Skocz do zawartości
Nerwica.com

Utrata zaufania w związku


Rekomendowane odpowiedzi

Moja ukochana 

 

Dzień dobry, przychodzę tutaj z prośbą o pomoc w odbudowaniu relacji i odzyskaniu kobiety z którą byłem w związku a który zakończył się niedawno z mojej strony.

 

Moja dziewczyna Paulina zakończyła ze mną relacje we wtorek 26 maja. Nasza historia wyglądała tak, że poznaliśmy się pod koniec grudnia a spotykać zaczęliśmy na początku stycznia. Nasza relacja rozkwitała z każdą randką. Wychodziłem z inicjatywą, starałem się poznawać ją najlepiej jak to możliwe. Każda nasza randka, każde spotkanie było wyjątkowe i unikatowe. Ja pokazywałem jej świat a ona w zamian budowała ognisko domowe. W oficjalny związek weszliśmy ze sobą po trzech miesiącach znajomości 4 marca. Wszystko układało się wręcz idealnie. Spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu, często rozmawialiśmy, było zrozumienie między nami, wspólne plany na przyszłość o których rozmawialiśmy, czułość, intymność, zrozumienie. 

 

Niestety Paulina nie wiedziała o wielu rzeczach, które działy się w moim życiu. Wszystko zaczęło się od utraty przeze mnie pracy 28 lutego. Paulina wiedziała o tym i o tym, że mam jeszcze miesiąc wypowiedzenia. Wiedziała, że mieszkam pod Warszawą - że wynajmuje tam mieszkanie ale nigdy przez te 6 miesięcy naszej znajomości tam nie była. Kiedy spędzaliśmy ze sobą czas, to albo wychodząc na randki, lub będąc u niej w mieszkaniu. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego jej nie zaprosiłem. Nie byłem niedostępny emocjonalnie. Dawałem jej wsparcie, dużo czułości, miłości, troski, dbałem o jej potrzeby emocjonalne i fizyczne. Czuła się przy mnie zaopiekowana i bezpieczna. I niestety to bezpieczeństwo a raczej jego utrata była powodem zerwania. Tak jak powiedziałem ukrywałem przed Pauliną kilka rzeczy z mojego życia i kiedy w końcu postanowiłem jej o tym powiedzieć, to w jej mniemaniu ukrywając to, budowałem związek na kłamstwie przez co utraciła do mnie zaufanie i jednocześnie nie zabezpieczyłem jej potrzeby bezpieczeństwa.

 

Tak jak wspomniałem 28 lutego straciłem pracę. Od razu powiedziałem o tym Paulinie. Powiedziałem jej, że trudno bo to było wynikiem restrukturyzacji firmy i nie miałem na to wpływu. Dodatkowo wiedziała, że mam miesiąc wypowiedzenia, poduszkę finansową i że już zaczynam szukać nowej pracy. Oferty się pojawiały ale nic konkretnego a kiedy pojawiało się coś konkretnego, to na rozmowach się kończyło. W końcu na horyzoncie pojawiła się nowa oferta, która widniała jako ta, która pozwoli mi powrócić na rynek pracy. Przeszedłem pomyślnie przez wszystkie etapy rekrutacji aż w końcu się udało. Cieszyliśmy się razem, bo w końcu poczułem, że wraca mi sprawczość i kontrola nad moim życiem. Niestety życie przewrotne pisze różne scenariusze. 22 maja mieliśmy ślub i wesele przyjaciółki Pauliny i kiedy przyjechałem odebrać Paulinę z mieszkania, to nagle otrzymałem telefon od rekrutera - Bartek, słuchaj niestety nie możemy cię zatrudnić, przykro mi. Mi również zrobiło się przykro ale nie chciałem o tym mówić Paulinie w dzień wesela i ślubu jej przyjaciółki. Nie chciałem psuć atmosfery. Pojechaliśmy tam jakby nigdy nic i bawiliśmy się świetnie. Przez chwilę zapomniałem o tym i chciałem aby ta chwila trwała i była nasza. Później wróciliśmy do Warszawy i odpoczywaliśmy przez sobotę a w niedzielę byliśmy u jej rodziców na obiedzie, więc zdałem sobie sprawę, że powiem jej o tym w tygodniu. To była pierwsza rzecz - pierwsze zatajanie prawdy ale nie pierwsze chronologicznie. 

 

Kiedy nie miałem już pracy, to nie siedziałem bezczynnie, mój prawnik powiedział mi, abym udał się do psychiatry i uzyskał zwolnienie lekarskie, żeby otrzymać zasiłek chorobowy, żeby mieć ciągłość finansową, co pozwoli mi w spokoju szukać nowej pracy. Tak zrobiłem i otrzymałem to zwolnienie. Cieszyłem się bo nie wiedziałem ile czasu zajmie mi szukanie nowej pracy a tak miałem dostęp do pieniędzy z ZUS’u co pozwalało mi normalnie funkcjonować. Niestety na zwolnieniu byłem a pieniądze nie przychodziły i powodowało to u mnie stres. To była druga rzecz o której nie powiedziałem Paulinie. Dodatkowo będąc na zwolnieniu imałem się różnych zajęć - pracowałem u mojego taty jako pomocnik ogrodnika albo tynkarz. Chciałem dodatkowo coś zarobić a nie siedzieć bezczynnie - o tym Paulina wiedziała. 

 

Wszystko zaczęło się w momencie w którym Paulina zaczęła rozmawiać ze mną o tym, że ona jest przede mną przeźroczysta, pozbawiona sekretów. Że wprowadza mnie do swojego życia a ja jej do swojego nie. Chodziło o to, że przez tyle czasu nie zaprosiłem jej do siebie. Ja już w maju wiedziałem, że będę zmuszony po 12 latach wrócić do rodziców, bo nie mogę pozwolić sobie na to, aby nie mając pracy wynajmować mieszkanie. Nie powiedziałem o tym Paulinie. Nie mówiłem jej, że to planuje. Wstydziłem się tego. W końcu Paulina zaczęła coraz częściej dzwonić do mnie na FaceTime i wiedziałem, że chce sprawdzić czy dalej mieszkam w tym mieszkaniu, skoro przez tyle czasu jej nie zaprosiłem, to czuła że coś musi być nie tak. Na początku jak zadzwoniła, to byłem u rodziców bo musiałem coś załatwić, więc nic się nie stało. Za drugim razem, kiedy zadzwoniła też byłem u rodziców ale nie chciałem odpalić kamerki, bo wiedziałem że się wyda, choć wiedziałem, że już coś podejrzewa. Powiedziałem jej, że nie mogę odebrać, bo mam maseczkę na twarzy. Wyczuła, że coś kręcę więc zaczęła mnie wypytywać, kiedy przeprowadzam się do nowego mieszkania, bo taki temat też się przewijał. Mówiłem jej, że szukam czegoś mniejszego, tańszego itd ale do wynajmu nigdy nie doszło, dlatego pytała bo tyle o tym mówiłem a nic z tego nie wynikało i temat zawsze trafiał w próżnię. Rozmawialiśmy kilka godzin o tym, że ona jest dla mnie otwarta a ja skryty i zamknięty.

 

Po tej rozmowie wiedziałem, że muszę jej wszystko powiedzieć - całą prawdę. Przyjechałem następnego dnia i powiedziałem jej całą prawdę o sobie. Wiedziałem, że mówiąc jej to wszystko mogę ją stracić, natomiast wolałem żyć w prawdzie, niż ciągle zatajać prawdę. Paulina wiedziała o tym, że u mojej mamy zdiagnozowano nowotwór - chłoniak płuca typu MALT. Powiedziałem jej o tym kilka tygodni wcześniej i wspierała mnie w tym, natomiast nie wiedziała, że leczenie wymaga nakładu środków finansowych, bo jest realizowane prywatnie. 

 

Zaczęło się! Powiedziałem Paulinie, że dałem moim rodzicom 60 tysięcy na leczenie. Powiedziałem, że dałem bratu 30 tysięcy, bo popadł w długi o których Paulina wiedziała, ale nie wiedziała, że pomogłem bratu. Powiedziałem, że to mocno uszczupliło moją poduszkę finansową i jako odpowiedzialny facet podjąłem decyzję o powrocie w rodzinne strony, żeby odbudować finanse i przy okazji zająć się chorą mamą. Wiedziałem, że nie stać mnie na to mieszkanie w obecnej sytuacji. Paulina powiedziała, że podejrzewała że już tam nie mieszkam i powiedziała, że podejrzewa, że nie mieszkam tam już od kilku tygodni. Przyznałem jej rację, że od tygodnia już tam nie mieszkam. 

 

Kolejną rzeczą było to zwolnienie lekarskie. Powiedziałem Paulinie, że w związku z utratą pracy o której wiedziała, zdecydowałem się udać na zwolnienie, aby mieć za co żyć do czasu znalezienia nowej pracy - o tym też nie wiedziała. Następnie powiedziałem jej, że w dniu wesela i ślubu jej przyjaciółki otrzymałem telefon od rekrutera, że nie otrzymałem pracy. Zapytała dlaczego jej o tym nie powiedziałem, skoro mieliśmy cały weekend na to? Powiedziałem jej, że chciałem jej powiedzieć już wszystko a nie dozować prawdę. Ostatnią rzeczą była moja upadłość konsumencka. Dwa lata temu założyłem firmę, która splajtowała i w związku z tym popadłem w zadłużenie. Wówczas podjąłem decyzję, że muszę podjąć kroki prawne w celu rozwiązania problemu przyszłości, żeby zabezpieczyć swoją przyszłość. Udało się uzyskać tą upadłość, otrzymałem pismo z sądu, zgodę od syndyka, harmonogram spłaty itd. Miałem oszczędności, nie miałem komornika na koncie ani nic z tych rzeczy. Po prostu chciałem jej o tym powiedzieć, że został mi jeszcze rok spłaty ale ja to wszystko obsługuje i ogarniam. Powiedziałem jej, że po prostu to mnie wszystko mocno przygniotło, dlatego czasami bywałem smutny i przygnębiony. Utrata pracy, brak pieniędzy z ZUS’u, choroba mamy, topniejące oszczędności, perspektywa tego że facet mający 34 lata będzie zmuszony wrócić do swojego pokoju w domu rodziców po 12 latach. Nie chciałem jej tym obarczać zwłaszcza, że te problemy nie oddziaływały bezpośrednio na nasz związek. Ja ten związek obsługiwałem. Dbałem o nią, dawałem zainteresowanie, czułość, miłość i troskę. Tylko po prostu w pewnym momencie z tego naczynia zaczęło się przelewać, przez co to oddziaływało na mnie w postaci smutku. 

 

Paulina zapytała jak ma mi teraz zaufać? Skąd ma pewność, że nie trzymam innych trupów w szafie? Czy za miesiąc nie dowie się jeszcze czegoś? Czy w ogóle mnie zna? Czy może budować ze mną przyszłość, skoro takie ważne elementy swojego życia potrafiłem przed nią ukrywać? 

 

Powiedziałem jej, że stoję przed nią obnażony ze wszystkich sekretów. Pełen wstydu, ukazujący swoje błędy i porażki. Powiedziałem jej, że przyjechałem tutaj ze świadomością, że jeśli jej o tym powiem, to mogę ją stracić a mimo, to zdecydowałem się na to, bo chcę żyć w prawdzie. Gdyby było inaczej, to powiedziałabym tylko część prawdy albo wymyślił jakieś kłamstwo. Jaki facet, który nie chce żyć w prawdzie zdecydowałby się na taki krok? To do niej nie przemówiło. 

 

Powiedziała, że dla niej, to tak jakbym przez cały okres naszego życia ukrywał przed nią to wszystko i tworzył związek na kłamstwie. Prosiłem ją o szansę a ona mówiła, że dawała mi szansę kiedy nic nie mówiła. Kiedy miałem sam okazję jej o tym powiedzieć. Powiedziała „nie” i że jak mówi „nie”, to znaczy nie i raczej zdania nie zmienia. Nie błagałem jej, nie płakałem choć głos drżał z żalu. Nie płaszczyłem się. Wiedziałem, że ją zraniłem. Chciałem ją chronić przed tym całym syfem dając jej piękną i czystą przestrzeń nie obarczoną tymi problemami. Z jej perspektywy ta chęć chronienia odebrała jej możliwość wyboru, czy chce być ze mną w tym, wspierając mnie. 

 

Wyszedłem stamtąd pełen smutku, żalu, rozgoryczenia i złości na siebie, bo straciłem osobę którą kochałem całym sercem. 

 

Następnego dnia obudziłem się, jakby ktoś dał mi obuchem w głowę. Później zdałem sobie sprawę, że zostawiłem u niej odkurzacz piorący, bo prałem jej dywan w mieszkaniu itd. Pomyślałem, że to będzie idealny pretekst do tego, aby ponownie się spotkać, aby porozmawiać jeszcze raz bez emocji. 

 

W międzyczasie ogarniałem swoje sprawy i skupiałem uwagę na sobie i swoim życiu. Pomyślałem, że dwa tygodnie to czas jaki dam jej na przemyślenie wszystkiego i uspokojenie emocji. Rozmawiałem ze swoimi przyjaciółmi i rodziną i mój brat i jego dziewczyna powiedzieli, że nie ma sensu dłużej czekać. Że 5 dni, to wystarczająco długo, aby kurz opadł i mogła sobie pewne rzeczy przemyśleć. Pojechałem do niej.

 

Otworzyła mi i dała ten odkurzacz. Zapytałem czy poświęci mi trochę swojego czasu, bo chciałbym jej powiedzieć coś co uważam, że jej się należy. Powiedziałem jej, że moja wizyta nie jest aktem desperacji. Że nie jestem tutaj pod wpływem emocji i to co powiem nie jest reakcją na odtrącenie. Powiedziałem jej, że nie jestem tutaj, aby ją do czegokolwiek przekonywać, bo wiem że logiczne argumenty nie mają znaczenia a liczą się emocje. Byłem w tym wszystkim bardzo spokojny i opanowany. Powiedziałem jej, że nie jestem tutaj aby ją odzyskać, tylko aby powiedzieć jej, że wiem jaka była przyczyna tego, że podjęła taką decyzję. Że utraciła do mnie zaufanie przez co straciła poczucie bezpieczeństwa. Że nie wie czy coś nie wyjdzie w przyszłości, czy mnie zna itd. Że zdefiniowałem źródło problemu. Wiem, że nie dopuszczałem jej do siebie, że ja byłem częścią jej życia a ona mojego już nie. Powiedziałem jej, że wiem że nie przekonają jej żadne logiczne argumenty. Powiedziałem jej, że jedynym sposobem na to, abym mógł odbudować to zaufanie, to proces powtarzalności. Musiałaby brać czynny udział w moim życiu, żeby zobaczyć że za słowami idą czyny. 

 

Zapytała ale jak ja to sobie wyobrażam? Że miałaby być moją koleżanką? Powiedziała, że to nie wyjdzie i że nie wyobraża sobie być moją koleżanką po związku. Że co jeśli ja powiem, że zaczynam się z kimś spotykać albo ona? Widok innej kobiety w moich ramionach zabiłby ją. Powiedziała „To jest jedyne marzenie ściętej głowy, że ewentualnie się uda i że wrócimy do siebie, natomiast to będzie bolesne dla mnie i dla ciebie”.

 

Zdałem sobie sprawę, że Dla niej powrót do mnie to jest „marzenie”. Ona nie powiedziała: „to jest głupie”, „to jest niemożliwe”, „nie chcę cię znać”. Użyła słowa marzenie.

 

Dlaczego dodała „ściętej głowy” i „bolesne”? Bo w jej oczach powrót teraz – kiedy rany są świeże, a zaufanie nadszarpnięte – kojarzy się z ogromnym trudem. Ona się boi, że znowu wejdziemy w relację, w której ona będzie się potykać o lęki, sprawdzać mnie, kontrolować, a ja będę się czuł jak pod lupą. To byłby ból dla nas obojga.

 

Pękła i rozpłakała się. Przytuliła mnie. Powiedziałem jej, że nie chce być jej kolegą a facetem, natomiast wiem że słowami jej nie przekonam. Powiedziałem jej, że mówię jej to bo uważam, że jestem jej to winien i że ją kocham. To był pierwszy raz kiedy jej to powiedziałem i dodałem, że nie robię tego, żeby wzbudzić w niej litość, bo relacja to nie caritas i nigdy nikt z nikim nie był z litości. Powiedziałem jej, że nie wiem czy jeszcze ją zobaczę a czułem to od dłuższego czasu i chciałem jej to powiedzieć. Powiedziałem, że nie wiem co ona do mnie czuje ale mogę się tylko domyślać przez to jak mnie traktowała i jak dbała o ten związek. Jaka była czuła, empatyczna, wrażliwa, dobra i ciepła. 

 

Powiedziałem jej, że nie chciałem tego, że nie chciałem zawieźć jej zaufania, że nie chciałem jej zranić i że ponoszę za to odpowiedzialność i ciężko mi mając świadomość, że przez to tracę osobę którą pokochałem całym sercem i z którą chciałem założyć rodzinę (bo razem o tym rozmawialiśmy), a chciałem ją tylko chronić przed tym całym piekłem w moim życiu, bo bałem się, że jak ją tym obarczę, to ten ciężar ją przygniecie i postanowi odejść. 

 

Znowu się rozpłakała i przytuliła mnie a ja zachowywałem stoicki spokój i starałem się ją uspokoić. Wyszedłem stamtąd z wielkim bólem serca ale i spokojem, że zrobiłem wszystko co mogłem na tym etapie i że zachowałem resztki godności, bo wiedziałem że w tamtym momencie słowami jej nie przekonam. Wiedziałem że mówienie, że się zmienię, że już więcej tak nie zrobię zostanie odebrane jako mechanizm obronny przed odrzuceniem i ona to wyczuje. 

 

Kocham ją całym sercem i chciałbym ją odzyskać, natomiast nie wiem jak. Nie wiem od czego zacząć. Rozmawialiśmy w sobotę 30 maja, więc co mam zrobić? Przecież nie mogę je nachodzić, narzucać się wiadomościami. Muszę dać jej przestrzeń ale co dalej? Skupiam się na sobie, na swoim życiu, natomiast co mam dalej zrobić z nią? Jak odbudować to zaufanie, skoro już nie uczestniczy w moim życiu? 

 

Proszę o pomoc i wsparcie. Dziękuję. Bartek 

 

 

To tak w sumie wszystko jeśli chodzi o to jak ta relacja się zakończyła. 

 

Co do mnie, to wiem że naruszyłem jej zaufanie a raczej je straciłem. Wiem też, że przez to straciła poczucie bezpieczeństwa w relacji co spowodowało u niej taką a nie inną reakcje przez co podjęła taką decyzję. Wiem, że muszę to zaufanie odbudować ale jak? Wiem, że słowami niczego nie zmienię - czyny są ważne. Natomiast jak jej pokazać zmiany zachodzące w moim życiu, skoro się nie spotykamy? 

 

Jest też tak, że nasza relacja była świeża - znaliśmy się 6 miesięcy a byliśmy w związku od 3. Nie brakowało w niej niczego. Była czułość, wyrozumiałość, zrozumienie, empatia, wspólne zaspokajanie potrzeb fizycznych jak i emocjonalnych. Tutaj nie było czegoś jak w większości tego typu sytuacji, gdzie kobieta już się przygotowuje do rozstania. To spadło na nią jak grom z jasnego nieba.

 

Wiem też, że zasada braku kontaktu nie będzie dobra, no bo w jaki sposób to ma mi niby pomóc? Samo ma się wszystko naprawić? Samo się przecież nie zadzieje - samoistnie do mnie przecież nie wróci. Wydaje mi się, że odpowiednia forma kontaktu jest tutaj potrzebna a nie jego brak, bo jak przestanę się do niej odzywać, to ona całkowicie się ode mnie odsunie. Wiem jak to brzmi - jakbym wszystko wiedział, natomiast wewnętrznie tak czuję, że muszę jakoś z nią ten kontakt utrzymywać ale nie wiem jak. 

 

Bo przecież nie napisze „hej co tam?”. To musi być czymś podyktowane. Musi być jakiś powód stojący za tym, tylko nie wiem jaki. 

 

Mam coraz większy mętlik w głowie, bo z jednej strony wiem co powinienem zrobić, ale nie wiem jak to zrobić i od czego zacząć. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z twojej opowieści zrozumialam że marzeniem ściętej głowy było według niej żebyście byli koleżanka i kolega. Ogólnie nie podoba mi się że cały czas uważasz że wiesz co ona czuje, co myśli, co ją przekona a co nie przekona. Co powiedziales i jak się zachowałes podczas tejze rozmowy też uważasz za słuszne bezspornie, skąd ta twoja pewność i wiedza? z jakiś poradników? jesteś psychologiem? Zdecydowanie za bardzo przyzwyczaiłes się chyba do ogarniania:) A ona też dziwna, nie wiem czemu nie zapytała lub zakomunikowała żebyś jej pokazał mieszkanie. To że nie powiedziałeś o tym że jednak nie masz tej pracy było niefajne, ale robienie dramy bo okazało się że mieszkasz w domu na jakiś czas. Żeby jej tak w życiu wszystko gładko i pięknie się układało... To niech zaprosi Cię do mieszkania z nią, przecież jak się kogoś kocha to jest chyba tak że raz podnosisz Ty mnie a raz ja Ciebie. I kochasz to kogo masz w tej osobie a nie odczuwasz wstyd

Edytowane przez Dalila_

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, ksynoheks22 napisał(a):

Jest też tak, że nasza relacja była świeża - znaliśmy się 6 miesięcy a byliśmy w związku od 3. Nie brakowało w niej niczego. Była czułość, wyrozumiałość, zrozumienie, empatia, wspólne zaspokajanie potrzeb fizycznych jak i emocjonalnych.

Według Ciebie to wszystko było w tej relacji a według niej? 

Ona może mieć inne zdanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ksynoheks22 napiszę Ci coś może trudnego, ale uczciwego. Z własnego doświadczenia (a mam już trochę lat na grzbiecie i różne doświadczenia) wiem, że czasem takie sytuacje nie rozbijają się wyłącznie o „komunikację”, „zaufanie” czy „niedostępność emocjonalną”. Czasem chodzi po prostu o bardzo konkretną rzecz: stabilność życiową i finansową.

Straciłeś pracę, nie masz pewnego dochodu, nie możesz dalej wynajmować mieszkania, masz za sobą upadłość konsumencką, pomagasz finansowo rodzinie, a do tego doszła choroba mamy. To jest ogromny ciężar. I oczywiście można powiedzieć, że ukrywałeś to ze wstydu albo żeby jej nie obciążać - ale z jej perspektywy mogło to wyglądać inaczej: że zaczyna budować przyszłość z kimś, kto nie ma w tym momencie stabilnego gruntu pod nogami.

I być może trzeba dopuścić też taką możliwość, że ona nie chce być w relacji z mężczyzną w tak trudnej sytuacji. To nie musi znaczyć, że jest zła, pusta albo wyrachowana – chociaż tak też bywa (ja tak miałem kiedyś). Ludzie mają różną gotowość do wchodzenia w cudze kryzysy, zwłaszcza po kilku miesiącach znajomości. Dla jednej osoby to będzie „damy radę razem”, dla innej - sygnał alarmowy i poczucie zagrożenia.

Dlatego nie budowałbym całej tej sprawy tylko wokół pytania: „jak odbudować zaufanie?”. Bo może problemem nie jest wyłącznie zaufanie. Może problemem jest też to, że ona zobaczyła, w jakim miejscu życiowo jesteś, i uznała, że nie chce albo nie umie w to wejść. I to warto zobaczyć bez obrażania jej, ale też bez oszukiwania siebie. Relacja była świeża — trzy miesiące związku to bardzo krótko, żeby druga osoba była gotowa wejść z Tobą w tak duży kryzys. 

 

Edytowane przez Dryagan
Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No jak chodzi o dlugosc znajomosci to bardzo mało wg mnie. Czy można wszystko poznać o kims w pół roku, raczej nie. Ani jak wyglądała przeszłość, ani jaki dokładnie ktoś jest. Można się bardzo mocno zaskoczyć również. A takie idealizowanie relacji na początku to raczej zachwyt i chemia w mózgu a nie miłość do grobowej deski i idealne dopasowanie (w większości przypadków:p)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z @Dalila_ Pół roku znajomości, trzy miesiące związku, to jednak bardzo mało, żeby mówić o pełnym poznaniu drugiego człowieka. Na początku działa zauroczenie, chemia, ekscytacja, potrzeba bliskości, i wtedy naprawdę łatwo widzieć relację jako wyjątkową, niemal idealną. To nie znaczy, że uczucia są nieprawdziwe. One mogą być bardzo intensywne i szczere. Ale to jeszcze nie jest ta miłość „po przejściach”, sprawdzona przez codzienność, kryzysy, choroby, rodzinę, mieszkanie, pracę i wszystkie te mniej romantyczne elementy życia.

W historii @ksynoheks22 chyba właśnie tak się stało: trudna rzeczywistość zderzyła się z etapem zakochania. Z jednej strony było dużo czułości, bliskości i zachwytu, a z drugiej nagle wyszło, że są poważne problemy. I to mogło być dla niej za dużo na tak świeżą relację.

Edytowane przez Dryagan
Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja bym Ci radzila stanac najpierw na nogi, a potem szukac relacji. Tym bardziej, jesli wstydzisz sie swojej sytuacji i przez to krecisz. W sumie nie wiem czego sie wstydzisz, masz przejsciowe problemy z praca, tak czasami bywa w zyciu. Imasz sie roznych zajec, to dobrze o Tobie swiadczy, niestety szukanie nowej pracy zajmuje zwykle troche czasu.

Nastepnym razem badz szczery, nie ma czego sie wstydzic. Jesli chcesz z kims zbudowac dlugotrwala relacje to bedziecie w zyciu przezywac rozne trudne momenty i problemy. Wazne zeby byc szczerym i znalezc kogos, z kim bedziecie sie mogli nawzajem wspierac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja utraciłam zaufanie do ukochanego calkiem. Można wybaczać drobne przewinienia nawet po kilkanaście czy dziesiąt razy, ale to już świadczy o braku własnej godności by ciągle to samo powtarzać czy być celowo dokucznym. To nie jest miłość romantyczna, może jakaś jest ale to nie ma.nic wspólnego z poważnym związkiem, zaufaniem, oddaniem, poczuciem bezpieczeństwa gówno to znaczy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

Z twojej opowieści zrozumialam że marzeniem ściętej głowy było według niej żebyście byli koleżanka i kolega. Ogólnie nie podoba mi się że cały czas uważasz że wiesz co ona czuje, co myśli, co ją przekona a co nie przekona. Co powiedziales i jak się zachowałes podczas tejze rozmowy też uważasz za słuszne bezspornie, skąd ta twoja pewność i wiedza? z jakiś poradników? jesteś psychologiem? Zdecydowanie za bardzo przyzwyczaiłes się chyba do ogarniania:) A ona też dziwna, nie wiem czemu nie zapytała lub zakomunikowała żebyś jej pokazał mieszkanie. To że nie powiedziałeś o tym że jednak nie masz tej pracy było niefajne, ale robienie dramy bo okazało się że mieszkasz w domu na jakiś czas. Żeby jej tak w życiu wszystko gładko i pięknie się układało... To niech zaprosi Cię do mieszkania z nią, przecież jak się kogoś kocha to jest chyba tak że raz podnosisz Ty mnie a raz ja Ciebie. I kochasz to kogo masz w tej osobie a nie odczuwasz wstyd


Może źle coś napisałem, albo błędnie mnie zrozumiałaś, natomiast jej chodziło o to, że nie wyobraża sobie być moją koleżanką - nie po związku. Powiedziała, że widok z inną sprawił by jej ból i albo jakoś do siebie wrócimy, albo raczej nic innego z tego nie wyjdzie. Reasumując - albo związek, albo nic! 
 

Co do pracy, to swoją straciłem pod koniec lutego. Cały marzec byłem jeszcze na wypowiedzeniu i o wszystkim wiedziała. Ogólnie brałem udział w różnych procesach rekrutacyjnych i nawet się udało - cieszyliśmy się. 22 maja mieliśmy wesele jej przyjaciółki i kiedy przyjechałem odebrać ją z mieszkania, to odezwał się do mnie rekruter z informacją, że jednak nie mogą mnie zatrudnić. Uderzyło to we mnie mocno natomiast nie chciałem jej psuć humoru przed weselem jej przyjaciółki. Później w weekend odpoczywaliśmy, więc powiedziałem sobie, że powiem jej to w tygodniu. 26 maja spotkaliśmy się i powiedziałem jej o pracy i o całej reszcie.

 

Ogólnie jest tak, że ja przez 12 lat działam w jednej branży - handel internetowy. Byłem kierownikiem wysokiego szczebla w międzynarodowej korporacji. Niestety firma przechodziła restrukturyzację przez co musiałem się z nią pożegnać. Mój tata był z zawodu cieślą, więc nauczył mnie wielu rzeczy - malowanie, kładzenie tynków, zbrojenia, murarka, płytki itd. 
 

Mimo poduszki finansowej, którą miałem to nie próżnowałem i nie siedziałem na tyłku, tylko jednocześnie szukałem nowej pracy i dorabiałem sobie w wykończeniach wnętrz. Zawsze byłem zaradny i ambitny i ona to widziała i bardzo jej się to podobało we mnie. 
 

Nie była materialistką, bo niejednokrotnie o tym rozmawialiśmy, że dla niej najważniejsze aby facet ją szanował, troszczył się o nią, dbał, kochał, dobrze się odnosił do niej i był szczery - tego ostatniego zabrakło. 
 

Więc nie uwierzę, że chodziło o pieniądze, bo sama powiedziała że ona pieniądze ma i dla niej jest to najmniej ważna sprawa. Poza tym to nie tak, że moje problemy pozbawiły mnie pieniędzy. Nie jestem goły i wesoły, tylko w wyniku tych wszystkich rzeczy - pomoc finansowa rodzicom i bratu - sama operacja mojej mamy to ponad 50 tysięcy nie mówiąc o badaniach, tomograf, rezonans i biopsja. To po prostu nadszarpnęło moją poduszkę finansową w związku z czym podjąłem odpowiedzialną decyzję aby dopóki nie znajdę stałej pracy, to wracam do rodziców, aby odbudować finanse, bo nie zamierzam żyć na zasadzie „zastaw się a pokaż się”. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ksynoheks22 żeby było jasne – ja nie twierdzę, że ona jest materialistką ani że „poleciała na kasę”, a potem uciekła, gdy zrobiło się trudniej. Tego nie wiem. Widzę tylko to, co sam opisujesz. Bardziej chodziło mi o coś innego: o kryzys, który pojawia się na bardzo wczesnym etapie relacji, bo pół roku znajomości to naprawdę mało. Na takim etapie ludzie są jeszcze z takimi motylkami w brzuchu, działa chemia – buduje się obraz tej drugiej osoby na tym całym „zachwyceniu”. I nagle wchodzi życie z całą swoją brutalnością.

Z tego co piszesz wynika, że próbujesz działać rozsądnie i nie udawać kogoś, kim w danej chwili nie jesteś. Ale dla drugiej osoby to nadal może być dużo. Nie dlatego, że jest pusta albo leci na pieniądze, tylko dlatego, że może nie być gotowa wchodzić w czyjś duży kryzys. Jedna osoba powie: „dobra, przejdziemy przez to razem”, a druga się przestraszy i uzna, że to dla niej za dużo. I to też jest ludzkie.

Co do kolegowania się po związku – tu akurat ją rozumiem. Dla wielu osób układ „zostańmy kolegami” po świeżym rozstaniu jest nie do udźwignięcia, zwłaszcza jeśli są jeszcze uczucia. Sam z obecną żoną kilka razy się rozstawałem i wracaliśmy do siebie, więc wiem, że powroty się zdarzają. Ale one raczej nie dzieją się przez udawanie koleżeństwa, tylko wtedy, kiedy obie strony naprawdę chcą jeszcze raz wejść w relację. Dlatego ja bym nie łapał jej teraz za każde słowo jako dowód, że „ona na pewno chce wrócić”. Może chce, może nie chce, może sama nie wie. Natomiast jeśli mówi „albo związek, albo nic”, to moim zdaniem znaczy przede wszystkim: „nie chcę półśrodków, bo to będzie bolało”.

I jeszcze jedno: zaufanie to jedno, ale poczucie bezpieczeństwa to trochę szersza sprawa. Można kogoś kochać, można widzieć, że jest zaradny, dobry i ambitny, a jednocześnie przestraszyć się sytuacji, w której nagle wychodzi tyle trudnych rzeczy naraz. Zwłaszcza kiedy część z nich była przemilczana. Tu chyba nie ma jednej prostej odpowiedzi typu „chodziło o kasę” albo „chodziło tylko o szczerość”. Raczej wszystko nałożyło się na siebie w najgorszym możliwym momencie.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, ksynoheks22 napisał(a):


Może źle coś napisałem, albo błędnie mnie zrozumiałaś, natomiast jej chodziło o to, że nie wyobraża sobie być moją koleżanką - nie po związku.

 

Rrozumiem ją też jestem z tych dla których kolegowanie się jakby nigdy nic z byłymi jest niezręczne i niekomfortowe

 

Godzinę temu, ksynoheks22 napisał(a):

Co do pracy, to swoją straciłem pod koniec lutego. Cały marzec byłem jeszcze na wypowiedzeniu i o wszystkim wiedziała. Ogólnie brałem udział w różnych procesach rekrutacyjnych i nawet się udało - cieszyliśmy się. 22 maja mieliśmy wesele jej przyjaciółki i kiedy przyjechałem odebrać ją z mieszkania, to odezwał się do mnie rekruter z informacją, że jednak nie mogą mnie zatrudnić. Uderzyło to we mnie mocno natomiast nie chciałem jej psuć humoru przed weselem jej przyjaciółki. Później w weekend odpoczywaliśmy, więc powiedziałem sobie, że powiem jej to w tygodniu. 26 maja spotkaliśmy się i powiedziałem jej o pracy i o całej reszcie.

Właściwie nie oklamales jej tylko zatailes prawdę. I to na czas liczony "na dniach". Gorzej wygląda zatajenie upadłości zdecydowanie. Choć w sumie nie wchodziliscie w konkubinat nawet więc nie musiales mówić tego na początku świeżej znajomości skoro miałeś stanowisko i kasę...

 

Przemyslalam twoja historie rano xd, i zgadzam się że zdarza się że człowiek widzi w kimś bratnią dusze i robi głupoty z tej miłości, np slub od ręki! albo np wyjazd na koniec świata! Wiecie o co mi chpdzi :D A potem jak mowil Dryagan, przychodzi uj.owa rzeczywistość i się rozstajecie nawet nie z własnego wyboru -,-

 

Godzinę temu, ksynoheks22 napisał(a):

Mój tata był z zawodu cieślą, więc nauczył mnie wielu rzeczy - malowanie, kładzenie tynków, zbrojenia, murarka, płytki itd. 

O tak, to jest to. Nie dość że przydatne to bardzo pociągające tak jak mówisz imponuje nam podswiadomie;)

Godzinę temu, ksynoheks22 napisał(a):

Więc nie uwierzę, że chodziło o pieniądze, bo sama powiedziała że ona pieniądze ma i dla niej jest to najmniej ważna sprawa.

 

Obstawiam powody zerwania:

1. Nieszczerosc i stąd że to świeża znajomość stwierdziła że nie ma co się angażować z krętaczem, może inne kłamstwa wymyślił. Przeczuwam że ten związek mi kiedyś może przynieść problemy i cierpienie

2. Albo nie widzi przyszłości na ten moment dla waszego związku i nie chce tracić czasu przy tobie jednak bo np. czuje że chce lub wypada jej się zareczyc, ślub, dzieci itp

3. Albo miałeś kasę i byłeś atrakcyjną partią. Takiego gościa chciała i szybko w tą relacje weszła. Jednak chyba to odpada bo ona nie była u Ciebie na chacie? Mieszkacie na odległość dużą od siebie? Ona miała tylko twoje słowa a na oczy nie widziała majątku? Materialistka raczej najpierw ma pewność że ktoś ma kasę a potem się przymila

 

Godzinę temu, ksynoheks22 napisał(a):

To po prostu nadszarpnęło moją poduszkę finansową w związku z czym podjąłem odpowiedzialną decyzję

Ja to rozumiem. I postąpiles słusznie. W ogóle pięknie że wspieracie mamę, przykro że chora :( oby wyzdrowiala.

 

Ponaciskaj tych którym pożyczyłes żeby ci szybciej oddawali bo się sytuacja zmieniła? Oczywiście nie mówię o mamie, A beat zapewne nie odda..

 

A co do dziewczyny to najpierw ustal czy chodzi o to kłamstwo czy o to że nie masz teraz kasy.

Jeśli powie że o kłamstwo to jedyne co mi wpada na myśl, to pokazanie jej jak bardzo jest ważna, zaproś ja do domu, poznaj z jej rodzina, pokaz jej miejscowość urodzenia, opowiedz o dzieciństwie młodości itd. Żeby znów czuła się blisko

 

Jak o brak kasy i stabilności to powiedz że ok w pełni rozumiesz i że przyjedziesz po nią dobrym autem jak znowu odzyskasz kasę żeby odzyskać ją XDDD :Di niech tylko poczeka (Jest ryzyko bo to zajmie czas może się w kimś innym zakochac)

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

16 godzin temu, ksynoheks22 napisał(a):

Kocham ją całym sercem i chciałbym ją odzyskać, natomiast nie wiem jak. Nie wiem od czego zacząć. Rozmawialiśmy w sobotę 30 maja, więc co mam zrobić? Przecież nie mogę je nachodzić, narzucać się wiadomościami. Muszę dać jej przestrzeń ale co dalej? Skupiam się na sobie, na swoim życiu, natomiast co mam dalej zrobić z nią? Jak odbudować to zaufanie, skoro już nie uczestniczy w moim życiu? 

Czasem jest tak, ze nic sie nie da zrobic i taka masz niestety sytuacje. Prosby i nachodzenie niczego nie dadza, a nawet jesli by cos daly to bylby wyproszony zwiazek, ktory w kazdej chwili moze sie rozpasc. 

Moze sama zateskni i przyjdzie, i tylko wtedy to bedzie mialo sens, bo ona musi byc pewna, ze chce byc w tym zwiazku. 

Lepiej sie nie ludzic, ze jest na to duza szansa, choc wiem, ze teraz chcialbys sie chwycic kazdej, nawet najmniejszej nadziei.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesli Cie to pocieszy, to wiekszosc ludzi byla w takiej sytuacji, ze chciala z kims byc, ale sie nie dalo, bo ta druga osoba nie chciala. To boli, ale po latach czlowiek widzi, ze wcale tak wiele nie stracil. Albo sobie mysli, ze cale szczescie, ze to nie trwalo dluzej.

Edytowane przez Żaba Monika

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Dalila_ napisał(a):

 

Rrozumiem ją też jestem z tych dla których kolegowanie się jakby nigdy nic z byłymi jest niezręczne i niekomfortowe

 

Właściwie nie oklamales jej tylko zatailes prawdę. I to na czas liczony "na dniach". Gorzej wygląda zatajenie upadłości zdecydowanie. Choć w sumie nie wchodziliscie w konkubinat nawet więc nie musiales mówić tego na początku świeżej znajomości skoro miałeś stanowisko i kasę...

 

Przemyslalam twoja historie rano xd, i zgadzam się że zdarza się że człowiek widzi w kimś bratnią dusze i robi głupoty z tej miłości, np slub od ręki! albo np wyjazd na koniec świata! Wiecie o co mi chpdzi :D A potem jak mowil Dryagan, przychodzi uj.owa rzeczywistość i się rozstajecie nawet nie z własnego wyboru -,-

 

O tak, to jest to. Nie dość że przydatne to bardzo pociągające tak jak mówisz imponuje nam podswiadomie;)

 

Obstawiam powody zerwania:

1. Nieszczerosc i stąd że to świeża znajomość stwierdziła że nie ma co się angażować z krętaczem, może inne kłamstwa wymyślił. Przeczuwam że ten związek mi kiedyś może przynieść problemy i cierpienie

2. Albo nie widzi przyszłości na ten moment dla waszego związku i nie chce tracić czasu przy tobie jednak bo np. czuje że chce lub wypada jej się zareczyc, ślub, dzieci itp

3. Albo miałeś kasę i byłeś atrakcyjną partią. Takiego gościa chciała i szybko w tą relacje weszła. Jednak chyba to odpada bo ona nie była u Ciebie na chacie? Mieszkacie na odległość dużą od siebie? Ona miała tylko twoje słowa a na oczy nie widziała majątku? Materialistka raczej najpierw ma pewność że ktoś ma kasę a potem się przymila

 

Ja to rozumiem. I postąpiles słusznie. W ogóle pięknie że wspieracie mamę, przykro że chora :( oby wyzdrowiala.

 

Ponaciskaj tych którym pożyczyłes żeby ci szybciej oddawali bo się sytuacja zmieniła? Oczywiście nie mówię o mamie, A beat zapewne nie odda..

 

A co do dziewczyny to najpierw ustal czy chodzi o to kłamstwo czy o to że nie masz teraz kasy.

Jeśli powie że o kłamstwo to jedyne co mi wpada na myśl, to pokazanie jej jak bardzo jest ważna, zaproś ja do domu, poznaj z jej rodzina, pokaz jej miejscowość urodzenia, opowiedz o dzieciństwie młodości itd. Żeby znów czuła się blisko

 

Jak o brak kasy i stabilności to powiedz że ok w pełni rozumiesz i że przyjedziesz po nią dobrym autem jak znowu odzyskasz kasę żeby odzyskać ją XDDD :Di niech tylko poczeka (Jest ryzyko bo to zajmie czas może się w kimś innym zakochac)

 

 

 

U nas wyglądało to tak, że cały czas obsługiwałem ten związek - wspólne wyjścia, wyjazdy, city break’i, teatr, opera, kolacje itd. Oczywiście ona też dawała coś od siebie.

 

Ja byłem tym który pokazywał jej świat a ona dbała o ognisko domowe w jej mieszkaniu - kolacje, pieczenie - ogólnie dbała o mnie i to czułem, więc to nie była jednostronna relacja.

 

Co do sytuacji z moją upadłością, to trzy lata temu założyłem firmę z moją byłą. Ta firma nie wypaliła przez co popadłem w długi i podjąłem prawne kroki mające na celu załatwić wszystkie sprawy z przeszłości w celu zabezpieczenia przyszłości. Ogólnie to nie było tak, że nie miałem kasy kiedy ją poznałem. Tak jak wspomniałem obsługiwałem ten związek na każdym poziomie. Upadłość miałem już ogłoszoną, harmonogram spłat ustalony, ogólnie wyrok był już prawomocny i mogłem zacząć budować swoje życie na nowo. Nie miałem żadnych komorników, długów ani czegoś takiego.

 

Komplikacje zaczęły się w momencie kiedy straciłem pracę pod koniec lutego. Niby miałem oszczędności ale wiadomo, leasing na nowe Audi A5 trzeba spłacać, za wynajem 80m2 trzeba płacić a oszczędności topnieją. Pieniędzy z ZUS’u nie otrzymywałem i nie wiedziałem kiedy przyjdą, więc presja rosła. Na leczenie mamy i operację rodzicom dałem prawie 100K. Bratu dałem ponad 30K na spłatę długów. Zaznaczam, dałem, nie pożyczyłem. Rodzina jest dla mnie bardzo ważna i jeśli mogę, to zawsze ją wspieram. 
 

To wszystko uszczupliło moje finanse. Oczywiście pieniądze dalej miałem ale znacząco mniej, więc nie mogłem sobie już pozwolić na kolacje, wyjścia do teatrów, wyjazdy za miasto itd - przynajmniej nie w takim stopniu co wcześniej. Nie mogłem żyć tak, że moje koszty przewyższają zyski. Paulina zaczęła to zauważać i nawet w dniu kiedy ze mną zerwała powiedziała, że widziała że chyba mam jakieś problemy z kasą. Dlatego też postanowiłem wrócić do rodziców do czasu aż nie znajdę nowej pracy w swojej branży. 
 

Prawda jest taka, że dalej mógłbym wynajmować to mieszkanie, dalej mógłbym zabierać ją w różne miejsca. Natomiast czy to byłoby odpowiedzialne? No raczej nie!

 

Powiedziałem jej o tym, bo czułem jak to na mnie oddziaływuje psychicznie i potrzebowałem wsparcia z jej strony w postaci tylko jej obecności, bo z całą resztą sobie radziłem ale to na mnie po prostu wpływało i tyle. Miałem to tylko na swoich barkach i kiedy ciągle coś nowego było dokładane, to coraz bardziej było to po mnie widać i ona też zaczynała to zauważać. 
 

Chciałabym ją odzyskać, bo wiem że zrobiłem źle. Nie powinienem był tego przed nią ukrywać. Wiem, że straciła do mnie zaufanie. Natomiast jak mam je odbudować, skoro nie widujemy się? Jak doprowadzić do kolejnego spotkania? Jak inicjować kontakt? No przecież nie napiszę do niej „hej co słychać” no bo co może być słychać? 26 maja ze mną zerwała i co? I tak się staram i każdego dnia ogarniam swoje życie i to nie tak, że robię to dla niej, tylko dla siebie. Planowałem to zanim ze mną zerwała, bo to był mój plan a nie że działam teraz pod wpływem emocji i jest to podyktowane rozstaniem. 
 

Zastanawiam się co zrobić. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

50 minut temu, ksynoheks22 napisał(a):

Paulina zaczęła to zauważać i nawet w dniu kiedy ze mną zerwała powiedziała, że widziała że chyba mam jakieś problemy z kasą.

 

Powiedziała to przy zerwaniu aha a od kiedy widziała że masz problemy finansowe? I że się zamartwiasz? I nie dociekala co się dzieje, wybacz ale to już wgl źle świadczy. Do tego napisałeś jakie ona miała życie przy tobie wcześniej 😅 no ja jednak cofam swoją poprzednią odpowiedź przepraszam Cię 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Dalila_ napisał(a):

 

Powiedziała to przy zerwaniu aha a od kiedy widziała że masz problemy finansowe? I że się zamartwiasz? I nie dociekala co się dzieje, wybacz ale to już wgl źle świadczy. Do tego napisałeś jakie ona miała życie przy tobie wcześniej 😅 no ja jednak cofam swoją poprzednią odpowiedź przepraszam Cię 


Tego nie wiem ale powiedziała to w chwil kiedy ze mną zrywała. Powiedziała, że podejrzewała że mam problemy finansowe, bo jak planowałem jakieś wyjścia, to do tych wyjść koniec końców nie dochodziło, więc wyszła z założenia, że chodzi o finanse. 
 

Z zamartwianiem było tak, że zauważyła to kilka tygodni temu, powiedziałem jej, że moja mama ma raka a ona na to, abym się wypłakał jej na ramieniu bo widzi że mi ciężko. 
 

Natomiast nie mówiłem jej, że moja mama musi być leczona prywatnie i ile to leczenie kosztuje i że moi rodzice nie maja pieniędzy, więc muszę im finansowo pomóc i że to wszystko wpływa na mnie. 
 

Chciałem do niej dzisiaj pojechać, porozmawiać z nią. Natomiast obawiam się, że nie zostanie to odebrane dobrze i raczej będzie na mnie patrzeć z litością i wspólczuciem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19 godzin temu, Elciaa napisał(a):

Według Ciebie to wszystko było w tej relacji a według niej? 

Ona może mieć inne zdanie.

 

Gdyby w tej relacji czegoś brakowało, to już dawno by ja zakończyła. Natomiast ona zrobiła to w chwili, kiedy opowiedziałem jej o tym co przed nią ukrywałem. Do samego końca nie widziała co wydarzy się tego wieczoru i co jej powiem. Po naszej rozmowie przez telefon napisałem do niej następnego dnia, ze chce z nią porozmawiać bo ma rację co do tego, że ona jest dla mnie przezroczysta, wpuszcza mnie do swojego życia a ja jestem tak jakby widzem tęgo wszystkiego a do mojego życia nie ma dostępu. Chciałem powiedzieć jej to wszystko, bo wiedziałem że tak dłużej być nie może. Być może zrobiłem źle. Być może nie powinienem był mówić jej o wszystkim. Mówiłem jej, że nie chciałem jej o tym mówić, bo obawiałem się, że obarczaniem jej tym przygniecie ją i że może nasz związek na takie coś nie jest jeszcze gotowy. Możliwe, że nie był. 
 

Tak czy inaczej nie poddaję się. Realizuje swoje życiowe plany, walczę o lepsze jutro i jeśli jest taka szansa, to zrobię co w mojej mocy aby mi wybaczyła, wróciła do mnie i abyśmy mogli budować coś nowego na nowych zasadach i abym miał możliwość zasłużyć na jej zaufanie swoimi czynami a nie słowami. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

12 godzin temu, Dryagan napisał(a):

@ksynoheks22 napiszę Ci coś może trudnego, ale uczciwego. Z własnego doświadczenia (a mam już trochę lat na grzbiecie i różne doświadczenia) wiem, że czasem takie sytuacje nie rozbijają się wyłącznie o „komunikację”, „zaufanie” czy „niedostępność emocjonalną”. Czasem chodzi po prostu o bardzo konkretną rzecz: stabilność życiową i finansową.

Straciłeś pracę, nie masz pewnego dochodu, nie możesz dalej wynajmować mieszkania, masz za sobą upadłość konsumencką, pomagasz finansowo rodzinie, a do tego doszła choroba mamy. To jest ogromny ciężar. I oczywiście można powiedzieć, że ukrywałeś to ze wstydu albo żeby jej nie obciążać - ale z jej perspektywy mogło to wyglądać inaczej: że zaczyna budować przyszłość z kimś, kto nie ma w tym momencie stabilnego gruntu pod nogami.

I być może trzeba dopuścić też taką możliwość, że ona nie chce być w relacji z mężczyzną w tak trudnej sytuacji. To nie musi znaczyć, że jest zła, pusta albo wyrachowana – chociaż tak też bywa (ja tak miałem kiedyś). Ludzie mają różną gotowość do wchodzenia w cudze kryzysy, zwłaszcza po kilku miesiącach znajomości. Dla jednej osoby to będzie „damy radę razem”, dla innej - sygnał alarmowy i poczucie zagrożenia.

Dlatego nie budowałbym całej tej sprawy tylko wokół pytania: „jak odbudować zaufanie?”. Bo może problemem nie jest wyłącznie zaufanie. Może problemem jest też to, że ona zobaczyła, w jakim miejscu życiowo jesteś, i uznała, że nie chce albo nie umie w to wejść. I to warto zobaczyć bez obrażania jej, ale też bez oszukiwania siebie. Relacja była świeża — trzy miesiące związku to bardzo krótko, żeby druga osoba była gotowa wejść z Tobą w tak duży kryzys. 

 


Zgadzam się z tobą - połowicznie. Oczywiście nie wygląda to może najlepiej, natomiast to tylko przejściowe trudności przez które przejdę i dlatego podjąłem odpowiednie kroki.

 

Upadłość to rzeczywiście może nie jest coś idealnego ale to nie jest tak, że ja mówiłem jej że ja mam zamiar dopiero tą upadłość załatwić. Powiedziałem jej, że tą upadłość weszła już w życie. Że sąd wydał decyzję i przez rok mam spłacać raty w wysokości danej kwoty - nie są to duże pieniądze. A po tym roku reszta zostaje umożona. Zrobiłem to w wyniku decyzji na które nie miałem wpływu w przeszłości. To nie tak, że zaciągałem pożyczki gdzie się da, bo mi się nudziło. Założyłem firmę, firma splajtowała a ja zostałem bankrutem z długiem. Musiałem to jakoś załatwić, aby zabezpieczyć swoją przyszłość czy będąc samemu, czy chcąc ją budować z kimś. 
 

Ta upadłość nie miałaby żadnego wpływu na nasz związek, bo weszła w życie przed naszym związkiem i w jego trakcie w żaden sposób na nas nie oddziaływała. Prawdę mówiąc, to wiedza o tym w niczym by jej nie pomogła. Kwestia przyszłości? Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że w trakcie upadłości nie weźmiesz kredytu. Pewnie jakbyśmy planowali w przeciągu roku ślub, dzieci i dom, to rzeczywiście może być problem. 
 

Natomiast Paulina miała swoje własne mieszkanie - co prawda kupione przez rodziców ale zawsze. I gdybyśmy mieli zamieszkać razem to zapewne najwcześniej po roku związku i to w jej mieszkaniu a później dopiero zaczęlibyśmy myśleć nad czymś większym. 
 

Problemy zaczęły się pojawiać w chwili utraty mojej pracy. I to nie tak że życie mi się wtedy zawaliło. Miałem poduszkę finansową przygotowaną na takie sytuacje. Natomiast nie miałem poduszki finansowej na ratowanie chorej na raka mamy i musiałem wyciągać kasę z tej poduszki i to powodowało stres. Rosnące koszty - auto, mieszkanie, rodzina a pracy jak nie było tak nie było. 
 

Dlatego też postanowiłem pójść na zwolnienie od psychiatry aby przez pół roku mieć 80% kasy z poprzedniej firmy, bo wiedziałem że to jedyna słuszna droga. Dodatkowo dorabiałem sobie jako tynkarz w firmie znajomego na czarno aby jeszcze dorzucić gotówki do domowego budżetu. Z mieszkania zrezygnowałem nie dlatego że miałem 0 na koncie a dlatego że nie mając pracy nie chciałem dodatkowo obciążać budżetu, który i tak został już mocno uszczuplony przez pomoc rodzinie. 
 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, ksynoheks22 napisał(a):


Tego nie wiem ale powiedziała to w chwil kiedy ze mną zrywała. Powiedziała, że podejrzewała że mam problemy finansowe, bo jak planowałem jakieś wyjścia, to do tych wyjść koniec końców nie dochodziło, więc wyszła z założenia, że chodzi o finanse. 
 

Z zamartwianiem było tak, że zauważyła to kilka tygodni temu, powiedziałem jej, że moja mama ma raka a ona na to, abym się wypłakał jej na ramieniu bo widzi że mi ciężko. 
 

Natomiast nie mówiłem jej, że moja mama musi być leczona prywatnie i ile to leczenie kosztuje i że moi rodzice nie maja pieniędzy, więc muszę im finansowo pomóc i że to wszystko wpływa na mnie. 
 

Chciałem do niej dzisiaj pojechać, porozmawiać z nią. Natomiast obawiam się, że nie zostanie to odebrane dobrze i raczej będzie na mnie patrzeć z litością i wspólczuciem. 

Ja powiedziałam już co miałam, patrząc z mojego skromnego życiowego doswiadczenia. Więcej nic nie mogę już dodać. A tak poza tym jak chodzi o związki to nie wiem czy tak warto mnie słuchać xd także tak

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×