Skocz do zawartości
Nerwica.com

Problem z moją psychiką i związkiem


Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie,

Chciałbym się podzielić z Wami problemem, który męczy mnie od dłuższego czasu, kołatają mną różne myśli i chciałbym wiedzieć z czego to wynika według Was. Historia jest dość długa, jak ktoś dotrwa do końca to z góry dziękuję.

Zacznę od tego, że mam 26 lat i w styczniu 2018 roku udało mi się wejść w pierwszy poważny związku. Może inaczej, w styczniu po raz pierwszy spotkałem się z dziewczyną, z którą później byłem w związku. Jak to na początku takiej znajomości bywa spotykaliśmy się dość często. Bardzo mi ZALEŻAŁO na tej znajomości, wydawało mi się, że ta dziewczyna spadła mi z nieba, pod wieloma względami mieliśmy wiele wspólnego. Ważnym faktem jest chyba to że spotkania inicjowałem głównie ja. Wymyślałem coraz to nowe miejsca na spacery, spotkania, można powiedzieć, że w pewnym stopniu stawałem na głowie, żeby jej ten czas urozmaicić, nawet jak mówiła że wystarczy zwykły spacer, to chciałem żeby był niezwykły. Dopiero w maju zgodziła się na związek. Generalnie wszystko było super, pojawiały się co prawda jakieś dziwne fochy z jej strony, czasami nie wiadomo o co, czasami faktycznie coś zrobiłem. Ale tak mi ZALEŻAŁO, tak widziałem w niej tą jedyną, że chciałem wszystko wyjaśnić naprawić i jak najszybciej sprawić, żeby znów było dobrze. Były też 2 momenty, kiedy to ona chciała zerwać (raz według mnie słusznie, raz nie), ale ja nie wyobrażałem sobie życia bez niej. Przepraszałem ją, tłumaczyłem, że to nie tak jak ona myśli. I zawsze kiedy myślałem, załamywałem się, że to będzie już chyba koniec, to wszystko wracało do normy. Ciągnęło mnie do niej niesamowicie. Cały czas mi ZALEŻAŁO, czułem taką pozytywną energię i presję, żeby było między nami dobrze, zaczęło się wspólne nocowanie, dalej wymyślałem nowe miejsca na randki, robiło się coraz poważniej. W końcu i ona zaczęła się coraz bardziej angażować w ten związek, byłem szczęśliwy. Aż przyszedł listopad…

Zbliżało się półrocze naszego związku. Planowałem coś jej kupić z tej okazji, zabrać ją gdzieś, zrobić jakąś niespodziankę. I kiedy było blisko tego dnia to nagle uświadomiłem sobie, że… chyba wcale tego nie chcę. W kolejnych tygodniach jakoś było inaczej, już zdecydowanie MNIEJ MI ZALEŻAŁO, nie czułem tej pozytywnej presji co wcześniej, motyle opadły, fascynacja jakby też, zaczynałem się chyba męczyć. Ona zaczęła zauważać moją zmianę… W grudniu tuż przed świętami spytała mnie wprost jak widzę to wszystko dalej, ja powiedziałem wprost, że potrzebuję czasu, że chciałbym, żeby mi zależało jak wcześniej, ale póki co chyba tak nie było. Ona stwierdziła, że nie chce czekać, że może za miesiąc będzie lepiej i tuż przed świętami się rozstaliśmy… (po raz pierwszy…)

Zaczęły się u mnie coraz to dziwniejsze huśtawki nastrojów. Raz byłem przekonany, że chcę być znów z nią, raz towarzyszył mi dziwny dyskomfort, którego chciałem się pozbyć, ale nie mogłem. Ale czułem jedno, że chce z nią być, tylko nie wiem jak. W połowie stycznia wróciliśmy do siebie, na początku byłem nawet szczęśliwy że dała mi drugą szansę. Myślałem, ze musze walczyć, że za szybko się poddałem, ze motylki nie są cały czas. Ale jednak znowu pojawiły się te same czarne myśli, że to chyba nie to. Chciałem być z nią, ale już nie byłem w stanie walczyć ze swoją głową, rozstaliśmy się w połowie lutego znów… (po raz drugi…)

Po rozstaniu było mi trudno. Codziennie o niej myślałem. Nie mogłem się pogodzić z tym co się stało. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, ale wiedziałem też że w takiej sytuacji nie dam jej tego czego ona chce i nie będzie ze mną szczęśliwa. Cały czas kołatały mną dziwne myśli, wcale nie czułem jakiejś ulgi po rozstaniu. Myślałem co u niej, jak się miewa, ale wolałem nic się nie odzywać, chciałem dać jej spokój. Rozstanie miało mi pomóc, ale zupełnie nie pomogło. W końcu pod koniec marca napisałem do niej. Spotkaliśmy się kilka razy, cały czas powtarzała że się boi że znów mi się odwidzi i możemy się czasem spotkać po koleżeńsku i tyle… Napisałem jej wtedy, że bardzo mi jej brakowało i na stopie koleżeńskiej ciężko będzie mi utrzymywać tą relację, ona wtedy odpisała ze zdziwieniem, że co? Że ja chce niby tak walczyć, a nie wiem czy będę w stanie utrzymywać tą relację? Mi się wtedy zapaliła zielona lampka… Podczas kolejnego spotkania dała się przytulić, podczas jeszcze kolejnego nawet się pocałowaliśmy… Ale dalej mówi, że nie wie co ze mną zrobić, że boi się i ja to jednak rozumiem. Na spotkaniach z nią teraz czułem się bardzo dobrze, miło spędziliśmy czas. Czarne myśli i dyskomfort w głowie włączają mi się zazwyczaj kolejnego dnia.

I do rzeczy, dalej czuję, że jest to dziewczyna mi przeznaczona, uważam że źle zrobiłem wiele rzeczy, źle zinterpretowałem to co się działo w mojej głowie, ale nie umiałem sobie kompletnie z tym poradzić. Dalej mi towarzysz. W zasadzie od grudnia, może stycznia mam cały czas niesamowity mętlik w głowie. Coś czego byłem przez cały rok 2018 pewien, stało się wielką niewiadomą. Jak z nią byłem to w styczniu to odczuwałem dyskomfort z tego powodu że mi NIE ZALEŻAŁO, ale chciałem z nią być, chciałem żeby wszystko wróciło. Po rozstaniu jednym czy drugim czułem się źle, że jej ze mną nie ma, że odpuściłem taką szansę nie wiadomo tak naprawdę czemu. Teraz jak mam z nią w miarę normalny kontakt i jakoś to wszystko posunęło się do przodu znów, to mimo to dalej miewam różne stany w psychice, raz jest dobrze, raz źle, raz średni to jest taki dyskomfort, takie dziwne i nieprzyjemne uczucie. Ogólnie tak źle, i tak nie dobrze. Czuję się w sytuacji bez wyjścia.

Nie wiem, czy ten problem w ogóle się nadaje na to forum… Nie chcę słuchać porad w stylu „Zostaw ją, daj tej dziewczynie spokój”. Wiele osób mi to mówiło. Nie chcę jej ranić. Zależy mi, żeby była szczęśliwa. Wiem, że może być szczęśliwa ze mną. Czuję że to ta jedyna. Nie wyobrażam sobie siebie z inną. Ale w mojej głowie dzieją się dziwne rzeczy. Często ciśnie mi się w głowie wiele myśli tak, że głowa mi pęka, ale nie umiem nie rozmyślać i się wyłączyć.

Wiele razy podczas tego związku myślałem, że to koniec, a udawało się wrócić. Z tą różnicą, że wtedy mi naprawdę ZALEŻAŁO. Wiadomo, że w pewnym momencie związku nie ma już takiej fascynacji i trzeba zacząć o związek dbać i pielęgnować, a ja źle pewne rzeczy wtedy zinterpretowałem.

Mam kilka hipotez czemu tak się dzieje ze mną:

1)      Może jednak rzeczywiście to nie ta dziewczyna, nie ta właściwa. Czemu tylko cały czas o niej myślę? I nie mogę się tych myśli pozbyć?

2)      Najbardziej prawdopodobna opcja według mnie to to, że przez brak doświadczenia w związkach, związek kojarzył mi się tylko z silnymi emocjami wyzwalanymi przez chemię (dlatego przez prawie rok bardzo mi ZALEŻAŁO i czułem taką pozytywną presję i energię), a gdy to wszystko minęło to zacząłem się martwić, że coś się popsuło i im bardziej się zamartwiam, tym czarniej to widzę, stąd te częste czarne myśli.

3)      Złapało mnie zmęczenie i zniechęcenie przez to, że głównie ja inicjowałem spotkania, i musiałem latać i wyjaśniać, czemu to ona się obrażała, i tłumaczyć że to nie tak.

Wiele szczegółów pominąłem, więc być może niektóre momenty mogą być przez Was żle zrozumiane także pytajcie to pewne rzeczy dopowiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Postaw sobie sprawę jasno KOCHASZ JĄ albo NIE. Jeśli ją kochasz rzeczywiście to przestań rozsiewać wątpliwości i wymyślać niestworzone rzeczy, weź się chłopie w garść bo ją stracisz. Dziewczyna musi przechodzić przez niezłe piekło emocjonalne przez Ciebie.. Gdyby jej na Tobie nie zależało to nie dałaby Ci tak łatwo kolejnej szansy. Pamiętaj, że inicjowanie przez Ciebie spotkań to żadna łaska z Twojej strony, bo kobieta lubi być zdobywana. G*wno prawda o jakimś tam równouprawnieniu. My kobiety tak już mamy, że kochamy kiedy facet się stara. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie mam problemu z inicjowaniem spotkań. Chciałbym tylko, żeby mi ZALEŻAŁO choć trochę tak jak wcześniej.

Poza tym nie o taką odpowiedź mi chodziło. To jest forum psychologiczne, więc o taką pomoc proszę. Chciałem wiedzieć, skąd w mojej głowie, po tym wszystkim pojawiają się takie czarne myśli i dyskomfort, mimo że gdzieś w głębi duszy czuję, że chcę z nią być. Ja nie chcę mieć tego w głowie, ale to po prostu jest. I pytanie, czy według Was może być to z powodu z którejś z tych 3 przyczyn?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście ja nie liczę, że dacie mi na tacy rozwiązanie. Bardziej jakąś wskazówkę. Ten ROCD może jest to jakiś trop.

Jeszcze pomyślałem o tym, że może ja się boję odpowiedzialności. Kiedy zaczęło być w naszym związku naprawdę dobrze, to wtedy się zaczęły te dziwne myśli w mojej głowie. I tak jakby, są one do dziś. Może po prostu pomęczyć się i w końcu będę się czuł dobrze?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem chyba w bardzo podobnej sytuacji, tylko w roli kobiety. Nie umiem juz rozmawiać ani dotrzeć do mojego chłopaka. Jestesmy razem 5lat. Wczoraj nawet była kłótnia, ponieważ ja się zdenerwowałam. Mój chłopak zamiast chcieć spędzić majówkę ze mna woli byc z rodzicami albo znajomymi. Cały czas słyszę teksty "nie obchodzi mnie jakto zrozumiałaś", "nie obchodzi mnie jak sie czujesz"- podczas tego jak mnie informuje o pewnych rzeczach. Chłopak dodatkowo pracuje w delegacji. Ja wiem, że go kocham ale chyba nie lubię. Stał się strasznym samolubem, egoista, narcyzem. Nie umiem tego zaakceptować. Cały czas mocno się o niego staram za bardzo emocjonalnie reaguje ale nie umiem inaczej. Teraz podjął decyzję ze nie spędzamy razem majówki ani czasu razem. Dziwne też bo nie chcę ze mna zerwać. Mi jest ciężko odejsc bo go kocham, ale jego uczucia wyglądaja chyba tak jak u kolegi w poście. Nie chce być dłużej tak przez niego traktowana, ale też nie chce go stracić 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jako osoba świeżo pozostawiona po 6 latach związku z corocznym, czasem nawet co pół rocznym zrywaniem i pogarszającym się stanem zdrowia po każdym z nich, jako kobieta utożsamiająca się bardziej po stronie Twojej byłej/obecnej dziewczyny - proszę, nie rób jej tego więcej. Zastanów się, czy widzisz się z nią za kilka lat, czy na myśl o ślubie z nią Cię mdli czy może jednak taka perspektywa wywołuje w Tobie radość. Wiem, że może to jeszcze nie ten wiek, ale też wcześniej wydawało mi się że zaręczyny czy też po prostu jakieś poważniejsze deklaracje to tylko po wieeelu latach związku gdy pozna się tą drugą osobę na wylot, teraz już inaczej na to patrzę i wiem że gdy jest się kogoś pewnym to tego typu deklaracje występują o wiele wcześniej niż po 10 latach. Tym bardziej że w ten sposób można tylko komuś zmarnować szmat czasu, dodatkowo zostawiając po sobie w pamiątce zszarganą psychikę drugiej osoby. Trochę zbyt późno trafiłam na fora gdzie ludzie po podobnych przejściach radzili aby zakończyć związek, bo gdy ktoś co chwilę zrywa to taki związek nie stanowi dla niego większej wartości i w końcu skończy się ostatecznie. Nie jest dziwne że o niej myślisz, sam napisałeś że to Twój pierwszy poważny związek, naturalne jest że taka osoba łatwo z pamięci nie wyjdzie. Sama nie mam dużego doświadczenia w zdrowych relacjach, jednak już wiem czego w przyszłości nie chcę, nie chcę faceta który wątpi w naszą miłość i co chwilę naraża na ból. Dlatego poczytaj czy to nie jedynie ROCD, jeśli myślisz że tak, zawsze można pójść na terapię, która rozwieje wątpliwości lub usunie natrętne myśli, lecz nie pozwól aby tego typu sytuacja ciągnęła się przez wiele lat.

Edytowane przez blacklace

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trochę odświeżę temat. Niestety wszystko się zakończyło jak zwykle :( Mimo moich prób i starań, które ona dostrzegała i wyraźnie o tym mówiła nie byłem w stanie dać jej żadnych gwarancji i poczucia bezpieczeństwa, a tego kobiety mocno w związku potrzebują. Stwierdziłem, że skoro ona nie chce w to brnąć, to odpuszczę, że chyba trzeba odpocząć od związków zająć się sobą. Myślałem, że może poczuję ulgę, faktycznie poczułem - przez 1-2 dni...

 

Pojawił się inny problem, po rozstaniu powinno się czuć smutek, żal, a ja od wczoraj mam jakiś dziwny natłok myśli. Nie mogę się skupić na pracy, właściwie nic mi się nie chce. Nie cieszę się z nadchodzących mnie miłych rzeczy jak wyjazd wakacyjny itp. Nie jestem do końca przekonany czy to normalna reakcja po rozstaniu. Zastanawiam się czy to nie jakiś głębszy problem ze mną... A może to niedługo minie?

Edytowane przez lol907

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×