Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

KarinaMarina

Użytkownik
  • Zawartość

    44
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Chciałbym się dziś podzielić pewnym problemem. Od razu zaznaczam że nie jestem infantylnym dorosłym. Czuję się jak mała nastolatka na poziomie emocji. Chodzi o to że czuję iż mój wygląd 30 kobiety nie pasuje mi do uczucia nastolatki 14 letniej w środku. Wobec tego czuję się emocjonalnie jak w takiej klatce z której nie mogę się wyzwolić mimo że się z niej wyrywam. Nie wiem dlaczego tak mam, ale pamiętam iż w tym wieku dużą wagę przykładałam do ubrań-aby wyglądać jak taka słodka laleczka i szukając ubrań w sieci właśnie podświadomie zamawiam takie kolorowe, dla nastolatek/dziewczynek. Nie chciałam być kobietą z biodrami, być kobieca, raczej tak bardziej dziewczynką. Dziś wchodzę w takie emocje które sprawiają że nie czuje sie kobieco i bardzo mnie to frustruję bo małą dziewczynką też już nie chce być. Przed facetami zachowuje się jak taka nastolatka, słodko do nich mówię i tak dziecinnie się zachowuje. Ja mam naprawdę jakiś problem z uległością w stosunku do facetów, wogole wstydzę się kobiecości. Męczy mnie ten stan bycia emocjonalnie dzieckiem, mimo że na codzień spełniam dorosłe obowiązki. Nie wiem jak się z tego wydostać, z tego mentalnego wieku 14 lat, jakiegoś napięcia psychicznego które mnie tam trzyma i nie może mi pozwolić wewnętrzne czuć się adekwatnie do wieku. Pomocy.
  2. Czy istnieje sposób na to by przestać oddzielać się od ciała? Moje ciało i emocje to oddzielna rzecz. Do tego stopnia iż będąc w sklepie zaczynam myśleć że jestem tam ciałem a duch został w domu. Albo czuje że ciało podąża za duchem na przyklad do toalety hehe. Tak jakby duch pchał ciało do wykonania czynności. Chodzi o to iż chce być jednym. Chcę czuć ciałem i duchem jednocześnie. Domniemam iż mój problem jest efektem wielkiego wyparcia albo traumy że nagle boję się odbierać bodźców z otoczenia z jakiegoś powodu bojąc się ciała. Czy recepta na taki stan to zacząć starać się odczuwać emocje Czy to za mało?
  3. Przeglądając katalog sukienek w Sieci nie mogłam się długo zdecydować bo szukałam tej idealnej. W końcu minęły 2 godziny i w desperacji kupiłam taką workowatą, zasłaniającą wszystkie kobiece kształty, która mi się nie podobała, no ale uznałam że i tak będę wyglądać beznadziejnie, po co więcej szukać. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt że uświadomiłam sobie że zakup którego dokonałam był na przekór sobie. Mimo że sukienka ładna, ja poczułam jakiegoś rodzaju poniżenie. Coś na zasadzie że nie jestem warta tej sukienki, a następnie miałam mdłości i wpadłam w rozpacz i kwik. Coś na zasadzie nie zasługuje na kawałek materiału, i tak będę w niej beznadziejnie wyglądać, takie uczucie ckliwości i wstrętu. Problem w tym że ja wiem że jestem atrakcyjna i ładna jako dziewczyna, wiele osób mi to mówiło. Mam wiele plusów. Tylko nie czuje tego totalnie. Po prostu mam jakiś rodzaj poniżenia na punkcie niezasługiwania na bycie kobietą? Tak jakby bycie kobietą mi się nie należało? Jakby inne kobiety miały kobiecość, tą energię, a ja jestem tego pozbawiona. Jakbym stale była dziewczynką i nie mogła przeskoczyć mentalnie tego progu bycia kobietą. Jakbym dojrzała fizycznie, a mentalnie pozostała dziewczynką. Czasami nawet tak się zachowuje. Zatrzymałam się gdzieś w wieku 16 lat. Pójdę do salonu zrobić paznokcie i mam dziwne poczucie że robię coś złego, jakbym się sama karciła za to że w ogóle je maluje i że nie wypada mi? Bo takie rzeczy tylko dla kobiet? Potem dochodzę do wniosku że mam 30 lat i to nic złego. Jakbym nie zasługiwała się ładnie ubrać, jakby we wszystkim wyglądała beznadziejnie.. Kupuje więc ubrania nie dlatego że mi się podobają, tylko często byle co, bo i tak to nie ma znaczenia. Co robić?
  4. hmmm... w zasadzie niewiele, dwa miesiące, sesja to tak 20 minut max 60.. co drugi dzień..?
  5. Hej, głównie pytanie do mężczyzn. Mój mąż był ok kiedy mieszkaliśmy na wynajętym. Kiedy przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania które prawnie jest moje zaczął się dziwnie zachowywać. Stał się pedantyczny-buty leżą w lokalizacji xy, trze chusteczką każdy kurz i każdą szafkę prawie kompsywnie. Codziennie pierze, sprząta i za wszystko mnie,,karci". Bo to nie na miejscu, bo co innego źle, ja sprzątam źle on mi pokaże jak się sprzata ( sprzątałam 3 lata i nie miał zastrzezen). On wszystko wie najlepiej, on mi pokaże jak zagotować wodę w czajniku i jak wlac ją do kubka. To jakoś mnie zszokowało bo wcześniej taki nie był. Zawsze dzielił się jedzeniem. Kupił 3 bułki w sklepie do jajecznicy zapytałam czy mogę jedną powiedział że nie. Wczoraj tak samo-nagotował gar zupy i się nie podzielił. Zostaw to moje napoje, kup sobie własne. Wogole nie przytula się. Każdy temat jaki otworze o czymkolwiek go irytuje. Chcę żeby wszystko było po jego myśli, bo on wie lepiej. Nie jeździmy na randki nie spędzamy razem czasu. On tylko spędza 4 godziny tygodniowo że swoim synem z poprzedniego związku na mieście. Naprawdę nie wiem o co chodzi. Jestem robotną kobitą, kobietą pracującą, dbam o siebie. Usłyszałam ostatnio dość opryskliwie iż śmieci nie są wyniesione. Dlaczego sam nie wyniesie? Nie rozumiem co jest grane. Brak jakichkolwiek uczuć w łóżku odwraca się plecami i zasypia. Nie poświęca się- do domu z wyrwanym zębem wróć taksówką, ja jestem u kolegi i gram w gry i cię teraz nie odbiorę. Nie wiem co robić. Jesteśmy 4 rok razem
  6. Oczywiście szanuje ludzi co napisali posty wyżej ale serio? Nie widzicie że facet nie ma szacunku do niej? Czy uważacie ze nazywanie dziewczyny ,,nie zesraj tępa pizdo" nie jest czerwoną flagą? Ja bym uciekała póki jeszcze masz siły. Są pożyczki, są znajomi, domy matki, jadłodzielnie, urlopy macierzyńskie, na pewno da się jakoś przeżyć pierwsze miesiące. Nie wiem jaką masz sytuację. Miliony samotnych matek dają radę. Czasami na nowo układają sobie życie. To że go kochasz to rozumiem, ale bazą miłości jest szacunek. Nie wiadomo jak będzie w trakcie połogu, czy nie będziesz słaba ani jak będzie jak urodzisz. Nie zanosi się dobrze. Lepiej samej mieszkać nawet w jednym wynajętym pokoju za grosze niż zniszczyć sobie życie. Tak czytam historie kobiet na tym forum, nie zasługujecie na poniżanie i toksyczne związki. Dziecko mając rodziców którzy się kłócą ma później szereg traum i problemów ze zdrowiem psychicznym. A... Na koniec wyciągnij od niego alimenty.
  7. Hej, robiłam sałatkę i dosypałam trochę ziarenek konopi spożywczej dostępnej w marketach. Potem poszłam medytować a medytowałam z czakrą trzeciego oka. Potem poczułam zmęczenie więc usnęło mi się na kanapie. Miałam sen w którym wyszłam z domu i szłam w stronę lasu. Ale to nie był typowy sen. Zamiast otoczenia były takie różowo czarne neonowe migoczace zygzaki. Zupełnie jakby rzeczywistość składała się z tych szlaczków i strasznie się tego przestraszyłam zawróciłam i wbiegłam do domu. Sen się urwał. Poczułam strach w klatce piersiowej jakby coś złego się działo. Zastanawiam się czy to efekt medytacji i dotknięcia traumy czy może działanie tych ziaren. Nasiona konopi łuskane przecież są ok. Teraz się boję i medytować i jeść cokolwiek z konopii bo boję się tej odblaskowej rzeczywistości z której wydawaloby się nie ma wyjscia( bo były tylko kolory, bez otwartej przestrzeni)... Inny wymiar, inne doświadczenie.. Ktoś kiedyś przeżył takie coś? Jakieś doświadczenia?
  8. Zostaw faceta. Zablokuj gdzie się da, zero kontaktu. Wiem że to trudne ale nie ma innego wyjścia. Zacznij żyć swoim życiem. Poznaj kogoś wartościowego. Szkoda zycia na buraków. A przede wszystkim nie rezygnuj z siebie dla kogoś, nie musisz.
  9. Tak dokładnie. Myślę że już na początku wyglądało to źle a Ty to kontynuowałaś. Dlatego uważam iż potrzebujesz popracować nad swoimi słabościami, zdystansować się do tych doświadczeń i wyciągnąć wnioski. Myślę że miałaś trudny czas ale to była taka lekcja i dużo dowiedziałaś się o sobie. Nie nazywaj siebie ścierą, nie myśl o sobie źle, a raczej bądź dla siebie dobra i dobrze o sobie mów w swojej obecności. Ja na przykład chodzę do psychologa. Dowiedziałam się wiele o sobie, o tym że trudne dzieciństwo i trudne relacje z rodzicami ładowały mnie w takie toksyczności. Na ten moment nie weszłabym w toksyczny związek ale kilka lat temu tylko takie przyciągałam. A my bardzo często mamy partnerów podobnych do rodziców i przyciągamy to z czym rezonujemy. Kobieta która siebie kocha, dba o siebie, jest dla siebie dobra, pracuje nad poczuciem własnej wartości jest bardziej zadowolona z siebie więc nie musi zadowalać buraków, zaskarbiać sobie milosc kogokolwiek za wysoką cenę czy znosić poniżenie. Nie jesteś nic mu winna, nie jest od Ciebie lepszy, nie potraktował Cię z szacunkiem a każdy zasługuje na dobre traktowanie. Dlatego będzie wszystko dobrze, dasz radę, kwestia czasu.
  10. Będę brutalna ale w dużym skrócie dałaś dupy. Rozumiem iż jesteś wrażliwa ale widać ewidentnie w Twoim poście iż masz dobre serce ale brak doświadczenia z ludźmi. Myślę że masz wiele nieogarniętych traum, nieuzdrowionych ran dlatego tak łatwo padłaś ofiarą nazwałabym to wykorzystania. Chłop ewidentnie normalny też nie jest no ale to Ty wybrałaś z nim być. Myślę że zanim wejdziesz w jakikolwiek związek musisz popracować nad poczuciem własnej wartości, poczuć że wszystko z Tobą jest OK by w przyszłości być daleka od toksycznych prostaków którzy do takich słabości lgną. Tak to widzę.
  11. Zniekształceń poznawczych jak się dowiedziałam czytając o tym w sieci- mam sporo. Wydaje mi się że z listy zniekształceń ta katastrofizacja najbardziej mnie gryzie. Nie wiem czy dobrze rozumiem ale mam taki problem iż jak źle się czuję czy np. mdło mi lub pali mnie w klatce piersiowej to od razu myślę że umrę. Strasznie wtedy się przerażam tym faktem i objawy się nasilają. Myślę sobie że to pewnie od orzechów mam alergię i zaraz wykorkuję. Albo jak po wysiłku mam złe samopoczucie to zaraz myślę że umrę bo będę mieć zawał albo organ mi pękł od wysiłku albo etc etc Na każdą dolegliwość myślę faktycznie tak iż zamiast ją przeczekać i odpocząć to od razu dramatyzuje że umrę.. nie wiem czy to nie pokłosie sytuacji zaniedbania emocjonalnego dziecka. Chodzi o to iż jeżeli dziecko czegoś nie dostaje, a jest zależne od rodzica by przetrwać, brak rodzica/fizycznie-emocjonalnie/ oznacza śmierć. Mogę się mylić ale paniczny strach i to że umrę na każdym kroku normalny nie jest.. ? Dziękuję za odpowiedź może ktoś coś skomentuje więcej.. Ps. Dychotomia to coś w czym się specjalizuję
  12. KarinaMarina

    samotność

    Faktycznie jak pomyślisz o świętach jako o normalnym dniu, bez tych dekoracji i celebracji, nie stanowi to większego problemu.
  13. Usiadłam i chciałam do kogoś zadzwonić. Wybrałam 3 numery. Nikt nie odbierał. Poczułam się tak jakby nikt mnie lubił i wszyscy odrzucili. Pojawiło się to cholerne uczcie i płacz. Racjonalnie wiem że te osoby mogą być zajęte, ale emocje reakcja są inne i skrajne. Tak nieprzyjemne ze szok. Najgorzej jak mąż coś robi i nie chce w danym momencie poświęcić mi czasu to mój mozg to interpretuje tak jakby on mnie nie kochał. Nie mam siły na tą przypadłość..
  14. Oddam cyganom, sprzedam na targu, zawiozę do rodziny. Kiedy mąż parkuje pod toaletą na wyjeździe lub marketem i mam gdzieś iść i wrócić do auta mam wątpliwości czy aby napewno tam będzie na mnie czekał... Ogólnie odkryłam że mam jakiś program porzucenie/zostawienie. Manifestuje się to w codzienności. Chodzi o to że boję się iż wszyscy mnie odrzucą więc nie angażuje się zbytnio w relacje bo będę cierpieć i tak i tak. Jak kierowca autobusu nie zatrzyma się na przystanku to czuję się odrzucona. Jak na przyjęciu wszyscy rozmawiają a ja nie czuje ze mam o czym gadac= nie pasuje do grupy i zwyczajnie nikt mnie nie lubi=kazdy mnie odrzuca. Mój mąż nie przytulając mnie= daje mi poczuć że mnie nie kocha, czyli mnie opuszcza, a przecież on po prostu kładzie się na drugim boku. Wolę zrezygnować z pracy= bo nie chce żeby pierwsi mnie wywalili, czyli mnie zostawili. Boję się opiekować zwierzeciem=bo on umrze a więc mnie zostawi. Takich sytuacji w życiu mnożę w milionach. Strach że ktoś mnie zostawi=umrze,odejdzie,odwróci się, wyjedzie, opuści, zerwie relacje. Nie mam zaufania i nie mogę się zaangażować w związek, bo boję się cierpienia jak i tak to się rozpadnie. Na dokładkę miałam kilka momentów oddzielenia od rodzica i braku zaufania w momentach nadużyć przemocowych. Niefortunnie mam podstawy. Moja mama dorastała w rodzinie adopcyjnej (porzucona/zostawiona przez rodziców). W dzieciństwie karała mnie zostawiając w sklepie czy chowając się za krzakami. Chodziło o to iż znikała z pola widzenia wymuszając na mnie posłuszeństwo w trudnych wychowawczo sytuacjach. Doprowadzona do płaczu łatwo się na wszystko godziłam. Staram się pracować z wewnętrznym dzieckiem, mówić do siebie jak do dziecka, zaopiekować się sobą, nie porzucać siebie. Jeżeli to nie za bardzo trafia, wmawiam sobie iż ,,chociaż ludzie mogą zawodzić" przecież jest jeszcze Bóg który mnie nie porzuca bo przecież żyję. Nie mam pomysłów co mogę zrobić by lęk przed porzuceniem ostatecznie mnie opuścił. Jak myśleć, jak do siebie mówić? Jakąś część siebie definitywnie odrzucam. Nie chce by ta trauma towarzyszyła mi całe zycie- ile można czuć się opuszczonym/samotnym. Proszę o poradę.
×