Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

rodzynka94

Użytkownik
  • Zawartość

    18
  • Rejestracja

  1. carlosbueno Bzdury piszesz. Ludzie bez auta to nieudaczniki? Biedota? Co to za gadanie? Ja nie mam prawa jazdy jako kobieta i nie czuję się nieudacznikiem z tego powodu, może ty się tak czujesz, ale nie przerzucaj swoich kompleksów na innych, bo to trochę przypomina gadanie, że każdy kto zarabia mało to nieudacznik (bo przecież dosłownie, każda osoba z tych miliardów ludzi na ziemi ma predyspozycje, żeby kosić miesięcznie minimum 10k), każdy kto nie uprawiał seksu w którymś tam wieku (np. 30 lat) to przegryw itp. Tam gadanie. Ludzie nie mają prawka z różnych powodów. Ja np. zdawałam raz i nie zdałam. Dałam sobie spokój, bo do prawka podchodziłam w wieku keidy miałam siano w głowie, a nie myślenie o "dojrzałym życiu" i kompletnie nie nadawałam się na kierowcę. Teraz też się nie czuję na to, jak się poczuje to podejdę i wiesz co? Czuję sie większym "udacznikiem" od tych tysięcy kierowców, którzy zdali za pierwszym, ale do auta się boją wsiąść. Ja się chociaż z tym nie kryję, nie potrafię jeździć to nie mam prawka, a nie, zdaję na ładne oczy ale jak pana egzaminatora nie ma obok to mam mokro w majtach bo na miasto po bułki muszę jechać..... To samo z kobietami. Baby, któe wymagają prawka to albo księżniczki z prowincji lub "wyższych sfer", albo kobiety, które same to prawko mają, wiec czemu mają nie wymagać? To tak jakbyś miał problem, że facet z siłowni nie chce związku z grubaską. Wiele kobiet w moim otoczeniu ma partnerów bez prawa jazdy. Swego czasu jak jeszcze chodziłam na randki to też preferowałam takich panów. Nie chodziło o ekologię, ale o to, że kierowcy średnio pozytwnie mi się kojarzą, a sama prawka nie mając czułam się trochę jak "córeczka tatusia" siedząc na siedzeniu pasażera. No nic nie poradzę, że tak miałam. Mój obecny partner nie miał samochodu (ło boże, jaki biedak), prawo jazdy miał, ale brak auta, mieszkania, kasy nie przeszkadzał mi zupełnie, gdzie wy takie księżniczki znajdujecie?
  2. Chcialabym w koncu sie gdzies wygadac z moim problemem, ktory co jakis czas mnie gryzie. Jestem czarna owca w rodzinie, tak naprawde to nie mam swojej rodziny na zasadzie rodzenstwa w moim wieku i rodzicow, jestem po prostu przylepa, bo tak sytuacja wyszla i jak przylepe mnie traktuja. Co mam na mysli? Jestem z rodziny zastepczej. Zmarli mi rodzice jak bylam mala i wychowaniem zajela sie siostra z mezem. Po prostu, przeprowadzili sie do mnie ze swoimi dziecmi. I wlasnie... post dotyczy nie mojej siostry ale jej dzieci... Ona ma 3 doroslych juz dzieci, syn w moim wieku i dwie mlodsze corki. Wychowalismy sie razem od dziecinstwa i ja w pewnyn momencie zaczelam traktowac ich jak rodzenstwo bo czemu nie? W sensie oczywiscie wiedzialam, ze to nie moje rodzenstwo i nikomu tak nie mowilam, to bylo bardzoej na zasadzie, ze jestesmy zzyci i pomagamy sobie jak rodzenstwo. Niestety ale bylam naiwna, bo te osoby nie dosc, ze nie podzielaly tego to na dodatek chyba wstydzily soe mnie i wstydza nadal i mam na to potwierdzenia. Najpierw zaczne od tego, ze moi siostrzence i ja, jestesmy baaardzo rozni od siebie, roznice sa wrecz ksiazkowe bym powiedziala, takie skrajne, dotycza zarowno wygladu jak i chatakteru czy pozycji spolecznej. Cofne sie do czasow szkolnych na chwile. Bylam przez caly okres edukacji przesladowana, byl nawet moment (gimnazjum), ze przesladowala mnie cala szkola (w sensie nie doslownie wszysxy w 100%ale generalnie wyszlo to ppza moja klase i ludzie z roznych klas i rocznikow brali w tym udzial). Przesladowanie dotyczylo wygladu. Dzisiaj nie powiem o sobie, ze jestem jalas koszmarnie brzydka, glownie dzieki mojemu chlopakowi, ale tak mowiac uczciwie to nie mam urody Afrodyty, nie mam przecietnych ani atrakcyjnych cech, jestem ns tyle "brzydka", ze jak wstawialam zdjecia do neta, zeby ktos mnie ocenil uczciwie, to ludzie, a zwlaszcza faceci malo co pozytywnego potrafili powoedziec. Jestem na tyle "brzydka", ze nigdy nie moglam poznac faceta tak normalnie, zeby ktos podszedl i zagadal albo gdzies na imprezie sie komus spodobalam. Pierwzzy zwiazek mialam w wieku 23 lat, wszystkich facetow poznalam przez portale randkowe, bo w przeciwnym razie na "ksiecia z bajki" czekalabym do usranej smierci. Tak bardzo zainteresowanie wzbudzam. I w koncu, jestem na tyle "brzydka", ze bylo to pretekstem do przesladowania mnie w szkole, bo nie ukrywam, ze chodzilo o wyglad. Z charakteru jestem gdzies po srodku. Chodzilam na imprezy jak ktos mnie zaprosil (rzadko), nie unikalam ludzi na sile ale generalnie lubie i lubilam duzo czytac i doksztalcac sie z dziedzin, ktore mnoe interesowaly. Taka w miare spokojna bylam ale tez bez przesady. Teraz troche o moich siostrzencach bo to w 100% moje przeciwienstwa. Sa to ludzie atrakcyjni. I nie, ze to moje urojenie czy jakies kompleksy, albo ze przeaadzam, doslownie. Moje dwie siostrzenice spokojnie byly w 3 najladniejszych lasek w szkole. To takie laski, ze co wychodzilismy na zakupy do innego miasta albo do kina to doslownie ZAWSZE przynajmniej dwoch facetow na ulicy pytalo sie o nuner telefonu jednej albo drugiej. To ten typ dziewczyn, ktory od.podstawowki dostawal walentynki, przy czym bylo to na takiej zasadzie, ze przyszlo 10 walentynek na klase, z czego 8 dostawala jedna albo druga. Jak mozna sie domyslic, ich pozycja spoleczna byla diametralnie rozna od mojej. Mnie przesladowali,z nini zadawac chcial sie kazdy. To samo moj siostrzeniec, przystojny samiec alfa, nie byl agresywny i nie bil ludzo ale byl pewby siebie, asertywny i potrafil np. stanac w obronie swojej dziewczyny. Ciekaee bylo to, ze z nimi zadawaly sie osoby, ktore najbardziej gnebily mnie w szkole. Oczywiscoe siostrzence o tym wiedzieli, nie przeszkadzalo im jednak zapraszac do domu tych ludzi na impreze czy urodziny, to byl troche policzek w twarz dla mnie, ze ludzie traktujacy mnie jak kupe, normalnie lazili sobie po mojej chacie, a ja nie moglam nic z tym zrobic. Teraz jak napisalam jestesmy doroslii i ukladamy wlasne zycia. Im sie powodzi w miare. Starsza siostrzenica studiuje w USA, tam mieszka, dorabia sobie i ma faceta. Na studia dostala sie bo byla sportowcem z sukcesami, zauwazyl ja jakos trener i zaproponowal studia w Ameryce. Wiem, ze zyje jej soe luksusowo, czesto jezdzi na imprezy zagraniczne, na wycieczki, ostatnio wykupia sobie wycieczke statkiem z pelnym wyposazeniem, wiecie, kasyno, kregle, jadalnia, teatry, wszystko bylo na tym statku. Druga siostrzenica znalalzla sobie bogate chlopaka i teraz nie wyobraza sobie nosic ciuchow innych niz markowe (chlopak jest bogaty, to oba tez musi). Siostrzeniec pracuje za granica ze swoim ojcem na dzialalnosci, tez zarabia sporo, duzo podrozuje, kupuje drogie rzeczy swojej dziewczynie. Generalnie oni prowadza takie zycie trocje jak z instagrama, wiecie, wszystko takie ladne, drogie, firmowe , idealne wrecz. Moje zycie z kolei wuglada tak, ze wujechalam z chlopakiem za granice i tutaj chcemy sie ustawic, na razie pracuje prsez agencje. Zarabiam minimalna tutaj i pewnie bede ja zarabiac, ale ppziom zycia jest na tyle ok, ze stac mnie na co chce, wiec nie narzekam tak szczerze. Ale teraz do sedna bo sie rozpisalam. Napisalam wczesniej, ze moja rodzina sie mnie wstydzi, zs tak to odbieram. Napisze, dlaczego tak uwazam. Generalnie noe jestesmy skloceni, nie ma zadnych wasci miedzy nami, gadamy normalnie i gdy ktos jest w potrzebie np. finansowej to zawsze ktos z rodziny pomoze. Mi chodzi jednak o taki kontakt czysto emocjonalny. Oni ze mna rozmawiaja, nikt nie pyta co u mnie, nikogo to nie interesuje, razem chodza i chodzili na imprezy, na ktore nie bylam zaproszona tylko ja. Na poczatku jak sie przeprowadzuli to kontakt byl spoko, jako dzieci razem spedzalismy czas, Wszystko zaczelo sie psuc w momencie, kiedy poszlam do gimnazjum i zaczeto mnie przesladowac. Mam wrazenie, ze fakt, ze nikt mnie nie lubi troche psul im ich reputacje albo mogli tak sobie myslec. Genralnie wypisze sytuacje, ktore sa za tym, ze oni nie chca moec ze mna nif wspolnego i ze tak bylo zawsze: 1. Jeszcse w szkole jak byly rysunki, zeby narysowac swoja rodzine,to u moich siostrzencow NIGDY na tych rysunkach nie bylam umieszczana 2. Oni rozmawiaja ze soba na portalach spolecznosciowych, komentuja swoje zdjecia, pod moimi jest cisza, nikt kompletnie nikt z nich sam do mnie noe napisze, zero, null. Chyba, ze cos chca 3. Wczesniej i.teraz tez zdarza sie l, ze organizuja imprezy, dawniej jakies wspolne grille to byly, teraz bardzoej wyjazsy zagraniczne. Na ZADNA taka impreze nie bylam zaproszona, doslownie,.raz tylko bylam na ognisku ale to ich matka musiala im uwage zwrocic, ze to nie w porzadku wobec mnie. Teraz doprowadzilo to do tego, se mam totalnie gdzies ich urodziny, czy nawet swieta, niedobrze mi sie robi jak mam tam jechac bo wiem, ze jestem zaproszona tylko dlatego, ze "wypada". 4. Bywaly sytuacje, ze przekladali dobro ziomkow nad moim. Przyklad? Siostrzeniec mial mnie zawiesc do akademika, bylismy umowieni co do godziny ale nagle jego koledse cos wyskoczylo i trzeba bylo gdzies go zawiezc (jednemu z tych co mnie przesladowali zreszya), to oczywiscie js musialam ske dostosowac, bo kolega wazniejszy... 5. Czasem sie zdarzalo, se ktoa wbil do nas na chate i zdziwiony, ze ja z nimi mieszkam, wiedzial, ze maja rodzenstwo i tyle, o moim istnoeniu nikt nie powiadamial bo wstyd przeciez To tylko kilka sytuacji i wiem, ze jako dorosla kobieta powinnam to olac ale ostatnio to do mnie dochodzi tak dobitnie i czuje wscieklosc. Przez cale dziexinstwo zylam w cieniu ich "doskonalosci", prses cale zycie praktycznie mialam (i mam nadal) kompleksy, bo nikim bylam wszedzie. Zdarza sie, ze przesladuja Cie w szkole, ale.rodzina powinna sie bronic, stac murem, a nie zapraszac do domu ludzi, ktorzy pluli na coebie, niszczyli ci rzexzy i psychike i jeszcze stawiac ich dobro nad twoim. Nienawidze mojej rodziny, wszystko jest tam na pokaz, sztuczne usmiexhy, kazdy mily w cztery oczy ale w towarzystwie to juz wstydza ske z toba pokazac. Czulam sir jak kopciuch cale dziecinstwo, tylko dlatego, ze moalam mniej szczescia w loterii genetycznej i spolecznej. Boje sie, ze bedzie to za mna lazic cale zycie, juz teraz mi niedobrze jak slysze propagande w telewizji o tym, jaka to rodziba nie jest wartoscia, albo o tym, ze ludze powinnj rodzic duzo dzieci. Ludzie chca rodziny woelodzietne bo sa naiwni i mysla, ze bedzie jak w bajce i rodzenstwo bedzie ske kochac, a moze byc zupelnie inaczej, czego nikt nie bierze pod uwage. Dzieki za wysluchanie mnie, tak tylko chialam sie wygadac.
  3. Jestem po raz pierwszy w poważnym związku. Z partnerem stukną nam w lipcu 2 lata. Nie jest to dużo jak na mój wiek (mam zaraz 25 lat), moi rówieśnicy mają za sobą związki trwające nawet do 10 lat, niektórzy małżeństwa. Jak dla mnie jednak te dwa lata to sukces, bo moje życie społeczne kuleje jeśli chodzi o znajomych, a co dopiero żeby zatrzymać kogoś na stałe. W każdym razie, uważam, że jestem koszmarną partnerką, zresztą sami tak stwierdzicie po przeczytaniu tego bo nie mam zamiaru niczego tutaj ukrywać. Jestem bardzo krytyczna do siebie i innych, zwłaszcza do partnera. Czepiam się o wszystko, często się kłócimy (nie ma dnia bez kłótni). Jakby zastanowić się tak szczerze to powodem tego wszystkiego jest mój charakter. Ja po prosotu nienawidzę siebie i cokolwiek by się w moim życiu nie działo, nigdy nie jestem z siebie zadowolona. Kiedyś myślałam, że to depresja ale bez przesady. Nie mam myśli samobójczych, apatii, obniżonego nastroju, ja prostu chyba jestem takim człowiekiem, że kompletnie nic mnie nie cieszy i zawsze narzekam. Mam tak zresztą od kiedy pamiętam,tak często, że już nikt moich "dołów" nie traktuje poważnie. Nie lubię siebie, nie podoba mi się mój charakter, zawsze chcę więcej, inaczej, tak jak inni ludzie (jak większość ma prawko, a ja nie to czuję się najgorszy przegryw i dotyczy to wszystkiego, prawko jest tu tylko przykładem), z kolei jak dostanę to co inni mają to i tak jest źle bo coś tam i tak w kółko. Bardzo emocjonalnie podchodzę do życia, brak mi jakiegokolwiek dystansu o tego co mnie otacza, nie potrafię się śmiać z błędów swoich i innych, wszystko traktuję powaznie. Przykład? Jechałam ostatnio pociągiem i w pewnym momencie musiałam skorzystać z toalety, do której zrobił się dość spory wężyk, b jak się okazało, jakiś dzieciak wszedł do kibla żeby naładować telefon czy cos i zajął na koło 25 minut. No nieważne. Czekam w tej kolejce i co jakiś czas do drzwi pukała 5 letnia dziewczynka,w końcu jak zapukała to dzieciak wysiadł i dziewczynka weszła na chamca mimo, że parę osób powiadomiło ją, ze obowiązuje kolejka. No nic, małe dziecko, z silną potrzebą, racjonalnie zdaję sobie sprawę, że taką sprawę nalezy olać i tak zrobili też ludzie w kolejce, niektórzy nawet się uśmiechnęli. Mnie natomiast ta sytuacja wcale nie śmieszyła, wręcz byłam zirytowana. To jest przykład ale ja dosłownie irytuję si każdym idiotyzmem jak np. wolnym chodzeniem osób starszych, czy jak ktoś w kolejce do kasy czegoś zapomni i to opóźnia kasowanie, no takimi głupotami, które większość ludzi obraca nawet w żart. Ja nie potrafię. Ja mam ochote wydrzeć się na tych ludzi momentalnie, bo w moim umyśle od razu pojawiają się taki myśli, że ta osoba SPECJALNIE robi mi i innym na złość, albo że jest egoistyczna i nie liczy sie z innymi. Wiem, ze to nie racjonalne ale tak właśnie u mnie jest. Chciałabym tu napisać coś "mądrego", że byłam prześladowana w szkole, czy że była przemoc w domu, bo to wszystko było ale mam wrażenie, ze to nie ma z tym związku, a wręcz, że to mój charakter do niektórych tych rzeczy doprowadził. No np. gdzieś tu może pisałm wcześniej, że przed zmianą miasta choziłam krótko na terapię (krótko bo bylo to tuż przed wyprwadzką), chodziłam bo miałam objawy stresu pourazowego przez.... traumę w szkole. Generalnie ludzie nie mają po czymś takim żadnych ptsd czy poważnych traum, z pewnością dlatego, że większść ludzi potrafi obojętnie do pewnych rzeczy podejść, a ja obrazę mojej osoby traktuję jak sprawę życia i śmierci, nie wiem czemu ale tak jest ;/ Generalnie tak w skrócie, kojarzycie takich ludzi, wiecznie zrzędzących, wiecznie niezadowolonych i krytykujących wszystko i wszystkich? No to ja właśnie jestem taką osoba, w tak młodym wieku, mając 25 lat, boję się co będzie później, boję się o swój związek. Coraz częściej wytykam jego wady, wpros mu mówię, że nie jestem zaowolona z życia (co on odbiera, że z niego też) i generalnie wprowadzam toksyczną atmosferę. Moje marzenie? Być zupelnie innym człowiekiem. Kiedyś miałam taką dentystkę,u której leczyłam zęby. Pani byla bardzo pozytywna, radosna i pogodna. Wiecie, taki człwoiek co się często uśmiecha i czuć, że to jest szczere,. Strasznie zazdroszczę takim ludziom. Albo takim wyluzowanym. Mój facet taki trochę jest, też jest sympatyczny, z niczym mu się nie spieszy i bierze życie takim jakie jest, ja tego nigdy nie potrafiłam i cierpię przez całe życie.
  4. rodzynka94

    Testy na zwierzętach

    Ja przeprowadzałam "eksperymenty" na zwierzętach w ramach kierunku, który studiuję, mieliśmy cały przedmiot temu poświęcony począwszy od ustaw prawnych i wniosków, które trzeba złożyć, na praktyce czyli labkach, na których ćwiczyliśmy na szczurach/ myszach kończąc. Jak się do tego odnoszę? Otóż uważam osobiście, że za dużo mitów wokół tego narosło. Ale mogę się wypowiedzieć jedynie w świecie nauki, bo jak to wygląda z branżą kosmetykowa to niestety nie wiem. W każdym razie. Ludzie przeprowadzają eksperymenty, żeby opublikować wyniki badań. Wyników badań nie opublikuje raczej przeciętny Kowalski tylko naukowcy. Do wyników badań dostęp ma praktycznie każdy, a więc próba oszustwa i liczenie na to, że nieodpowiednie traktowanie zwierząt nie wyjdzie jest lipna, bo jak wyniki są w sieci to już każdy może je przeczytać. Dalej. Żeby przeprowadzać badania i publikować trzeba mieć zwierzęta. Nie mogą to być szczury ze sklepu zoologicznego czy z ulicy tylko specjalne szczepy, niektóre przystosowane stricte do danych badań jak np. Zucker Rat, który jest modelem używanym pod kątem badania cukrzycy i otyłości. Zwierzęta takie dostać można ze specjalnych, zarejestrowanych hodowli, które z tego co się orientuję, podpisują kontrakt z daną uczelnią. To samo z klatkami, zabawkami, trocinami, wszystko dla tych zwierząt musi być odpowednie, zamawiane albo od ludzi, którzy się tym zajmują, albo z internetowych sklepów specjalistycznych i dotyczy to dosłownie wszystkiego, np. gryzaki dla myszy w postaci drewienka nie mogą być wzięte od stolarza tylko zamówione, cena takich rzeczy też jest wysoka. Uczelnia, która ma kontrakt z takimi producentami/ hodowcami musi mieć jeszcze piecze ze strony lekarza weterynarii , który to decyduje co zrobić ze zwierzakiem po wykonanym eksperymencie. Powiedzmy, że uczelnia to wszystko ma i chce zacząć testować. Nie może. Bez zgody komisji etycznej byłoby to łamaniem prawa. Trzeba złożyć wniosek do takiej komisji, w którym pisuje się dkładnie eksperyment, ile zwierząt będzie wykorzystywanych, jaki czas eksperymentu, jakie odczynniki/ leki będą używane, co się stanie ze zwierzakiem po doświadczeniu. Z tego co nam mówili prowadzący to komisja odrzuca coraz więcej wniosków, nawet tych nieinwazyjnych. W krajach Europy Zachodniej, w Stanach pewnie też nie przperwadza się już prawie wgl eksperymentów z kategorii bardzo dotkliwych na żywych zwierzętach, bo komisje się na to nie godzą. Coraz więcej zwierzętarni z niektórych nauk zostaje zamykanych i np. współcześnie utrudnione są badania neurofizjologiczne na zwierzętach, dawniej brano np. koty, przecinano rdzeń kręgowy i obserowano efekty, Dzisiaj nikt się nie zgodzi na takie badania, dodając, że zwierzęta większe jak psy, koty, świnie, króliki są wypierane przez myszy i szczury, a teraz już przez organizmy jeszcze mniejsze jak danio pręgwany (rybka), czy muszki owocowe. Niektórzy chcą na sztucznych modelach przperowadzać badania albo na komórkach, bo etyczniej ale wyniki będą gorsze. Na modelach sama pracowałam i szału nie ma, nieważne jak bardzo byłyby zbliżone wyglądem do prawdziwych zwierząt, model to nie żywy organizm, nie można zaobserwować z nawet minimalną dokładnością, a często i z zerową jak dany proces będzie przebiegał. Z kolei linie komórkowe to też nie wyjście, bo organizm nie jest izolowany, poszczególne układy ze sobą współpracują i to, że wpływ jakieś substancji wywoła negatywne efekty na komórki np.jelita nie świadczy absolutnie o tym, że żywego człowieka tez będzie miał taki wpływ, bo komórki są hodowane w odpowiednich warunkach, a w organizmie żywym zanim przykładowa substancja dotrze do jelita, będzie musiała przejść długą drogę przez inne układy/narządy co ma oczywiście wpływ na końcowy wynik, żadne badania na komórkach nie są w stanie stworzyć idealnej symulacji żywego organizmu. Zwierzęta też idealne nie są ale na dzień dzisiejszy osobiście nie widzę innej opcji.
  5. Może tak oczywiście być. Tylko wiesz. Z wiekiem też zmienia Ci się spojrzenie na wiele rzeczy, dojrzewasz i masz nieco inne priorytety. Ja już to widzę p sobie, ze np. niektórych rzeczy już robić nie będę raczej bo wydają mi się np. dziecinne czy po prost już to robiłam i mi się znudziło. Mając te 20 kilka lat masz inne opcje niż mając lat 40, nieprawdą jest, że możesz wszystko, znaczy teoretycznie możesz ale nie każda 40 będzie się czuła komfortowo chodząc na dzikie melanże, co u osób w wieku nastoletnim i krtko po 20 jest raczej normalną rozrywką. Ja na dzień dzisiejszy jeżdżę na rowerze bmx i chociaż nie jest to super dojrzałe hobby (mam 24 lat) to jednak mam to uczucie z tyłu głowy, że jesszce mi wolno, bo po pirwsze nie mam rodziny i nikt nie zarzuci mi, że jestem chora wariatką, bo jeżdżę na "rowerku dla dzieci" zamiast zajmować się dzieckiem, po drugie, jak masz 40 lat, zmarszczki i siwe włosy (ja siwe będę już wtedy mieć, bo już teraz mi siwieją) to możesz czuć ię jak debil jeżdżąc na bmxie. Gdyby teraz pojawiło się dziecko, albo wcześniej to musiałabym to porzucić, zapewne na zawsze. Wiele jest takich rzeczy. Ja np. jako dziecko miałam ubogie kontakty społeczne czego nigdy nie nadrobiłam, bo w wieku gimnazjalnym czy licealnym nie wypada wymieniac się karteczkami czy bawić zabawkami, jest to więc rzecz nie do nadrobienia i nigdy jej nie nadrobię czego żałuję, bo mam wrażenie, że coś mnie jednak ominęło. 40 lat to dużo na dziecko i jest ryzyko powikłań duże, w tym wieku moja mama mnie urodziła. Sama nie zdecydowałabym się wtedy na dziecko ale 30 lat to dla mnie osobiście taka granica, bo do tego czasu zdążę wyjechać, uzbierać razem z facetem na mieszkanie w Polsce albo osiedlić się na miejscu, parę lat jeszcze może zostanie, żeby zająć się sobą i wtedy będzie można myśleć o dziecku. Chyba, że wpadnę, wtedy to lipa. Dzisiaj to dzieci moga mieć młodzi ludzie, którzy albo są z bogatych rodzin, albo mają pomoc od rdziców, mieszkanie po rodzicach czy dziadkach, albo są tak dobrzy w tym co robią lub mają takie szczęście, że zgarniają grube hajsy już w tak młodym wieku. My z facetem gnieździmy się na ciasnym pokoju z wrednymi współlokatorami za ścianą, gdzie tu jeszcze dziecko by się zmieściło. W rodzinie mi nikt też nie pomoże bo nas w domu trochę było i obecnie każdy potrzebuje pomocy, a rodzinka hajsu nie ma żeby rozdawać. Mieszkamy też daleko od swoich rodziców więc na pomoc przy dziecku nie ma co liczyć, jednym słowem bida, gybym miała teraz dziecko to żyłoby mi się ciężko i miałabym dosłownie zero czasu dla siebie.
  6. Nie wiemy jeszcze gdzie dokładnie, na razie analizuję gdzie najbardziej by się opłacało, pytam znajomych, czytam internety i generalnie nadal mi to nic nie mówi, zwłaszcza, że opinie tez mam zbieżne, znajomi pracujący we Francji zachwalają Francję, część rodziny z Niemiec, Niemcy, z kolei druga rodzina Holandię. W UK, Skandynawii nikt z moich bliskich nie pracuje więc tu totalnie nieobeznana jestem. Są też kraje stosunkowo mało oblegane jak np. Austria czy Szwajcaria ale po pierwsze nie wiem czy chcę tak ryzykowac, po drugie jak patrzyłam na oferty to tam raczej w większości poszukują specjalistów, a nie do robót sezonowych czy czegoś takiego.
  7. Carlsbueno Dziekuję za odpowiedź Będę brała to pod uwagę podczas szukania roboty, bo z tym, że w mniejszych miastach jest drogo to słyszałam ale nie że aż tak. Il lat pracowałeś na zachodnie? Czytałam Twoje poprzednie posty tutaj i powiem, że gdybym miała za darmo mieszkanie jak ty to też bym się pewnie nigzie nie ruszała, bo dla mnie ono jest właśnie utrapieniem i głównie to cena mieszkań w pl zadecyowała, że chce się stąd wynosić. Niestety wiem, że i w Polsce nie zarbię dobrze, zarabiałabym pewnie najnizszą bo żadnych specjalnych umiejęności nie mam a realia znam, w miastach gdzie jest praca mieszkania są drogie i pokrywają większość wypłaty i to też jak dobrze trafisz, bo w seznie studentów to moga zostać same "kawalerki" za 2000zl. A mialeś chociaż ludzkie warunki w tym domu? Ile osób było na jednym pokoju? Słyszałam, że niektórych ludzi agencje potrafiły "ugościc" a przyczepach nawet gdzieś na polu.
  8. No z pewnością zwiększy to wskaźnik urodzeń ale czy to dobrze? Z perspektywy polityków pewnie tak ale moim zdaniem powinniśmy budować społeczeństwo bardziej nastawione na jakość niż ilość. Jakoś też nie widzę, żeby ludzie rodzący w tamtych czasach w tak młdym wieku byli zadowoleni z życia. Z moich obserwacji wynika co innego, wiele moich znajomych to córki dawnych ciężarnych nastolatek, większość z nich akceptuje odroczne macierzyństwo lub nie akceptuje go wcale, jak się popytałbyś to zobaczysz, że te poglądy poza aspektem finansowym sa w bardzo dużym stopniu narzucone przez rodziców. Moja siostra (mówię o niej bo ona akurat właśnie w ciąże młodo zaszła) równiez swoje dzieci wychowała w duchu "najpierw kariera, potem ewentualnie dzieci albo wcale", jak się jej kiedys spytałam to przyznała, że żałuje macierzyństwa i swoje dzieciaki chce jak najbardziej oddalić od scenariusza, kiedy w wieku 20 kilku lat mają na wychowaniu dziecko bo zna ten trud i widać też po niej, że jest zniszczona fizycznie i psychicznie, bo zarówno start miała trudny (skąd 17 latka ma wziąć kasę na wychwanie dzieci?) jak i trudne dzieci jej się trafiły, pyskate, problemowe. Z tymi matkami to przypomniało mi to trochę "Opowieść podręcznej", nie wiem czy to dobry pomysł. Dzieci powinny być kochane i chciane, a nie robione dla korzyści ogółu. Też nie każda kobieta nadaje się do wychowania dzieci i nikt o tym nie mówi. Żeby mieć dziecko człowiek musi potrafić kochać bezinteresownie, bo dziecko wymaga uwagi, fiansów i rezygnowania z wielu własnych przyjemności i jak ktoś teg nie potrafi to będzie się tylko męczył. Ja np. nie lubię opiekowac się zwierzętami, wręcz nienawidzę, nie ma dla mnie w tym nic przyjemnego, same obowiązki, dlatego też decyzja o dziecku jest u mnie odroczona, bo jeśli cś mi się w głowie pozmienia albo życiowe okolicznosci na to wpłyną to spoko ale w przeciwnym razie dziecko będzie mnie tylko męczyć na dłuższą metę.
  9. Z racji, że sama jadę z chłopakiem jesienią za granicę to chciałabym dowiedzieć się kilku rzeczy od osób już tak pracujących, gdyby ktoś udzielił mi informacji to byłabym wdzięczna Dodam, że nie znam angielskiego, jedynie w stopniu bardzo podstawowym, mój chłopak zna ale jedziemy do tej samej pracy czyli pewnie tzw. gównoroboty. Poza tym kończę teraz studia więc dla mnie ten wyjazd jest takim rozpoczęciem "kariery" zawodowej, chcę zarabiać i albo przywieźć zarbione pieniądze do pl albo zostać tam na stałe, stąd moje pytania na temat tego, czego mogę się spodziewać. 1. Jeśli jadę za granicę odłożyć to bardziej opłaca się mieszkać w mieszkaniu prywatnym, załatwionym gdzieś tam przez siebie, poszukanym w necie czy pokoju łatwionym przez agencję? Co się bardziej opłaca finansowo i czy naprawdę w tych pokojach jest taka patologia, że ludzie codziennie imprezują, chleją i hałasują czy to może od czegoś zależy? Bo szczerze przyznam, że jak słyszę takie opinie to trochę boję się o swoje bezpieczeństwo bo na tym mi głównie zależy, żeby było w miare bezpiecznie, bo jak słyszę, że w takich miejsach agencje trzymają ćpunów, dresów i innych szemranych osbników biorąc pod uwagę równiez to, że zaświadczenie o karalności często nie jest wymagane to się trochę boję w takim miejscu przebywać. Mieliście jakieś poważniejsze akcje w takich dzielonych pokojach? 2. Jak się żyje ale tak na serio? Wszyscy z mojej rodziny pracują za granicą i sobie chwalą ale nie da się ukryć, że większość ma przysłowiowy fach w ręku albo język. Mnie czeka gównrobota czyli jakieś łażenie po magazynie, zbieranie kwiatków i tu mam pytanie. Jak się żyje w danym kraju z takich małych pieniędzy? W Polsce nie da się ukryć, że nie wyżyjesz jeśli twoja praca to układanie towaru na półki sklepowe, bo to jest najniższa i tutaj większość idzie na wynajem mieszkania, a często nawet i z jednej wypłaty ci nie starczy a trzeba się jeszcze ubrać, najeść. Jak na zachodzie wygląda przeliczenie kwoty netto dostawanej w łape na warunki życia? Trzeba biedować i głodować czy mozna żyć w miarę przyzwoicie (mam tu na myśli życie w stylu kupowania jedzenia, które chcesz,a nie żywienia się pasztetami bo na nic innego nie stać) i coś sobie odkładać? 3. Jak to wygląda z wywalaniem ludzi? Carlosbueno napisałeś, że miałes w pracy "pracusiów" ale czy przez to, że robiłeś wolniej nikt nie chciał Cię z takiej roboty wyrzucić? Moj chłopak pracował krótko w Niemczech i mowił, że u nich wywalali ludzi jak robili za wolno, Trochę się boję, bo z natury jestem flegmatyczna i stawiam bardziej na dokładność niż tempo. 4. Ile mniej więcej odkładacie pieniędzy (w złotówkach) po odliczeniu kosztów życia i ile godzin przy tym pracujecie? 5. Trudno znaleźć prace, gdzie się robi, a nie siedzi (słyszałam historię o ludziach, którzy przyjechali do roboty i zostawali na parę tygodni bez środków do życia bo akurat pracy nie było)? Łatwo o roboty trwające 10-12 godzin dziennie? I kolejne pytanie-płaci się na zachodzie za nadgodziny? Kolejna część pytań dla osób, które mieszkają za granica na stałe albo mieszkały: 1. Łatwo jest urządzić się tam? Dużo osób wyjeżdża i nie wraca i zastanawia mnie czy zakup/ otrzymanie d państwa (bo też takie historie znam)/ wynajem domu/ mieszkania jest tam w miarę prosty i przejrzysty? 2. Jak ktoś zrezygnuje z umwy przez agencje i zechce poszukać pracy na miejscu sam to jakiego typu oferowane są umowy? Dodam, że mowa o niewymagających pracach, bo lekarzem, prawnikiem czy biznesmenem raczej nie będę. Czy jest coś w stylu mowy zlecenie, lub o dzieło, gdzie nic nie broni pracownika i pracodawca może praktycznie robić co chce jak w Pl? Jeśli tak, to jak często przyznawane są takie umowy ? Czy jest to tak nagminne jak w Polsce, że prawie każdy zakład pracy oferuje super- umowe zlecenie, która nie chroni Cię praktycznie przed żadnymi nadużyciami? Czy może każdy zawód ma tam odpowiednik polskiej umowy o pracę, a prawa pracownika są szanowane? To na razie wszystk co przyszło mi do głowy jak cos sobie przypomnę jeszcze to napiszę Z góry dzięki za odpowiedzi.
  10. ;Ludzi nie powinno sie moim zdaniem rodzic wiecej niz jedno, dwa maks na rodzine. Jestesmy pasozytami tej planety, konsumujemy i wytwarzamy ogromne ilosci smieci, niszczymy srodowisko i klimat. Poza tym duze ilosci dzieci to duza bylejakosc, ktora dla mnie osobiscie stanowi czynnik, ktory nieco zniecheca mnie do macierzynstwa. Czlowiek chce wychowac dziecko jak najlepiej potrafi, a trafia na.opor w postaci bylejakiej edukacji, bylejakiej sluzby zdrowia, bylejakiego towarzystwa, braku miejscw zlobkach., przedszkolach, kazda atrakacja, kazde wyjscie okupione jest staniem w kilometorowych kolejkach i scisku. Na sama mysl uzerania sie z tym chce mi sie rzygac. Zajecia z dziecmi prowadzone sa po lebkach, na szbko bo podstawa programowa wymaga, a na 20 dzieci przypada jeden nauczyciel. Moim zdaniem dzisiejsze czasy nie sa dobre dla wychowana dziecka, za duzo sztucznosci, lansu, pustoty nawet w dzieciach. Za duzy pospiech, agresywne nastawienie na sukces, w dodatku technologia stanowiaca duze niebezpieczenstwo. Nie znioslabym gdyby moje dziecko mialo przesrane przez iwekszosc dziecinstwa bo jakis debil nagralby je telefonem, wrzucil w neta, a potem jakis samozwanczy guru jutuber zrobilby z tego filmik lub mema i juz mamy przepis na depresje, fobie spoleczna, byc moze stres pourazowy. Na matki tez jest dzisiaj presja. Nie starczy, ze urodzisz i czujesz sie szczesliwa bo jak tak jest to jestes kura domowa pod pantoflem meza. Dzisiaj trzeba rodzic dzieci w swoich idelanych domkach ala ikea, przy idealnym mezusiu, przy czym ty tez musis, byc idealna, szczupla, wysportowana, wyksztalcona, zawsze zadbana bo biedny mezus i spoleczenstwo juz kreci glowka, ze zaniedbujesz zwiazek, dlatego musisz byc ciagle chetna i juz nie starczy zwykly seks, nie, musisz eksperymentowac o jak nie lubisz w dupe to pewnie jestes cnotka, musisz robic kariere i pnac sie po szczeblach kariery, bo inaczej to patologia i cwiczyc jak nie daj boze sie w ciazy styjesz. W dodatku same dzieci, jak karmisz mlekiem modyfikowanym, zle bo zaniebdujesz dziecko, jak karmisz piersia (nie daj boze publicznie) tez zle bo laktoterror, jak rodzisz silami natury zle bo jak tak mozna sie dziecku posiwecic i cialo niszczyc, jzk cesarka to jeszcze gorzej bo tego posiwecenia nie chcesz. Matek sie nie szanuje disiaj, one same siebie nawzajem nie szanuja, sprobuj tylko raz dac dziecku klapsa, nakrzyczec czy o zgrozo nie praktykowac jedynegov slusznego lewicowego wychowania w stylu gender (zabawki i ciuszki te same dla obu plci) albo pozwalania dziecku na wszystko to zaraz dowiesz sie jakim wyrodnym rodzicm jestes, w krajach zachodnich juz odbierane sa dzieci rodzicom za doslownie pierdoly. Dzisiejsi ludze traktuja dzieci jak rekwizyt, mase wykardowanym,.idealnych jak z zurnala zdjec bobasa, zeby sie pochwalic jakie super zycie prowadze, a w srodku pustka., depresja, samotnosc i zalenie sid w necie, ze kawe zimna pije. Na wypicie cieplej kawy czasu nie ma ale na wrzucanie setki zdjec bombelka juz tak. Carlosbueno chcesz zeby nastolatki rodzily, powaznie? Dzisiejsze nastolatki nie nadaja sie do niczego poza szpanowaniem brzuchem w internecie bo jak wpadlam to jestem taaaaka dorosla, a pozniej o tak dalej zaglebiaja sie w swoje instagramy i snapchaty bo tyle siegaja ambicje pokolenia wychowanego przez internet. Takie osoby maja rodzic dzieci i ponosic odpowiedzizlnosc za drugiego czlowieka? Bedzie jeszcze gorzej. Siostra wychowala 3 juz doroslych dzieci w ciezkich warunkach, ostatnio zalapala fuche w przedszkolu i jest przerazona.Dzieci w wieku 5 lat w pieluszkach to norma, po niektore nawet starsze rodzice wozkiem przyjezdzaja, niektore nie mowia, czesc ma zdiagnozowane jakies autyzmy, adhd, n ile te choroby sa prawdziwe a na ile wynikaja z nieporadnosci rodzicow tego nikt nie wie. Jedno jest pewne, dzisiaj ludzie dojrzewaja szybxiej fizycznie, a wolniej psychicznie co przeklada sie na decyzje o rodzicielstwie. Wiele osob to przedluzz bo nie czuje sie gotowa w wieku, w ktorym nasze babcie mialy po 3 dzieci. Ja tez gotowa sie nie czuje majac 24 lat, czuje sie bardziej jak dzieciak i dlatego podejmuje dojrzala decyzje o zostawieniu rodzicielstwa na wiek powiedzmy 30 lat, jesli wtedy nic sie nie zmieni to trudno ale na pewno nie zamierzam powolywac na swiat czlowieka dla durnych korzysci panstwowych jak niz demograficzny., emerytury czy szklanka wody na starosc.
  11. Umieściłam ten wpis tutaj, bo nie wiem gdzie pasuje. Nie mogę wytrzymać ze sobą od paru ładnych lat i jest coraz gorzej. Nie jestem w stanie spędzać czasu sama ze sobą, z własnymi myślami, zabija mnie to. Automatycznie kiedy zostaję sama w domu nawet na chwilę to łapię doły. Przychodzą rozkminy nad moim życiem, przemyślenia na temat mnie samej i się zaczyna... Dochodzi już do takich absurdów, że: -nie potrafię odpoczywać, nienawidzę dni wolnych od pracy. Pracę mam do dupy, rozkładam towar w sklepie, jest to ciężka fizycznie praca i ludzie sa niemili ale i tak wolę to od siedzenia w domu i zajmowania się samą sobą, co mnie przeraża. Brakuje mi zainteresowań, kiedyś interesowało mnie wiele rzeczy, miałam hobby ale po kryzysie, który pojawił się wraz z przeprowadzką do nowego miasta wszystko minęło. Teraz moje dawne hobby wydają mi się dziecinne i czuję, że trace przy nich czas. Nie potrafię zmusić się do czegokolwiek, nic mnie nie cieszy, -nienawidzę przebywać bez partnera. Mam ataki lękowe, keidy go nie ma, doszło już do tego, że mój chłopak nie może spać po nocach bo ja się panicznie boję zostawania sama z własnymi myślami i nie daję mu spać. Potem śpi max 3 godziny, wstaje zmęczony do pracy, a ja mam wyrzuty sumienia. -Od dłuższego czasu często chodzę na rauszu, zwłaszcza jak jestem sama w domu to muszę się czymś wspomagać. Nie jestem zadowolona ze swojego życia. Mimo, że obiektywnie źle nie jest to nie potrafię się cieszyć z tego co mam, zawsze tak było, cokolwiek by się w moim życiu nie działo jestem z wszystkiego niezadowolona i bezustannie towarzyszą mi dwa uczucia- że inni mają lepsze życia i że inni są lepszymi ludźmi.
  12. W moim przypadku duzo zalezalo od okresu w zyciu kiedy czlowiek byl zaburzony. Najgorzej bylo we wczesnym dziecinstwie oraz teraz, w doroslosci. W moim przypadku okres nastoletni byl taki, ze u nas w szkole byla niejako moda na "zaburzone" zachowania. W gimnazjum masa dziewczyn sie samookaleczala, chlopacy wdawali sie w bojki i duzo pili. Im bardziej kontrowersyjna ktos.mial biografie tym byl bardziej cool. Jak ktos u nas w szkole trafil na.odwyk czy do psychiatryka to roztaczal wokol siebie taka aure tajemniczosci. Mnie np. nikt nie lubil mimo zaburzen, bylam wyzywana ale i tak mialam opinie osoby oryginalnej, ciekawej. Mam wrazenie, ze wynikalo to z tego, ze dla wielu mlodych dojrzewanie wiaze sie z duzymi zmianami emocjonalnymi, ktore czesto podobne sa do niektorch zaburzen. W mlodosci wielu moich znajomych dizgnozowalo sobie zaburzenia psychiczne, modne bylo interesowanie sie psychologia. Wszystko to minelo jak poszlam w doroslosc. Teraz znajomym minely te "zaburzenia", wiekszosc skupia sie na karierze, jakims pozytywnym mysleniu, szeroko rozumianej dojrzalosci, odpowidzialnosci, kazdy nagle taki usmiechniety,.szczesliwy, zadowolony z zycia tylko ja zostalam w tyle i jak mialam zaburzenia w.wieku 15 lat, tak mam je nadal. Czuje sie jak dziwadlo i szczerze to wiele znajomosci zerwalam, bo bolalo mnie przebywanie z tymi ludzmiz. Po pierwsze czulam sie jak nieudacznik, ktory stoi w miejscu kiedy inni przyslowiowo "wzieli sie w garsc", dobijalo mnie, ze moje problemy sa uwazane za niedojrzale przez osoby ktore rok., dwa lata temu myslaly podobnie, no np. ja bardzo przejmuje sie opinia innych i jakos nie usmiecha mi sie slyszec z ust ludzi, ktorzy calkiem niedawno mieli podobnie, teksty w stylu "no ja tez sie przejmowalam opinia ludzi ale.z.wiekiem mi to minelo". Co takie.osoby chca przez to powiedziec? Ze jestem w tyle i wymyslam? Ze niedojrzalam? Bolalo mnie to. Spotkania z moja jedyna przyjaciolka wygladaja.podobnie i prawie zawsze op nich mam obnizony nastroj, cxzzasem sie okaleczam. Powodem jest to, ze widze jak tym ludziom sie.udaje i sukcesy osiagaja, a ja boje sie wszystkiego i mimo kierunku scislego an studiach wiem, ze nie dalabym rady zlozyc cv w zawodzie. Pewnie przez zaburzenia, niska samoocene bede je*ac fizycznie, mam wrazenie, ze w doroslosci ludzie zzburzeni traktowani sa zle, n zasadzie wlasnie wymyslania, czy dziwaczenia. Teraz liczy sie sukces i namacalne osiagniecia, a nie "oryginalny" charakter czy gleboka osobowosc.
  13. Jestem kobieta i niestety ale musze sie z tym zgodzic. Masa kobiet analizuje mezczyzn pod katem bardziej posiadania i statusu. Osobiscie znalam pare takich kobiet, ktore wprost sie przyznawaly do tego, wiekszosc z nich do tych cech dodalaby bycie obcokrajowcem bo przeciez (tu cytat) "Polacy sa tacy obrzydliwi". Na babskich forach typu wizaz kobiety wprost przyznaja, ze np. nie spojrzalyby na osobe bez wyksztalcenia, plus doswiadczenia wielu mezczyzn z portalu randkowych mowia same za siebie. Nie da sie ukryc, ze problem nie istnieje, bo wiele bab ma czysto materialistyczne podejscie ale paradoksalnie te same baby beda sie zapierac rekami i nogami jak okreslicie je w ten sposob. To co mnie natomiast zastanawia to czemu faceci zwracaja uwage na takie baby i usilnie zabiegaja o ich akceptacje? Sa kobiety, ktore maja inne podejscie ale mam wrazenie, ze sa niewidoczne dla facetow. Moj chlop przykladowo nie spelnia wiekszosco z tych podpunktow. Nie ma samochodu (prawko ma ale dowiedzialam sie o tym niedawno, bo od poczatku bylam przekonana, ze go nie posiada), pracuje fizycznie i to na dodatek na magazynoe czyli zaden z niego budowlaniec, slusarz, spawacz czy inny specjalista, noe ma studiow tylko wyksztalcenie srednie. Co najlepsze, jak go poznalam to wyrzucili go z wynajmowanego pokoju w mieszkaniu, mial dlugi 10 000 zl, i nie, zaden z niego Alwaro, jest otyly i nie ma "idealnego ciala". Mozna powiedziec, ze nie nadrabia niczym z takich spolecznie pozadanych wartosci jak kasa, wyglad pozycja ale ma inne, ktorych ske dzisiaj nie docenia, a ktore dla mnoe sa wazne. Mam wrazenie, ze dzisiaj ludzie nie poprzestaja na wyscigu szczurow i kreceniu sie w kolowrotku za urojonym sukcesem ale tez wymagaja tego samego od innych i ciezko im zaakceptowac, ze ktos moze tego zwyczajnie nie chciec. No bo jak to facet nie chce moec wlasnej firmy i samochodu, co to za dziwak.Dlatego osoby z nieco glebszymi wartosciami nie maja wziecia, a.czesto sa uwazanr za naiwne i "malo wymagajace", czasem kompleksy sie im przypisuje, kiedu np. chlop nie chce wymalowanej niuni to sie mu wmawia strach przed pieknymi kobietami i hipokryzje, a kiedy laska ma partnera gorzej wyksztalcoengo czy biednego to ludzie tlumacza to tym, ze jest brzydka albo zdesperowana. Ja mialam kiedys partnera, ktory mial takie podejscie. Koles chcial mnie zmienia bo np. dziwne dla niego bylo to, ze sie nie maluje czy nie zachowuje jak typowa laska, mialam wrazenie, ze szukal typowej laseczki z instagrama a.mi daleko do tego bardzo. Mialam problem, zeby zerwac przez naiwnosc i brak doswiadczenia w zwiazkach (to byl moj pierwszy chlopak) ale sam mnie rzucil, kiedy zwierzylam mu sie ze swojej traumy z dziecinstwa. Wtedy obrazeczek idealnego, szczeslowego i bezproblemowego zycia jak z reklam czy blogow mu runal wiec zwinal manatki i przestal sie odzywac. Ciesze sie, ze tak wyszlo bp smieci sie same wyniosly, dlatego ciezko mi zrozumiec zabieganie o wzgledy takich ludzi. Te laski nie szukaja partnera do zwiazku tylko do chwalenia sie.
  14. O niczym. Uznałam, że to fajna zabawa, coś jak nowe doświadczenie, bo karpia jeszcze nigdy nie zabijałam. No ja ten lek brałam później, najpierw karbamazepinę na coś co było mega dziwnym objawem i właściwie jeśli chodzi o nazwę to żaden lekarz do których wówczas chodziłam nie wiedział co mi jest, lek miałam przypisany w ciemno ale mi pomógł, tych objawów już nie ma. A o nich zaliczało się dziwne uczucie w środku, tak jakby po kawie,czy adrenalinie, takie "motyle" miałam tam, wtedy też często się pociłam i serce mi waliło z byle powodu. To takie objawy fizjologiczne, z psychicznych to byłam bardzo nadpobudliwa, tak mam też zapisane od psychiatry "zaburzeni osobowości z wysokim poziomem agresji, nadpobudliwością". Była to taka nadpobudliwość, że nie mogła spać, czasami miałam kłopot ze zjedzeniem obiadu bo nie potrafiłam usiedzieć na miejscu, w nocy miałam też dziwne uczucie, jakby robaki po mnie łaziły, stale się drapałam. W dodatku miałam takie dziwne, kompulsywne uczucie żeby robic różne idiotyczne rzeczy. Jestem generalnie tchórzem i boję się bólu ale w tamtym okresie np. chciałam się położyć pod pociąg żeby przejechał pode mną, kradłam albo miałam sytuację, że chciałam (ale tego nie zrobiłam jak coś) kupić w jakims sklepie butelkę piwa, wsypać tam trutke na szczury czy coś i postawić gdzies w parku żeby jakiś menel to wypił. Nie było to przyjemne tak się narażać, bo jak pisałam wcześniej i tak mi serce waliło i bez tego, to tylko potęgowało pobudzenie ale miałam problem, żeby wielu rzeczom się oprzeć. Leki mi w tym pomogły. Teraz pobudzenia tak silnego nie czuję a wszystkie tabletki odstawiłam i jedyne z czym z tych rzeczy mam problem nadal to impulsywność (teraz objawia się przez to, że często podejmuje pochopne decyzje) i problemy ze skupieniem uwagi (chłopak mi zarzuca stale, ze go nie slucham). Jak napisałam-żaden lekarz nie wiedział o co chodzi, miałam robiony rezonans i eeg bo wtedy też głowa mnie bolała to wykazało jakieś zmiany ale nie sądze, że ma to związek z zachowaniem (nie te rejony mózgu). Nie badałam tylko hormonów, a być może tu leżał problem. Jak pozbyłam się tych problemów to mi się w życiu polepszyło, znalazłam chłopa, pracę i zmieniłam miejsce zamieszkania (chociaż miasto źle wybrałam-nie lubię Poznania), ale chęć do ranienia pozostała ;/ Nie chcę trafić do więzienia ze względu na faceta bo czuję, że pierwszy raz komuś zależy na mnie w takim stopniu jak zawsze chciałam. Co do sadyzmu to ja domyślam się skąd mi się to wzięło. Ja mam kompleksy duże i wstyd może, że w tym wieku tak mam ale strasznie dobija mnie, że.... nikt mnie nie lubił nigdy specjalnie i że nigdy nie byłam popularna w towarzystwie. Czuję się samotna z tym, bo ludzie w moim wieku z reguły dojrzewają już psychicznie i raczej przestają się przejmować opinią innych, niektórzy zakładają rodziny i nie maja czasu wgl dla ludzi. Ja się czuje jak dziecko 15 letnie, które ni jest lubiane w klasie i z tego powodu cierpi, tyle, ze mam nie 15, a 24 lata. Co najlepsze, zawsze tak miałam. Mam duzy rozdzwiek miedzy tym, za jaka osobe siebie uwazalam i jak chciałam być postrzegana (odwazna, silna, ambitna, wytrwala, dusza towarzytwa, wzbudzajaca szacunek), a jak było naprawdę. Nikt mnie nigdy nie szanowal, nigdy nie bylam zapraszana na imprezy, nawet dzisiaj w towarzystwie jak jestem ja i jakies jeszcze osoby to ludzi wola gadac miedzy sobą, mnie olewając (przykład z pracy taki: robie u siebie na sklepie już prawie 2 lata, to dlugi okres czasu jak na takie miejsce, mam doświadczenie. Ostatnio przyszly do nas nowe osoby, a wlasciwie dzieczyna jedna to wolala pytac o wiele spraw inna pracowniczke, która robila u nas dopiero tydzień niż mnie, a dodam, ze dziewczyna wiedziała, ze ja dluzej tam pracuje, wygladalo to jakby wyczytala jakos albo stwierdzila, ze ja i tak jestem beznadziejna i nie ogarniam nic chociaż to nieprawda). Nienawidze tego uczucia, jetem pelna gniewu ze nikt nigdy nue traktowal mnie tak jak chciałam. Bylam jeszcze przesladowana, w domu traktowana jak pośmiewisko na tle idealnego, pięknego rodzeństwa, któremu wszystko się zwsze udawalo i udaje nadal. Pamietam jak zaczelam się bronic przed agresja, bojki i te sprawy. Niektórzy się mnie bali i to mnie krecilo bo dawalo mi namiastke (szacunek) tego o czym zawsze marzyłam. Pamietam taka sytuacje miałam w liceum. Uczepil się mnie jeden koles, a ze wygladal no niezbyt mesko tylko zniewiesciale to bardo mnie to dobilo, ze już jestem workiem treningowym dla takich leszczy. Kiedys dorwałam go po szkole, nagadałam mu głupot, ze mam cos dla niego tylko musi ze mna isc. Gosciu lyknal bajere co wydawalo mi się mega naiwne (jasne, wyzywasz kogos w szkole a ten ktoś cos chce ci dac xd). Zaprowadzilam go w miare ustronne miejsce i chciałam obezwladnic. Ale ze zycie to nie film to koles mnie ubiegl i uderzyl tak ze spadlam na ziemie, a ze jakos ogarnelam sytuacje to wykorzystałam to, ze miał na szyi szalik (była wtedy zima). Zlapalam go za szal i dosłownie uwiesiłam mu się na szyi. Był wtedy mój, jak chciałam luzowalam lub zaciskałam ten szalik mocniej, widziałam ze nie może oddychać bo miał problem żeby mowic i stle charczał "puść mnie". Ja wtedy spokojnie do niego mowilam ze ma mnie nie zaczepiać i tak dalej, w 100% kontrolowałam sytuacje, to było piękne. Kiedy go puscilam to gościu zaczal się wygrazac. Mowil, ze wie ze jestem kobieta ale moglb mnie pobic bo już go wkurzam to ja widziałam ze on tak gada bo się boi, czułam to. Mowilam do niego na spokojnie, e jak chce to ma okazje teraz, potem powiedziałam mu ze m mnie więcej nie zaczepiać i go puscilam. NIGY wcześniej nie czułam się tak dobre jak wtedy, to było jedno z lepszych uczuc w moim zyciu. Najlepse co potem się dzialo. Goscu mnie unikal przez pewien czas w szkole, potem zaczal się podlizywac, były sytuacje ze nawet krzesło mi przynosil jak w sali nie było. Wtedy widziałam, ze tylko tak mogę szacunek osiagnac i zaczelam ludzi traktować zle, bilam się w klasie, zastraszalam np. kiedyś wpisałam sobie ocene do dziennika i powiedziałam całej klasie, ze jak ktoś doniesie to ich spale. Nikt mnie tedy tez pewnie nie lubil ale za to mnie szanowali, nikt mnie nie przezywal, a jak probowal to dostal od razu w pysk i był spokoj. Wczesniej jak bylam mila i sympatyczna to robiłam za worek treningowy.
  15. Witam to znowu ja Dziękuję wszystkim za odpowiedzi exodus! Edgy to znaczy mniej więcej tyle co "atencyjny". W kontekscie tematu, takim okresleniem mozna nazwac osobe, ktora np. po brutalnym filmikiem w internecie albo nagraniem z morderstwa czy egzekucji oglasza wszem i wobec jak bardzo ja to nie rusza. Nad agresja panuje jakos, dla mnie duzy problem stanowi to, ze no po mnie widac, ze mi sie to podoba. Przykad? Jak juz kogos skrzywdzialm czy coś to się zawsze ekscytowałam bardzo. Podam może taki przykład z pracy otatnio. Przed świętami mieliśmy ubój karpi,w którym bralam udzial bo mi pozowlono (pracuje w sklepie). Tak jak normalnie obsluguje klientow i zamulam tak po tych parunastu minutach kiedy pomagalam jednemu pracownikowi zabijac, automatycznie podniosl mi sie nastroj, dostalam takiego kopa enegii. Ludzi to widzieli przeciez, kolezanka powiedziala ze nienormalna jestem. Generalnie moglabym to olac ale ja w srodku czuje sie no zle. Mam wrazenie, ze wspolczesnie jest jakas dziwna propaganda idealnych ludzi, ze kazdy to sie chwali jaki to nie jest szczesliwy, pewny siebie, asertywny, zorganizowany itp. A spróbuj powidziec, ze jestes leniwy i cale dnie spedzasz przed tv, albo ze mieszkania nie chce ci sie sprzatac czy np. ze pewnych rzecz nie potrafisz zrobic to od razy krytyka, ze jak tak smiesz. Tym badziej na cos takiego jak ja, nikt nie lubi takich osob, to samo z pedofilami, mozesz byc peofilem ale nie gwalcic dzieci tylko miec takie fantazje i probowac cos z tym robic (ponoc byla keidys taka osoba, jakis ksiadz czy cos) ale kazdy bedzie mial w dupie bo przeciez jak smiesz wgl myslec o czyms takim. Na odczuia nic nie poradze, no jakos nie moge sie zmusic zeby bylo mi zal tej przykladowej ryby co ja zabijalam. Albo, zeby mi sie to nie poobalo. Najgorsze jest to ze przejmuj sie zdaniem innych nie wiem czemu ale tak jest. Bardzo sie przejmuje, pewnie przez przeszlosc gdzie oceniali mnie wszyscy, wyzywali albo robili sobie zarty bo bylam w dziecinstwi troche zamulona i spokojna (taka sierotka marysia). Z ssri przyjmowalam paxtin. Intel No ja właśnie nic takiego nie robie, bo boje sie isc siedziec. Nie ma tu wiekszej filozofii, zwłaszcza teraz, kiedy żyue mi się w miarę zaczęło układać i weszłam w pierwszy poważny zwiazek. Co do sportów walki i przekierowania agresji to powiem tak. Jak tylko wylecze rece u fizjo (mam przykurcz miesniowy przez robote) to od razy sie na cos zapisuje. Ostatnio tak mnie nosi wlasnie, nawet sny mam o przemocy, dawno ich nie mialam od czasu "wyleczenia" mojej traumy, teraz znowu powracaja bo sfrustrowana chodze wieloma rzeczami. Najbardziej to bym chciała znaleźć prace, ktora moglaby mi zapewnic taka rozrywke legalnie. Kiedy patrzalam na oferty w rzezni ale tam kobiet raczej nie przyjmuja, chyba, ze na produkcje. Moglabym pracowac przy uboju drobiu ale nigdzie nie znalazlam takich ofert. Kiedys na zajeciach z anatomii (prosektorum) prowadzacy zasugerowal, ze nadawalabym sie do tej pracy. Pamietam, ze pracowalismy wtedy na zwlokach zwierzat, mielismy zajecia z galki ocznej i mozgu, wiekszosc osob nie pochodzila do zwlok. To samo na zajeciach z zwierzat laboratoryjnych (jakb ktos pytal- studiuje kierunek biologiczny), tez ludzie byli zainteresowani jedynie oswajaniem zwierzat, nikt za bardzo nie chcial wykonywac iniekcji, a takze obcinania ogonow ( w sensie koncowek) dla pobrania krwi (badalismy glukoze). Problem w tym, że do takich zawodów dostać się bardzo trudno, w prosektrorium pracowac nie będę bo nie mam wykształcenia medycznego. Co do psychopatii to nie wiem czy można mnie tak nazwać. Psychopata kojarzy mi sie z kims sprytnym, kims kto jesli nie jest przestepca to nie ma problemow zeby dobrze mu sie wiodlo w zyciu, np. dla mnie psychopata to osoba ktoa jest w stanie tak ot se zalozyc wlasna firme. Bo sie niczego nie boi, nie boi sie ryzyka, nie boi sie ludzi, ja wlasnie z tych powodow o zakladaniu firmy nie mysle nawet i pewnie bede cale zycie pracowac na etacie, moze jako fizyczna bo mimo studiow to chyba jednak wole pracowac fizycznie, przynajmniej w mlodym wieku.
×