Natręctwa myśli...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 07 paź 2011, 21:33
elwe07, myślałaś o terapii?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez elwe07 07 paź 2011, 22:50
Monika1974 napisał(a):elwe07, myślałaś o terapii?



Codziennie myślę,ale odwagi brak.Boję się,że ona nic nie pomoże i wtedy nawet nie będę mieć żadnego koła ratunkowego.
Gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedna stronę stąd...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
26 cze 2011, 23:24

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 08 paź 2011, 00:00
elwe07, Od myślenia Ci nie przejdzie.
Nawet nie spróbowałaś.
Użytkownicy z tego forum korzystają z tej formy pomocy.
Ja również.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Natręctwa myśli...

przez robson 08 paź 2011, 15:29
Witam. Mam nerwice natręctw myśli od 2001 r. Obecnie biore 10 mg zalasty i 25 mg pernazyny. Powiedzmy ze jakos sobie radze w zyciu, mam prace, skonczylem studia na politechnice, mam piekną córeczke i kochającą żonę. Do choroby przyzwyczailem sie. Objawia sie ona jednak tak ze raczej unikam kontaktów z ludzmi, nie mogę normalnie porozmawiac. Muszę stale myśleć, rozmyślac i tak sie napędzam, że juz w nocy przez sen analizuje co bylo w pracy, co będzie, czy szef sie nie zezlosci na mnie, czy poradze sobie. Mam taki natlok mysli ze wlasciwie zastanawiam sie jak wogóle moge jeszcze funkcjonowac. Pomaga wiara w Boga, wlasciwie gdyby nie to ze ufam Bogu chyba bym tego wszystkiego nie ciągnał tylko zalamal sie. Wiem tez ze tak musi byc bo kazdy ma okreslone zadanie na ziemi.
Ale wracając do objawów, moim głównym problemem jest to ze w pewnym okresie (2005 i 2006 r. ) brałem lek o nazwie anafranil i pozornie czułem sie po nim lepiej, jednak nie zdawalem sobie sprawy ze walsciwie stalem sie po nim tak otepiały ze przestałem wogóle rozmawiac z kolegami, oblałem wszystkie egzaminy na studiach i wszystko brałem nie na poważnie. Teraz powracaja natręctwa które wciagaja mnie w ten okres, każą mi myslec tak jak wtedy. Objawy sa dla mnie bardzo przykre, np. gdy mój mózg sam "ustawi" się w stan jakby byl po tym leku i stanie sie to w obecności gdy z kims rozmawiam to automatycznie trace kontakt werbalny, jakbym zaczynał gdzies odlatywac, obojętniec i rozmowa sie ucina. Dodam ze najgorzej gdy stanie sie to w pracy gdy musze wykonac jakies zadanie,z kims porozmawiac, cos ustalic. Dzieje sie tak bardzo czesto i wlasciwe to zyje w ciagłym lęku ze to wróci w najmniej oczekiwanej chwili. Samo spojrzenie na daty 2005 lub 2006 r. powoduje ze moj mózg automatycznie sie przestawia na tryb "pracy po leku", jestem wtedy zupełnie innym człowiekiem niz wtedy gdy nie mam takiego natręctwa.
Pomaga mi rozmowa z osobą która jest mi najbliższa czyli z moją żoną, bo ona rozumie mój problem.
Swego czasu stosowałem różne metody walki natrectwami. Jedną z nich było przyjęcie zasady: "Nie zwracam uwagi na natrectwa tylko na to co ktoś do mnie mówi w danej chwili.". Dało to bardzo dobry skutek, bo zaliczyłem m. in. semestr 9 gdzie mialem oprócz przedmiotów programowych 2 przedmioty zaległe, potem obronilem prace mgr. Pozatym nawazałem bardzo dobre kontakty z ludzmi, mozna powiedziec narodzilem sie na nowo. Brakuje jednak teraz jakiejs sily zeby na nowo sie dzwignac do tej metody, moze to wypalenie praca, moze zniechecenie...
Przepraszam ze sie tak rozpisałem :) pozdrawiam wszystkich i zyczę zdrowia.
Jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz, cudne manowce...
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
30 maja 2007, 14:37

Natręctwa myśli...

przez princessophie 11 paź 2011, 00:37
Niedługo kończę 22 lata, i dziś się dowiedziałam, że mam NN...z internetu i normalnie się śmieję :) jakkolwiek to brzmi, bo myślałam, że ja mam coś nie tak. Nigdy nie przypuszczałam, że to choroba, i że nie tylko ja sumuje liczy z rejestracji (sick!!!)
Odkąd pamiętam zawsze miałam jakieś schizy... a to musiałam się zatrzymać i nogą machnąć do tyłu, a to parę razy włączyć i wyłączyć światło, po 10 razy jedno zdanie czytać z książki, albo robić inne głupoty bo inaczej "ktoś z moich bliskich umrze".
Ostatnio trzęsie mi się głowa, kiedy się stresuje. Szukałam info w necie i trafiłam, że to może być objaw nerwicy, od nerwicy trafiłam na NN. Wyżej opisane objawy minęły z wiekiem, bo po prostu zauważyłam, że pomimo iż w głowie głos mi mówi, że jak nie kopnę ściany to będzie koniec świata, to po prostu zapanowałam nad tym, widząc, że jednak nic się nie dzieję jak nie kopnę tej ściany. ak widać trzeba się przeciwstawić temu ! Nadal sumuje liczby np. mam numer telefonu i sumuje go, albo inne rachunki z tym robię, i nie wiedziałam, że to choroba, myślałam, że tak porostu, teraz wiem i postaram się przestać. Wyobrażam sobie też, że np. umierają mi rodzice, chociaż kocham ich nad życie i się wstydzę tych myśli.

Od dziś zaczynam to zwalczać, chociaż nigdy bym nie powiedziała, że to choroba. Nawet trochę mi ulżyło :p Ja czasem mam takie myśli, że się zastanawiam czy mi nie odbiło,m ale skoro wiem co to i skąd się bierze, będe z tym walczyć jak z tym "kopaniem ściany" :) Pozdrawiam i powodzenia
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
11 paź 2011, 00:24

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez tahela 11 paź 2011, 00:46
robson, Z tymi myslami tez tak mam ,że analizuje za bardzo co bedzie , co ktos powie, szczególnie jak mam cos do wykonania to potrafie tak intensywnie myslec ze to mnie nakreca i łapie jakis lęk wtedy,ze nie wyjdzie i newrwówka straszna ech.Czasem sobie mowie,ze za duzo myślę i analizuje wszystko rozkładajac na czynnikii pierwsze a to nerwica.

-- 10 paź 2011, 23:52 --

kornelia_lilia napisał(a):słuchajcie, jeśli ja dostaje nagle ataku paniki :zonk: , zaczynam się zastanawiać, czy aby coś źle nie zrobiłam w jakieś konkretnej sytuacji, np. błąd w jakiś papierach albo nachodzą mnie mysli, że pracy na zaliczenie nie podpisałam, ogarnia mnie silny niepokój to oznacza, że są natręctwa myśli? :?

Ja tak mam moze to nie jest panika , ale potrafie w sytuacjach stresujacych sie tak nakręcić ,ze ludzie mi mowia uspokój sie , wszystko mi z rak leci zapominam czegoś , nie zawsze tam mam , ale zdarza sie .
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10959
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Natręctwa myśli...

przez smutnaona 11 paź 2011, 15:20
a ja mam takie pytanie:czy rozpamietywanie przeszlosci to tez NN?
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
12 wrz 2011, 18:37
Lokalizacja
z pokoju:P

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez elwe07 11 paź 2011, 16:05
Witam ponownie! Ja zauważyłam,że mam natręctwa,które mają wywołać we mnie poczucie winy.Kiedyś pamiętam,że jak byłam małą dziewczynką (gdzieś tak 12-13 lat) to miałam natręctwo,że jak czegoś nie zrobię to komuś coś się stanie i to będzie moja wina,albo,że jak się nie pomodlę za kogoś to też będzie moja wina,teraz mam już grubo po dwudziestce i niestety oskarżam się o coraz gorsze rzeczy,a jeszcze niedawno mogłam powiedzieć,że mam "tylko" nerwicę lękową,ale coś,jakieś wydarzenie pewnie spowodowało,że zaczęłam się oskarżać...to mnie wykańcza...biorę asentre 50 mg na wieczór i wtedy tylko to myślenie mi się wyłącza..a wcześniej przez cały dzień jeden lęk goni drugi,jedna myśl drugą tzn na zasadzie jedna myśl oskarżająca a jedna broniąca mnie...już miałam tak przynajmniej kilka razy w życiu,ale ciągle się daję na to nabierać...nie wyrabiam...
Gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedna stronę stąd...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
26 cze 2011, 23:24

Natręctwa myśli...

przez rina1991 14 paź 2011, 14:56
rina1991 napisał(a):a czy ktos z Was ma problem z rozróznieniem fikcji od rzeczywistosci? ja niestety mam . czesto mam agresywne mysli, ze chce komus cos zrobic, uderzyc kogos itp. Tylko, ze oprocz tych mysli zastanawiam sie czy je zrealizowalam, bo natretna mysl wywoluje wyobrazenia o jakies sytuacji a potem zastanawaim sie czy to zrobilam czy tylko pomyslam o tym. Wszystko wydaje sie byc strasznie realne ale czasem niedorzeczne. Jak obok kogos przechodze to musze patrzec na swoja reke, zeby miec pewnosc ze nikogo nie skrzywdzilam, ogladam sie za ludzmi, aby przekonac sie ze ida dalej (bo nic im nie zrobilam). Nie ma dnia zebym nie zastanawiala sie nad czyms, czy to zrobilam czy to byla tylko moja mysl. Czy ktos z Was ma podobnie?
Brałam leki Setolaft lecz zrezygnowalam bo poprawa byla chwilowa, o ile w ogole byla

nikt nie ma podobnie? zaczynam watpic czy to na pewno jeden z objawow nn. zawsze tlumacze sobie wszystko na logike bo w pamieci zawsze mam to co sobie wyobrazilam lub nie..
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
06 lis 2010, 19:36

Natręctwa myśli...

przez ania_taka 14 paź 2011, 18:37
raina 1991 nie martw się, ja też tak miałam zanim brałam leki. Jak gasiłam i wyrzucałam papierosa i wchodziłam do jakiegość pomieszczenia to musiałam na ręce patrzeć zeby się upewnić że go nie mam w rękach, bo to mogłoby wywołać pożar. Nawet kilka razy musiałam spojrzeć na ręce żeby się upewnić że nie mam w nich papierosa, że go na pewno wyrzuciłam. Nie ufałam sobnie, też się bałam że czegość nie zrobiłam, albo że zrobilam coś niedobrego, czego wcale bym nie chciała, tylko nie pamiętam... To jest nn
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
24 wrz 2011, 09:30

Natręctwa myśli...

przez chocovanilla 14 paź 2011, 23:44
Witam mam problem i proszę o radę... z nerwicą borykam się od jakiś 4 lat z przerwami. Miałam całą masę lekarzy i leków. Ale po kolei. Pewnej nocy jakieś 4 lata temu obudziłam się ze strasznym lękiem że mam zawał, że coś się dzieje z moim sercem.. od tamtej pory panicznie bałam się o swoje zdrowie.. Podczas największego wtedy ataku paniki kiedy to wylądowałam na izbie przyjęć czułam okropne pieczenie całego ciała i miałam wrażenie że zaraz zemdleje, gorąco, zawroty głowy i wszystko co najgorsze. na SORze zmierzyli mi tylko ciśnienie-prawidłowe i odesłali do domu lub do szpitala psychiatrycznego bo nie mogli mi pomóc. To był jedyny raz kiedy pojechałam na pogotowie. Leczyłam się u psychiatry i wyszłam przynajmniej tak mi się wydawało że już wszystko dobrze więc odstawiłam leki. Po jakimś czasie wszystko wróciło znowu leczenie i poprawa i znowu odstawiłam i tak w koło macieju...
Mój stan zawsze pogarszał się koło grudnia i na wiosnę. W zeszłym roku zdecydowałam się na dziecko i stało się zaszłam w ciążę... Leków nie brałam aż do 4 miesiąca kiedy się znowu pogorszyło.. Wtedy już nie miałam lęków o swoje zdrowie, bałam się że zrobię coś mężowi, że nie będę kochała dziecka, było mi tak obojętne chociaż jeszcze go nie było na świecie.. Lekarka dała mi leki najbezpieczniejsze w ciąży, poprawiło się do 8 miesiąca i znowu gorzej... Panicznie bałam się że wszystkich pozabijam ale jakoś wytrwałam, w lipcu przyszła na świat moja córeczka no i z dnia na dzień mój stan się pogarszał.. Miałam do wyboru karmić małą piersią lub brać leki, udało mi się ją pokarmić zaledwie 3 tygodnie... Wróciłam do dawki jaką brałam w ciąży ale nie było poprawy wręcz było coraz gorzej, od 3 tygodni biorę dawkę sprzed ciąży i może i jest lepiej bo czasem mam dobre dni ale nadal są te złe:( Najgorsze w tym wszystkim jest to że teraz nie boję się o swoje zdrowie ale o koniec świata, boję się śmierci, boję się że nie ma Boga, boję się co będzie potem, przeraża mnie świat, przeraża mnie że nie widzę sensu w życiu, boję się że zwariuję i sobie coś zrobię:( Czy ktoś z Was też ma takie lęki? Ciągle mi wszystkich szkoda, boje się o córeczkę...
Po tym co napisałam pewnie myślicie że mój stan jest tragiczny.. mnie też przerażają te myśli, te lęki ale dziwne jest w tym wszystkim to że kiedyś bałam się sama w domu zostać, nigdzie nie wychodziłam, płakałam a teraz ja robię wszystko, wychodzę z domu co prawda rzadko kiedy mam konieczność być sama, jem normalnie tzn mam apetyt bo moja dieta nigdy nie była dobra a zwykle jak się źle czułam to nie mogłam nic przełknąć, śpię normalnie..
Ponad to mam śpiączkę, wcale nie mogę zwlec się z łóżka nawet w południe... Mam okropne sny po czym boję się czy to sen czy to rzeczywistość, boję się że zwariuję i zrobię to co mi się śni... itd
W każdym razie jest inaczej niż zawsze.. Nie wiem czy ja z tego wyjdę, bardzo mi z tym źle:( co myślicie?? Czy też tak mieliście??
mam zdiagnozowaną nerwicę lękową ale nie wiem czy do tego nie mam nn?? a może już sfiksowałam??
Offline
Posty
1864
Dołączył(a)
06 paź 2011, 23:59

Natręctwa myśli...

przez magic32 15 paź 2011, 00:18
Witaj,

Ja nerwicy natręctw dostałam na przełomie 7/8 miesiąca ciąży. Ciąża była wyczekana a ja bardzo szczęśliwa, że zostanę mamą. Martwiłam się bardzo o zdrowie mojej córeczki bo na usg nie wszystko było zadowalające (ale całe szczęście jest zdrowa) stąd ciągłe myślenie, trochę problemów w porozumieniu z mężem, nowe mieszkanie i przeprowadzka. Nagle ciągle musiałam coś analizować, rozmyślać, wracały do mnie jakieś zaszłe tematy, o których dawno nie myślałam i pojawiły się lęki. Ciśnienie mi zaczęło skakać i myślałam, że zaraz coś mi się stanie, a jak mnie to i mojej córeczce i tak sie nakręcałam, błędne koło. Były to dla mnie ciężkie chwile ale trudniejsze przyszły później. Z tym skaczącym ciśnieniem wylądowałam w szpitalu i tam wieczorem pojawiła mi się wizja, że robię krzywdę mojemu mężowi i mojej nienarodzonej jeszcze córeczce, w tej wizji zobaczyłam siebie z nożem i byłam przerażona. Całą noc nie spałam, to był dla mnie szok. Od tej pory bałam sie wszystkich ostrych przedmiotów, ta wizja męczyła mnie non stop i ten strach czy czegoś komuś nie zrobię bo już dotyczyło to wszystkich ludzi a nawet zwierząt. Potem pojawiły się w myślach wyzwiska i kolejna męczrnia. Dotrwałam do porodu i zaraz po nie karmiłam piersią tylko musiałam zacząć brać leki bo mój stan był bardzo ciężki, byłam załamana i wpadłam przez to w depresje. Moje marzenia o pięknym macierzyństwie runęły w gruzach a ja ciągle myślałam, że za chwilę zwariuje jak mi to nie przejdzie. Myśli pełno, przeróżnej treści. Dziś minęło ponad cztery miesiące od porodu, mam najukochańszą córkę jaką mogłam sobie wymarzyć i powoli zaczynam się cieszyć. Przez jakiś czas w ogóle przestałam odczuwać emocje radości, nawet smutku teraz pomału ale do przodu, nie jest to jeszcze tak jakbym chciała ale coś czuję a to już coś. Cierpiałam starsznie, miałam już różne myśli i w nich żegnałam się już z tym światem, byłam zgruzgotana tą sytuacją i swoim samopoczuciem. Myśli mnie męczyły ciągle a ja już nie mogłam tego wytrzymać, płakałam ale po każdym upadku walczyłam dalej. Dziś jeszcze myśli mnie czasem atakują niestety, tylko z mniejszym nasileniem. Uczę się każdego dnia z nimi żyć choć najlepiej skopałabym im tyłek... Ale wiem, że warto było to wytrzymać dla każdego uśmiechu mojej córki, dla każdego przytulenia, dla każdego widoku kiedy ona śpi i kiedy w jej oczach widzę jaka jest szczęśliwa i radosna... Dlatego nie poddawaj się proszę... Ja czasem w ciągu jednego dnia miałam tak różne stany, że trudno uwierzyć. Piszę , opisuję swoją historię abyś wiedziała, że nie jesteś sama i , że ja też przeszłam bardzo trudną drogę i nadal nie jest mi tak łatwo ale lepiej. Leki mi chyba pomogły trochę i chodzę też na psychoterapię. Mam nadzieję, że mój stan się utrzyma i polepszy jeszcze ale oby się nie pogorszyło! Tego życzę też Tobie aby wszystko wracało pomału do normy abyś wytrzymała jeszcze i walczyła, przede wszystkim dla siebie ale i dla swojej rodziny. Trzymam kciuki za Ciebie! za Was!!! Pozdrawiam serdecznie!!!
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
20 wrz 2011, 15:07

Natręctwa myśli...

przez chocovanilla 15 paź 2011, 00:38
dziękuję za wsparcie...
mnie najbardziej przerażają te sny, później boje się ze to nie sny albo ze tak będzie... może to skutki uboczne brania leków? nie wiem...boję się że zwariuję... żebym chociaż miała pewnośc ze z tego można wyjśc to bym walczyla ale mi juz się wydaje ze moj stan jest na tyle beznadziejny ze juz nic mi nie pomoze...
Offline
Posty
1864
Dołączył(a)
06 paź 2011, 23:59

Natręctwa myśli...

przez magic32 15 paź 2011, 20:58
Witaj ponownie,
ja też miałam czasem straszne sny... i też czułam, że zwariuję i że to już jest koniec mojego życia, że tak nie dam rady, że się tak po prostu nie da żyć... Jednak coś się poprawiło, jest lepiej choć czasem nadal mi ciężko to wiedząc, że mogą następować lepsze chwile zaczynam wierzyć, że może chwila przejdzie w dłuższy moment a ten moment w godziny, dni i lata:) Żyję cały czas tą nadzieją. A jak radzisz sobie z macierzyństwem? Jak z Twoimi uczuciami tak ogólnie? pozdrawiam.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
20 wrz 2011, 15:07

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do