Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Czy ktoś z was ma natrętne myśli dotyczące powołania do zakonu/kapłaństwa? Ja od kilku lat mam nerwicę natręctw i było tego trochę: że jestem psychopatą, gejem, mordercą... A teraz znowu to że jestem powołany najpierw do seminarium teraz że do zakonu. Myślę o tym całymi dniami i czasami doprowadza mnie to do szału albo do bluźnierstw skierowanych wobec Boga a po chwili go za to przepraszam i na spokojnie mówię: "Panie Jezu kocham Cię ale chcę powołanie do małżeństwa a nie zakonu"- tak w ogóle to chyba mam zbyt skrupulatne sumienie i poczucie winy nawet po najmniejszym grzeszku. Wierzę w Boga i dziękuję mu za pomoc w moim zmaganiu się z chorobą ale nie chcę być zakonnikiem ani księdzem! Ciągle o tym myślę, boję się, analizuję. Lękam się teraz modlić i chodzić do kościoła bo myślę że mimo mojego sprzeciwu Bóg i tak mnie omami i wybiorę tą drogę. Przeczytałem chyba wszystko na temat powołania i wiem że to nie moja droga że to mnie nie pociąga. Między innymi ludzie z nerwicą nie są brani do zakonu ale to nadal mnie dręczy i odbiera spokój. proszę o odpowiedź... :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

oo dobre :) tez tak mialem ale wiesz chwilowe :) po prostu wiem ze do kosciola mnie nie ciagnie, choc w dziecinstwie lubilem "odprawiac msze" i sie bylo ministrantem =D

nie wiem jak Ci pomoc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

maniek ja mysle ze dobrze by bylo zebys poszedl z tym do psychologa! ( wiem i kto to mowi.... ) wiesz co ja widze ze sie modlisz to modl sie z wiara o to ze wczesniej czy pozniej modlitwa zostanie wysluchana i pozbedziesz sie tych wszystkich glupot.... bo wiem jakie to ciezkie! pozdrawiam sie i glowa do gory! nikt cie w koscielne progi sila nie zaciagnie:) zyj normalnie! pozdrawiam cie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki wam za słowa otuchy:) Tak się składa że leczę się już jakieś dwa lata u dobrej psycholożki... ale czasami myśli wracają. Właśnie jutro idę na kolejną sesję i sobie o tym porozmawiam. Byłbym bardzo rad gdyby ludzie których natręctwo tego rodzaju dotykało lub nadal męczy pisali o swoich przeżyciach i jak to wszystko oni widzą. Jeszcze raz dzięki za odpowiedzi... czekam na kolejne :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

maniek102 wątpie ze tu zagladniesz bo ostatni post jest z ponad połtora roku ale jesli byś był to z chęcia bym sie rozpisała.... mam bardzo podobny problem. Zakochałam sie w chłopaku , juz jakis czas temu.. kilka miesięcy,, jesteśmy oczywiscie para, z dnia na dzien coraz wspanialszym związkiem. planujemy wspolna przyszlosc mzoan powiedziec :D zawsze biegałam za chloapaka jeszcze poltra roku temu bylam zakochana po uszy w takim jednym glupim bardz ( juz wiem jaki byl :D ) chlopaku ale to przeszlosc. w kazdym badz razie zawsze temat chlopakow , głupot itp ;D . teraz jestem szcześliwa w moim związku, uwielbiam tego chlopaka. MAM NERWICE NATRĘCTW, i od jakieogs czasu bardzo mnie "prześladuje" myśl : "a moze ja powinna isc do zakonu ? mzoe ja sie mijam z powołaniem, mzoe małżensytwo , bycie rodzicem to nie to co zawsze chciałam? " rozsadza mi głowe od tego ! naprawde ! denerwuje sie złoszcze sie, teraz to nei wiem co myslec jak sie zachowywyac, KURDE. ja mojego chłopaka uwielbiam , uwielbiam z nim byc , rozmawiac , pomagamy sobie szanujemy sie , on wie ze mam NN wspiera mnie idzmey razme nawet na wizyte jedna, chwile erotyczne są wspaniałae :D. JEJKU boje sie ! ja nie chce byc zakonnica. ale jesli mam byc ? co ja mam robic. im jest fajniej tym te mysli bardziej mnie dołuja! KUrde mam dosć tego wszytskiego tej pieprzeonej nerwicy (mysli na tle religijnym) dołów, zesranego zycia,! tych przemyslen! tego dobierania do glowy wszytskiego! MAM DOSĆ.

 

 

p.s przepraszam ze nie pisalam zbyt poprawnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też mam podobnie a własciwie to sama nie wiem co mam. Czasami dręczą mnie myśli o tym,że może zostanę zakonnicą a tego nie chcę, chcę mieć rodzinę. Czytałam kiedyś,że Pan Bóg nie dręczy myslami o zakonie, nie nakazuje tylko to ma być wolna wola człowieka. Także wydaję mi się,że to natrętne myśli. Chociaż u mnie pojawiają się także myśli,że nie nadaje się posiadania męża ponieważ mam natrętne mysli i moje życie z nim to będzie męka, bo cały czas będę miała natrętne myśli na jego temat itp. Dziwne to wszystko..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Malowana Lala, słuchaj ja chodze do psychoterapeuty i troche tez już wiem :) troche.. heh . no wiec chce Ci tylko powiedziec ze NN nie przeszkadza Ci w byciu żoną :) ja mam chłopaka jak pisałam wczesniej, on wie ze mam NN idziemy nawet razem w pon. do terapeuty bo on chce wiedziec jak mi pomóc. NN jest wyleczalna!! :) dalej sie lecze i są gorsze i lepsze dni

(teraz akurat mam te gorsze... ) ale NN jest wyleczalna ! trzeba być silnym ( i kto to mówi?? :D ) jest mi ciezko naprawde,ale sie nie poddaje. bo sobie mysle ze kiedys będzie cudownie ! ze sie wylecze i bede szczesliwa zona i matka :) z reszta mimo NN nieraz coś gadamy slubie w zartach takich malutkich. chce sie wyleczyc bo wiem ze zycie wtedy będzie wspaniałe :)

 

a TY ? długo masz NN ? jak sie czujesz ile masz lat ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przestań stary nie masz powołania, to są tylko natręctwa daj sobie spokój z tym, i zajmij się tym co naprawdę lubisz a nie wymyślasz tutaj jakiegoś księdza :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A ja tak szczerze to chciałbym zostac ksiedzem lecz zakichana NN mnie dopadla, i mam ostatnio problemy z zalem za grzechy,spowiedzia,trace rozeznanie w tych sprawach powoli(chodzi o grzechy ciezke i lekkie).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich :smile:

To prawda, dawno nie zaglądałem do tego tematu. Nie robiłem tego ponieważ obsesyjne myśli na temat mojego "powołania" z biegiem czasu były coraz mniej natrętne i prawie całkiem ustały. Czasami wracają gdy organizm próbuje rozładować emocje i nierealizowane potrzeby... jak to nerwica :x

Różyczko24 staraj się nie przejmować tymi myślami choć wiem że to bardzo trudne. Zobaczysz że z biegiem czasu same ustąpią. Musisz tylko przestać się nimi interesować. Wiem jak to jest kiedy praktycznie co dnia czyta się artykuły w internecie na temat powołania między innymi świadectwa, porady księży itp ale to jeszcze tylko zaostrza te cholerne natręctwa. Jeżeli staniesz się obojętna na to wszystko (to wymaga czasu) to zobaczysz że twoim powołaniem jest właśnie to by być żona i matką ;) Bóg na pewno nie dręczył by nas w tak brutalny sposób.

 

Pozdrawiam :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

do maniek102: a jak długiego czasu wymagało w Twoim przypadku to zobojętnienie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzieki maniek102 :) masz racjee. teraz też juz tak na to nie reaguje. Jestem z moim chłopakiem i on daje mi wielkie szczęście :). Niestety NN mam ale on mnie wspiera i mam nadzieje ze z czasem wyjde z tego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ma za co rózyczko24.Cieszę się że mogłem pomóc :smile:

 

 

Baldus, takie zobojętnienie w moim przypadku trwało rożnie. Ja sam nawet nie spostrzegłem kiedy przestałem o tym obsesyjnie myśleć. Przed tym pseudo powołaniem były inne natręctwa myślowe ,które odczepiły się w podobny sposób. Wracają czasami ale na krótko i nie mają już takiej siły. Jeżeli masz podobny problem pisz może jakoś pomogę.

 

Polecam psychoterapeutę. W znacznym stopniu przyspiesza to "zobojętnienie".

 

 

Pozdrawiam wszystkich :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja mam podobny problem. natrętne myśli na ten temat trwają u mnie dość długo, aktualnie od 2 miesięcy biorę leki, ale nie chodzę na psychoterapię. O ile same natręctwa nie są już takie silne, to jest we mnie niepokój. Stwerdziłam, że skoro przyczyną jest konflikt wewnętrzny to może to być jakieś takie podświadome albo wyparte pragnienie bycia takim człowiekiem. I to drążę. Momentami mam nawet takie odczucia/uczucia takiego pragnienia/popędu, których jednak ja nie chce, nie akceptuje.

Wszystkie moje argumenty dlaczego chce być, ujmijmy to świecka są dementowane przez myśli, których ja nie myśle. ale ja bym chciała(przynajmniej tak tym moim rozsądkiem) pozostać osobą, która chce odkrywać Boga w miłości, w rodzinie, w sobie. Nie jestem zbyt katolicka. Chcę się poznawać, chcę się angażować w naukę. Ten obraz Boga miłości, już mi sie dość zatarł, chwilami nie rozumiem, czemu przez to przechodze, nie wiem czy jest szansa, że zajmę sie czymś i przestanę myśleć, a zacznę żyć i tak w miare czuć w sobie pokój. Chwilami mam wątpliwości czy to na pewno ta choroba, czy moje ego jest dobre, że tak obstaje przy swoim.

Macie jakieś pomysły co może być przyczyną tego konfiktu wewnętrznego i jak to rozwiązać?

I nie przyjmują tylko tych z czynną nerwicą czy ze skłonnościami też?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

JA mam to samo tzn. dręczą mnie mysli i czuje w sercu taki lęk, strach, żal? że powinnam isć do zakonu, choć wiem, że to nie jest moje pragnienie/ chociaż ostatnio zaczynam sie zastanawiać: A może ja tego chcę tylko boje się tego? wiem, że to głupie;/

 

Mój problem pojawił sie w maju tego roku przed lub w trakcie sesji, czułam się okropnie, naprawdę to nie dotyczyło tylko natrętnych myśli, które nie dawały mi spac ale jeszcze taki ból fizyczny a może duchowy?Było mi z tym źle tym bardziej , że wcześniej byłam i jestem osobą pobożną.Czekałam, aż skończy sie rok i będę mogła troche odpocząć.

 

I rzeczywiście wyjechałam dalekoo stad i jak ręką odjął- czułam sie bardzo dobrze, nie miałm czasu w ogóle o tym myśleć. Ale kiedy miałam wrócic na uczelnie, znów powaliły mnie te myśli- i to jeszcze gorzej niż wtedy naprawdę, dostawałam takich napadów płaczu- dno rozpaczy;(Po prostu czułam, że muszę iść do zakonu, ale tego nie chcę, jednak wiedziałam, że z Bogiem nie wygram i muszę to zrobic, bo inaczej do końca życia będę miała te mysli i będę nieszczęśliwa, w ogóle pożegnałam już się z myślą, że będę miała jakiegoś chłopaka, bo przecież Bóg tego nie chce;/

 

Te myśli chwilowo odchodzą gdy jestem czymś zajęta i po prostu zapomnę o tym, ale to nie zdarza się często. Trudno jest mi się uczyć i w ogóle na czymś skupić. Zaraz na początku jak pojawiły się te mysli to napisałam do pewnej siostry i ona mi odpisała, że wszyscy na początku się boją, że jak nie wypełnie swojego powołania to zawsze będę czuła się źle, że możliwe że w przyszłości będę miała depresję;/ i wysłała mi zdjęcie dziewczyn, które wstępują do nowicjatu z pytaniem: Czy one wyglądaja na nieszczęsliwe? Miałam z nią umówione spotkanie, ale oczywiście nie poszłam, BO JA TEGO NIE CHCE. Ale teraz już sobie myslę, że chyba nie ma dla mnie ratunku, ostatnio nawet pojawiły się mysli s. Nikomu /poza siostra/ o moim problemie nie powiedziałam i nie mam zamiaru mówić, nawet psychologowi po pierwsze nie stać mnie, po drugie.. wstydzę się.

 

Bardzo mnie dręczy fakt, ze w okresie tych wzmożonych mysli: wypominam Bogu, że w ogóle mnie nie kocha itd. a jak widzę, a jak na złośc widuję często, zakonnice na ulicy to po prostu mam do nich taką złośc, że nie mogę się na nie patrzeć. To wszystko tak mnie dręczy, że nie daję sobię rady i myślę, że po tym co wyprawiam to już na pewno pójdę do piekła, więc generalnie nie ma dla mnie wyjścia.

 

Do tych co wytrwali i przeczytali moje wypociny mam pytania:

1. Czy mam nerwicę natręctw czy to powołanie? Raczej książa tu nie zagladają, ale wy macie pojęcie o NN

2. Czy są jakieś "domowe sposoby", by to pokonać?chociaż wiem, że ludzie biorą na to nawet leki, więc moje pytanie jest głupie

3. Czy rozmawialiście na ten temat z księdzem i co on o tym powiedział

4. Ponoć do zakonu nie przyjmują z NN, ale jak oni to w ogóle weryfikują kto to ma?

Będę wdzięczna za każdy post.

Pozdrawiam was gorąco. Trzymajcie się !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kolejna ofiara prania mózgu...ehhh...wyjasnie ci to tak jak by ci szaman tłumaczył:to co czujesz to prawda.wszystkie twoje uczucia są realne i przez twoja swiadomosc namacalne.jednak sa falszywe i musisz nauczyc sie rozpoznawac te prawdziwe te ktore tworza sie w tobie od tych ktore zsyla ci szatan(czytaj to jak chcesz indianie nazywja to zlymi duchami a nerwice,schizofremie lecza od tysiecy lat)musisz nauczyc sie odrozniania tego co podszeptuje ci to zle od tegto co czujesz sam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko daj mi niezawodną receptę na to jak, się odróżnia te fałszywe uczucia od tych prawdziwych, i jak walczyć z tymi fałszywymi , gdy to właśnie one przysłaniają ci wszystko i po pewnym czasie wydają się twoimi myślami...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

znam to...oj znam.wiesz nie mam recepty.podejrzewam ze recepte ma sam szaman....ja jak mam ataki i nagle widze tych wszystkich ludzi,wiesz jak beda sie smiali...mysle o koniach jak biegna do mnie z pomoca.czuje sie wtedy lepiej.ja nazywam to wedrowka dusz.ty nazwij wyobrazeniem.efek jest?no jest.i ty znajdz swoje dusze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki, uspokoiliście mnie trochę.

Czytając wasze wypowiedzi miałam wrazenie jakby ktoś pisał moje mysli ;)

Od pewnego czasu też mam natrętne, dręczące myśli na tym tle. Byłam tak przerażona myślą, ze tez mogę być powołana, że bałam sie nawet modlić. Czułam sie jakbym zawodziła Boga.

To jeszcze nie mineło i krąży gdzieś nade mną, ale mam nadzieję, że niedługo o tym zapomne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Spoko, spoko. Nic się nie bój. To tylko lęki.

 

Ze strachu przed powołaniem nie idzie się do seminarium/zakonu. :) Ty wyraźnie tego nie chcesz i boisz się tego. Powołanie jednak tak chyba nie wygląda. Idzie się tam z ochotą i z własnej nieprzymuszonej woli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Też miałam takie natręctwo, ale potem mi przeszło i mam do tego dystans. Powołanie nie pojawia się jako natręctwo,jestem tego już pewna. Miałam też różne inne i też bałam się, że to są moje "podświadome" chęci. Takie myślenie, to pułapka. Z pewnością za natręctwem czają się nieuświadomione konflikty, ale nie jest to takie proste. Natręctwo to nie konflikt między świadomym, a "nieświadomym" pragnieniem wyrażanym przez to natręctwo. To bardziej złożone. Bo treść natręctw wcale nie jest nieświadoma: wiemy, jaka myśl nas dręczy i możemy się z nią skonfrontować.Więc nieświadome jest co innego. Jeśli myśląc w sposób nieprzymusowy czegoś nie chcemy, to trzeba się tego trzymać.Bo gdybyśmy chcieli tego, czego domaga się natręctwo to nie byłoby ono przykre i natrętne.I bylibyśmy zdrowi. :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Refren:) Racjonalizm to to, co nas ratuje:)

Świetnie to wszystko ujęłąś:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Z tymi "powołaniami" miałam podobnie.

 

Jest na to jedna rada: Wytłumaczyć sobie, że i tak to, co nas czeka, jest nieuniknione i nie wszystko zalezy od nas. Trzeba się skupić na teraźniejszości

Jeżeli człowiek jest naprawdę do czegos powołany, przyjmuje to ze spokojem i zgodnie z wolą swojego serca, a nie staje się to przyczyną jego lęków

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

po tym co wyprawiam to już na pewno pójdę do piekła, więc generalnie nie ma dla mnie wyjścia.

Dziewczyno,z takim "powołaniem" to daj sobie spokój.To nie żaden Bóg Cię wzywa,tylko Twój rodzic-w Tobie.

To wszystko,czym rodzice(rodzic) Cię nafaszerowali na temat Boga-to Cię zatruwa i przymusza.

Na twoim miejscu resztę życia poświęciłbym na wyprostowanie obrazu Boga w Twojej głowie.

Od zakonów trzymaj się z daleka-nieszczęście murowane.

Nie wyrzucaj Bogu,że Cię nie kocha,ale się zastanów,czy ty Go kochasz(ja takiego "Boga"-bym nie umiał).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nikomu /poza siostra/ o moim problemie nie powiedziałam i nie mam zamiaru mówić, nawet psychologowi po pierwsze nie stać mnie, po drugie.. wstydzę się.

...

2. Czy są jakieś "domowe sposoby", by to pokonać?chociaż wiem, że ludzie biorą na to nawet leki, więc moje pytanie jest głupie

Wash & Go: Wydrukowac post i pokazac go psychologowi ;) Serio.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×