Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez malenstwo31 17 lis 2014, 14:18
za tydzień dopiero wynik!!! koło czwartku mogę dzwonić i pytać! chyba umrę do tego czasu. robiłam bez kontrastu:)
jeszcze w sobote nabiłąm sobie mega guza na srodku głowy.
a biegunki miałam też przy akcji rak żoładka.
jak zrobiłam oczywiście badania samo zniknęły, sprawdzałam tez czy nie jestem uczulona na gluten... wszystko ok to przeszło.
Masakra, jesteśmy młode zamiast cieszyc się życiem to się wkręcamy.
Dziewczyny czy denerwuje Was reklama "rakowi wspak"? czy tylko mnie :mhm:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
597
Dołączył(a)
04 maja 2013, 16:44

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez nefretis 17 lis 2014, 14:52
Witam was
jestem nowa, mam 35 lat i od 10 lat zmagam się z nerwicą lękową pod postacią somatyczną, w skrócie miałam juz wszystkie choroby. Wszystko zaczęło się po urodzeniu pierwszej córki.
Pierwsze lata zmagałam się z dolegliwościami neurologicznymi (wsyzstkie moje objawy były z przewlekłym lękiem o róznym nasileniu, szczękościskiem, uczuciem spięcia szyji, lekiem przed chorobami, przed czyms nieokreslonym)
- zawroty głowy, zaburzenia widzenia, drętwienia, słabośc w nogach, bóle stawów
2,5 roku temu urodziłam 2 dziecko, było bardzo cięzko, dziecko płaczliwe itp, gdy młoda troche podrosła zaczęłam odczuwać skutki ciąglęgo stresu.
Zaczęło się rok temu w październiku: bóle zołądka, zgaga, wzdęcia, bole w krzyzu - oczywiscie diagnoza internetowa rak żoładka, moze trzustki, do tego przeczytałam ksiązkę CHUSTKA i koniec! Zaczęłam mierzyć gorączkę i wazyć się obsesyjnie (robie to do dziś - nie chudnę)
oglądać swoj stolec (miałam hemoroidy po porodzie i czasem na papierze po mocnym zaparciu bywa plamka krwi), miec depresje, codzienne zycie bólami i strachem, potem zgaga troche minęła i od kilku miesiecy zmagam się z jelitami. Bulgotanie, bóle, od kilku tygodni codzienna biegunka (czasem zielonkawa). Dodatkowo 2 mce temu zbadałam tarczyce - wyszło Hashimoto, to mnie załamało, do tego alergia na gluten i nabiał. jestem na diecie. Poprawy brak. od miesiąca Euthyrox w małych dawkach.
Ale teraz najgorsze - od wakacji pobolewało mnie pod prawym żebrem, takie tępe bóle, kłucia nie wymagające tabletek p/bólowych - zrobiłam USG jamy brzusznej - NIC, wątroba i woreczek OK, morfologia OK poza eozynofilami.
Boli niezlaeznie co zjem, czasem nawet w nocy, mam wrazenie, ze po oddaniu gazów i załatwieniu się jest nieco lepiej ale na chwilę. jest to takie ćmienie, jakby rozpieranie, moze to jelito(zagięcie wątrobowe) nie wiem, jestem przerażona, cały czas mysle o tym bólu, zyc sie odechciewa!!! Do tego ta lekka biegunka, bulgotanie, czasem bóle w innych miejscach brzucha + lekkie nudności, czasem brak apetytu, LĘK do potęgi entej!!!! Budzę się i się zaczyna, strach, podwyższony puls, zdrętwienie języka, parcie na stolec. Nie jestem w stanie isc na gastroskopie/kolonoskopie - jak tylko wchodzę na stronę internetową klinki to muszę isć do WC z biegunką:(((
Widzę, ze wy się badacie a u mnie jest odwrotnie - BOJE SIĘ LEKARZY, SZPITALI, BADAŃ - dzis idę do ginekologa bo mam podwyższone FSh, od 3 dni mam taką sraczkę i brak apetytu, że oszaleję, czy wy tez tak reagujecie??
Acha, dodam jedno - nienawidzę reklam i informacji o tych rakach:( A z drugiej strony całymi dniami czytam fora onkologiczne i inne nt. chorób, szczególnie raka. Mój mąz ma tego dość.

-- 17 lis 2014, 14:05 --

No i właśnie ...całe swoje młode zycie zmarnowałam i marnuję na tą podłą chorobę, czekam na najgorsze, moje dzieci cierpią, starsza córka zaczyna mieć podobne objawy do moich, czasami na nie patrzę i wyobrażam sobie, że mnie nie ma i takie biedne, zostały same, wyobrażam sobie swoje umiernaie w szpitalu, pogrzeb. Mam tego tak bardzo dość. Ani jeden dzien od 10 lat nie był normalny. Wiadomo bywały lepsze i gorsze ale niestety z przewagą tych drugich.
Kiedyś leczyłam się u psychiatry, brałam Bioxetin, ładnie mi pomógł, po 1,5 roku odstawiłam bo bóle i lęki mocno zmalały i poczułam sie zdrowa, nie trwało to długo...po kilku tyg. wszystko powoli wracało ale juz pod postacią innych objawów!!! Co za cwane choróbsko. lekarz nie dał mi wiecej leków i zaproponował terapie, nie poszłam z nastawieniem, ze i tak to nic nie da, szkoda kasy.
Co mi pozostało? ciągłe badania, wykluczanie? przecież jak nie jedno to zaraz bedzie cos nowego. Dodatkowo czytam, ze stres jest przyczyną okropnych chorób, błedne koło. Dodatkowo nie pracuję (mąz ma firme, ja jestem z dziecmi w domu), tak wiec od rana siedze przed laptopem i szukam, czytam, dziecko śpi w południe więc co? dalej szukam... popołudniu leże chora w lęku. Wieczorem jest lepiej. Ale budze sie nocy kilka razy z lękiem i kłuciami pod żebrem/gazami w jelitach. I od rana to samo.
Jestem młoda, zamiast wyjść, ubrac się jak człowiek, cieszyć, bawić - siedzę i płaczę, bojąc się raka i wczuwając się w bóle.
Boje sie że naprawdę się czegoś nabawie i sie skonczy:((((
Sory, że tak długo i dużo, musiałam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1020
Dołączył(a)
17 lis 2014, 14:28
Lokalizacja
Poznań

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez malenstwo31 17 lis 2014, 15:35
nefretis, fajnie ,ze mogłaś się wygadac, to na pewno pomaga.
niestety hipochondria to okropna choroba! niby z nami wszystko ok ale zawsze znajdziemy jakąs dolegliwość
Avatar użytkownika
Offline
Posty
597
Dołączył(a)
04 maja 2013, 16:44

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez PannaNerwica 17 lis 2014, 16:24
Czołem wszystkim!

Trafiłam tutaj i ja... Poszukuję zrozumienia, dobrego słowa, podtrzymania na duchu...

Rok temu umarł mi Tata na raka krtani. Widziałam cały proces nowotworowy. Nie chcę o tym zbyt wiele mówić by nie odżywiać wspomnień. W każdym razie myślałam, że radzę sobie z tym całkiem normalnie. Aż do tegorocznych wakacji.

Zaczęło się od przeziębienia. Katar, ból gardła, kaszel - byłam pewna, że to infekcja, więc nie panikowałam. Wkrótce wszystkie objawy przeszły prócz bólu gardła. Bolało i bolało. Zaczęłam mieć wrażenie, że stoi mi w nim gula. Odpaliłam laptopa i weszłam w doktora Google. Diagnoza: rak gardła. Spanikowałam, migiem poleciałam do lekarza, który wyśmiał moje przypuszczenia. Badania krwi, moczu wyszły perfekcyjnie. Mnie jednak dalej bolało i dalej miałam to nieszczęsne uczucie tkwiącej w gardle przeszkody. Po paru kolejnych wizytach u rodzinnego, zdecydowałam się na laryngologa. Prywatnie. Stwierdził, że nie ma raka i trzytygodniowy ból gardła się skończył.

Potem przeziębiłam się jeszcze raz. Pewnego ranka wstałam z obolałą jedną stroną szyi. Zwaliłam to na powiększone węzły chłonne. Druga infekcja w okresie wakacyjnym wzbudziła mój lęk. Trafiłam w Internecie na forum o ziarnicy. Węzły chłonne pasowały. Zaczęły się też poty nocne, utrzymujący się stan podgorączkowy, uczucie gorąca. Wkrótce ból szyi nasilił się tak mocno, że objął ucho i pachę. Raz byłam nawet na pogotowiu po Ketonal. W nocy dostawałam takich "mini" drgawek. Byłam pewna, że to ziarnica. Płakałam, całymi dniami leżałam w łóżku, nie byłam w stanie podjąć żadnej aktywności - bo po co, skoro będę umierać? Wyobrażałam sobie własną śmierć, żegnałam się z bliskimi, mówiłam, że ich kocham, instruowałam co mają przygotować na pogrzeb. Badania krwi dalej uparcie wychodziły idealne (ale przecież naczytałam się, że we wcześniejszym stadium choroby we krwi nic nie widać, a ci lekarze - konowały! - próbowali przekonywać mnie, że jest inaczej). OB było 10, potem spadło do 9, ale mnie to nie zadowalało - bo przecież jakieś takie wysokie, no i na forum pisali, że krew okazywała się u nich idealna, a ziarnica była. W końcu zdecydowałam się na USG węzłów chłonnych (prywatnie). Pani doktor ze zdziwieniem nie wykryła żadnego powiększonego. Były, co prawda, dwa "hipoechogeniczne" w pachwinie, jednak przechodziłam miesiąc wcześniej infekcję dróg moczowych, co tłumaczyłoby ich stan zapalny. Ja w to nie wierzyłam, myślałam, że to tam rozwija się ziarnica. Wkrótce wymacałam sobie nad obojczykiem "powiększony węzełek", cała skóra zrobiła mi się czerwona od tego macania. Wpadłam w histerię, mój chłopak musiał rzucić wszystko i jechać do mnie 120 km, bo nie chciałam "umierać" bez niego. Ponowne USG tego "węzełka" wykazało, że jest to w istocie mięsień, który lekko zapalił się od mojego macania. Temat ziarnicy zakończył się.

Niestety, podczas badania węzłów jeden z lekarzy rodzinnych zbadał mi również brzuch. Stwierdził, że coś mnie tam pobolewa przy ucisku, ale to raczej nic groźnego. Zaczęło się znowu. Ból brzucha niedający się opanować. Przelewanie i różne dziwne dźwięki dochodziły z mojej jamy brzusznej. Problemy z wydalaniem. Znów bałam się, że mam tam gdzieś raka. Poszłam (prywatnie) na USG. Zrobiłam też po raz enty krew i mocz. USG wyszło super, z wyjątkiem małego kamyczka na nerce, którym akuratnie się nie przejęłam. Ale w USG nie widać wnętrza jelit. Wkręciłam sobie bardzo mocno raka jelita grubego. Oglądałam swój stolec, doszukiwałam się w nim krwi. Kupiłam test na krew utajoną w kale. Zrobiłam sobie nawet marker CEA z krwi. Wszystko wychodziło dobrze, ale lęk nie dawał mi żyć. W końcu zdecydowałam się na kolonoskopię, która kosztowała mnie 350 zł. Diagnoza: jelito śliczne, różowe, nie ma nawet żadnych polipów, niczego. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dolegliwości jelitowe zniknęły.

Jak wiecie, niedawno na raka trzustki zmarła ś.p. Anna Przybylska. Strasznie wstrząsnęła mną jej śmierć. Zaczęłam ciągle o niej myśleć. I zaczęło się po raz kolejny. Ból pleców promieniujący do brzucha. Tak bardzo się bałam, że ta straszna choroba dotknęła i mnie. Znowu zrobiłam badania krwi. OB tym razem wyniosło 5, a CRP ciągle utrzymywało się na przyzwoitym, niskim poziomie. Tym razem jednak mama mojego chłopaka zaprowadziła mnie do psychiatry. Dostałam Sulpiryd, Mirtagen na noc (którego nie biorę już, bo ma aspartam - czynnik rakotwórczy) i doraźnie Neurol. Pani dr zapewniła mnie, że żadnego raka nie mam, CRP szybuje wtedy w górę (ha! ale ja w Internecie czytałam, że może być na dobrym poziomie, a i tak...). Powiem szczerze, trochę się uspokoiłam. Chociaż wolałam własną terapię - poszłam jeszcze raz na USG. Traf chciał, że robił mi je specjalista onkolog. Badanie wykazało przepiękne narządy wewnętrzne, nawet kamyk na nerce zniknął.

Teraz mam paraliżujący lęk przed rakiem mózgu. Zaczęło się od przeczytania na pudelku o 26-letniej dziewczynie, która sama wyznaczyła swoją datę śmierci i poddała się eutanazji. Chorowała właśnie na raka mózgu. Następnego dnia rano rozbolała mnie głowa. Przypomniałam sobie te wszystkie swoje rentgeny głowy (w lutym uderzyłam się w ścianę), zębów (nosiłam aparat) i stwierdziłam, że jestem w grupie ryzyka. Potem dołączyły się nudności i różne kolorowe plamy latające przed oczami. Przez te bóle opuściłam parę dni na studiach. Doszło do tego, że rano zaczynają się te bóle i nudności - co wpasowuje się w podawane w Internecie objawy. Znowu myśli o śmierci, o tym, że po co pisać tę pracę magisterską i żyć normalnie, skoro i tak zaraz będzie koniec. Dwie wizyty u lekarzy rodzinnych mnie nie uspokoiły. Poszłam więc do neurologa. Pani dr opowiada się za tym, że mam tzw. napięciowe bóle głowy. Jej pierwszą hipotezą były problemy z kręgosłupem, przepisała mi Dexak, który nie pomógł (tak jak żaden przeciwbólowy). Byłam u okulisty, mam od dawna wadę wzroku, o której wiem. Ważniejsze było jednak badanie dna oka, które wykazało brak zmian. Głowa jednak boli nadal i to tak silnie, że czasem płaczę. Dwa tygodnie się z tym męczę. Dzisiaj od neurolog dostałam Propranolol na "wyciszenie". W dodatku boli mnie cały kark i górne mięśnie pleców. Co, jeśli lekarze oceniają mnie przez pryzmat nerwicy? Jak każdy człowiek, tak samo nerwicowiec może zachorować. Co, jeśli to naprawdę guz mózgu? Może ciśnienie w czaszce jeszcze nie jest tak wysokie, żeby było widoczne na dnie oka? Do tego drętwieją mi od czasu do czasu kończyny. Neurolog powiedziała, że mam przyjść za dwa tygodnie, jeśli nie przejdzie i wtedy zrobimy badania. Dwa tygodnie to dla mnie jednak jak nieskończony czas przeżywania koszmarnego lęku.

Nie wiem już co robić. Najchętniej poszłabym na tomograf albo najlepiej na rezonans. Ale to są kolejne koszty (pieniążków na razie nie mam), a rodzina i tak patrzy już na mnie jak na stukniętą. Mam wrażenie, że mam tego guza i zegar tyka. Że jeszcze jest w formie niezaawansowanej, daje na razie bóle głowy, nudności i drętwienia, ale za chwilę zdarzy się napad padaczkowy albo jakieś wyraźne ubytki neurologiczne. I wtedy może być już za późno. Kupiłam sobie ciśnieniomierz i non stop mierzę ciśnienie, które oscyluje jednak wokół wartości prawidłowych, tj. 120-125/80. Nie umiem powiedzieć sobie, że to nerwica, bo bóle są tak intensywne. Próbuję się jakoś przekonywać, że przecież OB, gdyby był rozrost nowotworowy, nie spadałoby sobie z 10 na 5, tylko rosło (ale wiadomo czego naczytałam się w Interencie). Bóle są ściskające, raz są w czole, raz na czubku głowy, raz w potylicy, promieniują na uszy, a nawet na język. Jeśli zdarzy mi się przeczytać coś źle, nie przypomnieć sobie czegoś, zaciąć się, szukać słowa - zwalam to od razu na guza. Statystyki na mnie nie działają - co z tego, że 60parę% bólów głowy wiąże się z napięciem, migreną albo infekcją. Dlaczego w tych 0,01% z guzem nie mam być ja, a inni tak? Boję się, że ta szyja, to ucho, które mnie wcześniej tak mocno bolało to właśnie było od guza. Boję się, że będę spoczywać na laurach, a guz rozhula się w moim organizmie na dobre. I wtedy będę żałować i płakać, umierając, że wcześniej (czyt. teraz) czekałam...

Apetyt mam bardzo dobry (ale biorę przecież Sulpiryd), nie schudłam. W nocy jako tako śpię. Najgorsze są dni przepełnione myślami o śmierci i okropnym bólem. Siedzę u chłopaka, boję się jechać do mieszkania, które wynajmuję w mieście, w którym studiuję. A mam jechać już jutro :(

W tym tygodniu idę jeszcze do psychiatry, ale... Pomóżcie jakoś :( Bardzo potrzebuję jakiegoś uspokojenia od drugiej osoby, która być może przeżywa to samo. Przepraszam, że się rozpisałam!

PS. Tarczycę też miałam badaną. Fizycznie niby jestem zdrowa (tylko, że ja myślę co innego), ostatnie badanie krwi miało miejsce 15.10, wyszyły lekko podwyższone płytki (414). Chciałam zrobić dziś jeszcze raz "krew", ale pani dr neurolog mnie wyśmiała...
Ostatnio edytowano 17 lis 2014, 16:29 przez PannaNerwica, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
17 lis 2014, 12:06

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez Alice in wonderland 17 lis 2014, 16:28
Nefretis, witaj!

nefretis napisał(a):Wszystko zaczęło się po urodzeniu pierwszej córki.


Ojj brzmi znajomo...U mnie podobne przyczyny: ciąża, poród....uczucie spietej szyi, a także jej ucisk.... :cry: Co dokładnie miałaś z tą szyją? Ja walczę z nią już dobrych kilka miesięcy. Robiłaś jakieś badania poza tarczycą i hormonami po porodach?

Pozdrawiam gorąco!!!

Ps podczytuję Was moi Drodzy nadal ale rzadko piszę bo córcia pochłania cały mój czas... Jestem z Wami jednak myślami...

-- 17 lis 2014, 16:44 --

Panna Nerwica, hej, witamy! Przede wszystkim bardzo dobrze , że napisałaś tutaj. na takich forach co prawda nieco mysli krążą wokół chorób ale zawsze człowiekowi raźniej, nie jest sam, czyta o ludziach, którzy cierpią podobnie, poza tym można wyrzucić z siebie wszystkie myśli, o tym, o czym nie powiedzilibyśmy bliskim albo o czym oni nie chcą już słuchać. MOim zdaniem bardzo dobrze, że mama chłopaka zaprowadziła Cie do psychiatry i fajnie, że masz kolejną wizytę szybko. A czy ona prowadzi też terapię? Ja bym bardzo polecała Tobie spotkania z psychoterapeutą. Sama na takie chodzę i pomagają bardzo w walce z lękiem. Miło czytać, że wspiera Cię chłopak i jego mama. To cenne. Trzymaj się dzielnie!
Moje objawy: Ucisk w szyji, napięcia mięśni szyi, flegma w gardle
Posty
252
Dołączył(a)
01 sie 2013, 18:27
Lokalizacja
Kraina czarów...

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez malenstwo31 17 lis 2014, 16:53
PannaNerwica, :papa: witaj:) ja obecnie czekam na wynik TK głowy podobnie jak u Ciebie śmierć Ani i tej dziewczyny z pudelka.
najważniejsze ,że masz wsparcie. ja też dzięki mojemu chłopakowi daje jakoś radę. Polecam terapie to naprawdę pomaga.
z nami będzie Ci raźniej.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
597
Dołączył(a)
04 maja 2013, 16:44

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez angie1989 17 lis 2014, 16:56
PannaNerwica, Witaj ;* to wszystko co piszesz brzmi znajomo
Ja robiłam tak samo jak ty majątek wydalam na lekarzy na badania teraz juz tak nie chce. Choc dziennie mecza mnie myśli o raku nie wiem jak mam wyjść z tej hipochondrii.
Tobie radze nie iść na ten rezonans bo na pewno tam nic nie ma a tylko bledne kolo nakręcisz.

-- 17 lis 2014, 16:00 --

malenstwo31, Czy Twoja mama się wyleczyła? Nie martw sie tym tk bedzie dobrze. Faktycznie dość dlugo kazali Ci czekać na wynik ja robiłam w piatek a w poń miałam wynik rezonansu.

nefretis, Rozumie Cie doskonale, u mnie cala jazda tez zaczela sie po urodzeniu córeczki i to juz tak od roku trwa...ciagle wymyślam nowe choroby...juz nie wiem lepiej badać sie czy nie...dolegliwosci miałam przeróżne...jakbys poczytala moje wcześniejsze posty to na prawdę juz tyle chorób przerobiłam ze szok.
Offline
Posty
749
Dołączył(a)
04 gru 2013, 19:04

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez PannaNerwica 17 lis 2014, 17:02
malenstwo31 napisał(a):PannaNerwica, :papa: witaj:) ja obecnie czekam na wynik TK głowy podobnie jak u Ciebie śmierć Ani i tej dziewczyny z pudelka.
najważniejsze ,że masz wsparcie. ja też dzięki mojemu chłopakowi daje jakoś radę. Polecam terapie to naprawdę pomaga.
z nami będzie Ci raźniej.


Dziękuję Ci za ciepłe przywitanie :*
Nawet nie wiesz jak zazdroszczę Ci tego TK! Zrobiłaś prywatnie? Jeśli tak, ile zapłaciłaś? Długo czekałaś? Przepraszam jak wcześniej pisałaś o tym, ale nie doszukałam się. Widzę, że boisz się wyniku, ale myślę, że wyjdzie wszystko super :) Mam tak dziwnie też, że o innych się nie boję, o innych myślę jako (o większości) o zdrowych ludziach. Tylko ja...
Dostanę pieniążki pod koniec listopada (stypendium) i zastanawiam się także nad tym badaniem...
Chciałam kupić sobie ciuchy albo nową komórkę, ale święty spokój jest chyba dla mnie o wiele cenniejszy.
Jednak z kolei boję się, że mnie tak napromieniują, że od tego czegoś dostanę (jeśli tam już nic nie ma). Paranoja :(

A terapię muszę podjąć. Wiem. Tylko tak się koncentruję na tych swoich objawach, że latam od jednego lekarza do drugiego, a na terapię czasu już brak.

angie1989 napisał(a):PannaNerwica, Witaj ;* to wszystko co piszesz brzmi znajomo
Ja robiłam tak samo jak ty majątek wydalam na lekarzy na badania teraz juz tak nie chce. Choc dziennie mecza mnie myśli o raku nie wiem jak mam wyjść z tej hipochondrii.
Tobie radze nie iść na ten rezonans bo na pewno tam nic nie ma a tylko bledne kolo nakręcisz.


Już sama nie wiem co robić...
Czasem, czytając objawy chorób w Internecie, natrafiałam też na to forum. Dziś zdecydowałam się tutaj napisać. Stwierdziłam, że źródło wsparcia pomoże walczyć mi z wysokim poziomem lęku. Jak na razie chciałabym podziękować, bo udało się mi uśmiechnąć :*
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
17 lis 2014, 12:06

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez nefretis 17 lis 2014, 17:06
Alice, z szyją nikt mnie nie diagnozował, miałam tez problem z karkiem, ścisk, uczucie flegmy, napiecie, a parę lat temu tak straszny przykurcz, że wzywałam rehabilitanta do domu (powiedział, ze to na tle nerwowym). Spieta szyję mam codziennie, jakby mnie ktoś dusił, zawiązał jakiś szalik. Wiem, że to nerwicowe. O dziwo nie boje sie tego objawu ale jest męczący.
Badałaś tarczycę? Usg? Czytałam w necie, że problemy z szyją są z niedoczynności tarczycy.

Panna Nerwica, współczucia, chętnie napisałabym Ci że na 100% jesteś zdrowa fizyczne, tak bardzo znam te objawy i te wzystkie etapy
I najsmieszniejsze jest to, że komuś umiem tak powiedzieć ale sobie NIE! U siebie jestem pewna,,ze cos sie toczy a to kiedy się dowiem to kwestia tygoni, miesięcy, więc czas sie żegnać :( Boże żeby ktoś mi powiedział wprost, że nic mi nie jest, czy mam sie badać? Przeciez to obłęd, takie badania pozbawiają mnie zycia, energii, mam okropną biegunke
Panna, u mnie śmierć tragiczna brata i babci (byłam przy niej, widziałam jak umiera w szpiatlu) były koljnym wyzwalaczem stresów i objawów
O A. Przybylskiej nie mówię nawet

Angie no właśnie - badać sie czy nie???????? Mnie badania j.w pisałam. wy-kań-cza-ją! Nie śpię, nie jem, jestem poza rzeczywistością, tylko czekam na termin, biedne moje dzieci:(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1020
Dołączył(a)
17 lis 2014, 14:28
Lokalizacja
Poznań

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez angie1989 17 lis 2014, 17:14
nefretis, mnie badania tez wykańczają stresuje sie przez nie tylko. Na razie mam postanowienie do końca roku sie nie badać...ale czy dotrzymam słowa nie wiem.
Chciałabym myslec tylko o nadchodzących świętach cieszyć się z nich jak dawniej a nie przejmować chorobami... PannaNerwica, zrobisz jak będziesz chciała ale z własnego doświadczenia wiem ze to nie ma sensu tyle osób robili tu tk i rezonanse ja również i wszyscy mieli dobre wyniki.
Offline
Posty
749
Dołączył(a)
04 gru 2013, 19:04

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez Alice in wonderland 17 lis 2014, 17:20
nefretis napisał(a): ścisk, uczucie flegmy, napiecie, przykurcz, Spieta szyję mam codziennie, jakby mnie ktoś dusił, zawiązał jakiś szalik. (


Jeny......to moje objawy są...!!!!! odezwe sie wieczorkiem bo teraz mam chwilkę zeby zjesc bo dzidzia śpi....
Moje objawy: Ucisk w szyji, napięcia mięśni szyi, flegma w gardle
Posty
252
Dołączył(a)
01 sie 2013, 18:27
Lokalizacja
Kraina czarów...

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez PannaNerwica 17 lis 2014, 17:35
nefretis napisał(a):Panna Nerwica, współczucia, chętnie napisałabym Ci że na 100% jesteś zdrowa fizyczne, tak bardzo znam te objawy i te wzystkie etapy I najsmieszniejsze jest to, że komuś umiem tak powiedzieć ale sobie NIE! U siebie jestem pewna,,ze cos sie toczy a to kiedy się dowiem to kwestia tygoni, miesięcy, więc czas sie żegnać :( Boże żeby ktoś mi powiedział wprost, że nic mi nie jest, czy mam sie badać? Przeciez to obłęd, takie badania pozbawiają mnie zycia, energii, mam okropną biegunke
Panna, u mnie śmierć tragiczna brata i babci (byłam przy niej, widziałam jak umiera w szpiatlu) były koljnym wyzwalaczem stresów i objawów
O A. Przybylskiej nie mówię nawet


Przyjmij wyrazy współczucia :* Też chciałabym bardzo, żeby ktoś powiedział, że jestem zdrowa i mam się już nie badać, iść poszaleć, pokupować sobie ciuchy czy co tam chcę zamiast ładować kasę w badania... Jak tak o tym myślę to brzmi jak raj...
Mam tak samo - u kogoś wszystko jest okej, nawet jak ma jakieś objawy, ale ja to inna bajka. Tak jak pisałam, nawet statystyka do mnie nie trafia. Kiedy mój chłopak mówi, że rak w moim wieku to jak 1 do iluśtam, to ja odpowiadam, że jeśli w pudełku jest 99 czarnych kul i 1 biała, to prawdopodobieństwo wylosowania kuli białej jest takie samo jak czarnej. I że nie jest powiedziane, że mnie nie trafi. I jak on na to już nic nie potrafi odpowiedzieć to jeszcze bardziej nakręca mnie lękiem.

angie1989 napisał(a): PannaNerwica, zrobisz jak będziesz chciała ale z własnego doświadczenia wiem ze to nie ma sensu tyle osób robili tu tk i rezonanse ja również i wszyscy mieli dobre wyniki.


Na razie się zastanawiam (i tak już zdążyłam sprawdzić ceny w moim mieście, ech). Myślę, że optymalnie będzie jak pójdę do psychiatry w czwartek (neurolog kazała mi iść, żeby zmienić ten nieszczęsny Sulpiryd - podobno nie jest zbyt szczęśliwym trafem jeśli chodzi o mnie) i zapytam co on o tym sądzi :)

Pozdrawiam Was wszystkie bardzo ciepło! Oczywiście nie chcę by kogoś nękało to okropne zaburzenie, ale jest lżej, kiedy widzi się, że nie jest się samemu z tym okropieństwem :) Ile bym dała, żebyśmy wszyscy to pokonali...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
17 lis 2014, 12:06

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez malenstwo31 17 lis 2014, 18:25
angie1989, moja mama miała wczesne stadium i skończyło się na wycięciu guza radioterapii i tabletkach na 5 lat. Kontrola co pół roku. Na razie wszystko ok i mam nadzieje ze nic się nie zmieni. Znam mnóstwo kobiet która żyją po 25 lat po usunięciu całej piersi.
Dziewczyny musimy się wspierać. Ja juz nie czytam o chorobach.
W sobotę nabilam sobie guza i mnie to miejsce boli. PannaNerwica, moje przygody z chorobą zaczęły się właśnie od choroby mojej mamy. Ona zaczynala leczenie w tym czasie nagle zmarł mój tata.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
597
Dołączył(a)
04 maja 2013, 16:44

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez marta80 17 lis 2014, 19:27
Nefretis i PannaNerwica witajcie;))))!!

wolabym was spotkac na innym forum rzecz jasna...ale coz zycie((:

Nefretisczytajac twoje historie jakbym siebie czytala;)tzn mialam bardzo dlugo bole pod pr zebrem....pare usg plus morfologia itd..usg jedynie co wykazalo to stluszczenie watroby....dieta i ziolami powoli dochodze do ladu...ale dlugo sie meczylam z tymi bolami i ukluciami...i oczywiscie lek i mysl o najgorszym!!
teraz zas przerabiam bole pod lew zebrem,,,i lek o trzustke,,,bole sa az na wylot...i do tego biegunki((:ktorymi jestem juz zmeczona((:
wyniki i usg brzucha miialam na poczatku wrzesnia i niby ok...
nie mieszkam w pl .wiec mam ciezej aby dostac sie do lekarza...

-- 17 lis 2014, 18:30 --

malenstwo31 tydzien to dlugo wykonczylabym sie((:zadz szybciej napewno bedzie mowie ci...ja tak robilam....tymardziej ze wynik bedzie dobry to nie maja nad czym debatowac;)mowie ci,...ale widzisz u mnie euforia po Tk trwala pare dni...i se wymyslilam...ze tk moze nie jest dokladne i rezonans robilam czujesz/???no to to jest normalne??? :why: :why:
Offline
Posty
446
Dołączył(a)
28 sty 2014, 19:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do