Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Eragon

Cichy borderline [artykuł]

Rekomendowane odpowiedzi

Ostatnimi czasy jestem bardzo mocno zainteresowany tematem zaburzenia pogranicza osobowości. Polskie źródła (zwłaszcza internet) są bardzo mocno wybrakowane, a przede wszystkim ukierunkowane na klasyczny typ tego zaburzenia związany z zachowaniami typu "acting out". Podjąłem się próby tłumaczenia artykułu anglojęzycznego o tzw. "quiet borderline". Typ ten nie jest tak dobrze znany jak stereotypowy BDP, który w jednej chwili po prostu wybucha.

 

Stanisław Barańczak twierdził, ze z tłumaczeniami jest jak z kobietami - są albo piękne albo wierne niestety, choć niedoścignionym ideałem jest ta, która może poszczycić się obiema cechami. A tak na poważnie, to starałem się dołożyć wszelkich starań by artykuł zachował swój oryginalny "dźwięk" i był w miarę przystępny do czytania w naszym języku. Brak tylko ostatnich trzech akapitów, ale dotyczą one głownie tego, ze osób z BPD nie wolno wrzucać do jednego worka i tego jak dużym wyzwaniem jest leczenie tego typu zaburzeń. Gorąco zachęcam do lektury, a tych bardziej dociekliwych do poprawek tekstu! :D

 

 

Cichy Borderline

 

Cichy Borderline jest często źle rozumiany, a jego zachowanie nie sprawia wrażenia typowego dla klasycznego “acting out”. Rzućmy okiem na to jak cichy borderline różni się od “przeciętnej” osoby z zaburzeniem pogranicza osobowości. Dotychczas w literaturze o wiele więcej uwagi poświęcono bardziej klasycznemu przypadkowi zaburzenia pogranicza osobowości (BPD). Bardziej znany typ klasycznego borderline najczęściej obejmuje takie zachowania jak uzewnętrznianie wściekłości, projektowanie emocji i “ acting out”. To ostatnie określenie odnosi się do tego, że wiele osób z BPD swoim zachowaniem urzeczywistnia swoje cierpienie doświadczając nim innych, zamiast pozwolić tym emocjom zaistnieć w we własnej świadomości po to aby móc je przeżyć i zająć się nimi we własnym wnętrzu.

 

Poniżej opisano przypadek czy tez odmianę zaburzenia pogranicza osobowości - “cichy” borderline. Osoby takie nie wybuchają ani nie przejawiają zachowań typowych dla “acting out”.

 

Anne, cichy borderline:

 

Nigdy się nie wściekałam czy coś podobnego. Nigdy nie byłam w stanie wyrazić swojej złości - moja matka nigdy mi na to nie pozwalała, a ja nie mogłam znaleźć innego sposobu aby to z siebie wyrzucić. Byłam zbyt mocno zraniona aby móc się zezłościć. Zazwyczaj czułam się kompletnie samotna, pusta i przestraszona. Bardzo pragnę być sama, ale gdy tak jest, to najczęściej kończy się przedawkowaniem przepisanych mi lekarstw. Jestem przerażona ludźmi i unikam przebywania wśród nich. Jestem niezwykle nie spokojna i często przygnębiona.

 

To jak się czuje jest bardzo różne. Czuje się jakbym oddalała się od otaczającego świata. Nie jestem jak inni ludzie i nie rozumiem czy też po prostu nie wiem jak czuja inni. Czasem czuje się jakbym obserwowała życie z boku. Nie mam zbyt wiele nadziei na to by kiedykolwiek poczuć się normalnie - nie wiem co to znaczy.

 

Tak jak opisała to Anne, wiele osób mających zaburzenie pogranicza osobowości i są “cichymi” borderline’ami mają bardzo silne odczucia, często rozpaczliwego przygnębienia. Zazwyczaj podstawa zaburzenia osobowości pogranicza są złość i wściekłość przywoływane w celu odgrodzenia się od cierpienia, które takie osoby przeżywają. Jeśli osoba zaburzona nie uzewnętrznia swojej złości i wściekłości (klasyczny przykład BDP), to bardzo prawdopodobnym jest, ze odczuwają silne przygnębienie, którego źródłem jest gniew skierowany przeciwko sobie (do wewnątrz).

 

Kiedy Anne opisywała uczucie oddalenia się od otaczającego świata i obserwowania rzeczywistości z boku, doświadczała zjawiska znanego jako depersonalizacja. Osoby z “cichym borderline” wydaja się być nieobecne, ponieważ bardzo zanurzają się we własnych emocjach, w cichy sposób i często niezauważony dla otoczenia.

 

Depersonalizacja jest tego rodzaju rozdzieleniem, w którym czujemy się oderwani od własnego ciała, a czasem jakbyśmy obserwowali bieżące wydarzenia będąc poza nimi. To może być przerażające uczucie i może mu towarzyszyć osłabienie bodźców zmysłowych. Dźwięki mogą być stłumione, rzeczy wyglądają inaczej niż normalnie i tak dalej. Niektórzy reagują na epizody depersonalizacji w ten sposób, iż potrafią wyrządzić sobie krzywdę fizyczna licząc na to, ze ból powstrzyma nierealne doznania i przywróci im “normalną” świadomość.

 

 

Rachel, cichy borderline:

 

Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, ze jestem cichym bądź “acting in” borderline. Zawsze miałam w sobie nienawiść, którą kierowałam przeciwko sobie. Czułam się tak jakbym miała w sobie nieprzepartą moc do tego by krzywdzić innych i czułam się niezwykle okropnie kiedy dostrzegałam, że skrzywdziłam kogoś innego. Wszystko czego zawsze chciałam to tego by być kochaną i by ktoś się mną zaopiekował. Nie mogłam tego dostać, ale dlatego sądziłam, ze na to nie zasługiwałam.

 

Ludzie w depresji zazwyczaj nie wyrządzają sobie sami krzywdy (co ja robiłam dzień w dzień), a nienawiść do siebie, którą odczuwałam nie była wyrazem niskiej samooceny czy jej braku. Tak właściwie, to chciałam “zabić” siebie - nie popełnić samobójstwo - raczej coś jak morderstwo. Czytałam o wielu osobach z BPD, które zezłoszczone na kogoś mogą się stać wręcz psychotyczne. Taka wściekłość kierowana na zewnątrz jest niezwykle potężna i może powalić na ziemie. Taka samą wściekłość kierowałam wobec siebie samej. Robiłam sobie potworne rzeczy - okrutne rzeczy. Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego komuś innemu. Dopiero od niedawna wiem, ze miałam takie myśli kierowane także wobec innych. Nigdy jednak nie mogłam tego okazać z powodu mojego ogromnego strachu przed odrzuceniem. Nigdy więcej nie chce aby ktoś mnie zostawił.

 

Bez względu na to w jaki sposób osoby BPD wyrażają swój wewnętrzny niepokój czy złość, skutki tego w obu przypadkach są takie same. Błędne kolo powtarza się w wyraźnych schematach. Im więcej zachowań “act in” czy “act out”, tym wyraźniejsze nielogiczne czy “magiczne” myślenie, które wspiera dalszą alienacje rzeczywistego “ja” od tego fałszywego. Mimo tego, osoba z BPD typu cichego może nie mieć zbyt wielu szans na bycie zrozumiana czy rozpoznana, jak osoba z klasycznym BPD. Co więcej, osoby mogą być nierozumiane nawet przez specjalistów. Bez względu na to jak bardzo rozwinięte jest zaburzenie, osoba taka cierpi w niemym krzyku.

 

Rachel opisuje bardzo wyraźnie swój lęk przed porzuceniem, a przez swoje zachowania prowadzące do odepchnięcia jej przez innych, kontynuuje proces porzucenia samej siebie (oraz jej wewnętrznego dziecka) przez powtarzające się akty samookaleczenia i nienawiści kierowanej wobec siebie. Zwraca strach przed porzuceniem przeciwko sobie. Wiele osób z klasycznym BPD projektuje swój wewnętrzny niepokój na innych ludziach. W przypadku Anne i Rachel patologicznie doświadczenia wynikające z zaburzenia BPD objawiają się postaci silnych emocji przeżywanych wewnętrznie. Rachel woli kontynuować proces porzucenia samej siebie, ponieważ jest to dla niej doświadczenie znane i bardziej przewidywalne niż możliwość radzenia sobie z sytuacją, w której to inni porzucają ją. Zachowanie takie prowadzi do cichego, a przede wszystkim niepowstrzymanego i coraz mocniejszego krwawienia emocjonalnego, prowadzącego w efekcie do “pustki” uniemożliwiającej poznanie własnych uczuć. W związku z brakiem połączenia z prawdziwym “ja”, powtarzające się akty samookaleczenia, porzucenia oraz anihilacji wydaja się osobom zaburzonym zadawane przez kogoś innego - wspomniane wcześniej fałszywe “ja”.

 

Intensywny strach przed porzuceniem odczuwany przez wiele osób z BPD, prowadzi ich do zachowań w których uzewnętrzniają swój strach oraz cierpienie na innych bądź kierują te emocje przeciwko samym sobie. Prawdziwe “ja” nie ma szansy na to by moc się wynurzyć, dojrzeć i być zrozumiane przez osobę z BPD, ponieważ nierozwiązane kwestie (np. wydarzenia z przeszłości, traumatyczne doświadczenia) biorą w posiadanie owo prawdziwe “ja” karmiąc się nim, tym samym wzmacniając tylko poczucie fałszywego “ja”.

 

http://www.aapel.org/bdp/BLborderquietUS.html

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Depersonalizacja jest tego rodzaju rozdzieleniem, w którym czujemy się oderwani od własnego ciała, a czasem jakbyśmy obserwowali bieżące wydarzenia będąc poza nimi. To może być przerażające uczucie i może mu towarzyszyć osłabienie bodźców zmysłowych. Dźwięki mogą być stłumione, rzeczy wyglądają inaczej niż normalnie i tak dalej. Niektórzy reagują na epizody depersonalizacji w ten sposób, iż potrafią wyrządzić sobie krzywdę fizyczna licząc na to, ze ból powstrzyma nierealne doznania i przywróci im “normalną” świadomość.

 

Czasem (a ostatnio często) towarzyszy mi coś podobnego - tak, jakby ciało, w którym tkwię było dla mnie za ciasne, wręcz nie moje; kiedy dotykam dłonią policzka, czuję jakby dotyk obcej ręki, a jednocześnie dłonią wyczuwam ciepło cudzej twarzy (z reguły szczypię policzki albo gryzę palce, by poczuc ból, bo nie od dzis wiem, że ból w jakis sposób mnie uspokaja)

Niekoniecznie określiłabym siebie jako cichy bordeline, choć przyznaję, że podobnie jak jedna z "bohaterek" z artykułu nie daję sobie przyzwolenia na wybuchy złości, a jeśli takowe zaistnieją - zaowocują poczuciem winy, bezsensu, katowaniem się psychicznym i myślami samobójczymi.

 

Zaciekawił mnie ten temat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Depersonalizacja jest tego rodzaju rozdzieleniem, w którym czujemy się oderwani od własnego ciała, a czasem jakbyśmy obserwowali bieżące wydarzenia będąc poza nimi. To może być przerażające uczucie i może mu towarzyszyć osłabienie bodźców zmysłowych. Dźwięki mogą być stłumione, rzeczy wyglądają inaczej niż normalnie i tak dalej. Niektórzy reagują na epizody depersonalizacji w ten sposób, iż potrafią wyrządzić sobie krzywdę fizyczna licząc na to, ze ból powstrzyma nierealne doznania i przywróci im “normalną” świadomość.

 

Czasem (a ostatnio często) towarzyszy mi coś podobnego - tak, jakby ciało, w którym tkwię było dla mnie za ciasne, wręcz nie moje; kiedy dotykam dłonią policzka, czuję jakby dotyk obcej ręki, a jednocześnie dłonią wyczuwam ciepło cudzej twarzy (z reguły szczypię policzki albo gryzę palce, by poczuc ból, bo nie od dzis wiem, że ból w jakis sposób mnie uspokaja)

Niekoniecznie określiłabym siebie jako cichy bordeline, choć przyznaję, że podobnie jak jedna z "bohaterek" z artykułu nie daję sobie przyzwolenia na wybuchy złości, a jeśli takowe zaistnieją - zaowocują poczuciem winy, bezsensu, katowaniem się psychicznym i myślami samobójczymi.

 

Zaciekawił mnie ten temat.

 

Bardzo mnie to cieszy. W Polsce nawet wśród specjalistów rzadko się zdarza aby ktoś miał pojecie na temat takiej klasyfikacji tego zaburzenia. Kiedy zajrzy się do internetu, to BPD kojarzony jest głównie z bardzo zewnętrzną agresja. Ostatnio znalazłem super artykuł dziewczyny opisującej swoje życie z tego rodzaju zaburzeniem, ale nie mam zbytnio czasu aby to przetłumaczyć niestety. :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Opis BPD, jak i opisy reszty zaburzeń, są jedynie sztucznymi kontruktami służącymi ogarnięciu zagadnienia. Bardzo rzadko zdarza się "książkowy" przypadek, wpasowujący się idealnie w konstrukty opisane w DSM. Konstrukt BPD częściowo pokrywa się niemal ze wszystkimi pozostałymi zaburzeniami.

 

Przykładowe odmiany BPD:

 

Zniechęcona (z cechami osobowości unikającej, depresyjnej i/lub zależnej)

Podatna na wpływy, uległa, lojalna, potulna; czuje się bezbronna i stale czymś zagrożona; odczuwa beznadziejność, przygnębienie, bezradność i bezsilność.

 

Impulsywna (z cechami osobowości histrioniczuej i/lub antyspołecznej)

Kapryśna, powierzchowna, niestała, roztargniona, szalona, uwodzicielska; bojąc się kogoś utracić, staje: się niespokojna, potem posępna i drażliwa; może mieć skłonności samobójcze.

 

Autodestrukcyjna (z cechami osobowości depresyjnej i/lub masochistycznej)

Zwrócona do wewnątrz, kieruje własną złość przeciwko sobie; utraciła zdolność do zachowań konformislycznych, przypochlebiania się innym, okazywania im względów; coraz bardziej napięta i ponura; może popełnić samobójstwo.

 

Drażliwa (z cechami osobowości negatywistycznej)

Negatywistyczna, niecierpliwa, niespokojna, a także uparta, przekorna, naburmuszona, pesymistyczna i pełna urazy; łatwo się obraża i szybko rozczarowuje.

 

-----------------

Osobiście nie rozumiem potrzeby tworzenia kolejnych sztucznych (po)tworków, typu "cichy" BPD, skoro opisane odmiany już go w sobie zawierają.

Nie bardzo wiem też, która z ww. odmian jest "stereotypowa"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

NN4V, bardzo mądrze ujęte. Ja bym jeszcze dodał od siebie, że spotkałem się z przypadkiem, że psychiatra w ogóle nie wiedział co to są zaburzenia osobowości...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za ten artykuł. Jest w dużej części o moim sposobie przeżywania świata i siebie. Dokładnie to robie w zwiazku. Odpycham innych i zieje nienawiscia do samej siebie ktora ukryta jest pod przygnebieniem i wycofaniem. Niesamowite, ze ktoś to opisał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O jejku sranie w banie czytajcie te mądrości i nowości, a i tak żaden psychiatra w Polsce o tym nigdy nie słyszoł i nikt wam tego nie zdiagnozuje :papa:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a dupa tam z diagnozami. fajnie poczytać o własnych doświadczeniach, które w podobny sposób przeżywają i inne osoby. ale bardziej niż na solidarności grupowej mi obecnie zależy na pozostawieniu tego sposobu przeżywania na rzecz czegoś bardziej elastycznego, bo to co jest teraz mi zatruwa życie i rozwala plany. w sensie ja sama sobie zatruwam życie i chciałabym już przestać :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cichy borderline jest jak radosny człowiek w depresji, jak wyluzowany nerwicowiec i jak realistyczny paranoik

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
cichy borderline jest jak radosny człowiek w depresji, jak wyluzowany nerwicowiec i jak realistyczny paranoik

Mniej więcej podobne skojarzenia mi się nasuwają. Swoją drogą, te diagnozy psychiatryczne to jakas loteria. :pirate:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O, kolejne zaburzenie, które do mnie pasuje xD

Diagnozy są nic nie warte, tyle podobnych do siebie zaburzeń jest, że można wszystko sobie przypisać :D

Psychiatrzy powinni bardziej skupiać się na łagodzeniu objawów niż na diagnozie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
cichy borderline jest jak radosny człowiek w depresji, jak wyluzowany nerwicowiec i jak realistyczny paranoik

 

Nie jestem pewna czy chciałeś pokazać, że cichy borderline brzmi jak oksymoron czy naprawdę to porównujesz, ale to całkiem trafne wg mnie.

Ja naprawdę jestem trochę jak radosny człowiek w depresji, jak wyluzowany nerwicowiec i jak realistyczny paranoik.

Więcej, wydaje mi się na tę chwilę, że to chyba najtrafniejszy opis tego co się ze mną dzieje, jaki do tej pory widziałam :pirate:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co prawda temat już trochę czasu ma, ale postanowiłam go odświeżyć.

Nigdy wcześniej nie czytałam czegoś, co tak bardzo odniosłoby się do mojej osoby. Wewnętrzne wybuchy gniewu rozładowywane na sobie za pomocą autoagresji, permanentne poczucie winy związane ze złością na innych (bo może to ja sprowokowałam? może to jednak moja wina?), ogromne przygnębienie.

Obiektywnie patrząc, jak myślicie? Który rodzaj borderline wydaje Wam się "zdrowszy"? Który "łatwiejszy" dla otoczenia? Z którym łatwiej żyć innym?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Heledore, mi terapeutka powiedziała kiedyś, że to źle, że nie reaguję złością na zewnątrz. Czyli wygląda na to, że cichy border ma gorzej. Pewnie właśnie dlatego, że wyżywa się na sobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@redquin no dobrze, wyżywa się na sobie. Ale jeśli reaguje złością na zewnątrz, to wyżywa się na innych. I wydaje mi się, że jednak mimo, że ma ze sobą trudniej, to lepiej, żeby było tak, niż żeby inni nie mogli z nim wytrzymać. Wydaje mi się, że jest to globalnie mniej szkodliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Heledore, mnie uczyła terapeutka jak reagować na zewnątrz jednocześnie nie wyżywając się na innych. Krzyczenie w poduszkę, targanie gazet, spacer...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@redquin ach, w ten sposób. Szczerze mówiąc nawet nie wpadła mi do głowy taka forma wyładowania się.

Próbowałaś tego? Pomaga Ci?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie próbowałam, bo wydaje mi się to śmiesznie nieskuteczne 😜 To była moja ostatnie sesją z tą panią psychoterapeutką. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@redquin tak podejrzewałam. :lol: Bo mnie też to zupełnie nie przekonuje. Jest po prostu przekomiczne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jak wpadam w ogromna zlosc,dre stare ksiazki na strzepy.pomaga,naprawde.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@shira123 ale wpadasz w złość skierowaną na kogoś, czy w swoją stronę?

Wydaje mi się, że wyładowanie złości, która skierowana jest na zewnątrz, na przedmiotach jest znacznie łatwiejsza, niż próba zmiany kierunku złości skierowanej do naszego wnętrza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nooo,roznie z tym bywa.na siebie tez,zdarza mi sie szczypac czy jezdzic jak szalona na rowerez po niebezpiecznych drogach. a na innych-przerzucam na przedmioty,jak te ksiazki.moja siostra jablkami rzuca)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@shira123  widzisz. Więc jednak w przypadku agresji skierowanej do wewnątrz robisz sobie krzywdę, albo się na nią narażasz.

Tak się swoją drogą zastanawiam- skąd to poczucie potrzeby zrobienia krzywdy sobie? Ja mimo, że jest w porządku czuję momentami potrzebę zrobienia sobie krzywdy. Za to, że moje zachowanie nie pasuje komuś innemu... Tylko dlaczego tak? Skąd bierze się tak silne poczucie winy, że ukoić może je tylko sprawienie sobie bólu- czyli de facto ukaranie się?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam w sobie coś z cichego borderline...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×