zaakceptowałem. Co więcej, ludzie których znam też to zaakceptowali i było w porządku. Jednak od jakiegoś czasu mam jazdy, że jestem hetero. Większość z Was powiedziałaby "No i czym tu się przejmować? Wreszcie wychodzisz na ludzi!", ale ja tak nie uważam. Jest mi z tym strasznie ciężko czasami. Jestem coraz bliżej stwierdzenia, że jestem jednak biseksualny. Jeśli chodzi o sferę seksualną to mimo, że uważam się za homo mógłbym bez problemu zrobić "to" z kobietą, jednak każdy wie, że nie chodzi tylko o seks. I kiedy tak rozmyślam i analizuję wszystko dochodzę do wniosku, że emocjonalny związek mógłbym zacząć zarówno z kobietą jak i facetem. Teraz przypomina mi się powiedzenie wielu moich znajomych i dwóch psychologów u których byłem: "Nie ma ludzi 100% homo- i 100% heteroseksualnych. Tak naprawdę każdy jest biseksualny." Kontrowersyjna opinia, ale wg mnie ma sens. Zresztą czy orientacja jest aż tak ważna? Ważne, żebym żył w zgodzie z tym co czuję i nie zmieniał niczego na siłę.
  14. Czytam to co tutaj piszecie i chwilami nie wierzyłem, że jest jeszcze ktoś oprócz mnie, kto czułby identycznie. Jedyna różnica między mną a Wami jest taka, że Wy jesteście w związkach, a ja za cholerę nie mogę wytrzymać w żadnym związku... Na początku jest fajnie, zakochanie i te sprawy, ale niedługo później zaczynają się pojawiać głupie myśli i wyszukiwanie wad. Najdłuższy związek jaki miałem trwał jedynie miesiąc. Teraz jednak wiem, że to naprawdę nie była miłość. Jednak obecnie jestem zakochany i mimo, że nawet nie znam tej osoby to już wyszukuję u niej wady i wyobrażam sobie same czarne scenariusze. Że być może będę z tą osobą, ale znudzi mi się tak jak poprzednie, że znów ktoś będzie cierpiał przez moje chore akcje itd itp. Zawsze mnóstwo wątpliwości, niepewności, a to takie dołujące...
  15. Może nie powinienem narzekać, bo przecież gdy byłem w depresji płakałem co wieczór, często w dzień, ale odkąd biorę leki (bez przerwy równy rok, wcześniej brałem kilka miesięcy i odstawiłem, bo czułem się dobrze) nie zdarzyło mi się ani razu zapłakać. Czasami naprawdę źle się czuję i wiem, że gdybym się wypłakal byłoby mi lepiej, ale nie mogę... Na początku mojego leczenia, 3 lata temu, nie miałem tak. Brałem Velafax 75 mg i było normalnie. Dopiero gdy zacząłem rok temu przyjmować Efectin 75 mg, a potem Seronil 20mg wszystko się zmieniło. Nie czuję się ani lepiej, ani gorzej. Myśli natrętne nadal mam, ostatnio coraz częściej. Psychicznie też czuję się coraz gorzej, jednak płakać dalej nie mogę... Ktoś z Was tak jeszcze ma? Chyba dam sobie spokój z tymi psychotropami, bo niedość, że nie mogę na nich po ludzku się wypłakać to jeszcze mam wrażenie, że moje emocje są stępione.
×