Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Ddd

Znaleziono 2 wyniki

  1. Witam, chciałbym poruszyć pewien bardzo istotny temat, który bardzo często jest w dzisiejszych czasach niestety tematem tabu, a szczególnie w Polsce, gdzie kobieta jest uważana na równi ze święta - co bardzo często wykorzystuje. Mianowicie temat o rodzinie, której przewodzi narcystyczna kobieta. Na początek czym charakteryzuje się narcystyczna kobieta? Narcystyczna kobieta jest kobietą żądną władzy, poklasku, uznania. Jej rządza władzy jest tak silna, że potrzebuje jej w 100% nad całą rodziną - rządzi nawet swoim mężem jak i pozostałymi członkami rodziny poprzez inne dalsze lub bliższe kobiety. Normalna kobieta jest do pewnego stopnia uległa mężczyźnie i podziwia go za jego zdolności przywódcze, siłę charakteru i to, że może od niego otrzymać wsparcie - kobieta narcystyczna - nie ma takich uczuć - chce posiadać pełną kontrolę nad każdym aspektem każdego członka rodziny. Rodzina, w której taką absolutną i wręcz tyranistyczną władzę pełni kobieta narcystyczna - zawsze produkuje sobie jedną ofiarę - tkzw. "kozła ofiarnego" (ang. scapegoat) - nad, którym w późniejszym czasie znęcać się będzie cała rodzina - ponieważ narcystyczna matka - wmówi wszystkim, że z tym dzieckiem jest coś nie tak. Oczywiście w pierwszej fazie przeprowadza mu odpowiednie pranie mózgu, a następnie zaczyna przemoc (najczęściej fizyczną, psychiczną, emocjonalną, werbalną, seksualną). Za każdym razem kiedy to dziecko nad którym się znęca nie wytrzymuje i próbuje się postawić swojej oprawczyni - ona pokazuje go palcem i mówi: "widzicie? on jest nienormalny". Po pewnym czasie już cała rodzina patrzy na to dziecko jak na chorego psychopatę, który nie szanuje własnej matki ani jej nie kocha - podczas gdy narcystyczna matka zaciera w radości ręce, bo ma swoją ofiarę dzięki z której może czerpać ból. Ból własnego dziecka, który działa na nią jak jeden z narkotyków. Drugim narkotykiem dla narcystycznej matki jest natomiast podziw - i tak formuje ona tkzw. "złote dziecko" (ang. golden child). Złote dziecko jest przeciwieństwem kozła ofiarnego - otrzymuje od niej podziw, uznanie, ochronę, bezpieczeństwo - tak, że na zewnątrz narcystyczna matka sprawia wrażenie matki idealnej. I analogicznie - złote dziecko jest kochane i podziwiane przez całą rodzinę - bo tak bardzo kocha swoją mamusię i jest takie cudowne - podczas gdy kozioł ofiarny jest przez rodzinę znienawidzony - bo w/g zapewnień narcystycznej matki - to on ją odrzucił. Nie dzwoni do biednej matki, nie odzywa się i nie chce mieć z nią kontaktu. Narcystyczna matka również skłóca te dwie różne role dzieci przeciw sobie i zachęca do wzajemnego poniżania się i traktowania jak najgorzej - budząc zazdrość o jej względy - dzięki temu czuje się jeszcze bardziej wartościowa jednocześnie będąc w środku pustą wydmuszką rządną władzy, pieniędzy, uznania, poklasku i tylko i wyłącznie akceptacji otoczenia. W późniejszym wieku - gdy kozioł ofiarny budzi się z letargu i dostrzega, że to co wmawiała mu matka, że przemoc jest normalna, że wszyscy tak traktują swoje dzieci i próbuje jeszcze skonfrontować to ze swoją matką - mając nadzieję, że to tylko jakieś nieporozumienie - usłyszy najprawdopodobniej: "jesteś chory psychicznie", "wymyśliłeś to sobie", "masz wybujałą wyobraźnię", "nic takiego nigdy nie miało miejsca". Na tym etapie najczęściej narcystyczna matka będzie próbowała pozbyć się kozła ofiarnego z kręgu rodziny - na dobre. Ponieważ boi się, że prawda może wyjść na jaw. Zrobi wtedy wszystko - stanie na głowie, żeby go ubezwłasnowolnić, zamknąć w szpitalu psychiatrycznym - lub po prostu będzie wmawiać wszystkim członkom rodziny, że nie wolno pod żadnym pozorem mu ufać - bo zwyczajnie w świecie kłamie. Narcystyczna matka gra tu na dwa fronty - ponieważ będzie jednocześnie rospowiadać jak jej strasznie przykro i jak martwi się o swoje dziecko i jak martwi się tym, że dziecko się do niej w ogóle nie odzywa - co stawia go w bardzo złym świetle. A co z samym kozłem ofiarnym? No cóż - w większości przypadków kończy się to rzeczywiście ubezwłasnowolnieniem, więzieniem, stałym pobytem w szpitalu psychiatrycznym. Nieco rzadziej i w mniejszej ilości przypadków - tacy ludzie zostają po prostu odcięci kompletnie od społeczeństwa i pozostawieni sami sobie. Narcystyczna matka, będzie wykorzystywać swoje wpływy w rodzinie i znajomości, żeby tylko dalej upokarzać kozła ofiarnego - lub znajdzie do tego celu inną osobę, która będzie kontynuować jej dzieło zniszczenia - tak, aby prawda nigdy nie wyszła na jaw. W bardzo niewielu przypadkach kozłom ofiarnym udaje się odciąć od tego kręgu w porę i stworzyć własny dom czy rodzinę - szczególnie wśród mężczyzn ten odsetek jest bardzo niewielki - bo niestety mężczyzna zdany sam na siebie i pozostawiony bez żadnych szans na przetrwanie - dodatkowo kiedy jeszcze własna matka kopie pod nim dołki - będzie miał po pierwsze bardzo utrudnione relacje z kobietami, a po drugie mało która kobieta się nim zainteresuje. Bardzo często też kobiety, które wykazują zainteresowanie kozłem ofiarnym - są nastawiane przeciw niemu przez narcystyczną matkę. Kobiety mają o tyle lepszą sytuację - że jednak samotną kobietę często chętnie ktoś przygarnie, zaadoptuje i da nowy dom. Piszę to niejako jako przestrogę - "uważajcie z kim tańczycie" - to jest bardzo niebezpieczna sprawa i działa dosłownie jak sekta. Chora sekta, która żywi się bólem i cierpieniem jednego z członków rodziny. Jeżeli chcecie trochę więcej informacji na ten temat, to polecam wam filmy z tego kanału:
  2. Witam, mam 25 lat i chciałbym opisać tu swoją historię, bo czuję że jestem w dość kiepskiej sytuacji i już nie wiem co dalej robić... Zacznijmy od tego, że mam depresję i syndrom DDD (co prawda nie zdiagnozowane, bo nigdy nie chodziłem na terapię, ale wiem co czuję). Miałem trudne dzieciństwo i okres dojrzewania, mówiąc w dużym skrócie, ojciec bił mnie, kiedy byłem dzieckiem, nad mamą znęcał się psychicznie, ale mama tak naprawdę nic z tym nie robiła, w nieskończoność wierzyła, że ojciec się zmieni i teraz jest jak jest... Kiedy miałem 13-14 lat, mama przechodziła takie jakby załamanie nerwowe, widać było że ma tego wszystkiego dość, niby była parę razy u psychologa i ja też, ale w sumie nie byłem wtedy szczery z panią psycholog, bo nie czułem wtedy potrzeby terapii. Jednak złe traktowanie przez ojca i załamanie nerwowe mamy bardzo źle na mnie wpłynęły i tak naprawdę skutki tego wszystkiego cały czas się za mną ciągną. Dodam, że jestem jedynakiem. Oczywiście na tym się nie skończyło, kiedy byłem jeszcze w gimnazjum, rodzice zaczęli wbijać mi do głowy, że po liceum mam iść na studia, bo będę miał dobrą pracę, dużo zarabiał itp. Oni sami nigdy nie studiowali, pomimo tego że chcieli. Babcia podobno nie pozwoliła na to mamie, bo była despotyczna, a ojciec się nie dostał na studia i teraz widzę i czuję, że to było przelanie na mnie ich niespełnionych ambicji. Na dodatek rodzice założyli mi wtedy konto w banku, na które ojciec miał mi przelewać co miesiąc pieniądze, żebym miał na studia, a miałem wtedy dopiero 14 lat i jeszcze w ogóle nie myślałem o czymś takim jak studia. I tak się stało, dostawałem od ojca co miesiąc pieniądze, i po liceum poszedłem na studia techniczne. Z perspektywy czasu czuję, że to nie była tak naprawdę moja decyzja, bo tak naprawdę miałem cały czas wbijane do głowy, że trzeba iść na studia i to nie na humanistyczne, bo takie są, cytuję „idealne do pracy w McDonaldzie albo na kasie w Biedronce”. Zaczynając studia miałem dość sporo pieniędzy na koncie, dostawałem na mieszkanie i na życie, tak żebym nie musiał pracować i mógł się tylko uczyć. I na początku było fajnie, zmiana otoczenia, mieszkanie z kumplami, coś nowego działo się w moim życiu. Poza tym cieszyłem się, że wyrwę się choć częściowo z tego toksycznego domu. Jednak pod koniec pierwszego roku studiów wiedziałem, że to nie jest to, to chcę w życiu robić. Z ledwością dostałem się na kolejny semestr i studiowałem jeszcze kolejny rok tylko dlatego że nie miałem lepszego pomysłu na siebie i z postanowieniem że to jestem ostatni rok na tych studiach. Po drugim roku zostałem skreślony z listy studentów, praktycznie prawie nic nie zdałem, nie miałem żadnej motywacji, żeby dalej studiować na tym kierunku. Jednak nie powiedziałem o tym rodzicom, bo obawiałem się ojciec będzie na mnie zły i że będzie próbował mi dalej ustawiać życie. I w sumie chciałem pójść do pracy, albo nawet na jakieś inne studia, ale wtedy poczułem taką niemoc i bezsilność, która niestety trwa do dziś i myślę że to jest dość ciężka depresja i takie jakby toksyczne uzależnienie od rodziców i ich oczekiwań. Po kolejnym roku rodzice dalej myśleli że studiuję, ojciec dalej przelewał mi pieniądze, ale ja zaczynałem się jakby „dusić” tymi pieniędzmi, więc powiedziałem że miałem praktyki w jednej firmie i że dostałem dłuższe zatrudnienie. Miałem wtedy naprawdę sporo kasy na koncie i nie chciałem już dostawać więcej pieniędzy od ojca, dlatego tak im powiedziałem. I tak mijał tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem, ja ciągle odkładałem na później znalezienie pracy aż znalazłem się w beznadziejnej sytuacji, w której teraz jestem. Cały czas czuję jakiś lęk przed pójściem do pracy i przed tym co będzie jak rodzice się dowiedzą, że nie robię tego, czego ode mnie oczekiwali. Bo niestety rodzice dalej myślą, że studiuję i pracuję w tej firmie, w której nigdy nie pracowałem... Żyję w tym kłamstwie już ponad 3 lata. Moja sytuacja teraz wygląda tak, że jestem praktycznie bez pieniędzy, bo już wydałem praktycznie wszystko co dostałem od ojca, a w międzyczasie nigdzie nie pracowałem. Teraz nie wiem z czego zapłacę czynsz za mieszkanie i ogólnie za co będę żył. Mimo to dalej czuję taką bezsilność i lęk przed pójściem do jakiejkolwiek pracy, brak pieniędzy w ogóle nie daje mi kopa do tego żeby pójść gdziekolwiek. Szukam tylko czegoś co mógłbym robić zdalnie, ale ciężko znaleźć coś uczciwego i sensownego jako pracę zdalną i ogólnie jakąkolwiek pracę bez doświadczenia zawodowego i z moimi psychicznymi blokadami. Teraz większość czasu jestem u rodziców, mówię im, że teraz mam dłuższą przerwę w pracy, a tak naprawdę będąc w tamtym mieście czuję się bardzo samotny, dlatego już wolę mieszkać z rodzicami, którzy niestety od długiego czasu żyją w rozwodzie emocjonalnym i bardziej jak współlokatorzy niż małżeństwo. Czuję że potrzebuję pomocy finansowej i psychologicznej, ale nie wiem gdzie i jak ją znaleźć. Kiedyś nie miałem odwagi pójść na terapię, teraz już bym poszedł, bo widzę że depresja sama nie przejdzie, ale już nie mam na to pieniędzy. Czuję, że gdybym powiedział rodzicom prawdę, to ojciec byłby wściekły, że tak przetraciłem jego pieniądze, a mama to nawet mogłaby się załamać i ucierpieć na zdrowiu, bo ma chore serce. Nie wiem, czy ojciec zrozumiałby moje i swoje błędy i to, że ja po prostu mam problemy psychiczne, bo mama pewnie by zrozumiała po jakimś czasie, ale podejrzewam że obwiniałaby za wszystko ojca i atmosfera w domu mogłaby stać się bardzo ciężka. Moi bliscy koledzy częściowo znają moją sytuację, chociaż nigdy nie mówiłem nikomu, że mam tyle pieniędzy na koncie, więc dużo osób myśli, że cały czas biorę od ojca pieniądze i okłamuję rodziców po to, żeby dostawać pieniądze po to, żeby móc się obijać. Ale niestety prawda jest inna. Źle się czuję z tym, że okłamuję rodziców i z tym co niektórzy o mnie myślą. Zastanawiam się też, jak mogłem być taki głupi i bezmyślny żeby tak się wyzerować z kasą. Choć przez ten cały czas miałem poczucie, że to nie są do końca moje pieniądze i to może dlatego. Z perspektywy czasu myślę, że po liceum powinienem był oddać ojcu całą kasę, wyprowadzić się z domu, pójść do pracy i może na studia też, ale na takie na które rzeczywiście chciałbym pójść i na które sam bym sobie zarobił. Ale myślę też, że nie było to możliwe, bo byłem jakby omamiony przez ojca, który był despotyczny i myślę że cały czas gdzieś podświadomie się go bałem i nadal boję. Poza tym teraz wiem, że te pieniądze to była taka psychiczna „złota klatka”, w której nieświadomie dałem się zamknąć i w której jakby tkwię do dziś, tyle że ta klatka już nie jest złota. Podsumowując, nigdy nie prosiłem rodziców o żadne pieniądze na studia czy ogólnie na przyszłość. Pomysł z założeniem konta był mamy, a pieniądze dawał mi tylko ojciec, bo mama nie pracowała i nie pracuje. Teraz patrząc na to z perspektywy czasu widzę, że pójście na studia techniczne nie było moim pomysłem, a czymś w rodzaju planem rodziców na moje życie. Ja przez to wszystko tak naprawdę nie miałem możliwości zastanowienia się, co rzeczywiście chciałbym robić w życiu, poza tym czułem się też jakby uwiązany tymi pieniędzmi i zobowiązany do pójścia na takie, a nie inne studia. Choć myślę, że gdzieś podświadomie chciałem pójść na filologię angielską. Zawsze lubiłem języki obce i byłem z w nich dobry, a rozszerzoną maturę z angielskiego zdałem tylko dla własnej potrzeby i satysfakcji. Nie chcę źle oceniać rodziców, wiem że mama na pewno chciała mojego dobra, ale zadbała o to w nieodpowiedni sposób, a ojciec.. no cóż, już taki jest, że próbuje rządzić innymi i wydaje mu się, że może mi ustawiać życie. Oczywiście dużo osób mogłoby powiedzieć, że powinienem być wdzięczny rodzicom, że tak o mnie dbali i że jestem niedobry, że mówię to wszystko, poza tym ich okłamuję i zmarnowałem te pieniądze, ale myślę że zrozumieć mnie mogą tylko Ci, którzy też są DDD, mają lub mieli depresję, albo mieli podobne problemy z rodzicami. Mam nadzieję, że znajdą się tu takie osoby, które okażą mi zrozumienie, nie będą mnie źle oceniać i może podzielą się swoimi doświadczeniami i doradzą coś mądrego. Ja jestem naprawdę bardzo zagubionym człowiekiem z problemami psychicznymi. Będę wdzięczny za zrozumienie, wsparcie psychiczne i ewentualne porady co powinienem dalej robić, gdzie mogę szukać w takiej sytuacji pomocy finansowej i darmowej psychologicznej? Czuję, że nie poradzę sobie bez jednego i drugiego, a nie mam odwagi ani pójść do pracy, ani poprosić kogokolwiek o pożyczkę. I mimo wszystko naprawdę chciałbym wreszcie być normalnym człowiekiem, nie mieć w sobie tych wszystkich blokad i bardzo chciałbym żyć długo i szczęśliwie. Tylko czy na pewne rzeczy nie jest już za późno i czy mam jeszcze szansę na normalne i szczęśliwe życie? Dziękuję z góry każdemu, komu chciało się przeczytać to wszystko i kto doradzi mi coś mądrego albo po prostu zechce ze mną pogadać i mnie psychicznie wesprzeć.
×