Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
libertynka

Przytulanie i bliskość mnie rozwalają

Rekomendowane odpowiedzi

Przytulanie jest fajne i przyjemne, ale później jestem rozbita na miliony kawałeczków. Im dłużej mnie ktoś przytula, tym dłużej później się zbieram do kupy. Rozwala mnie to, totalnie rozwala.

 

W dzieciństwie prawie nie byłam przytulana. Jak się urodziłam to matka złapała żółtaczkę, mnie wynieśli na inny oddział i nie byłam w ogóle karmiona piersią. Później pamiętam tylko sporadyczny kontakt z ojcem, jak siedziałam mu na kolanach i się przytulałam. On z nami nie mieszkał, wpadał czasem, ostatnie przytulenie kojarzę gdzieś w wieku wczesnoprzedszkolnym, miałam 3-4 lata. Pewnego dnia ojciec zniknął. Matka mi oznajmiła, że wyjechał do pracy za granice i nie będzie go nie wiadomo ile, pół roku, rok. Nie pożegnał się ze mną, ani nie uprzedził, ani nie wytłumaczył. Moja matka była zimna i nie okazywała uczuć, nie dotykała mnie wcale, często myślałam, że się mnie wstydzi. Ojciec jak wrócił z zagranicy to był równie zimny i nieprzystępny, często mnie wyśmiewał i mówił wprost, że jestem głupia.

 

Przez kolejnych kilkanaście lat życia nie pamiętam, żeby ktoś mnie przytulił ani objął, czy choćby poklepał po ramieniu. Po prostu zero kontaktu fizycznego ani bliskości. Dopiero na studiach poznałam kogoś, kto z powrotem nauczył mnie dotyku. I co tu dużo mówić, dałam się wykorzystać. Moje pragnienie bliskości było interpretowane przez facetów wiadomo jak. Dlatego unikam związków - potrzeba bliskości nigdy nie zostaje zaspokojona a jedynie odczuwam negatywne skutki "odstawienia".

 

Jak mnie ktoś przytula to jest jedyny moment w życiu, kiedy czuję się naprawdę bezpiecznie, wyłączam się i odpływam w błogi spokój. Jak bliskość się kończy to jestem strasznie rozbita, roztrzęsiona, w kawałkach. W momencie ponownego przytulenia od razu się uspokajam, jak dziecko przystawione do butelki. I jak mam szanse przytulać się do kogoś godzinami to to robię i jest przyjemnie, ale wszystko się kiedyś kończy i wpadam wtedy w pustkę. Chce mi się płakać i odczuwam różne niefajne rzeczy.

Dodam jeszcze, że na co dzień jestem samodzielna i niezależna, i całe życie byłam sama. Dopóki nikt mnie nie przytula to jest wszystko ok. Co ważne - nie uzależniam się od konkretnej osoby, tylko od samej bliskości.

 

Właśnie sobie uświadomiłam, że przeżyję życie unikając bliskości. Ale czy w takim razie mam szansę na pozbycie się permanentnego wewnętrznego smutku? Czy człowiek sam może poradzić sobie z zaniedbaniami z wczesnego dzieciństwa? Czy powinnam pogodzić się z samotnością i nigdy się z nikim nie wiązać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy powinnam pogodzić się z samotnością i nigdy się z nikim nie wiązać?

 

Nie. Daj sie komus przytulac do konca zycia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14, do końca życia bałabym się, że to stracę, nie umiałabym stworzyć zdrowego związku, a jak trafię na nieodpowiedniego faceta to związek będzie przypominał prostytucję opłacaną bliskością.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

veganka, wszystko co napisalas to prawda. Ale przeciez mozna ponapawiac to co rodzice spieprzyli na terapii a potem stworzyc zdrowy zwiazek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

próbowałam terapii parę razy, najdłużej z pół roku. nic z tego nie wyszło choć mi zależało i się starałam. może na nieodpowiednich terapeutów trafiałam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tego sie tez obawiam - ze jakktos da mi taka szczera odrobine ciepla - to sie rozlece, rozpadne na kawaleczki. Ze to mnie przerosnie, przytloczy.

Moja przyjaciolka ma bliskiego przyjaciela geja - i zeszlego roku jakos tak po Sylwestrze przyszlam do niej do pracy i ten gosc tam byl, skladalismy sobie zyczenia i mnie objal, przytulil tak po ludzku, jak drugi czlowiek, bez podtekstu - poczulam wtedy jak cos mnie wlasnie przytlacza i szybko obrocilam to w zart.

Przestraszylam sie. Tego, co moge odczuwac i tego, ze to moze mnie zdominowac.

Mnie nie potrzeba mezczyzny tylko CZLOWIEKA. Przede wszystkim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a możesz, na ile się da, obiektywnie stwierdzić, że teraz wiesz nieco więcej o sobie i jak byś podjęła znowu terapię to z nowymi przemyśleniami, tak jakby ? pół roku to też nie tak dużo, mówią, że koło roku powinna trwać, i może potem musi być kolejna jakaś. moja trwa już ponad 4 miesiące a też niewiele się ruszyło ale są przemyślenia nowe i jest o czym mówić. to już chyba coś. nie wiem czy to coś da ale póki się probuje to jest szansa, a też wątpie żeby to był zmarnowany czas.

 

-- 01 sty 2014, 20:33 --

 

aardvark3, u mnie podobnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

veganka, troche krotkie te terapie..u mnie po pol roku to dopiero cos drgnelo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lukk79, nie mam problemów z mówieniem o sobie i swoich odczuciach, nie mam problemu z nawiązywaniem więzi pod warunkiem, że trafię na inteligentnego i otwartego słuchacza, który będzie chciał mi pomóc, będzie autentycznie życzliwy i ludzki. pokaż mi takiego terapeutę. ja trafiałam na niedo*ebane pi***. niezainteresowane moimi problemami, wszystkowiedzące. 45min i wypad. a ja mam tyle do opowiedzenia, tyle historii, przeżyć, przemyśleń, wątpliwości, podejrzeń i wniosków do zweryfikowania, że mogłabym przez rok codziennie mówić, gdyby ktoś chciał słuchać. całe życie zajmowałam się introspekcją, zadawaniem sobie pytań o taki a nie inny stan rzeczy, to jest po prostu żenujące jak na terapii robią ze mnie tępą, nieświadomą niczego neurotyczkę. ja jestem czymś więcej niż przypadkiem wpisującym się w ramy danego zaburzenia. tylko nikt do tej pory nie zadał sobie trudu, żeby to zobaczyć. nie wiem, może coś się przez ostatnie lata zmieniło w psychoterapii. będę u psychiatry to może spytam o skierowanie. pomyślę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja trafiałam na niedo*ebane pi***. niezainteresowane moimi problemami, wszystkowiedzące. 45min i wypad. a ja mam tyle do opowiedzenia, tyle historii, przeżyć, przemyśleń, wątpliwości, podejrzeń i wniosków do zweryfikowania, że mogłabym przez rok codziennie mówić, gdyby ktoś chciał słuchać. całe życie zajmowałam się introspekcją, zadawaniem sobie pytań o taki a nie inny stan rzeczy, to jest po prostu żenujące jak na terapii robią ze mnie tępą, nieświadomą niczego neurotyczkę.

Jestes marzeniem terapeuty :D Przynajmniej mojej terapeutki ktora zaczela ze mna gadac gdzies tak wlasnie po paru miesiacach a wczesniej sluchala co ja a do powiedzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestes marzeniem terapeuty :D Przynajmniej mojej terapeutki ktora zaczela ze mna gadac gdzies tak wlasnie po paru miesiacach a wczesniej sluchala co ja a do powiedzenia

nigdy bym na to nie wpadła :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja nie cierpie sie przytulac...

Twoj przypadek jest bardzo interesujacy ciekawe co by powiedziala na to osoba, ktora sie zna )np wlasnie jakis terapeuta)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Veganka, jeśli będziesz rozpoczynała terapię, to weź pod uwagę nurt Gestalt lub integracyjny z Gestalt - odwołując się do swoich doświadczeń -sądzę, że mogą pomóc w opisanym przez Ciebie problemie. Częściowo doświadczeń bliskości i handlingu może przysporzyć opiekowanie się czworonogami -felino i dogoterapia są skuteczne również w przypadku dorosłych, polecam i pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ketmia, wezmę pod uwagę, dzięki. mam psa i 2 koty, pies śpi ze mną całą noc, no ale to nie to samo :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dzięki. mam psa i 2 koty, pies śpi ze mną całą noc,

to tylko jeszcze w konia się zaopatrzyć ,,,i może wtedy ruszy ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kalebx3, nie wiem co tam sugerujesz, ale dla mnie bliskość jest ważniejsza niż seks

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kalebx3, nie wiem co tam sugerujesz,

a tak sobie w nosie grzebię ;)

a tak poza tym, największa bliskośc to SEX ,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kalebx3, ale przytulić możesz przyjaciela a seks to bardziej skomplikowana sprawa, przecież nie chodzi się do łóżka z każdym, kogo się lubi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mi tam przytulanki z facetami trochę trącą pedalstwem , którego jestem zawziętym wrogiem.

Przytulanki są dla dzieci , czasem dla żony (jak zasłuży ) ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

veganka, możesz miec zaburzenie osobowości schizotypowej bądź schizoidalnej

Robilas sobie testy u psychologa ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ladywind, nie robiłam testów, ale psychiatra mi mówił o schizotypowym zaburzeniu osobowości. z tym, że ani nie dał mi leków, ani nie wysłał mnie na terapię, kazał mi żyć "a jak coś się będzie działo to przyjść".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

veganka, to by tłumaczyło Twoje problemy . Pomysl o psychoterapii to napewno pomogłoby Ci się otworzyć na drugą osobę , a życie samemu na dłuższą metę jest strasznie smutne :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×