Skocz do zawartości
Nerwica.com

Przeżywanie pozytywnych emocji


BohemianRhapsody

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie :smile:

 

Jak to u Was z tym jest? Tu, na forum mamy wątek dot. tego, jak odbieramy pochwały (ja czuję wstyd, kiedy ktoś mnie chwali), ale wydaje mi się, że problem jest szerszy, że warto pytać o wszystkie pozytywne emocje.

 

Ja mam taki problem - nie umiem... Kochać. Czuję (naprawdę czuję!) "to" tylko kiedy obiektu uczuć niema w pobliżu albo kiedy jest w jakiś sposób niedostępny. Kiedy jest blisko, staję się zblokowana i obojętna. I mam tak ze wszystkimi rodzajami miłości - z przyjacielską, z miłością do matki, do członków rodziny, do partnera. Teraz mój facet chce deklaracji, a ja nie umiem mu ich dać. To tyle wtrętu osobistego :D

 

Żadna to tajemnica, że DDA i DDD mają z emocjami kłopoty. Jakie uczucia są dla Was najbardziej problematyczne? Czego nie umiecie poczuć i przeżyć? No i - czy macie wypróbowane taktyki walki z takim zamknięciem?

 

Pozdrawiam :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chodzi o pozytywne emocje to nie potrafię odczuwać w ogóle miłości ani jej jasno rozpoznawać pomiędzy innymi osobami, a także nie potrafię jasno rozpoznawać miłości okazywanej mnie, tylko dzięki zapoznaniu się z definicjami miłości wiem, że najwięcej miłości okazywała mi babcia. Mój mózg w ogóle nie obsługuje tego uczucia, ale nie wiem czy wynika to z DDA czy to jakiś defekt np. neurologiczny. Nie mam problemu z odczuwaniem radości, wstydzę się tylko ją okazywać, np. gdy się śmieję to staram się to robić bezgłosowo, bo się wstydzę śmiać normalnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydaje mi się, że nie nauczono nas przeżywać miłości i tyle :smile: . Ale może mamy wciąż szanse się nauczyć?

Kiedy byłam dzieckiem kochałam ojca ze snów, a nie tego śmierdzącego kur...arza który był obok. Dziś chyba mam kłopoty z uczuciami wobec dostępnego partnera. Odtwarzamy znane nam scenariusze - taka garść banałów...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

nie wiem czy temat nadal aktualny. Niedawno zdałam sobie sprawę, ze jestem dda nie wiem czy juz to tak naprawde przyjęłam i zaakceptowałam. to jak wyrok. wszystko mi sie posypalo rozpał się związek i... dopiero teraz poczułam jak go kochalam , nie umiałam mu tego okazać, czułam uczucia gdy go przy mnie nie było, nie umiałam się cieszyć nawet z jego prezentów, czułości, nie umiałam sie smiac tak naprawde czułam się jak zablokowana. Emocje mam zamrozone. Zasada "nie czuj" działa u mnie idealnie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z emocjami w stosunku przyjaciół, partnerów nie jest nawet źle. Jestem dość sztywna ale potrafię to ogarnąć, za to umiejętność okazywania i przeżywania pozytywnych emocji jeśli chodzi o rodziców i rodzenstwo jest zerowa. Przytulenie się do ojca to skomplikowana logistycznie operacja, którą planuję czasem tygodniami ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie jest strasznie z emocjami, załuje własnie tych chwil bo mogłam je inaczej wykorzytsac tylko dlaczego obawiałam sie brac to co mi inni oferowali. Jesli chodzi o rodzine i rodzeńswo to kontaktów fizycznych czy rozmów o emocjach nigdy nie było. Smutne to jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z rodziną też nie mam ochoty na wielkie czułości :D . Czasem, jak ojciec mnie obejmie to czuję, że mam nogi z waty i brzydzę się nim. Brzydzę się wtedy też sobą, że mu na to pozwalam.

 

I mam takie poczucie, że zanadto uzależniłam się od partnera, chociaż on może o tym nie wie, bo mam właśnie taki odrobinę olewczy stosunek :evil:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Radosc, zadowolenie, satysfakcja - moge okazac na chwile. W dziecinstwie pozytywne emocje obracaly sie przeciwko mnie (jak sie mozesz cieszyc jak - i tu nastepowala wyliczanka roznych nieszczesc, niekoniecznie dotyczacych mnie czy bliskich; smiejesz sie jak idiotka a nie masz z czego; stac cie na wiecej a jak sie bedziesz cieszyc to siadziesz na laurach: A, B czy C zrobily to lepiej i widzialas zeby sie cieszyly?). Ale z drugiej strony sprzeczne sygnaly: masz sie cieszyc bo ciocia przyniosla to czy owo, masz sie usmiechac i byc zadowolona bo pozwolilismy ci jechac na wakacje i tym podobne.

Zreszta pewnie sami to znacie.

Dozuje emocje na zewnatrz. Czesto czuje sie szczesliwa, zadowolona, jest mi dobrze ale raczej tego nie okaze - zasygnalizuje moze i wystarczy.

Obawiam sie tez, ze to przyciagnie zawisc, zazdrosc. Tak jak wtedy, kiedy cos mi sie udaje.

Albo ze ktos mnie wysmieje. Albo udajac, ze naprawde go to interesuje skloni mnie do szczerosci a potem to wykorzysta przeciwko mnie.

Albo udowodni ze nie mam prawa tak sie czuc.

 

Z okazywaniem uczuc innym zwykle bylo tak - od dziecinstwa - ze okazywalam nie to co czuje ale to, czego ode mnie oczekiwano. Bylam dobrym (jesli nie prawie doskonalym) obserwatorem mimiki, mowy ciala i wyczuwalam czego ode mnie oczekuja. Albo moglam bez uszczerbku dla siebie okazac im to - albo staralam sie wybrnac jakos z niezrecznej sytuacji.

Malo kogo obchodzilo co czuje naprawde - do tego stopnia, ze po latach sama nie wiedzialam, co czuje. Bylam bardzo zagubiona w emocjach i w tym, kim naprawde jestem.

Teraz juz wiem co czuje ale nadal mam problem z wyrazaniem. I chyba juz tak zostanie. Nie przeszkadza mi to jakos specjalnie.

Wlasciwie tylko raz kogos naprawde obchodzilo co czuje i kim jestem, wtedy zaczelam sie uczyc siebie, spojrzalam cudzymi oczyma na siebie... Zrozumialam ze nie ma potrzeby udawac, ze to ogromna radosc byc wolnym i umiec wyrazac siebie - ale to trwalo za krotko i nie zdazylam sie nauczyc. Potem wrocilam do starych, dobrze znanych nawykow...

 

Ale generalnie czesto czuje radosc - taka zwykla, codzienna. Umiem sie cieszyc drobiazgami, nie musi to byc cos wielkiego. Staram sie zachowac optymizm i szybko przechodza mi doly, smutki czy zmartwienia. Staram sie znalezc jakies antidotum a najlepszym lekiem jest zajecie sie czyms.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś byłem spontanicznym człowiekiem. Nawet nauczycielka zwróciła mi uwagę, bo myślała, że się śmieję na lekcji z czegoś, a ja po prostu byłem uśmiechniętym człowiekiem. Dopiero potem zrobiłem się bardziej wykalkulowany w tej sprawie. Wszystko z lęku, że się ośmieszę. Okazywanie uczuć groziła tym, że się ośmieszę, oczywiście ma tu miejsce przesada.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś byłem spontanicznym człowiekiem. Nawet nauczycielka zwróciła mi uwagę, bo myślała, że się śmieję na lekcji z czegoś, a ja po prostu byłem uśmiechniętym człowiekiem. Dopiero potem zrobiłem się bardziej wykalkulowany w tej sprawie. Wszystko z lęku, że się ośmieszę. Okazywanie uczuć groziła tym, że się ośmieszę, oczywiście ma tu miejsce przesada.

...osmiesze i odslonie, stane sie bardziej bezbronna i ktos te wiedze obroci na moja niekorzysc.

Mozna bylo jeszcze narazic sie na krytyke lub nawet kare za okazywanie tego, co sie czuje - jesli bylo to niezgodne z "linia postepowania" autorytetow.

Wniosek: okazywanie prawdziwych emocji moze okazac sie niebezpieczne.

Mozna okazywac jedynie te emocje, ktore sa aprobowane, oczekiwane lub wymagane w danej sytuacji. A jesli trzeba je okazywac wypadaloby je odczuwac. Wlasnie tak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja w dzieciństwie w momentach, gdy odczuwałem radość, to zazwyczaj ją okazywałem. Problemy pojawiły się w drugiej połowie okresu nastoletniego, zacząłem odczuwać, że jakiekolwiek okazywanie przeze mnie radości to byłby wstyd, bo inni ludzie mogliby pomyśleć, że ze zbyt błahego powodu okazuję radość i inni z tego samego powodu nie cieszyli by się; oraz zacząłem odczuwać, że jestem za stary na jakiekolwiek okazywanie radości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kocham mojego braciszka i cieszę się że jest... to moje oczko w głowie, razem z przyszłym mężem są dwoma najważniejszymi facetami w moim życiu...

 

kocham przyszłego męża i jestem kochana...

 

pozytywnych emocji się uczę, tyle lat postrzegania siebie jako przez pryzmat słabości...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kocham mojego braciszka i cieszę się że jest... to moje oczko w głowie, razem z przyszłym mężem są dwoma najważniejszymi facetami w moim życiu...

 

kocham przyszłego męża i jestem kochana...

 

pozytywnych emocji się uczę, tyle lat postrzegania siebie jako przez pryzmat słabości...

Wspaniale czyta sie takie slowa, pelne optymizmu i wiary.

Tak trzymaj!

:brawo:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem DDA, mam tez natrectwa....cale zycie tłumiłam emocje..za ich wyrazanie w dziecinstwie byłam ośmieszana, obrażano sie na mnie, wzbudzano wyrzuty sumienia....tak mocno wszystko tłumiłam, az nabawiłam sie nerwicy....od ponad dwoch latch chodze na terapie psychodynamiczna...rok temu tama pękła..ogarnęły mną wszelakie emocje..bardzo wystraszylam sie tego stanu...wrociłam do leków..przerosło mnie to. Od pół roku tama pękła na dobre....aktualnie wylewa sie cała masa niewyrazonego smutku, żalu i wscieklosci na rodziców...boję sie..boje sie swoich emocji..sa jak wsciekle psy zerwane z lancucha. Staram sie otwarcie teraz mowic co czuje...i tu pojawia sie lęk..bo im bardziej sie otwieram, tym łatwiej mnie zranic... Mam nadzieje, ze znajdzie sie tez troche miejsca na pozytywne emocje...bo nawet jak odczuwam pozytywne to zaraz pojawia sie mysl w stylu 'i tak to stracisz'

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×