Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Chcialabym zapytac czy kto z Was miał/ma coś takiego, że czuje sie...wyobcowany, dziwnie.

Tak mamy np., gdy długo nie uzywamy jakiegoś slowa, a gdy nagle uzyjemy go zastanawiamy się nad nim długo i brzmi ono dziwnie.

Ja mam tak z otaczającą mnie rzeczywistością. Gdy byłam zdrowa wszystko było ok, ale jak wpadłam w tę cholerną nerwicę lękową/depresję(?) to wszytsko się zmieniło. I tak wszytsko co mnie otacza i sytuacje wydają mi się takie inne/dziwne/niepojęte. Jakbym była na haju, a jestem całkowicie czysta.

Np.podświadomie wiem po co np.ucze się do klasówki, ale wydaje mi się to jakieś niepojęte.

Nie mogę sobie z tym poradzić, boję się że zwariuję. Czuję się jakbym była zamknięta w jakiejś cholernej klatce myśli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

yyy...jak zacząć? może od samego początku...to było w styczniu ...w kolejce do kasy w sklepie...nagle poczułam się źle...ledwie doczłapałam się do samochodu a potem koszmar....serce bije z prędkością młota pneumatycznego...drętwieją nogi i ręce...chce mi się wymiotować i czuję, że zaraz dostanę rozwolnienie. Po prostu umieram na leżąco .Co się dzieje???jadę do domu czuje się nadal źle...ale nie chce jechać do szpitala ...pewnie jakies dziwne zatrucie. Mija tydzień...znowu sklep ...szybko wybiegam ...ale wtedy w desperacji jadę do kliniki jakiejś prywatnej...znowu czuje że coś z sercem nie tak ...EKG nic nie wykazuje morfologia krwi ...łącznie z tarczycą ...OK...diagnoza lekarza ...nerwy!!!! Myśle sobie jakie nerwy nie czuje się zdenerwowaną...chociaż boję się że znowu będę się czuc tak koszmarnie jak wtedy w styczniu. No i zaczyna się coraz częściej...chyba słabnę ....boję się gdziekolwiek być samą ...żeby nie poczuć się tak bardzo słabym. Ataki z biciem serca coraz częściej...nawet wtedy kiedy leżę już w łóżku. Idę znowu do lekarza znowu EKG ...NIC ...dostaję Xanax...homeopatia ...tachykardia ...arytmia serca pod wpływem stresu..nic nowego ....jest coraz gorzej do wszystkiego dokładają się bóle karku i tyłu głowy...kręcz karku słyszę przy kolejnej wizycie...kręci mi się w głowie...teraz cały czas się boję...boję sie że to coś gorszego...wizytę u kardiologa mam za sobą ...teraz neurolog ...Czy to wszystko przez nerwy ??? czy to możliwe????Ta cholerna słabość..... :? Zaczynam typować możliwe choroby Stwardnienie Rozsiane? guz? zaczynam w każdej minucie mysleć o tym co mi dolega i jest coraz gorzej ...najlepiej się czuję jak śpię o tak przespać to wszystko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W sumie nie wiem czemu o tym pisze, dosc to do mnie nie podobne, zawsze sama radzilam sobie z problemami, jednak czuje ze tym razem nie podolam , waham sie czy pojsc do lekarza czy zaczac cos brac czy moze przeczekac. To juz drugi miesiac pobudka o 4-5 brak energii, napady lekowe i niewyobrazalny smutek, jedny slowem nie chce mi sie zyc...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie można nic zakładać z góry, ale sądząc po tym, że owy stan nie przeszedł po 2 miesiącach samoistnie może już coś oznaczać. Nie koniecznie od razu depresję, ale ogólny brak energii do wszystkiego. Tez tak mam :)

Na pewno opłaca się wizyta u lekarza chociażby po to aby powrót do zdrowia był krótszy. BO chyba nie chcesz zmarnować więcej życia, prawda?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Cóż, Kobitki, mi po dziesięciu latach walki chorowania, do dzisiaj zdarza się zastanawiać czy ja sobie wszystkiego przypadkiem nie wymyśliłam i się użalam nad sobą, że jestem po prostu rozkapryszonym bachorem, który rozczula się nad sobą, bo jest leniwy i uwielbia robić z siebie ofiarę i jak się inni nade mną litują.... I czasem mam poczucie, że tak właśnie jest. Ale biorę wówczas do ręki wypis z psychiatryka, i czytam diagnozę. I już jestem pewna, że sobie tego nie wymyśliłam.

Jest jeszcze kwestia udawania, czyli doskonałej gry aktorskiej - takiej, która potrafi każdemu zamydlić oczy. A wiem, że taka gra jest możliwa. Znam taką osobę. Ale wtedy biorę inne wypisy ze szpitali - wcześniejsze i przypominam sobie moje próby samobójcze, wypadek z połknięciem szczoteczki do zębów, samookaleczanie..... to przeważnie wystarcza ale jakby nie to jest jeszcze wiele do wymienienia :D

Nie, nie wymyśliłam sobie tego.

Niestety :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mam 26 lat i mam chyba problem

 

Z natury jestem osobą żywotną ,do wszystkiego podchodzącą emocjonalnie a jak coś sie dzieje w moim zyciu nie dobrego to podchodze histerycznie ,płacz radykalne decyzje,mam dni że płacze w sumie bez powodu,potrafię ubzdurać sobie rzeczy które nie maja miejsca,jestem nie znośna dla otoczenia szczególnie dla chłopaka ,czepiam się o wszystko,nie wierze w swoje mozliwości,uważam ze jestem 2 kategorią człowieka ,zawsze zakładam że nic sie nie uda,czuje się ciężarem dla bliskich i mówie to wprost ,boje się nowych wyzwań. Nie jestem silna ale sama widzę że udaje kobietę twardą z zasadami,nie lubiącą mięczaków a w rzeczywistości jestem niezdyscyplinowana boję sie wszystkiego ,boję sie samotności .Kiedyś wyobrażałam sobie co by to było gdybym umarła próbowałam sobie wyobrażic siebie wiszącą na sznurze albo przedawkowana lekami .Rano jak wstaje wszystko jest takie same ,nie cieszę się że do pracy jadę -a kiedyś mi zależało na pracy ,w pracy boję się że jak coś schrzanie to świat się zawali a wszyscy będą patrzeć na mnie krzywo ,że będą mnie mieli za udacznika ,czasami zmyślam historyjkę jakąś albo rzeczy które nie wydarzyły sie w moim życiu,żeby sie dowartościowac nie wiem ? chyba tak .W sytuacjach cięzkich życiowo,w sytuacjach problemowych w padam w istny amok szał histeryczny ,od kąd pamiętam zawsze tak reagowałam ,przez te moje zachowanie nie mam przyjaciól i znajomych .Z nastroju i samopoczucia dobrego potrafię zrobić nastrój melancholijny i przytłaczający .Nie cieszą mnie też żadne zakupy ,imprezy,ani spotkania towarzyskie.

 

Co to jest czy tylko takie okresowe nastroje bedące normalnym zachowaniem czy też faktycznie cos mi dolega?

Pomóżcie odpowiedzcie mi bo nie moge juz z tym walczyć :(

chciałam dodac jeszcze że nie mam wogóle ochoty na seks,nie podnieca mnie widok faceta ,czy to jest normalne ze dorosła kobieta jak ja w wieku 26 lat nie ma na nic ochoty .Dopisując do poprzedniego tematu czy wrażenia i przeżycia z dzieciństwa mają duzy wpływ na dorosłe zycie ?Ja jako dziecko dostawałam zawsze po dupie w przedszkolu nikt się nie bawił ze mną ,szkoła podstawowa to jedna koleżanka z którą sie trzymałam ,potem mi ją "odbito" przyszła nowa dziewczynka do klasy i ja przestałam być obiektem znajomosci ,szkoła średnia to porażka tęskniłam do bezpiecznej podstawówki,nie chciałam sie uczyć ,też nie miałam znajomych zawsze sama , na siłę szukałam kolezanek,chciałamżeby ktoś się mna interesował chciałam być ważna ,ale byłam dla innych koleżanka w tkz rezerwie jak juz nie było z kim to szło się do mnie .Przestałam sie więc zbliżac do ludzi i zaczełam przyjaźnić się z psami i koniami ,wolałam je niż ludzi którzy non stop mieli do mnie pretensje.Rodzina to wogóle była masakra ,ojciec całe zycie miał wszystko gdzieś ,miał tylko przebłyski.Mama była dla mnie surowa ,wybierała znajomych mi ,a jak jej nie wychdziło jej to zakazywała przychodzenia tym koleżankom których nie lubiła .No i tak było bez znajomych ,za mój histeryczny charakter nikt się nie chcial trzymac ze mna ,wiec byłam sama jeśli chodzi o znajomych :(:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witaj Monia na forum.

Hm, Twoja historia sugeruje, że powinnaś skorzystać z porady psychologa lub psychiatry. Pewna część Ciebie nie pozwala Ci normalnie funkcjonować. Dobrze będzie to zbadać. Wielu z nas tu, na forum, ma podobne problemy. Mój niepokój wzbudza Twoje wyobcowanie pomimo poczucia braku bliskości. Sama zresztą zastanawiasz się, czy to normalne. Polecam wizytę u lekarza. Przynajmniej będziesz wiedziała z czym walczymy - Ty i my, bo na pewno nie zostawimy Cię samą z tym problemem :D

Pozdrawiam cieplutko!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak naprawde do dzis nie wiem czy miałam, a może nadal mam depresję. Najgorsze momenty skończyły sie jakieś pół roku temu, a trwały kilka miesięcy. Bywały lepsze i gorsze stany. Klasycznie: wszechogarniający smutek i beznadzieja, brak motywacji i chęci do działania, do rozmowy z ludżmi, skazywanie siebie na alienację, często pojawiały się łzy (tak naprawdę niewiem dlaczego), a nawet myśli samobójcze wówczas, gdy nie miałam nadzieii na przyszłość, gdy ogarniała mnie ogromna pustka. Odczułam, że sytuacja jest poważna, gdy nawet spotykając się z przyjaciołmi, odcinałam się, fizycznie byłam z nimi, ale myślami niewiadomo gdzie. Czułam jakąś barierę między nami, brak zrozumienia, chociaz kiedyś było zupełnie inaczej. Gdy rozmawiałam z rodzicami, śmiali się ze mnie, mówili ze sobie wmawiam. Moje całodniowe leżenie przed tv lub spanie i całkowitą bierność tłumaczyli lenistwem. Do lekaża nie odważyłabym się pójść.

Ostatecznie zrozumiałam, że muszę sobie jakoś sama poradzić, bo myślałam, że przyjaciele również mnie nie zrozumieją. Postanowiłam narzucić sobie pewna formę normalnego, szczęśliwego człowieka. Na siłę więc zaczęłam być życzliwa, wdawać się w rozmowy, uśmiechać się. Starałam się odrzucać negatywne myśli na temat ludzi, świata, własnej osoby. Wcześniej bardzo trudno było mi się zmierzyc z kolejnym dniem, dlatego zamiast mowic rano że jest beznadziejnie, zaczęłam powtarzać (na początku bez przekonania) że jest cudownie. To było bardzo sztuczne na początku, poniważ było to coś w rodzaju udawania, ale w końcu sama uwierzyłam w tą przybraną rolę,maskę i po pewnym czasie polepszył się moj stan ducha, zaczęłam być powoli taka jak "inni".

Jestem bardzo wrażliwa, więc miewam ciężkie chwile, ale wiem do czego takie małe "doły" mogą doprowadzić, dlatego staram się o nich nie myśleć , a skupić się na pozytywnych rzeczach, puścić sobie komercyjną muzykę i spojrzeć na wszystko z dystansu. Tak naprawdę ogromną rolę w życiu odgrywa nadzieja na wszystko, bo to my jesteśmy panami losu, wprawdzie ograniczeni przez zasady moralne, ale jesteśmy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

he Ja bym Ci jednak sugerowała wybrać się do psychologa, bo mimo tego, że teraz jest lepiej, to z racji tego, że jesteś osobą wrażliwa - tez tak mam - to potem bez większej przyczyny możesz wpaść w podobny stan chorobowy, albo jeszcze gorszy. Zapewne Cię coś trapi, poza tym dobrze byłoby przedyskutować co się działo z Tobą podczas choroby...to naprawdę pomaga, daje perspektywę.

 

Zadbaj o swoją psychę! :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to wychodzi na to ,że mam wszystkie objawy z zatrzymaniem miesiączki włącznie. Wszystko przez to małżeństwo. Dopadła mnie już trzeci raz od dwóch lat. dwa pierwsze przed wiosną, no i teraz... Jakoś wychodziłam z tego. mijało po miesiącu. Teraz tez jakoś daję radę. Jakoś... Więc może dlatego tu jestem...

Nie mam nikogo wśród bliskich mi przychylnego, "Rób co chcesz, mówią, to twoje życie i twoja sprawa." Jak mi się coś nie uda to wtedy się zaczyna...

Na męża nie mogę liczyć. Hipohondria...

Za pierwszym razem byłam u kardiologa tak mi serce latało. Nie domyślił się.

Wychodzi na to, że mam wszystkie objawy...

 

Czy to będzie tak ciągle wracać?

 

Jeśli zmianię coś w swoim życiu, Zmienię otoczenie, męża, to może mi to pomóc?

Nie chce się leczyć farmakologicznie...

Sądzę , że jeśli sama sobie nie pomogę, to potem nie dam rady.

Choć już nie daje...

Mam dziecko.

Nie mogę się zabić. Choć kusi...

Wiem, że w przyszłości może być dobrze, że znów wyjdę, że złapię wiatr w żagle, ALE CZEMU TO TAK BOLI?!?!??

 

Jak to w sobie zniszczyć, zdusić, że by nigdy nie wróciło??? Powiedzcie, mi, przoszę!

Czy ktoś wyszedł z tego raz na zawsze? Tak, że nie było nawrotu?

Chyba pójde jutro do lekarza. Albo za tydzień, jeśli nic się nie zmieni...

 

Co Wam najbardziej pomaga, kiedy TO przychodzi? Jak się ratować? Jak to złagodzić? Mam tyle rzeczy do zrobienia w tym miesiącu. Nie mogę skończyć pracy magisterskiej. Musiała przyjść, K***a. akurat teraz???

 

Jak to złagodzić...?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Jak to w sobie zniszczyć, zdusić, że by nigdy nie wróciło???

Sselilija, niestety, wybrałaś najgorszy z możliwych sposób pomocy sobie. Zmiatanie "tego" pod dywan nic nie załatwi. Dobrze o tym wiesz. Kochanie - masz dziecko! idź z tym do lekarza psychologa/psychiatry! I to zaraz a nie za tydzień. Nie czekaj aż minie, bo nawet jeśli, to wróci - możesz mi wierzyć - silniejsze o Twoje złudzenia! Zmiana męża? No tym sobie teraz nie zawracaj głowy. Zamij się sobą, mąż dzieckiem, skoro nie umie zająć się żoną! Do lekarza Kochanie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Chcialabym zapytac czy kto z Was miał/ma coś takiego, że czuje sie...wyobcowany, dziwnie.

Tak mamy np., gdy długo nie uzywamy jakiegoś slowa, a gdy nagle uzyjemy go zastanawiamy się nad nim długo i brzmi ono dziwnie.

Ja mam tak z otaczającą mnie rzeczywistością. Gdy byłam zdrowa wszystko było ok, ale jak wpadłam w tę cholerną nerwicę lękową/depresję(?) to wszytsko się zmieniło. I tak wszytsko co mnie otacza i sytuacje wydają mi się takie inne/dziwne/niepojęte. Jakbym była na haju, a jestem całkowicie czysta.

Np.podświadomie wiem po co np.ucze się do klasówki, ale wydaje mi się to jakieś niepojęte.

Nie mogę sobie z tym poradzić, boję się że zwariuję. Czuję się jakbym była zamknięta w jakiejś cholernej klatce myśli.

 

Miałam coś podobnego, poczucie izolacji. Czułam barierę dzielącą mnie z innymi ludźmi. Cały świat był w mojej głowie, a to co było na zewnątrz wydawało się trywialne, nieważne. Odczuwałam brak sensu i chęci w wykonywaniu codziennych czynności, bo nie widziałam w nich sensu. Patrzyłam na wszyskich ludzi jakby z boku, nie mogąc uczestniczyć np w rozmowie, tak jakby odzielała mnie od nich jakaś bariera. Staralam się ją przebić, lecz to bardzo trudne. Lecz myślę, że mi się udało.

Będąc w tym stanie, miałam wrażenie jakby ktoś zdjął mi klapki z oczu, tak jakbym nagle poznała bezsens życia i że taki jest tak naprawde świat. Przestałam skupiać się na codziennych sprawach, a jedynie na sferze myśli. Wszystko wydawało mi się wówczas bezcelowe. Pomyślałam sobie wtedy, że może to jest prawda, że życie jest beznadziejne, lecz mimo wszystko wolę się oszukiwać, wmawiać sobie że jest okej, ale być szczęśliwa. Bo być może wszystko jest do dupy, ale wolę skupiać się na codziennych sprawach, niż być ciągle zdołowana, odizolowana, samotna w tłumie ludzi, bo to prowadzi do tego, że niszczymy samych siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie chciałbym mówić o przyczynach mojego stanu, gdyż rzutuje na nie całokształ mojego życia i nie tylko to. W każdym razie biorąc pod uwagę mój młody wiek (i lata podczas których ten stan trwa, czasem było wszystko dobrze, czasem wręcz ŚWIETNIE, a potem znów widziałem świat jedynie w czarnych barwach, tak na przemian), boję się, czy nie zrobię czegoś, czego nie powinienem, a momentami tak bardzo pragnę.

Czy Wam lekarz naprawdę pomógł? I czy jest sens abym się do niego zwracał, skoro nie podam powodów mojego stanu? Trwa on zbyt długo, jest zmienny i rzadko ma coś wspólnego z problemami natury osobistej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich forumowiczow

Nie wiem czy to jest depresja czy poprostu moja psychika zawodzi i powinien porozmawiac o tym z psychoterapeutom ale pisze tutaj bo widze ze sa na tym forum ludzie ktorzy umia pomoc to moj pierwszy post ale forum czytam juz od 2 dni wiec widzialem wiele tematow.

Wiec moja historia wygada tak:

Wszystko zaczelo sie jakies 2 lata temu zaczelem sie silnie denerwowac od samego poczatku dnia przez caly dzien odczuwalem silny stres serce bilo bardzo mocno i tak zyje z tym 2 lata raz bylo lepiej a raz gorzej. Do tego wszystkiego doszlo to ze nie umiem swoich mysli "wylac na papier" a tym bardzej wyrazic swoich uczuc bliskiej osobie... oczywcie nieraz bylo lepiej wtedy gdy kompletnie sie rozluznialem probowalem zapomniec o wszystkim i miec chwile dla siebie... lecz to byly sporadyczne przypadki... Ale cala historia sprowadza sie do jednego tak mi sie wydaje otoz nigdy nie mialem dziewczyny mam 18 lat wiem ze to nie jest nic strasznego ale to jest chyba glownym powodem mojej "choroby" ktora ciagne od 2 lat... Otoz gdy mialem sie umowic z kobieta prowadzilo mnie to do takiego stanu ze gdy bylem juz prawie w umowionym celu dostawalem takich mdlosci ze nie wiedzialem co sie dzieje. Ciagle gdy mam umawiac sie z kobieta na spotkanie nie wiem co robic na sama mysl w domu dostawalem takiego stresu ze serce uderzalo ponad chyba swoje mozliwosci :) Niestety ten problem sie coraz bardziej nasila...a dziewczyny nalegaja na spotkania ale ja nie moge tak jakbym bal sie tego spotkania ze cos zawale ze bede posmiewiskiem nie wiem ;( To co opisalem moze byc takze skutkiem mojej "choroby" otoz tak jak w depresji nieraz dostaje takiego dola ze ide spac bo wiem ze zaraz oszaleje czuje sie jak wyrzutek a tym bardziej jak pomysle ze moim kumple maja dziewczyny i nie maja takich problemow jak ja :( do tego dochodza problemy z zoladkiem ahhhh zycie ale mysle ze jesli ktos to przeczyta zrozumie co czuje

Pozdrawiam wszystkich i Prosze o jakies komentrze do tekstu lub jakas pomoc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Cześć Rafał. Wygląda to na nerwicę jakąś, ale w celu uzyskania fachowej diagnozy powinieneś jak najszybciej skonsultować się z psychologiem lub psychiatrą. Wtedy będzie łatwiej i Tobie i Nam, bo będziemy wiedzieć, co dokładnie Ci dolega. Tak więc namawiam na wizytę tym bardziej że szkoda Twojego czasu - dwa lata to chyba wystarczy. Jesteś młody i masz duże motywacje tym bardziej, że objawy fizyczne uniemożliwiają Ci normalne, codzienne funkcjonowanie, więc potem będzie jak z górki :D Tego Ci życzę :D

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Che tak naprawdę wyrzucić z siebie i opisać co we mnie siedzi .

Mam 23lata i od jakiegoś czasu zauwazyłam , że coś jest ze mną nie tak . Zachowuje sie inaczej. Stałam się bardzo agresywna ,straciłąm kontakt z rodziną choć razem mieszkamy , nie odzywam sie , unikam rodziców. Jeżeli dochodzi już do rozmowy albo uciekam z pokoju albo zaczynam krzyczeć i przeklinać .

Zauważyłąm , ze ręce mi drża przez cały czas .

unikam kontaktu z ludźmi . unikam chodzenia na studia . Na niczym mi nie zależy .

Cały czas czuje się senna i zmęczona , w nocy nie moge zasnąć.

Obgryzam paznokcie i skórki do krwi tak że musze chodzić w plastrach .

Cały czas jestem wkurzona , zdenerwowana.

Nie moge sie skupić na niczym , jak coś zaczynam to zachwile przestaje i już do tego nie moge powrócić.

 

Ostatnio poznałam wspaniałego faceta , ale sie odzywam sie do niego , nie odbieram telefonów , nie odpisuje na smsy.

Nie wiem dlaczego tak sie dzieję

 

W głowie krążą mi czarne myśli o okaleczeniu się.

 

To wszystko trwa już 2 tygodnie.

BARDZO WAS PROSZE O RADĘ I POMOC .!!!!!!!!!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zagubiona basia polecam ci wizyte u psychologa zebys mogla sie dowiedziec co sie stalo, ze jestes tak bardzo zdenerwowana na wszystko i wszystkich dookola. kiedy czujesz taki "napad" furii sprobuj usiasc, zastanowic sie czemu sie tak dzieje i co ci to wszystkoe daje. idz na spacer, wlacz ulubiona muzyke i sprobuj sie zrelaksowac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pozdrawiam Cie.Polecam ci ruch.wiem ze to trudne kiedy czujesz to zmeczenie ale zmus sie do krotkiej przebiezki,twoj oddech wroci do normy i poczujesz sie lepiej.No i koniecznie podziel sie tym co sie z toba dzieje z kims bliskim.Wizyta u psychologa to tez dobry pomysl

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

na bliskich nie moge polegać.

a co do sportu to go uprawiam , dużo jeżdze na rowerze i startuje w licznych zawodach

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam ma 20 lat,chciałabym abyście mi pomogli w określeniu co jest stanem w jaim teraz jestem?czy to jest depresja?ostatnio pisałam w dziale o nerwicy bo taka tez mnie dopadła tak mi sie zdaje nerwica natretstw -wydawało mi sie tz wmawiałam sobie ze nie kocham mojego chłopaka :cry: te mysli były nie do zniesienia :( no ale oprócz tego od dłuzszego juz czasu (nawet nie wiem od kiedy bo początkowo myslałam ze to stan chwilowy)nic mi sie niechce, nie ciesze sie życiem jak dawniej,nie chce sie ze znajomymi spotykac a jeśli juz sie zmusze to mnie to nie cieszy kiedyś cieszyło..z chłopakiem lubie sie spotykac to fakt (pomijając ostatnie natretne mysli) moze to tez wynika z tego ze boje sie go na zawsze stracic.Ponadto miesiąc temu w szkole miałam niepowodzenie,i czułam sie gorsza od innych ,rozbita,ryczałam do konca dnia :( .W ogóle momentami mam dość takiego życia w takim stanie gdzie chciałabym bardzo sie cieszyc tak szczerze,śmiać szczerze a nie umiem choć sie próbuje zmusić.Czasem mam dość takiego życia.Ponadto mam obawę o urate bliskich, tego sie boje choc ostatnio juz te mniej trochę mnie to meczyło(ale to tez mozliwe ze zwiazane z nerwicą).Moze mam depresje powiązana jakoś z chwilowymi natretstwami?juz sama nie wiem..w ogóle za duzo mysle ,wszystko poddaje przemysleniom czasem mam juz tego dośc chciałabym umieć dziłać spontanicznie.Napiszcie co o tym myslicie,prosze i pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Basiu, Nowa, standardowo polecam wizytę u specjalisty. To się wam wyda takie oklepane i szablonowe, ale jeśli lekarz postawi fachową diagnozę łatwiej będzie nam i Wam walczyć gdy będziemy wiedzieć z czym.

 

Che tak naprawdę wyrzucić z siebie i opisać co we mnie siedzi .

Czasem mam wrażenie, że mnie rozsadzi bo tyle we mnie na raz emocji się pojawia a nie potrafię ich przelać na słowa. Oczy same napełniają się łzami i ogarnia mnie wielki smutek. Potęguje to fakt, że nikt mnie nie rozumie. Dlaczego? Staram się rozmawiać ale nikt nie chce słuchać, ba nie potrafi mnie zrozumieć. Takie przeświadczenie świadczy o zaburzeniach psychicznych i może doprowadzić do złego - myślisz o samookaleczaniu. U mnie przeważnie też kończy się to znęcaniem się nad sobą.

 

wydawało mi sie tz wmawiałam sobie ze nie kocham mojego chłopaka

Niestety, często wyolbrzymiamy pewne fakty. Osobiście nie dowierzam sobie. Nie sądzę, żebym mogła być obiektywna w stosunku do pewnych sytuacji. I to pogarsza mój stan. Bo mi się z kolei wydaje, że to mój chłopak mnie nie kocha... I czuję się z tym paskudnie.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czesc.

 

Nie wiem czy w ogole na cokolwiek choruje i mozna to cos nazwac depresja, ale chce podzielic sie moimi spostrzezeniami...

 

-Nie odczuwam przyjemnosci i radosci z zycia, z rzeczy ktore kiedys sprawialy mi radosc

-Czuje obnizona motywacje do zycia, albo w ogole jej brak

-Nie wiem czy w ogole marze o czymkolwiek, kiedys mialem bujne plany na przyszlosc, duzo pomyslow, snulem w myslach rozne plany

-Czuje sie emocjonalnie wyjałowiony, gdy ktos np. opowie kawal to niby smieje sie z niego, ale w glebi nie czuje zeby ten smiech plynal z wnetrza, czuje jakby ten smiech byl standardowa, machinalna reakcja, albo np. kiedys slyszac okreslona muze chcialo mi sie tanczyc, a teraz ta sama muzyka totalnie na mnie nie dziala, nie czuje zupelnie tego efektu 'pobudzenia' muzycznego

-Czesto czuje sie zalamany i przytloczony tym wszystkim, ta 'depresja', ale wbrew temu nie moge sie jakby wyplakac, czuje ze chce mi sie plakac, ale lzy nie leca :cry:

-Duzo rzeczy i ludzi budzi we mnie niechec i frustracje

-Czuje sie jakbym mial zablokowany mozg, jakis taki szlaban

-Czasem, bardzo rzadko, zdarzaja sie chwile ze czuje sie inaczej, mam takie jakby przeblyski odblokowania umyslu, zdjecia szlabanu, wtedy np. mam chec zeby cos zrobic, czuje pewna motywacje, ale najczesciej nastepnego dnia rano znowu wraca ten 'przymulony' stan

-Przestalem rozwijac swoje zainteresowania,

 

Ta 'depresje' zaczalem czuc na poczatku stycznia tego roku.

Pod koniec zeszlego roku przestalem chodzic z dziewczyna (wlasciwie to ja zerwalem z powodu jej kolejnej zdrady) ale ona ciagle chciala sie ze mna spotykac, niby po przyjacielsku. To wszystko bylo bez sensu, bo ona ciagle mi mowila ze mnie kocha, ja zamiast stanowczo skonczyc te gierki to widywalem sie z nia dalej i czulem sie nieporadny, widzialem jak ona placze, emocjonalnie sie gubilem i nie wyrabialem. No i na poczatku tego roku skonczylismy w koncu spotykac sie w ogole.

Analizowalem swoja sytuacje i wydaje mi sie ze moze ta 'depresja' to jest jakas reakcja obronna organizmu na zalew emocji z ktorymi sobie nie radzilem...? A moze to nie ma zwiazku w ogole?

 

Co do prob 'leczenia' - bralem przez ponad tydzien plynny wyciag z dziurawca, ale zaczalem miec po tym jakies dziwne stany lekowe, wiec odstawilem to ziolko. Po odstawieniu stany lekowe minely, ale niestety zadnego innego pozytywnego wplywu nie odczulem :(

 

Na koniec sorki ze tak bardzo skupilem sie na sobie, swoich odczuciach, jak jakis pizdus hipochondryk egoista, ale chcialem dokladnie wszystko opisac.

 

Ktos pomoze, doradzi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fightel witaj na forum! Zgadzam sie z dżejem, ze te twoje objawy moga byc poprostu zwyklym wypaleniem i zmeczeniem emocjonalnym. w koncu to co przezyles nie jest czyms co wogole nie zostawia sladu na psychice czlowieka. poniewaz ten twoj stan trwa juz troche rowniez polecam wizyte u psychologa. pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wszystko zaczęło się koło marca. Wcześniej normalnie cieszyłem się każdą chwilą życia. Zaczęło się liceum, miałem świetną klasę, chodziłem na imprezy, zaczęła krztałtować się paczka, bylo idealnie.

Aż do jednego wypadu do baru, gdzie bylem olewany przez jednego kumpla (najlepszego z klasy ;))

I wtedy własnie zacząłem mysleć że nie mam przyjaciół. Ze wszyscy znajomi są beznadziejni, że wolałbym być kims innym, kimś kto ma wielu swietnych znajomych.

 

Od tamtego dnia bylo coraz gorzej, wstawalem z rana i wiedzialem ze czeka na mnie kolejny szary dzien, szkola (ale przynajmniej byly w niej przerwy gdzie moglem sie smiac z innymi), a potem powrot do domu i siedzenie przed komputerem. Myslalem ze to przejdzie, modlilem sie wieczorami zeby wszystko się zmnieniło. Sądziłem że to tylko chwilowe odrętwienie. Meczyłem się.

 

Teraz jest już troszeczkę lepiej, ale nadal czuje się strasznie.

Sa wakacje, wychodze na imprezy, swietnie się bawie, lecz kiedy wracam do domu czuje ze nie mam zadnych przyjaciól, rzadych kumpli, zycie nie ma sensu.

 

Czuje ze otaczają mnie same dziewczyny (kolezanki), a inni są sztuczni. A chcialbym tak jak inni wychodzic wielką zgraną paczką. Moze to wina tego ze z kupmlami (facetami) moge sie spotykac tylko wieczorami w baach czy gdzies bo mieszkamy daleko od siebie, a tylko te panienki ze znajomych sa kolo mnie.

 

Mówią mi że ejstem przystojny, wygadany, towarzyski i elokwenty. Wszyscy uważają że ze swoją charyzmą powinienem być prawnikiem.

Ale ja tak nie uważam. Czuje się brzydkim, beznadziejnym i otoczonym przez falszywych ludzi.

 

Sam nie wiem co mam myśleć. :(

 

Wiem że gadam głupoty, ale musiałem to napisać.

Czuje zle, nie wiem co mam robić.

Doradzcie cos.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Cześć Fightel, z tego co piszesz, to ten związek dał Ci na tyle popalić, ze łapiesz stany depresyjne. Nie dziwota - zdrada, to najgorsze co może zrobić partner.... Dobrze, że jesteś z nami, na pewno dobrze Ci zrobi wsparcie i zrozumienie. Z takimi przeżyciami nie radzi się sobie ot tak. Będzie dobrze :smile:

 

raeidh, witaj na forum. Nie wydaje mi się, żebyś głupoty gadał. Wiesz ja często też tak się czuję wśród "znajomych" i znajdziesz tu wielu takich jak Ty i ja :D Nie bagatelizuj swoich uczuć. Jeśli Cię przygnębiają i nie radzisz sobie z nimi a w dodatku ten stan nie mija, to dobrze trafiłeś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×