Popisałbym chętnie z osobami, które były / są niezrozumiałe przez swoje otoczenie, w szkole zawsze na uboczu, jakby wytykane palcami? Z tym, że nie wiadomo w sumie dlaczego. Bo ani nie śmierdzi, ani nie jest jakimś koszamarem urodowym, itd, ale masz ten feler, że nie łapiesz dowcipów rówieśniczych, robisz dobrą minę do ich gadek, co oni finalnie może zauważają, że reagujesz inaczej, a śmiejesz się tylko dlatego, żeby się im przypodobać.
Ja tak miałem całe życie, a teraz jest okres, gdy sobie to przypominam. Nie tak bez powodu, ale łapię się na tym, że np mnie nie ciekawią inni, którzy prowadzą infantylne i płytkie rozmowy, jesteś w otoczeniu takich osób i jak przyjdzie co do czego, to zdajesz obie sprawę, że jesteś sam, bo oni ci nie pomogą, nie wysłuchają. Są tutaj tacy samotnio wbrew sobie? Bo naturalnie o nich mówię, bo jak ktoś jest szczęśliwym singlem, to nie narzeka na samotność.