Rodzice?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez miniSD 21 kwi 2010, 21:24
Ojj leki, leki nie od psychiatry. Moja muti planuje mi sama je kupić, jak ona to mówi 'ziołowe z apteki' :mrgreen:
"Moje marzenia nie leżą w przyszłości, moje marzenia to przeszłość... tylko o niej śnię"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
160
Dołączył(a)
26 mar 2010, 21:40

Re: Rodzice?

przez aga25 27 cze 2010, 13:52
Poczytaj Alice Miller - Bunt ciała
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Re: Rodzice?

przez spiacanastojaco 07 lip 2010, 08:59
Cóż, rodzice są różni.
Trochę dziwi mnie fakt, że jesteście pełnoletni i do tego takie nakazy.
Ja pomimo wieku wcześniejszych problemów (autoagresja, próby samobójcze, anoreksja..) w wieku 16 lat wyprowadziłam się z domu.
Z chodzeniem do psychologa i psychiatry też nie było namawiania (tzn. z mojej strony), bo zrobiła to szkoła i to bez mojej zgody.
Nigdy nie układało mi się z mamą jakoś świetnie.
Moje pobyty w szpitalu Nas zbliżały, ale mnie to wcale nie cieszyło.
Kiedy się wyprowadziłam wszystko na nowo zaczęło się walić.
I wali do dziś.
Wiecie co chcę Wam przez to powiedzieć :?:
Rodzice Was kochają! Poprzez taki "rygor" ukazują wielką miłość, martwią się na każdym kroku! Jesteście ich oczkiem w głowie i choćby nie wiadomo co się potem działo- staną za Wami murem!
Pozwalanie na wszystko, róbcochcesz wcale nie jest takie fajne, serio.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
06 lip 2010, 22:58
Lokalizacja
Poznań

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez miniSD 27 lip 2010, 23:54
A jeśli chciałbym po prostu pójść się przejść? To dlaczego wychodzi z tego kłótnia?
"Moje marzenia nie leżą w przyszłości, moje marzenia to przeszłość... tylko o niej śnię"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
160
Dołączył(a)
26 mar 2010, 21:40

Re: Rodzice?

przez Gunia86 10 sie 2010, 14:55
odpisuje w tym wątku bo okolicznosci inne ale odczucia wewnetrzne gdy czytam to jakbym czytala o sobie, mam nadzieje ze ktos to przeczyta.
To będzie długa i bardzo osobista historia.
Jestem jedynaczką, wychowałam się bez ojca, mieszkając w domu z mamą i babcią. Babcia mnie praktycznie wychowała. Byłam bardzo chorowitym dzieckiem więc poświęciła dla mnie praktycznie całe swoje życie aby mnie wychować, leczyć, wyprowadzić na ludzi.
Brzmi tak utopijnie wręcz... Moja babcia jest jedną z nielicznych osób, które podświadomie potrafią doprowadzić kogoś do skraju załamania nerwowego. Jest osobą która baardzo dużo w życiu przeszła, od nowotworu po męza pijaka i na opiece nad bardzo chorą matką i długoletniej nerwicy kończąc. No ale może od początku.
Zawsze była osobą despotyczną, tyranką, taka jest z charakteru, pewnie też i ciężkie zycie ją tego nauczyło, zawsze musi postawić na swoim, zawsze ma rację, jest najmądrzejsza, najwięcej w zyciu przeszła itp itd. Im jest starsza tym właściwie jest gorsza, manipulację i szantaż emocjonalny ma opanowany do perfekcji, jest baaardzo nerwowa i bardzo wiele przykrych i bolesnych słow w nerwach już od niej usłyszałam. Muszę też zaznaczyć że moja mama jest samotna, nie ma nikogo i praktycznie całe swoje życie żyje z ta kobietą pod jednym dachem nie raz będąc upokarzana i krytykowaną. Żyłam w tym domu i jakoś zawsze sobie potrafiłam radzić z jej despotyzmem i nerwowością, olewając to trochę, zdobywając się na kompromisy a nawet i poświęcenia dla swiętego spokoju, jednak rok temu coś we mnie pękło. Na codzień mieszkam w moi miescie studeckim, skonczylam w zeszlym roku licencjat, chcialam póki co porzucić studia, zamieszkać z moim M, ułożyć sobie życie na własną kieszeń, bez wsparcia finansowego ze strony domu, odciąć się, bo syndom opuszczonego gniazda dopadł moją babcię i za wszelką cenę chciała mnie w tym gnieździe pozostawić. Jednak próbując z nią o tym porozmawiać doszło do okropnej kłotni, padły słowa "albo robisz mgr albo nie pokazuj się wiecej w tym domu", dodam że moja babcia nienawidzi mojego chlopaka i krytykuje praktycznie kazda rzecz jaką on powie czy zrobi. Poszłam im na rękę, pomyślałam że zrobię jeszcze te studia, dwa lata wytrzymam, a potem ułozę sobie zycie, nie chciałam palić za sobą mostów, w koncu w tym domu jest moja mama ktorą bardzo kocham ktora mi nigdy złego słowa nie powiedziala i ktora praktycznie cale zycie poswiecila pracy aby moc mnie utrzymywać na studiach i w ogóle, jest bardzo dobrą jednak "zdeptaną" przez despotyzm mojej babci kobietą.
Potem przyszły wakacje (caly czas mowa o zeszłym roku) a ja obserwując jak to wszystkie koleżanki dookoła układają sobie zycie a moje zycie od zawsze jest pod dyktando ambicji babci załamałam się psychicznie. Pomogła mi moja przyjaciółka, psycholog, jakos przetrwać wakacje w domu dopóki nie powróciłam na studia, ale było ciężko, nie wdając sie w szczególy powiem tylko ze dopadła mnie nerwica lękowa i zaczątki depresji. Nie chciałam by ktoś w domu o tym wiedział wiec udawałam ze jest ok a w srodku w duszy i w zaciszu swojego pokoju przechodzilam przez tortury. Ale wytrzymałam, moj M mnie wspierał, dalam radę. Przez caly kolejny rok moja babcia troszkę podupadła na zdrowiu, przeszła operację kolana, operację oka, ciezką chorobę gastrologiczną do tego stan przedzawałowy i nadciśnienie. Mimo iż się bardzo zarzekałam że nie wrócę juz do domu na wakacje, to wrocilam bo chcialam byc przy niej i pomóc jej w obowiązkach domowych w tym ciezkim okresie zdrowotnym. Wszystko bylo ok do wczoraj, wczoraj bardzo się pokłociłysmy, wlasciwie o pierdołę, jak zawsze i tak od slowa do slowa padły bardzo brzydkie i niemile rzeczy. Od osoby która mnie wychowała usłyszałam, że jestem dziwką, że mnie nienawidzi, że ją do grobu wpędzę, że mam wypier...lać i różne inne rzeczy nie obyło się bez krytyki mojego chłopaka, mnie, tego ze lubię jego rodziców a oni mnie (to ją tak okropnie boli ze nie moze sobie z tym poradzic kobieta), ze znim sypiam i mnostwo innych rzeczy. Ja w nerwach powiedzialam o wiele rzeczy za dużo, wykrzyczalam jej ze przez nią się musiałam leczyć u psychologa, potem powiedzialam ze to nie prawda i ze sobie to zmyslilam w nerwach, zeby nie musieć się z tego tłumaczyć ale to i tak był gwóźdź do trumny. powiedzialam jeszcze wiele rzeczy za duzo w nerwach i doprowadzilam ją do napadu furii nerwowej, gryzłam się w język tyle lat i wybuchłam, czego bardzo załuję ale czasu nie cofnę, dzisiaj rano wlasciwie tez uslyszalam ze jestem dziwką, ze niszczę jej zdrowie, ze ona sie dla mnie tak poświęciła a ja jestem niewdzięczna, perfidna, okrutna, ze mnie nienawidzi, ze nie dostanę juz ani grosza na studia itp...
Bolące słowa bardzo, ale przywykłam, na prawdę, bo ona taka już jest. Jest takim czlowiekiem i nic juz nigdy tego nie zmieni, a ja jej wiele zawdzieczam i wiem ze mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej. Tylko że o ile moja mama to cierpliwie znosi ja nie jestem w stanie zostać w tym domu po tym co usłyszałam, po tym co obie sobie powiedziałyśmy.
Mam do kogo iść, mam za co się wyprowadzić, mogę znaleźć pracę i jakoś bym sobie poradziła ten ostatni rok studiów, ale to by oznaczało spalenie mostów, wszelkich a ja nie mam serca tego zrobić, zwłaszcza że jeśli przeze mnie babcia... wiadomo co... bo nerwy ją wykończą... to sobie tego nigdy nie wybaczę to raz a dwa że nie chcę tego robić mojej mamie...
Mama mi radzi abym poczekała chociaż do konca miesiaca, ze tydzien dwa i jej przejdzie ta złość po naszej kłotni, że wtedy na spokojnie wyjadę szukać pracy i dokonczyc studia... ze mam dac jej czas i sobie na ochłonięcie...
A ja wlasnie jestem spakowana i patrze od godziny na tą walizkę i nie wiem czy podjąć ten decydujący krok i zacząc w koncu zyc tak jak chcę... czy poczekać z tym...? bo i tak wyjadę, bo studia... i tak bede szukać pracy, bo muszę dorobić, zawsze dorabiam... tylko czy poczekać z tym i zrobić to pokojowo, czy pier...olić wszystko i wyjsc z domu w tym momencie? mając swiadomosc ze to oznacza brak powrotu, bo babcia by mi tego nie wybaczyla nigdy...

Sytuacja jest chora, patologia taka.. wiem... ale ja juz sama nie wiem co mam robić :( tęsknię za M, za moim zyciem ktorego tu do konca wakacji juz miec nie bede bo ona mi je skutecznie bedzie utrudniac, wypominac, zloscic sie, wyzywac... taka jest... a z drugiej strony nie potrafię złamać jej serca bo wiem ze przemawia przez nią stary i schorowany umysł a kiedys taka nie byla...wychowala mnie i zapewnila mi godne warunki zyciowe... nie mogę być taka niewdzięczna...
Co o tym myslicie?
Prosze tylko o konstruktywne wypowiedzi i docencie moja szczerosc...

P.S. Najgorsze w tym wszystkim sa jej szantaże emocjonalne i wjezdzanie mi na ambicję, że jestem niewdzieczna, ze ona mnie wychowala tyle jej zawdzieczam (to prawda akurat jest) i powinnam miec do niej szacunek, tylko ona uwaza ze szacunek = bezwzgledne posluszenstwo, przynajmniej dopóki mieszkam pod jej dachem i dopóki pomaga mi finansowo, a kiedy nadszedł ten moment że chciałam zacząc własne zycie, pojsc do pracy to dostalam ten bezwzględny warunek: albo idę dalej na studia albo ona mnie nie chce widziec wiecej w swoim domu... I to jest paradoksem, bo zawsze pierwotnym powodem takich szantazy jest jej troska o mnie (w tym przypadku chce mi dac dobre wyksztalcenie) i ja to rozumiem dlatego zawsze jej ulegalam... czasami tez dla swietego spokoju... to się nazywa toksyczna rodzina niestety...
A jak jestem na studiach i przyjezdzam powiedzmy na swieta czy czasem na weekendy to jestesmy rodziną jak z obrazka... heh... wszyscy rozmawiają, smieją się i w ogole...
Gunia86
Offline

Re: Rodzice?

przez princeska 26 sie 2010, 11:01
Witaj Gunia86

Mam podobny problem z rodzina jak Ty. Nawet nie podobny, ale taki sam. Myslalam, ze to moja rodzina jest "jedyna w swoim rodzaju", ale naszczescie sie pomylilam...tak samo jak Tobie mi też jest ciężko tak żyć. Dzięki Twojemu postowi dowiedzialam się bardzo duzo o swojej babci i mamie. Nie powiem przerazilo mnie to. Czasem mam wrażenie, że to juz koniec ze nie dam rady dluzej walczyc o siebie, o swoje wlasne zdanie, swoje "ja". Jestem ciekawa jak sobie radzisz w codziennym życiu; mialaś jakieś zalamania nerwowe typu depresja, stany lękowe czy proba samobójcza? Ja niestety przechodzilam(moze dalej przechodze) takie peryturbacje. Przez to wszystko czuje się naprawde nieszczesliwa: chcialabym uciec z mojego domu od tych toksycznych kobiet, ale jestem jeszcze za mloda aby moc samej decydowac o sobie. Niewiem jakie są Twoje odczucia, ale mi by bardzo zależalo na rozmowie z Toba...mysle ze mamy podobne doswiadczenia, może udaloby sie nam nawiazac kontakt mailowy?

Pozdrawiam serdecznie

Prineceska
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 sie 2010, 10:44

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez miniSD 28 sie 2010, 00:43
Czy istnieje jakiś domowy sposób na to aby od uzależnić się od własnych rodziców? Bo czasami zastanawiam się nad tym czy problemem są oni czy przypadkiem nie ja sam.

Czy to właściwie nie jest moja wina, że dałem się zmanipulować?
A może to nie jest manipulacja?
Może po prostu sam prowokuje takie sytuację?
Może chcę abym był kontrolowany?
Może po prostu jestem zbyt wygodny?
Może boję się usamodzielnienia?
Może...
Może...
Może...
....

Z jednej strony, chciałbym być "wolny" ale z drugiej boje się tej wolności.
Tyle pytań a nie potrafię na żadne z nich odpowiedzieć.

Straciłem już wszystko co można było stracić. Została mi tylko pustka, którą próbuję napełnić, próbuję, ale... ale co?
Jak kopnąć się w dupę aby coś zmienić we własnym życiu?
Mam powód żeby coś zmienić. Nie chce stracić tego powodu.
Będąc dzisiaj z moim 'powodem' nie czułem tego co teraz, czułem, że muszę coś zmienić. Ale /cenzura/ jak?!
A może ja boję się zmian?


/cenzura/ mać. Nic już nie rozumiem.
"Moje marzenia nie leżą w przyszłości, moje marzenia to przeszłość... tylko o niej śnię"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
160
Dołączył(a)
26 mar 2010, 21:40

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez linka 28 sie 2010, 17:08
miniSD, nom, domowy sposób żeby się uniezależnić od rodziców to znaleźć pracę i się wyprowadzić - innej opcji nie ma.....
Ty w końcu byłeś u psychiatry? U psychologa?
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez miniSD 28 sie 2010, 18:23
Jeszcze nie. Chyba moje lenistwo się odzywa albo to, że cała poradnia jest w innym mieście. Co do pracy, jestem w trakcie szukania, może coś z tego będzie bo mam ładne CV ;)
"Moje marzenia nie leżą w przyszłości, moje marzenia to przeszłość... tylko o niej śnię"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
160
Dołączył(a)
26 mar 2010, 21:40

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez linka 28 sie 2010, 18:29
miniSD, no to wybacz ale chyba podoba ci się taki stan nic nie robienia i marudzenia.......nie dziwota, ze nikt tego w domu na serio nie traktuje....skoro tylko marudzisz a nic z tym nie robisz........nie szkoda ci życia?
Nie wolałbyś teraz się bawić, szaleć itd?
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez miniSD 28 sie 2010, 18:38
Dziwne, ale nie jesteś pierwszą osobą, która uważa, że marudzę :mrgreen:
Szaleć nie lubię, kiedyś tak szalałem, że prawie tragicznie się skończyła moja zabawa. Bawić? Bawię się, ale bawienie równa się z paranoicznym lękiem, że odezwie się moja smycz (telefon) i stare zadzwonią - "gdzie jesteś?" "poco?" "z kim?" "dlaczego?" A prawdy im nie mogę powiedzieć. Czy mi szkoda życia? Czasami tak, ale najlepsze lata już za mną.
Ale powoli zaczynam wszystko zmieniać, póki co bez psychologa, psychiatry, ale i tak musiałbym pójść.
"Moje marzenia nie leżą w przyszłości, moje marzenia to przeszłość... tylko o niej śnię"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
160
Dołączył(a)
26 mar 2010, 21:40

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez 19Marcin87 19 wrz 2010, 22:18
Mam takie pytanie.Czy choroby psychiczne mogą być przekazane genetycznie?Choruję na nerwicę.Niedawno dowiedziałem się od swojej matki,że gdy jeszcze chodziła z moim ojcem to on leczył się u psychiatry(nie wiem na co) i przerwał leczenie.
www.szalikipolska.pl.tl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3408
Dołączył(a)
16 wrz 2010, 22:30

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez linka 19 wrz 2010, 22:38
19Marcin87, raczej nie chodzi o to, że są przekazywane genetycznie....tylko o to, że rodzice wychowując dziecko mogą poprzez swoje zaburzone zachowanie wpajać mu niezdrowe wzorce.
Jednakże nie koniecznie........
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Rodzice?

przez eufrozyna 20 wrz 2010, 09:25
19Marcin87,

Choroba może powstać pod wpływem czynników genetycznych, warunków środowiskowych i procesów neurobiologicznych, na ogół jest to mieszanka tych czynników. W przypadku zaburzeń nerwicowych jest to mix czynników biologicznych, przeżyć traumatycznych i dziedzicznych cech wrodzonych. Nerwica sama w sobie nie jest dziedziczna, za to cechy które mogą nas do niej predysponować są już dziedziczne. Tak też podobno jest z innymi zaburzeniami / chorobami psychicznymi – tzn. nie są one dziedziczne same w sobie. Mówi się jedynie o dziedziczeniu pewnych predyspozycji do reakcji na stres w pewien określony sposób (w sposób, który do takiej choroby może doprowadzić).

To wszystko jest również związane z tym co linka napisała: ze wzorcami i zachowaniami jakie nam się wpaja od najmłodszych lat. Jeżeli wpojono nam złe wzorce, a nasz organizm jest mało odporny na stres to nerwica bądź inne zaburzenie gotowe.

Tutaj jest napisane krótko i zwięźle o przyczynach chorób psychicznych http://www.odnalezcsiebie.pl/przew.asp?por=4
eufrozyna
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do