Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez marlow 07 sty 2006, 15:25
mnie naszczęście te najgorsze momenty w tym choróbsku(lęki) nie zdarzały się w szkole itp.Raz mnie to złapało w metrze ...Teraz na szczeście studiuje zaocznie(mam zjazdy raz na 2 tygodnie) i da się przeżyć choć sesja się teraz zbliża a pamięć mam jak weteran z 1 wojny światowej... :lol: (nie obrażając tych którzy za nas walczyli)
Ogólnie już nie mam lęków,tylko czasami czuje niepokój i mam te cholerne kłopoty z pamięcią i koncentracją(albo to derealizacja)...
Co Cię nie zabije, to ... zrobi się z tego nerwica ;)
Offline
Posty
232
Dołączył(a)
24 lis 2005, 21:27
Lokalizacja
Warszafka

Re: meliskaaa

Avatar użytkownika
przez KOREK 07 sty 2006, 15:29
melissaa napisał(a):Marta jaka ty chudziutka .....musisz jesc wiecej ojej musisz byc strasznie chudziutka
No własnie jesz cos wogole Marto?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
05 lis 2005, 22:53

przez marlow 07 sty 2006, 15:37
ale było marnie :D raczej nie chciał bym dostać ataku lęku na zajęciach... wtedy to się chce wymiotować i mało co głowa nie eksploduje, albo miałem lęk ,że sobie coś zrobie(to jest dopiero jazda)Na szczęscie to było w domu...i jak narazie cisza (oby nie przed burzą :) )
Co Cię nie zabije, to ... zrobi się z tego nerwica ;)
Offline
Posty
232
Dołączył(a)
24 lis 2005, 21:27
Lokalizacja
Warszafka

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Moja długa historia...

Avatar użytkownika
przez grown-up19 07 sty 2006, 15:37
witam wszystkich serdecznie! w szczególności tych, którzy chcą poświęcić kilka chwil, aby przeczytać jak to wszystko działo się u mnie. Muszę poskładać myśli i spisać to wszystko gdzieś razem...
Zacznę może od tego, że zawsze byłem człowiekiem pogodnym, odpornym na stres, miałem silną wolę, byłem bardzo lubiany przez otoczenie i w ogóle wszystko szło dobrze. Coś takiego jak lęk było mi zupełnie obce, poza małymi epizodami, które przeżywa każdy człowiek w swoim życiu. Przełom nastąpił na początku tego roku. Zaczęło się od przewlekłego zapalenia oskrzeli, które traktowałem jako chorobę śmiertelną, z której już nie wyjdę. Przeżyłem wtedy wiele stresu, ale mimo to wyzdrowiałem. Jednak lęk przed kolejnymi objawami choroby pozostal stłumiony gdzieś tam w środku mnie . Później zdarzyło się coś co pierwszy raz w życiu sprawiło, że miałem myśli samobójcze... Płakałem 3 dni pod rząd z powodu jednej nieudanej znajomości, ktoś postąpił ze mną bardzo nie fair a ja przeżyłem to w sposób zbyt emocjonalny, nie dając sobie samemu szans na wyjście z tego stanu.Udawałem że zapomniałem to wszystko, lecz przyszły kolejne choroby i pierwsze objawy PRAWDZIWEGO lęku. Choroby bardzo powszechne, zwykła grypa i chwilowe kołatania serca przy gorączce. Odkąd pierwszy raz poczułem że moje serce zaczęlo tak szybko bić zacząlem się ogromnie martwić, bać, że to się powtórzy, że umrę i że nikt nie zdoła mi pomóc... Jednak choroba przeszła i wróciłem do szkoły a tam przestałem myśleć o tym wszystkim. Problemem stał się jednak ciągły stres, w końcu przyszła matura, która podziałała na mnie tak jak podziałała... Lecz to co zaczęło się po maturze mogę spokojnie nazwać prawidłowym początkiem mojej choroby... Zaczęło się od kłucia w prawym górnym boku. To uczucie było bardzo niepokojące, odwiedziłem kilku lekarzy, jednak nie potrafiłem uwierzyć ze to zwykłe nerwobóle... Po przyjściu do domu spędzałem godziny w internecie szukając różnych chorób, które mogłybyć związane z moimi objawami. Miałem ciągły strach przed rakiem płuc, w końcu paliłem jak smok... Potem z raka płuc ''wpakowałem się" w raka węzłów chłonnych i wszystkie inne podobne choroby... Lęk przed chorobą był nieustanny, układałem sobie już scenariusz mojej choroby, moją śmierć itp. Nagle jednak objawy ustąpiły i poczułem się zdrowy jak nigdy. Do pewnego razu kiedy to po całonocnej imprezie obudziłem się rano z bólem w klatce piersiowej, który tłumaczylem sobie jako 'ból przedzawałowy'. Mój koszmar powoli się zaczynał, z dnia na dzień moje myśli skupiały się na moim sercu, nie wychodziłem nigdzie z domu, czułem lęk przed tym, że mogę dostać zawału, ja 18letni chłopak!!! Pewnego razu lęk był tak ogromny, że byłem bliski wezwania karetki pogotowia... Jednak rodzice wkroczylli do akcji i jakoś mnie uspokoili. Niedługo po tym do moich 'objawów sercowych' doszły moje dolegliwości żołądkowe i przewlekłe biedunki. Kolejny lęk to rak żołądka... Żałosne, wiem. Rodzice kolejny raz wkroczyli do akcji i zmobilizowali mnie do zebrania się w sobie i do wyjechania do Anglii w celu zarobkowym, w końcu zbliżały się studia i wiele wydatków z tym związanych. Mój miesięczny pobyt w Anglii również był czasem w którym ciągle się czegoś bałem, zaczęły się moje lęki wieczorne, kiedy to już położyłem się do łóżka i te wszystkie zmory zaczynały mnie dopadać. Z powodu moich lęków musiałem wrócić do domu, narażając rodziców na koszty i wiele stresu... Po powrocie z Anglii zacząłem z kolei czuć nocne duszności, ktore jednak nie okazały się moim kolejnym urojeniem, lecz oznaką astmy oskrzelowej na którą choruję. Lęk przed kolejną dusznościa był tak ogromny, że zdecydowałem się na rzucenie palenia (chociaż jeden dobry krok). Zaczęły się studia i kolejne lęki. Znów chęć bycia najlepszym, mnóstwo nauki, w dodatku choroba, którą zacząłem już leczyć - wszystko to przysparzalo mi wielu stresów. Najgorszy stawał się dojazd do szkoły, z momentem wsiadnięcia do autobusu zaczynał się koszmar. Szybkie bicie serca, duszności (mimo iż leki przeciwko astmie uprzednio zażyłem) ogromny lęk przed omdleniem, straceniem oddechu, śmiercią. Poszedłem wreszcie do lekarza rodzinnego, który przepisal hydroksyzynę i to wszystko. Fakt, czasami hydroksyzyna pomogła, czułem się lepiej. Zauważyłem nawet poprawę, już tak bardzo nie balem się podróżowania autobusami. Wszystko wydawało się być już za mną, każdy lęk i strach, aż nagle niecałe 2 miesiące temu zmarł mój ojciec... Wtedy wszystkie moje lęki powróciły ze zdwojoną siłą, ciągłe kłucie serca, tachykardie, duszności, dreszcze, problemy żołądkowe itp. Z dnia na dzień wszsystko przeżywałem bardziej i gorzej... Najgorzej jest jednak teraz, po świętach. Znów wróciły do mnie myśli samobójcze, ogromny lęk niewiadomo przed czym, ciągłe napięcie. Ostatnio po raz pierwszy zwiałem z zajęć na uczelni z powodu lęku. Mimo iż kocham to czego się uczę, to jednak cały tydzień niechodziłem do szkoly w obawie przed lękami, które w zasadzie i tak mam, najczęściej wieczorem. Najgorsze jest jednak uczucie braku tchu, kontrola mojego oddechu urosła do rangi natręctwa. Mam zrobione wszystkie możliwe badania, całą morfologię krwi, EKG, echo serca, spirometria - wszystkie wyniki wskazują na to iż jestem zdrów jak ryba, niestety siła sugestii wpędza mnie w błędne koło sprawiając, że nie wierzę w to wszystko i znów sobie wmawiam różne schorzenia. Wreszcie odwiedziłem psychiatrę, który orzekł, że cierpię na nerwicę lękową. Przepisał mi lek o nazwie spamilan, jednak go odstawiłem, ponieważ miałem wszystkie skutki uboczne po zażyciu tego leku. Jestem umówiony na rozmowę z psychologiem i pełen wiary, że jakoś z tego wyjdę. Nie chcę, żeby choroba zrujnowała mi życie. Zamierzam podjąć się jakiegoś sportu, wyjść do ludzi, byleby tylko nie myśleć o lękach. Chcę żyć normalnie i wierzę w to, że pokonam to paskudztwo. Mówię sobie ccodziennie, że to ja jestem Panem i władcą mojego ciala i ducha i to ja decyduję o tym, czy czuję się dobrze czy źle. Zdecydowałem, że pójdę do szkoły, nawet jeśli mialbym zemdleć przy wszystkich. Muszę to przezwyciężyć, bo tęsknię za tym co było dawniej, chcę być znów tym Piotrkiem,którego wszyscy pamiętają. I tak będzie! Wam życzę przede wszystkim wytrwałości i wiary. Uważam, że wiara może zdziałać cuda i wiem, że wyjście z choroby jest realne. Uwierzcie w to, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że jest to nadzwyczaj trudne...Głowa do góry! Pozdrawiam
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
03 sty 2006, 23:03
Lokalizacja
Podkarpacie

przez marta122 07 sty 2006, 15:38
ooo nie szkoly to ja nie zmienie.... przyrzeklam sobie ze nie bede sie poddawac i walsie to robie chociaz jest bardzo ciezko i nie radze sobie z paroma sprawami. Widze ze chyba jednak powinnam pojsc do kogos po pomoc. Rozmawialam z mama jakos miesiac temu w sumie to wszystkiego jej nie powiedzialam tylko tyle ze nie radze sobie ze stresem i ze chcialabym pojsc do jakiegos psychloga a ona mi powiedziala ze przeciez "wszystkie dzieci sie stresuja" nie tylko ja... ale mnie to przerasta :( pozniej kilka razy mowila ze jesli chce to moge isc. Po tamtych wczesniejszych wizytach o psychologa raczej przestalam w nich wierzyc, zreszta wszystko przekrecaja co sie powie :/ i najgorsze ze myslalam ze to zostanie pomiedzy nami a pozniej sie okazywalo ze rodzice sie o wszystkim dowiadywali.
A z ta niesmialoscia to ja juz nie wiem jak walczyc! Po prostu zostawilam to tak jak bylo. no i pojawily sie kolejne problemy...
faktycznie jestem chuda, i to tez mi utrudnia zycie :/ chociazby na w-fie kiedy ćwiczymy brzuszki na podlodze to hmmm moja kosc krzyzowa jest chyba bardziej wysunieta niz u innych i niezle boli kiedy musze "jezdzic" nia o podloge. Czyli brzuszki= tragedia, a cwiczenia na brzuchu to samo :( teraz kolej na kosci biodrowe ;(
tylko nie zarzucajcie mi anoreksji, kiedy poszlam na bilans lekarz kazal mi przysc za kilka dni z mama :/ ja nie jem wcale tak malo czasem nie mam apetytu, szczegolnie w szkole, nie jem sniadan bo rano przed szkola to nic mi by nie przeszlo przez gardlo! Lekarz dał mi skierowanie na badania i stiwerdzil ze wszystko jest dobrze ze mam widocznie taka budowe.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
07 sty 2006, 13:16

przez marta122 07 sty 2006, 15:42
hmm imrezy? kiedys nie moglam doczekac sie tego wieku kiedy bede sie bawic itd a teraz? wole siedziec w domu niz isc na jakies imrezy. Kiedys chodzilam na dyskoteki dobrze sie bawilam teraz tez nie chodze bo stwierdzialam ze nie umiem tanczyc :/
ostatnio na sylwka poszlam do koleznaki wiekszosc sie upila i zygala gdzie popadnie, bylo okropnie. Po co pic zeby zaraz zygac? Rozumiem 1 piwko na poprawe humoru dobra zabawe.... Na prawde nie pasuje do tego wszystkiego!
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
07 sty 2006, 13:16

przez marta122 07 sty 2006, 15:47
no wiem wiem tylko po prostu do tej pory tylko takich ludzi spotkalam i mam wrazenie ze wszyscy sa tacy a na pewno wiekszosc
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
07 sty 2006, 13:16

przez marlow 07 sty 2006, 15:48
jak ja bym miał od początku nerwicy takie dobre nastawienie jak ty to bym teraz balował na hawajach z 5 tancerkami i drinkiem w ręku ...pozazdrościć...
A tak poważnie to musisz się przygotować na lepsze i gorsze dni...Wcześniej napisałem ,że z tym cholerstwem to jest tak,że robi się 2 kroki do przodu i jeden w tył(ale zawsze do przodu)Spoko,że zapisałeś się do psychologa... Co do leku,który odstawiłeś,to nie wiem czy to był najlepszy pomysł(mam nadzieje,że wiedział o tym lekarz) Z tymi lekami to jest często tak,że jak ma się na początku silne objawy oboczne(to póżniej jest bardzo dobrze(trzeba wytrzymac pierwsze 2 tygodnie)
Nie zmieniaj swojego nastawienia,prędzej czy póżniej to minie... !!!
Co Cię nie zabije, to ... zrobi się z tego nerwica ;)
Offline
Posty
232
Dołączył(a)
24 lis 2005, 21:27
Lokalizacja
Warszafka

Avatar użytkownika
przez KOREK 07 sty 2006, 15:50
Juz tam zaraz anoreksja.No bez przesady.Jedni jedza wiecej inni mniej.Naprawde pomysl o tym magneziku,witaminkach.Zaszkodzic nie zaszkodzi a pomoc moze duzo.Tym psychologiem co do niego chodziłas jestes rozczarowana...To idz do innego...Teraz jestes juz wieksza,ze tak napisze, i psycholog raczej nie bedzie juz opowiadał rodzicom o twoich problemach.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
05 lis 2005, 22:53

przez marta122 07 sty 2006, 15:54
bralam ostanio jakis magnez ale po kilku dniach stwierdzilam ze pogarsza mi sie po tych tabletkach nastroj wiec je odstawilam. Biore tylko czasem melisal w syropie, przed snem a ostanio tez do szkoly i przed ciezkimi lekcjami biore, ale nie bardzo pomaga :((
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
07 sty 2006, 13:16

Avatar użytkownika
przez KOREK 07 sty 2006, 15:56
Validol sprobuj...Ziołowy do ssania.Moze troszeczke pomoze-na uspokojenie.A przed snem Hova,tez ziołowy i bez recepty.
Ostatnio edytowano 07 sty 2006, 15:59 przez KOREK, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
05 lis 2005, 22:53

przez marta122 07 sty 2006, 15:59
ok sprobuje dzieki za rade
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
07 sty 2006, 13:16

Avatar użytkownika
przez Astro 07 sty 2006, 16:22
Hmmmm... Pamiętam jak na pierwszym spotkaniu z terapeutą pytał się mnie również o to czy w ostatnim czasie nie spotkała mnie jakaś przykrość, nie zawiodłem się na kimś, nie poczułem się oszukany przez kogoś na kogo mogłem wcześniej liczyć.
Dlatego więc jak czytałem Twój post rzucił mi się w oczy wątek nieudanej znajomości - może to jakiś klucz do zagadki.
Dobrze, że zapisałeś się na terapię. Co do odstawiania samemu leków - odradzałbym tak robić - lepiej wrócić do lekarza i poprosić o przepisanie czegoś innego co nie będzie wywoływało efektów ubocznych lub przynajmniej nie w skali uniemożliwiającej ich zaakceptowania. Jak poczytasz posty to się zorientujesz, że szukanie właściwego leku czasami mogło zająć trochę czasu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
13 sie 2005, 21:30
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez DarkAngel 07 sty 2006, 19:00
grown-up19, popieram twoje nastawienie do choroby. Pewnie że mozna z tego wyjść. Co do tych leków to zgodze sie z marlow. Niestety jak każdy wie są to leki psychotropowe i nie mozna ich tak sobie samemu odstawiac. Trzeba to robić pod kontrolą lekarza...........
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1538
Dołączył(a)
24 wrz 2005, 01:59
Lokalizacja
z babcinej kołdry

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 26 gości

Przeskocz do