Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

przez Ketmia 06 sty 2014, 23:33
Veganaka, aardvark3 opisałyście wyżej przejawy przemocy psychicznej i nie tylko -kiedyś w dzieciństwie i później. Po doświadczeniu w dzieciństwie totalnego braku prywatności i zaprzeczaniu przez rodzinę potrzebie posiadania własnego miejsca, które też są moim udziałem, niełatwo dopuszczać innych do swojej dorosłej enklawy, swojej przestrzeni, o której w końcu się samemu decyduje. Na pewno potrzeba czasu i tych lepszych doświadczeń, by móc poczuć się swobodniej w związku nawet z w miarę normalnym i wyrozumiałym partnerem. Pomyślności w próbowaniu
Offline
Posty
42
Dołączył(a)
27 gru 2013, 21:26

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

przez aardvark3 07 sty 2014, 10:11
Ketmia - przez wiele lat zartowalam, ze moja samochodowa pasja bierze sie z tego, iz mialam za malo zabawek w dziecinstwie ;)
Pewnie cos w tym jest, nie tylko sam zart.
Podobnie ze wszystkimi brakami i niedosytami z dziecinstwa, potrzebami, ktore nie zostaly (a powinny naturalna koleja rzeczy) zaspokojone.
Czlowiek smiejac sie nazywa to "infantylizmem wtornym" a w rzeczywistosci ma racje. Tylko cholernie glupio przyznac sie doroslej osobie, ze wlasnie nadrabia dziecinstwo.
Bo przeciez ci ciezko pracujacy, pierwsi po Bogu, wypruwajacy sobie zyly, poswiecajacy swoja mlodosc i kariere rodzice nie mogli byc zdolni do takich zaniedban!
Jak juz sie oczy otwieraja to mamy lepszy wglad w nasze wewnetrzne dziecko i to, czego nie otrzymalo.
A ze nie wiemy jak sie za to zabrac, czesto bladzimy po omacku i przesadzamy. Nadmierna dbalosc o swoja przestrzen chociazby, niechec do dzielenia jej, nieumiejetnosc wlasciwej koegzystencji. Uczymy sie metoda prob i bledow co zajmuje nam sporo czasu podczas gdy dzieci z rodzin zdrowszych (gdzie w domach bylo poszanowanie prywatnosci) maja gotowca zaraz na wejsciu w zycie.
No coz, jest jak jest.

Jako osoba zaburzona potrzebowalam normalnosci ale nie umialam jej szukac. Przy czym ustalmy ze "normalnosc" to pojecie umowne, oznaczajace minimum dysfunkcji i to, co dziecko powinno otrzymac od rodzicow.
Mala dygresja: gdzies czytalam (zdaje sie u Bradshawa) ze rodzice z wysokim poziomem leku sa najbardziej toksyczmy bo przenosza go na dziecko, ktore oprocz koniecznosci uporania sie ze swoim lekiem musi tez walczyc z przeniesionym na niego lekiem rodzicow.
Pisalam o moim sp pierwszym mezu i jego rodzinie. I jaka tam panowala atmosfera. I teraz powiem cos bardzo dziwnego - oni (rodzice i 4 dzieci) mieszkali przez lata w jednej izbie ok 30 m kw. Ale na tym malenkim skrawku kazdy mial swoje miejsce ktore nalezalo tylko do niego. To jest lozko/szafa/ksazka/zabawka Piotrka a to Antka. To jest mamy a to taty. Dla mnie bylo to jakies dziwne ze na takiej malej przestrzeni oni koegzystuja zgodnie i to sie czulo, to bylo widac! Paradoks?
Nasz dom byl duzy a nie bylo miejsca dla nikogo, chyba tylko dla matki bo ojca i tak nigdy prawie nie bylo. Ja zas mialam tylko jedna opcje - godzic sie na wszystko i podporzadkowac.
I chyba u wiekszosci z nas tak bylo. Stad nasze dylematy dzisiaj.
Ale pozniej wybieralam partnerow ktorzy mieli w dupie moja potrzebe przestrzeni, zagarniali ja dla siebie, probowali pokazac gdzie moje miejsce - jesli juz mnie wpuscilas na swoja przestrzen to dalas przyzwolenie na zagarniecie jej wiec nie miej pretensji. Jesli zas weszlas na moja przestrzen to pamietaj, ze jest moja a ty masz tylko warunkowe pozwolenie na korzystanie z niej.
Tak to odbieram patrzac wstecz.
Braklo zbalansowania i zdrowego podejscia.

-- 07 sty 2014, 09:28 --

Ketmia - ja jak Columbo nawracam ;)
Uzylas okreslenia: wyrozumialy partner. A ja sobie zadalam pytanie: wyrozumialy czyli jaki? Jaka ma byc jego postawa? Co ma robic a co nie bym mogla go nazwac wyrozumialym.
Dla osoby malo zaburzonej nawet nie ma pytania - wie z gory co to znaczy.

U mnie od dziecinstwa byl brak owej wyrozumialosci, oczekiwania i wymagania. Jak pojawily sie trudnosci - pozostawianie mnie w nich samej sobie, obwinianie o nie lub nawet kara.
Wszyscy odwracali sie wtedy ode mnie - bez wzgledu na to, czy bylam przyczyna tych trudnosci czy nie. Wystarczylo, ze byly, ze cos sie niedobrego, nieoczekiwanego zdarzylo.
Bo mialo byc wszystko jak w podreczniku. Zero problemow. Idealnie.
A jak nie jest idealnie to moze lepiej zamkniemy oczy i nie bedzie tego widac. I zastrzezemy sobie przyszla niewiedze - jak nie bedziemy wiedziec to tak, jakby problem nie istnial.
Dokladnie tak!
Patrzac wstecz - tylko to widze. I jeden wyjatek. Tylko jeden albo az jeden.
Przywyklam do tego, ze w problemach zostawiano mnie na pastwe losu i radz sobie sama my mamy swoje sprawy. Czasem dla lepszego samopoczucia interlokutora zostalam jeszcze opierd*lona ze sciagnelam na siebie niepowodzenie.
Tak w domu rodzinnym jak i w moich zwiazkach. A jesli juz jakas pomoc, wsparcie przyszla - to nie za darmo. Cena jak cena ale odsetki... Wymowki, krytyka, wypominanie, szantaz emocjonalny, wymuszanie czegos "bo ja pomoglem/am wtedy". Bylam cos warta tylko wtedy, gdy wszystko bylo w porzadku. Tylko wtedy nie bylo ryzyka odrzucenia.
I kiedy w bardzo powaznym problemie, ktory jego wogole nie dotyczyl - powiedzialam, ryzykujac ze strace tego czlowieka ktory juz byl mi bardzo bliski... On przy mnie zostal i ta wiez sie przez to wzmocnila. Powiedzal, ze skoro jestesmy razem to problemy tez sa wspolne niewazne kto popelnil blad. Naprawimy to razem.
Peka mi serce kiedy o tym wspominam. Czyli jeszcze jakies emocje we mnie sa.
Ale tamto bylo. Nie wroci. Jesli bedzie to cos innego - tylko bardzo bym chciala, zeby ten ktos mial podobna postawe. Nie zrazal sie byle niepowodzeniem a powazny problem pomagal rozwiazac bez moralizowania i krytykanctwa.
Zebym sie nie obawiala mowic o tych problemach, o trudnosciach bo tak naprawde nie potrafie byc otwarta jesli o to chodzi. Mam tendencje do ukrywania gdy cos jest nie tak, pokazywania ze daje sobie doskonale rady (mam mniejsze ryzyko odrzucenia jak nie mowie o tym) a nawet jak jakas trudnosc sie przydarzy to spoko, dla mnie to tyle co dla byka ziemniak. Umniejszam w opowiadaniach skale problemow a w glebi duszy czesto ledwie daje rady i mam dosc.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

Avatar użytkownika
przez libertynka 07 sty 2014, 16:20
aardvark3, jakie to smutne co piszesz :( życzę Ci zdrowego związku, który chociaż trochę wyleczyłby traumy z dzieciństwa i faceta tak wyrozumiałego, że co dziennie od nowa trzeba przecierać oczy ze zdumienia :)
to straszne jak rodzice, z pozoru normalni, mogą spieprzyć życie dziecku. u mnie nie było jawnej patologii, a z zewnątrz to pewnie wyglądało na kochających rodziców i niewdzięczne dziecko :/ trzeba w sobie znaleźć siłę, bo jak nie to nic już nie zostanie.
vel veganka
spotkam się we Wrocławiu, kto chętny proszę o pw
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1896
Dołączył(a)
21 kwi 2013, 10:57
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

przez aardvark3 07 sty 2014, 17:46
veganka - dzieki.
No coz, trzeba miec nadzieje ze ktos o podobnym podejsciu sie trafi. Zaczynam odrzucac swoja wieloletnia postawe pt "przypadek beznadziejny".
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

Avatar użytkownika
przez zima 07 sty 2014, 18:02
veganka, ile masz lat?
specjalista ds. fobii społecznej, depresji i nerwicy.
propagator asertinu i trittico.
setralin [high speed resource] 200mg - 100 mg - 0 mg
trazodon [so good to back home] 75mg/ 0 mg
benzo one day dancer
live yourself.
watch, see your chances, live now.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2606
Dołączył(a)
17 mar 2013, 18:30

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

Avatar użytkownika
przez libertynka 07 sty 2014, 18:09
zima, od jutra 29, a czemu pytasz?
vel veganka
spotkam się we Wrocławiu, kto chętny proszę o pw
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1896
Dołączył(a)
21 kwi 2013, 10:57
Lokalizacja
Wrocław

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

Avatar użytkownika
przez Candy14 07 sty 2014, 18:11
Pisalam o moim sp pierwszym mezu i jego rodzinie. I jaka tam panowala atmosfera. I teraz powiem cos bardzo dziwnego - oni (rodzice i 4 dzieci) mieszkali przez lata w jednej izbie ok 30 m kw. Ale na tym malenkim skrawku kazdy mial swoje miejsce ktore nalezalo tylko do niego. To jest lozko/szafa/ksazka/zabawka Piotrka a to Antka. To jest mamy a to taty. Dla mnie bylo to jakies dziwne ze na takiej malej przestrzeni oni koegzystuja zgodnie i to sie czulo, to bylo widac! Paradoks?

Bo tu nie chodzi ilosc miejsca czy ilosc dzieci tylko czy rodzice potrafia byc rodzicami i czy w rodzinie panuje wzajemny szacunek
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

przez aardvark3 07 sty 2014, 18:51
Candy - otoz to, otoz to!
Tam byl emocjonalny palac. I pamietam jak wieczorami jezdzilo sie do tesciow, kilkanascie osob zasiadalo przy ogromnym, okraglym stole i pomagalismy tesciowej w chalupnictwie. To byla rozrywka, czasem przekomarzalismy sie kto lepiej, szybciej zrobi, wiecej... Ale nie zlosliwie tylko sympatycznie, nikt sie nie obrazal tylko byla okazja do wspolnej pracy.
Wspolnej.
Mnie tego nie nauczono w rodzinnym domu. Jak sie za cos zabralam z ktoryms z rodzicow to bylo ze zle robie i albo odchodzili zeby na to nie patrzec albo odsuwali mnie od zajecia. I potem mowili ze ja sie do niczego nie nadaje.
Wywolanie ich zlosci czy niezadowolenia bylo pozniej roztrzasane na forum rodzinnym (ciotki, wujki i inne ch*jki). Co bym nie zrobila nie tak - wszyscy wiedzieli i albo mnie krytykowali, albo sie smiali. Przywyklam do tego ale jeszcze bardziej sie w sobie zamknelam.
Pisze to dlatego, ze zawsze obawialam sie podswiadomie tego w kontaktach z innymi ludzmi.
Co bedzie jak powiem albo zrobie cos co im sie nie spodoba, nie spasuje, bedzie wbrew ich oczekiwaniom albo nawet krzywdzace przez przypadek? Co bedzie, gdy ich opinia o mnie nagle stanie sie negatywna, niepochlebna? Mowi sie ze cudza opinia o nas nie ma znaczenia, ze ludzie i tak mysla swoje i maja swoje zdanie cokolwiek bysmy nie zrobili - ale w moim przypadku to nie bylo to co ktos o mnie mysli - tylko co moze zrobic jak mysli negatywnie, jak zrobilam cos nie po jego/jej mysli.
Teraz to mi sie wydaje glupie i bezsensowne, bo takie jest. Ale przez lata w to wierzylam i autentycznie sie obawialam.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

przez Ketmia 07 sty 2014, 19:52
aardvark3,
Ketmia napisał(a):Zebym sie nie obawiala mowic o tych problemach, o trudnosciach bo tak naprawde nie potrafie byc otwarta jesli o to chodzi.


Wydaje mi się, że pisząc o doświadczeniach swojego dzieciństwa i dzieląc się nimi na forum - czynisz krok w stronę większej otwartości. Trudno czasem zaakceptować własną historię, ale nie mieliśmy jako dzieci wpływu w jakim domu dorastaliśmy, jacy byli nasi opiekunowie. Niestety wielu rodziców nie podołało swojej roli- pisałaś o rodzicach, którzy nie zapewnili poczucia bezpieczeństwa, ważności w dzieciństwie, nie odzwierciedlali uczuć, za to wprowadzali atmosferę strachu... Być może nie potrafili być lepszymi rodzicami, być może sami tak byli wychowywani, ale to nie tłumaczy braku wrażliwości na potrzeby (w tym emocjonalne) dziecka, którym byłaś. Deficyty z dzieciństwa czasem nadrabia się przez długie lata i pomaga się sobie jak tylko się jest w stanie. Dla mnie właśnie ten proces jest takim stanięciem po swojej stronie, wyrazem szacunku dla siebie pomimo przeszłości. Trzymam kciuki
Offline
Posty
42
Dołączył(a)
27 gru 2013, 21:26

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

przez aardvark3 07 sty 2014, 20:52
Ketmia - wlasnie po to to robie, dzieki za zrozumienie.
Bardzo potrzebuje tych zmian dla samej siebie. To po pierwsze. Po drugie - dla potencjalnego zwiazku, jesli taki sie zdarzy.
Nie od szczescia to zalezy ale od trafienia na odpowiedniego czlowieka. Duzo mniej zaburzonego, o poczuciu rownowagi wewnetrznej, wlasnej wartosci - kogos, kto po prostu jest, bez wzgledu na cokolwiek. Kto nie "przestraszy sie i nie ucieknie" na widok pierwszej lepszej trudnosci (a od kiedy zycie jest proste i latwe, ja sie pytam?). Kto nie osadza, nie ocenia, nie krytykuje ani nie porownuje.
I wlasnie przypomnial mi sie taki cytat, ktory kiedys zacytowala mi przyjaciolka (sa to slowa ks. Malinskiego):

"Żcze ci, abyś miał człowieka, który cię nie sprzeda nawet wtedy, gdy bedzie mógł dobrze na tym zarobić.
Abyś mógł spokojnie iść obok niego nie bojąc się, że cię zepchnie z drogi.
Abyś mógł go puścić spokojnie przed sobą wiedząc, że ci nie zatarasuje przejścia.
Abyś mógł go zostawić poza sobą bez strachu, że ci wbije nóż w plecy.
Abyś miał człowieka, który za tę lojalność wobec ciebie nie zagarnie ci twojej wolności, twojego czasu - ciebie samego.

i to chyba wyczerpuje temat...
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

Avatar użytkownika
przez libertynka 07 sty 2014, 20:56
aardvark3, ale jeszcze trzeba umieć zaufać drugiej osobie, nawet jak będzie najwspanialsza to brak zaufania wszystko zepsuje
vel veganka
spotkam się we Wrocławiu, kto chętny proszę o pw
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1896
Dołączył(a)
21 kwi 2013, 10:57
Lokalizacja
Wrocław

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

przez Ketmia 07 sty 2014, 22:14
Czasem warto zaryzykować :smile:
Dobrej nocy
Offline
Posty
42
Dołączył(a)
27 gru 2013, 21:26

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

Avatar użytkownika
przez zima 07 sty 2014, 22:42
veganka, nigdy nie jest za późno by zająć się po prostu sobą.
specjalista ds. fobii społecznej, depresji i nerwicy.
propagator asertinu i trittico.
setralin [high speed resource] 200mg - 100 mg - 0 mg
trazodon [so good to back home] 75mg/ 0 mg
benzo one day dancer
live yourself.
watch, see your chances, live now.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2606
Dołączył(a)
17 mar 2013, 18:30

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

przez aardvark3 07 sty 2014, 23:06
veganka napisał(a):aardvark3, ale jeszcze trzeba umieć zaufać drugiej osobie, nawet jak będzie najwspanialsza to brak zaufania wszystko zepsuje

No tak.
Wieksza czesc zycia mam z tym problem, na szczescie mam tez tego swiadomosc.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Motocyklista i 12 gości

Przeskocz do