Związki...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Związki...

przez iman 24 wrz 2006, 16:21
Związki- mam na myśli te damsko-meskie, tudzież inne zaleznie od orientacji...

... natchnął mnie temat "dlaczego ludzie tacy są"... O ludziach możnaby mówić wiele, ta kwestia jest tez powodem moich licznych frustracji, ale pomyslałm, że moze warto byłoby porozmawiać o sobie.

Teoria głosi, ze neurotycy nie potrafią naprawdę kochać, ani nie potrafia tez byc kochanymi - mam nadzieje, że to nie jest prawda, ale patrząc po sobie, obawiam sie że w tym cos jest...

Rzucam "wyzwanie" :) namawiam do refleksji...
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 23:10

przez kukubara 24 wrz 2006, 16:33
Czesto zastanawiam sie czy jestem w zwiazku dlatego ,ze tylko ta osoba daje mi poczucie bezpieczenstwa..czy dlatego ,ze ja kocham?....Aczym jest milosc?..dla mnie tylko poczuciem bezpieczenstwa.Tak mysle teraz..a ,ze nienadazam za moimi myslami .Bywaja dni,ze jestem pelna ciepla i monogamicznej milosci..haha..a sa takie,ze gdybym byla zdrowa dawno by mnie "tu" nie bylo...nie jestem w stanie pogodzic sie z mnogoscia odczuc dotyczacych bycia z kims...albo nie bycia .Swiat pragnien i potrzeb mojego umyslu jest zbyt skomplikowany....jestem nieokreslona.Czuje sie jakbym wszystkiego chciala....wszystko miala...wieczne dylematy..wieczne wybory...to jest tak samo fascynujace jak toksyczne....przynajmniej dla mnie.Ja chyba nie wiem kim jestem??? :cry:
"wypromuj milosc ..specu od reklamy"
Offline
Posty
347
Dołączył(a)
11 lut 2006, 14:09
Lokalizacja
wawa

Avatar użytkownika
przez peace-b 24 wrz 2006, 16:33
Wow ciekawy temat :)

Moim zdaniem KAŻDY POTRAFI KOCHAĆ jednak każdy robi to na swój sposób: sa ludzie którzy okazują uczucia ciepłem, inni agresją a jeszcze inni nie okazują ich wogóle (co nie znaczy że tych uczuć nie posiadają).

Wydaje mi się że neurotyzm podobnie jak inne odchylenia na tle zaburzeń emocjonalo-psychicznych mogą być utrudnieniem dla związku, bo osoba zdrowa niejednokrotnie nie jest w stanie zrozumieć tej chorej, a huśtawki emocjonalne partnera - jego lęki, fobie i depresje - mogą FRUSTROWAĆ. Dlaczego wchodzimy w związki z innymi ludźmi? Odpowiedź jest prosta BO CHCEMY CZUĆ SIĘ LEPIEJ, spedzac miło czas, mieć w drugiej osobie wsparcie i oparcie. W zwiazku z neurotykiem najczęściej to on potrzebuje wsparcia i niejednokrotnie może być tak zaabsorbowany sobą i swoimi problemami że możemy nie mieć w nim oparcia.

Wszystko jednak zależy od dwójki ludzi i tego jak się dobiorą. Nawet związki ludzi zdrowych rozpadają się z błahych powodów jeżeli jedno z nich nie umie np. okazywac uczuć a drugie tego właśnie wymaga. Neurotycy z pewnoscią potrafia kochać a ich wrażliwość i opiekuńczość może być atutem dla związku.
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez krasnal 24 wrz 2006, 16:47
W zwiazku z neurotykiem najczęściej to on potrzebuje wsparcia i niejednokrotnie może być tak zaabsorbowany sobą i swoimi problemami że możemy nie mieć w nim oparcia.


Kwintesencja tego jak do tej pory wyglądały moje związki (moje-neurotyka).
Ciągłe gmatwanie, myślenie krzywo gdy trzeba prosto, ciągłe niezadowolenie z partnera, balansowanie od postawy niemal niewolniczej i bałwochwalczej wobec partnera do całkowitego zlodowacenia, odwieczne próby absorbowania partnera własnym wnętrzem, próba wciagniecia go do własnego świata... Tak było.

Dzisiaj
Paradokslanie lub nie, dzięki depresji uzyskałem pewien dystans wobec siebie i swojego wnętrza, chyba potrafię stanąc nieco z boku, pomaga mi to w układaniu na nowo moich relacji z kobietą.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
23 wrz 2006, 22:54

przez iman 24 wrz 2006, 17:21
krasnal napisał(a):odwieczne próby absorbowania partnera własnym wnętrzem


czasami śmiać mi się chce jak coś tutaj czytam;) - Krasnal, masz 100 punktów za to stwierdzenie- nie ujęłabym tego lepiej, robiłam identycznie, czasem nawet z myślą o tym, ze mam tak niesamowite wnętrze, ze po prostu nie mogę zachować go tylko dla siebie i w dodatku myślałam, ze im bardziej bedę wyjątkowa, tym bardziej dla NIEGO atrakcyjna
- powiedziałam kiedyś mężczyźnie z którym się spotykałam... uwaga- że lubię dotykać mokre torebki od herbaty;) nie wiem co to miało na celu, ale miałam potrzebę sie to refleksją podzielić ;)...

choć myślę, że takie głupoty i tak są lepiej przez nich tolerowane, niz absorbowanie tą smutną stroną naszego wnętrza
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 23:10

przez krasnal 24 wrz 2006, 17:53
Iman generalnie im bardziej dziwnie i niezwykle tym lepiej, co nie? Nie wiem, może to próba ucieczki od siebie samego, niska samoocena?
Te torebki to mistrzostwo świata.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
23 wrz 2006, 22:54

Avatar użytkownika
przez Neśka 24 wrz 2006, 18:12
Torebki są naprawde świetne:)
Ja "zachorowałam" popadając w pewien związek. Potrzebowałam wsparcia psychicznego, zrozumienia mojego wewnętrznego, wyidelizowanego (wg niego) świata. Myliłam się i zdałam sobie sprawę, że za późno by zawrócić.
Chyba bardziej potrzebowałam bratniej duszy, bo wiem, że drugiej połówce nie powinno się mówic o dosłownie wszystkim. Ja tak robiłam, bo czułam taką potrzebę. Zbyt wiele sobie wyobrażałam, a że nie potrafię krzywdzić świadomie, wydawało mi się, że kocham. Ale nie kochałam, co wiem dzisiaj, gdy to się skończyło. Byłam w stanie każdego obdarzyc miłością, kto rozumiałby mnie, moje obawy, lęki...i boję się, że nie wiem, co to znaczy kochać, że znowu zrobię to samo, bo ponownie z kims się związałam.
Najgorsze jest to, że wiąże się w chwiach najgorzych kryzysów w życiu. Ciężka sprawa.
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą ! (św. Augustyn)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

przez iman 24 wrz 2006, 18:50
Krasnalu - niska samoocena z całą pewnością, tyle ze nie moge się dopatrzyć związku z tymi torebkami :) Mi sie wydaje, że to wszystko wynika z próby znalezienia zrozumienia, no i tez z pogardy dla jakiejs szrości. Tzn kiedy odsłaniasz tą swoją bolesną częśc, to albo w celu zrozumienia, albo zwrócenia na siebie uwagi, albo znalezienia opieki. Ja póki co uświadamiam sobie tylko ten pierwszy powód.
Co do tej dziwności- zawsze ciągnęło mnie do dziwnych ludzi (albo raczej ludzi z problemami, a to w sumie nie to samo), ale dziwnych w znaczeniu interesujących, niebanalnych, a nie skrajnie ekscentrycznych, bo to mnie męczy. Moze to jest w jakims sensie ucieczka przed sobą, ucieczka w wyidealizowany obraz siebie.

[ Dodano: Nie Wrz 24, 2006 7:00 pm ]
Neśka- byc może to jest szukanie bezpieczeństwa, skoro zbiega sie jakos z kryzysami, ale czy to wyklucza miłośc...
Neśka napisał(a):Ale nie kochałam, co wiem dzisiaj, gdy to się skończyło

- ja mam podobne doświadczenia, juz 2 razy myślałam, że to miłość do grobowej deski, no i jakos nie byla, choc co do ostatniej to jeszcze nie jestem pewna :)
... a może to jest miłosc, tylko taka krótkotrwała, kto powiedział, że jest tylko jedna taka prawdziwa
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 23:10

przez atrucha 24 wrz 2006, 19:07
kukubara napisał(a):..jestem nieokreslona


Dokładnie. To stwierdzenie odpowiednie jest i dla mnie. Zaczynam nad tym ubolewać. Nie mogę określić samej siebie a co dopiero ewentualni partnerzy.. Nieświadomie (albo świadomie -nie wiem) dbam o to,by moja choroba nie była głównym tematem w związku. Nie lubię o niej rozmawiać i wolę sama trawić ten temat (teraz,kiedy prawdopodobnie chorobę mam już za sobą,nie jest to trudne) W sumie nie mam pojęcia dlaczego. Może chcę być "normalna"(?). Poza tym jestem świadoma,że zdrowa osoba nigdy nie zrozumie moich stanów,nawet jeśli bardzo będzie chciała. Czasem myślę,że powinno się oszczędzać zamartwień bliskiej osobie. Po co ma analizować temat,skoro zostało wszystko i tak setki razy przeanalizowane już przeze mnie.. Szkoda tylko,że odbierane jest to jako brak zaufania.. :?
Bądźcie dzielni! Pa :)
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1781
Dołączył(a)
04 sty 2006, 00:29

przez iman 27 wrz 2006, 13:41
ja gdybym mogła cofnąc czas, to przede wszystkim wcześniej zaczęłabym sie leczyć- pewnie zycie by mi się tak nie pokomplikowało. moim największym problemem w związkach jest to, że jestem strasznie podatna na zranienie i nawet najmniejsza rzecz jest w stanie sprawic mi przykrość. Nie potrafię się zdystansowac i w efekcie ciągle cierpię, a paradoksalnie wybieram takich mężczyzn, którzy ani trochę nie są w stanie zaspokoić moich potrzeb. kiedy jestem sama jest mi źle, ze nie mam tej bliskiej osoby, do ktorej mogłabym się przytulić, ale kiedy ktos jest- tez jest mi źle, bo zawsze coś urasta w mojej głowie do duzego problemu. Jednego mnie życie nauczyło- kiedy jest naprawde źle, człowiek zostaje zawsze sam... albo ewentulnie znajdzie sie ktoś kto go dobije ;)
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 23:10

Avatar użytkownika
przez Toshiro 27 wrz 2006, 14:42
Moim zdaniem niestety w przypadku związku u neurotyka ta druga osoba jednak nas trochę określa. W jej oczach widzimy bardziej kompletną całość siebie niż w sytuacji gdy jesteśmy samotni. Uważam że w pewnym sensie taka osoba skleja nasze kawałeczki i daje punkt zaczepienia. Taki związek rysuje jaśniej nasze granice: tu jesteś Ty i twoje potrzeby, a tu zaczynam się Ja i moje. To bardzo cenny nabytek dla naszego ego bo ono lubi być gęste od form z jasno naznaczonymi granicami. Lubimy widzieć siebie jako odrębność, indywidualność. Dlatego czasem tak trudno nam wypuścić tą drugą połówkę na wolność gdy związek dobiega końca. Dlatego też przebywając dłużej sami, czujemy się coraz bardziej nieokreśleni i to nas boli.

Wierzę że każdy z nas tak bardzo szuka indywidualności i różności że dochodzi do przyklejania form do siebie. Jeśli np. powiem o tym że lubię dotykać torebkę herbaty to pokaże Ci że jestem różny, wyjątkowy – bo to niespotykana cecha. Skutecznie wzbogacę swoje ego o coś niezwykłego, coś indywidualnego co określi mnie i pokaże moją unikalność. Im bardziej dziwna akcja czy właściwość, tym lepiej dla mojego ego bo granice pomiędzy mną a innymi będą wyraźniejsze, w rezultacie będę bardziej określony i wyrażony. To całkiem normalne, nie tylko dla neurotyków.

To i potrzeba widzenia granic nie wyklucza jednak miłości. Miłość prawie zawsze uwarunkowana jest w pewnym stopniu tym co dostajemy. Mimo że to stwierdzenie mało romantyczne, uważam je za prawdziwe. Idealizacją takiej miłości jest chyba miłość bezwarunkowa, tutaj jednak mam zupełny brak doświadczeń. Może ktoś powie więcej?

Piszę wyłącznie z punktu widzenia i obserwacji siebie, więc liczę się z tym że ktoś może się ze mną nie zgodzić ;)
„Bardzo często ludzie nie zdają sobie sprawy z tego że największa katastrofa ich życia może być równocześnie najpotężniejszą łaską z możliwych.” Eckhart Tolle
Avatar użytkownika
Offline
Posty
317
Dołączył(a)
18 wrz 2006, 16:14
Lokalizacja
po drugiej stronie lustra

Avatar użytkownika
przez jevii 27 wrz 2006, 17:52
Toshiro napisał(a):Moim zdaniem niestety w przypadku związku
u neurotyka ta druga osoba jednak nas trochę określa.
W jej oczach widzimy bardziej kompletną całość siebie
.


Jest też druga strona medalu - wybieramy partnera, który posiada
te wszystkie cechy, które my cenimy, a których sami nie posiadamy.

Jeśli osoba jest np. nieśmiała to wówczas atrakcyjne są dla niej osoby
odważne, przebojowe, śmiałe.
Myślę,że zaczyna byc widoczny kontras, jeśli by tak pokontenplować nad
powyższym przykładem. Nasówa mi się na myśl tutaj stare powiedzenie:
"przeciwieństwa się przyciągają"...i jak by tak w tym podłubać .

Wydaje mi się,że w takiej sytuacji wiele nadziei pokłada się w partnerze.
Że on w jakis sposób jest rekompensatą. Może on życ "za nas", jest jakby przedstawicielem. Ale... na dłuższa metę - nie da sie żyć za kogoś.

Toshiro napisał(a):chyba miłość bezwarunkowa


Miłość bezwarunkowa to miłość matki do swojego dziecka.
Ponoc kobieta zakochuje się w swoim maleństwie od pierwszego wejrzenia.
Matka akceptuje swoje dziecko takim jakie jest [pomijam
patologię].

Co prawda nie mam doświadczenia na tym polu, ale ponoć tak jest -
co na to forumowe mamy? :smile:
Bo są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe.
Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera.Éric-Emmanuel Schmitt
Avatar użytkownika
Offline
Posty
242
Dołączył(a)
13 sie 2006, 20:26

przez iman 27 wrz 2006, 23:00
jevii napisał(a):Jest też druga strona medalu - wybieramy partnera, który posiada
te wszystkie cechy, które my cenimy, a których sami nie posiadamy.


w moim przypadku zdecydowanie tak jest, tyle, ze bardziej szukam cech, które mi przypominaja dawna mnie- mam wtedy taka małą namiastkę tego co gdzies utraciłam

[ Dodano: Sro Wrz 27, 2006 11:21 pm ]
Toshiro napisał(a): Im bardziej dziwna akcja czy właściwość, tym lepiej dla mojego ego bo granice pomiędzy mną a innymi będą wyraźniejsze, w rezultacie będę bardziej określony i wyrażony. To całkiem normalne, nie tylko dla neurotyków.

zgadzam sie z tym, tyle że u neurotyków dochodi lek przed chorobą psychiczną i ja go mam. Z jednej strony chciałabym być wyraźna, odrózniona, a z drugiej strony boje się ze to są objawy psychozy.
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 23:10

Avatar użytkownika
przez korres1 28 wrz 2006, 00:51
ach, to wieczne martwienie sie czy nasza oryginalnosc to jeszcze cos fajnego czy juz pierwsza oznaka choroby... Znamy, znamy. posty o nieudanych zwiazkach zaczely mi robic smutno, az wpadlam na numer z torebkami od herbaty. Gratulacje. Mam kilka podobnych historii, troche bardziej hardcorowych - to mile ze czlowiek w swoim szalenstwie nie jest sam. pozdr
Ale kto będzie trzymał straż nad strażnikami?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 4 gości

Przeskocz do