Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez Izichristina 02 kwi 2008, 14:47
Hej:) No faktycznie nikt się nie odzywa. Zostaliśmy sami Kapralis??
Poopowiadam co u mnie więc.
Znowu musiałam zmienić terapeutę mimo że ta ostatnia kobitka bardzo mi pasowała. Ale niestety okazało się że zna moją siostrę i powiedziała mi że jest podobno taka zasada że jak się ma doczynienia z jednym członkiem jakiejś rodziny to z drugim już nie. Dlatego przeszłam pod skrzydła jej koleżanki. Sympatyczna w sumie. Zobaczymy jak będzie dalej. Na razie za mną pierwsze spotkanie. Powiedziała mi że jestem osobą która chce za wszelką cenę zainteresować sobą bliskich, że potrzebuję uwagi itp. Prawdopodobnie brakowało mi tego w dzieciństwie i tak mi zostało :D W sumie to jedyna ciekawostka jaką usłyszłam. Wygadałam się przede wszystkim i chyba to zawsze tak jest na początku. Mam nadzieję że w końcu coś z tego gadania dobrego wyniknie :D

Odezwijcie się :!:
Buziaki :D
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
13 lut 2008, 16:39
Lokalizacja
Warszawa

przez mariusz123567 03 kwi 2008, 00:13
ja bez mojej kobiety... straszne ;/ dzisiaj mialem do wyboru albo zrobie cos albo koniec ze mna i znia , gdyz uwaza ze nie chce jej pomocy .... Zwariowalbym bez niej, mam sny ze zdradzam itp, heh
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

przez aga25 03 kwi 2008, 09:58
Hej! Witam nowego forumowicza. U mnie dobrze ale chciałabym żeby te natrętne myśli już w ogóle przestały mnie denerwować. Ostatnio doszłam do wniosku, że powinnam się skupić raczej na tym co Ja mogę zrobić żeby mój związek z Michałem był jeszcze trwalszy, jeszcze szczęśliwszy. Obecnie naprawdę na nic nie narzekam, wszystko układa się między nami znakomicie gdyby nie te myśli byłabym w siódmym niebie. Zdaję sobie sprawę, że muszę cierpliwie przejść ten etap w moim życiu i za żadne skarby świata się tym cholernym myślom nie poddawać bo moja intuicja podpowiada mi, że w końcu zapomnę o tych natręctwach, a nasze życie z Michałem będzie wspaniałe. Mogę tak myśleć bo mój ukochany to wspaniały, czuły, troskliwy, inteligentny z wielkim poczuciem humoru człowiek. Trzymajcie się ciepło!
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez kapralis 03 kwi 2008, 11:52
aga25 napisał(a):Hej! Witam nowego forumowicza. U mnie dobrze ale chciałabym żeby te natrętne myśli już w ogóle przestały mnie denerwować. Ostatnio doszłam do wniosku, że powinnam się skupić raczej na tym co Ja mogę zrobić żeby mój związek z Michałem był jeszcze trwalszy, jeszcze szczęśliwszy. Obecnie naprawdę na nic nie narzekam, wszystko układa się między nami znakomicie gdyby nie te myśli byłabym w siódmym niebie. Zdaję sobie sprawę, że muszę cierpliwie przejść ten etap w moim życiu i za żadne skarby świata się tym cholernym myślom nie poddawać bo moja intuicja podpowiada mi, że w końcu zapomnę o tych natręctwach, a nasze życie z Michałem będzie wspaniałe. Mogę tak myśleć bo mój ukochany to wspaniały, czuły, troskliwy, inteligentny z wielkim poczuciem humoru człowiek. Trzymajcie się ciepło!


Cześć Aguś,

Fajnie, że Ci się układa i że znalazłaś siłe w sobie by poradzićsobie z tą chorobą w dużej mierze :-) Powiedz mi czy mecza Cie jeszcze problemy somatyczne? Masz jeszcze bóle klatki piersiowej jak sa te mysli ? Mam nadzieje, że sobie z tym poradziłaś bo to mi jeszcze doskwiera ale wierze abrdzo mocno, że dam rade i z tym sie uporac bo z myslami juz sobie poradzilem i pojawiaja sie coraz rzadziej - po prostu mam do nich dystans i jak sa to nie rozpamietuje i nie roztkliwiam sie nad nim a i lek mi coraz rzadziej taki intensywny towarzyszy :-) Non stop jestem jeszcze spiety i mam to dziwne uczucie w klatce piersiowej ale ogolnie to jest juz coraz lepiej ;-)
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

przez cicha 04 kwi 2008, 17:32
Witam was wszystkich!!
Przepraszam, że nie zaglądałam tutaj dawno, ale postanowiłam rzadziej tutaj wchodzić, wybaczcie mi, jestem zawsze z wami i zawsze będę tu zaglądać. A w skrócie co u mnie: jeśli chodzi o moje myśli to pojawiają się już rzadziej, od wczoraj mam myśli, ale staram się nie zwracać na to uwagi. Jestem ciekawa czy byłabym w stanie na jakiś czas zapomnieć w ogóle, że mam nerwice, gdybym tego dokonała to moje problemy z natręctwem myśli by znikły. Mimo to czuje się dobrze, kochamy się mocno i o to chodzi! Nie chce mieć innego faceta! ;) co u was? Piko jestem ciekawa co u Ciebie i jak Ci idzie?
Pozdraweiam wszystkich serdecznie!! :)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez pikpokis 07 kwi 2008, 21:53
witajcie kochani... tak dawno mnie nie bylo:( ehhhh ale to nie znaczy niestety ze jest lepiej... chyba wrecz gorzej, musze to w koncu z siebie wydusic:( ciagle sie boje o nasz zwiazek, boje sie o wszystko....ostatnio natretne mysli powoduja blahostki.... chyba:( ano na przyklad fakt ze moj kochany co moze wydac sie wam smieszne nie lubi sie calowac, woli pocalunki w policzek heh i tu pojawiaja sie moje natrectwa:(((( ze moze powinnam byc z kims kto lubi i temu podobne:( ostatnio moja kolezanka powiedziala mi ze bardzo czesto jest tak ze jak ktos jest ze soba dlugo bez slubu kilka lat to prawie zawsze sie rozstaje :( to we mnie trafilo jak grom:( bo moj kochany chce wiasc slub dopiero za 4 lata miej wiecej a i mi sie nie spieszy.... i nie chodzi o to ze nie chce z nim byc nie jestem pewna ale studiujemy jeszcze..... :( poza tym ciagle musze miec na jego widok motylki w brzuchu.... jesli nie czuje mega milosci w momencie np przytulania popadam w dol.... ile ja razy myslalam juz o zejsciu z tego swiata kiedy mnie z wami tutaj nie bylo:( ciagle sie modle, prosze, blagam..... niby trzeba wirzyc, miec nadzieje, byc cierpliwym ale to trwa juz... niedlugo bedzie poltora roku! :( i nie ma dnia i wrecz godziny bez tego gowna:( nie wyobrazam sobie zycia bez niego, bez naszych zartow, rozmow.... moge wszystko robic przy nim, jestem soba:( ale te mysli!
zazdroszcze moim przyjaciolom z tego forum ze oni juz nie musza tu wchodzic i rozpaczac, ciekawe kiedy na mnie przyjdzie czas:(
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez Izichristina 08 kwi 2008, 14:16
Cześć Wam:) Piko Kochana. Aż mnie rozbolało serce. Wiesz przecież, że nerwica taka już jest. Jeśli nie pójdziesz na terapię to nawet jak już uporasz się z TYM świństwem to ono powróci ze zdwojoną siłą przy najbliższej okazji. Uderzy w Twoje zdrowie tak jak kiedyś, w Twoich rodziców , a w przyszłości w Twoje dzieci. Musisz się leczyć. Wszyscy musimy. Bo to Nas inaczej nigdy nie zostawi w spokoju. Ja chodzę na terapię mimo że to jakoś samo zaczęło przechodzić.I nie zrezygnuję z terapii bo wiem że to znów mnie prędzej czy później dopadnie. Terapia jest niezbędna. Pewnych rzeczy, uwarunkowań nigdy sama bez pomocy specjalisty nie dostrzeżesz. Bałagam Cię znajdź czas na leczenie. To jedyna droga do zdrowia. Polecam też wypróbować inne leki niż te które bierzesz. Nie wiem czy zmieniałaś je w ogóle. Ja biorę coaxil od 3 miesięcy i chlorprotixen. To nie są mocne leki ale jakoś zadziałały w tym zestawieniu. Chciałam poprosić psychiatrę o coś mocniejszego ale chyba nie ma już takiej potrzeby. Najważniejsze, że te wyciągnęły mnie trochę z depresji. Mam dzięki temu więcej sił by walczyć:)
Buziaki
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
13 lut 2008, 16:39
Lokalizacja
Warszawa

przez mieciu 09 kwi 2008, 08:26
Witajcie moi drodzy. Mnie też dłuuugo nie było ale niestety wcale nie dlatego, że mi nic nie jest. nadal jest... Piko chodzisz wreszcie na terapię? Ciebie chyba trzeba na siłę wysłać bo się wzbraniasz. Póki nie wykorzystasz wszystkich możliwości leczenia nie będziesz chociażby spokojniejsza, że robisz wszystko aby sobie pomóc. Ja chodzę na terapię, na razie nie ma szaleństwa dobrego samopoczucia ale mam nadzieję, że już wkrótce...że kiedyś nadejdzie... Pozdrawiam cieplutko
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez aga25 09 kwi 2008, 14:37
Hej! Pikpokis przestań kierować się sugestiami twoich znajomych. Każdy człowiek ma prawo do swoich własnych przekonań, uczuć itp. Skoro walczysz o to żeby być ze swoim chłopakiem to znaczy że bardzo go kochasz nawet jeśli nie zamierzasz szybko wychodzić za mąż. Uwierz że twoje uczucia są prawdziwe, zaufaj sobie i swojej intuicji. Zabraniam kategorycznie Tobie kierować się w tej sprawie cudzymi poglądami. Podam ci przykład wczoraj znana aktorka powiedziała że lubi wysokich facetów a przyznam szczerze, że jedną z moich obsesji jest wzrost no więc znów pojawił się lęk że może... wiecie co ale pomyślałam sobie zaraz w ten sposób cholera ja wcale nie jestem tą aktorką i mam prawo do własnego zdania, gustów, uczuć itp. powiem więcej mój facet dla mnie jest najwspanialszym, najkochańszym najmądrzejszym najtroskliwszym facetem pod słońcem i nawet gdyby mi oferowano miliony przystojnych macho w zamian żaden by się do niego nie umywał. Nie wolno ci się poddawać chorobie. Ja już coraz więcej rozumiem z tej choroby. Wierzę głęboko że ją pokonałam. Może nie tak do końca ale nie ma ona już na mnie takiego wpływu musiałam jednak wiele zrozumieć. Tobie się też uda nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo kochasz swojego ukochanego. Pamiętaj Pikpokis masz prawo mieć swoje zdanie bo jesteś wolną jednostką ale to że się ze swoim partnerem nie zgadzasz w jakichś kwestiach nie znaczy że go nie kochasz i wbij to sobie do głowy! (przepraszam za tak ostre słowa). Nie poddawaj się choróbsku. Wyobraź sobie że to wstrętna żmija która próbuje namącić ci w głowie. Bądź dumna ze swojej miłości. JEST WIELKA TAK JAK KAżDEGO NA FORUM. Kiedy minie lęk i pojawia się spokój świat staje się piękniejszy. Pozdrawiam
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez kapralis 09 kwi 2008, 15:50
Witajcie,

Ciesze sięaga, że Ci się powoli układa - to ważne, że się nie poddałaś - gratuluje i mam nadzieje, iż stan taki się uda Ci długo utrzymać, a miejmy nadzieje że już nigdy nawrotu nie będzie - tego Ci z całęgo serca życze. U mnie jako tako, nie jest jakos superos, ale czego sie spodziewac po prawie 3 latach bycia ze soba :-) Moja dziewczyna jest dla mnie nieslychanie wazna i juz w tym roku dam temu wyraz pobierajac sie z nia w lipcu - nie ukrywam, ze chodzi mi rowniez o bycie fair w stosunku do mojej wiary, ktora niezbyt postuluje za mieszkaniem i wspolzyciem ze soba przed slubem - ta kwestie tez chcialbym uregulowac raz na zawsze ;-) Kiedys, ktorys ksiadz powiedzial mi "gdyby kazde malzenstwo rozliczac pod wzgledem uczuc, wiekszosc z nich rozpadlo by sie nie dluzej niz po 3 latach, dlatego tak wazna jest decyzja, chec wziecia odpowiedzialnosci za druga osobe do konca zycia, wtedy to co nazywamy miloscia jest tym w pelni, a ta pelnia jest bazwarunkowosc tej decyzji". Te slowa mi sie bardzo wryly w pamiec i stosuje je od dluzszego czasu w swoim zyciu. Pogodzilem sie juz, ze nie ma miedzy mna a Marta tej szalonej chemii, ktora byla na poczatku, tylko ze to nie jest i nigdy nei bylo nienormalne w zwiazku prawie 3 letnim, gdzie para mieszka ze soba od ponad 2 lat :-) Wiele sie dowiedzialem z choroby o osbie, wiem, ze mam wiele wad o ktorych wczesniej nie wiedzialem i ze bede musial sie jeszcze wiele lat uczyc tej milosci, ktora m isie marzy bo nie zostalem w nia wyposazony przez zyjacych obok siebie rodzicow. Modle sie tylko proszac Boga i los bym wytrwal dal rade i nie przedluzyl zachowania i zwiazku mojego ojca poprzez swoje malzenstwo na moje dzieci. Trzymajcie prosze za mnie kciuki :-) Zycze Wam wszystkiego dobrego, duzo milosci, bliskosci i ciepla w sercach i sily do walki z codziennoscia - ona wcale nie jest taka zla :-)

Pozdrawiam,
Ł.
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

przez mariusz123567 09 kwi 2008, 16:32
mnie na przyklad meczylo natrectwo, ze moja kobieta moglaby miec brode wasa itp ... (gdyz widzialem kobiety , ktore to maja i nie podoba mi sie to) i co ? ma ona delikatne biale wloski na twarzy i wiem, ze mi sie to podoba i spytalem ja o nie itp... i jest swietnie juz o tym nie mysle. !!:)

kiedys potrafilem byc bardizej otwarty, smialem sie z wszystkiego i byl luz, teraz boje sie ze kogos zranie albo cos .... musze to zmioenic
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

przez aga25 10 kwi 2008, 15:39
Hej! Kapralis to co powiedział ci ten ksiądz i na mnie wywarło wrażenie. Zapewne każdy z nas na forum zastanawiał się nad tym co to znaczy kochać. Na szczęście jest wiele definicji miłości. Każdy z nas może sam ją sobie zdefiniować tak jak chce. Ważne aby związek, który tworzymy z naszymi ukochanymi rozwijał nas, uczył czegoś nowego, uświadamiał nam naszą odpowiedzialność.
Kolejnego odkrycia dokonałam u siebie. Ktoś (przepraszam nie pamiętam) na forum wspominał o "swoim świecie" w dzieciństwie. W moim przypadku również taki świat sobie stworzyłam, tylko że wówczas ja w nim byłam dobra, wspaniała itp. Dzisiaj tym "swoim światem" są natręctwa i lęki. Mam wrażenie że przedstawiam siebie w tych myślach jako zimną, obojętną osobę. Na szczęście taka nie jestem. W dzieciństwie uciekałam w swój świat, żeby osłodzić sobie moją trudną sytuację (wtedy chyba czułam się niedobrą i niegrzeczną córką, dręczyło mnie poczucie winy i wyrzuty sumienia) natomiast obecnie poprzez te natrętne myśli (wszystko na szczęście dzieje się tylko w mojej głowie) jakbym chciała obrzydzić sobie tę rzeczywistość, w której żyję, która jest dla mnie wspaniała i dobra (zaznaczam nie jest idealna). To chyba o to chodziło kiedy mi pani psycholog mówiła o zaburzonym mechanizmie ambiwalencji. W tym "swoim świecie" albo jest coś super albo totalnie źle. W realnym życiu wiadomo nigdy nie jest ani super ani totalnie źle. Czasami mam wrażenie, że w moim umyśle rozgrywa się jakiś film. Zlepek skojarzeń, wyobrażeń bo tak na te wstrętne natrętne myśli patrzę. Na dodatek kłamliwe. To taka moja autoanaliza.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez cicha 12 kwi 2008, 09:59
Witam wszystkich!!
Nie byłam dawno na forum, ale to nie oznacza, że jestem już zdrowa, to mi chyba już nigdy nie przejdzie :(
Od 3 dni mam znowu myśli, ale one już się tak mocno nasiliły, że myśle tylko o najgorszym, nie myślę już pozytywnie :( Zaczęłam nawet wątpić, że mam nerwice natręctw, że mam po prostu wątpliwości :( to straszne!!
Chce być z nim, chce go mocno kochać, chce czuć ze go kocham a nie mogę! wciąż płacze. myślę o rozstaniu, ja już po prostu nie wytrzymam! Nie chce się z nim rozstawać, dał mi tyle szczęścia!! Przepraszam, że to pisze, ale nie mam nawet komu tego powiedzieć! Gdy mówię mojemu ukochanemu, że znowu mam lęki to robi taką minę jakby miał tego dosyć! Nawet boje się mu tego mówić! Wole udawać, że nie mam myśli! Dlaczego tak jest?! A może ja na prawde wątpie w to że go kocham? Czuje się okropnie! Obwiniam się za wszystko i płacze jak to pisze:( Wciąż modle się do Boga, żebyśmy byli razem do końca życia, ale boje się:( Przed wczoraj miałam niechęć do tego, że mnie przytula, może dlatego, że za często się przytulamy?? pomóżcie mi proszę:( nikt mi nie pomoże tylko Wy!! Widze, że nie obejdzie się chyba bez pomocy lekarza, a może na prawde nie mam nn? Jk myślicie? Jak poznać, że go nadal kocham? Ja sama nie wierze w to co pisze... Jezu! Mm okropne lęki! Tomek jest najważniejszą osobą w moim życiu i nie chce żeby się coś z nami stało!! Ja już dłużej nie wytrzymam! Myślałam już o tym żeby skończyć z tymi cierpieniami! Zeby zejsc z tego świata! Co mam zrobić żeby było lepiej? Siedze i się trzęse, płacze, stres, serce mi wali mocno! Nie chce go zostawić, bo będzie jeszcze gorzej :( pomocy:(

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:30 am ]
Czytam posty od początku założenia tego forum i bardzo wziełam sobie do serduszka post szarotki. Przeczytajcie to



szarotka napisał(a):Byłam kiedyś z kimś kto miał nn. Zostawił mnie. Bycie z nim nie było proste, ale bywało cudowne. Często bronił do siebie dostępu, zachowywał się jakby niczego nie chciał i nie potrzebował (myślę że nie pozwalał sobie chcieć), nie tylko uczuć, ale także rzeczy. Ale gdy bez proszenia dostawał prezent, czy ciepło, bliskość- rozpływał się jak mały chłopiec. Odszedł w okresie kiedy miał bardzo nasilone natręctwa. Bagatelizował to, ale przy nn takie „bagatelizowanie” to chyba tylko maska dla innych, pod którą się cierpi. Nie wiem czy nie „przegrałam” z chorobą, która nie pozwala nikomu się do niego zbliżyć... :( Będąc z nim wtedy zaczęłam się czuć brzydka, nudna, nieatrakcyjna... Kobieta odbija się w oczach mężczyzny, którego kocha. Jednego dnia odbijałam się w nich piękna i nadzwyczajna a następnego- nudna i nijaka, następnego znowu fantastyczna, a kolejnego- beznadziejna... Piszę o tym żebyś nie zapomniała, mimo swojego cierpienia i męki, że związek to dwoje ludzi, a nie tylko twoje lęki i fobie. Druga osoba też czuje, odbiera twoje sygnały. Pamiętaj, że twój mężczyzna może cierpieć. Tylko szczerość i rozmowy są rozwiązaniem- ale nie przesadź, nie zamęcz tego „kotka” jakim jest wasza miłość na śmierć. Ja nie wiem czy mój ex zostawił mnie bo się odkochał, czy w wyniku rozważań takich jak Twoje. Wyjechałam i może już się o tym nie dowiem. Wiem że nigdy nie był żadnej decyzji pewien, a tej o odejściu - na 100 %. Tak mi powiedział. Jeśli któregoś dnia zyskasz taką pewność- podejmij decyzję. Ale jeżeli już dziś wiesz że to choroba, jeżeli raz jest 0 % a raz 150%- nie rób tego, bo unieszczęśliwisz dwie osoby. Pozwól mu się kochać. Powiem od siebie: bycie z wami, chorymi na nn bywa trudne i upierdliwe, ale bywa też fantastyczne, i jeżeli ktoś zdecydował się z tobą być- naprawdę tego chce i widzi w tobie pięknego niezastąpionego cudownego człowieka. Uwierz mi.



najbardziej wziełam sobie do serca to zdanie "Wyjechałam i może już się o tym nie dowiem. Wiem że nigdy nie był żadnej decyzji pewien, a tej o odejściu - na 100 %. Tak mi powiedział. Jeśli któregoś dnia zyskasz taką pewność- podejmij decyzję. Ale jeżeli już dziś wiesz że to choroba, jeżeli raz jest 0 % a raz 150%- nie rób tego, bo unieszczęśliwisz dwie osoby. Pozwól mu się kochać."
nie odejde nie poddma się, chodź to takie tródne!!! będe walczyć!!
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez kapralis 12 kwi 2008, 11:03
Cicha trzeba walczyć - dasz rade. Ja ostatnio też miewam ciężkie dni, a w dodatku w lipcu nasz ślub i aż się boje, że wtedy będzie najgorszy moment z moich gorszych dni - jak ja sie wtedy mam bawic i cieszyc gdy w glowie taki metlik? Hmm... nie bede sie martwil na zapas bo napewno wtedy tak bedzie jak pisze - chce by byl to najpiekniejszy dzien w doim zyciu - moze nie bede wtedy mial tych motyli, itp. ale za to bede soba i cieszyl sie kazdym drobiazgiem ;-) Potem zacznie sie ciezka praca nad zwiazkiem i miloscia, ktora bede slubowal do konca zycia - to tez moze przerazac ale ja juz sie z tym oswoilem i pogodzilem ;-) Mysle, ze to tylko od nas zalezy kto wygra w tej walce- watpliwosci i nasze slabosci, czy wiara, nadzieja i... i sami wiecie co ;-)

This is your life, your choice and your decision - don't waste it.

Pozdrawiam Wszystkich!
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do