Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

wTymTygodniu

Użytkownik
  • Zawartość

    460
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. wTymTygodniu

    Dziecko

    Pisałaś o psychologu. A co z psychiatrą? Czy przyjmujesz leki i czy konsultujesz ich działanie z psychiatrą?
  2. wTymTygodniu

    Dlaczego tak jest?

    Moim zdaniem w dużej mierze to loteria. Rodziny się nie wybiera, genów też nie, kraju, środowiska urodzenia i dorastania też nie. A to są ważne czynniki. Są też oczywiście rzeczy, na które mamy wpływ, ale na pewno nie startujemy wszyscy z tego samego pułapu. Musimy starać się jak najlepiej gospodarować tym, co mamy, ale nawet przy najlepszym gospodarowaniu jeśli ktoś ma przydzieloną "działkę z najgorszą glebą", to nawet przy największym wysiłku nie zbierze takich plonów, jak ktoś, komu trafiła się bardzo urodzajna "działka", w którą wkłada taki sam wysiłek, jak ta pierwsza osoba w swoją "działkę".
  3. Miło, że napisałeś wiele tematów zostaje porzuconych na zawsze i nie można wyciągnąć z nich tyle, ile by było można, gdyby autor podzielił się dalszym ciągiem opisywanej historii - a tu mamy dobry przykład motywacyjny, że zmiany na lepsze są możliwe.
  4. Poza moim mężem i naszym maluchem nie utrzymuję z nikim żadnych relacji. Nie mam żadnej swojej rodziny poza Nimi. Moja praca to również samotna praca z danymi, kontakt ze współpracownikami czy kierownictwem mam bardzo rzadki i oczywiście tylko służbowy. Ostatnio zorientowałam się, że jestem tak zdziczała, że nawet jeśli na spacerze z dzieckiem zobaczę, że na placu zabaw są rodzice ze swoimi maluchami, to ja omijam ten plac zabaw. Zmuszam się czasem, by jednak na taki zaludniony plac zabaw pójść, bo nie chcę, by mój syn wyrósł na dzikusa takiego, jak ja. Inne mamy są bardzo komunikatywne, chętnie zagadują, a ja czuję się dziwna i wracam z takiego spaceru wykończona. Czy mi to przeszkadza, że taka jestem, nie wiem. W sumie ja bym chyba nie potrafiła już nawiązać jakichś relacji, gadki - szmatki mnie nudzą, nie widzę żadnych korzyści w interakcjach z obcymi ludźmi. Nie rozumiem ludzi, ich spojrzenia na świat, wydaje mi się, że oni są z Merkurego a ja z Neptuna, a może nawet Plutona. Na szczęście mój synek jest bardzo kontaktowy, chętnie bawi się z dziećmi, więc może będzie inny niż ja.
  5. Nie wydaje mi się, by wiek autorki nie był odpowiedni na długotrwałe związki. Każdy ma inne potrzeby na innym etapie życia i to nie znaczy przecież od razu, że się źle czuje sama ze sobą.
  6. Dzięki za pytanie, wspomniany chłopak już nie pracuje - nie wiem, czemu. Ja sobie raczej radzę, przełożeni mnie czasem nawet doceniają słownie i finansowo, tak że ok.
  7. Nie cierpię burackich żartów o kobietach, zwłaszcza kiedy faceci przeważają liczebnie w gronie i się delektują tym swoim dowalaniem kobietom zasłaniając się, że to "żarty" i jeśli jakaś kobieta się temu sprzeciwi to jeszcze dodatkowo dostaje łatkę tej bez poczucia humoru czy "sztywniary". Podwójne chamstwo.
  8. Jeśli powrót do równowagi po traumie rozumiemy jako powrót do "standardowego" funkcjonowania w społeczeństwie, możliwości samodzielnego radzenia sobie to tak, mogę powiedzieć, że na przestrzeni lat stopniowo powróciłam do równowagi, jako - tako pełnię różne role społeczne, ogarniam też sama siebie. Ale jak myślę o krajobrazie wewnętrznym, to nie mam pewności, czy tak do końca to jest ta właściwa równowaga. Składałam siebie metodą "obserwacja - nieocenianie - akceptacja" czyli coś takiego, że pozwalamy na to, by odczucia, myśli, emocje były, przepływały i uświadamiamy je sobie, ale nie nadajemy im wagi, znaczenia. Do tego mocno weszłam w nurt non-duality. I tak się w końcu skutecznie zdysocjowałam wewnętrznie, tak się zdystansowałam od swoich własnych przeżyć, odczuć itd. że w końcu zatraciłam jakiekolwiek poczucie wewnętrznej spójności, ważności, nie wiem właściwie jak to opisać, czuję w środku jakby to wszystko, co stanowi "mnie", to po prostu było jedno wielkie jałowe pole po bombardowaniu. Czy ktoś ma podobne odczucia? Proszę was! Napiszcie jeśli macie lub mieliście coś podobnego po zastosowaniu tych metod terapeutycznych i/lub spirytualnych.
  9. Jestem obecnie na okresie próbnym w nowej pracy. Wraz ze mną zatrudnili jeszcze jedną osobę. Chłopak strasznie zap...la, bo pracą tego nie można nazwać. Ja również staram się wyrabiać normy ilościowe, ale także jakościowe. Nie wiem, jak u niego z jakością, bo widzę tylko wynik ilościowy. Jak dla mnie to niemożliwe, by pracować odpowiednio jakościowo przy takim maszynowym wręcz zapieprzu. Zauważyłam, że on zapieprza nawet wtedy, gdy mamy spotkanie zespołu! Przez to tracę już pewność siebie i wszelką chęć do tej pracy. Boję się, że może dowiedział się skądś, że po okresie próbnym przyjmą tylko jedną osobę - i on chce być tym lepszym. Ale ja wyrabiam normę, a dodatkowo pilnuję jakości - choć mimo to i tak popełniam błędy, bo to w końcu nowa praca, kto jest bez skazy zwłaszcza na początku... Nie wiem, czy on jest jakimś cyborgiem? Może on pracuje jednocześnie ilościowo i jakościowo na wysokim poziomie? Choć mi się wydaje niemożliwe, by zadbać o jakość w takim tempie...
  10. Pięknie i trafnie wyraziłeś to odczucie to rzeczywiście bywa jak jakiś przedłużający się post... Mi to odczucie w sumie z czasem minęło samo, więc nie potrafię powiedzieć, jak pomóc. Może Tobie też z czasem przejdzie to samoistnie...
  11. Ja robiłam mnóstwo kursów płatnych i refundowanych i po żadnym nie znalazłam pracy bo "mądrej głowie dość w dwie słowie" a jak ktoś nie ma do czegoś drygu to i tysiąc kursów mu nie pomoże
  12. Ten terapeuta był wykwalifikowany w pomocy osobom z DDA/DDD? Osobom z DDA i DDD trudno jest odnaleźć się w relacjach i tu byłaby wskazana systematyczna terapia prowadzona przez tego konkretnego specjalistę (od DDA i DDD).
  13. U mnie pandemia nic nie zmieniła, bo do pracy i tak chodziłam więc nie odczułam tego jakoś intensywnie. Jedynie tak jak wy zauważyłam, że ludzie wokół byli coraz bardziej zalęknieni, zmęczeni, podenerwowani... Teraz jestem w domu, ale z innego powodu. Myślę, że najważniejsze to zapewnić sobie zajęcie i towarzystwo. Nic tak destrukcyjnie nie wpływa na psychikę jak siedzenie w domu przez dużą część dnia samotnie i bez zajęcia.
  14. Mam wrażenie, że jest duże TABU odnośnie problemów emocjonalnych świeżo upieczonych matek. Jest taka presja, że matka ma być zawsze uśmiechnięta, szczęśliwa, energiczna i nieskazitelna. Jeśli są tu jakieś młode mamy po PTSD, które miały depresję poporodową lub stany lękowe i chcą wymienić się doświadczeniami - zapraszam na priv. Piszcie nawet jeśli zobaczycie tego posta np za miesiąc.
×