pomocy...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

pomocy...

przez greenfairy 21 cze 2012, 16:35
Jestem pierwszy raz na forum poświęconym depresji, trochę mi tu chłodno i nieswojo. Nie wiem czy nie powinnam uderzyć wprost do jęczarni bo być może będzie to tylko kolejny krzyk rozpaczy jakich wiele na tym forum ale nadzieja umiera ostatnia, nadzieja na pomoc, wsparcie.
No więc jestem... współchora.
Od roku jestem w związku, od 8 miesięcy jest tragicznie. Jeden dzień, jedna chwila- pismo , początek upadku działalności chłopaka,brak kasy . To była reakcja łańcuchowa, z dnia a dzień obrót o 180, zobaczyłam obcego człowieka.
Ma depresję... a ja sobie z tym nie radzę, nie jetem w stanie. Wszystko zmieniło się tak nagle, pękła nić porozumienia między nami, umarła bliskość. Przez pierwsze miesiące chodziłam po ścianach teraz nie mam siły. Jetem chodzącą frustracją która tylko od czasu do czasu wybucha płaczem albo złością. Czuję się taka bezradna, nie wiem jak mogę mu pomóc, co robić by nie zaszkodzić. Kiedy okazuję mu ciepło, chce bym przestała bo twierdzi że na to nie zasługuje,
sam czasem stara się okazać trochę uczucia, no właśnie stara się bo wymusza to na sobie, żeby mnie uspokoić. Destrukcyjne.Trudno jest patrzeć na cierpienie bliskiej osoby w dodatku nie mając nadziei że ma się moc by zmienić ten stan. Zupełnie nie wiem co mam robić. Sama z przerwami od 6lat mam zaburzenia depresyjne, długi epizod z nerwicą i ed. Wiem jak to wygląda od środka, wiem co mi dawało siłę do życia...tylko zachowywanie się wobec niego w sposób w jaki ja chciałabym by się wobec mnie nie zachowywano okazuje się pomysłem poronionym...Czuje się małym, brzydkim i złym człowiekiem, mam ogromne poczucie winy, że nie daję rady mu pomóc widać nie jestem dostatecznym wsparciem i jeszcze się na niego denerwuję, kiedy widzę jak zalega w jednym miejscu wpatrzony w ten sam punkt coś we mnie pęka, tak, czuję się wtedy strasznym kurwiskiem że może rodzić się we mnie taka emocja jak złość. Nie mam już siły, nie byłam w stanie zaliczyć roku, wychodziłam z domu, siadałam na ławce i płakałam kilka godzin, nie byłam w stanie chodzić na zajęcia. Teraz nie mam już siły płakać, czasem jeszcze się udaje. Mam problemy ze snem i coraz bardziej natrętne myśli samobójcze. Wprowadzam w domu jeszcze gorszą atmosferę. Czy kogoś to spotkało? Czy ktoś sobie poradził? Czy się da?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 cze 2012, 15:48

pomocy...

przez ewaryst7 21 cze 2012, 16:47
To bardzo trudne dla was obojga. Rozważasz rozstanie??
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

pomocy...

przez greenfairy 21 cze 2012, 17:07
Rozważałam wiele razy...nie wiem czy moją kruchą psychiką nie robię mu większej krzywdy, sytuacja bardzo mnie boli co niestety widać a to musi generować w nim jeszcze gorsze uczucie że jest beznadziejny, zły itp upadać przy kimś jest trudno, być może jeszcze bardziej utrudniam...nie chcę się z nim rozstawać, bardzo go kocham, kiedy chorowałam bardzo,bardzo potrzebowałam bliskiej osoby...i jej nie miałam, teraz też potrzebuję wsparcia tyle że to własnie on jest mi najbliższą osobą, tak więc ja nie otrzymuję wsparcia i też nie mam siły go dawać
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 cze 2012, 15:48

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

pomocy...

Avatar użytkownika
przez Rafalo 25 cze 2012, 23:54
A czy twój chłopak się leczy u specjalisty i czy podjął jakiekolwiek kroki, żeby zmienić swój stan psychiczny ?
Musisz z nim porozmawiać na ten temat.Powiedzieć mu, że nie jest sam i że będziesz go wspierać ale musi sobie dać pomóc, bo jeśli on wykazuje żadnej inicjatywy ze swojej strony no to niestety nie wróżę dobrze.Tak się składa że mam osobę cierpiącą, także na depresję w rodzinie i ona nie chciała sobie dać pomóc przez długi długi czas, nikt nie mógł do niej dotrzeć, ostatnio podjęła leczenie zobaczymy co z tego wyjdzie, wpieramy ją jak tylko się da.

Nawiązując do Twojego problemu nie poddawaj się, nie pozwól aby ta cała sytuacja Cię przerosła, musisz teraz być silna i ostatnią rzeczą o jakiej mogła byś teraz myśleć to samobójstwo.Narodziłaś się nie po to aby uciekać od problemów ale po to aby się z nimi zmagać, po to aby się podnosić nie zliczoną ilość rady mimo, iż życie wielokrotnie sprowadza Cię do parteru.Nie ma nic bardziej pięknego i satysfakcjonującego niż wygrana mimo tych wszystkich przeciwności losu jakie Cie dotykają.


Także walcz , walcz i jeszcze raz walcz.Potrafisz to zrobić wierzymy w Ciebie więc i Ty w siebie uwierz.
A chłopakowi powiedz żeby wziął się w garść i się nie poddawał.Trzeba starać się cieszyć ze wszystkiego co przynosi nam życie.
Masz ręce, masz nogi, masz mózg, nie jesteś kaleką, więc masz ogromną przewagę..Człowiek tak często nie docenia tego co ma póki tego nie straci..
i pamiętaj o jednym Im cięższa jest walka, tym wspanialsze zwycięstwo
Avatar użytkownika
Offline
Posty
106
Dołączył(a)
03 maja 2011, 17:59

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Bulas i 15 gości

Przeskocz do