uzaleznienie od partnera/ki

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez coksinelka 03 sty 2011, 20:41
ja chyba zwariuję!! dziewczyny, mam takiego doła, że zaraz mnie coś trafi :why: . wszyscy mają takie poje ban życie czy tylko ja?????????????
nic mi kur wa nie wychodzi. po prostu nic. przez tego debila, byłego, mam teraz kur wa ciągle pod górkę. mam tego wszystkiego dość!!!!!!!
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
30 mar 2010, 19:45
Lokalizacja
Białystok

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez GG7 03 sty 2011, 20:46
Sama dajesz jednak dobra podpowiedź : nie rezygnuj z czegoś, tylko dlatego, że to wymaga czasu :!:
Trzeba czasu i to zależy indywidualnie od osoby i stopnia jej "zakręcenia" ... Ale musi się udać znormalnieć , nie walcz na siłę z obawami/fobiami ( to tylko pogłębia je ).
Ja leciutko się podniosłem po 12 latach ( ja pier... ile czasu zmarnowałem )
Rexetin+Trittico+Oxazepam+Miansec // i czasem C2H5-OH ..."idę" -powoli chyba ..? w stronę prostej ,byle bym szybko nie dotarł do jej kresu."NFZ" - Nichilistyczna Filozofia ZBRODNI - Poszargana/poszarpana wielowątkowość wewnętrzna powoli dobija/zabija.. qrv. 104 kg :( /67"
Avatar użytkownika
GG7
Offline
Posty
376
Dołączył(a)
30 gru 2010, 08:06
Lokalizacja
SK-KR 60%-40%

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez coksinelka 03 sty 2011, 20:51
GG7, jak pisałam swego posta, to miałam ochotę zmienić motto... także już sama nie bardzo w nie wierzę...
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
30 mar 2010, 19:45
Lokalizacja
Białystok

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez Conessa 03 sty 2011, 20:57
coksinelka, jedyne czym mogę Cię wesprzeć to tym, że jestem z Tobą.
Wiesz, ja czasami dostaję takiego świra, że mnie myśli wykańczają i chce uciekać gdziekolwiek a wtedy czuję się jak wariatka.
Chciałabym z tym już skończyć. A w tym syfie muszę jeszcze trochę siedzieć.. nie mam dokąd się udać, wyjechać. Brakuje odwagi. Wszystkiego brakuje. Biskiej osoby, przyjaciela z którym można porozmawiać, wyżalić się.
Wcześniej cierpiałam na jakąś dziwną agresję, którą można powiedzieć, że w miarę opanowałam. Teraz nadszedł czas depresji.. i chyba naprawdę w nią popadam bo jest coraz gorzej. Nic nie robię tylko leżę pod kołdrą. Nie usiądę, bo nie mam siły. Gdybym nie musiała wstawiać do pracy nie podniosłabym się pewnie, a i już pracę zaczynam olewać, czasem nie wstaję, biorę wolne. Kiedy mama mówi mi - weź się trochę w garść, musisz coś robić, zaczynam płakać i tyle jest rozmowy. Zastanawiam się nad powrotem do terapeuty, ale wstydzę się.
1,5 roku temu byłam na terapii ale wtedy już nie radziłam sobie kompletnie i musiałam iść. Miałam takie napady złości i histerii, że kończyło się na cięciu. Robiłam to w domu, w pracy, potem nawet w szpitalu, na przepustkach, chcieli mnie wypisać bo się nie stosuję do regulaminu. Jakoś dałam radę... potem miało być lepiej..i trochę było. On też robił kroki, a teraz... zrobił jeden wielki krok w tył, zostawił w tym bagnie i radź sobie sama ze swoim sercem i emocjami.
Nie poddawaj się Kochana, cały czas, jak widzisz ciągniemy do przodu, nie jest łatwo, wręcz koszmarnie ale po burzy podobno jest słońce?
Niektóre traumatyczne sytuacje kompletnie potrafią zorać psychikę nie odwracalnie dlatego szukamy pomocy ale przede wszystkim same musimy być silne.
I kto to mówi... ta co przed chwilą wyła...ta co codziennie ma problem żeby wstać i przykleić sobie uśmiech :(
Trzymam kciuki za Ciebie coksinelka, i za resztę babek też.
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez coksinelka 03 sty 2011, 21:14
Conessa, dzięki. To naprawdę budujące, że jest na tym świecie ktoś, kto tak dobrze rozumie o czym mówię. Widzisz, mnie obecnie najgorzej dołuje, że właściwie nie mam gdzie mieszkać. z byłym mieliśmy budować dom, kupiliśmy na kredyt działkę (którą nadal wspólnie spłacamy). Po całej akcji z jego zdradą i po rozwodzie zostałam bez niczego. Mam trzydziestkę na karku, a muszę mieszkać u brata na poddaszu, w mieszkaniu, które on wynajmuje lokatorom (mam tylko oddzielne wejście z klatki schodowej). Strasznie mnie to dołuje, bo mam wrażenie, że nieczego w życiu nie osiągnęłam i nic nie mam!!! :why:
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
30 mar 2010, 19:45
Lokalizacja
Białystok

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez Conessa 03 sty 2011, 21:39
coksinelka, domyślam się jak bardzo to trudne. Nagle wszystko co było celem w życiu zniknęło.
Może jestem trochę młodsza ale nie znaczy, że wiele nie przeszłam. Byłam 7 lat w pierwszym związku, miał być ślub, dom, też były plany. Byłam w ciąży - poroniłam b.wcześnie ale to wszystko nas cementowało i skończyło się później dla naszego dobra, jak to się mówi "w pokoju".
U mnie też nadszedł ten wiek, że chcę już mieć podobne plany z kimś.. przynajmniej mieć go.. Teraz był ON, myślałam o nim bardzo poważnie, zakochałam się jak nigdy i to samo wyszło..
Nie wiem co w życiu robić, żeby się utrzymać. Wynajmuję sama mieszkanie, płacę tylko za to by mieć gdzie leżeć w łóżku bo nic innego tu nie robię, nie mam siły, płacę za ten komfort, że nikt nie wisi mi nad głową, ok, może to i dobre, ale wszystko smutne. Nie stać mnie.
To straszne co Cię spotkało.. w dodatku już zakupiliście działkę, co wymaga teraz tyle spłacania.. wnioskuję, że nie macie dzieci?
Pewnie to i dobrze?
Pierwsza myśl jaka się nasuwa by teraz napisać, to to,że na pewno kogoś poznasz z kim mogłabyś budować związek - zapewne długo, bo zostałaś zraniona i trudno jest komuś zaufać, ale można.
Moja koleżanka.. wtedy 30 lat, teraz 35 - mąż oznajmił,że ma kogoś i odchodzi - przechodziła prawdziwą gehennę. Przez parę lat totalny awers na mężczyzn, już nigdy nie będzie z nikim. Poznała, młodszego - trwa to już 2 lata i jest chyba szczęśliwsza niż kiedykolwiek była. Patrząc na nią, wiem, że można.
W Ciebie też wierzę!
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez coksinelka 03 sty 2011, 22:03
Conessa, wiem, że zdarza się ludziom zbudować nowe, o wiele lepsze związki... mam jednak nieodparte wrażenie, że mnie to nie dotyczy :( . poza tym tak, jak sam stwierdziłaś: jestem bardzo poraniona. na tą chwilę zaufanie jakiemuś mężczyźnie graniczy z cudem, zwłaszcza, że były bardzo często mnie okłamywał, pomijając już ile się nasłuchałam kłamstw w związku z jego zdradą. naprawdę nie mam odwagi pisać w jaki sposób mnie zdradził, bo jest to dla mnie zbyt poniżające. napiszę ci na priva. może wtedy zobaczysz, że inni mają gorzej ;) .
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
30 mar 2010, 19:45
Lokalizacja
Białystok

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez piscis 04 sty 2011, 11:18
Hej kobiety, łączę się w bólu...
Jak to czytam to momentami mam wrażenie jak sama bym to pisała :(
Dokładnie teksty weź się w garść mnie też juz osłabiają, ale to wynika chyba z niewiedzy co to jest za choroba. Trochę może z bezradności osób, które nie wiedza jak nam pomóc, i chyba trochę z braku zrozumienia. Bo jeśli ktoś nie był nigdy w takiej sytuacji, nie czuł takiego bólu nigdy do końca nas nie zrozumie i nie będzie wiedział jak porozmawiać.
Conessa ja cię proszę...czego ty się wstydzisz. pomóż sobie i marsz do terapeuty. Ja miałam opory ale nie żałuje, że poszłam i do faceta ;)

Niektórym sie udaje ułożyć sobie ponownie życie, ale nie którym niestety nie...dlatego ja staram się o tym nie myśleć, ale niestety czasem się nie da :(
KL - jesteś Promykiem w moim szarym świecie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
03 sie 2010, 10:01

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 04 sty 2011, 15:00
Dziewczyny! ja równiez dołaczam sie do Was cierpiacych i przezywajacych dramat. conessa wizyty u terapauty moga przyniesc jakies rozwiazania. Ja dzis rozmawialam z fachowcem i faktycznie takie uzaleznienie to patologia. Czlowiek zatraca sam siebie. Trzeba siebie pokochac, polubic i czuc sie dobrze ze samym soba. Wiem, wiem - łatwo mowic. Ale bez tego ani rusz. Ja sie dowiedzialam, ze przez to cholerne wchloniecie faceta, mnie juz prawie wcale nie zostalo. I dlatego teraz cierpie. Dzieczyny! Nie dajmy sie, ten bol musi kiedys minac. I moze kazda z nas ulozy sobie szczesliwie zycie :smile: Bardzo tego zycze wszystkim cierpiacym kolezankom :smile:
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez coksinelka 04 sty 2011, 18:29
właśnie Dziewczyny! Najpierw to trzeba pokochać siebie! dopóki nie przestaniemy uzależniać naszego szczęścia od innego człowieka, to za każdym razem będziemy tkwiły w toksycznych związkach! ..........
ale jak to zrobić???????? :bezradny:
re33 fajnie, że chodzisz do mądrego terapeuty. ja na razie jestem tylko pod kontrolą psychiatry. I choć kobietka jest naprawdę spoko, to nieraz myślę sobie, że moje wizyty są jałowe i nic nowego nie wnoszą. Próbowałam chodzić do psychologa w białostockim ośrodku psychoterapii, a tam... niespodzianka!! terapeutka właściwie odesłała mnie z kwitkiem, bo oni preferują terapię grupową a nie indywidualna, więc jak bym chciała tam zostać to musiałabym się zapisać na terapię grupowa, a na to nie miałam ochoty. i tak tkwię w miejscu. Na lekach, z różnymi nastrojami, ale niestety nie idę do przodu, bo nikt, tak jak Tobie, nie otwiera mi oczu. I choć kiedys przechodziłam psychoterapię w szpitalu na oddziale nerwic, to już wile rzeczy mi umknęło i nie potrafię już racjonalnie tłumaczyć sobie swoich zachowań. No nic, niebawem mam wizytę u psychiatry. Może ją podpytam o psychologa i wezmę się za siebie porządnie.

pisałam wam już, że jest stronka dla kobiet zależnych emocjonalnie. Oni też tam organizują różne warsztaty wyjazdowe, ale jeszcze się na żaden nie zdecydowałam, więc nie wiem jak jest. ale za to na tej stronce można poczytać fajne artykuły o takich, jak my. myślę, że warto. stronka "kobieceserca" czy coś takiego.
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
30 mar 2010, 19:45
Lokalizacja
Białystok

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 04 sty 2011, 19:05
coksinelka strone o ktorek piszesz znam. Swietna, jak dla nas. Ten fachowiec o ktorym mowa, to psychiatra :smile:
Widze, ze prawie kazda z nas takiego specjaliste odwiedza :shock: Moj mnie dzis poztywnie zaskoczyl. Chce pomoc. Widzi, ze cierpie. PowiedziaL, ze jak TAK mocno kocham i tak gleboko. Ale to nie jest dobre. Od 3 misiecy zdycham na depresje z nadzieja na lepsze jutro. I znowu L4.........powiedział tez fajna rzecz, ze nigdy nie mozna kochac na 100 % :D
Jesli uda mi sie wyjsc kiedys z tego dola, chyba bede omijala facetow szerokim łukiem :D
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez piscis 04 sty 2011, 20:25
re33 zacznij od tego porąbańca z Anglii :D

coksinelka no właśnie jak to zrobić. A tak z innej beczki to mieszkasz w moim studenckim mieście :mrgreen:

Ale to wszystko jest bez sensu.
Mam znowu mega doła, coraz bardziej dochodzę do wniosku, że nie chce mi się już żyć...
KL - jesteś Promykiem w moim szarym świecie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
03 sie 2010, 10:01

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 04 sty 2011, 20:41
piscis juz go pognalam. Mam nadzieje, ze sie nie odezwie.
Ja mam dzis takiego doła, jak cholera i tez nie chce mi sie zyc.
Ide do łózka.
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez Conessa 04 sty 2011, 21:58
piscis, nie chcę iść bo się wstydzę.. swojej głupoty rzecz jasna. Bo kiedy do niej chodziłam moim problemem było zakochanie w osobie, która cierpi na syndrom swojego dziecka i nie widzi świata poza nim, olewając mnie przy tym .. teraz do niej pójdę, powiem, że mnie zostawił i co usłyszę? "a nie mówiłam". Wstyd wstyd wstyd. Może by mi pomogła, ale to nie ten czas, nie nazbierałam jeszcze tyle odwagi.
Dziś w pracy nie mogłam NIC zrobic, przesiedzialam przed monitorem wiekszosc czasu gapiac sie i wychodzac na papierosa. A ON.. juz nawet specjalnie nie stara sie byc mily, jak byl kiedys. Cholera... co ja mu takiego zrobilam.. :?: dalam tyle ciepla i tak sie odwdziecza :?:
Dolaczam do Waszego grona dolow dzisiejszych. Mama zabrala mnie do siebie po pracy abym cos porobila, pogadala i nie siedziala sama a ja rzucilam sie na lozko bez sily na cokolwiek.
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Przeskocz do