Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Karo02

Użytkownik
  • Zawartość

    34
  • Rejestracja

  1. Nie popieram zachowania twoich rodziców, ale wiem jak to ja miałam 16 lat i jakie były kłótnie z moimi rodzicami, normalnie codziennie darcie się na siebie nawzajem, taki totalny toksyk. Jesteś w trudnym wieku, twoi rodzice chcą dla ciebie dobrze, ale pokazują to w taki dość chory sposób, bo się zapewne buntujesz. Spójrz też na swoje zachowanie czy przypadkiem się nie stawiasz i czy od ciebie nie wychodzą te nerwowe sytuacje ( choć dalej powtarzam, że rodzice powinni inaczej reagować i ich zachowania nie popieram. W domu często trzeba się dopasować, podporządkować zasadą które w nim panują. Jeśli nie robisz to o co oni proszą to jasne, że oni będą ingerować, bo wcześniej mieli kontrole a teraz ją tracą. A, że ingerują w chory sposób to swoją drogą, ale szczerze większość rodziców takich jest. Osobiście teraz kontakt z moimi rodzicami się poprawił, bo to JA zmieniłam swoje zachowanie w stosunku do NICH. Zaczęłąm ich traktować jako ważne mi osoby, staram się z nimi mieć dobry kontakt i budować więź. Przewartościowałam swoje życie i uznałam, że rodzina jest najważniejsza, ona z tobą zostanie jak będzie się coś złego działo, do niej możesz iść i prosić o pomoc. Dlatego moim zdaniem utrzymywanie dobrych kontaktów z rodzicami jest bardzo ważne i to rzutuje na nasze życie w przyszłości. Jak dzieci miały rodziców alkoholików ( to nie jest wina dzieci, niestety w takich rodzinach się urodziły i rozumiem, że ucinają wszelkie kontakty) to potem mają często problem w relacjach. Często zachowują się jak rodzice, mają te same patologiczne zachowania. Nie chce tutaj tak uogólniać, ale często właśnie tak jest. Jak ja ciągle się kłóciłam z rodzicami to byłam w szkole nerwowa, nie umiałam budować relacji, ciągle chodziłam smutna, dużo płakałam, uciekałam z lekcji, chodziłam często do łazienki aby sobie popłakać i nie miałam nikogo, nawet moja najlepsza koleżanka się odwróciła ode mnie, bo nie wiedziała co właściwie się ze mną dzieje, sama ją odrzucałam, bo uciekałam w swój świat, pełen cierpienia i zmartwień. Nikt nie chce trzymać z osobami które są smutne i uwierz to widać jak osoba jest przepełniona problemami i sobie nie radzi sama ze sobą. Niestety najlepiej jakby osoby reagowały i okazywały wsparcie osobie która ma łzy w oczach, ale mało osób takich jest, większość się wtedy odsunie od ciebie. Ludzie ciągną do osób pogodnych i szczęśliwych, tak to już jest. Więc może być tak, że jak nie masz nikogo, bo jesteś jak sama piszesz nieśmiała to możliwe jest to spowodowane twoimi relacjami w domu, kłócisz się z rodzicami, idziesz do szkoły i eminujesz negatywną aurą, jesteś nerwowa, wkurzona na nich, zła i smutna i mimo, że myślisz sobie tego napewno nie widać to może właśnie roztaczasz taką złą aurą i ludzie od ciebie stronią, są mili, ale sama powiedziałaś, że nie chcą jakoś cię bardziej poznać i nie masz przyjaciół. Zaczęłabym od spróbowania naprawienia relacji z rodzicami. Proszą cię o coś to to robisz i się nie buntujesz, mama chce abyś sprzątała po sobie to staraj się to robić. Nie wiem jak się uczysz, ale najlepiej też nie olewaj nauki nawet dla samej siebie się ucz i jak rodzice zobaczą dobre stopnie to też może zmienią stosunek. No niestety tak życie z rodzicami wygląda, lubią jak ich dzieci są posłuszne, uczą się dobrze, sprzątają po siebie. Jak sama pisałaś nie pracujesz więc twoim jedynym obowiązkiem jest nauka więc może warto by było wywiązywać się z obowiązków i uczyć się choćby na 3 i 4. Nie dostawać jedynek. Nie wiem jak to u ciebie wygląda z nauką, ale tak tylko sugeruje. Wiesz też jest tak, że wszyscy prawie rodzice się czepiają o to, że ich dziecko ciągle siedzi przy kompie i komórce. Ja ich troszkę rozumiem, wiesz martwią się, że za dużo czasu spędzasz. Poza tym nie jest ci szkoda dnia?. Nie lepiej byłoby coś porobić produktywnego np pouczyć się, poćwiczyć, poczytać, pouczyć się angielskiego, porobić coś co lubisz, ale nie na telefonie. Co do kościoła to moim zdaniem powinni uszanować twoją decyzje aby do niego nie chodzić, jeśli jesteś nie wierząca. Niestety masz rodziców jaki masz, może postaraj się chodzić do kościoła, ja wiem, że się zmuszasz i męczysz, ale zrób to dla choćby nawet świętego spokoju. To tylko jedna godzinka tygodniowo, tylko jedna jedyna. To naprawdę mało a może im sprawiasz przyjemność jak pójdziesz z nimi. Co do wyzywania to też przez to przerabiałam, ale im bardziej patrzyłam na nich co ich może uszczęśliwić to tym mniej było wyzwisk. Oni chyba myślą, że cię tym zmotywują, tak to jest mega nie fajne z ich strony. Każdemu należy się szacunek nawet jak nie chcesz robić co oni chcą, ale sęk w tym aby sprawiać im tą przyjemność i robić coś co ich uszczęśliwi. Chcą abyś sprzątała po sobie to sprzątaj, chcą abyś się dość dobrze uczyła to się ucz i też dla samej siebie się ucz. A jak cię wyzywają to bądź mądrzejsza, wysłuchaj i najlepiej nic nie mów, w takich sytuacjach milczenie jest złotem. W moim przypadku wystarczyło właśnie sprzątać po sobie, uczyć się, poświęcać im czas, pomagać. Poświęcać czas to w takim przypadku np wspólne granie, oglądanie serialu, filmu. Nie wiem co twoi rodzice lubią i co mogłabyś z nimi porobić, nie masz nikogo to czemu nie możesz spędzać czasu z rodzicami. Moi lubią jeździć na rowerze więc wspólne wypady są naprawdę fajne, lubią grać w gry planszowe i to też jakaś rozrywka, budowanie więzi. Naprawdę wiesz jak zaczęłam być dla nich dobra, uszczęśliwiać ich to stali się dla mnie super ludźmi i czuję, że chcą mi pomóc. Wiadomo jakieś zachowania "chore" czasami mają, ale zdarzają się coraz rzadziej, już niemalże mnie nie wyzywają,ale jak pisałam to ja ZACZĘŁAM OD ZMIANY STOSUNKÓW DO NICH. Nie wiem czy tak jest w twoim przypadku, może jest inaczej. Ja tylko napisałam co pomogło mi mieć lepsze relacje z rodzicami, każdy przypadek jest inny wiadomo, ale może akurat moje rady ci jakoś pomoga i będzie ci się z nimi dobrze żyć, bo zanim się wyprowadzisz to minie dość sporo czasu, prace naprawdę trudno znaleźć szczególnie jak sie nie ma znajomości, jest się bez doświadczenia na dodatek jest koronawirus i ogólnie pracy brak.
  2. Karo02

    Samotność

    czuje się bardzo samotna i chętnie bym z kimś popisała, również jestem psychicznie wykończona po kontakcie z pewnym chłopakiem i chciałabym się wygadać.
  3. Hej uważam, że jestem skazana na samotność i nie ma dla mnie rozwiązania. Całe życie jestem sama niemalże od gimnazjum. Teraz jestem w technikum i wszystko sie powtarza, nie mam nikogo. W necie staram sie kogoś znaleźć ( jakiegoś przyjaciela). Szkoły zamknięte więc nawet nie mam gdzie nawiązywać znajomości. Chciałam spróbować na necie, na pewnym czacie, ale mi nie wychodzi. Trafiam albo na dziwne osoby albo na osoby które zwracają bardzo uwage na wygląd i jeśli sie nie jest w ich ideale to nie chcą utrzymywać znajomości. Nawiązałam 3 znajomości z pewnymi chłopakami. Jeden z nich po rozmowie na czacie chciał iść na snapa abym mu wysłała zdjecie. Ja mu wysłałam zdjecie figury to stwierdził, że fajna, ale dla niego twarz jest też ważna i bedzie ze mną utrzymywać znajomość jak mu pokaże też twarz. No i głupia ja wysłałam a on stwierdził, że mu nie odpowiada, ale jak wyśle może w rozpuszczonych włosach to bede bardziej odpowiadać. Poczułam sie jak koń na taragu i nie wysłałam już zdjecia a nasz kontakt sie urwał. Drugiego chłopaka też poznałam na czacie i w tym samym dniu proponował mi abym w przyszłości wsiadła do pociągu i pojechała do niego, ciągle pisał jaka jestem cudna i jak mu sie nie podobam coraz bardziej, zaczął do mnie pisać kotku czy słonko. A jak mu napisałam po dwóch dniach, że sie tak naprawde nie znamy i nie za bardzo mi pasuje że zwraca sie tak pieszczotliwie do mnie i ciągle tylko mi słodzi. To on stwierdził, że nikt mnie nie bedzie bardziej chciał niż on i mu bardzo na mnie zależy ( pisaliśmy 2 dni tylko) ja znowu oznajmiłam, że mi takie coś nie odpowiada to on napisał "jebne ci". Po tym znajomość oczywiście zakończyłam. Trzeci chłopak wydawał sie jak najbardziej normalny, sam od siebie do mnie pisał, rano zawsze "dzień dobry, miłego dnia jak mi sie spało". Pisał zawsze że mu sie swietnie pisze i że chciałby sie w przyszłości spotkać. Wczoraj mi że ma dosc pracy, ma lenia totalnego i że idzie spać bo jest zmęczony ( za dużo nie pisaliśmy tego dnia) a nastepnego dnia rano mnie usunął ze znajomych. Tak naprawde za nic bo wcześniej sam pisał że świetnie mu sie pisało i wczoraj też napisał rano jak zawsze. A dzisiaj patrze i usunął mnie. Przykro mi sie zrobiło, bo nie mam nikogo w realu i jeszcze jak chłopak wydaje sie normalny to mnie usuwa. Nie wiem już co mam robić, jestem ciagle sama nie ważne co robie.
  4. wczoraj miała do mnie dzwonić babka z nfz pierwszy raz, bo byłam umówiona na terapie telefoniczną. Niestety nie wiedziałam jak to działa. Miała do zadzwonić miedzy 13 a 15. Ja czekałam 15 min na telefon po 13, ale nikt nie dzwonił wiec tata powiedział, że mam wyrzucić śmieci. Tak wiec poszłam i w czasie segregacji do mnie ta pani zadzwoniła. Miałam rece pełne śmieców, rękawiczki wiec pomyślałam kurcze oddzwonie za 3 min. No i oddzwoniłam ale nikt nie odbierał. Tylko leciała taka muzyczka i co chwile jesteś pierwszy w kolejce. No i tak próbowałam sie dodzwonić co chwile ale to samo muzyczka. Wkurzyłam sie bo myslalam ze to bedzie inaczej wyglądać. Skoro ma zadzwonić od 13 to tak jakby godzinke ma przeznaczona dla mnie i do nikogo nie dzwoni bo ja jestem umówiona na terapie i czeka chwilke czy ktos nie oddzwoni lub próbuje sie do mnie dodzwonić jeszcze raz. A tu takie coś, że jak nie ja to inny, Tak jakby na daną godzine mieli z 3 osoby i kto odbierze ten bedzie miał terapie. Nie wiem co teraz robić, boje sie zadzwonić do ośrodka bo pomysla ze olewam i juz na inna godzine sie nie załapie i mnie okrzyczą.
  5. Nie wiem już co mam robić, bo przy tych problemach ze snem (są tygodnie, że śpie dobrze, a czasem mam trudności z zasypianiem) mam plamienia. No i z tego co zauważyłam, że od kiedy zaczełam mieć problemy ze snem, mam częste plamienia między miesiączkami. Mam plamienie zaraz po okresie i po dwóch tygodniach znowu plamienie z krwią i potem mam dopiero okres. A plamienia może powodować tarczyca (dwa lata temu wyszło mi że tarczyce mam podwyższoną). Również robiłam badania krwi jak sie pojawiły problemy ze snem w tym roku, ale nic nie wyszło. Od kiedy zaczeły sie plamienia, zanik owulacji (mam wrażenie, że już jej nie mam, kiedyś miałam jajeczkowanie, teraz czuje, że jest tam sucho a śluz jest taki jak woda). Co najlepsze miesiąc temu nie miałam plamień i co spałam tak dobrze a plemienia nie wystąpiły. Ciekawe czy to jest ze sobą powiązane i czy tarczyca mi po prostu nie skacze. Też mi wypadają włosy zauważyłam. Byłam już o ginekologa dwa razy, ale mam wrażenie, że zostałam olana, potraktowana hmm jakby nic mi nie było. Zero sprawdzenia czy mam jakąś infekcje, mówiłam jej o plamieniach, o trudnosciach ze snem to nawet nie zaleciła zbadać hormonów. Nie wiem może udać sie do innego ginekologa, do faceta aby sprawdzić hormony i ogólnie sie zbadać i doradzić sie co mam z tym zrobić:c.
  6. Tak jak zaczyna mi sie układać to nagle sen mi sie pogarsza, ale to też może mieć przyczyne że mam schize na punkcie snu i jak nie mam problemów to zaczynam znowu sie skupiać na śnie, mysle o nim w ciagu dnia, czuje lęki przed zaśnieciem (ucisk w klatce, zaczynam sie częściej wypróżniać). A jak mam problemy to przestaje sie skupiać na śnie, nie mysle o nim w ciagu dnia, jak zasypiam to mysle o czyms innym i to mi ułatwia zasypianie bo mysle nad szkola ze kurcze ta pani mi tak zrobila i wtedy zapadam szybciej w sen. Może po prostu przyczyna jest prosta, zbyt skupiam sie na snie, myslenie o nim w ciągu dnia mi nie pomaga ale wiesz co też zauważyłam, że jak wybijam sie z rytmu to sen mi sie traci. Jak kilka dni z rzedu, zasne o 2 i bede wstawać o 11 to mi sie rytm snu zaburza. Kiedy też mało robie w ciągu dnia to mam problemy ze snem. A ostatnio lekcje online to leżałam w łóżku do 10 z laptopem, jadłam w łóżku, uczyłam sie w łóżku. A jak chodziłam do szkoły to wystarczyły dwa dni na 6 rano i jak szybko zasypiałam i spałam jak dziecko. Po prostu miałam stałe godziny snu, sen po 23, wstawanie o 6 i to mi bardzo pomogło. Takie chodzenie do szkoły (robienie coś) potem ćwiczenia, no i stałe wstawanie i kładzenie sie spać 23 godzina i 6 wstawanie. cierpie na bezsennosc. Z tego co wiem to choroba i może musze sie trzymać pewnych zasad aby spać. Tak samo jak osoba ktora sie odchudza, dobrze wyglada po diecie ale jak zje kilka razy z rzedu czekolade to juz ida jej kilogramy od razu. No i może ze snem ja tak mam.
  7. Od nocki z chłopakiem. Z soboty na niedziele mam problemy ze snem. Nie wiem już o co chodzi ale miesiąc było normalnie i spałam świetnie. A od dwóch dni mecze się aby zasnąć. Jak zasnę to na kilka godzin. A dzisiejszej nocy nic nie spałam, męczyłam się. No a wszystko mi się dobrze zaczęło układać. Zawsze jest tak ze jak się zaczyna układać na wszystkich polach to problemy ze snem się odzywają. nawet nie wiem jak mam sobie pomoc bo ja już myśle ze te problemy ze snem się nie powtorza i już wreszcie się wyleczyłam a to tak sie powtarza
  8. Nie wiem czy ktoś w ogóle wysłucha moich żali, ale uznał, że napisze może sama dla siebie aby było mi lżej. Nauka nie jest moją dobrą stroną. W sumie było tak od małego. Ciągnie się to ze mną do teraz. Jestem w 3 technikum. Mój chłopak jest ode mnie 6 lat starszy czyli ma teraz 24 lata a ja 18. Od zawsze miał same 5 i 6. Mature pozdawał na najlepsze wyniki od 90% w góre. Z ustnego polskiego i angielskiego miał 100%. Niestety czuje sie przez niego nieakceptowalna. On nie rozumie jak można dostawać dwójki czy trójki. A na zdalnym ciągle łapie takie oceny i to mnie dołuje. Przed zdalnym miałam same 4 i 5, zdarzyła się jedna dwójka. Jednak z reszty przedmitów same 4 i 5. Świetnie zaczęłam pierwszy semestr. Potem zachorowałam ( miałam zapalenie zatok przez 2 tygodnie). Przez co nie napisałam sprawdzianu z angla i mam z niego kreske do dzisiaj. Chciałam go zaliczyć jak przyszłam do szkoły ( w środe). Przez dwa tygodnie leżałam i bardzo mnie głowa bolała wiec nie umiałam się na niczym skupić. Przychodze do szkoły i każe mi pan pisać sprawdzian na nastęony dzień. Ja mu tłumacze, że wróciłam z długiej przerwy na której nic a nic sie nie uczyłam, bo byłam chora. On jednak tego nie rozumie i każe mi to napisać. Ja nie przychodze na sprawdzian, bo wiem, że bym dostała jeden ( za mało czasu na przygotowanie). Od razu w dzień w którym przyszłam do szkoły mówi całej klasie, że mamy wyciągać karteczki, bo jest kartkówka ( napisanie e-mailu, moja klasa o tym wiedziała, pytałam sie koleżanki, ale mnie niepoinformowała, że może coś pisać. A podobno pan ich ostrzegał). Spróbowałam ściągać, ale niestety z marnym skutkiem, bo pan to zauważył i dał mi jedynke). Z dnia na dzień przeszliśmy na zdalne. No i wtedy się zaczął cyrk. Z polskiego miałam 4 z kartkówki, zaczeła mnie nagle pytać w trakcie lekcji ( nie byłam na to przygotowana i dostałam jeden). Potem na drugiej mnie pytała też nagle w środku lekcji ( nie było mnie na ostatniej lekcji bo byłam u lekarza) i jej powiedziałam to ale ją to nie obchodziło i dała mi jeden. Czyli druga jedynka, załamałam się. Ta pani w ogóle nas nie pytała jak były normalne lekcje w szkole. Nagle na online pyta i ciągle te same osoby. Reszta klasy ma jedną ocene a ja i taki chłopak mamy po pięć bo jego numer z dziennika to jeden a mój do dwa i tylko bierze z początku. Na ostatnim polskim zapytała mnie z wesela i umiałam, miałam nawet przed sobą notatki i oceniła mnie na tylko 2. Ja stwierdziłam serio tylko dwa a umiałam conajmniej na 3 według mnie, bo wszystko jej powiedziałam. No wiec z oceny 4 stałam sie dwójkowa z polskiego. Niemiecki miałam przed zdalnym 4+ i 3+. Myślałam, że z niemca bedzie na półsemsetru 4 a tu ze sprawdzianu na którym każdy ściągał, bo mieliśmy dostęp do neta dostaje 2. A inni 4 i 5. A tak samo jak oni ściągałam. Nie wiem czy tu jest nieumiejetność jakiegoś sprytu. ściągać to nic trudnego, to jest bardzo proste. No ale mi sie nie udaje. Drugi sprawdzian z niemca ale tym razem zawodowego też dostaje najmniej punktów z całej klasy ( a mogłam ściągać całą godzine) i dostaje 2. Ja już nie wiem czemu tak to wygląda. Staram się kombinuje i innym to wychodzi a mi nie. Tak samo nie mam osoby która by mi pomogła, bo poprosiłam przy ostatnim sprawdzianie koleżanke z klasy ( był to ten sprawdzian z niemca zawodowy) żeby mi wysłała zadanie ostatnie bo nie mam czasu go zrobić a zostało 3 min do końca to napisała nie mam całego. To ja jej napisałam to wyślij co masz. Dzisiaj mi wysyła że ma wiecej o wiele punktów ode mnie i widze to zadanie którego nie miałam ona miała całe i dostała za nie 10 punktów maximum a ja 3 i jakby mi pomogła to bym miała choćby głupią 3 z tego sprawdzianu. Teraz z wszystkiego będe miała na półrocze 2 lub 3. Mam załamke totalną, bo mój chłopak tego nie rozumie i dla niego to nie do zaakceptowania, bo uważa, że jak ktoś sie stara to ma choćby 3 i 4 a nie dwójki. Moją prace teraz widać według niego poprzez oceny i jeśli zauważy te dwójki to pomyśli, że nie zdam matury, bo sie nie staram. A on już mi napominał, że chce wykształconą dziewczyne która sie rozwija ( bo on sam taki jest) i nie chce kogoś prostego w sposobie myślenie. Przez wakacje mu sie wydawało, że nie mam prostego myślenia i bardzo dobrze sie przy mnie czuje. Jednak nie wiem czy jego wyobrażenie nie zderzą się z rzeczywistością ( on ciagle sobie wyobraża mnie jako taką która zda mature i pójdzie na studia, takie ma wymagania). A jeśli nie zdam matury to sie mną zawiedzie. Ostatnio mieliśmy poważną rozmowe dotyczącą tego, że on chce mieć wykształconą dziewczyne i nie za bardzo mu pasuje abym nie poszła na studia ( mówiłam mu, że się meczę w szkole bo mi nauka sprawia trudności i zaproponowałam takie rozwiązanie abym miała tylko po moim technikum zawód i pracowała w magazynie). To nie był z tego zadowolony i podkreślał, że mu zależy na tym abym się rozwijała i kształciła, bo on sam się rozwija i chce robić doktorat. Zdaje sobie sprawe że nauka mi sprawia duży problem ( mówie mu o tym czy pisze) i nie chce mnie unieszczęśliwać, bo on wymaga więcej abym miała mature i poszła na studia, ale jeśli ja bym była z tego powodu nieszczęśliwa to nie chce abym cierpiała a on wymagań nie chce zmieniać bo by nie był ze sobą szczery. Sama chce iść na studia, ale widze jak mi ta nauka idzie i trudno mi wszystko przychodzi. Nie wiem co mam robić. Rozumiem, że mój chłopak szuka kogoś podobnego do siebie ( skoro sam jest ambitny i zawsze wzorowo sie uczył i poszedł na studia to wymaga tego od młodszej dziewczyny). Rozumiem jego wymagania. Nie wiem tylko dlaczego ze mną nie zerwie. Skoro widzi, że nie spełniam jego wymagań pod względem nauki i trudno mu to zaakceptować. To on ciągle ze mną jest a argument jaki podaje to to, że świetnie sie przy mnie czuje i mu sie bardzo podobam. Uważa, że zatrzmuje go to, że mamy super wspomnienia, fajnie spędzamy czas, lubi moje towarzystwo. Nasza rozmowa skończyła sie na tym, że może za bardzo sie czepia i to zaakceptuje, bo dobrze mu ze mną. Ja już sama nie wiem co o tym myśleć. Zawsze chciałam mądrego, ambitnego i on mi bardzo odpowiada. A zarazem może na takiego nie zasluguje bo sama nie jestem zbyt mądra i mi nie idzie nauka. Jak ze mną zerwie z tego powodu to moja samoocena spadnie na sam dół. W takim razie musze miec chłopaka ktory pracuje na budowie skoro taki do mnie pasuje ale mi sie tacy nie podobaja. Uważa, że za bardzo wybiega w przyszłosc i ma pewne wyobrażenie o mnie. Teraz chce sie skupic na tym co teraz i cieszyc sie moja obecnoscia a nie patrzec na moje oceny i wniskowac czy zdam mature czy nie.
  9. Dziękuje wszystkim za wsparcie. Od 2 dni jest troszke lepiej z moim samopoczuciem. Być może dlatego, że wcześniej byłam przed okresem i wystąpiło u mnie napięcie przed miesiączkowe. Tak w ogóle to nie moge doczekać sie soboty, bo jade z chłopakiem w ładne miejsce :D. Jednak takie stany zdarzają sie u mnie często i zdaje sobie sprawę że jest to niepokojące te moje dołki. I pieruna wie kiedy mój odchył się znowu pojawi. Załatwie sobie terapie online przez nfz choćby telefon, najlepiej faktycznie kamerka, bo widze terapeute i tez pewnie lepiej sie rozmawia, ale jak nie bedzie możliwosci to zadowole sie telefonem.
  10. Oki napisz, ale ja niestety mieszkam daleko od Warszawy, ale rozumiem, że jak teraz online to i tak mogłabym mieć terapie przez telefon czy kamerke?
  11. Głównie to ja opowiadałam. Mówiłam temu psychiatrze wszystko, że często pisze o samobójstwie bliskim mi osobą i relacja ze mną jest toksyczna. Chyba 3 razy to powiedziałam. A on stwierdził, że przepisze mi lek na sen i mam brać najmniejszą dawkę przed snem i za miesiąc przyjść na kontrole oraz dał te skierowanie na terapie. Zero testów, zero jakichkolwiek pytań aby dowiedzieć się więcej. Nie wiem właśnie gdzie znaleźć specjaliste. Poszłam do ośrodka który miał dobre opinie na necie, wyglądał profesjonalnie. Mam skierowanie na nfz więc będę próbować sie gdzieś dostać za darmo choć też nie wiem czy tam się okażą profesjonalizmem i czy ktoś jest w stanie mi pomóc. Moja pani psycholog zwalała to na to, że taki mam charakter i że jestem impulsywna. Dużo razy jej mówiłam o moich akcjach, o niekontrolowaniu emocji i te same rady, wyłącz telefon i wyrzuć te emocje na pamiętnik. Zero pytań o przeszłość o doszukiwanie sie problemu który leży głębiej. Jej rady były jak od przyjaciółki a nie specjalisty. Mówiłam jej, że boje sie samotności oraz, że nie wiem jaka jestem z wyglądu, charakteru, że zajmuje sie długo rozmyślaniem czy jestem brzydka przeciętna i myśleniem o wyglądzie. Dodałam, że takie coś mi utrudnia funkcjnowanie bo za bardzo sie na nim skupiam i za dużo rozmyślam jaka jestem. To wiesz zamiast jakoś się dowiedzieć czemu tak często w mojej głowie pojawia sie temat wyglądu i dojść do przyczyny to ona z hasłem "jak znajdziesz chłopaka to samoocena ci wzrośnie". Aha czyli chłopak ma mi budować samoocene a jak go zabraknie to co znowu jestem przecietna i nijaka?. Miałam też z nią grupowe zajecia i też jak jej sie wygadywałyśmy to mówiła jak wam moge pomoc?. No tak bo my nastoletnie dziewczyny mamy wiedzieć jak ma nam pomóc. Właśnie oczekujemy tej pomocy od niej wiec te pytanie też wtedy dało mi ostrzegawczą lampke. Dlatego się boje, że na nfz znowu to bedzie takie mało profesjonalne i nic z tej terapii nie wyniknie. ps: Ja sie chyba z tym psychiatrą też nie zrozumiałam. Mówiłam, że teraz czasem spię czasem nie i on mi przepisał lek abym brała na noc codziennie, ale po co na noc skoro juz przesypiam. Może raz na jedna noc zdarzy mi sie taka co sie pokręce ale tak to sie nawet ok z 7,8 godzin.
  12. Podobno przy zaburzeniach nie występują problemy ze snem. Tak przynajmniej czytałam. kiedys mi wyszło u psychologa ze jestem egocentryczką i może to tez egocentryzm się odzywa. Z tego co wiem to jest postawa a nie choroba. Tylko czy przy egocentryzmie mogę się tez pojawić silne myśli samobójcze?
  13. właśnie najgorszej jest nie panować nad emocjami. Już chodziłam na terapie i pani polecała abym zamiast się na kimś wyżywać ( na chłopaku i pisać lub gadać mu straszne głupoty) to wyłączyć telefon i starać się uspokoić np pisać pamiętnik, posłuchać muzyki aby ten szał negatywnych emocji minął i zarazem przez niego nie popsuć sobie relacji z innymi ludzi np chłopakiem. Starałam się tak robić, ale to i tak na nic. Ten szał jest tak silny i moje myśli bolesne że normalnie leżę w łóżku i płacze i planuje swoją smierć. Już nawet na 99% jestem pewna że tak zrobię. Żegnam się z chłopakiem. A potem mija kilka godzin, uspokajam się i mi się wstyd że tak reagowałam. Zawsze w głowie mogłam inaczej, mogłam spokojniej przecież nic takiego się nie dzieje aby się zabijać. Niestety w tym szale nie umiem się skontrolować i cierpią na tym moje relacje z innymi. Najlepiej jakbym na czas wybuchu miała zabierany telefon abym nie pisała do chłopaka tych głupot. Niestety zawsze to wygrywa i mi jest lżej jak się wyżale i zacznę swój jazgot ze nie chce żyć. Taki upust negatywnych emocji. Potem niestety te negatywne emocje w nim zostaje i często jest na mnie zły albo jest tak zimno i co spotkanie musimy wyjaśniać moje akcje. Spotykamy się co tydzień na dwa dni i w rzeczywistości jestem normalna bo nic mnie nie wytraca z równowagi. Jest dobrze czuje się fajnie w jego towarzystwie. No ale w ciągu dnia tak źle reaguje na te małe niepowodzenia i to mnie tak głubi.
  14. właśnie sama nie wiem czemu tak jest. W sensie nie ważne co się stanie. Czy pokłócę się z rodzicami, chłopak ma inne zdanie lub nie umiem jakiś zadań z matmy to od razu w mojej głowie są myśli że powinnam popełnić samobójstwo, że jestem tępa i nic w życiu nie osiągnę. Tak jakby ten jeden przykład z matmy miał o tym decydować i zbyt biorę to do siebie jakieś małe niepowodzenia choćby to że nie wychodzą mi poprawne wyniki z matmy jak się jej uczę oznacza że jestem beznadziejna i będę spać pod mostem. Tak bardzo biorę to do siebie że płacze i przechodzi to w taka histerie jakby naprawdę działa mi się jakaś krzywda. Nagle w mojej głowie pojawia się myślenie że nic nie osiągnę jestem nikim i powinnam się zabić. Już układam plan jak idę pod pociąg, połykam tabletki bo coś mi małego nie wyszło. Zawsze jest taka histeria jak napotkam trudność. To nie jest normalne i nie wydaje mi się ze to depresja bo jak mi się udaje to chce żyć jestem szczęśliwa. Mam myśli samobójcze tylko wtedy jak coś nie pójdzie z moim planem, jak nie wychodzi mi coś w szkole. Od razu chce się rzucać pod pociąg, płacze w poduszkę, mam bardzo czarne myśli a po kilku godzinach jest wszystko super i mi głupio i wstyd za te ataki szału bo potem myśle sobie ze były niepotrzebne. No i to tak właśnie wyglada. W szkole dostanę słabsza ocenę chce się zabić po kilku godzinach mi przechodzi i mówię sobie sama do siebie ze ej dasz radę i zaczynam w siebie wierzyć potem znowu niepowodzenie i lament kilkugodzinny na całego. Czemu tak reaguje, co jest ze mną nie tak? czy chad i jego fazy mogą trwać tylko kilka godzin i mogę się zmieniać tak gwałtownie w ciągu dnia?. Nie chce sobie dopisywać chorób ale już nie wiem co się ze mną dzieje. Nie sadze ze to typowa depresja bo zabić bym się chciała ciagle a ja wpadam w te szały które trwają kilka godzin takiej silnego dołka naprawdę już otwieram okno w pokoju. Po kilku godzinach przechodzi i zaczynam mówić sobie dasz radę i wierzyć w siebie. Bardzo mnie to meczy, jest to niestabilne. Cierpi na tym mój związek bo z chłopakiem jestem blisko i on odczuwa te ataki szału których nie umiem powstrzymać. Wczoraj nie potrafiłam zrobić zadania z matmy wpadłam w taki szał ze naprawdę chciałam się zabić a potem nagle jakby ktoś w głowie włączył inny załącznik, ogarniam się i w sumie to się uśmiecham i zaczynam robić matematykę znowu i mówię sobie ze dam radę. Zupełnie inny humor. Jak można przechodzić z tak silnego dołka do normalnego nastroju czasem nawet do euforii i się samemu z siebie śmiać i być w super humorze. Bardziej się znacie i może wiecie co się ze mną dzieje?
  15. Hej mam 18 lat i chodzę do technikum. Z niczego w szkole nie jestem dobra i to nie tak że się nie uczę a jakbym się pouczyła to nagle jestem dobra uczennica i potrafię ogarnąć. Tylko od małego mi nauka szła bardzo topornie, jak krew z nosa. Zawsze nie chciałam się uczyć, nudziło mnie wszystko co związane z nauka i ciężko mi było cokolwiek ogarnąć z nauki. Mama mi pomagała w najmłodszych latach i dzięki niej zdawałam z klasy do klasy. No i w sumie całe gimnazjum mi pomagała. Teraz jestem w technikum. Poznałam mojego chłopaka bardzo mądrego który zawsze miał z góry na dół same 5. Nauka bardzo łatwo mu przychodziła. Wcześniej mi moje słabe stopnie aż tak nie przeszkadzały ale kiedy jestem z nim w związku nagle zaczęłam zauważać dużo braków, bo zaczęło mi zależeć na nauce i dobrych stopniach. Chciałabym pójść na studia i się kształcić. Jednak do tego potrzebna mi matura a z każdego przedmiotu mi słabo idzie który jest na maturze. Z polskiego nie umiem pisać i dostaje jedynki. Z matmy jak się poucze to umiem ledwie na 2 i nic z niej nie rozumiem. Z angla tak samo mało słówek znam a mam angielski tyle lat i jakoś inni bez nauki od razu załapali po ilus latach a ja nic a nic. Ogólnie nauka z czegokolwiek mi idzie źle i nie ogarniam. Wyszło mi na testach u psychologa iq poniżej przeciętnej. No wiec coś w tym jest. Takie osoby podobno kończą tylko szkole zawodowa i nie dają rady dalej bo im umiejętności nie pozwalają intelektualne. No i tak jest chyba ze mną. A bardzo bym chciała być kimś. Być psychologiem dziecięcym, farmaceutka ale do tego są potrzebne studia a ze ja nie zdam matury bo nauka mi źle idzie to jestem w dupie i mi się robi tak przykro i jestem załamana. Nie mam na to wpływu taka się urodziłam z taka inteligencja i muszę być sprzątaczka bo jestem taka głupia ze tylko kible bym umiała sprzątać ( nie obrażając sprzątaczek). Nie chce wręcz mi się żyć, łapie depresje przez szkole bo nic mi nie wychodzi a mój chłopak przestaje to akceptować bo chce mieć dziewczynę mądra jak on i chce abym skończyła studia. A ja wiem ze nawet matury nie zdam bo nie umiem nic nawet jak się uczę to nadal ledwo 2 i tak ciągnę z matmy choćby. Tłumaczył mi matme chłopak kiła dni temu a ja dzisiaj zaczynam ją robić i nagle nie umiem podobnego przykładu co z nim zrobiłam i mimo jego pomocy nie umiem ruszyć Dalej. Jestem naprawdę tępa i mi się nic nie udaje. Nawet towarzysko mi się nie udaje, nigdy nie byłam popularna, lubiana. Ludzie mnie nie lubią, w szkole nikt nie chce się ze mną zadawać. Nikt się do mnie nie garnie, nie chce poznawać. Wiec tak z nauki jest bardzo źle, z ludźmi też. Mam tylko chłopaka który ze mną i tak zerwie bo będzie mu wstyd taka dziewczynę i nie spełnię jego wymagań. Wyglądowo tez nie za fajnie, nie mam w ogóle powodzenia. Naprawdę ja jestem osoba której nic się nie udało NIC ani wygląd ani inteligencja ani umiejętności społeczne jestem jednym wielkim przegrywem który nic nie osiągnie i będę wiecznie sama w życiu. Nie chce mi się już żyć. Jest mi ciężko. Nie mam tez talentu do niczego.
×