Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
pfompfel

Osobowość dyssocjalna (psychopatia)

Rekomendowane odpowiedzi

Violik, a jakie objawy ma Twój syn? Moi rodzice, z tego, co widzę, jakoś chyba nie przyjęli tego do wiadomości. Tzn. - niby wiedzą, hmmm, nie wiem, jak to nazwać..., ale szukają przyczyn, ze tak powiem "teraźniejszych" typu: mąż, JA, moje zachowanie w czasie teraźniejszym, że to źle powiedziałam, a tamto źle zrobiłam (ciągła krytyka i podważanie moich poczynań i poglądów). A ja uważam, że chyba należałoby poszukać przyczyny głębiej, bo to zaburzenie (inne również) nie biorą się z powietrza...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytam właśnie książkę, którą podsunęła mi moja przyjaciółka, martwiąc się o mnie i o to, co robi ze mną mój związek:

Robert D. Hare: Psychopaci są wśród nas.

 

W tej chwili rozstaję się z moim psychopatą, nie boję się już tego słowa, nie wiem, czy wreszcie po raz ostatni, czy czekają mnie kolejne powroty i rozstania. Wierzcie mi, jestem niezależną, wykształconą i inteligentną kobietą. A dałam się zmanipulować całkowicie. Teraz, gdy już wiem, jaka jest prawda, może mi to przyjdzie łatwiej, ale ta relacja przypomina uzależnienie...

 

Dotyczałam standardowe informacje o osobowości dyssocjalnej oraz znalazłam ciekawy opis "Kim jest psychopata?": http://quantumfuture.net/pl/psychopath_2.html.

Miałam ciarki na całym ciele z przerażenia i płakałam z własne głupoty, jak zostałam zmanipulowana, spędziłam 9 miesięcy z psychopatą. Mieszkaliśmy razem, jak na siebie, to bardzo lekko podjęłam się tej decyzji, a potem było już tylko gorzej. Szantaże emocjonalne (policja na porządku dziennym), straszenie samobójstwem, bieganie z nożem, chorobliwa zazdrość, kontrolowanie na każdym kroku, a do tego - ja go utrzymywałam póki u mnie mieszkał :hide: , żadnych oznak planowania przyszłości czy chęci do podjęcia pracy. Słowa brzmiały pięknie, niestety rzeczywistość była inna. Wyprowadził się, rozstaliśmy sie. Wielokrotnie byłam pewna, że to już całkowity koniec, a potem jakoś dochodziło do spotkania i znowu się zaczynało. z Tymże udało mi się wymóc, ze bez umowy o pracę nie zamieszka u mnie. W międzyczasie mój stan psychiczny drastycznie się pogorszył, straciłam pracę.... no i chyba nie jestem już atrakcyjną partią dla niego. Zrobił się chłodny, zdystansowany, nie okazywał uczuć (no jak, skoro ich nie ma), wielokrotnie ranił mnie i płakałam, co nie robiło na nim żadnego wrażenia. Ja już nie zabiegałam o spotkania. On przychodził, gdy chciał.

Czara goryczy została przelana, gdy dowiedziałam się, że nie jestem pierwszą taką głupią i że swobodnie sobie randkuje na portalach internetowych - czemu kategorycznie zaprzecza - oczywiście.

Z taką osobą nie da się rozmawiać. Przykład: ja mówię "wiem, że mnie już nie kochasz", on na to: " a ja myślę, że to ty mnie nie kochasz." Każda próba rozmowy, a nie daj Boże niewinnego zarzutu jest odbierana agresją i obracaniem kota ogonem w efekcie czego ja się czuję winna.

Prawda zaczęła z czasem do mnie docierać, teraz przy moich lekturach jestem dosłownie przerażona własną ślepotą i głupotą.

 

Boli mnie jak dałam się nabrać na udawane uczucia, boli jego brak poczucia empatii czy winy, wedle niego ja jestem winna wszelkiemu złu i pewnie komu mógł, tak mnie właśnie przedstawił.

 

Zdaje sobie sprawę z tego, że w mojej wypowiedzi jest chaos, ale lektury pobudziły mnie do opisania tego wszystkiego, może dzięki temu przestanie tak dławić w gardle.

Na tą chwilę myślę o sobie bardzo źle, czuję się jak śmieć i mam myśli samobójcze.

 

Dziękuję tym, którzy to przeczytali, a jednocześnie się wstydzę :oops::hide:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

na jakiej podstawie chodzi mi o profesjonalna diagnoze stwierdza sie osobowosz dussocjalna? czy wystarczy jedna wizyta u psychologa czy potrzebne sa konkretne badania i obserwacja kliniczna?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Generalnie podstawą jest wywiad oraz obserwacja reakcji pacjenta. Nie jestem pewny, ale wydaje mi się, że zamknięcie w zakładzie kogoś kto sam się zgłosił a kto nie jest zagrożeniem nie wchodzi w rachubę. Dlaczego pytasz ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

interesuje sie tym tematem,ludzie ktorzy pisza o sobie tak pewnie, ze ich zaburzenie przybiera takie a takie objawy skad sa pewni,ze maja dokladnie osobowosc dyssocjalna,rozumiem ze wywiad z pacjentem to podstawa, nie chodzilo mi tez o zamkniecie w zakladzie psychiatrycznym, bo obserwacje prowadzi sie rowniez poza szpitalem,ale czesto spotykajac sie z persona,robiac badania, przeprowadza sie wywiad srodowiskowy z rodzina i nie tylko ,sa rozne symptomy.Przechodzac do sedna jest to jednostka chorobowa oznaczona konkretnym symbolem czy wiec np. psycholog po 3-godzinnej rozmowie z jednostka moze wydac o niej taka opinie czy raczej lezy to w gestii psychiatry podczas wydlyzonego w czasie studium danego czlowieka, to przypadlosc ,ktora leczy sie farmakologicznie ,ale raczej takim sie czlowiek rodzi i dobrze miec tego swiadomosc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marta76, stwierdzić może tak psychiatra, jak i psychoterapeuta - psycholog - teoretycznie, choć nie zawsze będzie w materii aż tak dobrze ogarnięty (no, chyba, iż zakładamy diagnozę po 15 minutach i wyjaskrawione symptomy).

 

Diagnozy, co jest pewne, nie powinno się raczej stawiać po jednej wizycie, czy, jak piszesz, 3. godzinach rozmowy. Powinien zostać zachowany pewien proces, obserwacja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Interesuje mnie tez czy to tylko zespol wad ktore jednych pchaja na szczyt piramidy spolecznej{makiawelizm} ,a innych wrecz odwrotnie w samo bagno: sa notowani maja liczne problemy z prawem ,w koncu staja sie recydywistami, czy choroba psychiczna o wielu obrazach,jak pojmuja to sami okresleni F60 ,wiem, ze podsawa moze byc nieprawidlowo rozwiniety uklad nerwowy, nie wnikam,ale dalej jest nazwa osobowosc dyssocjalna , jest diagnoza ,sa symptomy, sa leki,rodzaje psychoterapii.Wiec o co kaman szalenstwo,uciazliwy charakter ,choroba psychiczna o lekkim lub ciezkim brzebiegu .dostajesz dajmy na to taka opinie i jak sie z tym czuc ,jak potwor, inteligentny az do bolu,czy po prostu chory bidus z przypadloscia ,ktora jest konkretnie zdefiniowana ,ktory moze sie usprawiedliwic diagnoza.

 

-- 19 sie 2012, 23:12 --

 

Dzieki Atalia .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marta76, samo F60 to mało. obejmuje różne z.o., w tym takie pierdołowate jak os. unikowa którą leczy się dość skutecznie terapią krótkoterminową i nie nosi znamion uszkodzenia OUN ;) zaburzenie osobowości nigdy nie jest chorobą - jest zaburzeniem, z tym, że w przypadku os. antyspołecznej to akurat wchodzą w grę także zmiany w mózgu, ale ich również nie klasyfikuje się jako choroby, z nimi raczej człowiek się rodzi (nie licząc urazów powypadkowych). swoją drogą nie wydaje mi się, żeby przy dyssocjalnej podawane były leki, bo nie dość, że osoby takie mają deficyty lęku, to jeszcze nie skarżą się chyba za często na depresję.

Wiec o co kaman szalenstwo,uciazliwy charakter ,choroba psychiczna o lekkim lub ciezkim brzebiegu .dostajesz dajmy na to taka opinie i jak sie z tym czuc ,jak potwor, inteligentny az do bolu,czy po prostu chory bidus z przypadloscia ,ktora jest konkretnie zdefiniowana ,ktory moze sie usprawiedliwic diagnoza.

myślę, że warto byłoby przejrzeć literaturę traktującą o tym, czym jest właściwie zaburzenie osobowości. tam pewnie znajdziesz odpowiedź, a skrótowo jest to zespół względnie trwałych cech, postaw, sposobów zachowania, które utrudniają jednostce życie, wywierając negatywny wpływ na różne jego sfery np. relacje z ludźmi, konflikty z prawem, emocje, nastrój itd.

 

-- 19 sie 2012, 22:44 --

 

i jeszcze dorzucę subiektywnie od serca; na pewno nie podchodziłabym do z.o. na zasadzie "bidna ja, bidna prawie upośledzona", bo ostatecznie to nie schizofrenia, tutaj nie grozi ubezwłasnowolnienie sądowe. to raczej taki lajfstajl, można go lubić mniej lub bardziej, w zależności od trudności jakie nastręcza osobie. ale w tym przypadku tego konkretnego zaburzenia nie można mówić o cierpieniu jako takim, tutaj nie ma huśtawek nastroju, zachowań samobójczych, lęków i innych przyjemności. tutaj trzeba zwyczajnie nauczyć się żyć tak, żeby nie chodzić wiecznie z zawiasami w papierach, albo cięższymi wyrokami, czyli poprostu nauczyć się unikać konfliktów z prawem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

mietowa zielona, znasz mazwy Cital,Depakine chrone ,Fewarin deficyt leku generuje pewien zespol objawow ,a tych przy osobowosci dyssocjalnej jest caly wachlarz ,co do lajfsstajlu to wybor , przemyslany i objety wolna wola, w jaki sposob sie przezywa zycie, gdzie ty w ogole mieszasz ubezwlasnowolnienie sadowe ,to,ze sie ma schizofrenie nie oznacza od razu ubezwlasnowolnienia ,na to takze trzeba zasluzyc jest to proces objety procedura sadowa,ty chyba astudentka psychologii jestes.Ja mam pytania do osob ,ktore maja osobowosc dyssocjalna lub stykaja sie z nia na co dzien,kto i kiedy ,na jakim etapie waszego zycia zdiagnozowal u was albo waszych bliskich to cos/podejrzewam kolejny paradoks na pograniczu psychologii i psychiatrii /procedura diagnozy a nie co mam doczytac !mnie interesuje :idea:

 

-- 20 sie 2012, 07:01 --

 

Masza,marija ,violik -Ty chyba duzo wiesz ,bo sprawa dotyczy Twojego dziecka ,i piszesz o diagnozie,ktora mu wystawiono ,rozumiem, ze w gre wchodzily objawy,ale jaki lekarz i jak dlugo go badal.ktoras z was dziewczyny moze cos napisze...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
z tym, że w przypadku os. antyspołecznej to akurat wchodzą w grę także zmiany w mózgu

Miętówko, przy bordzie też masz zmiany - zwichnięty hipokamp ;)

 

marta76, po Miętówce nie skakać proszę; u bliskiej mi bardzo osoby zdiagnozowano - kiedy? - miała jakieś 20 lat - późno zdiagnozowano, wiadomo, b. wcześnie przejawiała zachowania pod kątem. Kto zdiagnozował? - psychiatra. Jak? - kilka wizyt (3? - 4?) w odstępach chyba dwutygodniowych.

Przepisał jakieś antydepresanty, Ona akurat raczej zdołowanym człowiekiem jest... Nie, nie brała.

Dlaczego pytasz o Cital i Depakinę? Znam, ale Depa, jeśli dobrze pamiętam, raczej stabilizatorem jest...

 

Styl życia nie jest tu całkowicie, jak piszesz, przemyślany. Raczej, powiedziałabym, nastawiony na zapychanie deficytów z cyklu: "nudy, nudy, nudy, nic się nie dzieje, to szukam wrażeń"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mietowa zielona, znasz mazwy Cital,Depakine chrone ,Fewarin deficyt leku generuje pewien zespol objawow ,a tych przy osobowosci dyssocjalnej jest caly wachlarz ,co do lajfsstajlu to wybor , przemyslany i objety wolna wola, w jaki sposob sie przezywa zycie, gdzie ty w ogole mieszasz ubezwlasnowolnienie sadowe ,to,ze sie ma schizofrenie nie oznacza od razu ubezwlasnowolnienia ,na to takze trzeba zasluzyc jest to proces objety procedura sadowa,ty chyba astudentka psychologii jestes.Ja mam pytania do osob ,ktore maja osobowosc dyssocjalna lub stykaja sie z nia na co dzien,kto i kiedy ,na jakim etapie waszego zycia zdiagnozowal u was albo waszych bliskich to cos/podejrzewam kolejny paradoks na pograniczu psychologii i psychiatrii /procedura diagnozy a nie co mam doczytac !mnie interesuje :idea:

Oczywiście, że znam takie nazwy. zwykłe SSRI, bo co?

Widzisz, twój problem polega na tym, że nie dość, że jesteś niedoedukowaną ignorantką, to w dodatku bierzesz każde zdanie dosłownie (słyszałaś o ironii, albo sarkaźmie?) zadajesz kompletnie laickie pytania pokroju "a co to jest zaburzenie os.?" a potem rzucasz się jak wesz na grzebieniu, gdy ktoś tłumaczy ci podstawowe kwestie, które są w podręcznikach (czytanie nie boli). Jeśli przyszłaś tu po pomoc, to proponuję chamować mordę i nauczyć się czytać ze zrozumieniem, nim zbluzgasz następną osobę.

 

Miętówko, przy bordzie też masz zmiany - zwichnięty hipokamp

cśśśś, skutecznie próbuję o tym nie myśleć ;) w każdym razie oficjalnie do niczego się nie przyznaję

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam serdecznie,

jestem mamą 14-letniego chłopca, którego problem tytułowy tego wątku dotyczy pomimo tak młodego wieku.

Syn jest leczony psychiatrycznie od ponad 4 lat (wcześniej konsultacje psychologiczno-pedagogiczne). Na dzień dzisiejszy bierze bierze leki: Risperidon 2x1, Hydroksyzyna 3x2 oraz Depakine 2x1, raz był hospitalizowany na Oddziale Psychiatrycznym Dziecięcym, głównie w celu potwierdzenia diagnozy. Oficjalnie ma zdiagnozowane Zaburzenia Zachowania i Emocji (ze względu na młody wiek) jednak w nawiasie jest od roku dopisek o osobowości psychopatycznej typu pierwotnego, i tak jest zapisane w karcie w PZP oraz na karcie informacyjnej leczenia szpitalnego na którym jest zaznaczone iż konieczna jest stała opieka osoby dorosłej. Jednak nie oficjalnie lekarz prowadzący, psycholog w PPP oraz lekarz ze szpitala mówi o zaburzeniu osobowości-osobowości psychopatycznej oraz o tym, że nic nie da się z tym zrobić. Nie ma leków ani terapii na takie zaburzenie i o ile syn nie zechce się zmienić, to nic się nie zmieni poza jego miejscem zamieszkania.

Problemy z synem są ogromne właściwie od same początku odkąd zaczął chodzić i mówić, i nic nie skutkuje, żadne rozmowy, znane metody wychowawcze również te zapożyczone z PPP, żadne terapie (rodzinne, psychologiczne, psychogimnastyczne, socjoterapie, terapie zajęciowe indywidualne i w grupie), żadne kary ani nagrody, a tym bardziej ich perspektywa nie odnosi zamierzonego skutku. Wręcz przeciwnie, z wiekiem jest coraz perfidniejszy w tym co robi.

Syn manipuluje otoczeniem bez żadnego skrupułu: np.: na jednej z ostatnich ucieczek z domu, po złapaniu przez policję, sprzedał na komendzie bajkę łkając ogromnie o problemie alkoholowym w domu oraz znęcaniu się moim i moich kolejnych konkubentów nad nim-szczegółów państwu oszczędzę. Historyjka była na tyle wiarygodna, że syn do wyjaśnienia sprawy był na Oddziale Interwencji Kryzysowej, co z kolei było powodem do chełpienia się w szkole i zdobywaniu poklasku u kolegów. Manipuluje w podobny sposób nowo poznanymi dorosłymi (np.; nauczyciele w nowej szkole) bez żadnego zażenowania, a gdy już wyjdą na jaw jego matactwa to nic sobie z tego nie robi, albo tak przedstawia sprawę, że nikt już tak na prawdę nie wie o co komu chodziło i kto tu namieszał. Za to sąsiadki i dalsi znajomi go kochają, bo kłania się im nisko i pomaga nosić zakupy, otwiera drzwi, pogawędzi... Dziecko nie ma żadnych wyrzutów sumienia, winni są zawsze inni (pobita dziewczynka w szkole sama się zaczynała, on ją tylko popchnął, a to, że upadła i miała wstrząs mózgu, to nie jego wina; gdy podpalił śmietnik w szkole to winę zrzucił na chłopca, który odebrał mu zapalniczkę i zgłosił to nauczycielowi, ukradł pieniądze bo ja i tak by mu ich nie dała, a chciał sobie kupić karty; zjadł wszystkie ozdoby do tortu, bo miał ochotę; nie poszedł na lekcje bo pana nie lubi i miał ochotę się przejść lub nie chciało mu się siedzieć na lekcji; mając 6 lat uciekł z domu pierwszy raz bo chciał pojeździć sobie autobusami-taka myśl wpadła mu do głowy; trzykrotnie oddał kał do basenu, bo nie chciało mu się iść do łazienki-winę zrzucił na kolegę pomimo dowodu-pokazania mu filmu z kamery; nasz pies kuleje bo go wkurza i akurat wlazł mu pod nogę). Cały żywot syna opiewa na jego chceniu lub niechceniu i zrobi wszystko by osiągnąć swój cel tu i teraz. Syn jest już po 6 sprawach o demoralizację, pierwsza w wieku 7 lat: ucieczki, kradzieże, pobicia, podpalenia i wagary. Chłopiec ma dwie młodsze o połowę jego wieku siostry, z którymi zabawy zawsze kończą się ich płaczem a czasem nawet kontuzjami. Starszą próbował całować na siłę, bo chciał i nie odpuścił nawet gdy ta płakała. Od tamtej pory nie zostawiam go z siostrami samego.

Być może nasz problem mógłby się wydawać błahy jednakże taki nie jest, ponieważ to nie jest problem czysto wychowawczy, to siedzi u niego w głowie. On tak postrzega świat, a zapytany odpowie iż nic takiego złego nie robi, jego zachowanie jest przeciętne i wręcz dobre, to otoczenie ma problem a nie on sam.

W tej chwili syn ma zajęcia indywidualne w szkole (I kl w gimnazjum) ze względu na zachowanie. Nie ma żadnych problemów z nauką, poza permanentnym lenistwem, nie uczy się w ogóle (bo mu się nie chce), a wiedza kończy się na tym co wyniesie z lekcji, co przy jego ponadprzeciętnej inteligencji nie jest czymś trudnym, więc oceny są na poziomie 3 i 4. Chłopiec zna doskonale zasady panujące w szkole, w domu, w społeczeństwie w ogóle czy na ulicy (zasady ruchu drogowego), ale nie przestrzega ich: to kierowca powinien uważać jak jeździ, albo pieszy na chodniku powinien przewidzieć iż zza rogu wyjedzie mój syn na rowerze.

W dodatku moje dziecko ostatnio nauczyło się odpowiadać zarówno lekarzowi jak i pedagogom w szkole czy kuratorowi dokładnie to, co oni chcą usłyszeć. A lubi i garnie się tylko do tych od których często coś dostaje lub którzy pozwalają robić mu to co chce.

Ciąża z synem przebiegła prawidłowo (jest pierworodny), poród bez powikłań, nie paliłam i nie piłam w ciąży. Ojciec syna od 7 lat nie mieszka z nami, miał kilka wyroków za znęcanie się nad rodziną (u niego to taka tradycja rodzinna; dziadek bił babcię, a teściu teściową), dwa lata siedział w więzieniu, od tego czasu nie ma z nim kontaktu. W tej chwili rodzina jest od ponad pięciu lat zrekonstruowana, syn do męża zwraca się tato.

Na dzień dzisiejszy mój syn nigdy nie jest sam. Prowadzę go do szkoły i z niej odbieram, na przerwach jest u pani pedagog, w domu nie zostaje sam i na dwór także wychodzi tylko pod opieką. Tylko, że teraz już nie chodzi tylko o niego samego, ale głównie o to by nikomu innemu nie stała się krzywda...

Ale najgorsze chyba jest to, że moje dziecko nie widzi w tym co robi nic złego, on nie ma problemu z zachowaniem, agresją, kłamstwem... niby ja i najbliższa rodzina wiemy o tym jak funkcjonuje nasze dziecko, ale ja nie potrafię się z tym pogodzić. Ciągle mam nadzieję, że mój syn się zmieni, że kiedyś te nasze rozmowy i terapie, że kiedyś przyniesie to wszystko zamierzony skutek i mój kochany syn będzie kochał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

piszesz ze problem nie jest duzy bo i on ma 14 lat kto wie co bedzie za 5-6 lat jak teraz sobie nic z tego nie robi moze pojdzie w slady ojca albo i gorzej ciekawy jestem jak traktuje ludzi jka przedmioty jak szczeble do celu nie boi sie oszukiwac psychopaci z reguly sa inteligentni pokazuja jacy to sa dobrzy ale latwo ich wyczuc bo daza tylko do swoich celow zycie zdrowie innych ludzi nie gra zadnej roli co jak co ale masz problem i to nie maly czuje sie jak pepek swiata pewnie ze wszystko ma byc robione pod niego i wszystko mu sie nalezy.

 

nie czuje przed nikm respektu brak mu zapewne glebszych uczuc wszystko co pewnie pokazuje to noszenie toreb klanianie sie to powierzchowne dobro psycho lapie na cos takiego ludzi jak cos sie stanie to nie on bedzie pokrzywdzony tylko inni ludzi a i tak nic z tego sobie pewnie nie bedzie robil

 

a co do terapi sama wiesz napewno ze to nie proste bo psychopata mysli ze wszystko z nim jest okej tylko ludzie sa nie tacy jak maja byc jak raczej sam nie zrozumie tego ze cos jest nie tak to terapia bedzie nic nie warta zreszta teraz zapewne mozesz go zmusic jeszcze na sile zeby chodzil ale jak bedzie starszy

 

to nie jest blachy problem to ogromny problem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chybanerwica ja tu takie wynurzenia, a Ty wszystko w trzech zdaniach :uklon: Dokładnie, mój Dominik ma ludzi (to tak wygląda jak się Dominika pozna: on ma ludzi, posiada ich, hoduje...nie wiem jak to nazwać) do tego by robili mu dobrze, liczy się to co chce on, tylko jego roszczenia są priorytetem. Nie ważne, że dzisiaj nie ma kasy na schabowego bo trzeba było zapłacić za podartą bluzę kolegi (która podarła się sama rzecz jasna) i będzie pomidorowa, on nie będzie jadł obiadu jak nie będzie schaba. W szkole zaś opowie, że go głodzą w domu by dostać więcej podwieczorku. To prosty przykład działania mojego syna, ale tak jest w każdej dziedzinie naszego życia co sprawia nam sporo problemów, ale tylko nam, on ma się z sobą bardzo dobrze. Czasem jednak jest tak, że gdyby Dominikowi napluł ktoś w twarz to on powie, że deszcz pada. Nie rozumiem tego.

Co będzie za 5 lat? Czasem boję się myśleć... Brak hamulców (ja to nazywam czerwoną lampką) u mojego syna sprawia, że może zrobić wszystko. Nie boi się policji, sądu, kuratora, opieprzu od nauczyciela, tego, że nie będę się do niego odzywała. Ma gdzieś to, że jak ucieka to się martwimy, szukamy go, nie śpimy... To wszystko nie ma dla niego żadnego znaczenia.

Syn wyjazdy do lekarza (musimy dojeżdżać 30km) traktuje jak fajną wycieczkę, a terapia to odskocznia od dnia codziennego (czasem w czasie trwania lekcji): coś się dzieje, więc chętnie z tego korzysta. A przecież to nie tak, nie jedziemy na wycieczkę...

To trochę jak walka z wiatrakami, ale co robić?? Muszę próbować...

Dziękuję za zrozumienie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

BasiaS., A co z jego zdaniem? Czy chce się leczyć, widzi jakąś potrzebę zmiany? Czy chce dalej w to brnąć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

On sam nie widzi problemu, jego zachowanie uważa za normalne, a siebie za przeciętnego nastolatka. Bierze leki, które przy jego ADHD bardzo pomagają go ogarnąć, ale nie ma żadnego sposobu (a wierzcie mi, że chwytam się wszystkiego co tylko mogę) by wpłynąć na jego sposób myślenia. Jak pisałam wyżej, chodzenie na terapię, do lekarza, wszelkie rozmowy z pedagogiem czy psychologiem traktuje jako odskocznię, nic sobie z tego nie robi, nie bierze do serca. Za to każdemu zawsze obieca poprawę i pracę nad sobą, a więc mówi to, co dany rozmówca oczekuje usłyszeć. Ogólnie rzecz ujmując problem z nim samym mamy my, otaczający go ludzie, a nie on sam. On dobrze się czuje z samym sobą i tym jak się zachowuje, nie widzi w tym nic złego czy niestosownego, a jeśli wydarzy się coś złego winę za to ponosi ktoś inny, nigdy on sam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

On sam nie widzi problemu, jego zachowanie uważa za normalne, a siebie za przeciętnego nastolatka. Bierze leki, które przy jego ADHD bardzo pomagają go ogarnąć, ale nie ma żadnego sposobu (a wierzcie mi, że chwytam się wszystkiego co tylko mogę) by wpłynąć na jego sposób myślenia. Jak pisałam wyżej, chodzenie na terapię, do lekarza, wszelkie rozmowy z pedagogiem czy psychologiem traktuje jako odskocznię, nic sobie z tego nie robi, nie bierze do serca. Za to każdemu zawsze obieca poprawę i pracę nad sobą, a więc mówi to, co dany rozmówca oczekuje usłyszeć. Ogólnie rzecz ujmując problem z nim samym mamy my, otaczający go ludzie, a nie on sam. On dobrze się czuje z samym sobą i tym jak się zachowuje, nie widzi w tym nic złego czy niestosownego, a jeśli wydarzy się coś złego winę za to ponosi ktoś inny, nigdy on sam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

On sam nie widzi problemu, jego zachowanie uważa za normalne, a siebie za przeciętnego nastolatka. Bierze leki, które przy jego ADHD bardzo pomagają go ogarnąć, ale nie ma żadnego sposobu (a wierzcie mi, że chwytam się wszystkiego co tylko mogę) by wpłynąć na jego sposób myślenia. Jak pisałam wyżej, chodzenie na terapię, do lekarza, wszelkie rozmowy z pedagogiem czy psychologiem traktuje jako odskocznię, nic sobie z tego nie robi, nie bierze do serca. Za to każdemu zawsze obieca poprawę i pracę nad sobą, a więc mówi to, co dany rozmówca oczekuje usłyszeć. Ogólnie rzecz ujmując problem z nim samym mamy my, otaczający go ludzie, a nie on sam. On dobrze się czuje z samym sobą i tym jak się zachowuje, nie widzi w tym nic złego czy niestosownego, a jeśli wydarzy się coś złego winę za to ponosi ktoś inny, nigdy on sam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, moje pytanie dotyczy związku os. dyssocjalnej z neurotycznością.Jak wiadomo neurotyk może przyjmować różne strategie z otaczającym go światem. Może być unikający, podporządkowujący się albo antyspołeczny.Czy neurotyk który przyjął postawę antyspołeczną zalicza się do osób z os. dyssocjalną ? lub przejawia jej silne rysy ?. Psycholog powiedział mi, że nie mam zaburzeń osobowości, ale przejawiam cechy antyspołeczne.Psychiatra wykluczył chorobę psychiczną. Zdaję sobie sprawę z faktu, że moje domniemanie może być kompletną bzdurą.Pozdrawiam i liczę na konkretną odpowiedź :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, moje pytanie dotyczy związku os. dyssocjalnej z neurotycznością.Jak wiadomo neurotyk może przyjmować różne strategie z otaczającym go światem. Może być unikający, podporządkowujący się albo antyspołeczny.Czy neurotyk który przyjął postawę antyspołeczną zalicza się do osób z os. dyssocjalną ? lub przejawia jej silne rysy ?. Psycholog powiedział mi, że nie mam zaburzeń osobowości, ale przejawiam cechy antyspołeczne.Psychiatra wykluczył chorobę psychiczną. Zdaję sobie sprawę z faktu, że moje domniemanie może być kompletną bzdurą.Pozdrawiam i liczę na konkretną odpowiedź :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem specjalistą, ale zupełnie sobie nie wyobrażam neurotyka z os. dyssocjalną. Raczej nie każda osoba z nastawieniem antyspołecznym jest od razu psychopatą. Ale czy jesteś antyspołeczy czy aspołeczny. Tzn. nie cierpisz społeczeństwa, miałbyś ochotę je zniszczyć, czy po prostu nie specjalnie cię interesuję różne konwenanse społeczne, zachowania układy itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem specjalistą, ale zupełnie sobie nie wyobrażam neurotyka z os. dyssocjalną. Raczej nie każda osoba z nastawieniem antyspołecznym jest od razu psychopatą. Ale czy jesteś antyspołeczy czy aspołeczny. Tzn. nie cierpisz społeczeństwa, miałbyś ochotę je zniszczyć, czy po prostu nie specjalnie cię interesuję różne konwenanse społeczne, zachowania układy itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żeby kogoś zdiagnozować jako dyssocjala musi spełnić zdecydowanie więcej kryteriów niż "postawy antyspołeczne".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żeby kogoś zdiagnozować jako dyssocjala musi spełnić zdecydowanie więcej kryteriów niż "postawy antyspołeczne".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×