Samotność i brak związków w wieku 31 lat

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

przez R2D2 14 lis 2017, 21:07
shira123 napisał(a): znajomemu dala psycholozka takie zadanie/ on niesmialy nie mial nigdy dziewczyny 30 lat/
mial chodzic po miescie i dawac swoj nr.tel roznym dziewczynom.poczatkowo wsydzil sie strasznie...ale
codziennie 1-2 na 10 kobiet oddzwaniala i w koncu mial z 10 napalonych na niego fajnych ''kandydatek'' :P

z zycia wzieta historia
chlopak opedzic sie od nich nie mogl



Hehe, dobre :brawo: Ekstremalny pomysł :great:
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
08 wrz 2017, 22:28

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 14 lis 2017, 21:20
Mój kuzyn tak znalazł przyszłą żonę że zaczepił na ulicy i wręczył nr telefonu, no ale on nie miał żadnych problemów z nieśmiałością, itd. Ja sobie tego nie wyobrażam żeby zaczepiać tak obce osoby do tego na ulicy i na trzeźwo :mrgreen: No ale to pewnie dobry pomysł ale dla odważnych.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17578
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

przez riller 15 lis 2017, 00:33
shira123 napisał(a):
riller napisał(a):
R2D2 napisał(a):Cześć riller, nie wiem, czy Ciebie to pocieszy, ale jestem w podobnej sytuacji, z tą różnicą, że kiedyś byłam w związku. Mimo, że psychologia nie uznaje fatum, uważam, że niektórzy po prostu, mimo naturalnych przeciwności losu, mają szczęście, a innym, bez względu na warunki czy starania, życie nie sprzyja albo wręcz utrudnia. Tyczy się to związków, pracy, pieniędzy, hazardu. Często na ulicy spotykam kobiety, które wyglądają gorzej ode mnie (mimo mojej niskiej samooceny pozostał mi narząd wzroku :)), słyszę rozmowy w autobusie, gdzie dziewczyna zachowuje się poniżej jakiejkolwiek granicy czegokolwiek, a obok siedzi zapatrzony w nią facet i zastanawiam się, jak one to robią, że udało im się znaleźć partnera, a mnie nikt nie chce. Dla pocieszenia powiem, że zarówno ja, jak i kilka moich koleżanek, nie miałoby problemów z wejściem w związek z 31-letnim prawiczkiem. Moja przyjaciółka jest obecnie w związku z facetem młodszym o 7 lat i to był jego pierwszy seks i pierwszy związek.


Witam :) Jednak twoja sytuacja jest inna bo byłaś w związku, a ja w życiu może miałem z dwa spotkania bo to ciężko randkami nazwać nawet. Z tym, że niektórzy mają szczęście a inni nie to pełna zgoda. I też mam takie same przemyślenia jak widzę jak niektórzy bez wysiłku wchodzą w związki i podrywają dziewczyny.
Co do tego, że inni też mają źle to żadne pocieszenie. Ale dzięki za próbę :)
A co do tego, że twoim koleżankom nie przeszkadzałby 31 letni prawiczek to .... No cóż nie wierzę w to. Myślę, że to po prostu takie sobie deklaracje. Bycie prawiczkiem w tym wieku jest totalnie niemęskie.

R2D2 napisał(a):Czasami bywa też tak, że osoby zaburzone kierują swoje starania i amory w nieodpowiednie strony, ze względu na problemy z dzieciństwa albo inne nieprawidłowości osobowościowe. Mnie na przykład w pierwszej kolejności podobają się mężczyźni, u których zupełnie nie mam żadnych szans, co może wynikać z wychowania bez ojca i braku realnych męskich wzorców. Ci normalni, średni i brzydcy też się mną nie interesują, ale moja pierwsza uwaga raczej skupiona jest na tych powyżej średniej i przystojnych, wyróżniających się, co oczywiście potem wiąże się z poczuciem odrzucenia i pogłębieniem niskiej samooceny. Psychoterapeuta sugerowała, abym nie zamykała się w sobie i celowo "poćwiczyła" relacje damsko-męskie, rozmawiając z mężczyznami, których subiektywnie uznam za mało atrakcyjnych. Może to dobra rada również dla Ciebie. Być może w towarzystwie tych "wybranych", odpowiadających Tobie kobiet zachowujesz się nienaturalnie, być może jesteś spięty, zestresowany. W klubie, na ulicy, w sklepie, na portalach randkowych spróbuj porozmawiać z dziewczynami, które uznasz - nie obrażając nikogo - za poniżej Twoich subiektywnych oczekiwań. Być może wtedy nabierzesz pewności siebie, a ta dziewczyna, która pierwotnie była poniżej oczekiwań, może okazać się super osobą, z którą stworzysz związek albo zostaniecie przyjaciółmi. Oczywiście, wszystko w granicach rozsądku, aby nie krzywdzić drugiej strony.

Co się tyczy samego seksu, nie musisz zdradzać, że jesteś prawiczkiem. Jeżeli dojdzie do seksu i pojawi się problem techniczny, możesz zwalić wszystko na stres. Dla każdego pierwszy stosunek z nowym partnerem jest stresujący i nie zawsze wszystko przebiega sprawnie. Poza tym seks to moim zdaniem sprawa instynktu, jak picie, czy jedzenie. Dzikie zwierzęta nie czytają kamasutry, a dają radę :)


Właśnie ostatni tak myślę, że może powinienem uderzać do dziewczyn, które mi się nie podobają, bo te, które mi się podobają mają mnie gdzieś. Ale z drugiej strony nie potrafię się przemóc. Zresztą nie mam zamiaru wkręcać komuś, że chcę z nim iść na randkę jak mi się nie podoba. Taka elementarna uczciwość wobec siebie i innych...

Na pewno nie mam zamiaru mówić dziewczynie, że jestem prawiczkiem. Ale to abstrakcja, bo jak na razie nie widać szans na to,że będę miał okazję...

Dodam, że z trzy lata temu będąc w takiej sytuacji słyszałem tylko - zapisz się na siłownię, zacznij podrywać, dziewczyny nie gryzą, tylko czekają, aż ktoś je poderwie, zapisz się na kurs tańca, zacznij porządnie zarabiać bo kobiety nie lubią nieudaczników, kup samochód bo facet bez auta to nie facet, zmień garderobę - to na pewno pomoże, wyjdź do klubu - od razu kogoś poznasz, zapisz się na kursy od razu kogoś poznasz, bądź cierpliwy - pracuj nad sobą to samo przyjdzie, itd. itd. itd. Wszystko zrobiłem albo robię i nic. Zero powodzenia. Jestem totalnie rozżalony i sfrustrowany tą sytuacją.


hmmm szczerze nie dziwi mnie to. to co wymieniles to rzeczy zewnetrzne. a twoje wnetrze? lubisz siebie? chodzisz na terapie?

podstawa moim zdaniem jest pewnosc siebie i wiara i niezrazanie sie odrzuceniem.

znajomemu dala psycholozka takie zadanie/ on niesmialy nie mial nigdy dziewczyny 30 lat/
mial chodzic po miescie i dawac swoj nr.tel roznym dziewczynom.poczatkowo wsydzil sie strasznie...ale
codziennie 1-2 na 10 kobiet oddzwaniala i w koncu mial z 10 napalonych na niego fajnych ''kandydatek'' :P

z zycia wzieta historia
chlopak opedzic sie od nich nie mogl


Nie raz zdarzyło mi się zagadywać obce dziewczyny, ale tak jak pisałem wcześniej zdobywałem nr telefonu a potem tylko"nie mam czasu, nie mam czasu". Ile razy można się nie zrażać odrzuceniem ?
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
17 wrz 2017, 13:48

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

przez michalrz 16 lis 2017, 19:06
Gdyby na początku lat 90tych psychologowie wiedzieli to, co wiedzą obecnie, to powiedzieliby, że mam zespół Aspergera. Miałem większość tych cech, obecnie trochę z nich wyrosłem, trochę maskują leki, trochę przerobiłem w szpitalach psychiatrycznych i po prostu "udaję" normalnego.
Od osób takich jak ja najzwyczajniej w świecie czuć, że coś jest nie tak. Nie umiałem bawić się z innymi dzieciakami, nie umiałem rozmawiać z dziewczynami. Mam bardzo specyficzne poczucie humoru, które odpowiada jedynie jednostkom.
Do tego wyglądam jak idźstąd, choruję na niedawno zdiagnozowaną miopatię (patologiczna słabość mięśni), więc nie mogłem brać udział w wielu aktywnościach. Po prostu nie miałem fizycznie siły.
Jeśli ktoś z Was bywa na 4chanie, a konkretnie w dziale r9k, to wiecie o co chodzi. Są normalni chłopcy, a są samce 'beta'. Brzmi brutalnie, ale jako ludzie wcale nie jesteśmy szczególnie odcięci od swoich zwierzęcych cech. Absolutnie żadna dziewczyna nie zwracała na mnie uwagi, a te, które lubiły mnie za poczucie humoru próbowały mnie 'swatać' z dziewczynami absolutnie nieatrakcyjnymi (nie jestem wybredny, ale są skrajności) i na dodatek takimi z którymi nie dało się porozmawiać. Ba, nawet te dziewczyny uważały mnie za nieatrakcyjnego (bo dlaczego miałyby?).
Także, pierwszy pocałunek przeżyłem w wieku 25 lat - lekko ponad 6 lat temu. Ostatni - w wieku 28 lat.
Miałem dwa związki - w pierwszym przypadku dziewczyna nie chciała być ze swoim chłopakiem i po prostu szukała odskoczni, ale kompletnie nie rozumiała dlaczego zachowuję się tak, jak się zachowuję. Bałem się iść do knajpy, bałem się iść potańczyć (nie jestem w stanie tańczyć, po prostu równie dobrze moglibyście mi kazać lewitować). Długie spacery lub rower kończyły się zwykle moim totalnym wyczerpaniem z powodu choroby mięśni.
Druga dziewczyna to koleżanka z pracy - 11 lat starsza, z nastoletnim synem. Nie mogliśmy swobodnie pokazać się na mieście. To było straszne, wiedziałem, że ją to bardzo boli, bo chciała się przy mnie odmłodzić a zamiast tego musiała mi "matkować".
Bycie w związku stanowiło problem. Owszem, czułem się lekko lepiej, że zawsze mam się do kogo odezwać, kogoś poprzytulać. Uwielbiałem się opiekować dziewczynami z którymi byłem. Niewiele wprawdzie mogłem, bo jestem niezaradny życiowo, ale cieszyłem się z każdej okazji gdy mogłem im pomóc. No i zawsze mogły liczyć na masaże pleców gdy tylko miały problemy z kręgosłupem :) Wiele mi uświadomiły na temat tego, jak moje zachowanie się wygląda z zewnątrz.
Nie potrafiłem nigdy swobodnie przebywać w towarzystwie innych ludzi. Podobnie było z przebywaniem z dziewczynami.
Zostałem odrzucony przez dziewczyny z którymi chciałem się chociażby kumplować lekko licząc 30 razy. W jednym przypadku, korespondowałem z pewną wspaniałą dziewczyną parę lat. Bardzo się lubiliśmy. Gdy odważyłem się pojechać autobusem do jej miasta, poszliśmy na spacer. Było super. Kiedy 2 tygodnie później wróciłem do tego miasta, nie odpowiedziała nawet na propozycję spotkania. Z dnia na dzień, po pierwszym spotkaniu, zerwała ze mną kontakt. Całkowicie.
Gdy naśladuję "normalnych" ludzi, i np. powiem jakiś komplement dziewczynie którą nawet znam dobrze, często kończy to znajomość, osoba taka się obraża, muszę przepraszać. Po prostu czuję, że z punktu widzenia dziewczyn jest to gorszące, że ktoś taki jak ja w ogóle ma czelność traktować dziewczynę jak dziewczynę.
A potem zaczęło się uzależnienie od środków przeciwbólowych (przez mięśnie poleciał mi kręgosłup). Oczywiście chodziło też o poprawianie sobie humoru w ten sposób. Straciłem przez to wszystko, pieniądze, szacunek. Społecznie jestem nikim. Z legalnego punktu widzenia jestem bezdomny.
Od ok. roku po prostu dotarło do mnie - miłość to nie wszystko. Dziewczyny nie potrzebują 'tylko' towarzystwa, bycia kochaną, szanowaną. Potrzebują poczucia bezpieczeństwa i świadomości, że dany chłopak może pomóc im zbudować wymarzoną przyszłość.
Mogę śmiało powiedzieć, nie przesadzając, że jestem jednym z najmniej wartościowych facetów jacy istnieją. Znam się na komputerach, fotografii i znam angielski. To wszystko. Przez zajęcia komornicze przez następne 10 lat będę zarabiał najniższą krajową. Lęki i depresja sprawiają, że słabo idzie mi dorabianie po pracy.
Jestem kimś, z którym żadna dziewczyna zwyczajnie nie chciałaby być widziana. I nie dziwi mnie to. W tym roku to zrozumiałem. Było to poniekąd wyzwalające. Z jednej strony rozumiem, że ta sfera życia już mnie nie dotyczy. Ba, nawet mój organizm się odpowiednio "przystosował".
Rodzice bardzo cierpią widząc kim się stałem. Szef trzyma mnie w pracy zwyczajnie z litości, gdyż jest jednocześnie moim neurologiem.
Niestety, rezygnacja ze związków nie rozwiązuje problemu. Co jakiś czas bowiem poznaję kobiety które zwyczajnie poprawiają mi humor. Jestem przy nich weselszy, moje życie wydaje się nie totalnie puste. Owszem, mam szereg zainteresowań, wiele pomysłów, ale depresja robi swoje. Gdy byłem z kimś, znajdowałem w sobie odwagę i siłę by robić więcej.
Ale depresję zastąpiła nienawiść do samego siebie, gdy widziałem, jak mało mogę dać kochanej osobie. Jak ta osoba marnuje przy mnie życie nie mogąc podróżować, cieszyć się życiem. Nie, nie wypłakiwałem się im na ramieniu, robiłem wszystko aby nie zarażać ich swoim zachowaniem, skupiałem się na nich i na ich problemach. Lubiłem dawać, nie lubiłem brać. Pierwszy związek zakończył się ponieważ nie umieliśmy zgrać się na poziomie intelektualnym. Nie umieliśmy znaleźć wspólnych tematów. Drugi związek skończył się przez to, że nie radziłem sobie w pracy gdzie oboje pracowaliśmy i ona to widziała. Było to dla niej nie do zniesienia. Nie widziała ze mną przyszłości, której chciała.
Często słyszę "każda potwora znajdzie swojego amatora". Ale... nie wierzę w to już. Jeśli codziennie modlę się o śmierć, przeżywam katusze z powodu lęku przed pracą, to nie, nie znajdę nikogo. Strach widać, czuć. Żadna kobieta nie uzna zamkniętego w sobie dziwaka za kogoś atrakcyjnego.
Ale zakończę czymś, co zabrzmi kontrowersyjnie i nie spodoba Wam się.
Kobiety są samotne, bo mają wysokie wymagania i nie wszystkie umieją cieszyć się życiem obok kogoś, kto nie ma siły przebicia.
Faceci są samotni, bo nie spełniają wymagań.
Niestety, ale to jest nic innego jak matka natura pilnująca jakości puli genów.
Tak, jasne, są wyjątki. Ale to są tylko wyjątki. Ci faceci, którzy nie załapali się na taki wyjątek, zwykle gorzknieją i stają się - jak ja - złymi ludźmi. I tak, w wieku 30 paru lat, taki człowiek jest po prostu stracony. Ja osobiście żyję z grzeczności dla mamy. Nie mógłbym jej 'tego' zrobić, o czym zapewne myślicie.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
14 lis 2017, 21:03

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

Avatar użytkownika
przez niecały 16 lis 2017, 19:20
michalrz,

Witam na forum. Smutne jest to co napisałeś, a jednocześnie bardzo ciekawe i otrzeźwiające - kubeł zimnej wody od rzeczywistości.
Bierzesz jakieś leki?
Sposób życia i charakter człowieka, są w zasadniczym stopniu, wypadkową jego głębokich przekonań.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
585
Dołączył(a)
20 maja 2017, 00:51

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 16 lis 2017, 19:36
Kobiety są samotne, bo mają wysokie wymagania i nie wszystkie umieją cieszyć się życiem obok kogoś, kto nie ma siły przebicia.
Faceci są samotni, bo nie spełniają wymagań.
Coś w tym jest choć pewnie to duża generalizacja. Są jeszcze rozwódki i samotne matki i one mają wymagania jakby mniejsze, ale one stabilizacji finansowej i bezpieczeństwa potrzebują w jeszcze większym stopniu, no chyba że odchowały już dzieci, ale wtedy są już 40 plus. :mrgreen:
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17578
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

przez michalrz 16 lis 2017, 20:28
@niecały - mam 32 lata, od 16 roku życia jestem na lekach. W zasadzie nie muszę wymieniać - mogę powiedzieć 'wszystkie'. Amitryplina, Escitalopram, a teraz Paroksetyna. Niestety zmiany w mózgu jakie spowodowały uniemożliwiają mi ich odstawienie. Jak tylko zmniejszę dawkę - mam drżączkę i tachykardię. No i płaczę jak bóbr. Wspaniałe leki nowej generacji, które powodują, że nie mogę nosić telefonu bo pocę się tak bardzo, że się psują, a ubrania mi się rozchodzą po prostu po np. roku. Do tego impotencja i inne problemy. Jedyne leki które pomagały mi funkcjonować na tyle, aby coś w życiu osiągnąć, to narkotyki wszelkiej maści, np. lorazepam. W zasadzie wszystkie swoje osiągnięcia życiowe, takie jak nauka zawodu, znalezienie pracy, osiągnąłem wyłącznie dzięki benzodiazepinom i innym syfom.
@carlos - no, właśnie, moja druga dziewczyna to rozwódka po 40tce z nastoletnim synem. Więc miała mniejsze wymagania, ale potem do niej dotarło, że nie będzie się starzeć przecież przy takim ułomie :)
Pierwszy związek skończył się tak, że dziewczyna poszła na paintball czy coś, bo ja się oczywiście bałem, i ogłosiła mi że z kimś się całowała i czy pozwalam jej odejść do niego. 6 miesięcy później była już w ciąży :) Drugi - po 2 tygodniach od rozstania już randkowała.

Osoby które zechcą mnie skrytykować powiedzą: usiadłeś na dupie i narzekasz zamiast coś robić. Niestety, nie wiecie co robię, nad czym próbuję pracować itp :)

Gdyby świat działał tak, że ułomne osobniki jak ja miały prawo do bycia w związkach, to nie doewoluowalibyśmy do tworzenia for na internetach :)

Chciałbym po prostu czuć się na tyle dobrze, aby móc realizować swoje pasje i znajdować nowe pasje, a wówczas zapewne ktoś by się mną zainteresował. Niestety - upadłem zbyt nisko. Próby samobójcze, sądy, komornicy, długi, choroby.

Także młodszym kolegom mogę polecić tylko to: zróbcie coś ze swą depresją aby móc chociaż podjąć nowe wyzwania, nowe zainteresowania, i nie szukajcie nikogo bo one wtedy w 'magiczny' sposób się znajdą.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
14 lis 2017, 21:03

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

Avatar użytkownika
przez niecały 16 lis 2017, 20:40
michalrz,

Myślałem, że na Aspergera bierze się inne leki niż ssri.
A możesz napisać ile czasu trwały Twoje związki? Oraz czy był seks skoro piszesz, że ssri Cie kastrują?
Niestety, nie wiecie co robię, nad czym próbuję pracować itp


Możesz zdradzić troszke?

Jeżeli jakieś pytania są zbyt osobiste to wiadomo, nie odpowiadaj.
Sposób życia i charakter człowieka, są w zasadniczym stopniu, wypadkową jego głębokich przekonań.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
585
Dołączył(a)
20 maja 2017, 00:51

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

przez michalrz 16 lis 2017, 21:00
@niecały jasne, dzięki za powitanie na forum BTW.

Jak jeszcze mogłem, to biegałem. Jak nie mogłem biegać, chodziłem z aparatem fotograficznym po lesie lub po naszej twierdzy boyen. Jak mieszkałem w domu rodzinnym, codziennie przez wiele m-cy grałem w pingponga. Dorabiam jako tłumacz. Co jakiś czas próbuję kogoś kogo poznam ciut lepiej zaprosić chociaż na spacer, odprowadzić na pociąg, pójść na kawę.
Interesuję się też strzelectwem, nowinkami w świecie IT.
Interesuję się elektroniką, obecnie głównie elektromagnetyzmem, mam w głowie projekty szeregu urządzeń opartych o tzw. macierze Halbacha. chciałbym też założyć kanał na youtube bo często mam pomysły na takie różne surrealistyczne filmiki komediowe.
Naprawiam kompy i inne urządzenia, ostatnio w nocy szukałem zaginionego kota koleżanki która obiecała że pójdzie ze mną do kina niedługo. Kota nie znalazłem, a kino odwołała bo 'nie jestem w jej typie'.
Jestem w tak silnej depresji, że niestety ponad połowy z powyższych rzeczy nie mogę już realizować. Mam jednego kolegę.
Jakiś czas temu przez 5 lat udzielałem się na pewnym forum komputerowym gdzie pomogłem b. wielu ludziom, w tym roku przez parę miesięcy na forum dla osób z depresją ale mam za trudną osobowość i musiałem odejść.
Dziewczyny, które mi się podobały, poprawiały mi humor tak bardzo że miałem siłę i motywację do pracy nad sobą i nad swoimi pomysłami. Niestety chyba przekroczyłem już punkt gdzie jestem w błędnym kole i aktualnie po prostu co kilkanaście minut myślę jak bezboleśnie się zabić. Udało mi się załatwić reklamę swoich usług (korki z angielskiego i korki z obsługi kompa) na tutejszym uniwersytecie 3 wieku, za tydzień idę pierwszy raz od paru lat do psychologa, bo psychiatrzy ani szpitale mnie nie chcą z racji że jestem narkomanem. Byłem w Monarze, ale po 3 godzinach nie wiedziałem kto ma bardziej nas**ane, ja czy oni, więc sobie poszedłem. Poza tym od razu przydzielono mnie do karczowania lasu, a tłumaczyłem, że mam miopatię.
Niepotrzebnie się rozpisuję. Chciałbym po prostu przypomnieć Wam, że są pewne granice na piasku które jeśli się przekroczy, to dupa. Niestety różne ludowe porzekadła typu "z każdej sytuacji da się wyjść" "trzeba tylko chcieć" to po prostu komentarze które pomagają głównie pocieszającemu :)
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
14 lis 2017, 21:03

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

Avatar użytkownika
przez niecały 16 lis 2017, 21:18
Niektóre z Twoich zainteresowań wymagają sprawnego umysłu więc widać, że masz potencjał tylko zaburzenia Ci go nie pozwalają rozwinąć, sam sposób wypowiedzi, bogactwo spostrzeżeń pokazuje, że nie jesteś ułomem, więc jeśli kobiety tak Cię traktują to znaczy, że być może jesteś roztargniony?

Dobrze, że się rozpisałeś, to pokazuje ile zaburzenia psychiczne potrafią odebrać mimo zdolności i starań.
Sposób życia i charakter człowieka, są w zasadniczym stopniu, wypadkową jego głębokich przekonań.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
585
Dołączył(a)
20 maja 2017, 00:51

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

Avatar użytkownika
przez niecały 16 lis 2017, 21:36
michalrz, Wysłałem PW, bo nie chcę tu robić offtopicu.
Sposób życia i charakter człowieka, są w zasadniczym stopniu, wypadkową jego głębokich przekonań.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
585
Dołączył(a)
20 maja 2017, 00:51

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

Avatar użytkownika
przez Kalebx3 Gorliwy 17 lis 2017, 18:07
Mój kuzyn tak znalazł przyszłą żonę że zaczepił na ulicy i wręczył nr telefonu, no ale on nie miał żadnych problemów z nieśmiałością, itd. Ja sobie tego nie wyobrażam żeby zaczepiać tak obce osoby do tego na ulicy i na trzeźwo No ale to pewnie dobry pomysł ale dla odważnych.


Również " wychaczyłem" swoją obecną Żonę w delegacji na ulicy .Oczywiście na Prozacu (fluo ) i chyba po piwku( nieważne :D )
Samotne Baby tylko czekają ,żeby ktoś do nich zagadał i rzucił kilka inteligentnych komplementów pod ich adresem .
>>> Nie ma sąsiada co sadził to drzewo
I nie ma sąsiadki co plotła makatki
Zniknął ten stary co chował dolary
W oczach niknie ten świat !!!
>>>
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9879
Dołączył(a)
26 cze 2011, 00:09
Lokalizacja
człowiek śmiertelny i grzeszny

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

przez aguskaguska 17 lis 2017, 19:32
riller napisał(a): Jestem totalnie rozżalony i sfrustrowany tą sytuacją.


I to jest pewnie przyczyna Twoich problemów. Ja też miałam problemy ze znalezieniem faceta i też nikt się mną nie interesował. Ile się przez to napłakałam i najęczałam to już moje. Do tego jeszcze porównywałam się z siostrą, która swojego poznała mając 18 lat i w ogóle nie rozumiała tego uczucia. Większość ludzi mówi coś w stylu "baby/chłopa Ci trzeba". A ja Ci mówię tak, jesteś osobą samowystarczalną, skoro dożyłeś 31 lat, więc nawet jak nie będziesz miał kobiety to wcale jakaś straszna katastrofa się nie stanie. Ja obecnie mam faceta (starszego od Ciebie) i szczerze mówiąc jakoś nie jest dla mnie istotne czy jest prawiczkiem, czy nie. Jak czegoś nie umie to trudno, nauczy się!
Offline
Posty
163
Dołączył(a)
08 wrz 2012, 00:17

Samotność i brak związków w wieku 31 lat

przez aguskaguska 17 lis 2017, 19:48
jeżeli nadal lecisz w dół to znaczy że jeszcze nie jesteś na dnie:).
michalrz napisał(a):Chciałbym po prostu czuć się na tyle dobrze, aby móc realizować swoje pasje i znajdować nowe pasje, a wówczas zapewne ktoś by się mną zainteresował. Niestety - upadłem zbyt nisko. Próby samobójcze, sądy, komornicy, długi, choroby.



Jeżeli nadal lecisz w dół to znaczy, że nie jesteś na dnie:) Więc może jeszcze coś da się zrobić?
Offline
Posty
163
Dołączył(a)
08 wrz 2012, 00:17

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do