Chorobliwa zazdrość w wielkiej miłości..

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Chorobliwa zazdrość w wielkiej miłości..

Avatar użytkownika
przez inny świat 03 sty 2011, 17:23
Nie wiem jak zacząć nigdy nie byłam dobra w pisaniu na forach i w otwieraniu się przed
innymi. Chciałam opisać mój problem, wiem, że samo napisanie o tym nic nie da i muszę
iść do psychologa..

Byłam z chłopakiem pół roku, mieszkaliśmy ze sobą kochaliśmy się bardzo. jednak ja prawie
przez cały ten czas byłam chorobliwie o niego zazdrosna. Nie panowałam nad tym
i na przykład mówiłam że jest świnią. Przez co on nie odzywał się do mnie nawet
tydzień.. Mieszkaliśmy razem, ale całymi dniami się mijaliśmy. Dla niego było tylko
czarna, albo tylko białe. Nie było nic po środku. Jeśli było źle między nami, pokłóciliśmy
się to jak chciałam go wieczorem przytulić w łóżku, powiedzieć że go kocham
to on był zimny jak głaz. Nagle robił się obcym człowiekiem.
Po kolejnym moim ataku zazdrości powiedział, że to koniec, ja myślałam wtedy, że
umrę.. zaczęłam płakać, błagać go, żeby ze mną został, on tylko siedział i mówił że
to koniec.. w końcu rzuciłam się na podłogę, trzymałam go za nogi leżąc na ziemi
i błagając żeby mnie nie opuszczał.. wtedy dał mi ostatnią szanse, powiedział też że jeśli to się powtórzy
to już naprawdę będzie koniec. Zgodziłam się. Po tym był inny niż wcześniej, musiałam
być uśmiechnięta cały czas, a jeśli nie byłam to on był zły.. bo uważał że nie mam
powodów do smucenia się (mam duże skłonności do smutku i melancholii). Oczywiście
nie dałam rady sprostać, to było coś błahego, o coś się zdenerwowałam i to był koniec.
POwiedział, że albo ja się wyprowadzę albo on. Załamałam się wtedy, bardzo to przeżywałam.
Zwłaszcza, że parę miesięcy wcześniej dał mi obrączkę, która miała symbolizować to
że chcę, żebym była jego żoną. Wyprowadziłam się, wróciłam do rodziców. Gdy opowiedziałam
mojej mamie o tym jak go błagałam na kolanach, żeby mnie nie zostawiał to powiedziała
że jej jej bardzo przykro, ale z tego powodu, że się tak poniżyłam. Powiedziałam to
przyjaciółce i powiedziała to samo. 'że żaden facet nie zasługuje na to, żeby się
przed nim tak poniżać'' JA nie wiem.. zrobiłam to co czułam, i wiem, że zrobiłabym
wtedy wszystko żeby został. Myślała tylko, że jeśli ktoś kogoś kocha to nawet
takie chorobliwe zazdrości można jakoś przetrzymać, ja wiem, że nie jestem bez winy
ale moim zdaniem on też miał wpływ na to, że było źle, z jego strony była to lekka
przemoc psychiczna, może i sobie nie zdawał z tego sprawy.. ale to wyglądało tak:

coś było nie tak, on przyszedł i mówił żebyśmy pogadali, siadał i miał kamienną
twarz, bez żądnych emocji, ja nie potrafiłam tak jak on.. moją obroną był albo płacz,
albo śmiech, który był tak naprawdę moją rozpaczą... ale częściej jednak płakałam
chowając się z jakąś książką która leżała obok. nie chciałam żeby widział jak płacze
wstydziłam się tego zwłaszcza gdy siedział jak skała i patrzył na mnie.. mówił zawszę
to samo ''spójrz mi w oczy'' jak mówiłam że nie mogę, bo byłam cała zasmarkana, zapłakana.
naprawdę nie mogłam, bo gdy patrzyłam na niego to cierpiałam jeszcze bardziej, to mówił
że to jest brak szacunku i żebym patrzyła na niego jak ze mną rozmawia.

Albo jak się kłóciliśmy.. czyli wyglądało to tak, że on miał podniesiony głos
a ja tylko płakałam, to bolało mnie też to że mówił do mnie: '' tylko tyle
potrafisz powiedzieć'' pamiętam że strasznie się też wkurzał jak mówiłam coś typu
''bo tak'' albo '' yyyy'' bo nie wiedziałam co powiedzieć. Pamiętam, że kiedy
tak mówił to czułam się zawsze jak niedokształcona idiotka..

Mówiłam mu wiele razy, że jestem zamknięta w sobie, że nikt nigdy ze mną nie rozmawiał,
ale to nie pomogło. on wciąż wymagał żebym na niego patrzyła, a nie robiłam tego
z pogardy tylko z tego że wiedziałam że jak spojrzę na niego to zacznę płakać.



Przyjaciele i rodzina sprawili, że wróciłam do żywych, była wiosna potem wakacje.
Było naprawdę dobrze, zapomniałam o nim i o tym, że mnie zostawił. (był pierwszą osobą
która mnie zostawiła i pierwszą którą tak kochałam, było też przywiązanie-wiadomo)

Przez całą wiosnę i lato nie mieliśmy żadnego kontaktu, nie widziałam go nigdzie,
nie interesowało mnie co robi, czasem tylko mi się coś przypomniało, ale szybko
mijało.

Potem zaczęło się od tego, że wysłał mi linka z muzyką na jakimś portalu. Olałam to
zupełnie. Myślę sobie czego on chcę, niech da mi spokój, najpierw mnie zostawia
w takim cierpieniu a potem jakby nigdy nic coś mi wysyła.

Przyszła jesień, zobaczyłam go na ulicy z autobusu, wspomnienia wróciły.
po paru dniach postanowiłam do niego napisać. Chciałam tylko zapytać co u niego,
minęło już wystarczająco dużo czasu że mogłam to zrobić swobodnie, bez bólu w sercu..

Pisaliśmy ze sobą po czym postanowiliśmy się spotkać, porozmawiać. Powiedział, że
cały ten czas mnie kochał i nie zapomniał o mnie, że nikogo nie miał, że chcę żebym
była jego żoną i matką jego dzieci..

Uwierzyłam mu i uczucie do niego odżyło.

Powiedział, że się zmienił, że nie będzie już nigdy tak jak wcześniej..
że woli, żyć ze mną i moją zazdrości niż beze mnie.

Ja też myślałam, że ta zazdrość i podejrzenia odeszły z moich myśli, jednak nie odeszły..

Jesteśmy razem około miesiąca, jest dużo lepiej, rozmawiamy ze sobą, ja mu mowie
o co jestem zazdrosna, ale to nie wystarcza.. czułam już co najmniej dwa razy
przez ten miesiąc, że prawie wybuchł.. ale się powstrzymał... to mnie niepokoi.
Niepokoi mnie też mój strach, moje podejrzenia, że na tych swoich wszystkich
portalach typu nasza klasa, czy facebook rozmawia z dziewczynami, ogląda ich nowo
dodane zdjęcia.. nie podoba mi się to. nie podoba mi się to, że na gg ma pełno
nicków dziewczyn.. po co je trzyma skoro z nimi już niby nie rozmawia? ja mam na gg
dokładnie parę osób. Naszej klasy nie mam nawet, bo po co mi niby? żeby się gapić na
czyjeś zdjęcia.

i co ja mam zrobić z moją zazdrością? czy ja jestem chora?

sprawdzam codziennie po parę razy jego profile, , patrze czy nie ma nowych komentarzy..
mam obawy, że jak gdzieś pójdziemy to się patrzy na inne dziewczyny, a jak już
sam jest to w ogóle z pewnością to robi.
jak się nie widzimy to myślę, że wchodzi na jakieś głupie strony..
nawet śni mi się to po nocach często :((

nie potrafię pokonać tego w sobie, wiem, też że to nie zniknie chociaż bardzo chcę.
Jak przychodzą te myśli to jest taki impuls sekunda.. biorę telefon i pisze mu
jakiegoś złego smsa..na przykład że jest kłamcą. nie myślę o niczym tylko o swojej
złości. Przez to wciąż wszystko się psuje.

Nie podobają mi się czasy w jakich żyjemy, wszędzie gdzie nie spojrzę widzę tylko
gołe baby, zdrady i portale zachęcające do tego! Jego koledzy też nie są świętoszkami
i wchodzą na tego typu strony bądź oglądają teledyski kipiące erotyzmem!

i co ja mam myśleć?? i jak się tu nie bać? Nie potrafię o tym nie myśleć. N-I-E P-O-T-R-A-F-I-Ę!

Zaznaczam również, że nie chodzi tu o moje niedowartościowanie. Jestem atrakcyjną
dziewczyną i jestem tego świadoma.

Do tego wszystkiego, jakby było mało mam pogłębiającą się depresję..
Powiedziałam mu, że ja nie chcę żeby on się ze mną męczył, bo mam coś z głową i tego nie da się ukryć,
że skończę ze sobą, bo nie mogę się odnaleźć na tym świecie. . a on powiedział że mi tego nie wybaczy, że mam jego.
Kocham go, a on mnie, a mimo to, nie potrafię się cieszyć tym co jest.


Chciałam dodać jeszcze, że mój chłopak jest wzorem do naśladowania, nie robi nic co mogłoby zaniepokoić, pisze do mnie mnóstwo smsów jak jest w pracy, dzwoni jak się nie widzimy, stara mi się wszystko zapewnić, mówi, że wszystko dla mnie zrobi.
Teraz kiedy dałam mu drugą szansę naprawdę się zmienił i jest dobrym człowiekiem,wiem jak bardzo mnie kocha i że mnie nie zdradzi. Pięknie spędzamy razem weekend, jest cudownie, jestem szczęśliwa jak nigdy.. wracam do domu i wszystko pryska! Jedna zła myśl w mojej głowie psuję wszystko..

Jak przychodzą te myśli to robi mi się też ciężko na sercu, trudno mi złapać oddech, robi mi się gorąco.

Niedługo mój chłopak wyjeżdza na trzy tygodnie(musi). Jak się o tym dowiedziałam to prawie nie zemdlałam. Słabo mi się zrobiło czuje się fatalnie, po prostu sobie nie poradzę jak on tyle będzie z dala ode mnie.. Mój chłopak wie o tym wszystkim o czym tu teraz napisałam, kupił mi dzisiaj tabletki uspokajające i powiedział że będzie dzwonił dwa razy dziennie. ale to nic nie da wiem to..

Już mam złe myśli, nie dają mi spokoju, wczoraj nie mogłam spać. Myślę, na przykład o tym, że będą tam wieczorami siedzieć i oglądać głupie filmy w internecie, pić i gdzieś chodzić po mieście gapiąc się na dziewczyny! ;(((((((((( Znów mnie serce boli :(


Mam też takie coś, że gdziekolwiek nie wejdę na jakąś stronę w internecie i widzę jakąś ładną kobietę to znów jest rozpacz,złość, smutek, gniew na ten cholerny świat!!


Nie wiem co mam robić....
''Gdybym mogła,
Gdybym tak mogła
Wydrzeć sobie serce
I odrzucić serce
I być bez serca,
Byłoby mi lepiej,
Dużo lepiej,
Byłoby najlepiej,
Chociaż nie wiem, nie wiem...''
Avatar użytkownika
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
03 sty 2011, 12:42

Re: Chorobliwa zazdrość w wielkiej miłości..

Avatar użytkownika
przez miserable 03 sty 2011, 18:28
Hej kochana, czytam ten twoj post z drzeniem serca i tak wiele podobnych emocji we mnie jest lub bylo ze pragne ci powiedziec ze napewno nie jestes sama ...Ja takze prawie zniszczylam swoj zwiazek, naszczescie w pore sie otrzasnelam poszlam do lekarza po leki i widze juz lekka poprawe... moze nie jest to jak u ciebie zazdrosc ,poniewaz nie o to u mnie chodzilo a o depresje oraz wszystkie zle uczucia nastroje i leki ktore ona powoduje. JA podchodze do tego jako choroby... takie zachowania jakie opisujesz znajduje rowniez u siebie ... a tlumacze je prosto...moj mozg poprostu nie wspolpracuje ze mna i przestal produkowac seratonine(hormonu ktorego brak powoduje depresje) , ale ja nie pozwole temu zniszczyc mojego zycia . W przyszlym tygodniu zaczynam tez terapie i ma nadzieje ze uda mi sie dotrzec do zrodla swoich lekow,problemow i probowac cos zmienic... Nie czuj sie samotna ,jesli potrzebujesz jakiegokolwiec wsparcia wal jak w ogien ! nie jestes sama!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
02 sty 2011, 15:59

Re: Chorobliwa zazdrość w wielkiej miłości..

Avatar użytkownika
przez Tajemniczy Pan 03 sty 2011, 21:06
Nie podobają mi się czasy w jakich żyjemy, wszędzie gdzie nie spojrzę widzę tylko
gołe baby, zdrady i portale zachęcające do tego! Jego koledzy też nie są świętoszkami
i wchodzą na tego typu strony bądź oglądają teledyski kipiące erotyzmem!


Mam też takie coś, że gdziekolwiek nie wejdę na jakąś stronę w internecie i widzę jakąś ładną kobietę to znów jest rozpacz,złość, smutek, gniew na ten cholerny świat!!


Boże...takiej dziewczyny jak Ty to ze świecą szukać :D Szanse na znalazienie takiej drugiej są mniejsze niż wygranie totolotka w Chinach xD
Fragmenty które zacytowałem bardzo dobrze opisują również i moją sytuację.

Podziwiam Cię, że mimo swoich myśli potrafisz żyć z chłopakiem. Wiem jakie to musi być trudne, Ja już jedną taką "walkę" przegrałem...właściwie dwie i myśle, że nie tak prędko spróbuję ponownie.

Coż...jeżeli ten chłopak poświęca Ci mnóstwo czasu i w ogóle czujesz, że Cię bardzo kocha to musisz walczyć z tymi wszystkimi myślami. Myślę, że wizyta u psychologa była by dobra tak jak już wspomniałaś na początku tematu.

Pozdrawiam i życzę powodzenia :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
174
Dołączył(a)
20 paź 2010, 17:37

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Chorobliwa zazdrość w wielkiej miłości..

Avatar użytkownika
przez inny świat 03 sty 2011, 21:20
Tajemniczy Pan Dziękuję Ci, to mi dodało otuchy, naprawdę. Chcę walczyć, dlatego pójdę do psychologa, mam nadzieję, że on mi pomoże..
''Gdybym mogła,
Gdybym tak mogła
Wydrzeć sobie serce
I odrzucić serce
I być bez serca,
Byłoby mi lepiej,
Dużo lepiej,
Byłoby najlepiej,
Chociaż nie wiem, nie wiem...''
Avatar użytkownika
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
03 sty 2011, 12:42

Re: Chorobliwa zazdrość w wielkiej miłości..

Avatar użytkownika
przez miserable 03 sty 2011, 22:39
powodzenia kochana , jakbys czegos potrzebowala to tu jestem ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
02 sty 2011, 15:59

Re: Chorobliwa zazdrość w wielkiej miłości..

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 03 sty 2011, 22:55
w końcu rzuciłam się na podłogę, trzymałam go za nogi leżąc na ziemi
i błagając żeby mnie nie opuszczał.

EE sorry ale Ty chyba nie szanujesz samej siebie..taka drobna refleksja
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Chorobliwa zazdrość w wielkiej miłości..

Avatar użytkownika
przez miserable 03 sty 2011, 22:59
EE sorry ale Ty chyba nie szanujesz samej siebie..taka drobna refleksja[/quote]

nie tobie to oceniac! gdzie jest milosc i silne emocje tam nie ma granic w zachowaniu.... zachowaj swoje refleksje dla siebie!!!!!!!!!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
02 sty 2011, 15:59

Re: Chorobliwa zazdrość w wielkiej miłości..

Avatar użytkownika
przez inny świat 04 sty 2011, 00:13
miserable powiedziała wszystko. dziękuję kochana.
''Gdybym mogła,
Gdybym tak mogła
Wydrzeć sobie serce
I odrzucić serce
I być bez serca,
Byłoby mi lepiej,
Dużo lepiej,
Byłoby najlepiej,
Chociaż nie wiem, nie wiem...''
Avatar użytkownika
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
03 sty 2011, 12:42

Re: Chorobliwa zazdrość w wielkiej miłości..

Avatar użytkownika
przez GG7 04 sty 2011, 00:27

gdzie jest milosc i silne emocje tam nie ma granic w zachowaniu....


Zgodziłbym się z tym. Do inny świat: , też sądzę , że powinnaś iść do lekarza i życzę ogólnie ustabilizowania i Powodzenia
Rexetin+Trittico+Oxazepam+Miansec // i czasem C2H5-OH ..."idę" -powoli chyba ..? w stronę prostej ,byle bym szybko nie dotarł do jej kresu."NFZ" - Nichilistyczna Filozofia ZBRODNI - Poszargana/poszarpana wielowątkowość wewnętrzna powoli dobija/zabija.. qrv. 104 kg :( /67"
Avatar użytkownika
GG7
Offline
Posty
376
Dołączył(a)
30 gru 2010, 08:06
Lokalizacja
SK-KR 60%-40%

Re: Chorobliwa zazdrość w wielkiej miłości..

Avatar użytkownika
przez agusiaww 04 sty 2011, 09:32
inny świat, jestes dziewczyna ktora sie uzalenia od faceta, to nie jest normalne zachowanie i trzeba koniecznie isc do psychologa.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Chorobliwa zazdrość w wielkiej miłości..

przez silvia 09 lut 2011, 18:08
przeczytałam to i poczułam się jakbym to ja napisała... doskonale Cie rozumiem. U mnie rozpadł się przez to związek, były powroty, rozchodzenia i powroty (ale to nie jedyny powod). Staraj się myśleć inaczej, że on jest Twój, że jest z Tobą, że na Ciebie patrzy, fascynuje się, dotyka, przytula, ciesz się tym i pomysl o tym, że przez cał ten czas nie był z nikim! Jesteś szczęściara! Kiedys usłyszałam dobry tekst "(...) to tak jak walenie konia mając dziewczyne" (sory za obraze) ale taka prawda. Zafunduj mu coś, jakiś fajny wieczór, w związku łatwo o rutynę, a faceci to tylko faceci (nie wierze ze to pisz, nienawidze tego stwierdzenia, to tak jakby mozna im wszystko wybaczyc) no ale nie wazne. Oni jak patrza na laski w internecie to patrza innym wzrokiem niż my, wyłączy tą strone i za minute zapomni jaka ona miała twarz. Oni są prości, a my podchodzimy do tego zbyt emocjonalnie. Ja wiem, ja Cie rozumiem, bo samej mi było ciężko. Ale uwierz, że jak "zajmiesz się" swoim facetem to on nie bedzie potrzebował tego wszystkiego. Głowa do góry, skupiaj się na tym co dobre, jestes z nim! A on o Ciebie walczy.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
09 lut 2011, 11:48

Chorobliwa zazdrość w wielkiej miłości..

Avatar użytkownika
przez mała_mi 10 lut 2011, 15:17
inny świat napisał(a): (...) najpierw mnie zostawia w takim cierpieniu (..)
:lol: :lol: :lol:

Post długi i płaczliwy, a jednak można się było ubawić do łez.

Aż dziw bierze, że facet znów postanowił się związać z taką cierpiętnicą, która w perfidny sposób wykorzystuje emocje, żeby go utrzymać przy sobie, choćby wyrzutami sumienia.
Twoje tarzanie się po podłodze to nic innego, jak szantaż emocjonalny.


Przeszkadzają Ci jego liczne znajomości, bo pewnie sama do osób towarzyskich nie należysz.
Bo - jak na emocjonalnego terrorystę przystało - podświadomie starasz się ograniczyć ilość świadków i osób, które będą w stanie powiedzieć Twojemu partnerowi "zostaw, to psychopatka".


Itd itp.
Znajdź dobrego psychiatrę, który przepisze jakieś stabilizatory nastroju, albo -jeszcze prościej - zacznij od zbadania poziomu hormonów.

I zanim wyślesz kolejnego podłego smsa do swojego chłopaka, czy zrobisz mu awanturę o to, ze powiedział "cześć" 70-letniej sąsiadce, pomyśl sobie, że to Ty masz nierówno pod sufitem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
03 lis 2010, 12:27

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do