Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Mafju88 14 kwi 2008, 00:13
Bolo napisał(a):proszę dać jakąś wskazówkę ew leki którymi mogę się z tego wyleczyć.


Chyba najwiekszy blad ludzi z forum... wielu pyta sie innych jakie leki i w jakich dawkach ;| no kurde ludzie opamietajcie sie z przepisywaniem sobie sami lekow a juz wogole jak ktos pisze ze to powinno pomoc i czy ma ktos sprzedac to porazka :/ Idz do psychiatry i da Ci stosowne leki a jak boisz sie ze psychiatra to od czubkow to powiem Ci ze da Ci te same o ludzie z forum podpowiedza tlyko ze bedziesz mial 100% pewnosc ze to dobry lek a lbo da nawet jakis lepszy na ktory nikt inny by nie wpadl :) a pozatym pomysl uo terapii u psychologa i bez lekow podejrzewam sie obejdzie:) pozdrawiam
I'll be where the eagles flying higher and higher
Offline
Posty
647
Dołączył(a)
20 gru 2007, 11:51

Czy na Nerwice Można umrzeć?

przez Pabloooo1892 14 kwi 2008, 21:19
Mam pytanie czy na nerwice można umrzeć? albo ma jakieś skutki że może przerodzić się w jakąś poważną chorobę ? bo odkąd mam stwierdzoną nerwice... trochę poczytałem i w internecie piszą że można nawet wyjałowić organizm i umrzeć, bardzo mi źle z tą nerwicą mimo żę ją mam to chciałbym prowadzić taki tryb życia jaki prowadziłem codziennie sobie ćwiczyłem i biegałem , żyłem jak normalny nastolatek chodziłem na solarium na imprezy a teraz sie boje tego wszystkiego robić bo sobie znajduje rożne przyczyny ze np od solarium zachoruje na raka a od ćwiczeń dostane wady serca i tak w kółko a chciałbym to robić nadal bo mam dopiero 19 lat i chce żyć pełnią życia mimo tego żę dzień w dzień źle sie czuje ... i dlatego sie pytam czy od tego można zapaśc w jakąś poważną chorobę albo umrzeć.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 3:40 pm ]
nikt mi nie odpowie?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
14 sty 2008, 22:15
Lokalizacja
warszawa

Nerwica

przez Znakzapytania 16 kwi 2008, 15:00
Czy nerwica lękowa może tak poprostu sama ustąpić? Bez zadnych leków ani nic?
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
02 lip 2007, 22:50

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Pomóżcie proszę bo nie wytrzymuję

przez kasia111 17 kwi 2008, 15:18
Hej

już się chyba wykończyłam. Jestem na piatym roku UW na studiach dziennych na zarzadzaniu. Poszłam na te studia bo rodzice chcieli. Po maturze nie wiedzialam kompletnie co mam robić, byłąm calkowicie niedojrzała. Przebrnelam jakos przez te 4 lata,od 3 roku zaczelam pracowac, narobilam sobie mnostwo zalegloscie ktorych nadrabianie w ciagu ostatniego pół roku doprowadzilo mnie do nerwicy. Nienawidzialam tych studiów, nie lubilam ludzi z którymi studiowałam. Mialam 2 warunki ktore teraz udalo mi sie zaliczyć.Wiele razu mówiłam ze chcialabym sie przeniesc na studia zaoczne i pojsc do normalnej pracy na caly etat. Rodzice sie sprzeciwiali twierdzac ze " jeszcze się napracuję" i zebym sobie postudiowala poki mogę. Ja nie mialam w sobie tyle sily i odwagi zeby się im sprzeciwic i wziasc sprawy w swoje rece.Na seminarium magisterskie oczywiscie nie chodzilam bo wolalam isc do pracy, wydawalo mi sie ze mam jeszcze duzo czasu, ze sobie poradze. Po zaliczeniu styczniowej sesji zaczelam sie nad tą pracą magisterską zastanawiac, zmienilam promotora, razem wymyslilismy temat i mialam zaczac pisac. Wypozyczylam i przeczytalam kilka ksiązek ale ja nie umiem!!!!!! Nie jestem w stanie napisac tej pracy i teraz juz wiem ze jej nie napisze i nieskoncze tych studiów. Zaczelam cos pisac, ale nie wiedzialam kiedy mam wkleić jakis cytat. Mam napisaną 1 stronę jakichś bzdur. Mysle o tym non stop i mam juz taką nerwicę ze juz nie wytrzymuje. W domu jest strasznie, nikt mi nie umie pomoc, przestalam nawet rozmawiac z ludzmi. Zmarnowalam 5 lat. Nie bede nawet miala dyplmu, a co są warte studia bez dyplomu??? Nie mogę znieść tej swiadomosci i juz nie daje rady. Od kilku tygodni chodze do psychologa ale nic mi to nie pomaga. Ja musze napisac tą pracę. Nie wyobrazam sobie jak moglabym ie skonczyc tych cholernych studiów. Wiem ze dopoki jej nie napisze, nie bede mogla znalezc sobie normalnej pracy i wyprowadzic sie z domu. Co powinnam zrobic? czy moze mi ktoś pomoc.
Przepraszam za balagan i skladnię ale strasznie się denerwuje.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 14:52

przez Raf 17 kwi 2008, 15:29
u mnie terapia trwala długo i była wyczerpująca, ale było warto. wstydliwe problemy odeszły i jesteśmy zżoną szczęśliwi. poprawiło się w naszej rodzinie nawet dzieciaki są jakieś weselsze. ogólnie życze wszystkim takiego efektu. ale myśle ze jakieś pierwsze stadia mogą ustąpić po prostu przy sprzyjających warunkach.
Raf
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
27 sie 2007, 14:30

przez tomakin 17 kwi 2008, 15:32
ja na 5 roku rzuciłem studia w cholerę (bo już dostałem od wykładowców to, po co tam poszedłem - filozofia na UWr), jestem teraz administratorem serwisów internetowych, spokojnie wyciągam dziennie 100 us$, a tylko dlatego tak mało że 90% pracy wykonuję dla organizacji charytatywnych

wolę nie myśleć jakim bagnem byłoby moje życie gdybym poszedł na jakieś... tfu... zarządzanie

yo
Offline
Posty
737
Dołączył(a)
21 paź 2007, 18:49

Avatar użytkownika
przez ewa125 17 kwi 2008, 17:21
kasia doskonale cie rozumiem mialam prawie identyczna historie jak twoja tylko z tymi roznicami- skonczylam 3 lata na akademii med. i nerwica sie pojawila po skonczeniu studiow.po 1 to jest zawsze blad sluchac rodzicow w tych sprawach, samemu trzeba wioedziec czego sie chce bo potem sie przyczepia nerwica a z ta to juz nie taka latwa walka. po 2 rodzice popelniaja wielki blad chcac na sile wbrew woli dziecka zrobic z niego niewiadomo kogo. ja do tej pory mam zal i mnie bierze zlosc na moja mame jak o tym pomysle chociaz minely juz 2 lata od skonczenia.po 3 na 5 roku nie ma co rezygnowac. prace napiszesz nie martw sie nie takie tlumoki pisaly i zdaly. tylko spokojnie. najpierw zbierz wszystkie potrzeben ci materialy z bibliotek, z netu, potem ewentualnie wyszukaj w ksiazce telefonicznej jakas polonistke, zaplac jej za kilka godzin, niech ci pomoze zlozyc to wszystko w kupe.powodzenia. i zycze wszystkim zeby nigdy nie byli zmuszani przez rodzicow do bycia "wyksztalconym"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Avatar użytkownika
przez midaa 17 kwi 2008, 23:36
Kasiu, czy Ci się te studia podobały czy nie pracę napisz.
Zawsze to Ci się przyda, łatwiej o pracę, możesz sobie zrobić potem studia podyplomowe z tej dziedziny która Ci będzie odpowiadać.

I nie wamwiaj sobie,że tej pracy nie napiszesz, bo napiszesz.Masz taki kryzys teraz. Nie spiesz się.Myśl pozytywnie i małymi kroczkami do przodu.Będzie dobrze zobaczysz. ;)

Ja mogę napisać tylko tyle,że zdawałam na medycynę, a skoczyłam prawo-pod nacisikem ojca, nie jestem z tych studiów zadowolona, ale zawsze mogę jeszcze coś zmienić, tak czy owak- pracę napisałam, obroniłam i teraz ten dyplom się przydaje.Zawsze lepiej go mieć niż nie.Pozdr.
MICHAEL JACKSON 1958-2009 [*] Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
135
Dołączył(a)
13 gru 2007, 12:52

nerwica lękowa

przez mietka1964 18 kwi 2008, 14:33
przeczytałam wszystkie wasze posty, mam ten sam problem z tą róznicą ze męcze się z tym od trzech lat, brałam leki rexetn, seroxat i wcale nie było lepiej boję sie sama wychodzić z domu mam zawroty głowy duszności kolatanie serca. Miałam zrobione wszystkie badania i niby jest ok a problem istnieje. Teraz odstawiłam leki bo skoro nic nie dają to po co się truć, lekarz mi powiedział że ratuje mnie tylko terapia psychologiczna a dostać się państwowo to marzenie.
Depresja niestety lubi powracać są momenty że jest lepiej a za jakiś czas się nasila. Ja już przestałam pracować bo niestety musiał by mnie ktoś do niej wozić także totalna porażka. To poprostu nie życie ciągle być od kogoś uzależnionym i...Ja naprzykład mam wontpliwości co do 100% wyleczenia może dlatego że tak długo się z tym męcze.
W nerwice wpadłam jak mi poważnie zachorowało dziecko, mały wyzdrowiał a moja nerica lękowa pozostała :lol: to się nazywa fart :oops:
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
18 kwi 2008, 14:05

Avatar użytkownika
przez midaa 18 kwi 2008, 21:25
Ostatnio przeczytałam że korzystając z terapii nerwica jest w 20-30% całkowicie uleczlana, a pozostała częśc osob czyli to 70-80% udaje się podleczyć.Mało tego są pewne uwarunkowania biologiczne-genetyczne, które predysponują do tego,że się na nią zachoruje.
Ja się generalnie z taką opinią zgadzam.
MICHAEL JACKSON 1958-2009 [*] Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
135
Dołączył(a)
13 gru 2007, 12:52

Re: Pomóżcie proszę bo nie wytrzymuję

Avatar użytkownika
przez Olko 18 kwi 2008, 22:57
Witaj Kasiu. Czytając twoje ..
kasia111 napisał(a):Wypozyczylam i przeczytalam kilka ksiązek ale ja nie umiem!!!!!! Nie jestem w stanie napisac tej pracy i teraz juz wiem ze jej nie napisze i nieskoncze tych studiów. Zaczelam cos pisac, ale nie wiedzialam kiedy mam wkleić jakis cytat. Mam napisaną 1 stronę jakichś bzdur. Mysle o tym non stop i mam juz taką nerwicę ze juz nie wytrzymuje.
.. to jakbym miała swój obraz ze stycznia tego roku. Też jestem na V roku studiów, także studiuje "dzięki" rodzicom, moja nerwica narastała stopniowo.. Jakieś takie apogeum osiągnełam koło stycznia, a objawiało się to do tego stopnia, że nie potrafiłam książki potrzebnej do pracy otworzyć bo zasypiałam.. a jak udało mi się nie zasnąć to kompletnie nie potrafiłam się skoncentrować.. Ten stan plus wisząca nad głową praca, problemy z rodzicami, brak ochoty na wszelaki kontakt z innymi ludźmi potęgowały u mnie ogromne napięcie, sprawiły, że byłam o krok od popełnienia samobójstwa.. wtedy wylądowałam u psychologa.. on skierował mnie na terapie grupową.. za tydzień ją kończe i czuje się zdecydowanie lepiej. A moja praca już jest napisana.. Miałam taki miesiąc pełnej moblizacji.. Sama nie wiem kiedy ją stworzyłam. Jest nadzieja..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
13 kwi 2008, 21:35

doświadczony atakami lęku facet 29 lat,Wawa

przez hard_to_imagine 21 kwi 2008, 01:21
Witam,
Walczę z atakami lęku gdzieś od 15 roku, mam teraz 29 lat(facet). Cierpię również na chorobę tarczycy zwaną HASHIMOTO, (ta przypadłość również powoduje stany lękowe i depresyjne).
Są takie okresy, że nic się nie dzieje (nawet rok, 2 lata), ale
ostatnio się pogorszyło i miewam je dość często. Jeśli mam atak lęku to najczęściej wygląda to tak, że mam cały ściśnięty żołądek i serce mi się "dławi", czuję ogromy lęk, nie potrafię utrzymać jednej pozycji ciała, cały się trzęsę, lewą rękę muszę trzymać do tyłu, bo gdy tylko ją wyciągnę do przodu - lęk wzrasta. Nie wiem czemu tak się dzieje, ale podczas takiego ataku jestem jak sparaliżowany. Oczywiście wiem, co się ze mną dzieje, ale nie jestem w stanie nic na to poradzić. Wtedy
pomagają mi leki:
Najczęściej biorę METOPROLOL-wystarczy pół tabletki 50 mg i atak po
20 minutach mija. Lek ten uspokaja serce, obniża również ciśnienie,
więc nie można go brać dużo. Pomagają mi też tabletki ziołowe
Labofarm z WALERIANĄ i innymi składnikami. Rzadziej biorę
HYDROXIZINUM, a to dlatego, że lek ten hamuje właściwoście poznawcze
mózgu - w skrócie mówiąc ciężko się po nim uczyć, czytać.
Wiem, jakie sytuacje wywołują u mnie ataki lęku i staram się ich
unikać, ale nie zawsze jest to proste.
Ostatnio mam bardziej stresujący okres i ataki wróciły, ale powoli
staram się oswajać z tą "nową sytuacją". A tak w ogóle, to jak u
większości ludzi, albo u części, źródło moich lęków oczywiście TKWI
W DZIECIŃSTWIE. Do tego dochodzi to, że jestem bardzo wrażliwy, do
tego stopnia, że ta wrażliwość mnie "zabija", rzadziej mi pomaga.
Na przykład w wyniku ekscytacji i podniecenia jakąś sytuacją np.
jakimś filmem, lub przeżywaniem filmu lub czegoś innego - również
jestem poddenerwowany.
To tak w skrócie o mnie. Przechodziłem kiedyś psychoterapie i byłem
leczony lekiem LEXAPRO (na mnie działał dobrze) i mi pomógł. Co do
psychoterapii to chyba nie zrozumiałem jej celu, idei. Sam nie wiem.
Myślę nad kolejną psychoterapią. Jak nie ma ataków lęku to jest w
porządku, ale jak się przydarza coś, to człowiek potem czuje się
niefajnie.
Chętnie usłysze czy ktoś z was ma podobne ataki lęku polegające na
szybkim łapaniu oddechu i "dławieniu" się serca lub kołataniu.
Próbuję też opanować kilka NATRĘCTW.
Pozdrawiam.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
21 kwi 2008, 01:11
Lokalizacja
Warszawa

przez 19_latek 24 kwi 2008, 08:27
Witam,
ostatnio robilem duzo badan i wszystko wyszlo bardzo dobrze. (Echo serca, ekg, usg, badanie krwi itp)
Dostalem lekarstwo Concor 2,5mg ktore mialo za zadanie nie dopuszczac do naglego skoku pulsu. (czyli tego naglego bicia serca)
Przez pierwszy tydzien wszystko bylo dobrze, ale teraz znowu zaczyna sie cos niedobrego dziac. W sobote ide do tego lekarza i prawdopodobnie dostane skierowanie do Psychiatry.

Wczoraj mialem taki (atak?) ze ide z kolega po dobrze znanym miejscu.. i nagle takie uczucie jakby mnie tam naprawde nie bylo, jakby to sie sniło, tak co chwile jakbym tracil swiadomosc. Oczywiscie znowu szybsze bicie serca, strach ze sie przewróce zachwile albo strace panowanie nad ciałem. Pomogla mi "zabawa z telefonem".

Jak myslicie czy na to jest jakies lekarstwo? Chce byc normalnym 19-latkiem ktory moze wszedzie chodzic i robic co chce a tak to juz nawet boje sie chodzic w dalsze miejsca.

Prosze o odpowiedzi.
19_latek
Offline

przez MIkula 24 kwi 2008, 10:23
Witam :-)

jestem na tym forum pierwszy raz. Wertuję od kilku dni strony internetowe napędzając się jeszcze bardziej przeczytanymi historiami :-/ Od tygdonia dzieje się ze mną coś przytłaczającego. Mam 30 lat i fajne życie, pracę, męża, dziecko. Miesiąc temu zmarła moja mama. Bardzo to przeżyłam. Ale chodziłam do pracy i jakoś się trzymałam. Do tego doszły jeszcze kłopoty rodzinne z ukochaną babcią, która leży po udarze, a którą zajmowała się moja mama. Pewna niechęć pozostałych dzieci do opiekowania się nią sprawił, że byłam zdruzgotana podówójnie. Mama i chora babcia, której mi bardzo szkoda. Nie wiem, czy to co stało się tydzień temu ma jakiś związek z moimi ostatnimi przeżyciami, ale nagle naszła mnie tęsknota, tak jakby wszystko nagle do mnie dotarło. Najpierw byłam bardzo pobudzona, wkurzona, wyżywałam się na moim biednym mężu. Aż któregoś wieczora (czwartek) kiedy zasypiałam wyskoczyłam z łóżka jak opętana. Miałam wrażenie, ze coś dzieje się z moim ciałem. Że tak jakby z niego wychodzę, że mam jakieś nierealne ciało (nie wiem, jak to opisać). Nic takiego się oczywiście nie stało, zaczęłam głęboko oddychać, mąż mnie uspokoił, ale nagle pojawił się ten parszywy lęk, który towarzyszy mi do dzisiaj. Najpierw bałam się, że umrę tak jak moja mama- nagle. Bałam się o swój oddech. Kiedy zrozumiałam, jakie to absurdalne zaczęłam się bać o swoich bliskich. Potem (do teraz) że zwariuję i że nastąpią w mojej głowie jakieś zmiany. Boję się, że sobie coś zrobię, choć kocham życie i nie mam myśli samobójczych. Trwa to jakiśtydzień. Śpię dobrze, ale od rana wszystko zaczyna się od nowa- ogromny stres i lęk. Niedobrze mi na samą myśl, ze muszę wstać z łóżka, zmierzyćsię z tym napięciem. Nie mam napadów paniki, tylko taki notoryczny lęk w sobie, który zmienia mój sposób postrzegania świata. Dwa razy miałam coś, co trudno nazwać atakiem, ale były to takie momenty, kiedy moje napięcie osiągnęło apogeum. Czułam mrowienie w głowie, czułam, jak lęk ogarnia moje ciało. Wtedy uspokajałam się jkaoś oddechem, wychodziłam na balkon, próbowałam sobie wytłumaczyć, że to tylko panika. Piję herbatki ziołowe na uspokojenie,a le niewiele pomagają :cry: Nie mogę jeść, mam mega doła, nie mam siły odpisywać na maile przyjaciół, z trudem przychodzi mi przytulanie dziecka, wciąż się boję- życia, śmierci, szaleństwa. Funkcjonuję normalnie, chodzędo pracy, spotykam się z ludźmi, tylko ze nic mnie nie cieszy, bo mam w sobie ten cholerny stres i lęk. Czuję się tak, jak w dniu pogrzebu mojej mamy, tyle że wtedy nie panikowałam, bo wiedziałam, że to minie i faktycznie emocje opadły tuż po pogrzebie. Czuję, jakbym miała od kilku dni jakąs traumę życiową, wyzwalającą ogromny stres i paraliż, a przecież nic złego się nie dzieje...
Kiedy urodziłam dziecko czułam się podobnie, przez pierwsze dni budziłam się zlana potem, mąż nie mógł mnie na długo zostawiać samej w domu. Tyle, że wtedy wydawało mi się, że to jakaś depresja poporodowa i faktycznie to jakoś minęło. Wprawdzie do dzisiaj (minęły dwa lata) płacz dziecka mnie czasem paraliżuje, ale nie na tyle, aby robić z tego tragedię. Wcześniej nie miałam czegoś takiego- jedynie jako 16-latka miałam taki okres natręctwa myśli, bałam się że umrę albo że zostanę biedakiem (prosze się nie śmiać ;-) ) ale jakoś mi to samoistnie minęło. Potem życie toczyło się dalej. Generalnie jestem typem człowieka szczęśliwego z tendencją do huśtawek emocjonalnych (stany radości, potem lekkie przygnębienie- głównie od czasu porodu tak mam), mam też skłonności do wybuchów gniewu. Nie umiem panować nad emocjami. Sama nie wiem, czy to nerwica czy jakiś kryzys? Czy takie zachowanie kwalifikuje się na wizytę u psychiatry? Jestem bardzo przygnębiona i z góry dziekuję Wam za pomoc..
Pozdrawiam
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
24 kwi 2008, 10:05

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: SCF i 33 gości

Przeskocz do