Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

forget-me-not

Użytkownik
  • Zawartość

    83
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

3166 wyświetleń profilu
  1. Cześć, mam trochę podobnie, ale nie mam siły już o tym pisać. Mogę się utożsamić z większością problemów, które opisujesz. Mam więcej lat niż Ty ,ale nie udało mi się ich rozwiązać i prawdopodobnie nigdy mi się nie uda. Myślę, że też mogę mieć borderline, ale nad nim mam nadbudowaną os. schizoidalną. Nie potrafię pisać o sobie, przychodzi mi to z dużym trudem, dlatego często wpadam w intelektualizację. Z jednej strony czuję, że to nikogo nie obchodzi, z drugiej strony boję się, że gdybym się otworzył do zalał bym rozmówcę i przytłoczył mówieniem o sobie i moimi emocjami. Ale nie otworzę się, bo po ostatniej relacji już nikomu nie ufam. Całe życie też odczuwam kompletny brak wsparcia ze strony rodziców. Zawsze dostawałem od nich tylko dach nad głową i żarcie. Nie tylko odczuwam ten brak, myślę, że gdybym odczuwał tylko ten brak było by mi łatwiej, miałbym silną presję by się usamodzielnić, łątwo by mi było się odciąć. Ale oni mnie jeszcze wciągali do swojego świata pełnego bezsensownych kłótni, bzdur, dram, nerwów ,presji psychicznej, poplątanych niedomówień i manipulacji. Uzależniali mnie od siebie. Wchodzili mi na głowę, zalewali mnóstwem uwagi, której nie chciałem. Ciągnęli mnie za sobą na wyjazdy jak psa na smyczy. Pamiętam taki obraz jak wracam zmęczony do domu po cholernie trudnym dniu na studiach. A domownicy kłócą się pół godziny, wydzierając się, o to co zrobić na obiad, albo inne bzdury. Tak było prawie codziennie. Chyba nigdy nie otrzymałem od nich żadnej pożytecznej rady życiowej. Co najwyżej jakieś protekcjonalne wstawki typu "nie czytaj po ciemku bo sobie oczy popsujesz", albo "ubierz się bo jest zimno". Nigdy nie rozmawiałem z nimi o moich problemach, ani mi w nich nie pomagali. Co najwyżej ojciec "załatwiał" mi coś za moimi plecami, zwykle nawet mnie nie pytając. Mógłbym dużo jeszcze pisac, ale nie wiem czy jest sens się rozpisywać. Heh, moi rodzice nie kradną. Ale moja matka ciągle coś "sprząta", przestawia, zabiera. Potem się wypiera, że coś zabrała, albo mi mówi że mam sam pilnować swoich rzeczy [we włąsnym domu]. Wielokrotnie się zdarzało, że jakiś swoich rzeczy nie moglem znaleźć i dopiero po długiej kłótni łaskawie godziła się, że pomoże mi szukać i okazywało się, że wcześniej gdzieś to schowała. I też mam taki odruch, że jeśli nie mogę czegoś znaleźć, to pewnie matka mi zabrała. Też mam ogromne problemy z motywacją, żeby zrobić coś dla samego siebie, dla włąsnej korzyści. Łatwiej mi coś robić dla innych. Chyba, że robię coś sam dla siebie i nikt o tym nie wie. Ale gdy tylko komuś powiem, albo poczuję na sobie jakąś presję otoczenia, że ktoś mnie może oceniać i rezultaty mojej pracy to zaczyna mnie wręcz odrzucać od danej czynności. A bez leków dawałaś sobie z tym radę ?
  2. Wydaje mi się, że normalnie powinno być tak, że o najbardziej skrywanych rzeczach mówimy osobom bliskim. Mówienie o pewnych rzeczach wymaga ogromnego zaufania, jeżeli coś chronimy to nie chcemy by ktoś nas zranił. Zwykle to się też łączy z silnym bólem emocjonalnym. Więc jeżeli powiemy psychoterapeucie coś ważnego, a on to potraktuje obojętnie, albo utylitarnie, jak kolejną cechę badanego obiektu - to faktycznie można mieć poczucei, że coś się powiedziało nadaremnie, albo komuś, kto na to nie zasługiwał. Relacja z psychoterapeutą to dziwna relacja, czasami może przyjąć formę płącenia za substytut przyjaciela. Moje doświadczenie jest takie, że otwierałem się, opowiadałem co wywołuje we mnie jakąś emocję, rozgrzebywałem się emocjonalnie. Raz na dwa tygodnie wizyta, która rozgrzebuje, a w międzyczasie, w tej przerwie moja introspekcja i rozgrzebywanie wszystkiego co było na sesji, męczenie się z silnymi emocjami zupełnie samemu. Z czasem sesje zaczęły się powtarzać w pewien schemat, gdzie mówiłem co się ostatnio negatywnego wydarzyło, co się pozytywnego wydarzyło, jakie emocje to wywoływało + jakieś grzebanie w przeszłości. Wtedy sesje przestały cokolwiek dawać, nie było żadnego postępu, żadnych rozwiązań, więc zrezygnowałem. Nie miałem może poczucia braku szacunku do siebie, ale zmarnowanego czasu i pieniędzy, oraz energii na opowiadanie o sobie tego wszystkiego. Gdybym miał iść do kolejnego psychoterapeuty to teraz opowiadanie o sobie wszystkiego co powiedziałem poprzedniej zajęło by 10 kolejnych sesji Ja akurat trafiłem na psychoterapeutkę ,która bardziej słuchała i nie była apodyktyczna. Niemniej często miałem wrażenie, że jej pytania "drążące" są dosyć płytkie, że na to wszystko co ona mówi już dawno sobie odpowiedziałem drogą introspekcji.
  3. I bardzo dobrze, bo dyskryminacja to dobra rzecz. A tak generalnie jeżeli jesteś obywatelem jednego państwa, to nie obowiązuje Cię prawa jakie mają obywatele innego państwa. Jeżeli Tobie jako Polakowi nie należy się niemiecki socjał, albo amerykańska emerytura to też krzyczysz, że to dyskryminacja? Nie , wcale nie tak, EKUZ gwarantuje NIEZBĘDNE świadczenia medyczne. To tak samo, jakbyś np. pojechał jako inwalida do kraju, w którym refundowane są protezy Hi-Tech za milion Euro i domagał się za darmo takiej protezy, powołując się na EKUZ. Bardzo dużo trudu i wysiłku po to by popełnić samobójstwo. Ale co kto lubi. Ale to wynika z jakiejś narcystycznej potrzeby przymuszenia całego systemu do tego, by Ci asystował w samobójstwie ? I bardzo dobrze, że są, bo zgodnie z przysięgą Hipokratesa choremu się pomaga, a nie go zabija. Tak, pojawiłyby się od razu firmy, które za opłatą kilkuset euro sugerowałyby ludziom z depresją i w nagłym kryzycie psychicznym taką formę "terapii" w Holandii. Wyobraź sobie - wpisujesz w google frazę " rzuciła mnie dziewczyna - jak żyć ? " - i wyskakują reklamy: "Nie masz po co żyć? Zaopiekujemy się Tobą! Eutanazja w Holandii już od 350 Euro!" "DARMOWA POMOC dla smutnych i samotnych dzięki zabiegowi eutanazji w Holandii ! (*warunkiem skorzystania z promocji jest jedynie zapisanie na nas mieszkania w testamencie u notariusza)"
  4. forget-me-not

    36

    Cześć, świetny wpis. Wygląda na to, że depresja to często nie depresja, tylko brak struktury życiowej. Twój wpis potwierdza to, o czym często mówił J.Peterson. Człowiek, zwłaszcza jeśli jest mężczyzną, potrzebuje jakiegoś wyższego celu oraz wzięcia na siebie obowiązków jakie z drogi do tego wyznaczonego celu wynikają. Inaczej gnije i się rozpada. Niby to wszystko rozumiem, ale w żaden sposób nie potrafię ruszyć z miejsca.
  5. Trochę Cię rozumiem. U mnie to już byłby 8-9 rok na dziekance, gdyby mnie wcześniej nie wywalili, bo nie przedłużałem go i nie interesowałem się tym. Uciekłem kiedyś ze studiów na trzecim roku, paląc za sobą wszystkie mosty i znajomości. Co prawda miałem problemy ze zdrowiem, ale tak naprawdę padła mi psychika, siedząc w sali zacząłem mieć flashbacki z gimnazjum. Trochę szkoda tych 3 lat na trudnym kierunku na politechnice, które kosztowało mnie dużo wysiłku i w sumie całej drogi edukacji, która miała do tych studiów prowadzić, a przecież stanowiła większość mojego życia... Potem przeleżałem wiele lat gapiąc się w sufit. Albo zajmując rzeczami, które mnie nie dotyczyły albo dotyczyły tematów abstrakcyjnych, i z których nie miałem żadnych korzyści, ani nie zmieniały nic w moim życiu - i oszukiwałem się, że robię coś pożytecznego, a to była tylko dystrakcja od rzeczywistości. Mam silną fobię społeczną, którą staram się ukrywać przed ludźmi, a także duże poczucie wstydu za to, że jestem nikim. Ciężko mi się do tego przyznać, ciężko mi w ogóle o tym pisać. Przez jakiś czas mieszkałem sam, niedawno musiałem się znowu wprowadzić do rodziców. Jestem na ich utrzymaniu tj. dają mi dach nad głową i jedzenie, a w zamian wysysają ze mnie energię. Rodzice rzadko mi pomagali, a ich "pomoc" polegała na załatwianiu za mnie różnych spraw, zazwyczaj za moimi plecami i na planowaniu mi życia. Zawsze czułem się ze wszystkim sam, a w domu ciągłe kłótnie między domownikami o byle bzdury i udawanie przed rodziną i sąsiadami wizerunku idealnej rodziny. Ojciec był apodyktycznym cholerykiem, którego się bałem i który mną gardził, matka histrioniczno-narcystyczna - skupiona na sobie, ciągle gadająca, prowokująca różne dramy emocjonalne, zachowująca się często niedojrzale jak dziecko, zawłaszczająca sobą przestrzeń. Moje myśli i emocje nigdy ich nie obchodziły. Wydaje mi się, że jest dla nich bardzo wygodnie, że teraz z nimi mieszkam i mam poczucie, że próbują mnie od siebie uzależnić, żebym tu został. Wiem, że powinienem znaleźć pracę i wyprowadzić się stąd, ale boję się...sam nie wiem czego. I boję się też, że już się poddałem. A co to był za wydarzenia z przeszłości ?
  6. A co się właściwie stało? Uważaj jak się tak nakręcasz, bo możesz samemu nakręcić się bardziej w depresję. A bardzo ciężko jest wyjść z depresji nie mając jakiegoś wsparcia zewnętrznego.
  7. Ja też. Może dziwnie to zabrzmi, ale szczerze mówiąc wolałbym mieć bardziej otwarcie patologicznych rodziców, od których łatwiej byłoby mi się odciąć, albo takich przez których musiałbym uciekać z domu. Wtedy od młodości mógłbym konstruować swoje własne życie i otoczenie.
  8. W normalnym świecie to rodzina, znajomi, przyjaciele są głównym czynnikiem wpływającym polepszenie nastroju. A nie taki kiwający głową, jak te figurki piesków za przednią szybą samochodu, sztuczny przyjaciel do wynajęcia, opłacony by słuchać.
  9. Ja myślę, że presja na utratę prawictwa pochodzi z męskiego otoczenia. Dla młodych samców homo sapiens w wieku rozpłodowym posiadanie takiego zasobu jak dziewczyna, a najlepiej atrakcyjna dziewczyna, jest przejawem statusu społecznego, pozycji w grupie. Podobnie jak markowe ciuchy, sportowy samochód, czy pieniądze na imprezy. I z tego bierze się poczucie, że "jak nie miałem nigdy dziewczyny to jestem bezwartościowy i mam niski status w grupie"; a czasem incelizm. Ale pomyśl o tym ,że to przeminęło. Nikogo nie obchodzi już czy masz dziewczynę. Nikt Cię nie będzie oceniał po tym jakie masz doświadczenia seksualne, bo to już nie ten etap życia.
  10. Czyli bierzesz przeciwpadaczkowy i przeciwpsychotyczny. Nie czujesz się przy tym jakoś zwarzywiony ? Ma to jakiś wpływ na zdolności intelektualne czy kreatywność ?
  11. Lekarz każdej innej specjalizacji potrzebuje więcej czasu, a diagnozę stawia na podstawie badania odpowiednimi narzędziami. W przypadku psychiatrii diagnozy dokonuje się wyłącznie na podstawie wywiadu z pacjentem, nie ma żadnych narzędzi lekarskich którymi można by coś zmierzyć, jak ciśnienie czy temperaturę, by dowiedzieć się na co choruje pacjent. Więc , skoro wywiad z pacjentem jest wszystkim, to jak to może trwać tak krótko ? Tylko jak diagnoza "na oko" ma się do etyki lekarskiej ? Dobra, koniec jęczenia. A tak poza tym @Druid jak dobrałeś sobie wartości mg przy schodzeniu z SSRI , na oko ,czy miałeś jakieś tabelki odniesienia? Ja bym trochę bał się mieszać bo z jednej strony masz bezpośredni prekursor ,a z drugiej strony blokadę wychwytu zwrotnego i to się ze sobą wzmacnia. Oczywiście nie mówię, że coś zrobiłeś źle - żebyś tak nie odebrał mojej wypowiedzi, tylko po prostu pytam. Ja sam biorę L-Tryptofan, choć nieregularnie, zazwyczaj w dawce 1000mg na wieczór (Soweto), ale zastanawiam się nad przejściem na 5-HTP ,bo nie wiem ile z tego trypfanu w końcu zamienia się na serotonię.
  12. Chciałem się zapisać do psychiatry, zobaczyłem ,że wizyta trwa 15 minut - pomyślałem - nie, dziękuję. Jak przez 15 minut można cokolwiek zdiagnozować ?
  13. forget-me-not

    Pokaż mi co chcę...

    Pokaż mi doga debordoga.
  14. Temat pochodzi sprzed dwóch lat ,autor ostatni raz odezwał się pół roku temu, nie wiadomo czy jeszcze żyje, ale to co przeczytałem poruszyło mnie trochę do tego stopnia, że chciałbym coś napisać. @Futility Kolego, nic mądrego Ci nie powiem, bo uważam, że coś mądrego to może powiedzieć ktoś, kto rozwiązał jakieś włąsne problemy. A nawet jeżeli je rozwiązał, to każdy człowiek ma tak różne problemy, że ta jego mądrość wynikająca z subiektywnego doświadczenia ma bardzo ograniczony zakres. Więc niczego nie zamierzam doradzać. Natomiast kilka uwag: 1). Pisałeś ,że masz zdiagnozowane PTSD. Prawdopodobnie masz raczej masz Complex PTSD. CPTSD różni się znacząco od PTSD czasem trwania traumy, czyli życiem w ciągłej traumie przez dłuższy okres czasu i daje trochę inne spektrum objawów, m.in. natężenie flashbacków. 2.) Zastanawiałeś się dlaczego pozwoliłeś znęcać się nad sobą psychicznie przez tyle czasu? Skoro to znosiłeś, to czy ona coś Ci dawała w zamian? Wierzyłeś, że Cię kocha mimo, że tak Cię traktowała ? Czasem pakujemy się w gówniane relacje, bo mamy jakieś deficyty, które w nas napieprzają i jesteśmy zdesperowani by je zaspokoić - łatwo jest wtedy innym za nie wodzić. Czasem te deficyty pochodzą aż z dziecistwa. 3). To co tu często wypisujesz to "ruminacje", natrętne myśli o wydarzeniach z przeszłości. Pisałeś tutaj też kilka razy o tym, że zabolało Cię to w jaki sposób się rozstaliście. Ale czy to logiczne? Czy zamiast tego nie powinieneś się cieszyć, że po prostu koszmar się skończył, zamiast ubolewać na to jak się rozstaliście. Odetchnąc z ulgą, że już jej nie ma, zamiast się czasem interesować jej losami? Jakbyś miał nadzieję, że ona w jakiś abstrakcyjny sposób miałaby się poprawić i przeprosić i może znowu pokochać ? To nie jest logiczne. Ale paradoksalnie - częste po związkach z ludźmi o os. narcystycznej. Bo manipulatorzy emocjonalni dają dwuznaczny przekaz, potrafią zbudować intymną więź emocjonalną, po to by potem ją wykorzystywać. Budują konfuzję i wątpliwości co do słuszności własnych emocji i odbioru rzeczywistości, które potem mózg próbuje analizować bez końca. Obczaj ten temat: https://www.youtube.com/results?search_query=ruminating+about+narcissist+
×