Skocz do zawartości
Nerwica.com

cheiloskopia

Użytkownik
  • Zawartość

    1099
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. cheiloskopia

    syndrom starej panny

    Heh, też mam dosyć tekstów w stylu "POWINNAŚ założyć rodzinę", "POWINNAŚ mieć swoje dziecko", bla bla bla... Przez moment spotykałam się z kolegą z pracy i ta pani, która bardzo mi kibicuje w kwestii zamążpójścia , o ślubie zaczęła wspominać od razu - wyobraźcie sobie teks: brać ślub i już, swoje lata macie, trzeba o dzieciach myśleć. Po miesiącu znajomości...
  2. cheiloskopia

    Poczta Polska

    Lusesita Dolores to też nie zawsze jest bezpieczne - kiedyś kurier zostawił mi paczkę na schodach (!), bo nikogo nie było w domu.
  3. cheiloskopia

    Poczta Polska

    Pracowałam kiedyś na poczcie, wiecie? roztargnieni i/lub leniwi doręczyciele to tylko namiastka ich prawdziwych problemów
  4. Bliżej mi do 30stki niż 20stki i temat również nie jest dla mnie obcy, niestety...
  5. cheiloskopia

    Marihuana

    Kiedyś zastanawiałam się, co lepsze - brać antydepresanty czy jarać blanty.
  6. [/color]na_leśnik - dokładnie o to mi chodziło. Dekadę temu byłam w nieco podobnej sytuacji - mieszkałam z moją ukochaną babcią, której rodzie (alkoholicy) nienawidzili. Do tego stopnia, że niemal 80letnia kobieta musiała korzystać z wychodka na dworze i czerpać wodę ze studni na podwórku, bo zabraniano jej wchodzić do łazienki, kuchni etc. Nie będę rozwijać historii, bo nie o to chodzi. W każdym razie babcia sama przebąkiwała o domu spokojnej starości, a ja na każdą wzmiankę o oddaniu jej gdziekolwiek stawałam okoniem. bartek70 - wiesz dlaczego? Z perspektywy czasu widzę, że bardziej niż jej dobrem kierowałam się strachem przed samotnością w domu, w którym panuje ogólna nienawiść, a babcia była jedyna osobą, do której mogłam otworzyć gębę. Dzisiaj rozegrałabym to nieco inaczej - zapewniłam mojej staruszce godne warunki do życia, bez krzyku, awantur i plucia jadem. Nawet za cenę przełknięcia gorzkiej pigułki, jaką byłaby krytyka ze strony otoczenia (bo niestety w naszej kulturze dom opieki wciąż kojarzy się jedynie z wyrodnymi potomkami, którzy nie chcą się opiekować starszymi ludźmi).
  7. A jak Twój dziadek zapatruje się na kwestię domu opieki? Wiem, że to zabrzmi strasznie, ale być może nie jest to najgorsze wyjście z tej trudnej sytuacji; zobacz - Twoja matka jest nastawiona bardzo negatywnie do starszego mężczyzny, który (o ile dobrze zrozumiałam) jest w pełni świadomy i doskonale zdaje sobie z tego sprawę, przez co z pewnością cierpi. Ciebie całkowicie pochłania opieka nad nim oraz pranie, sprzątanie, gotowanie... Może lepiej byłoby, gdyby dziadek rzeczywiście zamieszkał w domu spokojnej starości (to nie jest wyrok, kara ani wstyd - mógłbyś go odwiedzać, spędzać z nim czas bez presji i agresywnej matki dyszącej Wam w karki; ponadto dziadek miałby zapewnioną wykwalifikowaną opiekę medyczną i nie musiałbyś drżeć na myśl o zostawieniu go sam na sam z psychopatyczną mamusią). Jesteś już prawie dorosły. A może myślałeś o zamieszkaniu w internacie / bursie?
  8. Młodsze siostry? Kuzynki? Byłoby zbyt miło
  9. Właśnie obawiam się, że biorę sobie faceta w pakiecie z jego babką, matką i ciul wie, kim jeszcze. Nawet w każdą sobotę trzeba iść spać o przyzwoitej porze, bo babcia wymaga obowiązkowej obecności na śniadaniu w niedzielny poranek, więc o 7 trzeba wstać i pędzić do domu, do kościoła... NN4V - teraz pracuję po 12 h, a weekendy przesypiam, więc nici ze zwiedzania czegokolwiek
  10. Leczę się, pracuję i mam jakieś tam życie towarzyskie. Obecnie wszystko jest do bani, a pracy nie lubię, bo wydaje mi się, że się do niej po prostu nie nadaję ( chociaż sformułowanie "do niczego się nadaję" byłoby bardziej adekwatne). Czuję się osamotniona, niepotrzebna i beznadziejna. Odstawiłam paroxinor jakiś czas temu i na ten moment tracę kontrolę nad sobą, swoimi lękami, fobiami i ograniczeniami, dlatego powoli wracam do wspomnianego "stabilizatora nastroju"; nie twierdzę, że zacznę lubić swoją pracę albo odnajdę sens swojego jałowego życia, ale na pewno będę patrzyła na nie nieco bardziej przychylnym okiem. Przez ostatnią dekadę mój układ serotonergiczny chyba zatracił umiejętność radzenia sobie bez chemicznych wspomagaczy i czasem myślę, że przez tendencję do szukania dróg na skróty będę żreć tabsy do końca życia.
  11. Cóż... Rodzina, która omal nie stała się moją własną nie akceptowała mnie i niektórzy tego jakoś nie kryli za bardzo (niedoszły teść powiedział mi prosto w oczy, że wyboru syna odnośnie przyszłej żony nie pochwala - dodał potem, że tez "nie neguje", ale nie ważne; w każdym razie między innym pod wpływem presji ze strony bliskich kochający narzeczony rozmyślił się cztery dni przed ślubem). Mój obecny facet mieszka z babcią - ona na dole, on do góry. Widziała mnie raz i zamieniła ze mną zdawkowe "dzień dobry", po czym zrobiła awanturę wnuczkowi, że robi jej z domu burdel, że ma mnie nie przyprowadzać etc., etc. ... Babcia-tradycjonalistka, a ja poczułam się jak przedtem... Wszędzie jestem niemile widziana. Jego matka przyjęła mnie raczej ciepło, ale przez cały - cokolwiek naprawdę miły - wieczór prawie się nie odzywałam (bo wydaje mi się, że cały mój urok pryska, gdy tylko otworzę usta). Poza tym oni wszyscy są rodzinni - niedzielne śniadania razem, jakieś tam doroczne zloty rodzinne etc., a ja nie cierpię takich posiedzeń. Chyba po prostu tam nie pasuję. Tak, mogę, a nawet powinnam. Do tej pory blokował mnie fakt, że zarabiając najniższą krajową mam średnie pole do popisu, bo opłaty 'pożrą' 2/3 mojego miesięcznego dochodu. Ale co tam, i tak nigdy niczego się raczej nie dorobię, więc co mi zależy.
  12. Ciekawe czy sama była w takie sytuacji. . W to już nie wnikam. Najważniejsze, że podziałało. Osobiście uważam, że nie ma lepszej metody na "uleczenie" z takich paraliżujących życie pierdół niż uświadomienie sobie, że otoczenie ma nas w większości głęboko w dupie.
  13. O, prawie jak Krupówki Swoja droga wspolczuje krakowianom. A i Miasto Świętej Wieży co nieco uszczknie
×