kolejne przywitanie

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez na_leśnik 15 maja 2013, 18:09
Ale się burza zrobiła...
Deader waściwie to sytuacja którą opisujesz, cały ten model zachowania "pustej panienki" tak naprawdę wogóle nie pasuje do mojej dziewczyny. Wręcz przeciwnie. Tak jak już mówiłem, tylko dzięki niej przetrwałem najgorsze chwile, nie wyobrażasz sobie jak ona mi pomogła wtedy. I dalej pomaga. Ale - tak jak mówiłem - przez większość związku to ja na niej wiszę nie radząc sobie z najprostszymi rzeczami, ze stresem, z samym sobą. To co napisał Kalebx3 bardziej pasuje. Cicha, pracowita, nie imprezująca, empatyczna (aż do przesady), marząca o rodzinie oraz przy okazji piekielnie zdolna (to zdecydowanie najinteligentniejsza osoba jaką poznałem w życiu). A nie mogę jej takich rzeczy mówić nie dlatego, że mnie zostawi, tylko żeby jej bardziej sobą nie obarczać. Niestety trudno ukrywać swój stan psychiczny przed kimś z kim się tyle czasu spędza. Ale z tego co widzę, nie mogę jej w życiu towarzyszyć, bo po prostu jestem za słaby. Jak napisała bittersweet (płeć wnioskuję po zajętej w dyskusji pozycji :smile: ) powinienem ją wspierać, ale nie potrafię, stąd myśl o rozstaniu. Nie naprawi to faktu, że tyle czasu zmarnowała ze mną, ale przynajmniej nie wdepnie przeze mnie w jeszcze większe bagno: rodzinę której głową będzie ona i męża za przeproszeniem c$%ę, który nie może być dla niej partnerem.
"Każdy, kto kiedykolwiek zbudował jakieś nowe niebo, znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8622
Dołączył(a)
25 lut 2013, 21:37
Lokalizacja
Sterta walizek...

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez bittersweet 15 maja 2013, 18:36
Nie naprawi to faktu, że tyle czasu zmarnowała ze mną, ale przynajmniej nie wdepnie przeze mnie w jeszcze większe bagno: rodzinę której głową będzie ona i męża za przeproszeniem c$%ę, który nie może być dla niej partnerem.
Jesteś teraz w złym stanie, ale kiedyś z tego wyjdziesz i wtedy będziesz partnerem, a nie obciążeniem. Nie zakładaj z góry, że się nie sprawdzisz. A pomysł z "głową rodziny" jest dawno nieaktualny, jakby jakis facet chciał mi rządzic w związku to bym go śmiechem zabiła, teraz ma być demokracja i partnerstwo w relacji, a nie hierachia. Tym, że nie będziesz "silniejszy" od niej się nie przejmuj, nie musisz. Ważne, żebys na niej nie pasożytował i kiedy będzie trzeba tez jej pomagał. Tzn to jest moja wizja prawidłowej relacji.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez na_leśnik 15 maja 2013, 18:55
Bittersweet ja jestem dl niej obciążeniem od kiedy jesteśmy razem niemal. To nie jest niestety kwestia "czucia się" teraz źle, ja tak od paru lat mam. I pasożytuję, bo inaczej nie da się tego nazwać...
"Każdy, kto kiedykolwiek zbudował jakieś nowe niebo, znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8622
Dołączył(a)
25 lut 2013, 21:37
Lokalizacja
Sterta walizek...

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez bittersweet 15 maja 2013, 19:03
na_leśnik, gdyby tak było jak Ty to postrzegasz, to ona by z Tobą nie ciągnęła tego związku... podejrzewam, ze jestes zbyt surowy wobec siebie ;)
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez na_leśnik 15 maja 2013, 19:30
Obawiam się, że się mylisz. Ona po prostu miała (i chyba ma nadal) jakieś widealizowane wyobrażenie o mnie, albo przynajmniej o moich możliwościach. Poza tym ja od samego początku związku starałem się nie pokazywać swoich "mrocznych stron"... Efekt jest taki że ona chyba poprostu kocha kogoś kim nigdy nie byłem. Poza tym, jak już mówiłem - powoli zaczyna zauważać to jaki jestem naprawdę i nasz związek powoli się rozlatuję. Ze swojej strony powinienem to - dla jej dobra - jak najszybciej skończyć.
A odnośnie "głowy rodziny" to ja nie miałem na myśli związku patriarchalnego, z ojcem szefem i żywicielem i resztą poddanych... Problem w tym, że ja - z różnych przyczyn - nie chcę mieć dzieci a ona chce. Ona sobie nie zdaje sprawy, że ja się na ojca po prostu nie nadaję. Żałuję tylko, że wcześniej o tym nie myślałem. Jej się wydaje że "mam dobre serce" więc wszysko będzie dobrze. A to nie prawda. Mój ojciec też nie był złym czlowiekiem, jednak w swojej roli po prostu się nie sprawdzał, czego efekty odczuwam do dziś.
"Każdy, kto kiedykolwiek zbudował jakieś nowe niebo, znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8622
Dołączył(a)
25 lut 2013, 21:37
Lokalizacja
Sterta walizek...

kolejne przywitanie

przez Lux24 15 maja 2013, 20:17
na_leśnik, nie myślisz o rozpoczęciu terapii jeszcze raz? i nie rozstawaj się z dziewczyną, to najgorsze co można zrobić - zostawić kogoś dla jego niby dobra. jeśli nie wytrzyma, sama odejdzie. proponowałabym raczej poważną rozmowę z nią i powiedzenie, że właśnie chcesz coś z tym wszystkim zrobić i podjęcie terapii.

co do braku planów i braku kwalifikacji - studia masz, a że może nieprzydatne w dzisiejszych czasach.. cóż.. masz możliwość pójścia na jakieś szkolenie nawet z urzędu pracy? takie szkolenia czasami są płatne, więc nauczyłbyś się czegoś, a i wpadłoby trochę grosza.. ja wiem, że to nie są czasy, żeby można było wybierać i przebierać, ale zastanów się, co byś chciał w życiu robić? co sprawiłoby Ci przyjemność?

-- 15 maja 2013, 20:27 --

deader, zaimponowałeś mi, jesteś większym idealistą niż ja, a nie spodziewałam się, że jeszcze tacy istnieją. wypowiem się w obronie kobiet, bo piszesz: "miłość powinna być bezinteresowna a nie wykalkulowana". nie chodzi o to, że wyrachowane, ambitne nieczułe pizdy - jak się wyraziłeś, szukają samca, który zaspokoi ich potrzeby i odrzucają po drodze wszystkie słabsze jednostki lub jednostki bez wykształcenia czy bez pracy. nie chodzi też o to, że kiedy pojawia się problem to się spierdala, jak znów się wyraziłeś. więc o co chodzi? ano o to, że w pewnym momencie przychodzi prawdziwe życie.

łatwo kogoś kochać bezinteresownie, kiedy jest się w liceum czy na studiach i żyje się beztrosko będąc na utrzymaniu rodziców, ale kiedy ludzie dobijają do 30-tki, zaczynają myśleć trochę inaczej, bo pojawiają się pewne problemy życiowe.
przez długi czas mieszkałam na stancji ze współlokatorką, która miała/ma chłopaka z mukowiscydozą i depresją. ta mukowiscydoza to nie są żarty, on często źle się czuje fizycznie, wiec praca nie bardzo wchodzi w grę, ma rentę. studia, nie wiem ile lat je robi, idzie mu słabo, właściwie gdyby nie jego dziewczyna, dawno by z nich odpadł. i do tej pory było dobrze, ale ona ma dwa kierunki, z braku możliwości rozwoju zawodowego w mniejszym mieście przeniosła się do większego, on nie mógł z nią się przenieść, bo nie było go stać na wynajem czegoś z nią, ona jest konkretną kobietą, nie chce całe życie mieszkać na stancji, chce zarabiać, kupić mieszkanie, założyć rodzinę i pytanie jak to zrobić z nim? kiedy ona musi go prosić, żeby poszedł na zajęcia i jeszcze wysłuchać, że się go czepia! dziewczyna kocha go naprawdę i sama się szarpie, sama jest bliska depresji. idealizm idealizmem i bezinteresowna miłość bezinteresowną miłością, ale nawet ja nie bardzo widzę, jak mogliby z tego wybrnąć.

drug przykład mój własny - znałam, nadal znam właściwie, mężczyznę z depresją, chodzi na terapię. miał taki interesujący pogląd, że mężczyzna nie powinien obciążać kobiety problemami i jej ogólnie marudzić, więc tego nie robił. zamykał się w sobie i mnie odtrącał. mogłam przeczekać takie okresy, jednak zawsze wyglądało to tak, że teraz on ma problemy, teraz on ma słaby okres, teraz on czuje się zagubiony, teraz on potrzebuje czasu i tak w nieskończoność. w pewnym momencie zapomniałam o sobie, było tylko dostosowywanie się do niego i pewnego dnia nie wytrzymałam, bo co ze mną? z moimi potrzebami? do dziś nie wiem czy trafiłam wtedy na człowieka z problemami, czy egoistę, który chciał mnie sobie rozstawiać po kątach wedle swojego uznania. wcale nie chodziło jak widzisz o pieniądze i o imprezowanie. tylko o to, że przez to zamykanie się w sobie, nie dzielił się ze mną sobą, to stwarza dystans. i o to, że kiedy ja miałam problem, nie miałam oparcia, zainteresowania, nic, bo on był najczęściej skupiony na sobie.

i tu pytanie do Ciebie - bezinteresowna miłość, dobrze, ale gdzie jest granica? całkowicie zatracisz siebie, żeby tylko trwać przy kimś? sam wpadniesz w depresję, żeby wytrwać z kimś w depresji? to nie jest wszystko takie proste.
Offline
Posty
202
Dołączył(a)
14 kwi 2013, 15:28

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez na_leśnik 15 maja 2013, 21:39
Lux24 prawdę mówiąc po prostu mnie nie stać na terapię. Mógłbym tu marudzić jaki to ja biedny a uczciwy ale prawda jest taka, że pieniądze by były gdybym zwalczył swój nałóg: fajki. Poza tym, do tej pory wchodziłem na terapię i pokrywałem część kosztów a tyle ile mi brakowało dorzucała mi dziewczyna (co w połączeniu z kupowaniem przeze mnie papierosów pokazuje, jaki jestem uczciwy wobec niej...).
Na terapię chodziłem przez kilka lat, ale nie widać szczerze mówiąc żadnej różnicy, przynajmniej ja nie widzę. Podejrzewam, że wina pewnie leży po mojej stronie, ponieważ ja mam ogólnie problem z rozmawianiem o swoich problemach, zwierzaniem się. W końcu doszedłem do wniosku, że albo sam się pozbieram do kupy, albo wcale się nie pozbieram.

Co do studiów i wykształcenia, zacząłem robić studia podyplomowe, poza tym dzięki pomocy dziewczyny dostałem pracę biurową (wcześniej pracowałem w fabryce), niestety nie radzę w niej sobie ale to zupełnie inny temat (wyobraź sobie człowieka odpowiedzialnego za komunikację i przepływ dokumentów w jakiejś firmie/organizacji który nie potrafi się wysłowić jak człowiek i w dodatku boi się rozmów telefonicznych - tyle na temat...). Do pracy codziennie dojeżdżam, wychodzę z domu o 5.30, wracam po 17 ledwo żywy, na studia wziąłem kredyt, jednak nie mam sił ich robić, podobno w lipcu mam bronić dyplomu ale czarno to widzę.
Jedyna rzecz która mnie jakoś motywuje do pracy, w której się staram rozwijać i widzę jakieś efekty (minimalne ale zawsze) to samodzielna nauka tworzenia stron internetowych. Chyba od czasu studiów nie byłem w nic do tego stopnia wkręcony, to mnie naprawdę fascynuje. Mam nadzieję, że uda mi się jak najszybciej opanować technologie w takim stopniu, żeby być w stanie zatrudnić się w jakimś studiu graficznym i robić to, co mnie interesuje. Ale z tego co widzę, to jeszcze długa droga przede mną. Nie wiem czy to jest wogóole wykonalne przy moim przemęczeniu i ogólnym stanie, ale próbuję. Może w końc uda mi się w życiu choć raz coś zrobić samodzielnie i czerpać z tego korzyśći.
A z takich nierealnych planów z serii "marzenia ściętej głowy" to chciałbym zostać fotografem (jak większośc niesprecyzowanych magistrów w tym kraju ). To taka moja główna pasja, niestety za droga żeby móc ją rozwijać (obecnie ucząc się stron robiennia stronek robie sobie portfolio internetowe z tego co do tej pory popstrykałem :). Może kiedyś...

P.S. Ludzie nie macie pojęcia jak ja dawno z nikim się nie komunikowałem na takiej zasadzie jak na tym forum! Wiem że to głupio brzmi, ale naprawdę ciesze się, że tu trafiłem :).
"Każdy, kto kiedykolwiek zbudował jakieś nowe niebo, znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8622
Dołączył(a)
25 lut 2013, 21:37
Lokalizacja
Sterta walizek...

kolejne przywitanie

przez Lux24 15 maja 2013, 22:22
na_leśnik, nie dałoby rady znaleźć bezpłatnej terapii? skoro wiesz, że po części sam się przyczyniłeś do jej nieskuteczności, może warto spróbować jeszcze raz? gdzie indziej? z kim innym? byłaby to taka ostatnia próba..

co do reszty, zaskoczyłeś mnie bardzo, sporo robisz, praca, studia, własne zainteresowania, wspomniana wcześniej dziewczyna, gdyby ktoś na to spojrzał z boku, powiedziałby pewnie, że nie masz żadnych problemów ;) i teraz moja nowa myśl - może za dużo na siebie wziąłeś i ta presja Cię wykańcza? bo trzeba sobie poradzić na studiach, bo trzeba sobie poradzić w pracy, bo trzeba sobie radzić i tu i tu, bo inaczej nie będzie uznania ze strony dziewczyny. masz takie poczucie, że musisz na nią zasługiwać? pytam tylko, nie stwierdzam faktów..

czy w pracy z lękiem i wysławianiem z czasem nic się nie poprawia? bo w sumie powinieneś się oswoić i przyzwyczaić..
zainteresowania są naprawdę świetne, o tworzeniu stron się nie wypowiem, ale fotografia.. sama pstrykam i tu akurat nie ma tak, że taka pasja jest za droga, bo zdjęcia robi człowiek, a nie sprzęt, więc można robić dobre zdjęcia nawet zwykłym kompaktem. a nawet to uczy, bo wiadomo, że nim jest trudniej /mniejsze możliwości/, więc trzeba czasem pokombinować. nie zaniedbuj tego, bo jak sam napisałeś - może kiedyś..

fajnie, że dobrze się tutaj czujesz :)
Offline
Posty
202
Dołączył(a)
14 kwi 2013, 15:28

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez deader 16 maja 2013, 08:57
na_leśnik, po to właśnie jest to forum, tutaj sami swoi wariaci :)

Lux24 napisał(a):deader, zaimponowałeś mi, jesteś większym idealistą niż ja, a nie spodziewałam się, że jeszcze tacy istnieją. wypowiem się w obronie kobiet, bo piszesz: "miłość powinna być bezinteresowna a nie wykalkulowana". nie chodzi o to, że wyrachowane, ambitne nieczułe pizdy - jak się wyraziłeś, szukają samca, który zaspokoi ich potrzeby i odrzucają po drodze wszystkie słabsze jednostki lub jednostki bez wykształcenia czy bez pracy. nie chodzi też o to, że kiedy pojawia się problem to się spierdala, jak znów się wyraziłeś. więc o co chodzi? ano o to, że w pewnym momencie przychodzi prawdziwe życie.

łatwo kogoś kochać bezinteresownie, kiedy jest się w liceum czy na studiach i żyje się beztrosko będąc na utrzymaniu rodziców, ale kiedy ludzie dobijają do 30-tki, zaczynają myśleć trochę inaczej, bo pojawiają się pewne problemy życiowe.


Tu śmiesznostka - jedna laska zostawiła mnie właśnie z powodu tego że zamiast iść na jakieś bzdurne studia które nic mi nie dadzą zdecydowałem się pójść do pracy, dzięki której dzisiaj mam własne mieszkanie i całkiem swobodnie sam się utrzymuję. Nie miałem 30 lat jeszcze, ledwo 22, i chciałem właśnie nam zapewnić dobre perspektywy na "prawdziwe życie". Jej jednak to nie odpowiadało, bo jak już pisałem, marzyła sobie o kimś z wyższym wykształceniem. Do dziś nie wiem czemu tak się tego czepnęła, obecnie nie utrzymujemy ze sobą kontaktu bo rozstaliśmy się w nieprzyjaznej atmosferze, ale wiem że ona skończywszy swoje studia nadal mieszka z mamusią i zarabia mniej ode mnie, tępaka bez studiów :) Piszę o tym żeby pokazać ironię, jak to "prawdziwe życie" może być dla kogoś niewystarczającym argumentem. Niektóre kobiety mają jakieś chore wymagania i kropka, nieraz się już przekonałem. Może ja mam takiego pecha że w życiu trafiałem na takie chore jednostki, ale nie moge mówić inaczejjak opierając się na własnych doświadczeniach przecież.

Lux24 napisał(a):i tu pytanie do Ciebie - bezinteresowna miłość, dobrze, ale gdzie jest granica? całkowicie zatracisz siebie, żeby tylko trwać przy kimś? sam wpadniesz w depresję, żeby wytrwać z kimś w depresji? to nie jest wszystko takie proste.


Szczerze mówiąc to po głębszej analizie dochodzę do wniosku że tkwiłem w męskim odpowiedniku roli którą przyjmują bite kobiety - "może i bije, ale to dobry człowiek". Może tak naprawdę ciągnąłem tą relację bo byłem przeświadczony że żadna inna mnie nie będzie chciała i lepiej będzie trzymać się tej która, choć "zepsuta", przynajmniej mnie chce..? Może nie tyle jestem takim idealistą, co tak popsutą jednostką? Sam już nie wiem. Myślę że do tych spraw podchodzę bardzo emocjonalnie i nie zawsze logicznie. Chyba nie powinniście słuchać moich rad w takich sprawach :D

bittersweet napisał(a):A pomysł z "głową rodziny" jest dawno nieaktualny, jakby jakis facet chciał mi rządzic w związku to bym go śmiechem zabiła, teraz ma być demokracja i partnerstwo w relacji, a nie hierachia.


Masz dziwne, żeby użyć łagodnego słowa, pojmowanie terminu "głowa rodziny". W twoim pojmowaniu to jest raczej "tyran rodziny". Demokracja to rządy większości, w przypadku kiedy masz dwójkę ludzi i różnicę zdań to nigdy nie da się problemu rozwiązać na demokratycznych zasadach. Już właśnie na zasadach partnerskich bardziej - idąc na kompromisy, wypracowując wspólnie rozwiązania. Demokracja nie ma z tym nic wspólnego.
When I die, bury me upside down so the world can kiss my ass
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4882
Dołączył(a)
14 lut 2013, 10:41

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez na_leśnik 16 maja 2013, 20:42
Przepraszam że tak którtko, ale dziś po protu nie mam siły pisać. W pracy prawie nic nie zrobiłem a jutro wstaję na 6, więc pobudka o 3.30.
Niestety nie wiem gdzie mógłbym uzyskać darmową pomoc psychologa, poza tym nie mam siły na psychoterapię (ostatnie pół roku przychodziłem po pracy na sesję i prawie zasypiałem w fotelu, nie potrafiłem mówić o niczym innym niż o tym, że jestem zmęczony). Od jutra zaczynam tygodniowy urlop, może uda mi się coś na studia zrobić. A z dziewczyną coraz gorzej. Ona jest przemęczona, ja jestem przemęczony. Ehhh.... Powoli mam tego wszystkiego dość.
"Każdy, kto kiedykolwiek zbudował jakieś nowe niebo, znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8622
Dołączył(a)
25 lut 2013, 21:37
Lokalizacja
Sterta walizek...

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez miniu89 22 maja 2013, 22:11
Witaj an forum na_leśnik :D

To, że postanowiłeś przyłączyć się do grona osób z podobnymi problemami to bardzo dobrze.
Jednak moim zdaniem powinieneś porozmawiać o tym z dziewczyną, o swoich problemach.
A całkiem możliwe, że znajdziesz w niej "przyjaciela- terapeutę", który Cię wysłucha i pomoże w trudnych chwilach
Korzystaj z tego co masz, bo ja dziewczyny nie mam a dobrze by było jakby Twoja wiedziała co Cię wewnętrznie trapi 8)
Wydaje mi się że Twoje blokady związane z rozmową o psychicznych problemach wynikać mogą z tego, że nie pozwalasz
nikogo do tego swojego świata dopuścić, a Twoje silne emocje muszą mieć gdzieś swoje ujście.
Oczywiście jest to tylko i wyłącznie Twoja decyzja, a my możemy Ci to jedynie zasugerować ;)

Pozdrawiam i życzę Ci powodzenia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
22 maja 2013, 08:42

kolejne przywitanie

przez Valdralapena 23 maja 2013, 16:55
To jak tutaj sie tylko ludzie 'madrzy,inteligentnii i bogaci nadaja do zwiazkow' to ciekawe jak ja skoncze. W tym roku powinnam pisac mature,isc na studniowke etc.

Mam nieskonczona 3 klase gimnazjum, duzo marzen,tyram po 16 godzin dziennie o to by miec lepsze jutro i stworzyc kiedys piekna i kochajaca sie rodzine:) uwazam sie za osobe ineligentna(jak nie mam doła). Przedewszystkim pomocna.-->Ja to chyba tylko na spalenie na stosie w takim razie zasługuje:-)


Samotnosc to taka straszna trwoga... Miło sie czytało wasze posty chłopcy.
'Lepiej zapalic swiece, niz przeklinac ciemnosc!'



http://valdralapena-dda.blogspot.com.es/
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
22 maja 2013, 23:27
Lokalizacja
Hiszpania

kolejne przywitanie

Avatar użytkownika
przez na_leśnik 26 maja 2013, 21:23
Dzięki za kolejne wpisy przywitania. Dziś kończy się mój tygodniowy urlop. Porobiłem trochę rzeczy na studia, odpocząć praktycznie nie odpocząłem, ale przynajmniej jest szansa, że uda mi się te studia skończyć. Niestety wczoraj zajrzałem do swojej skrzynki mailowej z pracy i właściwie od wczoraj paraliżuje mnie lęk, powróciły myśli samobójcze itp. Już czuję, że chyba dzisiejszej nocy nie zasnę. Przeraża mnie jutrzejszy dzień...
"Każdy, kto kiedykolwiek zbudował jakieś nowe niebo, znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8622
Dołączył(a)
25 lut 2013, 21:37
Lokalizacja
Sterta walizek...

kolejne przywitanie

przez Valdralapena 27 maja 2013, 00:20
Mam nadzieje,ze zasnales:)
'Lepiej zapalic swiece, niz przeklinac ciemnosc!'



http://valdralapena-dda.blogspot.com.es/
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
22 maja 2013, 23:27
Lokalizacja
Hiszpania

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do