Samotność w związku. Jak sobie radzić?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

kolejna samotna w związku

przez Hortensja 09 sty 2010, 16:21
Przeczytałam Wasze wszystkie tu posty i niestety u mnie też jest coś takiego jak samotność w związku...
Facet z którym jestem od ponad 5 lat zachowuje się często tak jak by nie rozumiał całkowicie moich uczuć.
Jeżeli mówię mu że mnie coś boli to odbiera to jako atak, wyrzuty i zrzędzenie. Dodatkowo jest człowiekiem upartym, zawziętym, często musi być tak jak o chce, i jak powiesz że nie, to się obraża, potrafi nie odzywać miesiąc, albo nawet dwa...( ma to po swojej mamie)
I właśnie teraz mamy ten okres nieodzywania się bo on sobie tak właśnie życzy... Mało tego kazał mi to uszanować jeśli mamy się kiedykolwiek porozumieć. I właśnie ten brak możliwości dojścia do niego i natychmiastowego z nim porozumienia się mnie przygnębia bardzo, często tracę całkowitą witalność do życia, spada mi poziom radości... A najgorsze są dni kiedy jesteś sama w domu wtedy potrafię płakać kilka godzin, aż zasypiam zmęczona z płaczu.
Dlaczego czuję się samotna? Bo nie potrafię przekazać swojemu facetowi co mnie np. rani czy co mi się nie podoba. Każde moje nie on nie przyjmuje do siebie. Mało tego jeśli ja mu powiem nie to on potrafi być bardzo oburzony i zdegustowany, ale on swoje nie może mi powiedzieć o każdej porze. Czuje się czasem jak jego kukiełka sterowana jego myśleniem. Ponad to zawsze co robiłam robiłam dla niego, często zatracając siebie w tym. Wiem że to mój błąd bo za bardzo go nauczyłam tego że z mojej miłości ma ode mnie wszystko. Ale to przez moje głupie myślenie, że jak będę się starała to będziemy szczęśliwi. A on w ostatnim czasie paskudnie zaczął wykorzystywać moje uczucia. W tamtym roku mieliśmy kryzys, rozstaliśmy się.. Ton on do mnie wrócił, całkowicie zmieniony wręcz idealny, chyba za szybko go przyjęłam... Ponad pół roku było idealnie. Był w każdym momencie mojego życia, troszczył się... Czułam się jak w bajce. Nasze rozstanie głównie spowodowane było jego kolegami, dla których mógł by zrobić wszystko... Po pół roku, znów przyszło to samo, znów mnie zaczął zostawiać dla kolegów, przestał, dzwonić, pisać, coraz mniej przychodzić do mnie, by spędzać czas z kolegami.. Ja czekałam spokojnie a on w tym czasie szalał z nimi. Nigdy nie chciałam mu zabierać kolegów, nigdy nic mu nie zabraniałam, ale jak już poczułam że całkowicie niknie pękło coś we mnie... Zaczęłam znów mu mówić co mnie boli, pytać czemu tak jest....Wiecie co on zrobił? Nie nie zmienił się, tylko właśnie powiedział że ciągle mam wyrzuty i ciągle mi coś nie pasuje... Jest całkowicie głuchy i ślepy na moje uczucia. A ja czasami nie mogę w to wszystko uwierzyć, że osoba którą tak kocham ma dwie twarze. Czasami twarz jest idealna pełna poświęcenia mi, a czasami ślepa na to co ja czuję. Tak to się po prostu nazywa egoizm. Ponad to jest właśnie jeszcze jeden problem ostatnio mi powiedział że ma we mnie 100% pewności, bo ja tak na prawdę nigdy nie odeszłam... Wiem że jest w tym dużo mojej winy bo to ja musiałam nauczyć go tej pewności. Teraz zastanawiam się co ja mam zrobić? Niby już ponad tydzień się ze sobą nie odzywamy, ale kusi mnie cokolwiek do niego napisać.. Nienawidzę tego jego milczenia, tego braku dojścia do porozumienia i zakończenia tego. By życia dalej szczęśliwie.... Myślicie że jest coś w stanie to zmienić? Wiem że dobrym rozwiązaniem jest też po prostu pokazanie mu że nie ma we mnie 100% pewności.. Dla tego obiecywałam sobie że jak odezwie się to ja też będę obojętna, tylko to też jest taka zabawa w kotka i myszkę... Powiem Wa coś jeszcze, że nie tylko traktuje mnie czasami traktuje jak wroga, ale też tak traktuje swoich rodziców. Jak sie ktoś o niego martwi, i zwraca mu uwagę, to on się obraża i traktuje to jako atak. Wiem że to jest dziwne strasznie dziwne.. I właśnie tak zostałam z tym wszystkim sama... Pomagają mi jego rodzice, ale przecież z nimi nie będę żyła tylko z nim. ? Myślicie że jest coś w stanie to zmienić.....? :(
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
09 sty 2010, 14:23

Re: kolejna samotna w związku

Avatar użytkownika
przez *Monika* 09 sty 2010, 16:40
Hortensjo

Mowi sie,ze wina zawsze lezy posrodku. Tylko faktem jest,ze Ty sobie zaczynasz zdawac sprawe z niektorch rzeczy, zachowan w zwiazku, widzisz swoje bledy i umiesz sie do nich przyznac. W przeciwienstwie do swojego chlopaka martwisz sie.
Nie wiem co Ci doradzic. Mowisz,ze go kochasz. Milosc polega na czyms innym w jego odczuciu najwyrazniej. Napewno chodzi tu o kompromis. On mowi "nie", i Ty sie musisz dostosowac. Dlaczego to robisz? Lekasz sie,ze jeśli on nie bedzie zadowolony to co? zostawi Cie? Zadaj sobie prosze to pytanie.......umialabys bez niego zyc? do czego on Ci jest potrzebny?Czy czujesz sie komfortowo w tym zwiazku? A moze jestes uzalezniona od niego?
Jemu jest wygodnie ...ma 100% pewnosc. A Ty? Masz 100% pewnosc,ze on sie zmieni?w stosunku do Ciebie?
Moja rada...zadbaj o siebie, o nic sie nie obwiniaj, czlowiek ma prawo do bledu. Bedzie to trudne, ale musisz byc stanowcza. Nie rob pierwszego kroku.Nie uzalezniaj sie od niego

Nie wiem ile masz lat........
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: kolejna samotna w związku

przez Hortensja 09 sty 2010, 16:53
Mam 23 lata On też.
Może u nas chodzi też o to że ja już dojrzałam a on jeszcze czasami się gubi z ta dojrzałością.. ? Zwłaszcza że ma strasznie niestabilnych jeszcze kolegów, którzy mam wrażenie że mu mówią że jest ze mną ograniczony...
Dziękuję Ci za odpowiedź Moniko... Tez mi już klik osób radziło bym zbadała o siebie, właśnie to robię :)
Jeśli chodzi o życie z nim szczerze, nie chodzi o Uzależnienie, bo ja go naprawdę strasznie kocham. Jak jest między nami idealnie po prostu zachowujemy się jak byśmy się co dopiero poznali, mogę mieć napisane na czole że strasznie go kocham.. Z jego strony jest to samo. Tylko chodzi właśnie o to niknięcie jego.. wtedy ja staram się wytłumaczyć że mnie to boli a on... jak by nic nie rozumiał... Szczerze ostatnio jak się pokłóciliśmy, napisał mi że strasznie chce naszej stabilizacji... wtedy ja mu napisałam co musi zrozumieć i co mnie boli, on to odebrał jako wyrzuty i powiedział że chce ciszy...
Myślicie że to może kwestia dojrzałości? Że kiedyś zrozumie wszystko... ? Właśnie nie mam tych 100% że się zmieni.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
09 sty 2010, 14:23

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez paradoksy 09 sty 2010, 17:36
Hortensja, to co opisujesz brzmi jak jednostronny związek, jakby jaśnie pan był z Tobą dla łaski :roll: co to za związek, kiedy ktoś nie potrafi pójść na kompromis, kiedy się wiecznie obraża, a Ty przez niego płaczesz? nie wiem jak można z taką osobą 5 lat wytrzymać :shock: przecież Ty się dziewczyno przez niego tylko ciągle męczysz i zadręczasz!
zastanów się dobrze, jakie są plusy i minusy waszego 'związku' (sorry, ale to dla mnie związek nie jest, tylko jednostronne przywiązanie, a z drugiej strony właśnie pewność, że zawsze ma gdzie wrócić, bo będziesz czekać na niego z otwartymi ramionami).
i tu nie chodzi o samą nerwicę, ten facet jest jakiś niepoważny.. chyba nie zdaje sobie sprawy co to związek.
paradoksy
Offline

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez Hortensja 10 sty 2010, 15:20
No właśnie też mam wrażenie że On sobie nie zdaje sprawy czym tak na prawdę jest związek. Czasami wydaje mi się że chce mieć mnie ale też chce mieć wiele innych rzeczy których nie da się ze sobą pogodzić.
Myślicie że jak po prostu odejdę on może coś pojąć ?
Ja nie widzę innego rozwiązania. Jego własny Tata kazał mi odejść bo widzi jak jest ciężko z nim...
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
09 sty 2010, 14:23

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez smutna26 18 lut 2010, 21:23
Witam wszystkim!!

Powiem szczerze, jestem zdziwiona, że tyle osób ma podobne problemy w związku co ja. Myślałam cały czas, że jestem jakimś dziwolągiem który nie umie docenić tego co ma.. Piszę tu do Was bo tak naprawde nie mam się komu wygadać. Nie powiem przecież mojej młodszej siostrze co się dzieje w jej związku.. Nie chce żeby ona straciła szacunek do mnie a boje się, że tak by bylo gdyby poznała prawdę.

Jestem razem z moim chłopakiem już 7.5 roku.. Sama nie moge uwierzyć, że to już tak długo. Poznaliśmy się oboje jak mieliśmy po 18 lat i od tego czasu jesteśmy nierozłączni. Pierwszą próbę przeszliśmy jak zaraz po wakacjach mój chłopak pojechał na studia.. Szybko jednak wrócił bo mu się nie powiodło i od tego casu mijały spokojnie lata pełne mile spędzonych chwil. Oczywiście kłócilismy się okazjonalnie. Ja miałam nawyk wybiegania z domu po kłotni i jeżdżenia sobie autobusem po mieście.. Tak bez celu, żeby przemyśleć. Strasznie mu to przeszkadzało więc przestałam sobie tak radzić z kłótnią. Można powiedzieć, że bylo nam razem dobrze dopóki nie zamieszkaliśmy razem, i to za granicą zdala od rodziny. Pół roku po przeprowadze uderzył mnie pierwszy raz. Już nawet nie pamiętam o co chodziło. Wiem, że ja go spoliczkowałam a on mi oddał.. Ni mówie w ty momencie, że jestem bez winy i strasznie wstydze się tego co zrobiłam, ale nigdy nie myślałam, że on mi odda. Później kłótnie były praktycznie co weekend. Ja jestem skorpionem i on też więc oboje próbowaliśmy postawić na soim. Aż w końcu doszło do mnie, że przecież życie nie polega na złośliwości i że może ja będąc podczas kłótni złośliwa go prowokuje do tego wszystkiego.. Więc przestalam.. CD

[Dodane po edycji:]

Ale on zaczął.. I tak od wariatek aż do mniej przychylnych rzeczy. Nasłuchalam sie jaka jestem leniwa, że nic nie umiem i wogóle.. Luz.. Jak zwykle dochodziło do rękoczynów i to z dwóch stron. A poźniej się godzilismy..

W zeszłym tygodniu znowu się pokłócilismy.. Bo on jest chory a ja chcialam go przytulic. Wiec powiedzialam "nie odzywaj sie do mnie" bo wiedzialam, ze jak sie odezwie to zacznie mnie obrazac i poszlam spac. Na drugi dzien uslyszalam, ze nawet sie nie umiem nim zaopiekowac, i skoro tak mi przeszkadza to jak on jest chory to zebym lepiej kupila sobie bilet i poleciala odwiedzic rodzinke.. ZAaolalo, bo to byl akurat pierwszy weekend od 2 tygodni kiedy nie musialam sie ani uczyc ani leciec do polski i chcialam mu pomoc. Po godzinie przyszedl przeprosic.. Pozniej sie okazalo, ze zle mieso rozmrozil i to wszystko moja wina, bo nie sprawdzilam co wyjal z lodowki. Ja nie gotuje, bo on zawsze lubil gotowac wiec po co mialabym sprawdzic co rozmrozil.. Znowu cisza.. Walentynki, wstal rano, powiedzial "przepraszam" zapytalam sie czy wie za co przeprasza, a on stwierdzil, ze jak zwykle sie czepiam, sama chcialam popsuc sobie ten dzien, mnie nic nigdy nie zadowoli, on ma juz dosyc wszystkiego, a jak zaczelam sie bronic to nazwal mnie k***a i takimi tam..

U nas w zwiazku on gotuje, prasuje i sprzata lazienke a ja robie reszte. NIgdy nie mowil, ze mu sie nie podoba, nigdy nie narzekal.. A nagle sie dowiaduje, ze ma dosyc ogladania babskiej telewizji i ze to wszystko przeze mnie.. Czasami mysle sobie ze ma racje.. Ze ja jestem nikim.. Moj tata jest alkoholikiem i zawsze mowil, ze ja jestem temu winna, a teraz on jest zly i to tez moja wina. Nie chce juz plakac bo to mi nie pomoze. CD

[Dodane po edycji:]

Chcialabym, zeby kiedys cos nie bylo moja wina.. Mysle sobie, ze ja wszystko popsulam kiedy kiedys uderzylam go w twarz.. Ze nie zasluguje, na zadnego chlopaka, ze powinnam sie ukryc gdzies i nikomu nie pokazywac bo jestem zlym czlowiekiem.. Chcialabym wymazac te wszystkie przykre rzeczy.. Czasami mysle, ze chcialabym zebysmy sie wogole nie poznali, bo wtedy nie cierpialabym tak bardzo i nie wstydzilabym sie samej siebie.. Nie mam tutaj nikogo.. Moja rodzinka jest daleko.. Mamuska ostatnio sama leczy sie z depresji.. A ja tak naprawde od tygodnia nic tylko czytam ksiazki.. Bo przeciez nie odzywamy sie do siebie.. A on robi wszystko na zlosc.. Halasuje w nocy, pozostawia po sobie balagan.. Widac ewidentnie ze wszystko tylko po to zeby mi zrobic przykrosc..

Przepraszam Was wszystkich za to moje wyzalanie sie.. Nie daje juz sobie z tym wszystkim rady.. Nie umiem sie wyprowdzic.. NIe umiem wrocic do kraju.. I nie umiem sama spojrzec prawdzie w oczy.. Ze nasz zwiazek jest nie zdrowy dla obojga, ze to moze byc moja wina.. I ze powinnam go zakonczyc.. :( I wtedy zostane sama..
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
18 lut 2010, 21:13

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 19 lut 2010, 23:29
ehh no jak widać.Związek niekoniecznie jest kluczem do pokonania choroby.Czasem związek z kimś może być jej przyczyną...
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez Lili-ana 20 lut 2010, 02:06
smutna26 - Twój związek jest destrukcyjny ale to nie Twoja wina, tzn. nie tylko Twoja jeśli już. Wina jest zawsze po obu stronach.
Zastanowiło mnie to zdanie: "Moj tata jest alkoholikiem i zawsze mowil, ze ja jestem temu winna, a teraz on jest zly i to tez moja wina" - wygląda na to że w swoim związku powtarzasz ten mechanizm jak z ojcem. Twój facet również Ciebie obwinia o wszystko.
NIe daj sobie tego wmówić, zadbaj o siebie, zacznij wierzyć w to że jesteś wartościową kobietą - na pewno tak jest.
Może wizyta u psychologa by coś Ci pomogła?
Ewentualnie książki polecam pt. "Toksyczne związki" Susan Forward, na początek, żeby zrozumieć siebie i mechanizmy toksycznych związków.

Pozdrawiam
Lili-ana
Offline

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

Avatar użytkownika
przez iskierka marzeń 02 kwi 2010, 16:16
cześć...
to znowu ja :( chciałam wejść na czat ale niemoge bo coś mi nie działa :(
znowu weszłam wyżalić sie :( wcześniej pisałam o samotności w związku i zakończyłam go... jestem w swoim rdzinnym mieście i jest mi cholernie źle!!! myślałam że mam wsparcie w rodzinie a dzisiaj przekonałam sie że moge liczyć tylko na siebie i brata :( miałam mieszkanie obiecane od mamy a tu siostra pow że ona sie nie zgadza chociaż sama mieszka zagranicą i zostałam na lodzie z małym dzieckiem :( na wynajem mnie nie stać a mama ma za małe mieszkanie żeby do niej wprowadzić sie :( narazie u niej koczuje ale długo tak nie dam rady :( mama stwierdziła tylko "chcecie mnie wykończyć??" :( chyba wróce w mój toksyczny związek bo nie pójde do domu samotnej matki :( kurde co ja mam za rodzine :( niedawno cieszyłam sie z noweg życia a własna rodzina mi podcieła skrzydła a ja chciałam tylko z 2-3 lata pomieszkać w tym mieszkaniu żeby stanać na nogi...
martwie sie bo co z moim synkiem??? co ja jemu dam?? jestem do niczego!! nic mi nie wychodzi!!! mam dość tego wszystkiego :( żebym była sama to pal licho ale mam małego synka i jestem za niego odpowiedzialna :( niestety i to mnie boli bo nic jemu niemoge dać :( ma psychiczną matke która sama ze sobą niemoże sobie poradzić :( zostałam ja i on :( najgorsze nachodzą mnie myśli te same co kiedyś żeby ze sobą skończyć i mieć święty spokój :( ale co z moim synkiem wtedy?? zostanie sam na świecie :( przepraszam że tak żale sie ale musiałam wygadać sie :(
Posty
6
Dołączył(a)
28 sie 2009, 23:49
Lokalizacja
wałcz

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez solipsea 02 kwi 2010, 19:51
Iskra!!! Ale Cię dawno nie było. :D

PS: Napisz do adminów w sprawie czata, na pewno coś doradzą. :)
solipsea
Offline

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

Avatar użytkownika
przez iskierka marzeń 02 kwi 2010, 20:06
elo soli
nie będe narazie wchodziła na czat bo nie jestem w stanie :( nałykałam sie prochów i nie jestem do rozmów :(
Posty
6
Dołączył(a)
28 sie 2009, 23:49
Lokalizacja
wałcz

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez Lili-ana 02 kwi 2010, 21:21
Jakich prochów??
Napiszę Ci jedno: w domu samotnej matki nie jest wcale źle. Jakiś czas tam mieszkasz, a potem dostajesz swoje mieszkanko. Myślę, że warto się przemęczyć ten rok, czy półtora, bo tyle to mniej więcej trwa zależy w jakim mieście mieszkasz. Ale chyba lepiej tak, niż męczyć się z toksyczną rodziną.
Tam są kobiety również po przejściach, może nawet znajdziesz tam jakąś bratnią duszę?
Lili-ana
Offline

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez solipsea 04 kwi 2010, 19:40
iskierka marzeń napisał(a):elo soli
nie będe narazie wchodziła na czat bo nie jestem w stanie :( nałykałam sie prochów i nie jestem do rozmów :(



Iskra - kurde, przykro mi, że się źle czujesz bidulo. :( Jak będziesz miała ochotę pogadać, to wpadnij. :o
solipsea
Offline

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez skarbek2312 13 gru 2010, 02:16
Witaj.. mam podobnie tylko ze to ja jestem z tej strony, że niby jestem , chcę być nadal z partnerem ale się boję.. On mi zawsze wyznaje miłość,stara się a nawet kupił mieszkanie tylko żeby mnie zatrzymać przy sobie a ja??? Ja mam jakiś taki wewnętrzny lęk w sobie, że na samą myśl mieszkania z nim się boję, jakby to nie był ten. Boje się że nam nie wyjdzie, bo wcześniej było kilka poważnych kłótni , które gdzieś tam w środku mnie bardzo dotknęły a teraz to tak inaczej mimo, że mówię że jest wszystko zapomniane...
Powiedź jak między wam się ułożyło, polepszyło się czy jednak nie wyszło...

Trzymam kciuki, może mi też sie uda...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
13 gru 2010, 02:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do